18 powodów, przez które Twoje ubrania szybko się niszczą

Jak dbać o ubrania

Jakość ubrań się pogorszyła. Wiele rzeczy jest uszytych tak, by przetrwać sezon lub dwa – co do tego nie ma wątpliwości. Ale jestem gotowa obstawić, że przynajmniej tak samo często to nasza wina, że ubrania szybko się niszczą.

Jeśli przynajmniej raz ukochana bluzka skurczyła Ci się w praniu, jedwabna sukienka pozaciągała, a kozaki zdarły się do reszty po kilku miesiącach, to jest post dla Ciebie. Partnerem wpisu jest marka SteaMaster.

Na samym początku chciałabym Cię uspokoić. Jeśli wydaje Ci się, że dbanie o ubrania wymaga nie wiadomo jakich zabiegów i będę tu przedstawiać skomplikowane metody, to spieszę z wyjaśnieniem, że zwykle najlepiej sprawdza się reguła “mniej znaczy więcej”. Stosując kilka prostych zasad można zaoszczędzić sporo czasu również na co dzień, nie wspominając już o braku konieczności ciągłego uzupełniania garderoby.

Okej, to dlaczego Twoje ubrania szybko się niszczą?


18 powodów, dla których Twoje ubrania szybko się niszczą


1. Kupujesz kiepsko zrobione ubrania – jeśli nie oglądasz ubrań przed zakupem, nie przyglądasz się z bliska, czy nie są skulkowane już w sklepie, czy nie przyciągają farfocli ze wszystkich okolicznych wieszaków, nie mają wystających nitek i pofalowanych szwów, nie dziw się potem, że coś jest z nimi nie tak.

To samo dotyczy zakupów online – powinnaś otworzyć paczkę i dokładnie obejrzeć zamówioną rzecz, zanim minie termin zwrotu – zwykle to 14 dni, może być więcej (zwłaszcza w dużych sklepach jak Zalando), nigdy mniej, to minimum narzucone przez przepisy.


2. Nie dajesz ubraniom odpocząć – nie noś non stop tego samego płaszcza, albo tej samej pary butów. Załóż coś innego i daj im odpocząć przez dzień czy dwa. Posłużą Ci wtedy dużo dłużej.


3. Nie czytasz wszywek z instrukcją prania – powinny być w każdym kupionym ubraniu, no chyba że kupujesz w second handzie. Wtedy zdarza się, że są sprane lub wycięte i najlepszą metodą jest po prostu zerknięcie na metkę czegoś podobnego, jeśli masz wątpliwości.

Samo przeczytanie to dopiero połowa sukcesu, instrukcji należy się też trzymać. Jeśli na metce jest napisane “nie prać w pralce”, a Ty zdecydujesz się choćby na delikatny program, robisz to na własne ryzyko i nie możesz mieć pretensji do producenta w razie zniszczenia ubrania.

Ja nie trzymam się zasad przy większości delikatnych bluzek czy sukienek, które według metki powinnam prać ręcznie (piorę je w specjalnej siatce i na programie “pranie ręczne”, nawet te z jedwabiu). Nie wrzuciłabym jednak do pralki jedwabnej, plisowanej sukienki, bluzki z aplikacjami czy wełnianego swetra.


4. Pierzesz w zbyt wysokiej temperaturze – im niższa temperatura prania, tym lepiej dla ubrań. Ja z reguły piorę ubrania w 30 stopniach, a więc w jeszcze chłodniejszej wodzie, niż sugeruje metka na przykład na bawełnianych t-shirtach. To oczywiście zależy od stopnia zabrudzenia ubrań czy choćby tego, jak intensywnie się pocimy, ale zawsze warto obniżyć temperaturę prania o 10 stopni i zobaczyć, co się stanie. Prane w wysokiej temperaturze ubrania szybko się niszczą, ale mogą się też skurczyć – jeśli nie spektakularnie i od razu, to po trochę przy każdym praniu.


5. Pierzesz ubrania zbyt często – nie zachęcam do chodzenia dwa dni w tych samych majtkach czy skarpetkach, ale jestem w stanie się założyć, że większość z nas pierze ubrania zbyt często. Zwłaszcza dżinsy czy swetry, które zwykle wymagają tylko odświeżenia. Dżinsy można wrzucić do zamrażarki, a swetry, sukienki czy kurtki potraktować parą. Można spróbować domowych sposobów, jak rozwieszanie w łazience podczas kąpieli, ale warto rozważyć też dobry steamer.

Odświeżanie ubrań steamasterem

To nie tylko sposób na prasowanie ubrań bez konieczności traktowania ich gorącym żelazkiem, ale też ich odświeżenie – gorąca para pozwala pozbyć się nieprzyjemnych zapachów i, jeśli ubranie nie jest poplamione czy mocno przepocone, z powodzeniem zastępuję wizytę w pralni chemicznej, która też tkaninom na dłuższą metę nie służy.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam steamer, lata temu, u koleżanki która prowadziła sklep odzieżowy, pomyślałam że to urządzenie idealne dla mnie. Jakiś czas później przejęłam po mamie mały, ręczny steamer kupiony na promocji w supermarkecie i bardzo się rozczarowałam. Nie dość, że kapał gorącą wodą, to jeszcze… nie prasował.

Na szczęście okazało się, że to nie kwestia steamera samego w sobie, ale jego mocy i jakości. SteaMaster, którego używam od kilku tygodni, radzi sobie super – prasuję nim wszystko, co mam w szafie (w tym rzeczy, których wcześniej w ogóle mi się nie chciało prasować żelazkiem) i nie trafiłam jeszcze na materiał, z którym by sobie nie radził. W przypadku ubrań mojego chłopaka nie dał sobie rady tylko z grubymi, bawełnianymi spodniami.

To inny rodzaj prasowania, niż w przypadku żelazka. Prasuje się dużo szybciej, można też brać na warsztat delikatne tkaniny, których nie można dotykać żelazkiem. SteaMaster świetnie sobie też radzi z wszelkiego rodzaju plisami, falbanami czy zakładkami.

Nie uprasujemy nim jednak kołnierzyka koszuli “na sztywno”. Mój chłopak chodzi do pracy w koszulach wyprasowanych SteaMasterem, ja też wszystko nim prasuję, ale jeżeli ktoś lubi mieć idealnie odprasowany każdy kancik, będzie musiał sięgnąć po żelazko.

Ubrania szybko się niszczą - poradnik

Trzeba też pamiętać, że do SteaMastera potrzebna jest woda destylowana – zwykła woda z kranu może zepsuć urządzenie. Wodę destylowaną można kupić w supermarketach i na stacjach benzynowych, ja zamawiam ją razem z moimi zakupami spożywczymi. Nie jestem w stanie oszacować, na ile starcza pięciolitrowy baniak, bo jeszcze nie skończyliśmy pierwszego.

Ubrania szybko się niszczą - poradnik

To może być trochę uciążliwe, ale biorąc pod uwagę wszystkie inne zalety, zwłaszcza szybkość i możliwość porządnego odświeżenia ubrań, warto rozważyć zamianę żelazka na SteaMaster – ja mojego nie wyciągnęłam z szafy, odkąd prasuję parą.

Steamer może naprawdę rozleniwić – prasuje się raz dwa, można też sobie odpuścić wiele wizyt w pralni chemicznej czy niepotrzebnych prań. Z mniej oczywistych zalet – robi super loki – jak macie włosy z tendencją do skręcania się, to pewnie wiecie o czym mówię!

Ma jednak swoje minusy – tak jak wspominałam, trzeba pamiętać o kupowaniu wody destylowanej, nie wyprasuje się nim idealnie każdego kancika, no i zajmuje trochę miejsca – ale podobnie, co żelazko i deska do prasowania. U nas stoi w szafie, rozłożony i gotowy do pracy.


6. Wirujesz pranie na wysokich obrotach albo używasz suszarki elektrycznej – na szczęście suszarki elektryczne nie są u nas tak popularne jak na przykład w Wielkiej Brytanii. To jak drugie, jeszcze gorsze pranie. Do tego ostre wirowanie to przepis na poskręcane szwy i rozciągnięcie materiału. Z tego samego powodu nie powinno się ubrań wykręcać.


7. Nie używasz woreczków do prania delikatnych rzeczy – małe woreczki z siatki kosztują kilka złotych, a ochronią Twoje biustonosze czy satynowe koszulki przed zaciągnięciami. Są dostępne w drogeriach, można je też kupić online. Ewentualnie można je też zastąpić zwykłą, biała poszewką na poduszkę, ale woreczki są wygodniejsze – zajmują mniej miejsca i szybciej schną. Innym przydatnym gadżetem są chusteczki zapobiegające farbowaniu, pisałam o nich tutaj.


8. Nie wywracasz ubrań na drugą stronę przed włożeniem ich do pralki – warto to robić szczególnie w przypadku ubrań z nadrukami albo ciemnych dżinsów, które łatwo tracą kolor.


9. Nie zapinasz przed praniem zamków, haftek itp. – to może wydawać się stratą czasu, ale naprawdę warto poświęcić te dwie minuty. Kupowanie nowego biustonosza trwa o wiele dłużej, nie wspominając o zarobieniu potrzebnej kwoty.


10. Używasz płynu do płukania – jest niewskazany zwłaszcza w przypadku ubrań sportowych ze specjalnych, syntetycznych tkanin, nie powinno się też nim traktować ręczników z mikrofibry – to te szybkoschnące, które można kupić w sklepach sportowych. Ja nie stosuję płynu do płukania w ogóle (długo toczyliśmy o to spór z moim chłopakiem, który był przyzwyczajony do pachnącego prania – było o tyle trudniej, że to on jest u nas za pranie odpowiedzialny), do niczego mi nie jest potrzebny i mam trochę więcej pieniędzy portfelu, a trochę mniej chemikaliów w swoim praniu.

Odświeżanie ubrań steamerem


11. Niedbale wieszasz ubrania do wyschnięcia – to naprawdę robi różnicę, zwłaszcza w przypadku koszul. Wielu dobrze rozwieszonych ubrań nie trzeba potem nawet prasować (oczywiście w zależności od Waszej wrażliwości na zagniecenia, moja babcia prasuje nawet skarpetki), a nawet jeśli trzeba, to wystarczy po nich raz dwa przejechać. Długi kontakt z gorącym żelazkiem może nie tylko uszkadzać włókna, ale też łatwo coś wyświecić czy przypalić. W przypadku steamera nie ma tego ryzyka, ale dobre wieszanie może nas w wielu przypadkach zwolnić z jakiekogolwiek prasowania.


12. Suszysz ubrania na ostrym słońcu – na pewno im to nie pomoże, zwłaszcza ciemnym tkaninom. Suszarkę dużo lepiej jest postawić w zacienionym miejscu.


13. Nie reagujesz od razu, kiedy coś się zniszczy albo poplami – większość plam da się usunąć, jeśli tylko zareaguje się od razu. Zwykle najlepiej jest zamoczyć zabrudzony fragment w chłodnej wodzie i wygooglować, czym daną plamę potraktować. Jeśli to ubranie, które trzeba zanieść do pralni, warto to zrobić jak najszybciej. Kiedy zabrudzenia wnikną w tkaninę, będzie je dużo trudniej usunąć.


14. To samo dotyczy butów – wymiana zdartych fleków to najprostsza rzecz na świecie, ale kiedy będziemy chodzić w wymagających naprawy butach tak długo, aż uszkodzą nam się obcasy, naprawa będzie i droższa, i trudniejsza, a czasami wręcz niemożliwa.


15. Nie dbasz o buty na bieżąco – skórzane buty trzeba regularnie pastować i natłuszczać, wtedy posłużą o wiele dłużej. Dotyczy to zwłaszcza butów jesiennych i zimowych, które mają kontakt z wodą i solą. Mr.Vintage świetnie opisał, jak to robić.


16. Źle użytkujesz ubrania – odrobina zdrowego rozsądku to zawsze dobry pomysł. Jeśli kupiłaś sobie jasne, zamszowe botki, nie chodź w nich po błocie, nie wkładaj puchówki w ulewę, nie noś ostrego, słomkowego koszyka do jedwabnej sukienki.


17. Źle przechowujesz ubrania – trzymasz buty na wielkiej kupie wciśniętej do szuflady, ubrania wiszą po kilka sztuk na drucianych wieszaczkach z pralni, torebki są powciskane do pudeł. Żeby ubrania i dodatki się nie niszczyły, nie potrzeba żadnych skomplikowanych systemów przechowywania. Wystarczy ograniczyć ich ilość na tyle, żeby każde miało wystarczająco dużo miejsca, kupić porządne wieszaki i nie wieszać swetrów, tylko trzymać je złożone na półce.


18. Masz pecha – możesz niestety kupić ubranie, które wydaje się być w porządku, robić wszystko jak trzeba, a i tak wyciągnąć z pralki szmatkę ze szwami poskręcanymi jak precelki. Mogłaś trafić na kiepskiego producenta, albo producent mógł trafić na kiepską partię materiału czy nici. Pamiętaj wtedy o swoim prawie do reklamacji, często mylonym z prawem do zwrotu. Nie ogranicza Cię tutaj krótki termin, możesz reklamować produkt przez dwa lata od zakupu, nie potrzebujesz też paragonu, wystarczy że udowodnisz swój zakup na przykład potwierdzeniem płatności kartą. O reklamacjach i zwrotach w sklepach internetowych i stacjonarnych pisałam szerzej tutaj.


Mam nadzieję, że pomogłam! Jeśli coś jeszcze przychodzi Wam do głowy, dajcie znać w komentarzu.

No i jeszcze raz podkreślam – dbanie o ubrania naprawdę nie musi być skomplikowane, a na dłuższą metę oszczędza sporo czasu i pieniędzy. To mówię ja, najleniwsza z leniwych pań domu.

 

 

 

153 comments

+ Napisz odpowiedź
      1. Joanna

        Mówimy, że coś dzieje się „z powodu”, a nie „przez powód”. Tytuł jest więc jak najbardziej poprawny i moim zdaniem brzmi dobrze.
        Jesteś zresztą, Asiu, jedną z nielicznych blogerek używających poprawnej polszczyzny, za co Cię bardzo cenię. Większości blogów nie jestem w stanie czytać z uwagi na nawał błędów. Mam ochotę kreślić te teksty czerwonym długopisem i, wzorem mojej polonistki sprzed lat, upstrzyć je komentarzami typu „ort!”, „log.”, „styl.”.

        1. Marta

          Wydaje mi się, że „powód, dla którego” sugeruje przyczynę czyjegoś działania, a nie przyczynę zjawiska, ale może przesadzam.

          To może „przyczyn, które powodują”?

  1. Aleksandra

    Dbanie o ubrania to moja pięta Achillesa :( Ostatnio jest nieco lepiej, bo mogę sobie pozwolić na lepszej jakości produkty, jednak wiem, że wciąż sporo zaniedbuję. Zacznę od rzadszego prania i zmniejszenia liczby obrotów – mam nadzieję, że im to pomorze :)

    1. Agnieszka

      Ja też robię ten błąd z wirowaniem (1300 obrotów), ale lubię wyciągać pranie takie prawie suche, bo wtedy szybko wysycha. Nie wiem czy dałabym radę się tego oduczyć.

    1. Marta

      Yyy, zdecydowanie nie. To tak nie działa, że jak „z powodu”, to „powody, z których”. Pierwsza rzecz, na jaką zwróciłam uwagę, to koszmar językowy w tytule. A zasadniczo blog bardzo przyzwoicie pisany.

  2. Klaudia

    Wyświecenia przy prasowaniu to dla mnie udręka… Jak sobie z tym radzić (oprócz prasowania steamerem :D)?

  3. Aga

    Asiu ktorego modelu SteaMastera uzywasz? Zastanawiam sie nad zakupem,ale nie mam pojecia który będzie najlepszy. Pozdrawiam :)

        1. Style Digger

          Pewnie mamy (muszę sprawdzić), ale chodziło mi raczej o to, że nie da się idealnie odprasować każdego rożka i mikrofałdki, nie ma takiej super dokładności jak przy żelazku.

  4. Anna

    Ciekawa jestem, jak to naprawdę jest z tymi elektrycznymi suszarkami. Mój znajomy, który 40 lat mieszkał w USA, uważa, że to totalna bzdura i nie wie, skąd w Polsce takie przeświadczenie. Podobno nigdy mu się nic nie zniszczyło w takiej suszarce, a używał ich na co dzień. A co do płynu zmiękczającego – jednak łatwiej prasować ubrania, które były wyprane z jego dodatkiem (nawet te dobrze rozwieszone koszule). Ale nie dodaję go ani do prania ręczników, ani do dżinsów.

    1. K

      Koleżanka, ktora przez kilkanaście lat mieszkała w Kanadzie i również suszarki używała twierdzi, że ubrania się niszczą. Może to kwestia ubrań i tego co kto uważa za normalne zużycie a co za niszczenie?

      1. Marta

        Na studiach wynajmowałem pokój w mieszkaniu, w którym była suszarka i przez rok nic mi się nie zniszczyło. Wydaje mi się, że pierwsze suszarki faktycznie mogły niszczyć ubrania, ale pralki sprzed 20 czy 30 lat też je niszczyły.

        1. Style Digger

          Ja też suszyłam suszarką parę lat temu, w akademiku w Londynie i rzeczy niszczyły mi się dużo szybciej – a zakładam że suszarki miały mniej niż 30 lat. Pewnie są lepsze i gorsze, ale jak można nie używać, to lepiej nie:)

    2. nat

      My mamy w domu suszarkę i faktycznie szybciej niszczą się niektóre dzianinowe bluzki, oprócz tego nie zauważyłam, żeby suszenie miało jakiś szczególny wpływ na ubrania (jeszcze jeden sweter o niby porządnym składzie bardzo mi się kulkuje, ale nie jestem pewna czy to przez suszarkę). No a wychodzą z suszarki cieplutkie, praktycznie suche i w większości przypadków nie trzeba już ich prasować :) Także ja sobie chwalę, chociaż niestety jakiś tam wpływ na trwałość ciuchów to ma. Aha, no i po suszeniu ubrania pachną tak ślicznie, jak po płynie do płukania, nawet jeżeli się go nie dodaje :)

    3. Mgd

      Mieszkalam w stanach przez 3 miesiace. Po powrocie musialam wyrzucic wszystkie moje tshirty I bluzy. Material po suszeniu w suszarce Robi sie strasznie cienki, 10 pran I tshirt tylko do kosza sie nadaje. Amerykanie nie widza problemu przez ich wrodzony konsumpcjonizm- tam nikt nie nosi Jednej rzeczy dluzej niz sezon.

    4. Karolina

      Karolina z „House loves” pisała o swojej suszarce do prania z programem „prosto do szafy” – ponoć jest zachwycona, może to też zależy jak się z takiego sprzętu korzysta. Ja takowej w domu nie mam, mój patent na pranie to ustawić wirowanie na max 800 obrotów, dobrze strzepnąć i ładnie rozwiesić. Dzięki temu prasuję bardzo rzadko, zazwyczaj wieczór przed wyszykowaniem do pracy (częściej gniotą mi się w szafie niż wymagają prasowania po praniu).

      Niestety moją bolączką jest niechęć do pastowania butów. I tak dobrze znoszą moje niedbalstwo :/

  5. Zona z kredensem

    I jeszcze chciałam napisać, że fantastycznie wszystko o czym piszesz wynioslam z domu! I jakoś nie wyobrażam sobie inaczej. No może poza płynem do płukania, który uwielbiam, ale stosuje tylko do pościeli. Buziaki!

    1. ela - themomentsbyela.pl

      Ja również większość przydatnych nawyków wyniosłam z domu. U nas bardzo dbało się o posiadane ubrania i buty więc delikatne pranie, odpowiednie powieszenie do suszenia było na porządku dziennym. Jakość tkaniny i sposób też miały duże znaczenie. Najlepiej na dobrych jakościowo materiałach znała się babcia, a potem chyba tak naturalnie przechodziło na mnie. Artykuł przypominający o zdroworozsądkowych działaniach jest bezcenna. Pozdrowionka.

      http://www.themomentsbyela.pl

  6. Ewa

    Jeśli chodzi o pozbywanie się brzydkich zapachów to polecam dodawanie do prania octu zamiast płynu do płukania. Szczególnie dobrze można się pozbyć zapachu dymu papierosowego (tego akurat nie testowałam, bo nie palę) czy też zapachu ubrań z second handu. Ocet ma też właściwości zmiękczające wodę, antybakteryjne i podobno ochrania kolory. Niestety jak z trwałością ubrań po praniu z dodatkiem octu nie wiem. Co do samego zapachu octu to po wyciągnięciu prania trochę może być go czuć, ale już po wyschnięciu nie ma żadnego zapachu. Oczywiście zależy to też od ilości użytego octu, jak sie naleje pół butelki to nie sposób żeby nie było czuć :) A znowu jak się da środka piorącego bardzo dużo to też tego octu nie czuć wcale już zaraz po praniu. Tylko że wiadomo nie o to chodzi żeby dawać więcej proszku.

  7. Aśka

    Bardzo przydatny wpis. Większą część stosuję, ale o suszarce elektrycznej to akurat marzę. Miałam u rodziców i teraz u siebie mi bardzo jej brakuje, szczególnie przy dziecku, małym metrażu i braku balkonu. Z drugiej strony małe mieszkanie = problem gdzie tą suszarkę ustawić. Pozdrawiam!

    1. Karo

      Pralkosuszarkę polecam wobec tego. Ja sobie taką wymyśliłam przy urządzaniu mieszkania. Rodzina pukała się w głowę, po co mi to. Okazało się, że miałam rację – choć na co dzień zazwyczaj rozwieszam pranie na zwykłej suszarce, to w sytuacjach awaryjnych opcja suszenia jest wybawieniem :) Jedyny mankament jest taki, że na naszym rynku jest niewielki wybór pralkosuszarek w rozsądnej cenie, a przy tym porządnych.

  8. Agata

    Pisałaś kiedyś że warto czasem zanieść ubrania do krawcowej. Podzielisz się może namiarami na swoją? Chodzi mi o zwężenie jeansów

      1. kajko

        A czy pani Zosia szyje tez bluzki, spódnice z powierzonego materiału? Kupilam w ciucholandzie fantastyczna letnia welne (wielka spodnice) i nie mam na nia pomyslu.

    1. Dorota

      Będą bardziej miękkie! Oczywiście nie wszystkie skarpety się nadają… Takie z poliestru raczej nie…
      Oczywiście ja nie prasuję:D Ale dziecku kiedyś prasowalam, jak było niemowlęciem:D Wtedy milsze dla stopy:-)

  9. Karolina | The Carolina's Book

    Hej Asia, a mnie ciekawią Twoje odczucia względem płynu do płukania. Przyznam, że póki co nie wyobrażam sobie prania bez niego – jeśli o nim zapomnę, wszystko mi się elektryzuje, ubrania się kleją do ciała i mam wrażenie, że są mniej przyjemne w dotyku. Z drugiej strony, jeśli użyję o kroplę za dużo – zapach mnie drażni i mam wrażenie, że na ubraniach zostaje chemia. Masz jakąś alternatywę dla płynu do płukania?

  10. Basia

    Ja dodałabym stosowanie zbyt dużej ilości detergentów – płynu lub proszku do prania, które wyplukuja kolory. Ciemne ubrania warto prać w płynach do tego przeznaczonych.

  11. Ola

    Przykładam ogromną wagę do tego co kupuję, kiedyś było mi wszystko jedno. Teraz wolę nie mieć mniej rzeczy, niż kupić coś kiepskiej jakości. Zanim kupię, dokładnie obejrzę, zastanowię się. Moja mama jest z wykształcenia krawcową i dzięki temu mam pewne pojęcie na temat materiałów, dzięki czemu wystrzegam się czegoś co wygląda źle. W swoje szafie mam ubrania od 10 lat (a nawet starsze), niektóre są wciąż w nienagannym stanie, na niektórych są widoczne ślady zużycia. Mam hopla na punkcie dbania o swoje rzeczy, jedyna rzecz z którą przestałam walczyć to kocia sierść na czarnych ubraniach, mam trzy cudowne kociaki, z czego jeden ma specyficzną sierść, która jest wszędzie. Wyczyszczę ubranie, a za chwilę bęc, znowu miliony włosów. Oczywiście staram się mieć te ubrania przynajmniej trochę odkłaczone. Swoje biustonosze piorę ręcznie, kilka mi się zniszczyło podczas prania w pralce, nawet w woreczku, więc od tej pory unikam pralki.

    1. Asiek

      Na kocie kłaki najlepsza jest właśnie suszarka, zbiera wszelkie farfocle. Nawet, kiedy mam zamiar suszyć na powietrzu, wsadzam pranie na chwilę do suszarki, żeby je wyczyścić. Materiały są też miększe po elektrycznej suszarce. Szczególnie ręczników nie lubię suszonych naturalnie, są sztywne i szorstkie. W suszarce lepiej nie suszyć jeansów, robią się zagniecenia-przetarcia oraz codzienych koszul – mną się (wywieszone są ok, nie prasuję ich).

    1. Style Digger

      Właśnie rozmawiałam o tym parę dni temu z moim chłopakiem, który ma ten sam problem – robiliśmy nawet eksperyment z sodą i octem, ale nie zadziałało, specjalny specyfik do plam z dezodorantów też nie. Więc też się chętnie dowiem:)

      1. Marta

        Ja odplamiam proszkiem do odplamiania. Może być Vanish, ale 3 razy tańszy odplamiacz z biedronki też się sprawdza. Robię pastę, tak jak jest to opisane w zaleceniach na pudełku na uporczywe plamy, wcieram to w taką żółtą pachę i zostawiam na ok 10 minut, później normalnie piorę. Plamy znikają zupełnie. Wiem, że chemia niedobra ;) ale w tym wypadku wolę zrobić koszulce taki zabieg raz na 10-15 prań niż ją wyrzucić.

      2. anutek

        Ja stosuję proszek do pieczenia. Działa:) Plamę trzeba lekko zamoczyć, posypać proszkiem (obficie) i skropić wodą – proszek zacznie „buzowac”. Potem spłukać proszek i zaprać plamę mydłem (najlepiej szarym). I do pralki. ALE jeśli plama jest stara i „zasklepiona”, cała operację proszkową trzeba powtórzyć 2-3 razy.

      3. Agnieszka

        Czytałam, że na takie plamy najlepszy jest roztwór z amoniaku. Nigdy nie stosowałam, ale zamierzam spróbować, bo na jasnych koszulkach niestety pojawiają mi się żółte plamy pod pachami.

      4. Maja

        Polecam odplamiacz Amway, usuwa większość uporczywych plam. Mam go od kilku lat i dzięki niemu wiele razy udało mi się uratować ciuchy przed wyrzuceniem do kosza :)

    2. Magda

      Próbowałam walczyć z tymi plamami już kilka razy, na różne sposoby (wanisz, soda, ocet, ace). Mi się niestety nie udało, ale brawo że Dziewczyny podały przepisy, oby Wam się udało:).
      Moja teoria, a propos tych plam, jest taka, że winne są bakterie, które urzędują na naszym ciele. W moim przypadku strasznie mi się niszczyły ubrania przy stosowaniu antyperspirantów (w sprayu), które zostawiały warstewkę na skórze. No i takie bakterie się tym żywiły i tworzyły niemiły zapach i niemiłe żółte plamy. Z czasem od używania antyperspirantów ciuchy pod pachami robiły się żółte i sztywne. Musiałam wyrzucić cudne, ukochane t-shirty i białe bluzki. Przerzuciłam się na deo w kulce i było dużo lepiej, ale jeszcze niezadowalająco. Uratował mnie i moje ciuchy kryształ ałunu. Nie wpływa na potliwość, ale zupełnie neutralizuje zapach potu (chyba że naprawdę nas zalewa, ale w sumie latem w upały dawał radę) i ma chyba działania bakteriobójcze. Żadnych brzydkich plam, tylko komfort. Więc jeśli ktoś ma ochotę spróbować to bardzo i szczerze polecam:)

      1. Joanna

        Potwierdzam świetne działanie ałunu (dla osób, które nie mają problemu z nadmierną potliwością) – nie blokuje wydzielania potu, co jest zdrowsze dla organizmu, ale sprawia że pot nie ma zapachu, ponieważ hamuje rozwój bakterii. No i nie zawiera soli aluminium i innych chemicznych syfów, którymi są naćpane kosmetyki.

      2. Karolina

        Eh, z moja nadpotliwością to niestety nie da rady… Za mało, żeby leczyć, za dużo na lekki dezodorant (i alternatywy) :/ Jedyne co polecam takim osobom jak ja to dezodorant w kulce i nie zakładać od razu ubrania – zostawić pachy do wyschnięcia. Żółte plamy i tak się w końcu pojawią, ale to przy bardzo częstym używaniu.

      3. Agnieszka

        Ja mam ałun potasowy (INCI: Potassium alun), ale u mnie niestety się nie sprawdza. Nie radzi sobie ani z poceniem, ani z zapachem.

    3. Ola | Mikmok blog

      Ja wiem! ;)

      Tzn. mocno z nimi walczę i często tę walkę wygrywam – trzeba jednak pamiętać, że to wojna, w której przegrywamy kolejne bitwy ;) Mnie ten problem jakoś szczególnie nie dotyczy od kiedy przerzuciłam się na luźne koszule, ale mój narzeczony chodzi w bawełnianych t-shirtach i przy szwach pod pachami robią mu się plamy od dezodorantu i potu. Polecam przed każdym praniem, nawet jeśli plam jeszcze nie ma, przeprać „pachy” ręcznie. Ja robię to tak:

      – przewracam ubrania na lewą stronę
      – przygotowuję wrzątek (z czajnika), płyn do prania (lub proszek, ale ja piorę wszystko w płynach), szczoteczka „do paznokci” i – w zależności czy są to ubrania BIAŁE czy nie – odplamiacz (ale tylko do BIAŁYCH, ja używam DOMOLU w takim kubełku, do kupienia w Rossmannach) i/lub ocet i/lub spray’u do plam z dezodorantu i potu marki Dr Beckmann
      – ostrożnie polewam miejsce plamy (lub potencjalnej plamy) wrzątkiem
      – w przypadku rzeczy BIAŁYCH – posypuję Domolem, polewam jeszcze odrobiną wrzątku i szoruję szczoteczką; często jeszcze polewam później odrobiną płynu do prania i szoruję dalej, czasami polewam jeszcze to miejsce octem i też szoruję
      – w przypadku rzeczy KOLOROWYCH i CZARNYCH boję się stosować Domol, bo zdarzyło mi się, że odbarwił tkaninę, więc polewam odrobiną octu, szoruję, polewam trochę płynem do prania i szoruję – generalnie raz jednym, raz drugim, raz miks, w zależności od nastroju ;) czasem przed tymi wszystkimi magicznymi trikami pryskam jeszcze plamy wspomnianym wcześniej spray’em
      – piorę w pralce w 30 stopniach w samym płynie do prania, bo tak jak Asia płynów do płukania nie używam

      Jeśli plamy były mocno zaschnięte, po pierwszym praniu może nie być efektów, ale po kilku praniach powinny nawet całkowicie zniknąć. Dlatego najlepiej nie dopuścić w ogóle do ich powstania poprzez przepieranie t-shirtów za każdym razem :) Najlepsze efekty daje wrzątek z Domolem na białych koszulkach – mój Ł. miał t-shirty z takimi aż sztywnymi plamami, które nadawały się już tylko do wyrzucenia, a teraz są śnieżnobiałe, bez śladu plamki :) Ogólnie jest to trochę roboty, ale dzięki temu koszulki żyją dłużej i nie śmierdzą (zauważyłam, że te plamy strasznie śmierdzą!). I bez obaw – polewając wrzątkiem tylko miejsce pod pachami, nic nie powinno stać się z resztą koszulki :)

  12. Ania

    Jakos nie moge zrozumiec tej niecheci do suszarki. Mam te sama od 12 lat z fitmy Miele i jeszcze nic z jej powodu nie wyzucilam. Jest kilka programow np. suche do szafy, albo wilgotne do prasowania. Pranie z suszarki fajnie sie sklada i nie jest pogniecione.
    Ja jestem zadowolona i swojej nie oddam.

  13. Ania

    Moja mama ma świetny sposób na to, by ubrania po praniu były mniej pogniecione. Pranie wyjęte z pralki składa, układa rzeczy jedna na drugiej i odstawia na jakiś czas, minimum pół godziny. Później je wiesza i po takim zabiegu rzeczy często nie wymagają prasowania, bądź prasowanie ich jest łatwiejsze :)

    1. aga

      a ja kojarzę taki zwyczaj z domu (no to było dobre 30lat temu jak byłam mała:) że mama i tata jak wyjmowali z prania pościel to ją razem „przeciągali”, mieli cały system takiego „wytrząsania” rogów, potem składania i na końcu rolowania i tak to czekało do prasowania… nie wiem, to chyba miała być taka namiastka magla? PS. ja w ogóle, od wielu lat prawie w ogóle nie prasuję, no ewentualnie jak coś co już koniecznie tego wymaga, na wielkie wyjścia (a mam 4 osobową rodzinę, rzeczy dzieci to już w ogóle nigdy, dla mnie kompletna strata czasu, ale co kto lubi:)

  14. ewa

    Bawi mnie, że jakaś sporna kwestia językowa przesłoniła ideę posta. Ale w Polsce każdy jest lekarzem i polonistą.

  15. Alicja

    Ja jeszcze dodam, że w ogóle duże znaczenie ma to, w czym pierzemy. Proszek dużo bardziej niszczy tkaniny niż różne płyny do prania, żele czy kapsułki. Sama sprawdziłam. I to prawda, że im mniej chemii tym lepiej. Płyn do płukania zbędny.
    Zgodzę się też w kwestii suszarek. Mieszkałam przez pewien czas we francuskim akademiku, gdzie nie miałam miejsca na suszenie prania, za to w pralni były suszarki. Ubrania wyglądały gorzej już po jednej takiej sesji! Potem miałam w pokoju malownicze instalacje ze sznurków i suszących się ubrań😊 na szczęście czasowe😊
    Mój grzech względem ubrań to przede wszystkim unikanie prania ręcznego. A jak już raz na jakiś czas uzbiera mi się góra tych najdelikatniejszych ciuchów, to z kolei niestety zbyt mocno je wykręcam i ściskam po praniu. Muszę nad tym popracować.

  16. Dorota

    mam ten steamer (różowy) i niestety, nie jest to jakieś cudowne urządzenie… Bluzki z cienkiego materiału – ok, odświeży kurtki i wełniane swetry oraz bardzo lekko rozprasuje tiulowe zasłonki.Tylko tyle, a koszule, spodnie i normalną bawełnę muszę prasować żelazkiem – za 500 zl spodziewałam się czegoś więcej… Ale rozumiem, że to jest post sponsorowany więc i jego ocena musi być odpowiednia.

  17. Pstra Matrona

    Ja właśnie w wakacje toczyłam rodzinną walkę z kanadyjskim sposobem dbania o ubrania czyli z suszarką i steamerem. Nie byłam w stanie przekonać mojej cioci że wkładanie do suszarki moich jedwabnych sukienek to niedobry pomysł. Steamerem za to nie jestem w stanie uprasowac niczego nawet koszulki dla mnie to jest po prostu nie uprasowane a wymięcie ubrań jest dla mnie jakieś okropnie odstręczające. Mogę spokojnie wyjść z domu bez makijażu czy z nienajładniejszą fryzurą ale w wymiętych ciuchach po prostu bym nie wyszła to zupełnie niemożliwe. Dlatego wyobrażam sobie że komuś może to urządzenie pasować jeśli jest mniej szalony ale ja nad nim mogę tylko rozwijać swoją inwencję przekleństw.

  18. Majka

    Nigdy nie rozumiem dlaczego „dawanie ubraniom odpocząć” może spowodować, że będą dłużej służyć. Przecież mają kilka- kilkanaście godzin pomiędzy kolejnymi założeniami. Dlaczego w tym czasie tkanina nie wróci do swojego kształtu? Chyba, że zakładamy, że np. 2 płaszcze noszone na zmianę posłużą 2x dłużej niż jeden.
    Szczególnie w przypadku jakiś bardziej trwałych ubrań z elastycznymi włóknami ta teoria wydaje mi się nie mieć sensu- bo lepiej chyba takie ubranie „wynosić” na maksa przez te kilka lat zanim struktura chemiczna elastycznych włókien nie zniszczy się z upływem czasu?

      1. Majka

        Ok! Super. :) Podlinkuj, bo wiele razy czytałam o „odpoczywaniu” ubrań i po prostu mam wrażenie, że to mit, bo nie znalazłam żadnego sensownego wytłumaczenia. Ewn. czasem ktoś pisał o tym, że włókna wracają do stanu przed założeniem, ale skąd wiadomo, że potrzebują na to dwa dni, a nie jedną noc?

        1. Style Digger

          Kurczę, nie wiem. Teraz mi to nie da spokoju, bo też się zastanawiam, jak to właściwie działa w takim razie – jak coś kiedyś znajdę, to na pewno będę pamiętać żeby wrócić!

          1. Majka

            Też kiedyś szukałam i nic nie znalazłam, więc to chyba takie stwierdzenie, które wszyscy powtarzają tak często, że ktokolwiek przestał to podważać i wszyscy w to uwierzyli.
            Ale jeśli moja teoria jest błędna i znajdziesz kiedyś jakieś uzasadnienie to napisz koniecznie!

    1. Angelika

      Z ubraniami nie wiem dlaczego. Na pewno muszą jednak odpoczywać buty ze skóry. Chodzi o higienę i o pot, który wchłaniają. Poza tym skóra pracuje i ma szansę wrócić do pierwotnego stanu, jeśli buty trzymamy w prawidłach Na blogach o męskiej elegancji dokładnie opisują ten proces.

  19. Dordor

    Bardzo praktyczny post, dużo cennych informacji, chciałabym tylko dodać jedną uwagę na temat płynu do płukania. Moim zdaniem, głównym jego zadaniem jest ograniczenie elektryzowania się ubrań i w tym większość płynów jakie miałam sprawdza się świetnie. Elektryzowanie szczególnie jest irytujące w przypadku spódnic i sukienek oraz jeśli mamy w domu dziecko wpadające w histerię za każdym razem, gdy przeskoczy na nie iskierka ;) Widzę widoczną różnicę pomiędzy ubraniami wypranymi bez płynu a tymi z płynem.

  20. Magda

    Dziewczyny, które zachwalają suszarki – powiedzcie proszę jak Wy to robicie, że wyciągacie z niej prawie uprasowane ubrania :D ja używam suszarki dość rzadko, do pościeli i ręczników, ale pościel jest tak wygnieciona, że chyba bardziej się nie da :P
    U mnie w domu tez to mój chłopak jest fanem płynu do płukania :))) ja nie mogę znieść zapachu, bardzo mnie drażni. Polecam miksturę woda+ ocet + olejek eteryczny. Wiadomo, ze zapach olejku szybko znika, ale przez pewien czas wokół pralki unosi się piękny zapach :) polecam zwłaszcza miętowy i lemongrasowy, niestety u mnie cytrusy się nie sprawdzają, nic nie czuć.
    Fajny post Asia, serio rozważam zakup takiego steamera :)
    Pozdrawiam

    1. Agnieszka

      Kluczowe jest włożenie do suszarki rzeczy wytrzepanych i w miarę starannie złożonych, niestety poplątana kula prania przerzucona bezpośrednio z pralki do suszarki zawsze skutkuje fatalnie pogniecionymi ubraniami, czasem wręcz trudno je potem rozprasować.

  21. Dobrawa

    Rzeczy wełniane można prać w pralce pod warunkiem, że pralka ma prgoram do prania wełny, który bierze dużo mniej wody, i mniej obraca pranie. Pralka ma tę zaletę, że utrzymuje stały poziom temperatury, wełna nie znosi nawet malych wachnięć. No i wtedy oczywiście płyn do prania wełny oraz pod żadnym pozorem nie wolno dodawać płynu do płukania. Warto też zakupić specjalistyczny płym do regenracji wrłny z dużą ilością lanoliny.

    1. Basia

      Ja używam właśnie takiego programu. Piore tak nawet moje kaszmirowe swetry (na lewej stronie). Jedynie suszę je na płasko, a wcześniej delikatnie rozciągam żeby nadać właściwy kształt.
      Niczego nie piore ręcznie. Biustonosze – tylko w siatkach typu koszyczek, specjalnie do tego przeznaczonych (kosztują grosze na Allegro). Nic się z nimi nie dzieje, te z HM służą mi latami.
      Do kolorowego prania dorzucam ściereczkę, która ma zapobiegać farbowaniu ubrań. I tyle:)
      Ostatnio pomyślałam sobie nawet, że niektóre rzeczy mogłyby się w końcu rozlecieć, miałabym powód by kupić nowe ;))
      Tylko z czarnymi dżinsami sobie nie radzę i za szybko puszczają kolor. Chociaż…mocno je eksploatuję więc to dlatego:)

      1. Basia

        A rzeczy bardzo delikatne piore tylko na krótkim, 15-minutowym programie, na niskich obrotach, z małą ilością płynów.
        A worki do prania są super jezeli chodzi o pranie wszelkich rajstop, bluzek z ozdobnymi aplikacjami itd.

  22. Aga

    A mi sie podoba sposob w jaki piszesz posty sponsorowane! Nigdy nie zachcesz do czegos bezposrednio ‚ wezcie i kupcie, polecam’, tylko sprytnie piszesz o produktach ‚przy okazji’, ubogacajac kazdy taki post naprawde wartosciowa trescia. Co wiecej, piszesz jaki faktycznie produkt jest. Nie ‚sprzedajesz’ samych jego zalet, ale szczerze mowisz o ewentualnych minusach uzytkowania. Widac ze rozsadnie i z szacunkiem do swoich czytelnikow dobierasz potencjalnych sponsorow i robisz to tak aby ich produkty nie odbiegaly tematem od charakteru Twojego bloga :-) Jako jedna z Twoich czytelniczke naprawde sobie to cenie i darze zaufaniem w tej kwestii.

  23. ModnaXL

    Bardzo praktyczny post! Powiem szczerze, że wielu z tych rzeczy nie przestrzegam, szczególnie jeżeli chodzi o pranie ubrań. Wystarczy, że raz coś założę i już ląduje to w praniu, bo boję się, że zaraz ktoś wyczuje jakiś „smrodek”.

    Pozdrawiam,
    ModnaXL- mój blog

  24. Kasia

    Joasiu, świetny wpis! Po przeczytaniu od razu pobiegłam do drogerii po woreczki do prania, kiedy przez dłuższy czas nie mogłam ich znalezc i w koncu zdecydowałam się poprosić o pomoc to ekspedientka spojrzała na mnie jakoś tak dziwnie, inforumjac ze nic takiego nie maja. Zatem czy mogłabym prosić o jakiś link do strony, z której Ty zamawiasz? Co do damego steamera, niesamowicie mnie nim zainteresowałaś. Ze zdjęcia wynika, że masz model EM -101 zgadza się? Spełnia wszystkie funkcje, czy jednak polecasz zakup droższego i być może lepszego? W pełni zdaję się na Twoją radę ;) Ściskam Cię mocno!:)

    1. Style Digger

      Zgadza się i jak dla mnie wszystkie potrzebne funkcje są! Nie jestem pewna na 100%, ale ja swoje chyba kupowałam w Rossmanie. Jak wpiszesz w google woreczki/siatki do prania, to wyskoczą Ci chociażby na allegro:)

  25. Ania

    Ja sobie sobie woreczki do prania zrobiłam sama:) Wystarczy kawałek starej firanki, sznurek i dosłownie 10min przy maszynie do szycia. Sprawdzają się super, polecam to rozwiązanie

  26. okiemwariata

    Mnóstwo praktycznych rad – część już stosuję, inne sposoby na przedłużenie „życia” moich ubrań przetestuję na pewno – dziękuję za ten wpis :)

    1. Style Digger

      To zależy jak długo coś prasujesz myślę, mnie się zdarzyło np przy kieszonce koszuli, że była trochę wilgotna, ale po prostu ją na siebie włożyłam po paru minutach i zaraz wyschła.

  27. Karolina

    A co używać do zmiękczania tkanin jeżeli nie płynu do płukania? Nie jestem za bardzo oblatana w temacie, do prania używam kapsułek, ale wszystko co wyciągałam z pralki było trochę sztywne. Dlatego dokupiłam płyn do płukania zmiękczający i jest lepiej. Pomóżcie :)

      1. Karolina

        Właśnie nie używam proszku, ale kapsułki, które wrzuca się od razu do bębna pralki. Czy ocet mogę wlać sam do komory na proszek? A jak tak to w jakich ilościach na pełną pralkę?

  28. trenerszewczyk

    Przeczytałem fantastyczny wpis, za który dziękuję. Przeczytałem komentarze, po których wzbogaciłem swoje słownictwo i wiedzę z zakresu gramatyki. Dwa w jednym – genialne! Jestem dojrzałym mężczyzną (nienawidzę słowa – dojrzały) i regularnie czytam Twojego bloga. A teraz, idę wrzucić swoje ulubione dżinsy do zamrażalnika. Serdecznie dziękuję za wszystko.

  29. Meva

    Ciekawe urządzenie i rzeczowy opis, uwzględniający minusy.
    Ja także nie używam płynów do płukania. Patent z octem mnie zainteresował. Ile mniej więcej należy wlać?
    I prośba o pomoc…. Zrobiłam idiotyczną rzecz – przerobiwszy nieco u krawcowej sukienkę ślubną Mamy (z lekkiej wełenki, nie wyglądała zupełnie na ślubną) z dumą założyłam ją na rodzinne święto. Po czym wrzuciłam do pralki zapomniawszy, że to wełna. Zbiegła się. Kiedyś jedna z Czytelniczek Asi wspominała, że jej rodzicielka w takim wypadku włożyła rzecz do zamrażarki i po kawałku rozciągała. Jeszcze nie spróbowałam. Macie jakieś sposoby…? Będę bardzo wdzięczna.

    1. Karolina

      Mnie się zbiegła sukienka z jedwabiu (nie pytajcie jakim cudem znalazła się w pralce) i też nie wiem co zrobić, żeby przywrócić jej wielkość…

      1. Style Digger

        Nie słyszałam nigdy o żadnych sposobach na rozciągnięcie skurczonych ubrań, obawiam się że to może być ich smutny koniec:( Ale jakby się udało, dajcie koniecznie znać jak, trzymam kciuki!

  30. Dominika

    Joasiu, a polecilabys jakiś patent na szybkie odświeżenie ubrań, ktore chłoną wszelki kuchenne zapachy? Mieszkam w kawalerce, ubrania wiszą sobie jedynie na wieszaku. Myślałam o jakimś płynie w spryskiwaczu, ktory mógłby te ubrania odświeżyć, możesz podzielić się jakąś radą?

  31. Matylda

    Asiu a ja chciałam zapytac o second handy. Czy kupujesz kilka ubrań w roku czy więcej. Jaki masz sposób na nie. Przyznam się szczerze ze zawsze mnie skusi więcej niż jedna rzecz, a potem widzę, że w tym nie chodzę, bo po prostu nie chce mi się układać i dobierać rzeczy ze sobą. Czy to oznacza, że nie powinnam kupować tam tylko poczekać aż uzbieram konkretna kwotę na zakup danej rzeczy? Podoba mi się też sweter z kaszmiru klasyczny ale kosztuje ponad 450 zł. Wiem że chodziłabym w nim często. Czy uważasz że to byłby słuszny zakup. Dysponuję przeciętnym budżetem i zarobkami. I szczerze powiedziawszy przeraża mnie ta kwota. Ale mam tendencje do pocenia się i jest mi zimno w tych akrylowych lub poliamidowych sweterkach. A nie spotkałam bawełnianych w rozsądnej cenie (mówię tu o kardiganach). A i czy 150 zł na bawełniany kardigan zwykły prosty to dużo? Czy można gdzieś taniej kupić?

    1. Style Digger

      Bawełniany kardigan – nie wiem, nigdy nie szukałam, ale wydaje się rozsądną ceną. Sh – po prostu wybieraj rzeczy, które naprawdę chcesz nosić. Kaszmirowy sweter – ja wszystkie swoje mam z sh i wiedząc, że mogę je tam znaleźć pewnie bardzo by mnie bolało wydanie tych kilku stów:)

  32. Słomka

    Mega przydatny wpis! Już wiem, że muszę zostać posiadaczką tego magicznego sprzętu do prasowania! #teamleniuszek nienawidzi prasować tradycyjną metodą :D

  33. Agnieszka

    Jaka ilość obrotów wirowanie będzie odpowiednia? Przyznaję się bez bicia, że zawsze ustawiam 1300, bo takie odwirowane pranie szybko schnie.

      1. Agnieszka

        Na 800 wychodzą mokre, a co dopiero na 600. Na 1300 wszystko jest prawie suche i rano nie muszę się martwić że coś nie wyschło. Chyba muszę iść na odwyk, bo to mój nałóg ;-) Niszczenia się ubrań od takiego wirowania nie zauważyłam, ale teraz już wiem skąd mam poskręcane szwy na rękawach w bawełnianych czy dzianinowych koszulkach.

        1. Ilona

          Niektórzy mówią, że im wyższe wirowanie, tym bardziej później pomięte ubrania po suszeniu. Sama tego nie zaobserwowałam, ale może tak być :)

  34. katarzyna

    Pod większością punktów podpisuję się obiema rękami, jednak z tą suszarką to wcale nie jest tak strasznie :) mam hopla na punkcie ubrań, kupuję te dobrej jakości i prawie wszystko suszę w suszarce (wszystko od risk made in warsaw na przykład). Z ubraniami nic się nie dzieje, wyglądają świetnie a suszarka pozwala dodatkowo pozbyć się kociego włosa i innych farfocli z ubrań (ściąga je do pojemniczka, z którego później śmieci się usuwa). Często suszarki bębnowe mają też funkcję odświeżania parą, której używam do marynerek i jestem zadowolona.
    Ostatnio prałam też w pralce kaszmirowy płaszcz i sweter (oba upolowane w sh, uznałam że zaryzykuję). W 20 stopniach wyprały się bez kłopotu, wyglądają świetnie. Suszyłam już tradycyjnie :)
    pozdrawiam serdecznie

  35. Ilona

    W UK te suszarki rzeczywiście są powszechne, ale tutaj – przy tej wilgotności – w wielu domach po prostu nie da się porządnie wysuszyć ubrań i np. trzeba je prać 3 razy pod rząd, bo zaczynają śmierdzieć takim niedoschnięciem, na pewno wiesz o czym mówię. Ostatecznie to pewnie jeszcze bardziej niszczy ubrania. Dlatego co do tej suszarki – nie do końca się zgodzę. Jeśli nie ma takiej konieczności, to pewnie, że lepiej jej nie używać – ale w małych mieszkaniach, gdzie trudno się suszy większą ilość ubrań, chyba może być zbawieniem.

    Przypomniało mi się jeszcze – CEO Levisa przekonuje, żeby nigdy nie prać dżinsów, a jedynie je wietrzyć powieszone za nogawki :) Nie byłam jeszcze na tyle odważna, żeby wypróbować.

  36. Janek

    A jakie z doświadczenia polecasz marki? Nie mając wyczucia co do przyszłego zniszczenia się ubrań, dobrze wiedzieć gdzie kupować. Jestem chłopakiem, więc miło by było gdybyś poleciła marki dla dżentelmenów :)

    1. Style Digger

      Polecam bloga Mr.Vintage, o męskich ubraniach nie wiem nic:) Za to wiem, że w przypadku damskich trudno jest wskazać jednoznacznie dobre i jednoznacznie złe źródła, podejrzewam że w męskiej modzie może być podobnie.

  37. MONA

    Świetny wpis Asiu 😊. Dodałabym jeszcze nieodpowiednie produkty do pielęgnacji butów i zle ich przechowywanie (bez prawideł albo wypchania papierem).

  38. Alina

    Płyn do prania niszczy włókna elastyczne typu lycra. Do ubrań z domieszka włókien elastycznych nie powinno się używać pł.do płukania, ponieważ sprawia, że włókna te tracą elastyczność i się urywają.

  39. Magda

    19. Zbyt twarda i zażelaziona woda! Zniszczyła większość mojej garderoby, boję się kupić cokolwiek nowego :( Jedynie płyn do płukania sprawia, że nie są szorstkie w dotyku. O białych rzeczach już nie wspomnę są żółte i podziurawione :( Wygląd naszych ubrań sugeruje, że jesteśmy najbiedniejsi w okolicy, a gmina nie chce nas podłączyć wodociągu :( :( :( Musiałam się pożalić.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *