Wyzwanie – codziennie coś nowego

Ułożyłam sobie w głowie cały piękny wstęp o tym, jak ważnym miesiącem jest dla mnie wrzesień, a potem się zorientowałam, że jest już październik. Ale poważnie – tak jak dla wielu ludzi to styczeń jest okresem planowania, świeżych startów i ekscytującej energii, dla mnie zawsze był nim początek jesieni. Podejrzewam, że ma to coś wspólnego z podstawówką, pachnącymi świeżością zeszytami i kolorowymi przyborami. Poza tym naprawdę uwielbiam wczesną jesień, to moja ukochana pora roku.

Pomyślałam sobie, że fantastycznie byłoby znaleźć sposób na celebrowanie tego okresu jeszcze mocniej. Próbowałam ostatnio rozbić na czynniki pierwsze satysfakcjonujące życie w zgodzie ze sobą (to bardzo trudne zadanie!). Oprócz prostoty na wszystkich możliwych płaszczyznach, życzliwego traktowania siebie i innych, uważności i jeszcze kilku innych aspektów, wyszło mi, że duże znaczenie ma regularne próbowanie nowych rzeczy. Dzięki nim nasza codzienność staje się ciekawa i ekscytująca, rozwijamy się, możemy zupełnie niespodziewanie trafić na nowe hobby czy sposób na życie albo spojrzeć na coś z zupełnie innej perspektywy.

Bardzo łatwo jest wpaść w wygodne, utarte tory, widywać się z tymi ludźmi, z którymi zawsze się widujemy, jeść te same potrawy, oglądać ten sam rodzaj filmów. Żeby zrobić coś nowego, potrzeba więcej wysiłku, ale naprawdę warto się czasem popchnąć. Pomyślałam więc, że może popchniemy się wspólnie – brzmi to dla mnie jak dużo dobrej zabawy, bardzo lubię też czytać Wasze historie, więc jeśli macie ochotę wziąć udział w wyzwaniu, to będzie mi bardzo miło! Na zachętę mam ciekawą książkę o jednej z ważniejszych (i, sądząc po tylnej okładce, najciekawszych) postaci polskiej mody – Jerzym Antkowiaku. Z przyjemnością wyślę ją osobie, która w poście z podsumowaniem wyzwania najciekawiej opowie mi o swoim tygodniu z robieniem nowych rzeczy, a jeśli będzie miała ochotę, dorzucę też kilka innych książek okołomodowych, które zalegają mi na półce, a na pewno wolałyby być czytane.


Plan działania


Plan jest taki: zaczynamy jutro, na każdy dzień przypada jedno zadanie. Proponuję Wam zapisywać każdego dnia jak poszło, czy to tradycyjnie, czy za pomocą zdjęcia lub rysunku – nie tylko pozwoli Wam to lepiej zapamiętać, jak się czuliście, ale też samo w sobie jest ciekawym, odprężającym doświadczeniem. Ja dodatkowo postaram się wrzucać zdjęcia i notatki na swojego Facebooka i Instagrama – oznaczę je hashtagiem #wyzwaniecośnowego, jeśli macie ochotę wrzucić swoje, też go koniecznie użyjcie, będę je mogła wtedy odnaleźć – a bardzo bym chciała!

Mam przeczucie, że to będzie naprawdę fajna przygoda. Książka-nagroda wygląda fantastycznie, jest pełna szkiców i zdjęć i zapowiada się świetnie (jeszcze nie czytałam), ale najbardziej ucieszyłoby mnie, gdybyście wzięli udział w wyzwaniu dla samej radości z tego procesu.

Plan jest taki: nie ma się co obijać, zaczynamy jutro, we wtorek 6 października. Na każdy dzień przeznaczone jest jedno zadanie, po tygodniu podsumuję wszystko w osobnym poście i opiszę swoje wrażenia. Będę Was też wtedy prosić o zostawienie komentarza z Waszymi historiami i odczuciami po wykonanych zadaniach, a potem do autora jednego z nich trafi moja mała nagroda.

  1. Na rozgrzewkę: idź do pracy, szkoły, na spacer z dzieckiem czy z psem zupełnie inną drogą, taką którą jeszcze nie szłaś. Jeśli jeździsz autobusem albo tramwajem, wysiądź na przystanku, na którym nigdy nie byłaś i przejdź się po okolicy. Na pewno odkryjesz coś ciekawego!
  2. Zdobądź nową umiejętność. Jajka w koszulce, przyszywanie guzika, uzupełnianie oleju silnikowego, kilka przydatnych skrótów klawiaturowych, wiązanie krawata, wyostrzanie zdjęć, prosty wzór na drutach, otwieranie wina, błyskawiczne składanie koszulek czy co tylko Ci przyjdzie do głowy – YouTube jest pełen pomysłów, polecam też wygooglowanie „new skill in 5 minutes”. Nie zastanawiaj się nad wyborem zbyt długo, po prostu wybierz coś intuicyjnie i szybko się naucz.
  3. Idź do sklepu lub second handu i przymierz coś, czego normalnie w ogóle nie wzięłabyś pod uwagę, idąc do przymierzalni. Różowa rozkloszowana mini, marynarka z cekinami czy po prostu sweterek w nietypowym dla Ciebie kolorze. Jeśli starasz się trzyma z dala od potencjalnych zakupów, połącz ubrania ze swojej szafy w sposób, którego nigdy nie próbowałaś.
  4. Zrób coś, czego się boisz. Umówienie dawno odwlekanej wizyty u dentysty albo badania krwi, pójście samemu do kina czy na drinka do zatłoczonego baru, oddanie do biblioteki tej dawno nieoddanej książki, zaproszenie kogoś na randkę, samotna wyprawa do piwnicy – cokolwiek to będzie, musi Cię trochę przerażać.
  5. Wybierz dyscyplinę lun koncepcję, o której nie masz najmniejszego pojęcia i poczytaj o niej przez kilkadziesiąt minut. Jeśli wolisz, możesz obejrzeć film dokumentalny albo wykład na dany temat. To może być jakaś naukowa teoria, zupełnie obca Ci religia, mini kurs świadomego snu, kulisy organizacji igrzysk olimpijskich – na co tylko masz ochotę.
  6. Podczas zakupów w sklepie spożywczym wybierz produkt, którego nigdy nie kupujesz i przygotuj jakąś potrawę z jego udziałem. Potrawa zaczyna się od trzech składników. Przyprawy to też składniki.
  7. Odezwij się do kogoś nieznajomego. To może być zwykłe „cześć, ale Twój pies ma piękny, puszysty ogon”, ale może być i „czy masz tu swoje ulubione danie?” w kolejce do baru z szybkim jedzeniem. Ważne, żeby była to naprawdę nieznajoma osoba – nie pani sprzedająca w warzywniaku za rogiem, którą spytasz o cenę śliwek. I żeby było to coś miłego/ciekawego, nie narzekanie na pogodę.

Możecie poprzestawiać kolejność dni, jeśli tak będzie Wam wygodniej. Cieszę się niesamowicie na ten tydzień, mam nadzieję że Wam również się spodoba! 

 


 

PS A jeśli podejmowaliście jakieś wyzwania, blogowe albo nie, to koniecznie podzielcie się wrażeniami w komentarzach. Kiedyś już o to pytałam, ale może coś się od tego czasu zmieniło, no i na pewno nie wszyscy widzieli tamten post.

PS2 Jeśli opuścicie jakiś dzień, to absolutnie się nie zrażajcie, tylko działajcie dalej!

 

 

83 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Ituska

    podoba mi się to wyzwanie. normalnie nie biorę udziału w takich akcjach – sama nie wiem dlaczego (chyba wychodzenie ze swojej strefy komfortu nie jest czymś co lubię robić ;p) ALE ostatnie tygodnie są pod wezwaniem robienia rzeczy których normalnie nie robiłam więc czemu nie;)
    3mam kciuki za siebie, za Ciebie Asiu i za wszystkie inne uczestniczki
    ściskam
    Natalia

  2. Iza

    Świetny pomysł! Ja przestawiam dni, bo dzisiaj kupiłam brukselkę, którą ostatni raz jadłam chyba w przedszkolu i uważam, ze jej nie lubię, chociaż zupelnie nie pamiętam jak smakuje ;) Zaplanowałam na jutro jakies pyszne z nią danie i właśnie wertuje książki kucharskie w poszukiwaniu inspiracji! :)

    1. Visala

      Juz za pozno, ale ja po prostu pieke polowki brukselki w piekarniku, z odrobina oliwy, troche sie przypieka ale smakuje calkiem ok :) No i nie ma duzo roboty :D

  3. goldie

    Trafiłaś z tym postem niesamowicie, akurat zaczęłam pierwszy rok studiów. Za mną co prawda już pierwsze wykłady (języki programowania brzmią jak czarna magia) i przeprowadzka, ale czuję, że czeka mnie dużo nowych rzeczy. Szczerze mówiąc, to zamieszkałam sama w akademiku i jestem tym faktem coraz bardziej przerażona. rozważałam dziś nawet powrót do domu i dojeżdżanie na studia. Przemyślałam to jednak i coraz bardziej skłaniam się do dania temu strasznemu miejscu jeszcze jednej szansy: wszak ludzie mieszkają tu od dawna, a wychodzenie z własnej strefy komfortu potrafi przynieść nieoczekiwane skutki. Będzie to wymagało na pewno sporej dyscypliny (żeby iść do kuchni i ugotować obiad, a nie jeść chipsy), ale myślę że na dłuższą metę będzie to opłacalne.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Powodzenia, trzymam mocno kciuki:) Koniecznie poczekaj w akademiku przynajmniej kilka tygodni, a jeśli bardzo nie będzie Ci się podobało, może ktoś z uczelni będzie szukał osoby do mieszkania czy pokoju albo nadarzy się jakaś inna fajna okazja. Dojeżdżając z domu stracisz dużo z całego doświadczenia studiowania, byłoby bardzo szkoda. A języki programowania faktycznie tak brzmią, ale też fascynująco – jakbym szła na studia jeszcze raz, poważnie rozważyłabym coś związanego z programowaniem właśnie. Trzymaj się!

  4. Winterheart

    Ja bez przerwy robię coś nowego, bo życie byłoby nudne, jeśli robiłoby się ciągle jedne i te same czynności ;) A jeśli coś mi się szczególnie podoba, to robię tego więcej, tak dużo jak się da.
    Ostatnio wpadłam na tutorial robienia sznurów koralikowych na szydełku. Oczywiście już odgruzowałam stare koraliki z ery szycia kolii na studniówkę (udany projekt :)) i czekam tylko na motywację i inspirację. :)
    https://www.youtube.com/watch?v=Ka1ti_x51n4 <– Polecam ten tutorial, można się nauczyć czegoś nowego i łatwego.

    Poza tym odkopałam moje stare FIMO (masę termoutwardzalną) i też powstało parę nowych projektów rzeźbiarskich… ;)

  5. Eliza

    Hej, genialny, motywujący plan :):) Ja zwykle dostaję napędu wczesną jesienią, może dlatego, że mam urodziny we wrześniu :) W tym roku jesień tak piękna, a napędu mam mega, więc tym chętniej pobawię się z Tobą :):):)

  6. aga.em

    Świetny pomysł na wyzwanie. Zwłaszcza na rozweselenie w te mniej piękne jesiennie dni. Wychodzenie poza własną strefę komfortu to mój priorytet na najbliższy czas. A dziś zaliczam do wyzwania dodanie tu komentarza. Pierwszy w życiu ślad w sieci :-) Pozdrawiam cieplutko :-)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Haha właśnie miałam o tym akapit, ale w końcu go wywaliłam, bo stwierdziłam że nikt już tego nie pamięta i musiałabym wszystko tłumaczyć od początku, a to rozwleka cały żart zupełnie bez sensu i zamienia go w jakąś hermetyczną pretensję, ale po ciuchu liczyłam, że ktoś sobie jednak przypomni:D To były czasy, to były aferki!

  7. Żaneta

    Idealny pomysł. Dołączam i mam nadzieję, że dotrwam do końca. Za mną co prawda 9 miesięcy pełnych nowych wyzwań (nowy kraj, język, praca, znajomi) ale w trakcie tego wyzwania chciałabym się skupić na mniejszych, jednak nie mniej ważnych rzeczach i doświadczeniach! I świetnie, że zaczynamy jutro, coś czuję, że brak czasu na planowanie wyjdzie mi na dobre :)

  8. Zu

    oh jej – faaaajne :3 i inspirujące, podoba mi się bardzo, choć nie z każdym będzie lekko… Muszę wynaleźć jakąś nową trasę rowerową :) i może wreszcie będę miała motywację, żeby wybrać się sama do kina :D choć akurat rzeczą, której się boję/obawiam to jest zapisanie się wreszcie na jazdy (kurs teoretyczny na prawko już skończyłam)… Miałam to zrobić dzisiaj, ale przełożyłam na jutro. Dobrze to uargumentowałam, niemniej w tym przekładaniu najwięcej odkładania na później było xD a teraz będę mieć poczucie, że to zapisanie się to część realizacji wyzwania i jakoś tak lżej to w mojej głowie wygląda ;)

    a z aktualnych wyzwań to uskuteczniam wyzwanie z bloga MartaPisze – czytam w październiku: minimum 30min dziennie, minimum 4 książki – polecam :))))

  9. Anna

    Widze, ze myslimy podobnie i zgadzam sie w 100% – wychodzenie poza swoja komfortu jest niezwykle wazne. Chociaz w przeszlosci mialam pewne doswiadczenia z tym zwiazane, jak np samodzielna podroz na inny kontynent czy przeprowadzka do innego kraju to w tzw codziennosci ten temat byl mi kompletnie obcy… az do niedawna. Wspomnialam nawet o tym w swoim poscie ‚September discoveries’ i tak jak juz tam o tym napisalam, cokolwiek robie staram sie teraz wychodzic poza swoja strefe komfortu, poniewaz wiem, ze tylko w tedy moge sie rozwijac, niezaleznie od tego jaka to jest dziedzina. Ponadto daje to ogromna satysfakcje i ochote na wiecej. Niektore decyzje moga byc bardzo niewygodne jak moja obecna wewnetrzna dyskusja: otoz pomyslalam (a nawet wydawalo mi sie ze juz zadecydowalam) ze chce zrobic cos niekonwencjonalnego na nadchodzace swieta w ktorym to okresie przypadaja moje okragle urodziny, a wiec jest to dobra okazja. Pomysl jest taki: chcialabym poprosic osoby, ktore zazwyczaj obdarowuja mnie prezentami o pieniadze, ktore moglabym przeznaczyc na pomoc potrzebujacym. Ponadto chcialabym przeznaczyc kilka godzin z dni swiatecznych na fizyczna pomoc potrzebujacym np wolontariat w jakiejs placowce wspierajacej bezdomnych. Na pewno sa jakies swiateczne akcje gdzie przygotowuje sie wigilie dla bezdomnych. Pomysl dobry, ale jakze trudny dla mnie do zrealizowania. Moje poczucie komfortu vs chec wyjscia poza ta strefe komfortu = kompletne rozdarcie.

  10. KasiaM

    Trafiona-zatopiona. Mimo, że zazwyczaj nie biorę udziału w takich konkursach, teraz nie mogę się oprzeć :) cały ostatni tydzień spędziłam na robieniu rzeczy nowych – przeniosłam się na studia do Anglii, zamieszkałam z ludźmi z drugiego końca świata no i poważnie myślę nad rozpoczęciem treningów sztuk walki. To, że trafiłam na ten post tylko potwierdziło, że nie ma co szukać wymówek aby się tego nie podjąć. Przypadek? Nie sądzę!
    Jutro rano budzę się z uśmiechem na ustach i wyzwaniem w głowie!

  11. Karolina

    Kilka lat temu (dokładnie to chyba trzy), gdy wychodziłam ze znajomymi do pubu na piwo, zastanawiałam się, jak to jest, iść do knajpy samemu. Tak zupełnie samemu, na spontanie, bez umówionej na miejscu ekipy, bez planu co będzie dalej… po prostu iść, usiąść przy barze (to było dla mnie najbardziej przerażające!), zamówić ulubionego drinka i siedzieć sobie w samotności tak po prostu, obserwując otoczenie i rozmyślając o różnych sprawach. W głębi duszy, chciałam mieć w sobie tyle odwagi co niektórzy bohaterowie filmów, którzy po pracy idą do knajpy na piwo i nie ma znaczenia, czy lokal jest aktualnie pusty czy totalnie zatłoczony.

    Aż któregoś dnia, całkiem sama, wybrałam się do lokalu, w którym wcześniej byłam może raz czy dwa. Droga na piechotę zajęła mi sporo czasu. Po cichu myślałam, że może idąc taki kawał drogi, po prostu się rozmyślę, ale nie. Poszłam tam, wzięłam głęboki oddech tuż przed wejściem i weszłam do środka. Nigdy nie zapomnę tego uczucia! Najtrudniejszy był pierwszy krok. Siedziałam sobie w kąciku przy barze, sącząc piwo, obserwowałam ludzi na parkiecie i od czasu do czasu zamieniłam kilka słów z barmanem. Wciągnęło mnie. Mnie! Dziewczynę raczej „domową”, nie lubiącą zgiełku, tłumów i włóczenia się po knajpach.

    Po mniej więcej miesiącu, znałam wszystkich stałych bywalców po imieniu, a barman na wejściu pytał: to co zwykle? Okazało się, że to był dopiero początek. Bo to właśnie tam, nabierając stopniowej pewności siebie, po raz pierwszy wyszłam na zupełnie pusty parkiet i zaczęłam tańczyć, rozkręcając tym samym, całkiem niezłą imprezę w środku tygodnia! To tam, pierwszy raz zdobyłam się na odwagę i poprosiłam DJ`a o puszczenie dwóch rockowych kawałków, które kocham (przy których, jak się później okazało, mnóstwo ludzi doskonale się bawiło), ryzykując przy tym lincz bo królowała tam głównie muzyka dyskotekowa. Tam również, pierwszy raz to ja poderwałam faceta, a potem kolejnego i jeszcze jednego… tak zupełnie niezobowiązująco. I to dokładnie tego, którego sobie upatrzyłam, bez względu na to, czy był akurat sam czy otoczony wianuszkiem ślicznych dziewcząt.

    To pierwsze samotne wyjście do pubu, niby takie banalne, zmieniło bardzo moje podejście do życia. Przede wszystkim, JA się zmieniłam. Nabrałam pewności siebie, zaczęłam wierzyć w to, że mimo nadprogramowych kilogramów z którymi odwieczną prowadziłam walkę, mogę być atrakcyjna, mogę mieć powodzenie i mogę być szczęśliwa! Wtedy zrozumiałam, jak ważne są pozytywne nastawienie, uśmiech, wewnętrzna radość jaka od nas bije i optymizm, którym zarażamy. Często nawet ważniejsze od tego jak wyglądamy.

    Warto próbować nowych rzeczy, absolutnie! :-)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Karolina, to jest naprawdę fantastyczna historia i niesamowicie się cieszę, że zdecydowałaś się nią podzielić. Nic tak nie inspiruje, jak szczere historie prawdziwych osób, z prawdziwymi lękami czy niepewnościami, ale i prawdziwymi sukcesami. Teraz poczułam się zmotywowana, żeby też sama iść i usiąść przy barze i… nic przy tym nie robić. Z laptopem czy telefonem to każdy umie. Dam znać, jak mi poszło:) Dzięki wielkie, wszystkiego dobrego!

  12. makate

    Wchodzę :) tydzień to dla mnie w sam raz, żeby nie wystraszyć się „ogromu” wyzwania ale też żeby poczuć że się zadziało! Dam znać jak było :))

  13. Agnieszka

    Ja mam takie swoje wyzwanie – codziennie robię zdjęcie jakiejś przyjemności, która mnie spotkałą danego dnia. Ciastko, skończona książka, wyjście do Aquaparku, wypełnienie całej listy zadań, spacer, wycieczka rowerowa, wylegiwanie się z kotem, kino itp. itd. Wszystki fotki wrzucam na dedykowanego Instagrama (tak w sumie najprościej;) do którego tylko ja mam dostęp. Mam nadzieję, że po roku spojrzę na to z satysfakcją :) Plus jest też taki, że codziennie myślę o tym, jaką drobną przyjemność mogłabym sobie sprawić.

  14. Catalina

    Witaj :) Ja zaczęłam jakiś czas temu wykreślać z listy rzeczy, które odwlekałam, oddałam botki do szewca, zapisałam się do lekarza, napisałam do dawnego znajomego, spotkałam się z przyjaciółką po bardzo długiej przewie.. wiele przede mną. A. i w końcu zdecydowałam się na zakup aparatu :) Jest fajnie. Pozdrawiam,

  15. Emilia

    Świetny pomysł na rozkręcenie tygodnia! Czegoś takiego szukałam,dołączam się do zabawy. Swoją drogą również uwielbiam jesień, najlepsze jest złote słońce i zapach liści :)

  16. Kamila

    Świetny pomysł! Dla mnie jesień i wiosna są okresami, gdy staram się uporządkować przestrzeń wokół siebie oraz próbuję nowych rzeczy, więc zadanie świetnie pasuje do moich postanowień by zmienić się na lepsze i otworzyć na innych ludzi!

  17. agugagu

    A ja od 2 tygodni codziennie robię masę nowych rzeczy i właśnie rozmawiałam z koleżanką z pracy jakie to męczące (ona jest w podobnej sytuacji) ;D Dziś pierwszy raz w życiu maluję okna. Drogę do pracy też zmieniłam. Robię to codziennie, żeby trochę poznać osiedlowe skróty. Uczę się dziergać na drutach-co prawda od tygodnia, ale to nie jest umiejętność, którą można opanować biegle w 5 min, więc dalej traktuje jak nowy skill ;p Kupiłam też dziś czapkę w Monnari (100% wełna! :D), a nigdy niczego wcześniej tam nie kupowałam. Z nieznajomymi gadam bez oporów, więc to dla mnie nie wyzwanie :) Ale akcję popieram z całego serca. Chociaż mi osobiście obecnie przydałby się nudny tydzień pod tytułem „wszystko po staremu i bez większego wysiłku”. Ot tak dla relaksu i wypoczynku ;)

    1. Gosia

      Ale fajnie :) A szczególnie podoba mi się Twoje zaczepianie ludzi na ulicy, mam wrażenie, że dziewczyny/kobiety innych kobiet nie zaczepiają, nie zagadują (wiadomo dlaczego). Ostatnio nawet wsiadając do auta szła dziewczyna w identycznej kurtce jak moja (fajna i ma charakterystyczny wzór) i szczerze, chciałam ją zaczepić i zagadać, ale po pierwsze brakło mi odwagi? a po drugie dzwoniłam gdzieś i trochę mi to zakłóciło. Ale następnym razem na pewno zagadam! :)

      1. Style Digger Autor wpisu

        Przypomniało mi się teraz, że kiedyś jechałam w Londynie autobusem i jakaś dziewczyna mniej więcej w moim wieku, w pięknym czerwonym płaszczyku, wcisnęła mi w rękę karteczkę i wyskoczyła na przystanku, zanim zdążyłam zareagować. Było na niej napisane „you’re adorable” czy coś podobnego, mega fajne to było:)

      2. agugagu

        Myślę, że to kwestia wprawy ;) Byłam 2 razy Erasmusem, a że wyjeżdżałam sama to nauczyłam się, że kto pyta nie błądzi, a poznana przypadkiem osoba może się okazać Twoim znajomym z roku/ kimś, kto pomoże Ci ogarnąć się na nowej uczelni/ w nowym mieście/ po prostu będzie dobrym znajomym. Dużo daje też jeżdżenie autostopem. Poza tym mam w sobie coś takiego, że ludzie sami często mnie zagadują. No i jestem lekarzem, więc rozmawianie z obcymi ludźmi to najnormalniejsza rzecz pod słońcem i ważna część pracy, która jak widać przekłada się też na czas wolny, bo jednak jak człowiek mieszka sam to przyjemnie sobie zamienić kilka zdań na przystanku, w kolejce, czy czekając na zajęcia w klubie fitness ;) A ile się można od ludzi dowiedzieć! :D

  18. Konstancja

    Świetny pomysł na świadome wejście w jesień! Ja aktualnie jestem na nieco spóźnionych wakacjach na Litwie, ale w sumie mimochodem wypełniam wyzwanie – pojechałam do miejsca, w którym chyba nikt z moich znajomych jeszcze nie był, nad październikowy litewski Bałtyk do Kłajpedy :). I właśnie stąd Cię pozdrawiam, trzymając kciuki za owocne wyzwania w tym tygodniu. Pozdrawiam!

    Tak sobie myślę, że w sumie odważna ze mnie osoba, bo większość z tych wyzwań wprowadzam w życie na co dzień. :)

  19. Monika

    Świetna lista! Szczególnie podoba mi się to zaczepienie kogoś nieznajomego i zagadanie :) A dziś jest mój wielki dzień, wreszcie kupiła Twoją książkę! Zapowiada się świetny wieczór, w którym będziesz mi „towarzyszyć” :)
    Pozdrawiam! :)

  20. N.

    Nigdy nie byłam najlepsza w wyzwaniach. Byłam typem osoby, która czyta dużo poradników, ale bardzo długo zajmuje jej wdrożenie tego w życie. Po 2 latach intensywnej pracy nad sobą i wielu latach ogólnej pracy, w końcu stosuję się do „Przestań czytać poradniki. Działaj”. Jednak jeśli chodzi o Twoje wyzwanie, to często lubię urozmaicać sobie życie właśnie takimi małymi zmianami, jak pójście inną drogą. Ale chyba nadal nie lubię wyzwań, co nie zmienia faktu, że większość Twoich pomysłów mi się bardzo podoba i na pewno ich spróbuję, ale we własnym czasie :)

  21. Gosia

    Jakoś przed wakacjami chyba napisałam pod którymś z Twoich postów komentarz dotyczący tego, że chciałabym (miałam plan) przez całe wakacje (niemal codziennie) robić właśnie „coś nowego”. Niestety trochę mi nie wyszło :) z różnych względów. Fajny pomysł na tydzień z czymś nowym, może bardziej realne do wykonania, niż całe dwa miesiące :) Może i ja spróbuję, tylko już dzisiejszy dzień mi uciekł…od 8 do 19 w pracy i szczerze to ani sił, ani pomysłu, ani też czasu na zadanie :) Ale od jutra!
    Pozdrowienia!

  22. Magda

    Akurat świetnie trafiłaś z postem, bo mam zaplanowaną na niedzielę naukę nowej umiejętności: granie na harfie chińskiej! Kompletnie nieprzydatna umiejętność i na pewno nie do nauczenia w 5 minut, ale za to jaka oryginalna. Mieszkam w Danii, moja współlokatorka jest Chinką i obiecała minie nauczyć prostej melodii. Już nie mogę się doczekać!

  23. Ania

    Miałam taki tydzień w pod wpływem książki „30 dni do zmian” Edyty Zając. Świetne doświadczenie i przekonanie się, że na bardzo wiele mnie stać. A przy robieniu nowych rzeczy wyzwalają się hormony szczęścia, więc to był bardzo dobry tydzień. Do Twojego wyzwania dołączę, choć z małym opóźnieniem :)

  24. Milka

    O jaki wspaniały pomysł!
    Coś podobnego kiełkowało mi w głowie od dłuższego czasu ale Ty idealnie to ujęłaś! Teraz nie uda mi się wykonać wszystkich punktów, ale to nic! rozłożę je w czasie i też będzie super :)

  25. Mada

    oh, uwielbiam takie wyzwania! Rok temu na instagramie całkiem popularne było wyzwanie #100happydays i każdego dnia trzeba było znaleźć rzecz, która czyni nas szczęśliwymi, choćby najmniejsza! Dałam radę przez 100 dni, wiec myśle, ze tydzień z ‚nowymi rzeczami’ tez dam radę :) Właściwie całkiem nieświadomie zaczęłam juz wczoraj, gdy nauczyłam sie całego alfabetu w języku migowym!

  26. wstega_moebiusa

    Od kilku dni próbuje uprzątnąć moje nowe warszawskie mieszkanie (z pewnością będzie to trwało do Bożego Narodzenia…). Za zgodą właścicielki wyrzucam, wyprzedaję i segreguję jej rodzinny dobytek. Nauczyłam się rozpoznawać sygnatury fabryk porcelany oraz robić bardzo dogłębny research, aby odnaleźć okresy i miejsca powstania naczyń. Znalazłam już kilka perełek :)

  27. bujdanaresorach

    Zwiedzanie miasta „na zgubę” jest najlepsze. Ja tak zwiedzam Warszawę codziennie od 2 lat. Ciągle się tu gubię (nawet w miejscach, w których byłam! orientacja w terenie -10) i o ile, nie spóźniam się do pracy lub na spotkanie, jest to jeden z najlepszych sposobów na poznanie miasta ;) Mam w kalendarzu listę „zobaczyć w Warszawie” i szczerze muszę przyznać, że większość tych miejsc odkryłam przypadkiem, bez planowania.

  28. Kami

    Moja przygoda z wyzwaniem codziennie coś nowego zaczęła się nie wczoraj lub przedwczoraj, a parę miesięcy temu. Parę miesięcy temu, kiedy uznałam, że mam dość niepełnego życia, tego, że ciągle odczuwam w sobie pustkę, której nie zapełnia ani wspaniała rodzina, ani najlepszy chłopak na świecie. Brakowało mi czegoś, czego sama nie potrafiłam sprecyzować, ani nawet nazwać. Poszłam do biblioteki, stanęłam przed poradnikami i wypożyczyłam książkę, której nigdy wcześniej bym nie wypożyczyła – „Możesz, jeśli myślisz, że możesz” dr. Peale’a. Do końca życia nie zapomnę tego tytułu i autora. Książka tak zmotywowała mnie do innego życia, że zaczęłam odważnie marzyć. Swoje zmiany zaczęłam od tego, że dziękowałam Bogu za każdy dzień. Nie robiłam tego wcześniej, bo uznawałam się za pechowca, za ofiarę jakiegoś głupkowatego żartu ze strony Stwórcy. Widziałam w sobie same negatywne cechy, komplementy uznawałam za ataki i skryte podśmiewanie się ze mnie. Zaczęłam dziękować. Dziękowałam za to, że wstałam, że światło szybko zmieniło się na zielone, że nie zaspałam, że zdążyłam na autobus, że udało mi się zachować spokój przez cały dzień. Od razu poczułam się lepiej. Potem, zaczęłam unikać negatywnych emocji. Starałam się robić wszystko tak, żeby wyciągać tylko to co najlepsze. Jeśli coś mi się nie udało – starałam się pomyśleć dlaczego i próbować od nowa, do momentu, aż się uda. Pozbyłam się ubrań, które zalegały od lat w szafie, bo czekały na „chudsze” czasy. Dzięki temu, zaczęłam się zastanawiać nad sobą, nad swoją sylwetką, swoimi wadami i atutami. Przestałam myśleć o sobie w kategoriach: gruba, za niska, z krótkimi nogami, topornymi paluchami, za okrągłą twarzą, za dużym brzuchem. Zaczęłam dostrzegać zalety: włosy, których wszyscy mi zazdroszczą, ładny uśmiech, piersi, które są moim dużym atutem, zgrabne nogi, wcięcie w talii, kobiece biodra, ładne oczy, proporcjonalna sylwetka. Kiedy zaczęłam na siebie patrzeć łaskawszym okiem, nagle przestałam się czuć zaszczutym zwierzątkiem. Przestałam się czuć ofiarą, bo chudnięcie ze względu na problemy z hormonami sprawia mi więcej trudności niż przeciętnej pani x. Poczułam w sobie ogromną siłę. Siłę, która mówiła mi, że mogę. Przestałam sobie na siłę umniejszać, zaczęłam sobie powtarzać, że uda mi się, jeśli tylko będę chciała. W taki sposób poszłam do pracy i bardzo szybko uczyłam się nowych umiejętności. Spojrzałam na swoje ciało, życie z zupełnie nowej perspektywy. Zaczęłam siebie powoli kochać, doceniać swoje życie i nagle okazało się, że mam je wspaniałe. Potem poszłam do pracy na pieszo, zamiast pojechać autobusem. Dojrzałam cudowne kamienice, przepiękne widoki, wspaniałe drzewa. Zachwycałam się tym wszystkim jak małe dziecko, albo turysta. Do ludzi podchodzę z uśmiechem, nie boję się ich, nie wypatruję w nich potencjalnego wroga, kogoś, kto zacznie się ze mnie wyśmiewać, kiedy się tylko odwrócę. Stałam się nowym człowiekiem, zdecydowanie lepszą wersją siebie. Dzięki jednemu dniu „zrobię coś innego”, zaczęłam robić cały czas coś innego, coś nowego, lepszego i wspanialszego. Do tego stopnia, że zaczęłam zarażać pozytywnym myśleniem innych, mówię im ile szczęścia daje takie dostrzeganie pozytywów w drobnych rzeczach.
    Dlatego z wielką chęcią znowu podejmę się tego wyzwania. Dzisiaj wróciłam z uczelni inną drogą, troszkę zboczyłam z kursu. Nie spotkałam nic ciekawego, ale pierwszy raz nie gnałam na autobus, po prostu szłam. I zdążyłam. Podjechał w momencie, kiedy doszłam na przystanek. Podziękowałam za to. W tamtym momencie już zupełnie zapomniałam, że rano nie przyjechały dwa autobusy. Bo to już minęło i nie miało znaczenia.
    Poza tym, poznałam dzisiaj nową dziewczynę, zagadałam i nie musiałam szukać sali sama. Przedstawienie się obcej osobie nadal jest tak samo proste jak w dzieciństwie.
    A jutro idę na pobranie krwi. To będzie coś.
    No i… hej, napisałam to tutaj! A to dla mnie największe wyjście ze strefy komfortu! :)

    1. Aga

      Dziekuję Tobie za ten komentarz :) I chcę Tobie pogratulować, ponieważ pokonałaś wspaniałą drogę. Powiem Tobie w sekrecie, że z każdym dniem będzie lepiej :) Wiem to, bo sama też zaczęłam kilka lat temu drogę pod tytułem ‚rozwój siebie’ :) Jest naprawdę cudownie :)
      Pozdrawiam Ciebie Joasiu serdecznie i wszystkie inne czytelniczki :)

    2. agugagu

      Brzmisz fantastycznie :D Wdzięczność i pozytywne myślenie (nawet jeśli na początku na siłę) działa cuda. Ja się tak wygrzebałam z depresji.

  29. Life by Ewelina

    Świetny pomysł :) Ja staram się tak właśnie rozwijać w codzienności, zawsze coś nowego zdziałać. Komentarz Kami jest wspaniałą motywacją do działania. Jeśli tylko chcesz i wierzysz – możesz osiągnąć wszystko :)
    Pozdrawiam

  30. Alejandra

    Ja również teraz przechodzę swój chrzest bojowy z gatunku codziennie „coś nowego”-od września studiuję w Hiszpanii, w Pampelunie. Co i rusz przydarza się sytuacja, kiedy muszę wyjść poza swój „comfort zone”- typu, zagadać do obcej osoby, w języku, który nadal jest dla mnie trudnością( uczę się od miesiąca:D). Próbować się dostosować do nowej kultury- są drobnostki, które potrafią przeszkadzać( jak na przykład jedzenie ciasta, i tylko i wyłącznie ciasta na śniadanie- no, ja tego nie potrafię pojąć, zdecydowanie jestem typem „jajecznica+sałatka girl”). Nowością też jest dla mnie poznawanie tego urokliwego miasta walk byków- nie ma miejsca, które by nie mogło urzec. Tylko stać i podziwiać:) Czasem „gubię się” specjalnie w ten sposób- idę przed siebie, nie zastanawiając się i zwiedzam- potem są tylko spore problemy z powrotem do domu( zwłaszcza jeśli mapa gdzieś się zawieruszy, oj tak! Kto tak ma? Bo chyba nie tylko ja, nie?)
    Asiu, bardzo mnie zainspirował twój post- wczoraj wreszcie rozpoczęłam kurs szybkiego pisania komputerowego(przydaje się na zajęciach). Pisanie na komputerze to moja zmora, nie cierpię tego i już! Ale żyjemy w czasach w jakich żyjemy, więc nie mogę sobie pozwolić na wynajęcie własnego „skryby”(chociaż….?:D). Przełamałam się i jest teraz odrobinę łatwiej. Dziękuję za pomoc!

  31. Olga Cecylia

    Punkt 4 odhaczyłam w niedzielę – odebrałam wyniki badań i choć większość jest w normie, to jednak czeka mnie wizyta u lekarza w sprawie tych, które od normy odbiegają. Aż do piątku będę się stresować i cała radość życia po prostu ze mnie uleciała :-/ Szkoda, bo wyzwanie jest bardzo fajne i będąc w innej sytuacji skakałabym z radości, mogąc się przyłączyć.

    Powodzenia :-)

  32. Asia

    Ja wymyslilam cos innego :) Dyrektor kretywny Diora w filmie ‚Dior i ja’ opowiada o tym, ze kazdego dnia stara sie obejrzec przynajmniej jedno dzielo sztuki, szukajac inspiracji. Od tego czasu staram sie robic to samo – poswiecic 5-10 minut dziennie na znalezienie jakiegos ciekawego obrazu, rzezby, grafiki itd. Staram sie nie korzystac przy tym z pinteresta czy tumblra bo mimo ze jest tam sporo ciekawych rzeczy, to jednak sa one dosc powtarzalne. Zagladam wiec na blogi ze sztuka wspolczesna, strony muzeow czy wikipedie. 5-10 minut dziennie a bardzo uwrazliwia nasze oko na otoczenie i ogolna estetyke przestrzeni. :)

    (sorry za wszeczeniej opublikowany komentarz, przez przypadek wcisnelam opublikuj :)).

  33. Doubleka

    Bardzo fajny pomysl ! Co do zadania n°5 to bardzo przydatne sa nawet filmy dotyczace jakiegos specyficznego tematu ktorego nie znamy. Zazwyczaj, jezeli film byl dobry, to od razu mam ochote dowiedziec sie wszystkiego na ten temat !

  34. Marta

    Ciekawy pomysł :) Fajnie będzie w taki sposób urozmaicić te coraz chłodniejsze jesienne dni. Dzięki wprowadzeniu kilku zmian nasze codzienne życie może być o wiele ciekawsze. Ja dzisiaj zaczynam od punktu 2 i robię pierwszy raz ciasto z dyni. Mam nadzieję, że mi wyjdzie:)

  35. Zuza

    „Wybierz dyscyplinę lun koncepcję, o której nie masz najmniejszego pojęcia”. Haha, zastanawiałam się, co to jest ta „lun koncepcja”, a że miałam nie mieć o niej pojęcia, to wszystko pasowało :D Brzmiało jak jakaś filozofia z Dalekiego Wschodu.

  36. kasiaa.

    Uwielbiam chodzenie nowymi trasami. Ciągle odkrywam jakieś nowe fragmenty miasta/dzielnicy. Murale, ścieżki, sklepiki. Dzięki Tobie odkryłam te włoską cukiernię w bramie na rogu Jana Pawła i Solidarności, za KFC. Faktycznie mają pyszne rzeczy :) Mieszkam całkiem blisko, a wcześniej jej nie zauważyłam. Jesień jest porą, gdy zachodzi w moim życiu najwięcej zmian, powstaje najwięcej postanowień. Więcej niż z powodu Nowego Roku, urodzin czy innych okazji. Myślę, że ma to związek z porą rozpoczynania nowego roku szkolnego i choć do szkoły już nie chodzę to właśnie ta pora zmusza do przemyśleń i nowości.

      1. kasiaa.

        Nie, akurat obsługiwała mnie pani, ale bardzo miła. O każdym z produktów mogłaby opowiadać i opowiadać, czym jest, z jakich składników został zrobiony. Może następnym razem spotkam panów :)

  37. szewczyna

    Wyznaczyłam sobie dla siebie dwa zadania, od kilku miesięcy mieszkam w nowym mieście, nie mam za grosz orientacji w terenie i mapą też nie bardzo potrafię się obsługiwać,:( dzisiaj miałam dzień wolny więc wybrałam się na spacer, szukanie biblioteki z nawigacją ;p jakoś z przebojami dotarłam wybrałam książki a później wybrałam się sama do :) super sprawa.. następnie bęzie albo wypad na basem bądź łyżwy :D

  38. Ania

    Te pomysły zawsze mi się podobały :D też to praktykuję !raz byłam z przyjaciółką w obcym nam troche mieście ( poruszałyśmy się praktycznie tylko po starówce) i ubierałyśmy się tak nietypowo :D spodnie w paski albo nietypowa fryzura, do tego ciemne okulary i pewny krok i naprzód! :D oglądali się za nami cały czas :DD raz w ogóle zdjelam buty i szłam na bosaka :D i wtedy dostałyśmy komplement od rowerzysty ktory nas mijał: „Świetnie wyglądacie!” :D cudowne uczucie :D a Ostatnio tańczyłam do rapu( mój kolega ktorego poznałam tego samego dnia jest raperem i on miał rapować- ach te zakłady :D a ja zatańczyć. tańczyłam w Tesco :D z a’la futrem na sobie :D było świetnie ! :D

  39. Marta

    Ukończyłam wyzwanie! Szybciej, bo zaczęłam tego samego dnia, co pojawił się post na blogu + jednego dnia wykonałam dwa zadania… :) Zaczęłam Ci tu opisywać swoje wrażenia, ale… komentarz nie miał końca! Więc stworzyłam u siebie wpis na ten temat, zapraszam Cię serdecznie! http://nieznoszeszpilek.blogspot.com/2015/10/wyzwanie-codziennie-cos-nowego.html
    Mam nadzieję, że taka forma liczy się w tym „wyzwaniu-konkursie”? :)
    Pozdrawiam!
    PS Dziękuję Ci za to wyzwanie!

  40. Gosia

    Ja w ramach wyzwania w końcu zdecydowałam się pójść na pierwszą lekcję jazdy konnej :) chodziło to za mną od paru lat, ale zarówno mnie to pociągało, jak i przerażało i dlatego zawsze znajdywałam jakąś wymówkę żeby jednak jeszcze tego nie robić. Gdy przyjechałam do stadniny, instruktorka pokazała mi mojego konia, na którym jeździła jeszcze akurat dziewczynka w wieku wczesnej podstawówki. Kiedy zobaczyłam jak jedzie na nim „bez trzymanki” z rękami na boki to miałam ochotę dać nogę, bo stwierdziłam, że się skompromituję. Na szczęście jednak nie uciekłam i już za kilkanaście minut pod czujnym okiem instruktorki sama jechałam w taki sposób i na dodatek z zamkniętymi oczami :D załapałam też o co chodzi w anglezowaniu i będę je solidnie ćwiczyć, bo na pewno nie była to moja ostatnia wizyta w stadninie :)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *