10 lekcji, które wyniosłam z prowadzenia własnego biznesu

Niedługo miną dwa lata odkąd zaczęłam prowadzić swoją firmę. Na początku skupiałam się wyłącznie na blogu i aktywnościach z nim związanych, po roku ruszyłam z Lunaby, czyli luksusowymi piżamami, koszulkami nocnymi i akcesoriami około-sypialnianymi. Nie pracuję już sama – od kilkunastu miesięcy wspiera mnie moja mama, od kilku – Marta, która przejęła obowiązki związane z marketingiem i sprzedażą. Działania w tym dziewczyńskim teamie sprawiają mi ogromną przyjemność i mogę spokojnie powiedzieć, że kliknęło – blog radzi sobie coraz lepiej, a Lunaby prężnie się rozwija.

Własna działalność nie jest jednak drogą usłaną różami. Naprawdę dużo się przez ten czas nauczyłam, tak z sukcesów, jak i z porażek i dzisiaj chciałam się z Wami tą wiedzą podzielić. Z przyjemnością usłyszę też o Waszych doświadczeniach – bardzo jestem ciekawa, ile przedsiębiorczych dusz jest wśród moich Czytelniczek.

1. Bycie pomocnym

To podstawowa zasada ekonomii – ludzie kupują rzeczy i usługi, które pozwolą im spełnić ich potrzeby. Czasem te bardzo podstawowe, jak ogrzanie się zimą, czasem bardziej wymyślne, jak dostarczenie inspiracji do działania czy podkreślenie nowo zdobytego statusu. Nie ma innej drogi do sukcesu, niż tylko dostarczenie ludziom tego, czego potrzebują – choć mogą jeszcze nie zdawać sobie z tego sprawy. Spełnianie czyichś pragnień jest też niesamowicie satysfakcjonujące. Planując jakiekolwiek działania, warto więc postawić naszego odbiorcę w ich centrum.

„The most successful people I know – both financially and in other ways – are shockingly helpful. They’re incredibly good at understanding other people and helping them achieve their goals. They know their success is ultimately based on the success of the people around them.”  Dharmesh Shash, założyciel HubSpotu

2. Konsekwencja w działaniu

Gdyby ktoś zapytał mnie o najbardziej przydatną cechę przedsiębiorcy, powiedziałabym że to konsekwencja w działaniu. We własnym biznesie napotyka się niezliczone ilości przeszkód i absolutnie nie dziwią mnie statystyki mówiące, że ogromna większość firm upada w pierwszych dwóch latach. Wygrywają ci, którzy działają mimo pietrzących się trudności, a napotykając problem, po prostu podejmują konkretne kroki, by go rozwiązać.

Bloga miałam ochotę zamknąć wiele razy, ostatni i największy kryzys miałam 2-3 lata temu. Zupełnie znudziło mi się wrzucanie zdjęć zestawów ubrań, nie czułam się z tym dobrze, a jakoś bałam się zacząć pisać o innych rzeczach – prowadziłam przecież blog o modzie! W końcu dotarło do mnie, że blog jak najbardziej może, a wręcz powinien, dojrzewać razem ze mną. Zaczęłam pisać o tym, co aktualnie mnie kręci, blog nie tylko wystrzelił w górę jeżeli chodzi o statystyki, ale przede wszystkim zaczął mocniej angażować Czytelniczki – a to sprawiło, że naprawdę pokochałam to co robię. No i zgłosiło się do mnie prestiżowe wydawnictwo, a w efekcie za moment wychodzi moja książka! Tak naprawdę dla fanów ebooków już jest dostępna – można ją kupić na Woblink.com.

W Lunaby takim kryzysowym momentem były problemy z kasą fiskalną – w dużym skrócie, musiałyśmy zapłacić za nią niemałą dla nas wtedy sumę, bo nie wiedziałyśmy, że przez sprzedaż określonego typu produktów (złota biżuteria) tracimy możliwość skorzystania ze zwrotu pieniędzy za kasę z Urzędu Skarbowego. To była tylko wisienka na torcie skumulowanych w tamtym okresie trudności. Pamiętam, że nie mogłyśmy znaleźć porządnych materiałów, były tylko poliestry albo koszmarnie drogie jedwabie w bardzo małych ilościach. Szwalnie nie traktowały nas poważnie, bo nasze zamówienia były dość małe, wszystko zajmowało mnóstwo czasu, bo nie miałyśmy jeszcze wyrobionych procedur działania i kontaktów w branży. Gdyby nie moja mama, pewnie bym się poddała.

Każdy biznes jest trudny – niezależnie od tego, czy prowadzimy salon fryzjerski czy tworzymy aplikację. Wszędzie jest duża konkurencja, a jeśli nie, oznacza to że trzeba dopiero budować rynek i świadomość konsumenta,  co też nie jest łatwym zadaniem. Skakanie z kwiatka na kwiatek w niczym nam nie pomoże, jeśli nie nauczymy się doprowadzać rzeczy do końca. Jeśli coś nie wychodzi, warto zastanowić się nad tym, gdzie można wprowadzić zmiany, ale nie powinniśmy się poddawać przy pierwszych trudnościach.

pra4s

3. Nieustępliwość

Z natury jestem człowiekiem unikających wszelkich konfrontacji, zwykle gdy ktoś mówił mi „nie”, myślałam „nie to nie” i odpuszczałam. Prowadzenie własnej firmy nauczyło mnie, że jeśli ktoś zamyka mi drzwi, to warto spróbować oknem.

Przełomowym momentem była sytuacja z hurtownią tkanin, w której nie raz kupowałyśmy już materiały. Z myślą o nowych modelach zamówiłyśmy online stumetrową belę wiskozy. Próbka wydawała się świetna (do teraz nie mogę uwierzyć, że była ta sama tkanina), ale kiedy materiał do nas dotarł, okazało się, że jest bardzo, bardzo kiepski i nie da się z niego szyć, a przynajmniej my nie chcemy tego robić.

Zadzwoniłam, by ustalić procedurę zwrotu i dowiedziałam się, że nie ma takiej możliwości. W momencie podniosło mi to ciśnienie, bo byłam przekonana, że mam do tego prawo – w końcu przy zakupach online obowiązuje 14 dni na zwrot! Nie dałam się zbyć i po kilku kolejnych rozmowach z panią kierowniczką, kierowniczką kierowniczki i kierowniczką kierowniczki kierowniczki wynegocjowałam wymianę.

Dopiero kiedy triumfalnie odłożyłam słuchawkę po ostatniej rozmowie, doczytałam, że to prawo obowiązuje wyłącznie w przypadku sprzedaży firma-osoba prywatna, a nie firma-firma. Gdyby nie moje mylne przekonanie o swojej racji, pewnie odpuściłabym od razu, a ze 100 metrów tragicznej jakości materiału mogłabym ewentualnie uszyć Chrupkowi 2500 apaszek, a i tak nie jestem pewna czy chciałby je nosić.

4. Naszym największym wrogiem jest…nasza własna głowa

Mówi się, że Polska to kraj mało przyjazny przedsiębiorcom, że rynek trudny, a ludzi chcą kupować wyłącznie tanią chińszczyznę. Z pierwszą częścią tego stwierdzenia mogłabym po części się zgodzić, ale i tak uważam, że największą przeszkodą w rozwijaniu biznesu jesteśmy…my sami, a właściwie wymyślane przez nas wymówki i ograniczenia.

Nie dam rady pisać częściej niż dwa razy w tygodniu, nie uda mi się robić dobrych zdjęć bez tony drogiego sprzętu, nie zadzwonię, bo nie lubię rozmawiać przez telefon – nasz mózg, naturalnie zaprogramowany na lenistwo, każde nam stawiać sobie uciążliwe ograniczenia. Warto nauczyć się je rozpoznawać i działać pomimo tego, że siedzą nam z tyłu głowy. Raz pokonane, nie wracają więcej i motywują do stawania czoła kolejnym.

5. Pasja nie wystarczy

Obserwując sukcesy innych, możemy odnieść wrażanie, że istotą prowadzenia własnej firmy jest dryfowanie od jednego sukcesu do drugiego. Czytamy w gazecie o sprzedaży start-upu za ogromną sumę, widzimy autorów odbierających nagrody. Tymczasem tych momentów nigdy by nie było, gdyby nie codzienne odkreślanie małych kroczków, które przybliżają nas do celu.

Nie zawsze jest glamour. Często są to czynności zupełnie uciążliwe, frustrujące – ale muszą zostać zrobione. Za każdą pełną brokatu premierą stoją setki pełnych żmudnych czynności dni. Ludzie, którzy kierują się hasłem „rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu” chyba nigdy nie wypełniali kilometrówki. Oczywiście, część powtarzalnych zadań możemy w miarę rozwoju firmy komuś zlecić, ale zawsze, zawsze będą elementy, które ekscytują nas jakby mniej.

Prowadzenie sprawnie działającej firmy wymaga w pierwszej kolejności pasji do biznesu i spełniania ludzkich potrzeb, w drugiej do tego, czym się właściwie zajmujemy – nawet, jeśli mamy sprawnego i zaufanego menadżera. Jeśli przeraża nas kontakt z klientami, nieregularna wypłata, konieczność załatwiania wielu spraw samemu – warto się dwa razy zastanowić.

5 i 1/2. Dobra organizacja pracy i umiejętność mówienia „nie”.

Kiedy zdecydowałam, że nie będę po studiach szukać pracy, tylko otworzę własną firmę, moje otoczenie uznało, że fantastycznie się składa. Studiujące koleżanki dzwoniły, by wyciągnąć mnie na przedpołudniowe zakupy, mojej mamie przypominało się, że koniecznie muszę zrobić z nią coś w ogrodzie, a w ogóle to otworzyli nową włoską restaurację.

Naprawdę trudno jest nie zachłysnąć się wolnością czasową. Ustalenie granic jest jednak konieczne – inaczej znajdujemy się w wiecznym rozmemłaniu, ani nie pracując efektywnie, ani nie odpoczywając z czystym sumieniem. Bo okazuje się, że odpoczywania też trzeba się nauczyć.

Mnie bardzo pomaga wyznaczenie sobie najważniejszych celów i zaplanowanie konkretnych kroków, które mnie do nich przybliżają. I tak na przykład priorytetem przy prowadzeniu bloga jest dla mnie regularne publikowanie ciekawych treści. Odpisywanie na maile, wrzucanie zdjęć na Instagrama – to wszystko może poczekać, dopóki nie skończę posta. Trzymanie się ustalonego planu pozwala mi cieszyć się i pracą, i czasem wolnym, mimo dużej ilości obowiązków.

pra3

 

mam na sobie sukienkę z Zary (tutaj w poście z 2012), naszyjnik z Lunaby i marynarkę z Mango (tutaj wersja pasiasta, tu przeceniona zielona, a tu granatowa)

6. Dobry zespół to podstawa

Kiedyś lubiłam mieć wszystko pod ścisłą kontrolą. Prowadzenie własnej firmy nauczyło mnie, paradoksalnie, odpuszczać. Czy może inaczej – ufać ludziom. Nie da się robić wszystkiego – po pierwsze ze względów czasowych, po drugie dlatego, że nie ma możliwości, żebyśmy byli mocni we wszystkim.

Możemy próbować, ale u mnie poskutkowałoby to przemęczeniem i wypaleniem związanym z biznesową samotnością. Zatrudnianie czy zlecanie zadań specjalistom pozwala też na poszerzenie naszych horyzontów – mnie najlepsze pomysły zawsze przychodzą do głowy po różnego typu naradach. Wspólne działanie spycha z utartych ścieżek.

Warto jednak liczyć siły na zamiary – jeśli dopiero zaczynamy, zatrudnianie pięcioosobowej ekipy może nas szybko puścić z torbami. To bardzo indywidualne kwestia, zależąca od branży i charakteru naszego biznesu. Niektóre czynności lepiej zlecać na zewnątrz (u nas jest to na przykład szycie, robienie packshotów czy zaawansowane kwestie związane z działaniem stron internetowych), niektóre robić we własnym zakresie (u nas: zdjęcia), a do jeszcze innych poszukać stałej osoby do zespołu (tak jak ja zrobiłam to ze sprzedażą i marketingiem).

7. Nieumniejszanie tego, co się robi

Do niedawna, kiedy ktoś mnie przedstawiał i mówił, że prowadzę rozpoznawalnego bloga, mówiłam „yyyy, no przestań, taki tam blog”. Dość późno dotarło do mnie, że jeśli my nie będziemy traktować z szacunkiem tego, co robimy, to jak możemy oczekiwać tego od innych? Jeśli tworzymy coś z zaangażowaniem, wkładamy w to całe serce i jesteśmy dumni z efektu, nie bójmy się o tym mówić. Zauważyłam, że to głównie problem kobiet – faceci jakoś wydają się nie mieć z tym trudności.

8. Przygotowania

Rozpoczęcie prowadzenia własnego biznesu wraz z założeniem działalności to dość odważny krok. Od razu pakujemy się wtedy w koszty i formalności. Tymczasem jest dużo rzeczy, które możemy zrobić, zanim jeszcze udamy się do urzędu – założyć bloga eksperckiego, który przyciągnie potencjalnych klientów, zrobić rozpoznanie konkurencji, pojechać na konferencję branżową, po prostu dać się poznać, żeby nie być dla przyszłych klientów czy współpracowników kimś obcym. Byłoby mi dużo trudniej ruszyć z blogowym biznesem, gdybym nie blogowała regularnie od kilku lat, a z Lunaby, gdybym nie miała bloga.

pra1s

9. Relacje to podstawa

Bardzo często czytam, że jeśli ktoś osiągnął w Polsce sukces, to na pewno zrobił to po znajomości. Zastanawiam się wtedy, co to w ogóle znaczy? Ja sama sobie stworzyłam miejsce pracy, nikogo nie prosiłam o polecenie. Jednak dzięki sieci kontaktów z innymi blogerami, dziennikarzami, agencjami, która budowała się dość organicznie przez niemal osiem lat, jest mi teraz łatwiej rozwiązywać problemy. Wiem do kogo się zwrócić, kiedy potrzebuję opinii na temat tekstu i gdzie szukać, jeśli potrzebne mi miejsce na sesję zdjęciową. Czy to oznacza, ze prowadzę zarabiającą firmę dzięki znajomościom?

Ludzie lubią pomagać i jeśli czegoś potrzebujemy, często wystarczy po prostu poprosić. Warto jednak dbać o symetryczność takiej relacji.

10. Nigdy nie ma idealnego momentu

Nie wystartuję z Lunaby, bo jeszcze nie jesteśmy gotowe. Nie założę strony na Facebooku dla piżam, bo nie mam dla niej wymyślonej perfekcyjnej, oryginalnej strategii. Nie wyślę książki wydawnictwu, bo na pewno coś jeszcze można poprawić. To ostatnie było szczególnie trudne – nie mogłam znieść myśli, że coś jeszcze wpadnie mi do głowy, a ja nie będę mogła tego dopisać.

Żeby prowadzić zarabiający biznes, i przy okazji nie zwariować, trzeba przyjąć zasadę done is better than perfect. Nigdy nie będziemy w 100% przygotowani, ale prawda jest taka, że nikt poza nami nie zauważy tych kilku procent różnicy. Lepiej wystartować i poprawiać co się da po drodze, niż dłubać samotnie nad „pomysłem życia”. Zwłaszcza, że większość biznesów, które osiągnęły ogromny sukces, wcale nie wypłynęło na super oryginalnym pomyśle, ale na bardzo skutecznym, konsekwentnym działaniu. Starbucks nie robi niczego odkrywczego, po prostu sprzedaje kawę lepiej niż inni.

 


 

Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia z własną firmą czy freelancingiem. A może macie pomysł na wymarzony biznes, ale coś Was stopuje, czegoś się obawiacie? Dajcie znać!

A jeśli tekst okazał się dla Was przydatny, śmiało go lajkujcie i udostępniajcie, używając przycisku poniżej – będzie mi bardzo miło, jeśli więcej osób wyniesie coś dla siebie z moich doświadczeń.

 

 

117 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Kontestacja rzeczywistości

    rewelacyjny wpis, bardzo przydatne wskazówki. Niedługo sama będę otwierać swój biznes, również odzieżowy tylko jednoosobowy, moja mama na pewno pomoże mi z dokumentacją, bo jest księgową, ale już się obawiam o to wszystko.
    „Starbucks nie robi niczego odkrywczego, po prostu sprzedaje kawę lepiej niż inni.” to zdanie jest mistrzowskie! dzięki Tobie zdobyłam motywację do tworzenia. :)

    Pozdrawiam!

  2. monka paulina

    joanno, to jest bardzo dobry tekst. bardzo, bardzo dobry tekst. wcale nie wymuszony i nie truistyczny (a to najbardziej przeszkadza mi w popularnych ostatnio listach „10 rzeczy bla bla bla”), ładnie (bo lekko, ale nie rozwlekle i z odpowiednią dawką przykładów z życia) napisany, a do tego myślę, że pomocny i inspirujący. kopiuję wszystko i zapisuję na komputerze. DZIĘKI!

  3. weronika | mavelo

    Od miesiąca prowadzę własną działalność :) Momentami jest tak, że chciałabym to wszystko rzucić i iść na ciepłą posadę w korpo, ale wiem, że początki nie są łatwe i tak na przemian wpadam w złość i później studzę własne nerwy. Nieocenione jest tutaj wsparcie bliskich osób. Wiele kwestii, które opisujesz dotyczy również mnie, np. tłumaczenie innym, że nie jestem w 100% elastyczna czasowo bo… mam pracę, w domu, ale to praca; albo umniejszanie swojej pracy. Już nie mówiąc o tym, że czasem ludziom się wydaje, że skoro mam tyle wolnego to mogę zaprojektować dla nich coś za darmo :) A dla mnie tak naprawdę czas to pieniądz, a przy własnej działalności liczy się każdy grosz (plus jest taki, że jednocześnie stałam się bardziej rozsądnym konsumentem).
    Dzięki za ten tekst, jak będę miała cięższy dzień w byciu „na swoim” to na pewno wrócę do tego wpisu :)

  4. majupa

    Zawsze lubiłam na Twoim blogu nie tylko teksty, ale również bardzo dobrze dopracowane zdjęcia. Tym razem ich jakość jest również bardzo dobra, ale jakoś zgrzyta mi kobieta w marynarce na łóżku. Marynarka (nawet z najwygodniejszego materiału) to jednak formalny strój, a łóżko kojarzy się raczej z leniuchowaniem. Rozumiem nawiązanie – w końcu produkujesz piżamy i inne piękne rzeczy okołopiżamowe, ale jakoś tym razem ta koncepcja nie przekonuje mnie. Co innego ostatnia fotografia – prawdziwa bizneswomen ;) Nie odbieraj tego jako jakiś atak. Dotychczas naprawdę wszystko ślicznie wyglądało. Tym razem tylko chyba nie zagrało. Oby biznes dalej się rozwijał! ;)

  5. Kasia

    Świetny wpis, pokazuje, że człowiek zawsze się uczy a najwięcej z tego co robimy sami.
    Na pewno może stać się zachętą i pomocnym drogowskazem dla osób, które same zamierzają ruszyć z jakimś biznesem.
    Widać, że wszystko płynie od Ciebie a wnioski jakie wyciągnęłaś, ze swojego sukcesu nauczyło cię życie i przede wszystkim ciężka praca. Życzę oby własna działalność rozwijała się jak najlepiej i aby każdego dnia podczas pracy towarzyszyły Ci same pozytywne emocje :)

  6. ZDw

    Ogromny szacun, za ilość artykułów opublikowanych w ostatnim czasie, a także za ich jakość. Trudno nie dostrzec, jak bardzo się rozwinęłaś przez cały okres prowadzenia bloga :)
    Co do punktu dziesiątego – dobrym pomysłem jest tworzenie i poprawianie do momentu, w którym uzna, że jest robota jest wykonana na 70-80% naszych możliwości. Sam proces wprowadzania idei w życie sprawia, że w głowie pojawiają się potencjalne poprawki i zamiast tracić czas na kombinowanie, udoskonalamy poprzez DZIAŁANIE.
    „Jeśli ktoś zamyka mi drzwi, to warto spróbować oknem” – świetnie powiedziane.

  7. vtomasz

    Bardzo podoba mi się to, że odważyłaś się wyjść do ludzi ze swoim produktem. Jedyne na co czekam, to na dobrej jakości piżamy dla mężczyzn – przydałaby mi się nowa ;)

  8. szarri

    Dzięki Ci, Asiu, za ten wpis :) Od paru miesięcy biję się z myślami, bo mam pomysł, który chyba wpisuje się w rosnącą niszę, mam umiejętności, które pozwoliłyby mi się tym zająć, a jednocześnie panicznie się boję pójścia na swoje… Mam sto wymówek, by się tym nie zająć, i rosnące wyrzuty sumienia, że nie robię nic w kierunku spełnienia własnych marzeń. Jeśli mój pomysł wypali, sprezentuję Ci jego pierwszy owoc ;)

  9. Justyna

    Świetny, naprawdę świetny tekst. Bardzo chętnie czytałabym takich więcej, o Twoich doświadczeniach w prowadzeniu własnego biznesu. Sama niedawno wyhodowałam w głowie myśl, żeby ruszyć z własną działalnością, ale wiem że przede mną baaardzo długa droga. Muszę dodać że ta myśl wyrosła także dzięki Tobie, bo dałaś mi przykład że jeżeli czegoś się chce, to warto pracować żeby to osiągnąć, a także pokazujesz (co dla mnie bardzo ważne) że nie trzeba podążać utartym szlakiem, że można sobie stworzyć miejsce pracy samemu, że można żyć kreatywnie – bo tak właśnie postrzegam Twoją działalność, zarówno blogową, jak i piżamową – jako mega kreatywną. Tak trzymaj! Ogromy szacun za to, co robisz, i ogromne wyrazy wdzięczności za to że tak bardzo inspirujesz :) Pozdrawiam!

  10. doris

    Książka w wersji elektronicznej już wylądowała na moim komputerowym dysku, a własna działalność niedługo wystartuje :)
    Długo się wstrzymywałam, dopracowywałam szczegóły i nadal się obawiam, co z tego będzie…ale jeśli nie teraz to kiedy?
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za dalszy rozwój! :)

  11. Oko na kulturę

    Wszystkie lekcje są bardzo ważne, jednak dla mnie i myślę, że dla wielu osób, jedną z najtrudniejszych jest umiejętność mówienia nie. Praca na swoim, zwłaszcza w „domowym zaciszu” sprawia, że znajomym wydaje się, że możesz wstawać kiedy chcesz, przesuwać godziny pracy jak chcesz, więc tak naprawdę możesz być dostępna, kiedy oni tego potrzebują. I to właśnie numer 5 było dla mnie najtrudniejszym krokiem i zdarza się, że i do tej pory jest…. Ale.. Cały czas się tego uczę i mówienie nie, coraz lepiej mi wychodzi :)

  12. Anna N

    Hej! Post dla mnie bardzo przydatny! Właśnie stoję chwilę przed otwarciem biznesu i przyjemnie czytało mi się o Twoich doświadczeniach ;) bardzo zmotywował mnie ten tekst.

  13. Wiola Starczewska

    Nie mam żadnego biznesu, ale pracuję w organizacji, w której mile widziane są wszystkie inicjatywy. Niesamowicie mnie to kręci i zawsze występuję z pomysłami, potem myślimy jak je zrealizować. Czasem myślę sobie jakby to było, gdybym pracowała w jakiejś firmie, w której mogłabym tylko wykonywać polecenia szefa. Nie zniosłabym tego. Prowadzę też bloga, bez żadnych zysków, mimo iż to już ponad trzy lata – jakoś nie znudziło mi się wymyślanie tego co mogłabym ulepszyć, co dodać, co zrobić. Generalnie lubię sobie myśleć: co? Czytam twój wpis i kiwam głową: tak, tak, tak jest.

  14. Sylwia

    Jestem na tzw. swoim. Żyję ze sztuki. To bardzo trudny biznes, zwłaszcza że wszystko (czyt. obraz) jest w moich rękach. Mam do Ciebie Asiu pytanie, czy miałaś (tak jak ja) problem z rodziną i znajomymi, którzy oczekiwali, że po znajomości zrobisz dla nich coś taniej? Jeśli tak, to jak sobie z tym radzisz?
    Ja niestety dałam się wmanewrować w malowanie „po znajomości” i aby wybrnąć z impasu, który po pewnym czasie stał się dość niewygodny, musiałam dość jasno zaznaczyć, że nie mogę poświęcać energii przeznaczonej na pracę zarobkową na rzecz przysług czy wiecznych prezentów. Skończyło się fochem wielu osób. Niektórym przeszło, innym nie.

  15. Dominika

    To jakieś przeznaczenie, bo mimo, że obecnie nie mam jakichkolwiek szans na własny biznes to jakiś czas temu, wybiegając myślami w przyszłość, pomyślałam, że fajnym pomysłem byłoby prowadzenie sklepu/marki piżamowej. Normalnie pokrewne dusze z nas :)
    Wpis bardzo przydatny. Zwłaszcza dla osób nieprowadzących własnego biznesu i wahających się, bo pokazuje, że mimo wielu przeciwności, własna firma może nas również wiele nauczyć.

    Pozdrawiam :)

  16. Ania M.

    Bardzo się cieszę, że poruszyłaś ten temat. Głowię się, żeby w tym roku otworzyć działalność, miałabym też szansę na dofinansowanie i połączenie blogowania z pilotażem wycieczek na „pełen etat”. Wydaje mi się, że mam przed sobą jeszcze wiele kroków w tym kierunku, ale z tym jest tak, jak właśnie piszesz – najwięcej ograniczeń jest w głowie.
    W tym umniejszaniem swoich zasług problem mają również mężczyźni. Wczoraj słuchałam (w końcu!) podcastu M. Szafrańskiego z K. Kruczkowskim (najnowszy o książce ks. Stryczka dot. pieniędzy) i każdy z nich zgodnie przyznał, że długo zaprzeczali komplementom odnośnie swoich blogów :)

  17. Alter Novum

    Świetny tekst – bardzo dobrze oddaje realia prowadzenia młodej firmy. Oprócz stricte pracy zawodowej potrzeba dużo pracy nad sobą. Bo nienormowany czas pracy to z jednej strony wolność, a z drugiej coś, co powoduje totalne rozmycie granic między czasem wolnym a zobowiązaniami zawodowymi. Pomaga terminarz z wyraźnie wypisanymi zadaniami – na dzień, tydzień, miesiąc (kolorowe pisaki, te sprawy ;) ) Ale czasem nie sposób rozróżnić, co jeszcze jest pracą, a co już hobby, zwłaszcza, gdy pracownia jest kwadrans spacerkiem od domu ;)

  18. Pingback: Wieczorny Tłok Myślowy #35 |

  19. Aya

    Co punkt, to trafienie, i mówię to jako przedsiębiorca.
    „Jeśli tworzymy coś z zaangażowaniem, wkładamy w to całe serce i jesteśmy dumni z efektu, nie bójmy się o tym mówić. Zauważyłam, że to głównie problem kobiet – faceci jakoś wydają się nie mieć z tym trudności.” – tutaj Joasiu dotarłaś do naszej kobiecej samooceny (mam podobne spostrzeżenia). Temat jest ważny i ma przełożenie na naszą przedsiębiorczość oraz nasze funkcjonowanie w ogóle. Dlatego za cel postawiłam sobie bycie pomocną w zmianie samooceny kobiet z wykorzystaniem tych umiejętności, które posiadam.
    Punkt 10 jest idealny dla wszystkich perfekcjonistów. Dopiero niedawno przekonałam się, że perfekcjonizm może nam stawać na drodze do celu. Warto więc od razu wprowadzić w życie Twoje zalecenia nie odwlekając ani chwili dłużej!

  20. mimi

    prowadze wlasna firme od 5 lat, wraz ze wspolniczka. i to co jest najtrudniejsze to przyzwyczajenie sie do sinusoidy, fali kiedy cos idzie dobrze a potem gorzej. trzeba zazegnywac kryzysy, zakopywac dolki, a kiedy jest super nie zaczac plawic sie w szampanie. zachowanie spokoju w tych chwilach jest kluczowe.

  21. womanatwindow

    Twoją książkę już zamówiłam w empiku, ale nie mam tyle cierpliwości. Za chwilę zakupię wersję mobi :) Na chwilę obecną mogę śmiało stwierdzić, że rozwiałaś wszystkie moje wątpliwości dotyczące prowadzenia własnego biznesu. Coraz częściej się na tym zastanawiam. Właściwie to już to robię, ponieważ traktuję swojego bloga jako inwestycję. W siebie oraz w swoją przyszłość. Rzeczywiście stałam się dużo bardziej zorganizowana. Przekonałaś mnie do tego, bym nie umniejszała swojej pracy.

  22. mojżesz

    „Z przyjemnością usłyszę też o Waszych doświadczeniach – bardzo jestem ciekawa, ile przedsiębiorczych dusz jest wśród moich Czytelniczek”
    Blog ma również czytelnika :) i coś mi się wydaje, że nie jednego. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.

  23. Joanna Cansu

    Gdy zaczynałam z moim narzeczonym kilka lat temu budować wymarzony pensjonat w Kazimierzu Dolnym n. Wisłą nie miałam zielonego pojęcia o żadnej z rzeczy o których piszesz. Zgadzam się z każdą kropką i przecinkiem w nim napisanym. Najpierw jest niepewność, marzenia o prawdziwie polskiej wersji spa, z patchworkowymi meblami, i kalarowymi pasami – jak na łowikckich skódnicach. Później ogromne trudności, ludzie którzy bez mrugnięcia okiem są w stanie CIę oczukać, miliony godzin pracy monotonnej i nudnej, ale niezbędnej. Po to, aby goście którzy przyjechali powiedzieli, że nie podobał im się pobyt bo „podjazd jest za stromy”. ???????? A przecież to Kazimierz Dolny – miejsce które m.in. słynie z wąwozów korzeniowych i właśnie takich stromych miejsc. Przychodzi zniechęcenie, rozczarowanie, niezrozumienie. Ale gdy jest się wytrwałym i słucha się uważnie mądrych ludzi (bo przecież nie jesteśmy nieomylni) powoli można odnaleźć radość z prowadzenia własnego biznesu.
    Nasz pensjonat jest taki jaki sobie wmarzyłam: piękny, z ogrodem w którym rosną poziomki i porzeczki (dzięki mojej ukochanej mamie i babci), z pięknym (już niedługo) tarasem – dzięki mojemu ukochanemu tacie. :-) I gdy kolejni goście wyjeżdżają uśmiechnięci lub wracają do nas, ponieważ im się bardzo podobało serce rośnie, że jest sens w tym co robimy. Że pewne niedociągnięcia ciągle można naprawić, że jest dla kogo. Ciągle zdarzają się ludzie którzy będą się uśmiechać i robić sobie zdjęcia z hortensjami, a później w internetowych opiniach wyleją swój złośliwy jad, ale takie jest życie. Trzeba uczyć się i każdego dnia zaczynać go na nowo z nadzieją, że takich ludzie będzie coraz mniej.
    Rozumiem Cię i wspieram gorąco w prowadzeniu Twojego biznesu. Mój tato zawsze mówił „Dasz radę!”. I tak będzie bo większość niepowodzeń jest w naszych głowach. Trzeba wierzyć, że damy radę.
    Pozdrawiam ciepło
    Asia z Kazimierza Dolnego n. Wisłą.

  24. Patrycja

    Bardzo fajny wpis!
    Ja co prawda dopiero zaczynam wszystko ogarniać żeby założyć własną firmę ale to super impuls do działania i nie poddawania się.
    Dodatkowo jesteś super inspiracją ze swoją firmą.
    Podziwiam! :)

  25. Marta en.

    Bardzo motywujący tekst Asiu. Ja wciąż szukam drogi dla siebie, muszę lekko zmienić nastawienie ponieważ okazało się że kierunek studiów, który wybrałam nie jest do końca tym, czym chciałabym się zajmować a co najgorsze perspektywy pracy w nim są (że tak się wyrażę) odległe. Na szczęście moje studia pozwalają mi rozwijać się dość wszechstronnie i wierzę, że zdobyte doświadczenie kiedyś wykorzystam. Pomino rosnących wątpliwości staram się wkładać w moją pracę maksimum wysiłku. Chwilowo jednak mam problem z tym, że interesuje mnie…zbyt wiele rzeczy bardzo luźno ze sobą powiązanych, w związku z tym odnoszę wrażenie, że w żadnej z nich nie będę ekspertem. Masz może radę dla takiej rozproszonej czytelniczki? Jak wyznaczyć priorytety lub powiązać ze sobą pozornie odległe dziedziny?
    Pozdrawiam i dziękuję za tekst. Marta

    1. Style Digger Autor wpisu

      Trudno coś doradzić bez większych szczegółów, ale po prostu bym na Twoim miejscu spróbowała staży w tych różnych branżach i sprawdziła, co Ci najbardziej odpowiada – często wyobrażania o danej pracy dość mocno rozmijają się z rzeczywistością. To nawet nie musi być staż, często wystarczy rozmowa z kimś doświadczonym, dlatego idea portalu Lifetramp wydaje mi się taka fajna:)

    2. edigre

      Mam tak samo. Niedługo kończę studia i jestem przerażona perspektywą pójścia w jakimś kierunku. Typowy człowiek z wieloma zainteresowaniami, lecz żadnym na tyle silnym by wiodło prym. Jest ciężko, bo czuje jakbym zawiodła. Z boku ludzie oczywiście twierdzą, że jestem zdolna, komunikatywna i bóg wie co jeszcze – ale chyba nie potrafię tego wykorzystać. Ostatnio mój znajomy zapytał mnie wprost, „co chcę robić po studiach, bo przecież nie pracuję w swojej branży, a jego dziewczyna zastanawia się co można robić po moich studiach?”.

  26. Marta

    Po skończeniu studiów ciężko było mi znaleźć pracę bo miałam kilka wymagań – nie chciałam głodowej stawki i umowy zlecenie. Okazało się to być fanaberiami :)
    Dlatego zaczęłam sprzedawać własną biżuterię, którą dziergam sobie w domu, niesamowicie mnie to cieszy i mimo że nie mam stałych dochodów i czasami zdarzają się chudsze okresy, nie zamieniłabym tego na pracę dla kogoś. Dopiero co prawda się rozkręcam, w planach mam przeróbkę wizualną mojego sklepu, założenie własnej strony internetowej.

    Niestety muszę przyznać że Polska rzuca tylko kłody pod nogi młodym przedsiębiorcom: Urząd Skarbowy nie potrafił mi wytłumaczyć, jak prowadzić księgowość takiego biznesu, jak mój (sprzedaż za granicę, PayPal itp), Urząd Pracy powiedział mi, że gdybym nie miała działalności i siedziała na bezrobociu, mogłabym dostać dotacje do 20 tys. (chciałam kupić piec do szkła, a taki trochę kosztuje). Niestety, niedobra ja założyłam działalność i całkiem nieźle prosperowałam zamiast siedzieć na tyłku i czekać aż pieniądze mi spadną z nieba. Ot, Polska pomocna.

    Btw, piękne piżamy, kiedyś na pewno sobie jakąś sprezentuję.

    Ok, wyżaliłam się, lecę pakować zamówienia z weekendu :)

    PS. Na pewno mnie nie pamiętasz, ale chodziłyśmy razem do liceum :)

    1. muki

      Spróbuj z dotacjami unijnymi – może akurat jest jakiś program na rozwój biznesu, a nie na zakładanie go ;)

      1. Marta

        Pytałam o jedno i drugie. Jedyne, co mogli mi zaproponować to pożyczkę na kompletnie nieopłacalnych warunkach – w pierwszym lepszym banku dostałabym lepszą propozycję…

  27. Marysia

    Hej, ja trochę obok tekstu (choć jest świetny!). Już kiedyś Ci wspominałam o reklamach zasłaniających stronę. Przez ostatni tydzień nie miałam czasu na blogi, Ty pisałaś często (super!), i tak powstało mi 6 Twoich postów do nadrobienia. Każdy jeden pozasłaniany reklamami. Nie w każdym wypadku da się kliknąć „reklama zasłania stronę”, a i tak zniknęła tylko raz. Asiu, czy naprawdę na Twoich blogu muszą być tego rodzaju reklamy, zupełnie z blogiem niezwiązane? Moim zdaniem to trochę umniejsza profesjonalizm i wiarygodność. Oraz – bardzo utrudnia czytania. W dodatku nie udostępniasz całych postów w RSS, więc nie mogę ich sobie przeczytać w czytniku, a tu zajrzeć tylko po komentarze. Mam szczerą nadzieję, że możesz coś z tym zrobić.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Cześć Marysia! Dzięki za info, będę to naprawiać, to kwestia skalowania – tymczasowo, jak naciśniesz cmd i – albo ctrl i -, powinno się naprawić. A ja już nad tym pracuję z programistą, przepraszam za utrudnienia:)

  28. Simona

    Gratuluję tekstu – sama myślę nad własnym biznesem, więc Twoja wskazówki są bardzo cenne. A książka już na Kindlu! Zabieram się za czytanie, wstęp bardzo zachęcający :) pozdrawiam serdecznie!

  29. Ewa Olborska

    Dzięki za garść porad. :) Mam gotowy produkt, który będzie pierwszym tego typu w Polsce i czeka mnie wdrożenie go na rynek… Jakiś czas temu doszłam do tego, że idealny moment nigdy nie nadejdzie. I rzeczywiście mam wrażenie, że największe przeszkody są w mojej głowie niestety. Póki co walczę z lenistwem, które się rozpanoszyło u mnie, kiedy w pierwszych dniach po skończeniu pracy na etacie nie musiałam wstawać skoro świt. :)

  30. Sylwia

    Uwielbiam ten wpis, w przyszlosci planuje otworzyc wlasny biznes i na pewno wezme sobie Twoje rady do serca. Dziekuje :) Szczegolnie podoba mi sie zdanie o Starbucksie: sprzedaje kawe, lepiej niz wszyscy.

  31. Wanessa

    Asiu, już dawno zapisałam się do newslettera i żadne wiadomości mi nie przychodzą. Nie wiesz, dlaczego tak się dzieje? :/

  32. Beata

    Świetny tekst i porady. Chociaż sama własnej działalności nie planuję, to przeczytałam jednym tchem. Mam niezwykły dar pisania tak, żer wszystko razem tworzy świetną całość. Chciałabym mieć choć odrobinę tego, żeby zdać pewien test.

  33. Annaka

    Asiu,gratuluje marki Lunaby. To naprawdę piękne pizamy i właśnie w związku ze zbliżającymi się urodzinami zażyczyłam sobie jedną od narzeczonego. Zastanawia mnie czy projektujesz je sama czy zatrudniasz projektanta?Pozdrawiam. Stała czytelniczka

  34. agata

    troche off-topic, ale dzis rano kupilam e-booka i zaczelam czytac pierwsze strony. ahhh na wspomnienie pionierek modowego blogowania az mi sie lezka w oku zakrecila. Agathe ze StyleBytes!!! Przypomniala mi sie tez krolujaca chyba na flickrr Pixie, ehhh to byly czasy!

  35. Kasia

    Co do punktu 7. to, całkowicie się zgadzam z tą myślą o mężczyznach. Potrafią chwalić się wszystkim. W internacie nauczyłam się, że dla nich nawet zrobienie wyjątkowo dużej kupy jest powodem do dumy i wołają kolegów, żeby zobaczyli ich osiągnięcie :D Kobiety w takiej sytuacji sobie kompletnie nie wyobrażam.

  36. Kat.

    Nie mam swojego biznesu, nie jestem freelancerem. Chcę tylko napisać, że jesteś baardzo inspirująca i za każdym razem z przyjemnością tutaj zaglądam :) Jakość tekstów na blogu jest za każdym razem coraz lepsza, a i tematy poruszasz bardzo interesujące. Trzymaj tak dalej! Czekam na książkę!

  37. Alka

    Ja właśnie przy pierwszym swoim biznesie poległam na tym, o czym piszesz w pkt. 6, przeliczyłam się, Wydawało mi się, że wszystko ma świetnie opracowane, dopięte na ostatni guzik. Kupiłam towar (sprzedaż internetowa), zatrudniłam koleżankę, która nie miała pracy. Efekt był taki, że po 4 latach zamknęłam firmę – po paru miesiącach musiałam rozstać się z koleżanką, która do dziś patrzy na mnie z ukosa i sama ciągnęłam jeszcze prawie trzy lata ale więcej do tego dokładałam niż zyskałam.
    Znów wracam do prowadzenia firmy ale z zupełnie innym myśleniem.

  38. Blogabella

    Talk, zdanie o Starbucksie na końcu to puenta sama w sobie. Ważne co dzieje się w naszej głowie i gdzie sami stawiamy sobie granice własnego rozwoju i działań. Wsparcie najbliższych też wcale bez znaczenia nie jest. Jak chcieć to móc :)

  39. Józef Figura

    Warto działać – mimo wszystko! To prawda, że własna firma to też masa biurokracji, poruszania się w gąszczu przepisów, ryzyko kolejnej kontroli skarbówki. Ale też frajda tworzenia!
    Dzięki za punkt 7 – nie umniejszaj tego co robisz! Wychowani jesteśmy według przysłowia – siedź w kącie, a znajdą cię. Niestety nie ma nic gorszego jak niedocenianie siebie samego.
    I sam się łapie na tym, że gdy opowiadam o sowim blogu, od razu dodaję, że może nie jest zbyt popularny, nie ma tyle wejść, ale…
    Musze to zmienić!

  40. Mariola

    Dla mnie punk 10 to samo sedno. Nie teraz -bo…………. jak nie weźmiesz sie teraz do pracy to po prostu zrobi to ktoś inny. Ubiegnie Cie konkurencja i tyle. Człowiek jak i biznes uczy się na własnych błędach- nawet jak wszystko będzie przemyślane, dopieszczone to nagle pierwszy klient weryfikuje usługę\ produkt i czasami z pokora trzeba na nowo zaczynać. Lepiej sprawdzić na 2,3 pierwszych klientach aby 10 i 11 to już była profeska. Dziękuje za super wpis- do działa :-)

  41. Pingback: Cotygodniowy Przegląd Internetu #30: mówienie o zdradzie, pierwszy raz w telewizji i "źródło: internet"

  42. Sylwia

    Tak, tak, bardzo tak. Nad 4 punktem ostatnio mocno pracuję i widzę już duże zmiany, za czym idzie praca nad punktem 10. Świetna notka dodająca wiele świeżości w tym temacie.

  43. Monika Mo

    Ja niedawno porzuciłam etat aby rozkręcić swój biznes, w dodatku w całkiem nowym kraju, na rynku, którego dobrze nie znałam (ale czułam podświadomie, że tutaj pomysł się sprawdzi). Formalności nie są najtrudniejszą stroną, koszty wcale nie są takie wysokie, ale dla mnie najtrudniejsze jest wypracowanie balansu pomiędzy pracą a życiem prywatnym, zwłaszcza rodzinnym. Chciałam pracować jako freelancer, żeby móc więcej czasu poświęcić synowi, którego dotychczas widywałam tylko wieczorami po powrocie z pracy. Teraz, gdy sytuacja się zmieniła i sama zarządzam godzinami pracy, nie jest wcale tak łatwo. Czasem wspólne wyjście na basen w ciągu dnia w środku tygodnia jest na tyle kuszące, że zostawiam obowiązki związane z rozkręcaniem firmy na boku. Czasem dziecko zamyka mi laptopa, bo jest złe, że pracuję zamiast się z nim bawić. Rozważam jednak posyłanie go do jakiegoś babycenter chociaż na 2-3h dziennie, myślę, że z tego skorzysta, a ja będę mogła skupić się na sprawach zawodowych nie tylko w nocy (przecież nawet ja, pracująca matka, też muszę czasem spać, jakkolwiek niewiarygodnie to brzmi). Wszystko idzie powoli, trochę boli brak stałego dochodu (zwłaszcza,że dopiero łapię pierwsze zlecenia, a chciałabym też inwestować w rozwój firmy, nie tylko liczyć kasę do pierwszego), ale wierzę w swój pomysł i myślę, że niedługo wszystko się rozkręci.

  44. Bretonissime

    Dziękuję Ci za ten wpis! Bliskie jest mi to, co napisałaś: „okazuje się, że odpoczywania też trzeba się nauczyć”. Czy masz może jakieś rady, jak przy pracy z domu odpoczywać ze spokojem, z wolną od kołowrotku myśli głową? Może wypracowałaś sobie jakieś techniki na wygospodarowanie takiego prawdziwego czasu dla siebie? Byłabym wdzięczna! :)

    Pozdrawiam ciepło,
    Kasia

  45. Justyna

    Asiu, dziękuję za wpis! Masz pełną rację – samej się nie da, trzeba umieć powiedzieć NIE (także sobie) i podejmować decyzje (jakie by nie były, ale robić krok do przodu). Pozdrawiam ciepło, Justyna z pozytywnik.pl ;)

  46. Mari

    Mam od 3 miesięcy swój biznes. I z tą Polską, że szkodzi bardziej niż pomaga, to prawda. Właśnie ta myśl urzędnikostwa, ich interpretacji ustaw i konieczności wpłacania bez względu na zarobki przez kilka lat powstrzymywała mnie od założenia firmy. Wolałam tzw. śmieciówki. Aż w końcu jeden z pracodawców potraktował mnie nie w porządku i postanowiłam sama zostać swoim szefem. Wpłacam dużo, ale na szczęście coś zostaje.
    Porady jak najbardziej trafne, czuję, że prowadzenie firmy rozwija mój charakter i pewność siebie. To nie jest jakaś tam praca – to moja firma! :)

  47. betagram

    Witam. Mam nadzieję , że wiesz jak dobrze piszesz. Ruszyłaś nawet starą mózgownicę (to ja). Bardzo Ci dziękuję za te proste , szczere słowa . My polki mamy jakiś kompleks – ja sobie nie poradzę . I oto kilka ciepłych , wydawałoby się prostych rzeczy , które zmuszają człowieka do przemyśleń i czynów . Bardzo dziękuję i życzę dalszych sukcesów. Może napiszesz książkę na ten temat ? Jesteś w tym dobra . Masz świetną czystość pióra i duszy . Gratuluję i pozdrawiam.

  48. Dominika

    Przeczytałam Twój artykuł i muszę przyznać, że odniosłam wrażenie jakbym ja sama go napisała. Niewiarygodne, że przeszłyśmy jakże różną, a jakże podobną drogę i moje 10 lekcji byłoby identyczne :)
    Najważniejsze z nich, w moim przypadku, to było udowodnienie sobie i innym, że się po prostu da! Niejedne kłody miałam pod nogami, nie raz kładłam się spać z myślą, że mam już dość. A nim zdążyłam zasnąć, miałam pomysły na kolejne działania. I jestem mega dumna z tego, że gdy wszyscy mówili „to nie czas na takie usługi… ludzie nie będą Ci za to płacić…” to ja sobie w głębi duszy mówiłam „udowodnię Ci, że się da” :)
    Joasiu Tobie wielkie dziękuję za te jakże ważne słowa, a Tym kobietką, które gdzieś tam się wahają, życzę mega dużo cierpliwości i wiary we własne możliwości :)

  49. Pingback: Miesięcznik 6/2015 | marilabo.pl

  50. Marta - jakprowadzicwlasnafirme.pl

    Twój tekst bardzo celnie porusza istotę rzeczy – przejście „na swoje” to sposób na wolność i realizację swoich pasji, lecz jest to przede wszystkim ogromne wyzwanie, które niejednokrotnie podda próbie naszą motywację. Doświadczenie nauczyło mnie, że prowadzenie własnego biznesu wymaga ciągłej nauki i samodoskonalenia, a na efekty naszego zaangażowania trzeba czasem dłużej poczekać. Ale jaką może przynieść satysfakcję!

  51. Gabriela

    Bardzo wartościowy wpis, dodany już do ulubionych- z pewnością będę do niego wracała!

    Nie jestem regularnym czytelnikiem Twojego bloga, ale muszę przyznać, że potrafisz motywować- zarówno ty jak i wiele Pań w komentarzach :) Od jakiegoś czasu i mi kiełkuje w głowie pomysł na własny biznes, także w przemyśle odzieżowym, ale ogrom wszystkiego do ogarnięcia jest strasznie przytłaczające. Czy jest szansa byś podzieliła się kilkoma wskazówkami na podstawie swojego biznesu piżamowego? Nie chcę brzmieć jakbym wymuszała cokolwiek, jednak jeśli znajdziesz czas, inspirację czy chęć…

    (Pewnie zresztą już jakiś tego typu artykuł robiłaś, a ja nie umiem szukać.)

    Pozdrawiam!

  52. Marta

    Podoba mi się Twoja przemiana. Pamiętam Cię kilka lat temu, kiedy prowadziłaś bloga stricte modowego… I w pewnym momencie coś mi się znudziło. Być może był to ten sam moment, w którym Ty myślałaś o jego zamknięciu. Ja zaczęłam szukać ciekawszych treści, bogatszych, więcej tekstów, niż zdjęć, inspiracji pisanych, a nie tylko obrazkowych… I tak wróciłam do Ciebie przypadkiem jakiś czas temu i co? I widzę bloga, który tak się zmienił, tak się rozwinął i wyróżnia się na tle setek innych, że znowu bywam tu niemal codziennie. Ten post i rady w nim zawarte to kolejne cenne wskazówki dla mnie. Dziękuję i życzę powodzenia! Oby nigdy nie zabrakło Ci pasji. :)

  53. daywithcoffee

    Super! Takie wpisy są potrzebne, bo pokazują własną działalność od kuchni, a subiektywne uwagi są zawsze mile widziane i cenne. Życzę powodzenia i wytrwałości przede wszystkim!

  54. Pingback: » Biznesowe Rewolucje

  55. Eryk

    Zgadzam się, że nigdy nie ma idealnego momentu. Wiele osób czeka aż dopnie wszystkie sprawy na ostatni guzik i wyeliminuje wszelkie zagrożenia. Czekają na idealny moment, który może się nigdy nie pojawić.
    Gdzieś kiedyś przeczytałem słowa, które utkwiły mi w pamięci ” Rób wszystko co możesz, tam gdzie jesteś, z tego co masz, a o resztę się nie martw”

  56. Szkolenia biznesowe

    Dzięki za fajne porady. I rzeczywiście masz rację lepiej robić biznes na czymś prostym co się sprzedaje i się na tym znamy niż klepać biedę na wystrzelonym pomyśle, który się nie przyjmie. Uważam, że pierwsze kroki warto stawiać na czymś prostym i z czasem wszystko rozwijać.
    Pozdrawiam

  57. Tomek

    Czytałem to z ogromną przyjemnością. Świetnie napisane, z dużym dystansem i bardzo osobiście. Jesteś wielka. Dzięki :)

  58. Hania

    Słuchajcie człowiek się wszystkiego uczy z własnego doświadczenia. Dlatego po dwóch latach prowadzenia własnej firmy człowiek by wszystko zrobił inaczej, gdyby wiedział. Ale tak się nie da, bo uczymy się na sobie i na tym co robimy przez lata.

  59. Anka

    Świetny tekst! Gratulacje! :)
    Proszę powiedz mi, w jakim programie projektujesz? :)
    Czy robisz to tylko szkicując na papierze? Czy konstruktorowi wystarczy taki szkic?
    Będę wdzięczna za odpowiedź!
    Pozdrawiam!

  60. Weronika Flis

    Jak się cieszę, że tu trafiłam! Od bloga do bloga i jestem.
    Co prawda mój własny biznes to na chwilę obecną jedynie wizja w mojej głowie (ale plan już konkretny :)), to jednak chcę chłonąć jak najwięcej wiedzy już teraz. A – według mnie – najlepsze porady to te ukształtowane przez doświadczenie.

  61. Rotun

    Cały czas wstrzymuje się przed rozpoczęciem własnej działalności, marzy mi się własna cukiernia z prawdziwymi domowymi wypiekami, jednak wciąż czuję strach przed tym, że nie wyjdzie itp. Twój artykuł bardzo mi pomógł bardziej optymistycznie na to spojrzeć, że tak powiem lepiej uczyć się na cudzych błędach, jest prawdziwy i szczery, a nie kupka suchych zasad co zrobić by nie wpaść. Super:)

  62. Pit

    Ja najbardziej sie obawiam ze podatki mnie pochlona i bede w dlugacj z ktorych sie nie wygrzebie do konca zycia i to mnie stopuje

  63. Nata

    Fajnie jest mieć firme, ale tylko jak się patrzy na to z zewnątrz. Jak trzeba samemu wszystko ogarnąć i zmierzyć się z rzeczywistością to okazuje się, jak wiele jest do działania i pracy i myślenia.

  64. Michał Roztocki

    To, że pasja nie wystarcza powinno mówić się wszystkim młodym. Ale może wtedy w ogóle nie zechcieliby prowadzić własnej działalności? A to przecież bardzo potrzebne. Coś w tym jest – pewne rzeczy zauważa się i stwierdza dopiero po latach doświadczenia. Bardzo fajny tekst :) Pozdrawiam!

  65. Drotex

    Świetny wpis, każda osoba, która zaczyna swoją przygodę z własną działalnością gospodarczą czytając to powinna wyciągnąć wnioski. Sam prowadzę własny biznes już 6 lat i powiem że sprawnie mi to idzie, ale ciągle staram się dokształcać, być na bieżąco z tematem, bo co chwilę się coś zmienia. Ręka na pulsie.

  66. Eliza

    Brawo za odwagę i nieustępliwość! Czasami faktycznie trzeba dać z siebie 110% żeby wyszło. Tutaj pojawia się ta konsekwencja, o której pisałaś. Dopóki jej nie zabraknie można góry przenosić. Pozdrawiam!

  67. Iza

    Pracując na swoim dla mnie największym problemem jest determinacja i motywacja do pracy. Bo tutaj sami się musimy zmusić do pracy, a nie czekać aż ktoś nas pogoni

  68. Wioletta

    Witam prowadzę co ja mówię pubu je prowadzić biznes w Szkocji tutaj jest mało biurokracji natomiast ciężko z przebiciem kiedy mało znasz ludzi i mało język .Trzy razy pd chodzę i zawsze porażka chyba jestem za miękka niemam wsparcia w rodzinie uważają że nie nadaje się choć wiem ze moje pomysły i produkty się podobają. Ostatnio otworzyłam stoisko z moimi produktami a jest to rękodzieło wszelakie po św. Bożego Narodzenia zmieniała wystrój kiedy byłam przygotowana na dalsze otwarcie menager bazaru kazał mi się wynosić a już miałam swoich klientów ,którzy by wrucili napewno.Z opinie zaprzyjaznionych wiem ze prawdopodobnie dużo kupców przestraszyło się mnie ze tak owo mogę ich wygryzc.Jak sądzicie co robię źle od czego zacząć odnowa czy się poddać? Proszę o poradę.

  69. polskatime

    Osobiście uważam, że jeśli ktoś szczerze czego pragnie to w końcu to osiągnie. Tak samo jest z własnym biznesem i pomysłem na biznes. Nie jet potrzebny od razu wielki biznes plan tylko wystarczy mieć przysłowiowo głowę na karku.

  70. Iza

    Dzięki za ten artykuł, sama chcę w najbliższym czasie założyć własny biznes :) Wezmę te wskazówki do siebie i wierzę, że przyniesie to efekt jaki bym chciała.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *