Poznajcie Chrupka!

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić Chrupka – mojego psa. Cała historia zaczyna się tak naprawdę kilka miesięcy temu, w maju, kiedy po dwunastu latach wspólnego życia odszedł od nas Polar, kochający wszystkich (i kochany przez wszystkich!) golden retriever. Bardzo to przeżyłam, chyba nic nigdy bardziej mnie emocjonalnie nie wyprało. Po jakimś czasie, oprócz tęsknoty za Polarem, zaczął mi doskwierać brak mokrego psiego nosa, psich spacerów, które tak bardzo różnią się od spacerów „zwyczajnych”, odgłosu łap drepczących po podłodze. Moi rodzice zdecydowali, że nie chcą teraz psa, więc po długim namyśle doszłam do wniosku, że moja sytuacja życiowa, tryb pracy i styl życia pozwalają na to, żeby mieć psa w Warszawie, i podjęłam decyzję. Brzmi to bardzo konkretnie i poukładanie, ale tak naprawdę zastanawiałam się długo i miałam momenty zawahania.

Nie planowałam dla swojego psa kariery wystawowej czy udziału w konkretnych psich sportach, nie jestem też nakręcona na żadną rasę (chociaż jest jedna czy dwie, które bardzo mi odpowiadają, więc może zdecyduję się na którąś, jeśli będę chciała poszukać Chrupkowi rodzeństwa – mam nadzieję, że Szymek tego nie przeczyta, bo wyrzuci mnie z domu razem z moim zwierzyńcem:)). Nie chciałam też w tym momencie szczeniaka, który wymaga dużo więcej uwagi niż dorosły pies i oczu dookoła głowy. Naturalnym rozwiązaniem wydała mi się więc adopcja dorosłego psa ze schroniska.

p5

p12

Wizyta w schronisku do łatwych nie należy, od razu wiedziałam, że muszę mieć upatrzonego wcześniej kandydata, bo wybór spośród setek patrzących mordek byłby pewnie szczególnie ciężki. Przejrzałam więc strony i facebookowe profile schronisk, znalazłam psa, który odpowiadał moim mało wymyślnym kryteriom i do tego był wyjątkowo uroczy. Kryteria miałam dwa. Po pierwsze, pies musiał być na tyle duży, żeby dało się go zabrać na porządny spacer czy bieganie, ale na tyle mały, żebym mogła go podnieść w razie nagłej potrzeby. Po drugie, chciałam żeby akceptował koty – wątpię, żeby Pulpowi udało się nawiązać z innym psem taką więź, jaką miał z Polarem, z którym wychowywał się od małego, ale chciałabym, żeby zwierzaki nie próbowały się wzajemnie pożreć.

Pierwszy pies, który wpadł mi w oko, przebywał w schronisku pod Poznaniem. Zapakowaliśmy się więc do auta i pojechaliśmy go zobaczyć. Z perspektywy czasu widzę, że nie była to idealna decyzja, bo musieliśmy się decydować po jednym, krótkim spotkaniu. Pies prawie nie wychodził na spacery, więc był strasznie pobudzony i trudno było z nim nawiązać kontakt. Był też kilka lat starszy, niż mi powiedziano. Do tego pojawiliśmy się w schronisku w złym momencie, czułam że wywiera się na mnie dużą presję, instynkt podpowiadał mi że trzeba się wycofać i ostatecznie wróciliśmy do Warszawy sami. Było to dla mnie na tyle stresujące, że postanowiłam na kilka tygodni odpuścić psi temat.

p11

p10

Kilka dni przed moim wyjazdem do Gdańska, jakimś zupełnym przypadkiem, mignął mi na FB album z bezdomnym psiakiem. Jak tylko zobaczyłam opis i tę uśmiechniętą paszczę, od razu wiedziałam że muszę go poznać. Napisałam na podany adres i błyskawicznie dostałam odpowiedź od wolontariuszki, szybko umówiłyśmy się na zapoznawczy spacer i dwa dni później byłam już w Celestynowie pod Warszawą. Jak tylko Chrupek (wtedy jeszcze Elwis) podbiegł do krat boksu i wystawił się do głaskania, od razu mnie wiedziałam, że go wezmę. Na spacerze widać było, że cieszy się z wyjścia, ale wydawał się być jeszcze bardziej zadowolony z kontaktu z ludźmi. Zaskakująco ładnie szedł na smyczy. Szybko się zdecydowałam i… z żalem odstawiłam go do boksu, który dzielił z gigantyczną suczką przypominającą rottweilera. Przed sobą miałam kilkudniowy wyjazd, a bardzo chciałam, żebyśmy pierwsze dni w nowym domu spędzili razem. W międzyczasie wypełniłam ankietę przedadopcyjną, gdzie opisywałam m.in. miejsce w którym mieszkam, swój stosunek do sterylizacji zwierząt czy jedzenie, którym mam zamiar karmić psa.

Zaraz po moim powrocie, w zeszłą sobotę, zameldowaliśmy się z Szymkiem w Celestynowie. Z ekscytacji wpisałam w nawigację „Celestynów” zamiast „schronisko w Celestynowie” i wylądowaliśmy na wąskiej, trawiastej drodze dosłownie w środku lasu. W końcu jednak trafiliśmy, wyprowadziliśmy Chrupka na ostatni schroniskowy spacer, podpisałam dokumenty, opłaciłam dobrowolny datek i gotowe – Chrupek jest ze mną.

p1

p14

Pierwszą przeszkodą okazało się wtłoczenie psa do samochodu. Chrupek ze strachu zesztywniał całkowicie, był jak odlany z gipsu. Jakoś się jednak udało i ruszyliśmy w drogę do Warszawy, choć jeszcze nie do domu. W schronisku dowiedziałam się, że Chrupek ma biegunkę i wymiotuje, naszym pierwszym przystankiem był więc weterynarz. Okazało się, że pies ma gorączkę, dostał więc leki, kroplówkę i ruszyliśmy w drogę do domu – tym razem już pieszo. Zaskoczyło mnie, jak dobrze odnajduje się w mieście. Nie boi się samochodów (co jest dziwne, bo wpadł pod samochód i stracił w tym wypadku ogon – ktoś go uratował, odwiózł do weterynarza i tą drogą Chrupek trafił do schroniska), szeleszczących reklamówek, rowery czy wózki nie robią na nim najmniejszego wrażenia. Pierwszą przeszkodą okazały się schody do mieszkania – pokonywaliśmy je chyba z 15 minut, ale w końcu zachęcany i chwalony bohater przeszedł je samodzielnie i od tej pory nie ma z nimi żadnego problemu, chociaż i tak wracając ze spacerów lubi sprawdzić, czy nie wolałabym jednak wejść do mieszkania na parterze albo na pierwszym piętrze.

Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że Chrupek nie sika w domu. Ucieszyłam się, do czasu gdy nie okazało się, że nie sika w ogóle. Kolejnego dnia znów wylądowaliśmy u weterynarza, Chrupek przeszedł mało przyjemny zabieg opróżniania pęcherza, a na wieczornym spacerze w końcu się przełamał i obsikał krzaczek – mój wybuch radości słyszało chyba pół dzielnicy.

Później czekały nas jeszcze dwie wizyty, ale teraz wróciliśmy już do normalnego planu dnia, staram się zapewnić Chrupkowi możliwie stałe pory spacerów i maksimum spokoju. Wciąż jest trochę niepewny, nie chce się bawić, w domu głównie drzemie pod stołem. Nie interesują go gryzaki, sznurki czy piłeczki, mam wrażenie że nie wie zupełnie o co w tych zabawach chodzi. Kuli się, kiedy ktoś nieopatrznie wykona nagły ruch, rozpłaszcza się na podłodze, chodzi za nami po mieszkaniu, choć już nie tak fanatycznie, jak na początku. Wczoraj pierwszy raz usłyszeliśmy, jak szczeka. Przez pierwsze dni zupełnie nie chciał jeść, co bardzo mnie martwiło, teraz już na szczęście wylizuje miskę do czysta.

p6

p7

Chrupek jest bardzo grzeczny i naprawdę kochany, wzbudza też powszechny zachwyt – to w końcu najbardziej puszysty pies na dzielni! Futra ma mnóstwo, na szczęście zostaje ono głównie na psie, nie na naszych ubraniach. Na głowie ma tak miękką sierść, że mam czasem wrażenie, jakbym głaskała kota.

Strasznie podoba mi się to, że jest takim stuprocentowym kundlem, z zerowym podobieństwem do jakiejkolwiek rasy. Właściwie najbardziej przypomina mi owcę, zwłaszcza kiedy patrzy się na niego z tyłu. Jak udało mi się do tej pory odkryć, jego ulubione zajęcia to węszenie w trawie i leżenie w przejściu. Nie lubi spacerować, kiedy jest mokro, i nie wstaje przed 10.

p8

Nie mogę się doczekać wszystkich naszych wspólnych przygód – Chrupek ma cztery lata, mam nadzieję że spędzimy ich razem jeszcze mnóstwo. Na pewno będę starać się go konsekwentnie, pozytywnie szkolić, żeby nasze wspólne życie było jak najprzyjemniejsze. W listopadzie idziemy do szkoły! Trzymajcie kciuki za postępy Chrupka, mam nadzieję, że szybko da się przekonać, że ludzie to jednak są fajni i nic psu nie zrobią, a piłeczkę warto gonić.

p9

Na koniec jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, chciałam podlinkować dwa zwierzaki, które zwróciły moją uwagę podczas poszukiwań, może akurat komuś się spodobają:

 

Po drugie, pamiętajcie proszę o akcji DlaSchroniska.pl, w której możecie bardzo wymiernie pomóc, przelewając pieniądze na konkretne potrzeby danego psiaka. Zawsze można też podwieźć karmę, koce, kołdry czy niepotrzebne śpiwory bezpośrednio do schroniska – na pewno przydadzą się przed zimą. Proszę, pamiętajcie o tym, dwie wizyty w schroniskach wystarczyły mi, żeby się przekonać, że żaden pies nie powinien się tam znajdować. No i jeżeli planujecie sami adoptować jakiegoś zwierzaka, warto to zrobić przed zimą. Ja o samym procesie i o tym, na co warto zwrócić uwagę i nad czym się zastanowić, postaram się jeszcze napisać. Łapa od Chrupka!

103 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. ewelina

    Gratulacje! Przy okazji mam pytanie – jak duże masz mieszkanie? Bardzo namiętnie myślę też o adopcji psa ze schroniska, jednak obawiam się, że to nienajlepszy pomysł w 30metrowej kawalerce :/
    Pozdrowienia dla Chrupka! :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Dzięki Ewelina:) Mamy 2 pokoje i kuchnię. Jeżeli martwisz się o komfort psa, to się nie martw – jemu i na 15 metrach będzie wygodniej niż w ciasnym boksie. Jeżeli o swój to rozumiem, że spędzanie całego czasu ze zwierzakiem w jednym pomieszczeniu może być męczące. Ważne jest też to, że pies musi wychodzić na urozmaicone spacery niezależnie od tego, czy mieszka w kawalerce czy w domu z ogrodem – inaczej będzie się nudził. Więc to mieszkanie aż tak wielkiego znaczenia nie ma, moim zdaniem:)

    2. D.

      Nie chodzi o to, jak duże masz mieszkanie, ale o to, jak wiele czasu jesteś gotowa codziennie poświęcić psu oraz o to, jakie potrzeby, jeżeli chodzi o stymulację psychoruchową będzie miał Twój zwierzak. Nie każdy przecież musi mieć border collie. Czasem zresztą dla bardzo aktywnych psów, które mają duży drive i potrzebę pracy z przewodnikiem dom z ogrodem okazuje się przekleństwem.
      Mam nadzieję, że Asia się na mnie nie obrazi za podrzucenie tu linka do tekstu o mitach związanych z posiadaniem psa: http://trendzseterem.blogspot.com/2014/08/5-mitow-o-posiadaniu-psa.html
      Proponuję zastanowić sie nad tym, jakie masz oczekiwania wobec psa i co chciałabyś z nim robić, a także jaki zwierzak będzie odpowiadał Ci pod względem eksterieru. Wiadomo, dog niemiecki do małego mieszkana to niemoniecznie dobry pomysł, ale coś ze średniej wielkości ras/ psów w typie rasy…. Pamiętaj, lepsze 8 godzin spędzone samotnie w kawalerce w oczekiwaniu na ukochanego przewodnika niż 24 godziny w schroniskowym boksie. :)

      1. ewelina

        dzięki dziewczyny! mam dwa psy w moim rodzinnym domu, jednak tutaj mają sporo miejsca do hasania i ciągłą uwagę reszty domowników. myślę jednak, że uda mi się to zorganizować i przyjąć psiaka do siebie! pozdrowienia! :)

      2. Anna

        Napisz prosze cos wiecej o rasie border collie. Okazalo sie ze adoptowalam takiego wlasnie psa nie wiedzac ze to ta rasa – pies jest strasznie inteligentny i wymagajacy, czasem nie wiem jak sobie z nia poradzic. A w internecie wiele nie znalazlam. Pozdrawiam, Ania M

        1. D.

          Na początek zaznaczam, że nie jestem specjalistką od borderów, ale że liznęłam trochę tematyki szkoleniowo-sportowej to coś tam wiem. Wydaje mi się, że najważniejsze są dwie sprawy: po pierwsze, bordery często nie mają w pakiecie wyłącznika, tzw. przycisku off, czy też mówiąc po ludzku nie wiedzą jak odpoczywać i zajmować się sobą. W przypadku wielu borderków wyciszanie w domu to umiejętność, której po prostu trzeba psa nauczyć. Polecam zainteresowanie się z jednej strony szkoleniem metodami pozytywnymi, z drugiej kwestią klatkowania psa. Druga sprawa to to, że bordery nie tyle potrzebują ruchu w rozumieniu swobodnego biegania, co aktywności intelektualnej – tu znowu wracamy do kwestii szkolenia. Jeżeli masz jakieś pojęcie o uczeniu psa sztuczek, czy treningu sportowym – świetnie, zabieracie się za to jak najszybciej, poznawanie nowych komend dobrze męczy psy intelektualnie. Jeżeli nie znasz się zupełnie na szkoleniu psów polecam Ci zapisanie się z psiakiem do psiej szkoły – gdy dokonasz dobrego wyboru to będzie doskonale wydane pieniądze, Twoja relacja z psem bardzo się poprawi. Trochę pisałam o tym w ramach cyklu Wzorowy psi przedszkolak, może Ci to pomoże: http://trendzseterem.blogspot.com/2014/03/wzorowy-psi-przedszkolak-cz-1.html
          Gdybyś miała jakieś konkretne pytania – zachęcam do kontaktu mailowego albo przez fanpage bloga, postaram się coś doradzić, czy też skierować w odpowiednie miejsce.
          Pozdrawiam,
          D. od setera

          1. P.

            Ja jeszcze dodam, że D. się nieźle orientuje w tym czego się spodziewać po borderach, bo w kontekście psa numer 2 jest to jedna z ras, którą bieże pod uwagę.

    3. Ewa

      wystarczy Twojemu psu tyle miejsca przy Tobie ile sam wazy I mierzy , przy tym potrafi sie tak zwinac, wciagnac brzuch, podkulic lapy I schowac w nich swoj kochany pysk, ze nawet go nie zauwazysz:O):O):O) Jego caly swiat to Ty, jego raj to Twoje cieplo, dobre slowo I wspolnie spedzone chwile. Pozdrawiam

  2. Rosa

    Ja stawiam przede wszystkim na koty, ale psy też są ok. Mnie w posiadaniu psa przerażałaby właśnie konieczność spacerów i sprzątanie na nich po pupilu. Jestem zbyt leniwa chociaż to, że Chrupek nie wstaje przed 10 jest pocieszające. :)
    Ale podziwiam i kibicuję, by Chrupek doczekał się kiedyś przyszywanego rodzeństwa. Sama mam 2 adoptowane koty i to była świetna decyzja, takie zwierzęta są bardzo wdzięczne i kochają swoich właścicieli mimo wszystko.

    1. Style Digger Autor wpisu

      No, sprzątanie przyjemne nie jest, ale nie mam z tym większych problemów, w ogóle jakoś nie ruszają mnie teraz rzeczy, które kiedyś wydawały mi się obrzydliwe – sprzątanie wymiocin z dywanu itp., po prostu trzeba to zrobić i już – to chyba działa tak jak z małym dzieckiem;) A co do dwójki to właśnie wszyscy mi mówią, że 2 psy/2 koty to trochę mniej niż 1, bo się dużo zajmują sobą nawzajem.

  3. Zuzanna

    Świetny jest! Cały ten opis pierwszych dni po schronisku, jest dla mnie niezwykle przydatny, bo po kilku latach moi rodzice w końcu zdecydowali się na przygarnięcie jakiegoś kundelka, także niedługo czeka mnie to samo co Ciebie. Uściski dla Chrupka!

  4. Tedi

    Świetny psiak. Na pewno niedługo przestanie się wszystkiego bać :-). Moja mama adoptowała kilka at temu przeuroczą foksterierkę i to chyba najlepszy pies pod słońcem. Może kiedyś sama będę miała warunki na psiaka :-)

  5. riennahera

    Brałam wcześniej ze schroniska tylko szczeniaka, więc Twoja historia trochę mnie przeraża. Czy to jest norma, żeby psy w schronisku miały takie przeboje zdrowotne? Ja wiem, że trudno o każdego psiaka zadbać jak o domowego, ale to brzmi strasznie przykro.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Nie sądzę, Chrupek był zdrowy tydzień wcześniej, zwyczajnie się czymś zatruł czy złapał jakąś anginę, a ja trafiłam na ten moment. Celestynów zrobił na mnie dobre wrażenie, jeżeli o schronisku w ogóle można tak powiedzieć. A problem z sikaniem wynikał zwyczajnie ze stresu – psy po takich zmianach podobno robią różne dziwne rzeczy.

      1. Catherine

        Biegunki i problemy żywieniowe to też normalka u psów po przejściach – wszystko stres. Kilka tygodni i wszystko się wyprostuje :) A wiem co mówię, miałam dwa psy ze schroniska, teraz mieszka u mnie przybłęda Morus(ia) – wszystkie tak kochane, że aż serce mi pęka, że nie mogę przygarnąć kolejnego Kozaka…

        Dużo wesołych spacerów Wam życzę! :)

  6. Anna Cichy

    Adopcja psiaka ze schroniska to ogromna odpowiedzialność i chyba wcale nie mniej pracy niż ze szczeniaczkiem. Fakt, że to nieco inny rodzaj „pracy”, bo szczeniak skupia się raczej na obróceniu mieszkania w ruinę i nie trzeba go przekonywać do zabawy. :) Chrupek jest uroczy, dobrze, że trafił na tak zaangażowaną i kochającą właścicielkę. Ja ubolewam nad tym, że nie mogę mieć zwierzaka w mieszkaniu (współlokator ma alergię na sierść), w przyszłym roku, kiedy wreszcie pójdziemy „na swoje”, pewnie też będę poszukiwać jakiegoś towarzysza w schroniskach.

  7. Heart Chakra

    Cóż za uroczy kawaler! :) Nie wyobrażam sobie życia bez psa, powrót do domu po pożegnaniu Gandalfa wspominam jako jedną z najsmutniejszych chwil w moim życiu.

    Chrupek wygląda rozkosznie (ta pupinka ze szczątkowym ogonkiem! :) ) Jestem całkowicie bez instynktu samozachowawczego – najbardziej rozczulają mnie psiaki z długą sierścią, taką jak Chrupek ma właśnie – kawa z kłakami smakuje najlepiej ! :P

    Kibicuję Wam, żeby zdrowotnie wyszedł szybko na prostą – ale mieliście perypetii!

  8. Kasia M.

    Pies naprawdę śliczny i ma cudowne spojrzenie. Sama mam wizytę w schronisku za sobą i adopcje kundelka, jednak suczki, już za sobą, zaraz po tym jak znalazłam ją potrąconą przez samochód i pogryziona przez psa na ulicy. Rozumiem także to, że Chrupek chodzi za Wami w domu i często płaszczy się na podłodze, gdy czegoś się boi. Mimo, że Merry jest z nami już 3 lata, wciąż to robi, chyba jeszcze nie do końca wierzy, że nie zostanie skrzywdzona przez człowieka. Problemem jest tylko to, że nie przepada za dziećmi, podejrzewamy, że może kiedyś została przez jakieś skrzywdzona, zwłaszcza, że szczeniakiem nie jest, ma juz jakieś 7 lat, choć kondycji może jej pozazdrościć niejeden młody czworonóg ;) Ale bardzo mnie cieszy, że coraz więcej osób decyduje się na adopcję zwierzakow ze schroniska, nie tylko rasowych, ale także tych kundelków. Jest ich tam tyle, że serce się kraje, gdy można wziąć do domu tylko jednego, podczas gdy chciałoby się zabrać je wszystkie, uszczęśliwić, wygłaskać i poprzytulać :)
    A wracając do Chrupka, śliczny, niesamowicie fotogeniczny i naprawdę fajnie, że znalazł dom ;)
    Pozdrawiam,

  9. Ania

    Gratulacje z okazji pozyskania Chrupka!
    Nie przejmuj się, że nie chce się teraz bawić – moja Nuka po wzięciu ze schroniska nie ogarniała schodów, stanowczo odmawiała chodzenia po kafelkach i panelach a jak jej rzuciłam piłeczkę to patrzyła się na mnie z politowaniem. Teraz (rok po adopcji) z lubością patroszy pluszowe żaby i gania rzucone jej szyszki z prędkością wiewiórki i gracją samicy łosia.

  10. klaudia

    Gratuluję decyzji o adopcji! Tez mam pieska z azylu, więc znam wszystkie dylematy i wątpliwości z tym związane. Wiem też jak trudno wybrać właśnie tego jednego jedynego spośród całej masy zwierzaków. Bardzo się cieszę, że Chrupka spotkało takie szczęście! Na pewno odwdzięczy Ci się ogromną psia miłością :-) Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę wielu wspaniałych wspólnych przygód! Klaudia

  11. SO Kayka

    Uwielbiam takie podbudowujące wpisy razem z apelem, który jest w słusznej sprawie. Chrupek ma tak uśmiechniętą mordkę, że to jest stuprocentowo pies, co zawsze ma miskę w połowie pełną :) szczęściarz, że trafił na kogoś z kim może się dzielić radością. Gratulacje Asiu, naprawdę jest to imponujące, nie tylko to, co robisz, ale również w jaki sposób, jak wrażliwie podchodzisz do zwierzaków, cenię to bardzo i takich wpisów mogę czytać codziennie książkę!

  12. vesper

    Wraz z rodzicami (też w maju) musieliśmy pojąć bardzo trudną decyzję i uśpić naszego 13-letniego psiaka, a już w niecałe 2 tygodnie później przygarnęliśmy suczkę ze schroniska, bo nie dało się znieść pustki, ciszy i samotnego psiego posłania w kącie… Sunia jest szalonym żywym srebrem, ale absolutnie nie żałujemy adopcji :) Jeżeli choć jednemu psu można przychylić nieba, to już jest super! Pozdrowienia dla Twojego Chrupka! :)

  13. Kitty

    Co za futrzak! Najbardziej go polubiłam, gdy przeczytałam, że jest po wypadku, przez który stracił ogon. Zwierzęta po przejściach są najlepsze. Moja kicia trafiła do mojego domu rodzinnego z zakrwawionym okiem płacząc jak dziecko. Tak, po prostu. Dziko żyjący kot wbiegł do mieszkania z prośbą o ratunek. Wyleczyliśmy jej oko (na wpół na nie nie widzi, jest jakby za niebieską mgłą) i od tamtego czasu nas kocha. :) Na wpół dzika (poluje, łazi po drzewach, nocuje w lesie, nie ma w domu kuwety, bawi się z fretkami leśnymi(?!)), na wpół udomowiona. Gdybym miała mieć kota u siebie to też wybrała bym pokrzywdzonego przez los. Mój chłopak nie rozumie, mojego oglądania się za niepełnosprawnym, poszkodowanymi zwierzakami. ;)
    Pulp zadowolony z towarzysza czy wciąż zachowawczo obserwuje nowego współlokatora?

  14. Piesa Trista

    Miałam kiedyś podobnego psa do Chrupka tylko w kolorze marchewkowym. Od około 3 roku życia do 16, teraz jest inny kundel bardziej szczurowaty niż owieczkowy ale i tak kochany :D szkoda tylko że ja już z nim nie mieszkam, nawet w tym samym mieście.

  15. Paulina M.

    Przepiękny, a imię meega :D Fajnie, że ludzie, na których wzorują się inni promują takie idee :) Zapytam jeszcze, skąd sweter? Szukam porządnego swetra, który nie zmechaci się ani nie będzie wyglądał jak worek po kilku praniach …i jak na razie nic takiego nie wpadło mi w ręce ;) Pozdrawiam :)

  16. exkonsumpcja

    Super, że napisałaś o tym na blogu :) Osobiście jestem psiarą – najchętniej wygłaskałabym każdego futrzaka spotkanego na ulicy (no chyba że widać, że futrzak sobie tego nie życzy :) Niestety nie mam teraz miejsca, ani czasu na zwierzaka, a brakuje mi tego codziennego kontaktu – wypełniania michy karmą, spacerów, nawet kupy mogę sprzątać i biegać do weterynarza… Z zazdrością patrzę na ludzi w parku, którzy spacerują ze swoim zwierzakiem. Czekam na ten moment, kiedy sama będę mogła pojechać do schroniska i poszukać czworonożnego towarzysza dla siebie. Fajnie, że pokazujesz, że pies to nie tylko szczeniak i nie tylko rasowy. Można też pokochać kundelka :)

    1. D.

      Przypominam, że kontakt z obcym psem następuje dopiero po tym, kiedy zgodę na niego wyrazi właściciel zwierzęcia. Przepraszam, że tak się wcinam, ale zbyt wiele razy byłam w sytuacji, kiedy ktoś kto przecież „kocha wszytskie pieski i koniecznie musi każdego pogłaskać” próbował np. nie zważając na bezpieczeństwo mojego psa przywołać go do siebie przez ulicę czy z tramwaju na przystnek.

      1. Thoughts Blender

        Naprawdę!? Toż to czysta głupota! Ja co prawda słyszałam, że głaskanie dopiero po zgodzie właściciela, ale myślałam, że tu chodzi raczej o to, by nie przyzwyczajać psa za bardzo do ufności obcym ludziom, którzy go mogą ukraść.

  17. Thoughts Blender

    Autentycznie się wzruszyłam. To wspaniale, że przygarnęłaś Chrupka i świetnie, że napisałaś co nieco o procesie adopcyjnym. Myślę, że wiele osób woli kupić niż adoptować, bo boi się formalności. Myślę, że przełamałaś pewne tabu.
    Chrupek wygląda bosko. Super sympatyczna mordka!

  18. AniaS

    jest przesłodki :) super, że zdecydowałaś się na adopcję, sama mam dwa koty- jeden rasowy z hodowli, drugi europejski adpotowany z fundacji, gdybysmy nie zdecydowali się na tą adopcję pewnie bysmy sie nie przekonali jak bardzo potrafi kochac kot, a prawda jest taka ze adoptusie kochają zawsze najmocniej :)

  19. Jag

    Piękny i widać, że szczęśliwy. Jestem pewna, że będzie Wam się super razem mieszkało. Ja niestety zostałam postawiona przed wyborem: albo ja, albo pies, więc nie wyrzucę chłopaka z domu, chociaż zastanawiam się jakby tu by włochatego przyjaciela przemycić :) :)

    1. suzanna

      Też mam taki problem od dobrych kilku lat i niestety nie udało mi się narazie nic na to poradzić, ale cały czas mam nadzieję, że może kiedyś :)

    2. Style Digger Autor wpisu

      Szymek też nie był zachwycony pomysłem, nigdy psa nie miał ani nie planował, ale powiedziałam, że ja jestem w pakiecie z psem, na pewno będę kiedyś chciała mieć psa, więc równie dobrze możemy wciąż go teraz:)

  20. Ya Otta

    Ale kochana uśmiechnięta paszcza!!! :) Uwielbiam zwierzaki, obecnie mieszkam w akademiku, więc nie mogę sobie za bardzo na żadnego pozwolić, ale za parę lat na pewno jakiegoś przygarnę.
    Marzyłaś kiedyś o przygarnięciu jakiegś większego zwierzaka typu tygrys? Chodzi mi to po głowie od zawsze :D

  21. Aleksandra z urlopnaetacie.pl

    Cudny jest! Nasza Luśka też jest schroniskowa, ale już prawie 1,5 roku jesteśmy razem. Lusia jest naszym pierwszym psem, więc wszystkiego uczyliśmy się od zera. Pamiętam początki, jak analizowałam jej każdy ruch ;) Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że adopcja to był najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Pozdrawiamy Was ciepło!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Lusia jest szałowa, ma cudną fryzurę! Ja mimo że psy niby miałam, i tak monitorowałam Chrupexa 24h/dobę na początku, a każda bzdura wydawała mi się symptomem jakiejś strasznej choroby. Już mi przeszło:)

  22. Kasia

    Nasz Felek został adoptowany z paluchowego schroniska i miał zostać nowym towarzyszem mojej babci, której wówczas zmarła ukochana suczka. Niestety, jak się później okazało, babcia innej płci niż suczka nie akceptowała i w ten sposób Felek, zawadiacki kawaler w sile wieku, trafił do nas. Od początku mieliśmy z nim ubaw po pachy, jako że nie był zbyt okrzesanym psem. Nie raz zniszczył framugę drewnianych drzwi balkonowych, próbując przecisnąć jakiś absurdalnie ogromny konar wyrwany z ziemi (a był niezbyt dużym psiakiem), notorycznie pozostawiał błotniste ślady łap na świeżo umytej podłodze, a taki był z niego odważniak, że zawsze trzeba go było ratować z opresji, gdy zaczepił kilkukrotnie większego kolegę. Był atrakcją dla wszystkich dzieciaków, szczególnie gdy uwieszał się na znalezionym kiju jak na rożnie i za nic w świecie nie chciał go oddać. Słuch miał wybitnie wybiórczy – na samo słowo „obiad” natychmiast podrywał głowę, ale gdy trzeba było iść „na miejsce” sufit nagle stawał się niesamowicie interesujący. Jamnikowaty kształt sprawiał, że biegał jak perszing, więc towarzyszył nam zawsze w długich wycieczkach rowerowych i pieszych, a nawet lubił pływać żaglówką. I nikt, ale to nikt, nie miał prawa skrzywdzić jego człowieków!
    Ja dorastałam, Felek się starzał i może pod koniec życia nie taszczył już konarów ani nie uciekał z co ładniejszą suczką, ale wciąż miał w oczach tę łobuzerską iskrę. Dzisiaj leży pod brzózkami w ogródku i czasem tak sobie myślę, że był naprawdę szczęśliwym psem, a my byliśmy super szczęśliwymi opiekunami.
    Życzę dużo fantastycznych przygód z nowym psiakiem! Nie mam nic przeciw kupowaniu psów z hodowli, sama też czasem rozpływam się nad jakąś piękną rasę, ale uważam, że adoptowane znajdy mają w sobie mnóstwo wdzięczności i dobra. Chrupek ma najsłodsze imię na świecie i przez to, że nie ma ogonka wygląda faktycznie jak owieczka! Trzymam za Was kciuki!

  23. Ania

    Słodziak, wiem jak to jest gdy odchodzi najwierniejszy przyjaciel, my po odejściu Maji czekaliśmy 10 lat na nowego psiaka z różnych powodów, a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez Miszelki ;)

  24. Dada

    Wiesz co, to naprawdę super, że zdecydowałaś się na adopcję pieska. Podziwiam i życzę Ci, żeby takie proste dobro wróciło do Ciebie :)

  25. Larki

    Gratuluję odpowiedzialnej decyzji, ciekawego wpisu i świetnego wyboru – piesek jest po prostu prześliczny!
    Przy okazji chciałabym zapytać o kwestie techniczne dotyczące Twojego bloga. Czasem robię sobie wycieczki wstecz po ulubionych blogach, ale u Ciebie mam w tej kwestii problem. Mianowicie, wiele zdjęć już się nie wyświetla. Czy masz zamiar je jakoś odzyskać i uzupełnić wpisy? Oczywiście zakładam, że ten kłopot nie jest winą mojego sprzętu i lichych umiejętności i że wszyscy je widzą :)
    Po drugie, ale to już tylko widzi-mi-się: jak dla mnie ZDECYDOWANIE wygodniejszą opcją jest czytanie wpisów, które już od razu są „rozwinięte”, bez opcji „czytaj dalej”. Może nie jestem wystarczająco w temacie „live slow” i dla mnie już nawet dodatkowe kliknięcie to za dużo :) Tym niemniej, chyba podświadomie, blogi, które wprowadziły podobną zmianę, odwiedzam rzadziej. Domyślam się, że pewnie nie zależy Ci na dużej ilości odsłon, a raczej na czytelnikach, którym nie robi różnicy forma, tylko treść, ale i tak ponarzekam, może zbierze się takich głosów więcej i pomyślisz o powrocie do starego układu…? :D
    Pozdrawiam Ciebie i Chrupka serdecznie.

  26. veronique

    Cudowny psiaczek♥ bardzo dobry gest z Twojej strony, że adoptowałaś pieska:)
    Ja mam pekińczyka, co prawda kupiony, nie adoptowany. To jest moje pierwsze zwierzątko w życiu, kiedyś przez 5dni opiekowałam się pekińczykiem koleżanki i tak go pokochałam, że nie wyobrażałam sobie mieć innej rasy niż tej! Jednak gdyby moi rodzice zdecydowali się na rodzeństwo dla Edka (mój psiak) to z całą pewnością byłby adoptowany!:)

  27. Marta

    Jest cudny, bardzo mi przypomina mojego Kapsla ktory niestety nie jest juz z nami! Kundelki sa najkochansze, odporne na choroby i bardzo madre.. nie mowie juz o wdziecznosci jaka ta kochana psina bedzie Cie darzyc.

  28. Asia Czubasia

    Gratulacje! Ja mam już drugiego psa adoptowanego ze schroniska. Zobaczysz, z każdym dniem psisko będzie rozkwitać, a za rok będzie zupełnie innym psiakiem – pozbędzie się większości lęków i będzie swobodny i radosny. Rok to chyba taka magiczna granica, moim psom jakby jakaś magiczna zapadka w głowie wtedy przeskakiwała. Przed Wami fantastyczny czas – życzę dużo radości i wszystkiego dobrego!

          1. D.

            DOGadajcie się też ma dobre opinie. Zresztą, ważne, żeby wybrać takie zajęcia, na które rzeczywiście się będzie chodzić, bo nawet na najlepszym psim uniwersytecie niewiele się zrobi z 50% frekwencją. ;)

  29. Ululu

    Kocham ludzi, którzy adoptują psiaki (i ogólnie zwierzaki) ze schronisk, także Moja Droga, Kocham Cię :)))))
    Pozdrowienia dla psiaka, jest uroczy.
    Życzę wielu ciepłych i słonecznych dni razem

  30. Jeans Please

    Ja też mam pieska po przejściach, typowego kundelka. Chociaż Karmel jest naszą domową maskotką to niestety do tej pory nie udało nam się wykorzenić u niego strachu do praktycznie wszystkiego.

  31. Kosmeonautka

    Też przygarnęłam znajdkę ze schroniska, również kundelka nieprzypominającą mi żadnej popularnej rasy i od trzech lat kocham ją całym sercem, podobnie jak reszta rodziny :) Nasza przez pierwsze pół roku w ogóle nie szczekała, nie piszczała itd., więc w pewnym momencie zaczęliśmy obawiać się, że jest niema ;) W tej chwili szczeka aż (nie)miło, ale dalej nie wydaje żadnych innych dźwięków i nie sądzę by kiedykolwiek się nauczyła… Podobnie też kompletnie nie rozumie idei zabawek czy gryzaków. W ogóle wiele rzeczy z tego posta należy także i do moich doświadczeń :) Miło się czyta takie wpisy.

  32. Magda

    Drogi Chrupku!
    Cieszę się razem z Tobą, że masz nowy dom. Dobrze trafiłeś! Możesz liczyć nie tylko na ciepły kąt i pełną miskę, ale przede wszystkim dużo miłości. Widzę, że jeszcze nie możesz w to wszystko uwierzyć, ale przekonasz się, że to nie sen. Przykre doświadczenia odejdą w niepamięć, będzie dobrze! Życzę Wam wspaniałych cudownych chwil. 100 pogłasków dla Ciebie Chrupku i serdecznie pozdrowienia dla Twojej Pani!!! Magda

  33. Ada

    Bardzo wzruszająca historia, tym bardziej dla mnie gdyż Chrupek pochodzi z schroniska znajdującego się w moich okolicach. Jest przepiękny i wyjątkowy, aż łezka się pojawia gdy patrzy się na ten szczęśliwy pyszczek :) 3majcie się i życzę dużo pięknych chwil i wspólnie spędzonych przygód :)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Ada

  34. bilka

    Cieszę się, że do Chrupka uśmiechnęło się szczęście i dziękuje. Z Pani tekstów płynie nadzieja, że na zawsze :) Przy adopcji zwiarzaka „po przejściach” (a w schroniskach to po takich czy owych wszystkie zwierzaki są) bywa ciężko. Może to oczywiste, ale człowiek patrząc na te zdjęcia, teksty i na same zwierzęta ma ochotę wziąć je wszystkie. Jednak przy codziennych kłopotach może przyjść czasem zniechęcenie i wtedy wiele osób się poddaje :( Życzę, więc duuużo cierpliwości i miłości do Chrupka i od Chrupka :)
    Bywam w Celestynowie co sobotę na spacerach ze schroniskowymi psami. To dla nich świetny krok w socjalizacji i drogi do własnego domu. Na tych spacerach można też zauważyć jakiś problem zdrowotny i zgłosić. Myślę, że jak na schronisko to nie jest tam psom najgorzej (mówię to na pdst. moich cotygodniowych spacerów), choć wiadomo, że do warunków domowych to porównania nie będzie.
    Co do koleżanki Chrupka ze schroniskowego boksu: rottwailerem ona nie jest. Może troszkę z wyglądu przypomina, ale jest naprawdę bardzo sympatyczna. Byłam z nimi obojgiem raz na spacerze i oboje ładnie spacerowali i lubili głaskanie. Ze sobą też się dobrze dogadywali. Także mam nadzieje, że Chrupek nie zapomni o swoich kolegach i koleżankach (szczególnie o koleżance z boksu) i opowie innym ludziom o nich, że też czekają na taki wspaniały domek jaki on dostał ;)
    Pozdrowienia dla Pani i Chrupka

  35. Ewelina

    popłakałam się czytając ten post. masz wielkie serce, musisz być wspaniałą osobą.
    Szkoda,że jest takich osób tak mało…
    Powodzenia z chrupkiem :)
    Trzymaj się ciepło! Pan Bóg Ci wynagrodzi Twoje wielkie serce.

  36. Szara Wiewiórka

    Hej, trafiłam tu pół godziny temu, zupełnie przypadkiem i zostanę na dłużej. :)
    Zwierzę się, że po tym jak dwa lata temu straciłam psa, a wcześniej myszy, byłam przekonana, że więcej nie będę mieć zwierząt, bo to był zbyt wielki ból. Ale po przeczytaniu Twoich dwóch wpisów o adopcji myślę, że jak będę mieć miejsce stałego zamieszkania, to chciałabym je dzielić z takim futrzakiem. :) Pozdrawiam!

  37. Pingback: 5 prostych pomysłów na prostsze życie slow life - PINCHOFSALT.PL

  38. zuzu_r

    Czytam te posty o Chrupku i ryczę jak bóbr. Adopcja psa to przepiękny gest, a taki zwierzak uczy człowieka niesamowicie dużo. My też świadomie adoptowaliśmy pieseła, który wcześniej 5,5 roku spędził w klatce w pseudohodowli, dlatego w pełni rozumiem Twoją walkę o zdrowie fizyczne i psychiczne Chrupełka <3

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *