Marseille, France part I

Jestem z powrotem, obecna, ćwicząca! Miałam sporo pracy i stresów okołouniwersyteckich w ostatnim czasie, ale już odkopałam się spod zaległości i na początek chciałam pokazać Wam pierwszą część z mojego wyjazdu do Marsylii w połowie stycznia. Wybrałam się tam z Anną i Chantal, koleżankami ze studiów, któregoś popołudnia po prostu kupiłyśmy bilety za 16 funtów, spakowałyśmy się w bagaż podręczny i na kilka dni zamieszkałyśmy w mieszkaniu nad starym portem jednego z najstarszych miast w Europie. Marsylia jest prawdziwa, multikulturowa i tętni życiem, daleko jej do miasta-skansenu, gdzie po usunięciu turystów i studentów zostają pojedyncze jednostki. W tym roku Marsylia dodatkowo pełni honory Europejskiej Stolicy Kultury, a nam udało się trafić akurat na weekend uroczyście inaugurujący to wydarzenie. Była muzyka na każdym rogu, balony, bańki mydlane, parady i  właściwie wydawało nam się, że większej fête już zrobić się nie da.

 

 

 

 

 

 

 

I wtedy właśnie trafiłyśmy na podniebny pokaz akrobatów przebranych za brokatowe anioły/kurczaki, tańczących i rozrzucających punkt o 23 olbrzymie ilości piór nad jednym z głównych placów miasta, w akompaniamencie gigantycznego dmuchanego amora/ludzika Michellin. W szał tarzania się w piórach wpadły nie tylko dzieci, na rynku przez kilkanaście minut trwał masowy, pierzasty taniec.

 

 

 

 

 

 

Zanim się obudziłyśmy, miasto zostało posprzątane, ale i tak przez cały wyjazd natykałyśmy się na smętne zaspy pierza w co mniej uczęszczanych uliczkach. Pióra miałam też w kieszeniach, torbie z aparatem i wszystkich innych zakamarkach, całkiem sporo z nich przywiozłam z powrotem do Londynu.

Poranek idealny w Marsylii, poza klasycznym zestawem bagieta i ser, musiał zawierać też navettes, długie i koszmarnie twarde ciastka, z dodatkiem wody z kwiatów pomarańczy. Ich smak, razem z herbatą z werbeny, będzie mi się zawsze kojarzył z tym jednym miejscem – to zdecydowanie jedne z tych rzeczy, która po wywiezieniu z miejsca pochodzenia tracą cały smak i urok.

 

 

 

Dzień po atrakcjach z piórami trafiłyśmy też na paradę, gdzie każda część Prowansji prezentowała swoje tradycyjne stroje, zwyczaje czy jedzenie. Śmieszne było patrzeć na spacerujące po głównej ulicy miasta owce i ludzi wychodzących ze sklepów z zakupami, próbujących ominąć osła. Podobał mi się też przekrój wiekowy uczestników – wszyscy dziarsko maszerowali razem, od ledwo drepczących dzieci po starsze osoby i wyglądali, jakby naprawdę dobrze się przy tym bawili.

 

 

 

 

 

 

 

 

Odwiedziłyśmy też starą fabrykę tytoniu, która mieści teraz dużą wystawę sztuki współczesnej, bar/restaurację, skatepark i dużo dziwnych wehikułów. Aktualna wystawa mnie nie wciągnęła, była zdecydowanie z gatunku „kawałek drutu i dwie strony objaśnień, co artysta miał na myśli”, ale miejsce samo w sobie jest bardzo ciekawe.

 

 

 

 

Któregoś dnia wybrałyśmy się też do Cassiss, nadmorskiego miasteczka, które latem jest pełne turystów, a zimą praktycznie wymarłe. Przeszłyśmy się wzdłuż pięknego, skalistego wybrzeża (ten kawałek wybrzeża słynie z tzw. francuskich fiordów, czyli Les Calanques), odkrywając po drodze małą, ukrytą plażę. Zaczął padać deszcz, więc schowałyśmy się na obiad w jednej z portowych restauracji.

 

 

 

 

Ja średnio trafiłam z zamówioną rybą, ale Anna wzięła małże, które były świeże i smaczne. Na szczęście szybko wyszło słońce i mogłyśmy posiedzieć na plaży, zanim nadszedł czas na powrót do Marsylii. Ponieważ zdjęć jest dużo, postanowiłam moją relacją podzielić – druga, moja ulubiona część, ukaże się niebawem.

 

70 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Klaudyna

    Już się nie mogę doczekać kolejnej części zdjęć. Zawsze potrafisz przedstawić zdjęcia danego miejsca i opowiedzieć o nim w taki sposób, że chciałabym od razu tam wyruszyć i zobaczyć choć część tego co Ty. ;)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Klaudyna

  2. Anonymous

    Przepiękne zdjęcia, czysta przyjemność czytać/oglądać twoje posty. Czekam na dalszą relacje:)
    Pozdrawiam Kamila.

  3. aga

    Pięknie!
    Historia z pierzem przypomniała mi moje włoskie wakacje i wyprawę na miejski „karnawał”. Wszyscy podczas zabawy obrzucali się tzw. coriandoli (to takie konfetti). Do dziś w czeluściach szafy zdarza mi się znaleźć jakieś kolorowe papierki :D Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis! :)

  4. Anonymous

    Zdjęcia ciekawe :-) Ale co się stało ze sposobem pisania? Do tej pory pisałaś sprawnie, a tym razem coś stylistyka siadła. Nie do końca ‚zgrabnie’ ujęte słowa, nagłe zakończenia. Jedno nie wynikało z drugiego. Poprzednie relacje czytało się duuużo lepiej!! :-)

    Oczywiście pozdrawiam serdecznie! :-)

    1. Olga Cecylia

      Też jakoś tak mi zgrzytały niektóre zdania, przypuszczam, że to pośpiech – ale czekam niecierpliwie na kolejną część :-) Nigdy bym nie przypuszczała, że Marsylia to miasto, do którego warto pojechać, jesteś lepsza niż najlepszy przewodnik!

  5. asiakus

    Joanno, robisz coraz lepsze zdjęcia! Podobają mi się zwłaszcza te z parady, świetne kompozycje. I dziękuję Ci za tą relację z Marsylii, ostatnio zastanawiam się czy nie wyjeczać tam na Erasmusa, teraz widzę, że warto :).

  6. Anonymous

    ponawiam moje pytanie z poprzedniego posta:

    Mogłabyś zdradzić sposób w jaki nauczyłaś się tak dobrze angielskiego, że jesteś wstanie podjąć studia w tym języku ?
    proszę o jakieś porady ewentualnie krótki post – bo wchodzi mi baaardzo opornie..

    1. styledigger

      Pozwolę sobie przekleić moją odpowiedź z któregoś z poprzednich postów:

      Uczyłam się od pierwszej klasy podstawówki, gdzieś tak od gimnazjum chodziłam też na prywatne lekcje, no i przez kilka miesięcy chodziłam do liceum w Cambridge. Korzystałam ze zwykłych, szkolnych książek, które wybierali nauczyciele, nie pamiętam nawet tytułów. Jeżeli chodzi o strony, to nigdy nie korzystałam z żadnych przeznaczonych do nauki języka, za to czytam bardzo dużo artykułów online, blogów czy książek po angielsku- nawet nie ze względu na naukę języka, tylko po prostu- bo nie ma polskiego tłumaczenia, albo jest marne. Mam też dużo znajomych, z którymi mogę porozumieć się tylko w tym języku. Jestem leniem, jeżeli chodzi o naukę języków i nigdy nie wkuwałam słówek (chyba że wisiała nade mną groźba jakiejś kartkówki czy testu), bo po prostu mi się nie chciało- uważam że dużo więcej daje naturalne używanie jeżyka/czytanie/rozmowy. Nawet takie głupoty jak regularne tłumaczenie krótkich tekstów łatwiej pozwalają mi zapamiętać nowe słówka czy konstrukcje, niż uczenie się ich na pamięć- pewnie dlatego że muszę poświęcić chwilę na ich odszukanie i przez to lepiej zapamiętuję.

      Powodzenia, trzymam kciuki:)

  7. asiakus

    Joanno, robisz coraz lepsze zdjęcia, podobają mi się zwłaszcza te z parady w strojach ludowych, świetne kompozycje! Dziękuję Ci za tę relację, ostatnio zastanawiałam się czy nie pojechać na Erasmusa do Marsylii, teraz widzę, że zdecydowanie warto :).

  8. Anonymous

    hej, nie chcę być wścibska, ale strasznie chcę lecieć do marsylii, ale do tej pory znalazłam tylko bilety w lufthansy w dodatku z przesiadką i cena było duuuuuuużo wyższa niż 16 funtów, mogłabyś napisać mi, gdzie dostałaś bilety za 16 funtów? + leciałaś samolotem czy jechałaś busem? z góry dzięki za odpowiedź, a zdjęcia są bajeczne.

    Paulina

  9. Little J

    Twoje zdjęcia są tak wspaniałe, że mogłabym je oglądać bez końca! Zazdroszczę Ci tych podróży i tych pięknych miejsc które widziałaś..z niecierpliwością czekam na kolejnego posta! :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

  10. Mademoiselle Kier

    Długo czekałam na Twoją relację z Marsylii, ale się trochę rozczarowałam. Mam nadzieję, że w kolejnym poście będzie więcej o samym mieście. Dobrze, że udało Ci się trafić na fetę, to przynajmniej coś się tam działo. Mój stosunek do Marsylii jest raczej obojętny, wolę inne miasta francuskie. Twoje zdjęcia jak zawsze na poziomie. Pozdrawiam :)

  11. KARDISE

    Boże, jak ja uwielbiam patrzeć na zdjęcia robione przez Ciebie! I strasznie zazdroszczę narzędzia pracy – aparat jest najprawdopodobniej świetny!

  12. Tealovers

    Naprawdę niesamowite zdjęcia :) Najbardziej cenię w nich to, że pokazują codzienne życie, które zaskakuje mnie swoją magią i spokojem. Czekam na kolejną relację :D

  13. Anonymous

    To czego ci tak na prawdę, mocno zazdroszczę to te podróże… rany, jak ja bym tak chciała O_O nawet bym mogła sporo jeździć, ale nie mam z kim, po prostu nikogo z moich znajomych na to nie stać, albo nigdy nie mają czasu, a młodość tak szybko przemija O_O co za smutek:(
    beb

    1. styledigger

      Nie ma co zazdrościć, trzeba tylko przestać szukać wymówek – znam wiele osób, które podróżują same i bardzo to sobie chwalą, można też poszukać nowych znajomych, użyć couchsurfingu itp. Jest mnóstwo możliwości, jak tylko naprawdę się chce.

  14. Kinga Pan

    Kocham twoj styl pisania. Ten post orzypomnial mi, ze mam pusty portfel…. zakochalam sie z miejsca!
    A z innej beczki, fakt, ze ostatniego posta dodalas jakis czas temu zmktywowal mnie przy tworzeniu swojego bloga. Doszlam do wniosku, ze jesli nie mam nastroju, nie powinnam nic pisac, bo lepiej wrzucic cos rzadziej, ale porzadnego. Plis, niech ktos wpadnie i skomentuje, to bardzo motywuje!
    kboo3.blogspot.com

  15. K

    jeśli drugi post ma być ulubiony to czekam z niecierpliwością. Zdjęcia są piękne, mimo że deszczowe (szczególnie te z parady).

  16. julianthethinker

    Sledze po cichu Twoje posty juz od jakiegos czasu i zawsze na dluzej zatrzymuje sie przy tych z podrozy. Patrze i napatrzec sie nie moge, jak umiesz zatrzymac moment, zlapac chwile i odtworzyc niezwykly klimat miejsc, ktore odwiedzasz. A moglabys zdradzic jaki obiektyw pomogl Ci w tym reportazu? :) Pozdrawiam serdecznie

  17. KaHa-Art

    Brakowało mi Twoich postów.
    Śledzę Twoje poczynania od dawna (czy ja już kiedyś nie dziękowałam czasem na namiary do Matteo?) i przez ostatnie 2 tygodnie zaglądałam tu codziennie w poszukiwaniu nowego posta.
    Dzięki :)
    Zrezygnowałaś z planu 365?

  18. nasze-nozyce

    Pióra podbiły moje serce!
    „(…) po prostu kupiłyśmy bilety(…)” Wcale nie „po prostu”, bo dla większości taka decyzja to szczyt odwagi i spontaniczności. Zazdroszczę Ci takiego podejścia i pasji. Na Twoich zdjęciach widać nie tylko to, co sama zobaczyłaś, ale też to, co czułaś :)

    Pozdrawiam,

    Ewelina

  19. Nina

    Gorgeous photos! I loved Marseille when I went on my year abroad, it has a bit of a bad reputation which I think is sad. We had a great day there but I’m kicking myself that we didn’t go to Cassis it looks beautiful!
    Can’t wait to see the other photos
    xxx
    Nina from little nomad

  20. Alina

    Zazdroszczę Ci spojrzenia na podróże. Nie wiem, jak to robisz, ale Twoje posty są fascynujące, inspirujące i magiczne. Moje z podróży zawsze wyglądają tak nieszczęśnie blado…
    Idę teraz poczytać więcej o navettes.

  21. Klaude

    Marsylia wydaj się być bardzo interesująca :D Twoje posty są „samoczytającesię” :) Wciągają baaaardzooo! Czekam na następny :D pozdrawiam.

  22. JKG

    Przepiękne zdjęcia! Pod tym względem to najlepszy z „podróżowych” postów. Stanowczo powinnaś kiedyś zrobić wystawę zdjęć z podróży, są naprawdę dobre.

  23. marta d.

    nie musiałabym czytać, wystarczyłoby mi tylko patrzeć i patrzeć – Twoje zdjęcia są cudowne i chciałabym kiedyś tak jak Ty umieć dokumentować swoje podróże. a jak do tego jeszcze dołożysz swój tekst, to +kawka i ciasto = udane popołudnie! ;) pozdrawiam

  24. Katarzyna

    Witam,

    w związku z tym, że wybieram się do Marsylii chciałam zapytać o namiary na mieszkanie, w którym mieszkałaś.

    Pozdrawiam!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *