Archiwa tagu: australia

Podróż vanem po Australii – z Sydney do Melbourne

Podróż po australijskim wybrzeżu to jedna z najbardziej wakacyjnych rzeczy, jakie mi się w życiu przydarzyły. Przez tydzień czułam się, jakbym grała w surferskim filmie dla nastolatków. Australia jest super!

Na początek przypomnę Wam, jak zaczęłam się nasza podróż. Wylądowaliśmy w Malezji, gdzie spędziliśmy kilka dni, później zatrzymaliśmy się u znajomych koło Sydney, skąd wypuszczaliśmy się na mniejsze i większe wycieczki.

W końcu przyszedł czas na zaplanowaną podróż camperem na południe. To bardzo popularna forma zwiedzania Australii, więc pomyśleliśmy, że nie będzie problemu z wypożyczeniem samochodu. Błąd. To bardzo popularna forma zwiedzania Australii, więc wszystkie campery były już dawno zarezerwowane. Czytaj dalej

Australia: Blue Mountains, Newcastle i Stockton Beach

Kolejny odcinek naszej australijskiej podróży! Po kilku dniach spędzonych w Sydney, wybraliśmy się pozwiedzać inne zakątki Nowej Południowej Walii. Pierwsze na liście były Blue Mountains, czyli malownicze góry, które, jak się później okazało, wcale górami nie są, a wręcz przeciwnie. Swoją nazwę zawdzięczają porastającym je eukaliptusom, które ponoć nadają powietrzu błękitną barwę. Czytaj dalej

Australia – Sydney

Ach, Australia! Nie wiem czy starczy mi słów zachwytu. Myślę, że po części wynika on z tego, że nie miałam szczególnie wygórowanych oczekiwań. Dla wielu osób Australia to wymarzony cel podróży, symbol stylu życia tak wyluzowanego i tak cool, jak tylko można sobie wyobrazić. Mnie dziwnym trafem jakoś nigdy szczególnie nie ekscytowała, zawsze miałam w głowie słowa mojego kuzyna, który powiedział mi kiedyś, że „to taka Europa, tylko mają kangury”.

Dlaczego w takim razie wybrałam ją za cel swojej tegorocznej podróży? Bo zamieszkali tam moi znajomi (i są zachwyceni), więc chciałam ich odwiedzić, no i pomyślałam, że jak teraz się nie wybiorę, to pewnie długo, długo w Australii nie zawitam. Australia podskoczyła więc znacząco w górę na liście miejsc do odwiedzania, a do tego trafiły się bilety w rozsądnej cenie, więc nie zastanawiając się za długo, kupiliśmy je i pojechaliśmy – z przystankiem w Malezji, pisałam o niej ostatnio i na pewno jeszcze do niej wrócę.

Po długim locie wytoczyliśmy się z lotniska (byłam zaskoczona, że z Kuala Lumpur to jeszcze osiem godzin – to naprawdę jest po drugiej stronie świata!) i już panowie celnicy przy odprawie paszportowej byli ponadstandardowo mili – jeszcze do tego wrócę, bo to naprawdę niesamowita sprawa. Do tego wyglądali, jakby zaraz mieli wyskoczyć ze swoich budek, złapać deski i popędzić surfować na plażę. Czytaj dalej