Archiwa kategorii: Dziewczyńskie

Co w sobie lubicie?

Czeeeeść!!! Ale się stęskniłam! Przychodzę dzisiaj z tematem, który chciałam poruszyć od dawna.

Bardzo często słyszę narzekania koleżanek na to, jak beznadziejne są w orientacji w terenie, albo w oszczędzaniu. Albo na to, jak kiepsko trafiły na włosowej loterii i muszą żyć z prostymi, cienkimi włosami, podczas gdy wszyscy (wszyscy = Instagram) mają takie piękne fale i warkocze do pasa.

O tym, co w sobie lubimy, mówimy dużo rzadziej. Jakoś nie ma do tego okazji i społecznego przyzwolenia. Czytaj dalej

Modnie jest być dżentelmenem. A gdzie się podziały damy?

Ostatnio miałam okazję spędzić trochę czasu z jednym w moich najulubieńszych blogerów, Łukaszem Kielbanem z Czasu Gentlemanów. Łukasz dżentelmenem jest nie tylko z nazwy i rozmowa z nim to dla mnie zawsze ogromna przyjemność. Nie rozmawialiśmy jednak o tym, jaki jest super, choć to też mu przy każdej okazji powtarzam, ale o tym, dlaczego blogi o klasycznej męskiej elegancji czy tradycyjnie męskich zajęciach powstają jeden po drugim i cieszą się dużą popularnością, a damskich odpowiedników jest naprawdę niewiele.

Z bloga Łukasza można się dowiedzieć, jak wiązać krawat, z której strony powinno się obchodzić samochód, kiedy chce się otworzyć drzwi kobiecie siedzącej po stronie pasażera albo jak taktownie zakończyć znajomość. Nie chodzi jednak o sam savoir vivre, bo przeczytamy u niego też jak zrobić własny ex libris, jak kaligrafować czy jak ćwiczyć się w cierpliwości. Czytaj dalej

Czy dziewczynie wypada zrobić pierwszy krok? Pięć inspirujących historii.

W zeszłym roku, mniej więcej o tej porze, udzielałam wywiadu dziennikarce Polityki. Rozmawiało się fantastycznie i z rozpędu zapomniałam poprosić o autoryzację. Kiedy tydzień później kupiłam w kiosku gazetę, okazało się, że moje wypowiedzi nie do końca mówiły to, co starałam się przekazać. Pamiętam, że w dzień wywiadu miałam jeszcze umówione nagranie video, więc ubrałam się, pomalowałam, przyjechałam do centrum, ale operator się nie pojawił. Zaczęłam się więc zastanawiać, czy nie lepiej było tego dnia zostać w domu.

Okazało się, że nie lepiej. Wcale, zupełnie, ani trochę nie lepiej. Kilka dni później dostałam na FB wiadomość od chłopaka, którego nazwisko wydało mi się znajome. I faktycznie, pisał że chodziliśmy do tej samej podstawówki (to była mała, prywatna szkoła, więc wszyscy się znali), tylko on był kilka lat wyżej, że przeczytał moją wypowiedź w Polityce, bardzo się cieszy i gratuluje. Odpisałam, podziękowałam i zapomniałam o całej sprawie. Czytaj dalej

Krytykując czyjeś ciało, najbardziej krzywdzisz siebie

Od kilku miesięcy częściej pokazuję się na blogu, najczęściej prezentując ubrania, o których opowiadam we wpisie. Nie ma posta, pod którym nie przeczytałabym, co jest nie tak z moim wyglądem – a to włosy za cienkie i ułożone niezgodnie z wolą komentującej, a to nos za duży, a to kolano obwisa, nie spełniając oczekiwań.

Najczęściej to ten najgorszy rodzaj, czyli szpila pod płaszczykiem pozornej troski. “Masz strasznie zaniedbane włosy, myślałaś o tym żeby je na przykład umyć albo jakoś ułożyć?”. “Jesteś strasznie niska, twojemu chłopakowi nie przeszkadza to, że jesteś taka mała?”.

I za każdym razem robi mi się smutno. Nie dlatego, że mam coś do swojego nosa, włosów czy kolana. Wiem, że jedno jest cienkie, drugie duże (nie jestem pewna, czy kiedykolwiek zastanawiałam się nad stopniem obwisłości czyichkolwiek kolan), ale nie przeszkadza mi to – może dlatego, że miałam prawie dwadzieścia siedem lat, żeby się przyzwyczaić. Lubię je, bo są moje i jak do tej pory bez większych zarzutów mi służą. Pewnie, że wolałabym mieć włosy jak syrenka Ariel, ale wiem że to nie zależy ode mnie, więc grubość włosa nie spędza mi snu z powiek. Czytaj dalej

O co walczycie?

Tytuł mi wyszedł trochę patetyczny, ale sprawa jest bardzo prosta. Chyba każdy z nas ma coś, na czym mu zależy, a czego inni ludzie często nie są świadomi. I nic dziwnego, mamy codziennie tyle spraw na głowie, że trudno się spodziewać, żebyśmy ogarniali wszystko. Czasem zresztą chętnie byśmy coś zmienili, ale brakuje nam wiedzy.

Opowiem Wam na swoim przykładzie. Zawsze był u mnie w domu jakiś pies (najpierw seter o jakże oryginalnym imieniu Gordon, potem kundelek Kajtek, wreszcie mój ukochany Polar), więc wydawało mi się, że w temacie psów niewiele może mnie zaskoczyć (to chyba zresztą przekonanie wielu osób). Dopóki nie przygarnęłam Chrupka i nie trafiłam na psie blogi, jak Pies do kwadratu czy Biały Jack. Dopiero tam dowiedziałam się, że zaczepianie obcych psów, czyli na przykład “zagadywanie” ich w tramwaju, nie jest wyrazem sympatii, a dość nieodpowiedzialnym zachowaniem. Wcześniej zdarzało mi się próbować nakłonić siedzącego koło mnie psa, żeby przyszedł się poczochrać, teraz już tego nie robię, a przynajmniej nie bez wcześniejszego zapytania właściciela. Czytaj dalej