Ruszył nabór do mojego kursu online „Jak założyć własną markę odzieżową?” + kulisy tworzenia kursu

Uff, to był chyba naintensywniejszy tydzień, jaki kiedykolwiek miałam. We wtorek ruszyła sprzedaż mojego kursu online “Jak założyć własną markę odzieżową?”. Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć o nim więcej – dla tych, którzy myślą o stworzeniu własnej marki, ale też o tym, jak się taki kurs robi – dla tych, którzy myślą o uczeniu czegoś online.


Dlaczego zdecydowałam się zrobić taki kurs?


Kiedy trzy lata temu zakładałam Lunaby, czułam się, jakbym szła pod prąd jakiejś gigantycznej rzeki. Trudno było mi pozyskać jakiekolwiek kontakty, nikt nie chciał się niczym podzielić, przytłaczała mnie mnogość prawnych obowiązków, które spoczywają na właścicielu sklepu online, nie wiedziałam jak się zabrać za wycenę produktu, jak znaleźć współpracowników i tak dalej. Nie było dostępu do żadnej konkretnej i uporządkowanej wiedzy.

Popełniłam mnóstwo błędów (opisałam je zresztą tu), często bardzo kosztownych. Ostatecznie wszystko się udało, ale gdybym nie miała wsparcia mojej mamy, to pewnie bym się gdzieś po drodze zniechęciła i zrezygnowała.

W międzyczasie okazało się, że nie tylko ja miałam taki problem. Odkąd tylko Lunaby zaczęło działać, przychodzą do mnie bliżsi i dalsi znajomi z pytaniami typu “gdzie kupić porządną bawełnianą tkaninę”, “jak znaleźć dobrą szwalnię”, “gdzie postawić sklep online” i tak dalej.

Od razu chodziło mi więc po głowie usystematyzowanie tej wiedzy, tak by przydała się również innym. Najpierw myślałam o samodzielnie wydanej książce, ale potem doszłam do wniosku, że książka potrzebuje sporo “obudowującej” narracji, a ja chciałam skupić się na samych konkretach. Poza tym przepisy się zmieniają, ja odkrywam nowych polecanych współpracowników i tak dalej, chciałam więc mieć możliwość aktualizowania treści na bieżąco.

Padło więc na kurs online. Zaraz opowiem Wam o tym, jak go robiłam, ale najpierw napiszę Wam trochę o samym kursie.


O kursie “Jak założyć własną markę odzieżową”


To kurs dla osób, które planują założyć własną markę odzieżową i chcą to zrobić z głową – optymalnie wykorzystać czas i pieniądze, dobrze przetestować pomysł, zanim wydadzą pieniądze na produkcję czy sklep, panować nad finansami na każdym etapie.

Uczę też, jak zapewnić sobie grono potencjalnych klientów jeszcze przed startem marki, bo to chyba najczęściej popełniany błąd. Wiele razy widziałam, jak przygotowywane miesiącami i odpalone z pompą marki… nikogo nie obeszły, bo właściciel skupił się na wszystkim, tylko nie na zbudowaniu relacji z grupą docelową.

To nie jest kurs, który kogokolwiek artystycznie rozwinie, nie zajmujemy się tam projektowaniem (choć są praktyczne wskazówki dotyczące organizacji pracy nad kolekcją), zbieraniem inspiracji i tak dalej – to praktyczna wiedza dotycząca prowadzenia odzieżowego biznesu tak, żeby był zgodny z przepisami i sensownie zarabiał.

tak wygląda część kursowych materiałów

Oprócz weryfikacji pomysłu, policzenia opłacalności całego przedsięwzięcia, minimalizowania kosztów i budowania bazy potencjalnych klientów na długo przed startem, wiele miejsca w kursie poświęcam autentycznej komunikacji.

Uważam, że mamy w sieci taki natłok “marek dla aktywnych kobiet z dużych miast”, pustych reklamowych haseł i sztucznych brandingowych tworów, że mała marka zdecydowanie lepiej wyjdzie na podkreślaniu tego, czego wielkie marki nie mają. Czyli faktu, że stoi za nią człowiek z krwi i kości, z lepszymi i gorszymi momentami, który wkłada mnóstwo serca i energii w to, by rozwiązać swoim produktem jakiś problem – prawdopodobnie taki, którego sam doświadczył.

I cieszę się bardzo, bo właśnie takie osoby udało mi się właśnie takie osoby przyciągnąć. Do kursu dołączyło już 150 osób, które zachęcamy do dzielenia się swoimi pomysłami w Facebookowej grupie dla kursantów. Padło tam wiele tak świetnych pomysłów, rozwiązujących konkretne problemy, że aż mi się smutno robi, że sama na nie nie wpadłam.

Podsumowując – to kurs, który z jednej strony pokazuje, co konkretnie trzeba zrobić, żeby z głową i bez niepotrzebnego ryzyka wystartować ze swoją marką, z drugiej usuwa kursantom spod nóg żmudne kłody typu “dowiedzieć się, jakie są obowiązki prawne i jak mogę ich dopełnić”, “porównać ofertę dostawców szybkich płatności”, “zastanowić się, jak podliczyć koszty do wyceny produktu” – bo ja podwinęłam rękawy i zrobiłam to za nich.

Jeśli myślicie o własnej marce i macie ochotę dołączyć do kursu, możecie zrobić to tutaj. Sprzedaż potrwa tylko do 19 maja, później ją zamykam i skupiam się na wspieraniu kursantów przez kolejne trzy miesiące.


Cena kursu


Kurs ma dwa pakiety cenowe – podstawowy, który kosztuje 349 zł i rozszerzony, z moim bezpośrednim wsparciem mailowym, który kosztuje 599 zł – tutaj zostały już tylko 3 z 25 pakietów.

Moja wycena była bardzo prosta. Przeczytałam kiedyś, że kurs online powinien dawać wartość dziesięciokrotnie większą, niż wynosi jego cena, i tego się trzymam.

Biorąc pod uwagę wiedzę, którą przekazuję, wsparcie podczas kursu i przede wszystkim czas i pieniądze zaoszczędzone na przebijaniu się przez to wszystko samodzielnie, cena kursu powinna być wyższa, ale ponieważ wypuszczam go po raz pierwszy, zdecydowałam się na taką.

Liczę na to, że pierwsza grupa kursantów trochę pomoże mi współtworzyć ten kurs, wskaże mi, co warto rozwinąć, co poprawić, a ja przed kolejną edycją ponownie zredaguję treści i wypuszczę kurs już w wyższej cenie.


Jak powstaje kurs online


To naprawdę szeroki temat, który kiedyś w szczegółach poruszę osobno.

W skrócie wyglądało to tak:

W listopadzie zaczęłam konkretyzować część merytoryczną – spisałam konspekt, czyli spis treści kursu, i zaczęłam rozpisywać kolejne lekcje. W toku ich opracowywania zdecydowałam się przebudować kurs i zmienić kolejność lekcji, tak żeby położyć większy nacisk na to, co ludzie zwykle zaniedbują – czyli budowanie bazy potencjalnych klientów jeszcze przed startem.

Najbardziej intensywna praca zaczęła się po powrocie z moich styczniowych wakacji w Gwatemali. Wtedy zaczęłam układać wiedzę w konkretne kroki do wykonania i wyciągać z kursu esencję.

Bo nie jest sztuką zalać kogoś wiedzą, sztuką jest stworzyć logiczny system, w którym kursant zawsze wie, jak powinien wyglądać jego kolejny krok. Dlatego do każdej lekcji (jest ich 25, bardzo starałam się, żeby nie trwały więcej niż 10-15 minut) dołączam listę zadań, czyli konkretnych kroków do wykonania, a do każdego dodaję szacowany czas potrzebny na jego wykonanie, tak żeby łatwiej było zaplanować pracę.

Potem opracowałam materiały dodatkowe, czyli arkusze w Excelu wyliczające najważniejsze rzeczy, zestawienia usługodawców, przykładowy hamonogram prac, bazę kontaktów i tak dalej. Starałam się, by to wszystko było możliwie konkretne i skłaniające do podejmowania działania – są więc na przykład gotowe szablony strony “o nas” do wykorzystania czy szkice postów z zachętą do wypełnienia ankiety, w których wystarczy zmienić dane i można wklejać na Facebooka.

Później, w marcu, zaczęłam komunikować kurs. Chciałam upewnić się, że trafi do zainteresowanych osób, ale też że te zainteresowane osoby będą dobrze poinformowane o tym, czego się nauczą, że kurs jest konkretny i biznesowy, i że bez włożonej przez nich pracy niestety nie uzyskają jeszcze żadnych efektów. Uruchomiłam listę mailingową dla zainteresowanych osób i wysyłałam im informacje o kursie i darmowe materiały, pokazujące, jak wygląda nauka zakładania własnej marki ze mną.

Poprosiłam też zainteresowane osoby, żeby napisały mi, z czym mają największy problem i każdemu starałam się pomóc indywidualnie. Dostałam mnóstwo maili, jeszczee kilka z nich czeka zresztą na odpowiedź, ale zyskałam pewność, że to co robię, ma sens i że kurs faktycznie jest pomocny.

Spodziewałam się po tych konsultacjach poprawek, dlatego zostawiłam nagrywanie video na koniec – bo tam nic już się nie da zmienić. Okazało się, że nie było ich zbyt wiele, więc mogłam zacząć nagrywać wcześniej, byłabym pod mniejszą presją czasu. W każdym razie,wszystkie filmy powstały w 4 dni, a później w kolejne kilka i je obrobiłam. Zostałam  przy tym królową efektywności w Adobe Premiere – w końcu się porządnie nauczyłam tego programu!

W międzyczasie współpracowałam też z Weroniką, która przygotowywała graficzną stronę kursu i Michałem, który robił kursową platformę. Wysłałam też fragmenty dotyczące kwestii prawnych Wojtkowi Wawrzakowi, żeby sprawdził je fachowym okiem, poprosiłam go też o przygotowanie pakietów dla kursantów, tak żebym mogła ich odesłać w konkretne, sprawdzone miejsce po regulamin i inne tego typu sprawy.

W ogóle wspierało mnie wiele osób i na pewno nie dałabym bez nich rady. Marcela, która ze mną pracuje i niesamowicie ogarnia, mój chłopak, który jest mistrzem Excela i wynajdywania błędów logicznych i nieścisłości, Ola Budzyńska i Kasia Mistacoglu, które służyły mi radą i cierpliwie odpowiadały na najbardziej podstawowe pytania i wiele innych osób. Szczególne podziękowania należą się też Michałowi Szafrańskiemu za sprzedanie mi (i wszystkim innym czytelnikom jego bloga) patentu na zamianę iPada w prompter, który bardzo mi ułatwił pracę.

Potem zostało mi już tylko wcisnąć przycisk “publikuj”, zrobić sobie herbatkę i w spokoju obserwować, jak zapisują się pierwsi kursanci.

Jasne.

W rzeczywistości wyglądało to jak z absurdalnego filmu. W dniu premiery wstałam o 4 rano, żeby dopiąć ostatnie techniczne kwestie ze stroną – niedoszacowałam czasu, jaki będzie mi na nie potrzebny. Byłam zmęczona długim ciągiem intensywnej pracy, niewyspana i głodna, bo ze stresu żołądek odmówił współpracy. Do tego mój sąsiad dodawał sytuacji dramatyzmu, nawalając piętro wyżej młotem do kucia ścian (dalej zresztą nawala), więc hałas był taki, że nie byłam w stanie porozmawiać z Marcelą przez telefon.

Oczywiście okazało się, że wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło – wysypały się buttony na stronie, program pocztowy postanowił akurat tego jednego dnia się popsuć, pojawiły się problemu z Vimeo, na którym osadzone są filmy. Od razu posypuję głowę popiołem i przyznaję, że większości tych rzeczy można było uniknąć, jeśli przetestowałabym wszystko po kolei, a nie założyła, że po prostu musi działać.

Na szczęście wszystko udało się jednak opanować i sprzedaż ruszyła mniej więcej zgodnie z planem.


Koszty kursu


Całe przygotowanie kursu kosztowało mnie około 10 000 złotych. Tutaj możecie zobaczyć, jak rozkładały się te koszty, ale nie są one jeszcze ostatecznie zamknięte.

Kilkaset złotych to moje ewidentne błędy – na przykład przesunęłam termin startu, przez co wygasł mi pakiet opieki nad platformą i musiałam wykupić nowy, albo pochopnie kupiłam szablon do WordPressa, którego ostatecznie nie wykorzystałam.

I teraz uwaga – jeśli myślicie o swoim kursie, wcale nie musicie na dzień dobry wyciągać z kieszeni 10 000 złotych. Można to zrobić dużo prościej, na przykład przygotować kurs e-mailowy, którego koszty zamkną się pewnie w kilkuset złotych. Wcale nie trzeba komplikować sprawy z video, specjalną platformą i tak dalej.

Ja chciałam to zrobić i miałam na to przeznaczone środki, ale nie jest to ani obowiązkowe, ani konieczne do tego, żeby kursanci osiągali efekty – a to jest przecież najważniejsze.

I właśnie myśl o tych efektach pomogła  mi w miarę gładko uporać się  z tym, jakby nie patrzeć, sporym projektem. Za każdym razem, kiedy łapała mnie myśl “nie wyjdzie, nie uda mi się, nikt tego nie kupi, nie dam rady”, mówiłam sobie, że nie chodzi tutaj o mnie, o to co ktoś sobie o mnie pomyśli i jak ucierpi na tym mojego ego. Kluczowe jest to, żeby stworzyć maksymalnie praktyczny i konkretny system, dzięki któremu ludzie będą osiągać efekty.

Brałam więc głęboki oddech i zastanawiałam się, jaka jest kolejna rzecz, którą mogę w tym kierunku zrobić, zamiast bezproduktywnie panikować i biegać w kółko, machając rękami. Zastąpienie pytania “a co, jak nie wyjdzie?” pytaniem “jak jeszcze mogę pomóc?” bardzo mi pomogło i pomyślałam, że się z Wami tym małym trickiem myślowym podzielę. Myślę, że jest uniwersalny i sprawdzi się przy najróżniejszych przedsięwzięciach.

Jeśli macie jakieś pytania o tworzenie kursów czy o sam kurs, piszcie śmiało.  A jeśli znacie kogoś, komu kurs może się przydać, to będę bardzo wdzięczna za podzielenie się tym tekstem.

32 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Kasia

    Wprawdzie nie skorzystam z kursu, ale jestem pod wrażeniem Twoich działań. Jestem na blogu od 2012, bo spodobała mi się czapka w jednym z postów :D to jak rozwinęłaś swoją markę w internecie od tamtego czasu jest NIESAMOWITE!

      1. Ania

        Asiu, to ja od siebie też sentymentalnie dodam, że czytam Cię od momentu, kiedy urzekłaś mnie połączeniem złotych sandałków, bluzki w panterkę i spódniczki tutu – pamiętam dokładnie, bo skopiowałam pomysł na ten outfit w gimnazjum :D to musiało być prawie 10 lat temu!
        Bardzo fajnie jest Cię obserwować przez te lata. Pamiętam, ze uwielbiałam te wszystkie szalone ubrania, które nosiłaś i po cichu miałam nadzieję, że inspirując się Tobą, wyglądam równie szykownie! Cieszę się też, że w pewnym momencie, kiedy w sumie wyczerpała się już formuła „pokazuję się w modnych ciuchach”, nie zwinęłaś bloga, tylko profesjonalnie go rozwinęłaś i wykorzystałaś jako punkt startowy do dalszej działalności. Aktualnie Twój blog jest naprawdę jedyny w swoim rodzaju i życzę Ci samych sukcesów, na które tak ciężko pracujesz. Mam nadzieję, że za kolejne 10 lat będę mogła napisać „jestem pod wyrażeniem, że jesteś /tu dodaj sobie swój cel na 2027 rok/, a pamiętam jak jeszcze niedawno kupowałam piżamę Lunaby z okazji wyprowadzki po skończonych studiach”. Albo coś w podobnym stylu!:)

        1. taga

          Chciałabym też dodać, że Twój blog okropnie podnosi poprzeczkę w blogosferze (w ubraniowo-dziewczyńskiej to już w ogóle). I nie mam na myśli tylko zawartości merytorycznej, ale myślę też o autentyczności Ciebie jako autorki, o kontakcie z Czytelniczkami, o pasji oraz o tym, że trzymasz się swoich zasad. Poza Tobą czytam Marię z Ubieraj się klasycznie i obie się fantastycznie uzupełniacie (sądząc po komentarzach wiem, ze nie tylko ja jestem namiętną fanką tego duetu :)). Czy znalazłyście w w sieci jeszcze jakieś interesujące blogi o tej tematyce, czy podium kończy się na tych dwóch miejscach?
          Ściskam!!!

          1. Anna

            Niestety dotychczas ja również nie znalazłam kandydatki/kandydata na ostatnie miejsce na podium :P Jak go znajdziesz, podziel się proszę tą wiedzą ;)

  2. M.

    Asiu, bardzo podoba mi się ze tak otwarcie mowisz o pieniądzach :) w Polsce, nawet wśród młodych osób, nadal panuje jakiś dziwny strach przed kwestiami finansowymi – mówieniem o zarobkach, o wydanych na coś pieniądzach… tak jakby na ich podstawie ludzie mieli nas oceniać.

  3. The Natural Minimalism

    Twój profesjonalizm jest naprawdę niesamowity. Nic tylko podziwiać i uczyć się od Ciebie. Kurs nie jest dla mnie, ale na pewno znajdzie się sporo osób, które będą chciały wykorzystać Twoją wiedzę. To jest ogromne przedsięwzięcie i mnóstwo pracy. Do tego bardzo fajnie, że udostępniasz kwoty i nie masz przed tym oporów :)

  4. weronika | mavelo

    To jeden z fajniejszych projektów, w jakim brałam udział w ostatnich latach :) Dziękuję!
    Dzisiaj w nocy dostałam maila, od sympatycznej dziewczyny, która robi ankietę przed startem swojej marki odzieżowej (przesłała mi kilka pytań)… i odnoszę wrażenie, że to jedna z Twoich kursantek :D I fajny był ten mail, czuć było taką chęć do działania i wszystko fajnie było opisane :) To ja gratuluję, ten kurs to świetny pomysł. I trzymam kciuki za kursantów! :)))

      1. Magda Mizera

        Oo też dostałam! :) Jeśli to faktycznie od Ciebie Asiu – to plus za pomysł! :) Spodobała mi się od razu ;)
        A z kursem spisałaś się na medal! Wygląda pięknie i na pewno jest bardzo merytoryczny. Ja mam pierwszą edycję swojego kursu fotograficznego za sobą i wiem, że na pewno przed wakacjami zrobię kolejną – bo to był absolutnie milowy krok dla mojej firmy. Kursy online rządzą ;)
        Powodzenia!

  5. K.

    Zastanawiam się nad zakupem kursu, ale nie mam sprecyzowanego pomysłu na markę. Czy ten kurs mi w czymś pomoże?

    1. Style Digger

      Na pewno pomoże Ci wybrać i sprecyzować pomysł pod kątem jego atrakcyjności dla potencjalnych odbiorców. Ale jak to takie luźne „kiedyś bym chciała mieć własną markę, ale w sumie nie wiem jaką i jeszcze nie teraz”, to szkoda Twoich pieniędzy – no chyba, że chcesz zobaczyć, z czym to się wiąże, jakie są koszty itp, ale zdecydowanie (!!!) lepiej jest kupować jakikolwiek kurs z nastawieniem na działanie.

      1. K.

        Dziękuję za odpowiedź!!! Właśnie moje podejście w tym momencie opiera się na „mam odłożone hajsy” i „jak nie teraz, to kiedy?”. Z drugiej strony martwię się, że ten mój pomysł okaże się bez sensu, a innych na tę chwilę nie mam. (Nawiązując do komentarza Kasi, też czytam Twojego bloga od 2012 roku, trafiłam na post „Manifest slow fashion” i zostałam :))

  6. Anna

    Wczoraj złożyłam wniosek o dofinansowanie z UE na założenie działalności i dowiedziałam się, że kasa będzie już w czerwcu moja. Fakt, że Twój kurs ruszył właśnie teraz traktuję więc jako znak, że powinnam go kupić. I że wszystko pójdzie po mojej myśli :p

  7. Kamila

    gratulacje! z wielkimi wypiekami śledzę Twoje poczynania, ja dopiero raczkuję w Sieci, zaczęłam od bloga kulinarnego, będzie miał niedługo rok i i fajne to jest kurczę :) ale fakt, czas pochłania. a ja do tego jeszcze jeden projekt wymyśliłam sobie po godzinach poza blogiem (pracuję normalnie na etacie) i bardzo żałuję, że nie mam więcej czasu na razie bo kiełkuje we mnie pomysł na pewien kurs właśnie :) ale po tym co piszesz widzę ile pracy i póki co będzie w kolejce.

    żałuję bardzo, że nie mogę sobie Twojego kursu obejrzeć – tak z czystej ciekawości :) mimo, że nie jest do mnie skierowany bo akurat marki odzieżowej zakładać z pewnością nie będę. po prostu podglądam znanych blogerów odkąd sama blogerką – co robią, jak robią, itd.i jestem zachwycona, lubię to :D no ale wiadomo, wszystkiego mieć nie można :D

    p.s. jak zobaczyłam łóżko to pomyślałam sobie że to genialne z Twojej strony z tą kolorystyką :D co było pierwsze? pomysł na łóżko czy na szatę graficzną kursu? czy to taka mega sprytna oszczędność w myśleniu, że szukałaś kolorów i tu o tu jednocześnie? :)

  8. Monika

    Mam małe pytanie odnośnie kursu..Czy wszystkie materiały łącznie z wideo będzie można ściągnąć sobie na komputer czy jest może jakiś okres dostępu do danych? Nie wiem czy będę miała czas od razu rzetelnie pracować z Twoim kursem, ale chciałabym korzystać z niego w wolnym czasie? Pozdrawiam i gratuluję :)

    1. Style Digger

      Tak, możesz sobie ściągnąć materiały, łącznie z video (choć nie polecam tego ostatniego, te video są dość ciężkie:)), ale przede wszystkim masz też nieograniczony czasowo dostęp do kursu – wsparcie trwa 3 miesiące, ale pracować możesz spokojnie we własnym tempie.

  9. ola

    Zupełnie nie na temat, ale pierwszy raz widziałam zapisane słowo „dżingiel” i chwile mi zeszło, żeby zaskoczyc co to jest ;)

  10. muki

    A co jeśli ktoś nie chce zakładać marki odzieżowej, tylko inny biznes? Przeglądałam plan kursu i wydej się, że zdecydowana jego większość to wiedza uniwersalna (zakładanie sklepu internetowego, testowanie pomysłu, kwestie organizacyjne, sesja zdjęciowa, biznesplan…). Polecasz?

  11. Leokadia

    Kurs kosztował Cię mnóstwo pracy, ale odwaliłaś wspaniałą robotę <3 najlepsza inwestycja w moim życiu :D

  12. Pat

    Gratulacje i trzymam kciuki : ) to ogromna wartość z tego, że dzielisz się doświadczeniami i wiedzą. Mam nadzieję, że i Ty masz swojego mentora:) i gratulacje dla Mamy za wytrwałość i motywowanie :)

  13. iks

    A kiedy możemy spodziewać się z 2 edycji kursu? Teraz mam w życiu taki sajgon i totalny brak czasu, że z bólem serca musiałam go odpuścić :( i żałuję, ech

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *