Jak było w Gwatemali?

Siedzę pod palmą na leżaku (niebieskim), nogi opieram na drugim leżaku (różowym). Przed sobą mam morze w tym odcieniu błękitu, który dotychczas widywałam tylko w wynikach wyszukiwania grafiki Google. Pod drzewem przed chwilą śmignęła iguana. Caye Caulker to raj.

Dziś rano pożegnaliśmy w porcie znajomych, którzy odpływali z tej nieziemskiej wyspy z powrotem do lądowego Belize, stamtąd wracali do Gwatemali i w końcu – do domu. Ściskałam ich w porannym słońcu i myślałam o tym, ile szczęścia mamy, że możemy zostać tu jeszcze przez kilka dni.

Opowiem Wam, jak to się stało, że w ogóle się tutaj znalazłam. Bo choć myślałam, że zupełnie nie będę miała ochoty na jakiekolwiek relacje z podróży (lustrzanki nie brakowało mi ani odrobinkę), okazało się, że pod koniec każdego dnia zdania same układają mi się w głowie. Poczułam ochotę, więc usiadłam i napisałam kilka akapitów, potem jeszcze kilka, aż pod koniec podróży miałam gotowy post. No więc dawno, dawno temu… Czytaj dalej

Jak wygląda praca w salonie sukien ślubnych? Zawodowe Dziewczyny z Basią Kwintą

Nie oglądam telewizji, a jeśli oglądam, to tylko po to, żeby zobaczyć Say Yes to the Dress. Z jakiegoś powodu ten przesłodzony, głupiutki program o amerykańskich pannach młodych szukających swoich idealnych sukni zawsze mnie niesamowicie ekscytuje.

Nie mogę uwierzyć, że w tej sytuacji nie wpadło mi od razu do głowy zaproszenie do Zawodowych Dziewczyn kogoś, kto pracuje w salonie sukni ślubnych. Na szczęście napisała do mnie Basia Kwinta, stylistka ślubna i menadżerka rodzinnego salonu.

Jak tylko przeczytałam maila (i w trzy sekundy wysłałam w odpowiedzi entuzjastyczne TAK!), od razu wiedziałam, że to będzie fajne spotkanie. Ale jak już dotarłam do Wieliczki, zakochałam się totalnie – w opanowanej i kompetentej Basi, w szarlotce upieczonej przez jej mamę, w subtelnej, eleganckiej atmosferze salonu i przepięknych sukniach. Czytaj dalej

Podsumowanie 2016, plany na 2017 i odkrycia roku

Jeszcze w żadnym roku nie nauczyłam się tak dużo, jak w 2016 – no może pomijając pierwsze lata życia, wtedy człowiek uczy się jednak całkiem sporo. Tematyka była dość szeroka – od szlifowania szafek, przez robienie na drutach, po zarządzanie malutkim zespołem.

Zdecydowanie był to dobry rok, ale ja też z natury jestem raczej pozytywnie nastawiona do życia i nie przypominam sobie, żebym sklasyfikowała kiedyś jakiś rok jako zły.

Bardzo niepokoiła mnie sytuacja na świecie, za to podnosiła na duchu coraz większa aktywność osób wokół mnie. Widać, że czara się przelała i zachciało nam się wziąć sprawy w swoje ręce, nawet jeśli to bardzo drobne rzeczy, jak lokalne inicjatywy przeciwdziałające smogowi, akcje wspierające małe sklepiki czy masowa obecność na manifestacjach w ważnych sprawach. Czytaj dalej