Dlaczego warto robić zakupy sezonowo + drzewko decyzji zakupowych do wydruku

Krótka odpowiedź: bo zakupy wciągają i łatwo jest wpakować się w myślenie o nich cały czas. Kiedy już wejdziesz do sklepu, na pewno prędzej czy później znajdzie się coś, co przykuje Twoją uwagę. A to przytulnie wyglądający stosik swetrów, a to marynarka, którą niedawno widziałaś na koleżance.

Mnóstwo ludzi pracuje nad tym, żeby wyrobić w Tobie potrzebę kupowania. Mają wiele narzędzi, ale te najbardziej kuszące uruchamiają się w momencie, w którym decydujesz się wejść do sklepu. Świąteczna muzyka i pierniczkowy zapach akurat przy stoisku z grubymi skarpetami, wielki baner “kup 2, trzeci gratis”, ciągłe przeceny. Nawet jeśli znamy te sztuczki, to i tak się na nie łapiemy.

A jak już zaczniesz zaglądać do sklepów, racjonalizować sobie w głowie kolejne zakupy, oglądać nowe kolekcje, to bardzo łatwo jest popłynąć.

Nagle zaczyna Ci się wydawać, że Twoja szafa nie może funkcjonować bez tych botków z wężowej skóry, albo masz ochotę na takie połączenie, jak widziałaś u ulubionej blogerki, a wiadomo przecież że trzeba do tego dokupić kilka elementów. A tydzień później orientujesz się, że masz trzy nowe sukienki, dwie pary butów i myślisz o dwóch kolejnych, brakuje Ci za to połowy wypłaty. I ciągle nie masz ciepłego płaszcza na zimę.

Robiąc sezonowy przegląd garderoby i chodząc na zakupy sezonowo, dwa, trzy czy cztery razy w roku, jesteś na to wszystko bardziej odporna. Blask kolejnej “obowiązkowej” rzeczy zwykle przygasa w ciągu kilku dni, nie mówiąc już o kilku tygodniach.

Częste zaglądanie do sklepów, uczynienie z rundki po galerii weekendowego rytuału, czy nawet wieczne zastanawianie się, jak jeszcze możemy ulepszyć swoją szafę, prowadzi do tego, że ciągle myślimy o ubraniach, żyjemy zakupami.


Wolna głowa


Dla mnie największą nagrodą w slow fashion było to, że ubrania ze źródła frustracji, z czegoś, co ciągle chodziło mi po głowie, stały się najzwyklejszym elementem codzienności, przedmiotem użytkowym, prawie jak kubek czy talerz. Myślę o nich wtedy, kiedy czas kupić nowe talerze, milej mi się je z ładnego talerza, niż z takiego sobie, ale nie zaprzątam sobie nimi głowy na co dzień.

I zupełnie, ale to zupełnie nie wyobrażam sobie powrotu do poprzedniej sytuacji, przejmowania się, czy kurier zdąży na czas, usprawiedliwiania przed sobą kolejnych bezsensownych zakupów, długich godzin spędzonych na podejmowaniu decyzji.

Ale nawet mimo tego zdarza mi się od czasu do czasu kupić coś nie do końca przemyślanie i nie do końca trafnie. Zawsze mnie to wyprowadza z równowagi – mam wtedy poczucie, że dałam się wmanipulować, albo sama się wmanipulowałam, w coś, co mi nie służy, i jeszcze płacę za to pieniądze.


Dlaczego kupowanie sezonowe jest lepsze?


Zastanawiasz się teraz, dlaczego w ogóle zaprzątać tym sobie głowę? Kupowanie jest przecież przyjemne, problem jest tylko taki, że w nadmiarze nie służy nam na dłuższą metę – dokładnie tak, jak słodycze.

Oto moje powody do unikania impulsywnych zakupów czy spędzania wolnego czasu w galerii handlowej:

 

  • kupowanie ubrań w nadmiarze niszczy spójność i funkcjonalność szafy
  • zakupy zabierają mnóstwo czasu
  • im więcej mamy ubrań, tym więcej czasu musimy poświęcać na zastanawianie się, jak je zestawić, gdzie trzymać itd.
  • im większa jest nasza szafa, tym trudniej jest się spakować czy przeprowadzić, do tego stopnia, że możemy się zupełnie zniechęcić – znam takie przypadki
  • częste wydawanie na ubrania nawet małych kwot sprawia, że przestajemy panować nad wydatkami
  • rozmywa się granica między potrzebą a zachcianką – nagle każdy zakup wydaje się niezbędny
  • kupując w nadmiarze i biorąc udział w szalonej konsumpcji przyczyniamy się do degradacji środowiska i niszczymy świat, w którym będą żyły nasze dzieci i wnuki.

Dlatego większość moich zakupów to efekt sezonowego przeglądu, przy którym zastanawiam się, czy czegoś mi brakuje albo czy muszę coś wymienić. Tutaj pisałam, jak to robię w praktyce. Czasem dochodzę do wniosku, że mam wszystko i nie kupuję niczego.

To, że robię zakupy sezonowo, nie znaczy że robię je w sezonie. Najczęściej staram się o tym pomyśleć pod koniec poprzedniego sezonu, żeby załapać się na wyprzedaże, chętnie zaglądam też do outletów, ale jak znajdę coś, co świetnie do mnie pasuje, nie mam problemu z zapłaceniem pełnej ceny.


Automatyzacja decyzji


Zdarza mi się też kupować rzeczy poza tym trybem. Raz na kilka miesięcy zajrzę do ulubionego second handu i znajdę piękny, kaszmirowy sweter, czasem zobaczę gdzieś, że któraś z moich ulubionych marek wypuściła dokładnie taką sukienkę, jaką zachwycałam się w niedawno obejrzanym filmie, myśląc że wyglądałaby na mnie szałowo.

Pozwalam sobie na to, bo znam siebie i swój zakupowy rozsądek, wiem że w ogromnej większości przypadków będę umiałam powiedzieć sobie “stop”, kiedy mój mózg będzie próbował mnie przekonać do kupna czegoś, co nie do końca do mnie pasuje, albo czego wcale nie będę nosić.

Dla osoby, która dopiero zaczyna przygodę ze slow fashion, albo ma tendencje do wydawania pieniędzy lekką ręką, to igranie z ogniem. Dużo bezpieczniej jest się wtedy trzymać wyłącznie sezonowych zakupów. No i ma to tę ogromną zaletę, że nie trzeba mocować się ze swoją silną wolą i podejmować decyzji za każdym razem, kiedy wpadnie nam w oko coś ładnego poza planowanymi zakupami. Decyzja jest już z góry podjęta.

Pamiętajcie, że robicie to dla siebie. Nie po to, żeby dostać medal idealnej slowfashionistki, nie po to, żeby chwalić się jak najmniejszą liczbą ubrań, tylko po to, by odnaleźć szafową równowagę, która sprawdza się u Was najlepiej.


Pomocne drzewko decyzji zakupowych do wydrukowania


Żeby trochę ułatwić Wam sprawę, przygotowałam dla Was graficzne drzewko decyzji zakupowych. Wydrukujcie je, włóżcie do portfela i przejrzyjcie krok po kroku przed podejściem do sklepowej kasy – niezależnie od tego, w jakim systemie robicie zakupy.

newslettersd2s

Jest darmowe, wystarczy że zapiszecie się do mojego newslettera za pomocą formularza poniżej, a przyjdzie do Was zwrotnym mailem przy potwierdzaniu subskrypcji.

Niedawno uruchomiłam newsletter na nowo, wysyłam w nim co tydzień odpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania, podsumowania najciekawszych tekstów, informacje o nowościach i dodatkowych materiałach. Oczywiście w każdej chwili możecie się wypisać.

PS Osoby, które już były zapisane do mojej listy mailingowej, dostały drzewko w newsletterze w zeszłym tygodniu. Sprawdźcie skrzynki!


Ciekawa jestem, jak wygląda Wasz proces uzupełniania garderoby? Jaki tryb sprawdza się Wam najlepiej?

 

 

 

94 comments

+ Napisz odpowiedź
    1. Style Digger Autor wpisu

      Michała, ale nie tylko – to bardzo popularna praktyka na wielu, wielu, wielu amerykańskich blogach, z której sama często chętnie korzystam jako ten zapisujący się:)

  1. Amatorka Cooltury

    Mój problem jest niestety całkiem odwrotny..mam problem z robieniem jakichkolwiek zakupów, bo: nie lubię, a jeśli się już w końcu wybieram to: nie ogarniam- nadmiaru rzeczy, które potrzebuję. Często kończy się to frustracją i zniechęceniem do bywania w sklepach w ogóle. Trochę dziwaczne- wiem, ale..usilnie pracuję nad tym, by to zmienić! Małymi kroczkami ;-)

    1. Marta

      Też nie cierpię zakupów. Dlatego jedno wyjście, w ramach którego miałabym kupić trzy rzeczy, które na pewno mi posłużą przez lata, wydaje mi się nierealne. Ja muszę spokojnie, najpierw buty, potem spodnie. I trochę oddechu i wyciszenia przed kolejnymi zakupami.

      1. Karolina

        Łączę się z Wami.
        Nienawidzę centrów handlowych (całej atmosfery w środku, kiczu, tandety, wszechobecnej manipulacji i ogłupiałego towarzystwa z obłędem w oczach) i frustruje mnie to, że dużo sklepów z centrum miasta się pozamykało i jest dostępnych tylko w „galeriach”. Do tego nie lubię temperatury jaka panuje w sklepach, bo to skutecznie utrudnia mi zakupy – w lecie wali klimatyzacja a w zimie rozpływam się zaraz po zamknięciu za sobą drzwi. Nie przepadam za mierzeniem, po kilku przymiarkach w jednym sklepie skutecznie się zniechęcam zakupami i chce wracać do domu. Co ze mnie za kobieta?! :D Znowu w internecie kupować nie lubię, bo chce zmacać produkt zanim za niego zapłacę. Do tego wszystkiego dokłada się stosunek ceny do jakości i ascetyzm zakupowy w moim wydaniu już gotowy.
        Także jak widać jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę – unikanie zakupów jest dla mnie naturalne, robię wtedy, gdy jest to konieczne :) Pozdrawiam!

        1. Izabela K.

          Twoje pytanie „Co ze mnie za kobieta?!” przykuło moją uwagę i skłoniło do refleksji. Tak bardzo tkwimy w stereotypie kobiety, jako głupiutkiej zakupoholiczki, że kiedy nie lubimy zostawiać połowy wypłaty co miesiąc w galerii, to się nam wydaje, że coś z nami nie tak. Nie kochana, wszystko z Tobą w porządku :-) Wcale nie trzeba lubić zakupów, żeby być „stuprocentową kobietą” jak z okładki Cosmo ;-) Ja też nie lubię zakupów, a galerii to już w ogóle. To przykre, co ta marketingowa machina robi nam z głowami.

          1. Karolina

            Napisałam to bardziej z przymrużeniem oka ;) , ale oczywiście ten stereotyp funkcjonuje – i to jest dosyć szkodliwy. Nastoletnie dziewczyny naoglądają się vlogów / blogów z wpisami pt. haul listopada (czy jak to tam się odmienia) i też chcą takie życie. Ja się czasem zastanawiam gdzie niektórzy trzymają te wszystkie ciuchy i kosmetyki robiąc tak często zakupy, bo ja kupując rzadko mam wrażenie życia w ‚magazynie’. Pozdrawiam :)

        2. Galaretka

          Polecam system zakupów dostępny w Promodzie – można wyszukać rzecz przez internet (większą oferta niż w sklepach), zarezerwować ją, przymierzyć w sklepie i dopiero wtedy zdecydować czy chcesz ją kupić czy nie.
          Mam tak samo jak Ty, nienawidze chodzenia po sklepach ani odsyłania rzeczy zamówionych przez internet, więc to dla mnie idealna opcja. Pomijam czas na wyszukanie rzeczy do przymierzenia, robię to spokojnie w domu. :) Niestety można zarezerwować tylko 2 rzeczy jednocześnie.

      2. Tovve

        Też tak mam… Kiedyś chodzenie po galeriach handlowych i przerzucanie wieszaków nie było dla mnie problemem, a teraz nie znoszę tego robić. W dodatku nie umiem podejmowac decyzji ubraniowych, coś w czym czulam się świetnie w przymierzalni i miałam pomysł z czym to zestawiać po jakimś czasie zupełnie mi nie leży. Kupowanie online też nie rozwiązuje problemu, bo ilość rzeczy jest jeszcze wieksza a poza tym mam awersję do kurierów ;) W efekcie chodzę w starych butach i rozwalającym się plaszczu i czuję się z tym fatalnie.

    2. Namysłowska 3

      O…dzięki za ten komentarz. Już myślałam, że to ze mną coś nie tak. Baaaardzo nie lubię zakupów. Meczę się niewyobrażalnie w galeriach i pasażach handlowych. Jeśli już muszę coś kupić, bo garderoba krzyczy: „Tych spodni już nie zakładaj – mają dziury”, korzystam ze sklepów internetowych.

  2. Izabela K.

    Kiedyś cotygodniowy wypad do galerii to był mój rytuał. Jak się to kończyło – wiadomo: tu bluzka z przeceny, tu spódnica z promocji. Oczywiście każda rzecz z innej parafii, więc i tak nie było się w co ubrać ;-)
    Odkąd zaczęłam tworzyć swoją capsule wardrobe, wiele się zmieniło. Też robię zakupy sezonowo, z tym, że nie na początku sezonu, a na końcu, kiedy są wyprzedaże i już raczej z myślą o przyszłym roku. Zazwyczaj wiosenno-letnie rzeczy kupuję na koniec sierpnia, a jesienno-zimowe w styczniu albo w lutym. Wybieram zawsze gładkie rzeczy bez nadruków, w ulubionych fasonach, więc się nie martwię, czy za rok ta rzecz będzie nadal modna. Dla mnie i tak będzie, trendami się już nie przejmuję :-) Stawiam na jakość, więc te ubrania założę za rok, i za trzy. Raczej nie zdarza mi się kupować w regularnych cenach, wyjątkiem są sytuacje, kiedy naprawdę nie mam co na siebie włożyć – w tym roku miałam tak z kurtką na jesień, zostałam tylko z cieniutką parką i grubą puchówką, nie miałam nic przejściowego. No i najważniejsze – nie ruszam się na zakupy bez porządnej listy zakupowej. Zazwyczaj przed sezonem wypisuję wszystkie rzeczy, które chciałabym kupić i co jakiś czas do niej zaglądam, wykreślając kolejne punkty – na koniec zostają tylko te najbardziej potrzebne i niezbędne. Reszta to zachcianki z których rezygnuję, lub pozwalam sobie na nie, jeśli mam wystarczający budżet i jestem pewna, że będę te rzeczy nosić.

  3. Igusia

    A co w przypadku gdy pracuję w galerii handlowej? Jestem studentką, więc jest to praca dorywcza, na szczęście NIE w sklepie z ubraniami, ale.. jestem uzależniona od kupowania ubrań, więc te wszystkie reklamy i bodźce w innych sklepach trafiają do mnie dwa razy bardziej, a ze względu na pracę też bardzo często.. Mój budżet nie pozwala na jakiekolwiek ubraniowe zakupy, a z drugiej strony moja szafa składa się z często za małych lub złej jakości ubrań. Oczywiście, chodzę w nich, ale nie czuję się w nich dobrze. Masz jakieś rady na powstrzymywanie się od zakupów mając mało pieniędzy, mnóstwo pokus i bardzo niedobrane do siebie ubrania w szafie?

    1. Anna

      Jak pracowałam w galerii handlowej to przyjście tam prywatnie na zakupy było ostatnim, co przyszłoby mi do głowy, bo miałam tego miejsca szczerze dość.

    2. Izabela K.

      Też przez to przeszłam. Moim zdaniem jedynym ratunkiem jest całkowity detoks zakupowy. Nie odważę się namawiać Cię na zmianę miejsca pracy, ale możesz po prostu zacząć ignorować te bodźce. Nie zaglądać na szafiarskie blogi, odpuścić sobie kolorową prasę i buszowanie po sklepach internetowych, wypisać się z newsletterów, odlajkować strony sklepów na FB i Instagramie. Ja tak wytrzymałam ponad pół roku – nie kupowałam nic, donaszałam co mam, obserwowałam siebie. Po takim czasie naprawdę nie lubię już zakupów. Pięć razy się zastanawiam, czy coś mi jest potrzebne i do galerii wchodzę, jeśli już naprawdę muszę. I przede wszystkim był to czas, kiedy poznałam siebie, swój styl, a nie ten narzucany przez trendy.

  4. Aga

    Asia, w drzewku jest literówka – „chcesz mieć tylko takie ubrania, w których czYjesz się i wyglądasz tip-top”.
    Dzięki za te ściągawkę, przyda się! ;)

  5. Anna

    A ja chodzę po różnych secondhandach w Gdańsku od kilku lat i zastanawiam się kiedy w końcu trafię na kaszmirowy sweter…Nigdy takiego w SH nie widziałam.

    1. gotycka

      Haha ja chodzę po szmateksach od 10 lat (w małych i dużych miastach) i mam jeden kaszmirowy i ze trzy wełniane. Fakt nie jest to często spotykany element garderoby. :-)

    2. Asia

      Nie poddawaj się ! Też myślałam, że te kaszmiry w second handach to jakaś miejska legenda, aż wreszcie w zeszłym miesiącu znalazłam piękny kardigan z mieszanki kaszmiru z jedwabiem w cenie …16 zł :)

      1. Marta

        Juchise – zdradzisz, gdzie polujesz w Rumi? Od lat poluję w sh w Rumi, bo tam mieszkam i szczerze mówiąc z wełną czy kaszmirem jest cieniutko… pozdrawiam ciepło :)

    3. Ania Z.

      Polecam lumpy na Zaspie, trafiłam w tej okolicy na dużo perełek. Niestety odkąd szukam kaszmirowego sweterka jeszcze na taki nie trafiłam, ale może za mało się rozglądałam.

      1. Anna

        Aniu Z., a mogłabyś podać namiary, to się chętnie przejadę. kiedy mają dostawy? Podbijam też pytanie o namiary na gdyńśkie :)

    4. Marta

      Nie poddawaj się, jak odkryłam kaszmir, to przytargałam takich swetrów chyba tonę w zeszłym roku – obdarowałam całą rodzinę i połowę znajomych ;) Na początku trzeba mozolnie sprawdzać składy, potem rozpoznasz już „na dotyk”. Powodzenia :)

  6. Benia

    To zdanie idealnie opisuje mnie jeszcze 3-4 lata temu: ” A tydzień później orientujesz się, że masz trzy nowe sukienki, dwie pary butów i myślisz o dwóch kolejnych, brakuje Ci za to połowy wypłaty. I ciągle nie masz ciepłego płaszcza na zimę.” Te wszystkie pieniądze, które zniknęły w chińskich sklepach online… :(

    Bardzo mi miło powiedzieć, że dzięki Twojemu blogowi (który czytam regularnie jeszcze od czasów „szafiarskich”) i pierwszej książce, drzewko właściwie już sobie przyswoiłam. Wielkie dzięki Ci za to. Muszę jednak też przyznać, że nadal borykam się z ciągłym myśleniem o tym, czego potrzebuję i z kryzysami decyzyjnymi, ale koniec końców chyba wolę to niż wcześniejsze bezmyślne kupowanie ciuchów z Chin. Na przykład, płaszcz kupiłam wczoraj po 1,5 miesiąca szukania online, przymiarek i kilku kilometrach przebytych w galeriach. Czy zjadło mi to mnóstwo czasu i energii? Tak. Ale teraz wiem, że podjęłam dobrą decyzję z całą analizą, czy aby na pewno nie będzie to „samotna wyspa” wśród ubrań, czy skład jest dobry (80% wełny, yay!), czy fason mi odpowiada, czy dobrze się w danej rzeczy czuję i czy na pewno mnie na to stać. No i w końcu kupiłam wełniany szalik i czapkę. Muszę przyznać, różnica jest kolosalna i nawet mając na sobie cieńszy płaszcz, jest mi ciepło. Teraz mam ochotę wyrzucić wszystkie akrylowe dodatki!

    Uzupełnianie garderoby to nadal ciężka sprawa. Trochę trudno mi sobie wyobrazić zakupy sezonowe – przynajmniej do momentu posiadania niezbędnej „bazy”, czymkolwiek ona jest dla każdego. Ja preferuję podejście budżetowe – najpierw z wypłaty idą założone oszczędności na subkonta, potem rachunki i inne obowiązkowe opłaty, potem plany, co jest niezbędne w danym miesiącu (np. soczewki kontaktowe itd) i dopiero potem ustalam, na ile sobie mogę pozwolić. To konfrontuję z przygotowaną listą.

    No i na koniec jeszcze raz – Asia, robisz super robotę ze slow fashion. Pozdrawiam w cieplutkim wełnianym swetrze upolowanym w lumpeksie <3

    1. Anna

      Mnie też książka Asi przestawiła na nowe myślenie. A przede wszystkim dotarło do mnie, że nie stać mnie na tanie ubrania słabej jakości.

  7. Anna

    Hmm… zazwyczaj wejście do sklepu powoduje u mnie myśl: dlaczego tu jest tyle rzeczy, ale nie ma NICZEGO co chciałabym kupić? Wreszcie udało mi się zmobilizować i stworzyć fundusz zakupowy, dzięki czemu kaszmirowy sweter przestał być poza zasięgiem. Kupuję nie tyle sezonowo, co wedle potrzeb – tworzę listę rzeczy, których potrzebuję (druga para dżinsów to serio potrzeba, a nie zachcianka) i na spokojnie wyszukuję wszystko według planu. Nie do końca ma to związek z sezonem, bo wiele ubrań noszę przez cały rok, np. sukienki, które latem nosiłam solo, teraz wykorzystuję w połączeniu z ciepłym swetrem, rajstopami i zakolanówkami.
    Teraz i tak cały plan zakupowy szlag trafił, bo zamiast czarnych dżinsowych rurek muszę wyszukać spodnie ciążowe :)
    Ps.) Jak ktoś wie, gdzie można kupić sensowną wełnianą i niegryzącą czapkę to będę wdzięczna za podpowiedź.

    1. gotycka

      W nowej kolekcji Tchibo (tylko online) jest za 99 zł czapka 70% merino + 30% kaszmir. Fajne też widziałam na Dawandzie od Tenderside (śliczne rzeczy handmade).

    2. Benia

      Co do czapki – obserwuj stronę H&M, linię Premium. Kupiłam czapkę kaszmir + wełna, za 79.90 zł, jest ciepła i przyjemna. Obecnie jej chyba nie mają, ale może jeszcze wróci, wówczas polecam!

    3. Magda

      Kupiłam czapkę o składzie 90 % wełny i 10 % kaszmiru na piumo.pl. Kosztowała 59zł. Jest ciepła i baaaaardzo miła w dotyku

  8. lifestylover

    Coś w tym jest.. Sama jeszcze niedawno traktowałam zakupy jako formę rozrywki a do centrum handlowego wybierałam się na spacer jak do parku. Ale walczę z tym :) Moje zakupy nie są już tak.. kompulsywne

  9. Kasia

    Hej, ja jestem na etapie pozbywania się ubrań które juz mu się znudziły albo do niczego nie pasują lub są kiepskiej jakości i zawsze przegrywają z tymi milutkimi i wygodnymi. Po głębszej analizie okazuje się ze mam ich bardzo dużo a wcale tyle nie potrzebuje wiec na razie staram się kupować tylko niezbędne brakujące ubrania lub dodatki. U mnie kupowanie na przyszły sezon się nie sprawdza, za rok ubranie zwyczajnie może mi się nie podobać.

  10. Hrabina Weltmeister

    Coś mi się wydaje, że coraz mniej ludzi czerpie przyjemność z chodzenia po galeriach handlowych. W moim mieście została otwarta niedawno nowa, ogromna galeria. Było wokół niej mega dużo szumu. Gdyby to się działo 10 lat wcześniej zapewne byłabym pod ogromnym wrażeniem i chętnie spedzalabym w niej czas. Teraz dostaję alergii na myśl, że musiałabym iść na zakupy do tego kolosa i stracić dużo czasu na samo szukanie sprawdzonych sklepów. Moi znajomi są podobnego zdania. Zakupy ubraniowe robimy najczęściej przez internet, co też sprzyja sezonowemu kupowaniu, bo zazwyczaj szukamy w sieci konkretnej rzeczy i trudniej kupić coś, co po prostu wpadło nam w oko. Jestem ciekawa, czy też postrzegasz zakupy online jako bezpieczniejsze pod względem zakupowych pułapek niż galerie? A może Twoim zdaniem w necie też łatwo w taką pułapkę wpaść? 😊

    1. Style Digger Autor wpisu

      Posnania? Akurat byłam w Poznaniu i nie dałam rady dojechać na spotkanie, bo miasto było sparaliżowane. Coś strasznego! Zakupy online też są podstępne, nie wiem co bardziej, to chyba zależy od osoby.

  11. Ola

    Ostatnio zaczęłam racjonalnie kupować ubrania i buty. Nie biorę wszystkiego co w pierwszej chwili podoba, tylko dokładnie analizuje, czy będę miała do czego to ubrać, nie biorę już butów, byleby by były, tylko dokładnie zastanawiam się nad jakością wykonania i ceną, a także tym czy spełnią się w chodzeniu. W tym roku postanowiłam kupić nową zimową kurtkę, w aktualnej chodzę od 8 lat i już coraz bardziej widać na niej ślady znoszenia i buty na jesień. Z tych dwóch rzeczy kupiłam tylko kurtkę, gdyż żadne oglądane przez mnie buty nie podobały mi się na tyle, aby je kupić. Kurtkę kupiłam przypadkowo, choć zakup planowałam, nie spodziewałam się znaleźć jej tak szybko. Zakup butów odłożyłam na późniejszy termin, bo dni są coraz chłodniejsze, a ja jestem zmarzluch, więc coraz częściej ubieram swoje ocieplane trapery.

  12. Magdalena

    Ja zauważyłam u siebie coś co w jakiejś mierze wpisuje się w Twoje porady, a zatem…jak „nie mam” kasy (nie mam w sensie na różne ekscesy zakupowe) to 99% kolekcji w sklepach mi się podoba. Natomiast jak mam pieniądze i idę do sklepu z planem, żeby to czy tamto sobie kupić to okazuje się, że podoba mi się 1% rzeczy a dobrze wyglądam w 0,1% i w rezultacie nic albo prawie nic nie kupuję…
    i wszytko było by świetnie gdyby nie zakupy spontaniczne on line…Masz może jakieś sprawdzone sposoby na wyłączenie reklam na stronach? żeby torebka którą oglądałam w sklepie on line nie atakowała mnie za każdym razem jak uruchomię stronę www?

  13. Paulina

    Asiu, a jak sobie radzić z faktem, że mam ochotę żeby coś sobie kupić? I chodzi za mną chęć czegoś nowego? Nie zawsze przecież nowa rzecz jest potrzebna. Pozdrawiam!

    1. D

      Ja kupuje sobie wtedy coś co jest NOWE, ale nie jest ciuchem i co jest użyteczne. Nowa przyprawa, której nigdy nie próbowałam, nowy smak lodów albo czekolady, bilet na nowa wystawę w muzeum albo film w kinie, kosmetyk typu krem do rąk czy żel pod prysznic w nowym zapachu (jeśli dotychczasowy akurat się kończy) itd. Trzeba pamiętać ze zakupy to nie tylko ciuchy i odmawiając sobie kupowania odzieży nie odmawiamy sobie zakupów ogólnie. Jak dopada mnie myśl „dawno nic sobie nie kupiłam” to uświadamiam sobie ze przecież dziś kupiłam już owoce na 2gie śniadanie, bilet na autobus i wiele innych rzeczy i poczucie, że potrzebuje czegoś jeszcze znika.

  14. karolina

    dziewczyny,

    może nie w temacie aktualnego posta, ale myslę, że ogłoszenie może tu znalezc dobrą odbiorczynię, znalazłam sie w posiadaniu fajnego kaszmirowego sweterka w rozmiarze S – kolor chabrowy, niestety, ze względu na mój wzrost i dłuuugie kończyny,rękawy są przykrótkie, miałam go na sobie ze 2 razy, no ale te rekawy:) jesli któraś miałaby na niego ochotę to chętnie podeslę foty i odsprzedam za jakąś niewielką kwotę, po prawdzie to był prezent, no ale co ma leżeć:)

    pozdrawiam i góry dziekuję autorce za możliwośc publikacji:)

  15. Ania

    Od roku uczę się slow fashion w praktyce i od roku nie chodzę po galeriach. Mam swoją listę w exelu co mi brakuje na dany sezon. Nie chodzę po galeriach bo mnie to męczy a kiedyś była to dla mnie rozrywka na weekend. Mam po prostu na nie alergie. :)
    Kupuję tylko i wyłącznie przez internet w przetestowanych sklepach, tam mam od razu skład. Akryl i poliester odpadają. A w sklepach stacjonarnych nic innego nie widzę tylko ten poliester.
    Po roku mogę powiedzieć, że garderobę na jesień/zimę można odhaczyć. Brakuje mi raptem pojedynczych rzeczy na wiosnę i lato :)

  16. Pstramatrona

    Ja mam trochę inną taktykę. Bardzo nie lubię centrów handlowych i zakupów kiedy czegoś potrzebuje, stresuje mnie to strasznie i zazwyczaj działo się wtedy kiedy kompletnie nie miałam na to czasu. Kupuję więc wtedy kiedy akurat mam czas i jestem w okolicy mojego ulubionego ciuchlandu. Mam dobrze opracowane w głowie co lubie i co pasuje do mojej szafy i po prostu jak coś spełnia kryteria i jestem tym zauroczona i nie kosztuje więcej niż 10 zł to kupuję bez zastanowienia nawet jeśli to jest 24 marynarka.Dzięki temu mam dużo ubrań, które lubię i chyba nigdy nie będę zmuszona czegoś kupić na już. Nie ma tragedii jak coś mi się zniszczy, coś zgubię albo moja siostra wywiezie mi walizkę ubrań. Preferuję jakiś luz i swobodny przepływ przedmiotów, to pozwala mi na dystans do nich i nie myślenie o tym na codzień. To tak jak posiadanie wielkich gór książek pozwala unikać mi całych godzin biegania po bibliotekach żeby znaleść to czego potrzebuję do pracy. Minimalistyczna szafa skomponowana z wielką dyscypliną za ciężkie pieniądze wywoływała by we mnie wiele stresu i myślenia o rzeczach. Bałabym się coś zgubić, zniszczyć i każdy zakup obciążony byłby wielką odpowiedzialnością.

  17. wiola

    Hej, a ja nic nie dostałam, patrzę w spamie, też nie ma po prostu nic nie przyszło. Potwierdzić tez potwierdziłam mail… :((

  18. Ana @champagnegirlsabouttown

    Bardzo sie ciesze, ze poruszylas temat ochrony srodowiska. Niestety przemysl modowy, oprocz spozywczego- chodzi mi tutaj o produkcje miesa i wyrobow odzwierzecych, to najwieksi „zanieczyszczacze” planety. Naukowcy bija na alarm a ilosc toksyn wydzielanych do atmosfery nie maleje. W takim tempie dla naszych dzieci i wnukow nie zostanie nic.

  19. stayhappytoday

    Próbowałam sezonowych zakupów, i powiem szczerze – to właśnie one wpędzały mnie w istną psychozę zakupową. Przez trzy miesiące oczekiwania pomiędzy letnią a jesienną rundą zakupową myślałam o ciuchach naprawdę non stop: co kupię jak już wreszcie nadejdzie ten wyczekany dzień zakupów, co mi jest potrzebne, co by „dopełniło moją szafę”, ile pieniędzy jeszcze muszę odłożyć, czy nie wykupią mi do tego czasu tego czarnego sweterka, który tak bardzo mi się podoba…. W końcu poddałam się i wróciłam – przynajmniej częściowo – do starych nawyków. Nie chodzę do galerii handlowych dla hobby, staram się myśleć o szafie jako o całości i rozsądnie podchodzę do zakupów, ale jeżeli coś mi się w danym momencie spodoba, uważam, że jest mi potrzebne i stać mnie na to – po prostu kupuję. Oszczędza mi to wiele stresu, zastanawiania się i planowania. Widocznie na każdego działają inne sposoby :)

  20. Gosia

    Dawno temu, jeszcze w liceum, zauważyłam, że moja zimowa garderoba, to w zasadzie letnie ubrania + rajstopy i jakaś kurtka. Kilka kolejnych lat zajęło mi pogodzenie się i zaakceptowanie faktu, że żeby przetrwać zimę potrzebuję czegoś cieplejszego. A że 90% wszystkich ciuchów kupuję w lumpekasach, zaczynam się rozglądać już w pełni lata, kiedy nikt nie myśli o swetrach. DZIEWCZYNY, SPRAWDZAJCIE DZIAŁY MĘSKIE W CIUCHLANADCH, ŻEBY ZNALEŹĆ KASZMIROWE SWETRY. Przepiękne kaszmirowe i wełniane swetry, w każdym kolorze tęczy i idealnym stanie. Szczególnie polecam, jeżeli lubicie oversizowe ubrania. Często męskie kroje pasują idealnie. Przepraszam za krzykliwą czcionkę, ale chciałam, żeby ta wiadomość dotarła do jak najwięcej osób. Pamiętam kiedy sama odkryłam tę zależność, poczułam się jak królowa lumpeksów. Ba! Królowa życia, bo przecież przertwam każdą zimę w cieple i luksusowym komforcie za grosze :)

        1. pacynka

          A jednak wracam :P
          Jest opcja żeby mnie ręcznie dodać do newslettera na inny adres? W ogóle nie wiem czemu nie widzę opcji, wyłączyłam adblocka i w ogóle, a nadal nie widzę nic.. :/

  21. Marta

    Daleko mi od idei sezonowych zakupów. Jestem osobą, która zasadniczo nie lubi kupować ubrań. Po pierwsze, zakupy w galeriach nie mają dla mnie nic wspólnego z przyjemnością, po drugie, wydatek kilkuset złotych naraz budzi we mnie niesmak, mimo że zarabiam przyzwoite (nie mylić z: duże) pieniądze. Planuję więc zakupy, spisuję, co jest potrzebne i w jakim czasie, i staram się ograniczyć liczbę akcji zakupowych do minimum. Ale uzupełniam braki w miarę możliwości stopniowo. Nie wyobrażam sobie kupić jednego popołudnia 3 potrzebnych rzeczy – to się po prostu nie uda. Dlatego, na spokojnie, najpierw buty, potem spodnie czy szalik. Ostatnie dwa moje butowe zakupy (buty na ślub i jesienne botki) wyglądały tak, że zamówiłam kilka par przez internet i odesłałam te, które nie pasowały. Cóż za oszczędność czasu w porównaniu z chodzeniem po sklepach! Klimatu dzwoneczkowo-gwiazdkowego w sklepach nie cierpię, w listopadzie i grudniu najchętniej nie weszłabym do żadnej galerii, nawet do Rossmanna.;) Wykorzystuję też promocje, czemu nie. Sklepy działają w ten sposób, że w środku lata pojawiają się zimowe kurtki, a w środku zimy mamy powiew wiosny i przeceny zimowych butów i ciuchów. Nie mam problemu z kupieniem sobie czegoś posezonowego, co mi odpowiada, jest ładne i w pasującym do mnie kolorze, bo praktycznie nie myślę w kategoriach mody na coś. No i zazwyczaj zakup posłuży przez co najmniej pół aktualnego sezonu, skoro jest środek zimy albo lata. W sierpniu kupiłam w second handzie kaszmirowy sweterek i bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Od tego czasu nie byłam w second handzie, bo nie odwiedzam ich regularnie, a teraz nie muszę latać ze śmiercią w oczach, bo na gwałt potrzebuję jakiegoś kaszmiru. Kiedy mam pokusę, zastanawiam się, czy naprawdę potrzebuję kolejnego X, czy nie lepiej przeznaczyć kasę na Y. Albo trzymać na koncie. Ale zdarza się, że zobaczę coś wyjątkowego, a mój mąż zachęci do kupna, i się zdecyduję. Staram się też uważać na promowanie must have’ów, takich jak kaszmirowy sweter czy wełniany płaszcz. Oczywiście, że kaszmir jest super, ale czy naprawdę się teraz bez niego nie obejdę? Dobrze sobie sprawić ekstra wełniany płaszcz i za jakieś dwa sezony to zrobię, ale póki co donoszę to, co mam, skoro nie jest paskudne ani zniszczone i nie zamarzam mimo jeżdżenia zimą rowerem. Za to raczej już czas na sweter puchowy, który włożę pod obszerniejszy płaszczyk (bo taki akurat mam), a poza tym niezastąpiony w górskich wyprawach (lekki, pakowny i ciepły). Z drugiej strony wiem, jak irytują mnie wszystkie włóczkowe szaliki, jakie mam, poza bawełnianą chustą. Czas więc na zakup porządnego wełnianego szala, który nie jest kominem (przekonałam się, że nie lubię). No i spodnie oczywiście. ;)

  22. Karolina

    Chyba wspominałaś o tym w swojej 1. książce (jak nie to sorry, że mieszam), ale tak mi się nasunęło – skutecznym sposobem na omijanie sklepów jest znalezienie innych zainteresowań. Po prostu. Poszukać jakiegoś konkretnego zajęcia, które będzie nas absorbować do tego stopnia, że będziemy woleli się na niej skupić i jej poświęcić wolny czas a nie na shopping. Oczywiście mając jakąś pasję można wpaść w kolejny ciąg zakupowy (kupowanie gadżetów pod np. scrapbooking, ubrań sportowych itp.), to też trzeba mieć na uwadze.
    Dzięki za kolejny wartościowy wpis :)

  23. who cares

    czy wy naprawdę nie macie nic innego do roboty poza analizowaniem ubrań? nie, to nie jest ułatwianie sobie życia tylko zajmowanie się bzdurami. jeśli to są wasze problemy to nie mam pytań… teraz jest jakiś kryzys blogów, tematy są tworzone strasznie na siłę, mam wrażenie, że tematyka się wyczerpała… ja sobie od dzisiaj bardziej i skuteczniej zacznę ułatwiać życie i nie będę czytać tych bzdur na blogach lifestylowych.

    1. agnes

      wiesz co? mimo, ze lubie tego bloga jak i jego autorke to od dluzszego czasu przewijaja mi sie takie same mysli jak tobie. niestety ale mysle, ze ludzie powoli zatracają sens egzystencji i usilnie probuja go znalezc w czymkolwiek. w czasach wojennych bylo to samo przetrwanie, w prlu dązenie do jakichkolwiek dobr materialnych, kazdy drobiazg cieszyl i byl na wage zlota. potem przyszly tluste lata konsumpcjonizmu i odbicia sobie chudych lat a jak juz nastąpilo zachłysniecie sie konsumpcjonizmem i dostrzezeniem, ze i on nie ma sensu to ktos wymyslil minimalizm i slow fashion i takim oto sposobem znow zataczamy krąg do przedwojennych lat tylko tym razem z wyboru a nie „bo takie mamy czasy”.
      choc zgodze sie, ze nadmiar rzeczy jak i szmat w szafie potrafi przytłaczac bo sama tego doswiadczam, mimo to takie rozkladanie wszystkiego na czynniki pierwsze zakrawa mi o paranoje.

    2. Karolina

      Ale ten blog od początku był o ubraniach, tylko że skręcił w pewnym momencie w trochę inną stronę – takie wpisy to po prostu kontynuacja, także nie rozumiem zarzutu. Treści ‚lifestylowe’ zaczęły pojawiać się z czasem a nie jako główny motyw do założenia bloga.
      Są ludzie, którym takie metody pomagają a są tacy, którzy ich nie stosują bo nie muszą. Nikt tu nikogo nie zmusza do robienia tabelek, wykresów i analiz szafy, kupuj tak jak ci wygodnie, czytaj to co lubisz.

    3. Julia

      Mogłaś sobie wcześniej ułatwić życie i nie zamieszczać hejterskiego komentarza, ale widać musiałaś wyrzucić z siebie trochę jadu i skrytykować czytelniczki.

    4. Marta

      Zawsze mnie zastanawia to, że ludziom chce się wejść na stronę internetową, napisać w komentarzu: „nie podoba mi się” i wyjść. Ludzie, przecież to bezkresny internet, tu można czytać o wszystkim – jeśli się tylko lubi. To nie szkoła, że każdy musi przebrnąć przez „Krzyżaków”…
      A swoją drogą – szanowna Autorko powyższego komentarza – czy Ty nie masz większych problemów niż aktualny stan polskiej blogosfery i tematyka postów? Czy Ty nie masz naprawdę nic innego do roboty niż pisanie mało przyjemnych komentarzy na blogu o słów (ale jednak mimo wszystko) FASHION ? Pozdrawiam i życzę więcej pogody ducha.

  24. beata

    Pani Joanno piszę zeby pani podziękowac.Kilka tekstów z pani ksiazki weszło mi w pamieć i ułatwia zycie.
    ,, Najlepsza wersja mnie,, – rewelacyjnie pomaga w zakupach i porzadkuje garderobę.
    Zasada ze jesli jakas czynnośc zajmuje mi mniej niz minutę- sprawila ze nie mam balaganu dookola siebie.
    Nie ma to jak dyscyplina/ chocby elementarna.
    Mapowanie stylu- niezwykle pomocne , pozwala sie zatrzymac i zastanowic nad sobą.
    Zastanawiajace , że bez trudu mapuję własne kolekcje a nie przyszło mi do glowy żeby to zrobic dla siebie
    Aha i porada zeby szukac kaszmiru w meskim dziale- bezcenna. Dzis upolowalam kapitalny kardigan.
    Serdecznie pozdrawiam. Zyczę samych sukcesów
    Beata

  25. czytaj z ust

    Podziwiam Cię Joasiu :) Twoje wpisy są ciekawe (a często też wciągające!) i spójne. Nie jestem typową zwolenniczką slow fashion, ubieram się głównie w lumpeksach, a jednak lubię czytać Twojego bloga.
    Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!

  26. Julia

    Ja niestety nie umiem przestawić się na sezonowe zakupy bo jednak za bardzo lubię ubrania i generalnie cały ten proces kompletowanie jakiegoś nowego zestawu . Na szczęście nauczyłam się już podchodzić do tematu super rozsądnie i zanim coś do mnie trafi wymyślam milion powodów dlaczego NIE powinnam mieć danej rzeczy więc jak coś juz przejdzie tę ostrą selekcję, nie mam problemu zeby to dopasować do reszty która mam i noszę. Przez ten cały trend mimimalizmu wszystkim się wydaje że chodzi tu o to żeby miec jak najmniej rzeczy a sedno tkwi gdzie indziej. Ja mam całkiem sporo rzeczy, ale przez to że pracuje w biurze i nie lubię przez kilka dni pod rząd nakładać tego samego, wszystko jest u mnie w ciągłym obiegu i bardzo mi to pasuje. Mnie generalnie zakupy ułatwiają dwie wytyczne – czy dana rzecz pasuje do przynajmniej dwóch innych które już mam i czy mam ochotę załozyć to następnego dnia.

    1. Marta

      I tak trzymaj! Nie każdy pracuje w domu (jak ja) i może większość życia spędzać w dresie. Nie dajmy się zwariować żadnej modzie, nawet tej, która udaje, że nie nic wspólnego z modą.;) Ważne, żeby ubrania się nam przydawały – w tym sensie, w jakim sami to sobie określimy.

  27. Magdalena

    Zawsze znajde tu cos ciekawego do poczytania, jeszcze sie nie zawiodlam. Btw przydalby sie poradnik butow I kurtek na zime :-)

  28. Tentacle

    Kiedyś kiedyś słyszałam o drzewku zakupowym ale jakoś nie przyjrzałam się bliżej tej opcji. Teraz sama widzę, że im więcej mam pieniędzy tym więcej potrafię wydać, co nie zawsze jest wskazane. Szczególnie, że nie myślę o zakupach z wyprzedzeniem, a raczej robię je pod wpływem chwili. Takie drzewko zakupowe widzę, że będzie mogło mi teraz pomóc. Dzięki za inspirację – na pewno przetestuję już niebawem.

  29. Kasia

    Zapisałam się na newslettera, a nie otrzymałam drzewka zakupowego do wydrukowania, czy moge spodziewać się go w najbliższych dniach?

    1. Style Digger Autor wpisu

      Oo, dziwne, powinnaś dostać od razu w przekierowaniu z maila potwierdzającego zapis plus dziś wysłałam newsletter, w którym podlinkowałam drzewko jeszcze raz, w PS na końcu. A potwierdziłaś adres?

  30. Kasia

    Asiu, z ciekawości przeszłam przez całe Twoje drzewko i mam jedną uwagę – kierując się nim, nigdy nie kupiłabym ani jednego ubrania ;) Piszesz, że mogę coś kupić tylko wtedy, kiedy leży na mnie fantastycznie i czuję się w tym jak najlepsza wersja mnie – a co, jeśli takich ubrań po prostu nie ma (albo jest nim tylko dres)? Ze względu na moje specyficzne proporcje większość ubrań leży na mnie średnio, a niestety, w czymś chodzić trzeba, więc w końcu kupuję te spodnie, nawet jeśli trochę dziwnie się marszczą, a bluzka ma nieco za szeroki dekolt. Podziwiam Twoją bezkompromisowość, ale sama już się pogodziłam z faktem, że nigdy nie będę wyglądać jak spod igły.

      1. Kasia

        W prostych przypadkach już próbowałam i trochę pomaga, ale nie wszystko da się poprawić, no i to jednak kosztuje. A co do szycia na miarę, to nawet o tym myślę, oczywiście nie w kontekście całej garderoby ;) Moim marzeniem jest koszula szyta na miarę, bo bluzki koszulowe to chyba moja największa porażka, nie udało mi się jeszcze kupić ani jednej, która leżałaby sensownie, ale nie mam zaufania do „zwykłej” krawcowej, że będzie mi w stanie uszyć naprawdę elegancką koszulę, wolałabym znaleźć krawca-specjalistę. Dla mężczyzn widziałam już kilku, ale dla kobiet nie znajduję nic, czy to w Krakowie, czy nawet gdzieś indziej w Polsce. Inne dziewczyny widać bez problemu mogą nosić sklepowe koszule ;)

  31. Magda

    Wszystko super, ciekawy post, ale JAK ja mam się zapisac do tego newslettera? Szukam i szukam i nigdzie nie widze informacji…..

      1. Magda

        No tak z tym że ja nie widzę żadnego formularza. Na końcu posta jest jakas reklama, potem podobne posty i komentarze. Na pasku bocznym tez nie widzę czegos takiego jak formularz. Gdzi edokladnie to powinno być? W jakie sprzeglądarce powinnam to otworzyc (uzywam Mozilli)?

            1. Magda

              Sprawdziłam tez w Internet Explorer i nic. Czy tylko ja mam taki problem że mi sie to nie wyświetla?
              Czekam na newsletter:)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *