#MyFirst7Jobs, czyli co robiłam, zanim zaczęłam blogować

koszula-nocna-zapinana-na-guziki-s

na zdjęciu mam na sobie koszulę nocną w ptaszki, która właśnie pojawiła się w Lunaby

Nadrabiając to, co mnie w sieci ominęło podczas wakacji, trafiłam na tag #myfirst7jobs, w którym ludzie opowiadają o swoich pierwszych pracach – jak zresztą sama nazwa wskazuje. Aż podskoczyłam na krześle i natychmiast pożałowałam, że to nie ja wpadłam na ten pomysł.

Tag jest naprawdę fajny, bo pozwala nam dowiedzieć się czegoś nowego nawet o osobach, które dobrze już znamy. Pokazuje też, że nikt nie urodził się z pakietem umiejętności potrzebnych w dorosłym życiu i że do tego samego celu można docierać różnymi drogami. Oraz że każdy czasem bywa ofermą, zwłaszcza w młodym wieku.

Biorę udział w zabawie i opowiem Wam dzisiaj, jak wyglądały moje pierwsze prace. Nie było ich dużo więcej. Dość szybko zaczęłam zarabiać na tym, czym zajmuję się do tej pory. Ale spokojnie, mam też w zanadrzu kilka nietypowych zajęć.


Instruktor narciarstwa


Nauczyłam się jeździć na nartach jako bardzo małe dziecko, a kiedy miałam siedem lat, rodzice zapisali mnie do klubu sportowego. Przez dziesięć lat prawie codziennie chodziłam na treningi, co sezon startowałam w ogólnopolskich zawodach. Rytm roku, dla moich rówieśników wyznaczany przez święta czy wakacje, mnie dyktowały liczne wyjazdy. Już sam ten okres pozwolił mi nabyć wiele dziwacznych umiejętności – potrafię na przykład pływać na jednej narcie wodnej.

Kiedy zdecydowałam się pójść do normalnego liceum, zamiast do szkoły sportowej, zaczęłam się zastanawiać, co mogę z nimi zrobić, skoro poświęciłam na ich zdobycie tyle czasu. Postanowiłam zdać egzamin na pomocnika instruktora. Zdałam, a rok później, w pierwszej albo w drugiej klasie liceum, zaprzyjaźniona szkoła narciarstwa zatrudniła mnie do uczenia maluchów podczas ferii zimowych.

Pamiętam, że wstydziłam się zapytać, ile mi zapłacą – bo żadnej umowy oczywiście nie miałam. Nie pamiętam, ile wyszło, ale chyba w okolicach trzystu złotych za tydzień.

 


Kelnerka w barze


Moja koleżanka Gosia (właśnie z klubu sportowego z poprzedniego punktu, teraz ma swoją markę odzieżową) wyjechała w liceum do szkoły w Cambridge. Też tak chciałam, udało mi się namówić rodziców i porzuciłam swoje liceum, żeby kontynuować naukę w Anglii i zdawać międzynarodową maturę.

Szkoła była darmowa, ale mieszkanie w Anglii, nawet u host rodziny w niewielkiej miejscowości pod Cambridge, było kosztowne. Zatrudniłam się więc w miejscu, w którym pracowało wiele osób z mojej szkoły – w przydrożnym, sieciowym hotelu.

Zostałam przydzielona do baru, w którym goście mogli zamawiać drinki, ale też szybkie dania, jak hamburgery czy frytki. Nie jestem pewna, po co ktoś w ogóle mnie tam zatrudnił. Nie miałam skończonych 18 lat i nie wolno było mi wchodzić za bar, co trochę utrudnia pracę w barze. Nosiłam więc z rzadka zamawiane dania, wymieniałam popielniczki, ustawiałam krzesła i zastanawiałam się, co jeszcze mogę zrobić, żeby nie umrzeć z nudów.

Najlepiej zapamiętałam scones z masłem i dżemem, które jadłam na przerwie, klienta, któremu urodziło się dziecko, w związku z czym dał mi kilkadziesiąt funtów napiwku i menadżera z Indii, którego bardzo trudno mi było zrozumieć, ale wstydziłam się dopytać.

Zdarzyło mi się też potknąć i wywalić na podłogę górne warstwy hamburgera, którego komuś niosłam. Wróciłam do kuchni, ale kucharz powiedział mi, że już zamykają, nie może mi zrobić nowego, więc najlepiej żebym poskładała go w całość i zaniosła do stolika, bo inaczej wszyscy będziemy mieli problemy. I ja, zbyt spanikowana, żeby się postawić, zaniosłam jakiemuś biednemu człowiekowi tego hamburgera.

W końcu jednak doszłam do wniosku, że nie odpowiada mi ani atmosfera, ani niski poziom nauczania w szkole i wróciłam do Polski, kończąc tym samym swoją barową karierę.


Stylizacja sesji zdjęciowych


Anita Suchocka vel Aife i Ania Pińkowska vel Villk działały kiedyś w fotograficznym duecie, nazywał się Bubble Factory. W swojej ofercie miały też sesje indywidualne i pomagałam im ubierać klientki do zdjęć. Na kilka tygodni przeprowadziłam się nawet w tym celu do Wrocławia.

Mieszkałyśmy w maleńkim mieszkanku w murowanej kamienicy. Spałam na materacu – dobrze to pamiętam, bo koty Ani i Anity lubiły sobie na nim urządzać gonitwy o piątej rano. W mieszkaniu nie było internetu, a nie były to czasy internetu mobilnego, więc spędzałyśmy czas, oglądając wszystkie odcinki Seksu w Wielkim Mieście. Pamiętam też, że żywiłam się czekoladkami z ryżem preparowanym, które kupowałam w osiedlowej Biedronce.

Nie zarabiałyśmy fortuny, ale bardzo fajnie ten czas wspominam. Nauczyłam się też, że babranie się z dużą ilością ubrań jest dla mnie niesamowicie męczące. Co nie przeszkodziło mi zająć się kolejną rzeczą na liście.

7jobs4

ciężko pracujemy w Klubie Lotnika „Śmigiełko” w Jeleniej Górze <3

PS Przypomniało mi się, że parę lat później robiłam też stylizacje dla kilku sesji produktowych Celapiu, robiłam też dla nich zdjęcia – ale o tym będzie później.


Kostiumy w serialu dla nastolatek


Kiedy mieszkałam we Wrocławiu, dostałam maila od dziewczyny z jednej z warszawskich firm produkcyjnych. Szykowali się do kręcenia serialu, promującego nowe perfumy Avril Lavigne i potrzebowali kogoś, kto zajmie się kostiumami. Ochoczo się zgodziłam, nie przejmując się faktem, że tak naprawdę nie wiem o tym fachu za dużo.

Budżet był bardzo mały, pamiętam że zrobiłam rajd taksówką po Warszawie, część ubrań wypożyczając z showroomów, część kupując w second handach. Trochę je też przerabiałam, różowa spódnica, którą widzicie na blond bohaterce poniżej (była czarnym charakterem!), została w stylu rozpaczliwym uszyta z sukienki. A jak się dobrze przypatrzycie, to zobaczycie że miałam w tym odcinku swoją mini-rólkę.

Zdjęcia trwały tydzień, pracowaliśmy od rana do nocy, śpiąc na materacach w czyimś mieszkaniu. Pamiętam, że byłam bardzo zdziwiona, że serialu nie kręci się chronologicznie, ale zgodnie z lokacjami – najpierw wszystko w studiu nagraniowym, potem wszystko w mieszkaniu X, potem w domu Y i tak dalej.

Do moich obowiązków należało nie tylko wybranie strojów dla aktorów i aktorek, ale też dokumentowanie, co kto kiedy miał na sobie, tak żeby się wszystko zgadzało. Pamiętam, że przy okazji jakiejś przerwy postanowiłam wyprasować koszulę, którą miał na sobie jeden z aktorów, bo wydawała mi się trochę pomięta. Przyłożyłam do niej gorące żelazko i w ten właśnie sposób dowiedziałam się, że są syntetyczne materiały, których w ogóle się nie prasuje, a już na pewno nie w takiej temperaturze. Dziura wielkości żelazka była mocno problematyczna, bo koszula grała już w poprzedniej scenie, więc siłą rzeczy musiała grać w następnej. Sprawę rozwiązała narzucona na koszulę skórzana kurtka – trzeba było dopisać ten gest do scenariusza.

Nie była to najambitniejsza produkcja, ale miała sporą oglądalność, pojawiła się w nim też Sylwia Gliwa – pamiętam, że byłam strasznie zestresowana przy przymiarkach i strasznie nie chciałam, żeby się zorientowała, że robię to pierwszy raz. Serial był emitowany w portalach Agory – na Kotku i chyba też na Luli.

To było naprawdę ciekawe doświadczenie, ale nauczyłam się przede wszystkim tego, że góry ciuchów w niebieskich torbach z Ikei to dla mnie koszmar. Za zarobione pieniądze kupiłam sobie skórzane kozaki z River Island, w których chodzę do dziś.


Robienie zdjęć


Nigdy nie ogłaszałam swoich usług fotograficznych, więc wszystkie zarobione pieniądze trafiły do mnie dzięki zleceniom znajomych – komuś przypomniało się w potrzebie, że mam porządny aparat i robię niezłe zdjęcia.

Robiłam zdjęcia na przykład uroczym włóczkowym akcesoriom Celapiu (moje zdjęcia są np tu i tu) albo wnętrzom zaprzyjaźnionego hotelu. Za każdym razem odkładałam zajęcie się obróbką tak bardzo, jak to było możliwe. Nauczyłam się wtedy, że robienie zdjęć na czyjeś zlecenie (a tym bardziej ich obrabianie!) nie sprawia mi frajdy.

leia

halloweenowa sesja z Nedą, moją koleżanką z uczelni w Londynie


Staż w agencji prognozowania trendów


Między licencjatem na UJ a magisterką w Londynie zrobiłam jeszcze studia podyplomowe w Warszawie, na nieistniejącym już kierunku Prognozowanie trendów w obszarach mody i designu. Trend forecasting wydawał mi się bardzo ciekawą dziedziną, więc jak tylko przeprowadziłam się do Londynu, zaczęłam się rozglądać za stażem.

Okazało się, że stażystów szuka prestiżowa agencja The Future Laboratory, która specjalizuje się w prognozowaniu trendów z zakresu designu, jedzenia i dóbr luksusowych. Do ich klientów należały takie marki jak Sony czy Chanel.

To było naprawdę ciekawe doświadczenie. Pracowałam w pięknej kamienicy w hipsterskiej części Londynu, z wewnętrznymi ogrodami i leżakami na dachu. Niemal co tydzień odbywały się u nas eventy networkingowe, którym towarzyszyły takie atrakcje, jak pokaz gotowania molekularnego czy instalacje ze światła i dźwięku. Wszyscy pracownicy musieli występować w idealnie odprasowanych, białych kitlach (laboratory, heloł!). W ogóle przywiązywano ogromną wagę do brandingu, wygląd biura naprawdę robił wrażenie, już na wejściu atakowała gościa wielka drukarka 3D – co prawda nikt nie umiał z niej korzystać, ale zadanie reprezentacyjno-onieśmielające spełniała doskonale.

aaa

Ładowałam artykuły na stronę i dobierałam do nich ilustracje, czasem pisałam teksty albo robiłam zdjęcia, wysłałam dziesiątki potwierdzeń przybycia na zaproszenia z Fashion Weeka, wyszukiwałam artykuły o innowacjach i influencerach (tu miałam przewagę nad resztą zespołu, bo mogłam czytać też po polsku), które potem opisywaliśmy na różnych platformach, słowem – robiłam mnóstwo różnych rzeczy.

Nie do końca byłam przekonana do słuszności stosowanej przez nich metodologii, nie chciałam też zostawać dłużej w Londynie, więc mimo propozycji przedłużenia naszej współpracy zrezygnowałam. Nauczyłam się też wtedy, że tradycyjny tryb pracy, codziennie w określonych godzinach, bez wyjątków, jest nie dla mnie i jeśli tylko będę mogła, będę się starała go unikać.


Blogowanie


Tak naprawdę blogować zaczęłam równolegle z poprzednimi „pracami”, co więcej, pozycje 3, 4, 5 i 6 wyniknęły z mojego blogowania. Pamiętam, że pierwsze pieniądze zarobiłam na bannerach reklamowych, które wykupywała na wszystkich większych szafiarskich blogach nieistniejąca już agencja, w rzadko dziś stosowanym modelu flat fee – było to gdzieś w okolicach 2009 roku, nie wiem, czy przypadkiem nie w 2008.

Od kilku lat bez problemu się z blogowania utrzymuję i nie mogłabym sobie wyobrazić lepszej pracy. To jak mój własny magazyn, w którym publikuję co chcę i jak chcę, a do tego mam bezpośredni i osobisty kontakt z czytelnikami. Nie zamieniłabym tego na posadę w tradycyjnych mediach.

2008

Tak wyglądał mój blog w 2008 roku. Mam na sobie te same buty, co w ostatnim poście! Bluzka i spodnie też w sumie podobne.

 


 

No i mamy siedem. Strasznie jestem ciekawa, jak wyglądały Wasze pierwsze prace, koniecznie dajcie znać! To też fajny temat do rozmowy, pozwala poznać kogoś lepiej i ominąć nudny small talk. Jest spora szansa, że usłyszymy mnóstwo inspirujących, albo bardzo śmiesznych historii.

 

 

 

 

 

 

46 comments

+ Napisz odpowiedź
    1. Style Digger Autor wpisu

      Dla mnie właśnie to jest fajne w tym tagu, że pokazuje różnorodność:) Większość z nich wynikała z blogowania – zaczęłam to robić w liceum. I pojawiły się po pierwsze ciekawsze dla mnie opcje, po drugie zwykle bardziej korzystne finansowo, więc nie miałam potrzeby szukać takich klasycznych, studenckich zajęć.

      Tylko trzeba pamiętać, że blogów było wtedy mniej, no i nie musiałam się nigdy martwić, że nie będę miała za co żyć i gdzie mieszkać w kolejnym miesiącu, to na pewno zwiększa poczucie bezpieczeństwa i zachęca do próbowania niestandardowych ścieżek.

  1. Natalia

    Faktycznie, bardzo różnorodne :) ale wiele z nich to naprawdę fajne, artystyczne przedsięwzięcia :) też planowałam ten tag u siebie, ale jakoś mi to uciekło :) w sumie dobrze, że o nim przypomniałaś ;)

  2. Rossie

    Mnie ten tag trochę dołuje, bo nawet nie jestem w stanie wymienić 7 prac już nie mówiąc o tym żeby było o nich coś ciekawego do opowiedzenia. Może tylko tyle, że za pierwsze zarobione (na taśmie) pieniądze kupiłam sobie… łóżko :D

  3. Kasia

    Przypomniałaś mi, jak bardzo kiedyś szalałam za Avril, jestem lekko zażenowana ;)
    Pamiętam, jak dodałaś sesję z Nedą, zachwycałam się zdjęciami wtedy i zachwycam się teraz! Dziewczyna jest śliczna, a zdjęcia wyglądają, jakby robienie jednak sprawiało ci przyjemność :D

  4. Marsenka

    Bardzo ciekawy i inspirujący artukuł! Też miałam wiele, wiele prac i też życzyłabym sobie, abym mogła się utrzymać z blogowania, jednak póki co wydaje się to być nieosiągalne :).
    Życzę powodzenia i zapraszam w wolnej chwili do odwiedzenia Marsenki!
    Miłego dnia;)
    Marta

  5. ania

    1. pilnowanie malych kuzynow, zbieranie truskawek na targ, obieranie fasolki, zamiatanie kuchni: oczywiscie u babci na wakacjach ;)
    2. zbieranie kwiatow i ich sprzedaz (duza firma)
    3. Tlumacz z francuskiego
    4. barmanka w dyskotece
    5. kasa i punkt informacyjny na wystawie malarskiej
    6 czujka nocna w domu dla psychicznie chorych
    7. Praca obecna: szkoleniowiec

  6. Kasia

    Moją najbarzdiej oryginalną pracą była letnia praca przy wykopaliskach. Byłam kimś w rodzaju asystentki archeologa. Zanim zaczęłam wydawało mi się, że zostanę drugim Indianą Jones. Jednak bardzo szybko okazało się, że praca a) nie jest tak ekscytująca jak myślałam b) wymaga wielgodzinnego biegania z łopatą i poziomicą, bo szczerym polu i wstawania o 4 rano, co dla mnie osobiście było koszmarem. Przez dwa miesiące kopania, znaleźliśmy głównie śmieci, dużo szkła i trochę ceramiki z początku XX w.

  7. Miśka

    Niesamowite ilw fajnych rzeczy robiłaś. Nie spodziewałam się ;) zazdroszczę Ci odwagi do wyjazdu za granicę już na poziomie liceum. Ja niestety jestem zbyt mało pewna siebie i nawet na studiach ominął mnie Erasmus.

  8. Magdowi

    Ja mogłabym wymienić jednorazowe akcje w roli hostessy (raz w stroju ludowym wypożyczonym z jednego z łódzkich teatrów), pomocy kuchennej w zastępstwie za koleżankę, cięcie folijek w małej fabryce etykiet itp. Moją pierwszą bardziej sensowną próbą zarabiania pieniędzy było robienie makijaży. Zleceń niestety było niewiele. Potem pracowałam w małym sklepie z kosmetykami i chemią, a już na emigracji w Burger Kingu i w optyku (gdzie jestem do tej pory). Najoryginalniejszym doświadczeniem było statystowanie w filmie i serialu „Pierwszy Milion”. Zajęcie to polegało głównie na czekaniu, aż coś się wreszcie wydarzy. Ale spotkałam przy tym kilka znanych osób. Można mnie zobaczyć w scenie kręconej w pubie przy Piotrkowskiej. Bohater grany przez Szymona Bobrowskiego wyciąga mi spod pupy krzesło, wskakuje na nie i proponuje wszystkim drinki. Będę miała co wnukom pokazywać, he he ;)

  9. Żaneta

    Świetny tag i bardzo ciekawe stanowiska. Te wpisy pozwalają odczarować trochę „mit wymarzonej pracy tuż po studiach” oraz pokazują, że każde stanowisko może nam pomóc nowe, przydatne później umiejętności. Moje #first7jobs ma się następująco:
    1) zbieranie truskawek na rodzinnej plantacji i sprzedawanie ich na targu oraz bezpośrednio warzywniakom
    2) praca w restauracji: zaopatrzeniowiec -> zmywak -> kelnerka -> kierownik sali
    3) asystentka w kancelarii prawnej
    4) animator i opiekun kolonii
    5) organizator i koordynator festiwalu filmowego
    6) animator i opiekun w ośrodku integracyjnym we Włoszech
    7) affiliate manager w Hiszpanii

  10. p

    Kurczaki, to się nazywają kreatywne stanowiska! U mnie powoli od niani, sprzedawcy i listonosza po bankiera.
    Przy okazji tematu pracy chciałabym Cię poprosić o stworzenie przewodnika zakupowego po damskich koszulach biznesowych. Szukanie porządnej białej koszuli w sieciówkach jest jak szukanie igły w stogu siana. Znalazłam ostatnio fajną koszulę w Massimo Dutti i mam wrażenie, że pozostaje mi kupić jeszcze pięć dokładnie takich samych…
    P.S. mieszkam za granicą i nie mam dostępu do polskich marek :(

    1. Magda

      Podpisuję się pod prośbą! Ostatnio widziałam całkiem spoko w Wolczance, kupiłam tam białą jedwabną koszulową bluzkę, ale na jeszcze jedną koszulę szkoda mi było kasy…

  11. Dominika

    Zabieram się za napisanie posta z tym tagiem, bo również bardzo mi sie podoba:)
    Ja swoją karierę zawodową zaczynałam jako sprzedawczyni w sklepiku szkolnym, otoczona przez żelki, lizaki, lody i precle:)
    Jednym z moich najciekawszych zajęć była praca jako pilot wycieczek i rezydent biura podróży.
    No a teraz tkwię w korpo…

  12. Kasia

    Twoja ścieżka kariery jest bardzo ciekawa :) u mnienwygladalo to tak:
    1. Call Center – koszmar, od tamtej pory boję się telefonowac
    2. Praca w fabryce Inglota w Przemyslu – przeokropne nudy i ohydne czepki i klapki
    3. Sprzedawca
    4. Manager sklepu – po tych dwoch stanowiskach znienawidzilam galerie handlowe i kupuje tylko online
    5. Marketing w jednej z firm z Berlinie – obecnie i pewnie zostanę na dłużej.

    A z wyksztalcenia jestem nauczycielka, wiec poszlam w zupelnie innym kierunku :)

    1. A

      Ooo, nie wiedziałam, że zdawałaś międzynarodową maturę :) Mogłabyś opowiedzieć o swoich wrażeniach? Ja jestem właśnie w klasie maturalnej IB i muszę przyznać, że to była jedna z lepszych decyzji, mimo tego, że jest dość ciężko. Pozdrawiam!

          1. G.

            Rok temu skończyłam IB w polskiej szkole i moim zdaniem poziom nauczania nie jest niski. Powiedziałabym nawet, że wyższy niż w programie polskim ale to może zależy od szkoły :)

            Przy okazji coś zupełnie niezwiązanego z tematem – jestem w trakcie czytania Twojej drugiej książki, Slow Life. Profil na Instagramie oraz stronę Roślinne porady prowadzi mężczyzna, Sebastian Kulis. Domyślam się, że już nie możesz wprowadzić zmian w książce, mimo wszystko chciałam Cię uświadomić (i inne czytelniczki) :)

            1. Style Digger Autor wpisu

              To na pewno zależy od szkoły, w tamtej był niski i o tym właśnie napisałam:) A o błędzie wiem, w drugim wydaniu już jest poprawiony:) Dzięki!

  13. Mała Mi

    1. Pomoc na polu namiotowym: przynieś, podaj, pozamiataj
    2. Sprzedawca w kiosku (wszystkie gazety przeczytane od deski do deski :))
    3. Pomoc nauczyciela w przedszkolu
    4. Rozdawanie magazynów KMAG
    5. Montowanie i czyszczenie stojaków z pleksi xD
    6. Sprzedawca w „CCCudnym” sklepie z butami
    7. Asystentka kierownika działu handlowego (oby jak najdluzej :))

  14. Pati

    Czytam Cię od pierwszego wpisu! Nie wiedziałam, że już tak długo! Ale fajnie było dowiedzieć się czegoś „nowego” o Tobie. Trzymaj ten świetny poziom :)

  15. al

    Bubble factory!!! ochh takie czasy! Bardzo było mi smutno, kiedy ich blog umarł i do dziś, chyba nie mogę się przyzwyczaić do ich osobnych karier ;(

  16. Pat

    Wspolpraca z Bubble Factory (Dziewczyny przyjęły kiedyś zaproszenie na pokaz mody, który organizowaliśmy:) brzmi fantastycznie, troche jak nieustające babskie kolonie;)

  17. zadbanazawodowo

    Akcja #myfirst7jobs jest genialną możliwością na utożsamianie się z doświadczeniami swoich ulubieńców. Dzięki czemu utwierdzamy się w przekonaniu, że przy naszym zaangażowaniu i pragnieniu ‚czegoś więcej’ (niejednokrotnie niewiedząc jeszcze czego) możemy osiągnąć wszystko, być kim chcemy! Świetny wpis :) zapraszam do siebie na #myfirst7jobs

  18. AGA

    Zaskoczyło mnie to że tak po prostu zmieniałaś pracę i szybko orientowałaś się co jest dla Ciebie lub nie. Mi to zajęło duuuużo więcej czasu, byłam trochę takim niewolnikiem super prac / prestiż, niby fajny zawód,/ pracowałam w wydawnictwach prasowych. Ja dość późno wpadłam na to że stała godziny pracy i chodzenie do pracy to nie dla mnie, mam artystyczne wykształcenie. Teraz jest tak jak chcę i dalej się doskonale w tym żeby robić tylko to co lubię :) i jeszcze żeby mi ludzie za to płacili :) Bardzo fajny post ! pozdrawiam Aga

  19. S

    Już się wywnętrzałam na którymś z blogów o moich pracach, więc tutaj sobie daruję ;)
    Ale chciałam wspomnieć o jednej rzeczy związanej z Lunaby (już dawno miałam to zrobić, ale ciągle wylatywało mi to z głowy) – o okularach / opasce do spania. Polecam zobaczyć jak są zrobione okularki z rossmanna. Mają taka zakładkę na nosek, dzięki czemu bardzo dobrze przylegają + dwie gumki do regulacji. W moim przypadku jest to zbawienne, bo mam nie domykające się powieki i spanie w okularkach nie jest fanaberią, ale koniecznością. Rossmannowe są jedynymi, w których mogę spać, bo reszta nie układa się tak dobrze. To tak na marginesie, jakbyście poszukiwali nowych wzorów (choć pewnie jestem w mniejszości mającej takie problemy ;) Pozdrawiam!

    1. Aśka

      to prawda z tą opaską. Już chyba ktoś pisał kiedyś że przydałyby się dwie gumki w opasce, to coś na nos też jest dobre, i te opaski do spania z Rossmana rzeczywiście tak mają. Dwie gumki na pewno lepiej się trzymają niż jedna, choć i tak potrafią mi się w trakcie snu zsunąć z głowy jeśli dobrze nie wyreguluje pasków. pozdrawiam

  20. Asia

    U mnie zaczęło się w gimnazjum – wystartowałam jako konsultantka firmy kosmetycznej na A… Była na to jakaś moda, połowa dziewczyn w klasie biegała z katalogami. Pracowałam w ten sposób mniej więcej do końca liceum. Do tego praca na nocki w fabryce płyt dvd – od czasu do czasu, ale całkiem nieźle płacili. Potem w wakacje w trakcie studiów pracowałam przy kontrolach wniosków o dopłaty bezpośrednie. Zaczęłam jako szumnie brzmiący inspektor terenowy (bieganie po polach z taśmą, GPS i aparatem, do tego stosy dokumentacji), w kolejnych latach awansowałam na „sprawdzacza” innych pracowników. Na studiach robiłam jeszcze biżuterię, a potem już praca w zawodzie. Zawsze się śmieję, że moje wcześniejsze zajęcia na pewno nie nadają się do wpisania w CV.

  21. Ola by Design

    Jak mogła mnie ominąć współpraca z Bubble Factory?? Ah te czasy gdy nie miałam stałego łącza w domu i czytałam Aifowy u siostry, która już miała neostradę!
    Fajnie, że masz tak różnorodne doświadczenia ;)

  22. Dorota

    a dzięki Twojemu stażowi w tfl w ogóle usłyszałam o tej firmie i też spędziłam u nich ŚWIETNY miesiąc :) choć pamietam, ze pisałaś cos o super muzyce, a moje biuro (sales) cały czas słuchało top40 uk czyli justina biebera i seleny gomez. jak to wchodzi do głowy!! :D pozdrawiam :)

  23. Ana @Champagnegirlsabouttown.co.uk

    Mysle i mysle ale 7 chyba jednak u mnie nie bylo :) Moja pierwsza praca, mycie szyb na stacji benzynowej, zakonczyla sie kiedy moj tato przyjechal po mnie pod koniec dnia no i spotkal mnie z cygarem za budynkiem :) I to byl koniec mojej kariery w tej branzy. Potem jeszcze pracowalam w pubie w Londynie ale strasznie mnie denerwowalo glupie gadanie pijanych Anglikow wiec znalazlam prace w kancelarii i reszta, jak to mowia jest historia :)
    Ana
    http://www.champagnegirlsabouttown.co.uk

  24. Beata

    Świetny pomysł na post!:) Też sobie zrobilam podsumowanie prac i z niedowierzaniem patrze a tu rzeczywiście 7 się uzbierało. Teraz jeszcze doszła mi 8. Ja prace raczej dobierałam profilowo, więc w jakiś sposób wszystkie związane są z pedagogiką.
    1.korki z ang
    2.Au pair
    3.Stażysta PR w NGO związanej z dziećmi
    4.Wychowawca i nauczyciel na koloniach
    5.Lokalny przedstawiciel Cultural Care Au pair
    6.Nauczyciel ang i wychowawca w szkole podstawowej
    7.Lektor w szkole językowej
    8.dwujęzyczny nauczyciel plastyki

    Pozdrawiam serdecznie jako wierna czytelniczka (bodajże od 2008/9 r.), którą zawsze inspirujesz. A do kupna Twojej ostatniej książki zachęcam wszystkie koleżanki, a jednej nawet podarowałam egzemplarz.:)

  25. pstramatrona

    Uwielbiam tą serię notek ostatnio! Też mam za sobą pracę z modą i uznałam, że to nie to. Może napiszę.
    1. Praca w księgarni/ papierniczym/ zabawkowym sklepie. Od 8 roku życia do dziś pracuje tam większość wakacji gdyż sklepy są mojego taty a w wakacje jest sezon na szkolne rzeczy. Przez tą pracę nie doświadczyłam sezonowych prac wakacyjnych jak moi koledzy, bo po prostu nie miałam nigdy na to czasu, ale sprzedawanie zeszycików i piórnoczków jest urocze no i można odłożyć sobie najładniejsze.
    2. Zbieranie malin- również od małego dziecka do jakiegoś gimnazjum przez pierwsze pół wakacji. Babcia miała plantacje. Największym profitem z tej pracy jest piękna opalenizna, której ja niestety nigdy nie miałam bo moja skóra jest raczej buraczana.
    3. Projektantka mody- swoją przygodę z modą zaczełam na studiach. Moje przedsięwzięcie było jednoosobowe sama projektowałam, szyłam, sprzedawałam w Internecie, promowałam, jeździłam na targi i pokazy. To był bardzo intensywny okres mojego życia, z jednej strony byłam przeciążona stresem i ewidentnie sobie nie radziłam no i nigdy nie czułam się tak mała, gruba, brzydka i ze wsi jak na tych modowych ewentach. Z drugiej strony były momenty absolutnej euforii w takich chwilach jak mój pierwszy pokaz, albo kiedy Antkowiak powiedział mi, że moje projekty są dobre. Ostatecznie zrozumiałam, że jest to zupełnie nie dla mnie pod kontem organizacji i mogę to robić tylko jeśli będę miała pieniądze na zatrudnienie pracowników, no i że mogę to robić od czasu do czasu ale nie poświęcę temu życia.
    4. Granie w reklamie pizzy. Tańczyłam z panem przebranym za pizzę pod tęczą w Warszawie.
    5. Kontrola jakości sklepów. To była bardzo fajna praca dopóki nie dowalili mi banków do kontrolowania. Wszelkie numerki zjadają mi duszę.
    6. Recepcjonistka w małym hoteliku. Najfajniejsza praca dorywcza jaką miałam. Siedziałam sobie 12 godzin na nocnej zmianie i robiłam rzeczy, które i tak musiałam zrobić do szkoły słuchając audiobooków. W sumie to było bardzo niebezpieczne, bo byłam tam sama a hotel w bardzo niedobrej dzielnicy ale wtedy jakoś nie przyszło mi to do głowy.
    7. Wyszło mi tak jak Tobie! Moja ostatnia praca to moja obecna, idealna i mam nadzieję (bardzo realną) że już na zawsze, w dodatku wymarzona od wielu wielu lat. Jestem reżyserką i scenografką i wciąż nie mogę uwierzyć, że się udało!

  26. Aleksandra

    O kurcze niski poziom w Cambridge?! Możesz napisać post o studiowaniu za granicą? Co studiowałaś? Co dało Ci życie w Anglii? Dlaczego wrocilas? Perspektywy musiały być dobre chyba?

    1. Style Digger Autor wpisu

      Ale nie na uniwersytecie w Cambridge, tylko w podmiejskim liceum – to nie były studia, tylko liceum. Studiowałam parę lat później w Londynie, ale tylko studia magisterskie.

  27. eVita

    No no … jestem pod wrażeniem. Chętnie pokażę moim podopiecznym, że „znane blogerki” się tymi blogerkami nie urodziły, tylko szukały przez lata swojej drogi zawodowej.
    Fakt tylu zajęć świadczy o elastyczności, odwadze (nie boisz się zmian) i pracowitości.
    Ja całe życie wykonuję ten sam zawód, ale go szczerze kocham.

    Pozdrawiam
    eVita

  28. Amatorka Cooltury

    Ja od zawsze wykonuję pracę, o której marzyłam od dziecka. Niby to dobrze- bo spełniłam swoje marzenie, ale z drugiej strony nie mam żadnego doświadczenia poza tym jednym zawodem. Gratuluję kreatywnych doświadczeń :-)

  29. marlena

    hej mam pytanie,a w sumie pomysł na post. mysle, ze nie jestem jedyna osoba, ktora nie znosi prasowac wiec przydalby sie jakis mały przewodnik po materiałach,ktore sie nie gniota. uwielbiam twoje podejscie do mody i ubran:)

  30. MAtylda

    Twoja ostatnia książka jest cudowna. Właśnie czegoś takiego szukałam. Dlatego postaram się kupić poprzednią.

    Czekam na kolejne książki, bo piszesz rewelacyjnie.

    Pozdrawiam serdecznie

  31. A K Antonina

    1. Praca w fabrycie przy pakowaniu dodatków do gazetek – 16 lat
    2. Kelnerka w staropolskiej restauracji przy UW – zaraz przed maturą
    3. Praca jako hostessa/animatorka wolnego czasu – gdzieś do 2 roku studio
    4. Opiekunka do dzieci – wakacyjnie
    5. Sekretarka w firmie zajmującej się obrotem nieruchomości – 3 lata studio
    6. Nauczycielka języka polskiego dla obcokrajowców – po studiach
    7. Asystentka w dziale finansów we wspomnianej wcześniej firmie – obecnie ;)
    8. Korepetytorka / pomoc w korekcie I pisaniu tekstów / prac – głównie dla studentów kulturoznawstwa, dziennikarstwa, ekonomii i socjologii – od liceum :)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *