Maffashion czy Jemerced, czyli to się musi skończyć

Kartkuję w kiosku na dworcu babską gazetę. Strona siedemnasta: “Nie porównuj się z innymi, to rujnuje Twoje szczęście!”. Trudno się nie zgodzić. Obsesja na punkcie szczuplejszych ud koleżanki albo idealnego życie blogerki (czy raczej: uznanego za idealne na podstawie zdjęć na Instagramie) niczego dobrego nam nie przyniesie, to na pewno.

Kartkuję dalej. Strona trzydziesta druga: “Taylor Swift czy Ariana Grande? Która zasługuje na miano królowej?” Arrrrrgh!

Rozumiem, że to budzi emocje, a emocje przynoszą pieniądze. Często w zupełnie bezpośredni sposób – w Internecie po prostu najlepiej się klikają. Zapytajcie kogoś, kto pracował w portalu albo zerknijcie na odsłony filmów youtuberów. Nic się tak nie klika, jak dramy i wojenki. I rozumiem, że rolą kolorowego pisemka za trzy złote nie jest kształtowanie gustów i postaw czytelniczek. Ale chodzi o zwykłą przyzwoitość.

To uczenie odbiorców niezdrowej, niepotrzebnej nikomu rywalizacji. Phi, możecie powiedzieć, każdy ma swój rozum. To prawda, ale jeśli jest się trzynastoletnią fanką, a nasza ulubiona blogerka wrzuca zdjęcie zachęcające do porównywania urody dwóch kobiet, to chcąc nie chcąc kształtuje to sposób, w jaki postrzegamy świat.

To zresztą dotyczy nie tylko twórców, ale i każdego z nas. Jaki sygnał wysyłamy, udostępniając na Facebooku, za tysiącami innych osób, zdjęcie porównujące Malalę, działaczkę na rzecz praw kobiet, z Kylie Jenner, celebrytką? Oczywiście udowadniające wyższość tej pierwszej, bo na osiemnaste urodziny dostała pokojową nagrodę Nobla, a Kylie Ferrari. A przecież wszyscy wiedzą, że ciasteczka owsiane są dużo lepsze niż gra w kręgle.

Uderzyło mnie to wczoraj, kiedy oglądałam video Jessiki Mercedes, bardzo zresztą fajne. Zjechałam do sekcji komentarzy: “Jesteś coraz piękniejsza Jess, Maffashion zostaje daleko w tyle!”. To samo dzieje się pod pierwszym lepszym zdjęciem na Instagramie, na którym pokazują się dwie blogerki czy youtuberki.

Skąd w nas ta potrzeba porównywania, tworzenia rankingów, wykazywania, która była pierwsza, a która lepsza? Układania rzeczywistości w równe szeregi i malowania na czarno i biało? I wydawania kategorycznych sądów na postawie naszych upodobań: najlepsza, najgorsza, jedyna słuszna?

Gdyby to jeszcze były pojedyncze komentarze! Wszyscy nie raz pewnie widzieliśmy, jak łatwo polaryzują się opinie w Internecie, a połączeni w bataliony zwolennicy jednej czy drugiej opcji zwalczają się, jakby zależało od tego ich życie.

Mądre dziennikarki, które piszą, kontra głupie blogerki, które tylko pokazują ciuszki. Poświęcające się mamy, które rodzą naturalnie, kontra wybierające inne rozwiązanie egoistki. Nowoczesne panny młode, które rezygnują z wesela na rzecz obiadu, kontra rozpieszczone księżniczki, które zapraszają tłum gości i jeszcze mają czelność skorzystać z pomocy zaoferowanej przez rodziców. Interesujące się kosmetykami pustaki kontra równe babki, których takie dziewczyńskie głupoty nie obchodzą – i tak dalej.

Ciągle myślimy o rzeczywistości jak o bardzo małym torcie. Jeśli ktoś dostanie kawałek, to dla mnie na pewno zabraknie! Wciąż trudno jest nam się przekonać, że może działanie ramię w ramię przyniesie wszystkim więcej korzyści.

To szczególnie smutne, jeśli taką nagonkę inicjują kobiety. Może to wina mojej perspektywy, bo czytam zdecydowanie więcej typowo babskich blogów, gazet i portali, ale właśnie z tym spotykam się najczęściej.

To nie jest nawoływanie do solidaryzowania się z kimś tylko dlatego, że łączy nas ta sama płeć, chociaż dziewczyńskie wsparcie zawsze spoko. To zachęta do podjęcia (trudnej, wiem) próby nieoceniania wyborów drugiego człowieka, nawet jeśli są inne od naszych. I odpuszczenia sobie chęci porównywania i układania innych w rzędzie od “najlepszych” do “najgorszych”, a przynajmniej wykrzykiwania tego całemu światu. Przecież mówimy czy piszemy o osobie z krwi i kości, z uczuciami i emocjami!

Ten post jest mini-apelem do twórców treści – ja wiem, że bycie nazwanym lepszym od kogoś innego przyjemnie łechta ego, ale na dłuższą metę nie służy nikomu. Nie zachęcajmy do tego naszych odbiorców. Tworzenie treści, nawet na własną rękę, w Internecie, niesie za sobą rodzaj odpowiedzialności.

I do odbiorców, a raczej współtwórców – nie dajcie się wciągać w gierki z rodzaju “kto fajniejszy”, a kiedy chcecie powiedzieć komuś coś miłego, po prostu to zróbcie, darując sobie szpilę w postaci “w przeciwieństwie do X”. Dyskredytowanie jednej osoby pod przykrywką chwalenia drugiej naprawdę nie jest fajne dla żadnej ze stron.

 


 

 

Ciekawa jestem, czy macie podobne obserwacje, a może coś takiego przytrafiło się Wam bezpośrednio? Macie jakieś podejrzenia, skąd to zjawisko nakręcania chorobliwej konkurencji się bierze? 

 

73 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. N.

    Zjawisko, o którym mówisz, pewnie ma wiele źródeł. Ludzie zawsze lubili się porównywać, ale teraz żyjemy w czasach, w których dążymy do niewyrażonego ideału i każdy chce być tym ideałem. Mnie zastanawia inna kwestia – szczerości twórców. Ostatnio miałam nieprzyjemną sytuację, a raczej moja koleżanka (byłam obok). Znana youtuberka, która na swoich filmikach wychwala fanów pod niebiosa, prywatnie olała dziewczynę i jeszcze zwróciła się do niej dosyć chamsko. Ten dysonans był i nadal jest dla mnie ogromnym szokiem.

    1. madam z.

      Jest opcja, że owa youtuberka miała gorszy dzień, była głodna (ja jak jestem głodna, to bez jedzenia nie podchodź), spieszyła się, chciało jej się siku, cokolwiek? Bo wiesz, ludzi są tylko ludźmi, nie?

      1. gggg

        Nic nie tłumaczy chamskiego i olewczego zachowania. Można się przywitac, grzecznie przeprosic i życzyć miłego dnia. To takie trudne? A gadanie, że jak jestes głodna to bez jedzenia nie podchodz jest po prostu śmieszne. Co Ty zwierze jestes?

        1. madam z.

          No, najwyraźniej jestem. Poważnie, na głodzie, o jakim mówię albo wpadam w histerię, albo zmieniam się w jakąś kompletnie pochrzanioną osobę, którą nie jestem w normalnym trybie i jest to coś, nad czym kompletnie nie panuję. Natomiast cenię bardzo to, że rzucasz takie zdanie jak to kończące Twój komentarz, w kontekście krytyki chamskich zachowań. Dziękuję, to wspaniałe. :)

          1. magg

            Zgadzam się z tym, że każdy może mieć gorszy dzień. Nie wolno kogoś oceniać po jednej, wybiórczej sytuacji. Mój chłopak też jest wściekły, jak jest głodny, a normalnie to dusza człowiek. Dopiero jak zrobił się trochę bardziej samoświadomy, to zaczął z tym walczyć.

  2. Iza

    Zauważyłam dokładnie to samo. I doprawdy nie wiem, co kieruje ludźmi, którzy nakręcają takie wojenki. O ile życie było by milsze i mniej stresujące bez takiego porównywania siebie i innych, ciągłego oceniania i czekania na okazję do wbicia szpili.

  3. S

    Nie lubię porównywań, ale obecnie wszystko się właściwie na tym opiera. Gdzie nie spojrzysz to jakiś konkurs, ranking itd. Osobiście wolę poszukiwać rozwiązań danego problemu czy zagadnienia w postaci pracy w grupie, warsztatów. I wiesz co usłyszałam na studiach? Że to bardzo ładnie, ale nigdy nie osiągnę sukcesu jak nie zacznę rywalizować z innymi. Także wielka kariera raczej nie jest mi pisana. Wole pomagać innym niż próbować ich prześcignąć za wszelką cenę.

    Wśród nastolatków panuje teraz moda na FB: wrzucasz zdjęcie i podpis „kto lepszy? X czy Y? X like, Y udostępnij”. Trafiłam na to kiedyś przez przypadek ja jakiejś stronie całej zapełnionej takimi treściami… Nie wiem co to ma na celu. Może oceniający czują się ważni, że ich zdanie się liczy? Jak ja miałam 13-15 lat to internet dopiero wchodził w naszą codzienność (modemy, początki stałego łącza ;) także trudno mi czasem wejść w skórę obecnych nastolatków przesiąkniętych nim na co dzień.

    Ale jeszcze gorsze jest wylewanie wiadra pomyj. Takie bezsensowne obrażanie dla samego obrażania. Katolik – zmanipulowany przygłup, ksiądz – pedofil, ateista – matoł, innowierca lub obcokrajowiec – ciapaty, zwierzak albo brudas. Coś strasznego.
    Przykład z życia, który akurat mocno mnie poruszył. Artykuł dotyczący zdrowia Wojciecha Manna, a pod nim komentarze na takim poziomie: „Kogo obchodzi ten spaślak , czy my Polacy musimy wysłuchiwać głupot na temat stanu zdrowia prominentów żydowskich ??? Jak schudnie 100kg to będzie zdrowszy! ! !”. A były jeszcze gorsze wypowiedzi.

  4. Blog w Spódnicy

    Ja odnoszę wrażenie, że to wszystko jest zwykłym chwytem, nabijaniem oglądalności, kliknięć. Tu gdzie nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze ;) Takie moje spostrzeżenie. A jeśli chodzi o porównywanie się, cóż… Kiedyś robiłam to nałogowo i wpadałam w kompleksy, poważne. Wpadałam prze to na głupie pomysły przechodzenia na różne diety, które mnie krzywdziły. Generalnie sporo się tego uzbierało. Na szczęście dziś zaakceptowałam się na tyle, że postanowiłam założyć swojego bloga :)
    http://www.blogwspodnicy.blogspot.com

  5. Dominika

    Kurcze, wydaje mi się że zaradoksalnie bierze się to ze szkoły i relacji hm, „okołorodzinnych”. W szkole są „najlepsi uczniowie”, (nie mówi się najlepsi w tym i w tym, tylko po prostu najlepsi”) i mimo, że są lepsze osoby z poszczególnych dziedzin to i tak one są nazywane najlepszymi. Sformułowanie „najładniejsza w klasie”, „najsilniejszy w klasie” też nie wzięły się znikąd (a pamiętajmy że zawsze jest ten ktoś prawie-najładniejszy ;) ). Okołodzinnie jest podobniej, bo zaczynając od porównywania ocen do innych („a Kaśka dostała 5, a Ty 3?”, „mamo, cała klasa wypadła słabo, nie tylko ja!” itp), przez chwalenie swoich dzieci przez rodziców przy innych rodzicach/osobach. („no, a moja córa to, a moja cóa tamto” itp). Oczywiście, większość z tych zachowań to całkiem normalne zachowania i raczej niegroźne ;) ale od małego jesteśmy sami porównywani i potem (teraz?) przechodzi to na niepokojącą stronę (bo w zasadzie mówi się tak na żadnej podstawie, w przeciwieństwie do np. sportowców, którzy mają określone wyniki, tabele itp. chociaż pewnie i w tej kwestii bywają spory ;) ).

    PS. Piszę to z perspektywy tej „naj” i tej „prawie-naj” z czasów szkolnych (hm, z tendencją raczej spadkową, może dlatego sama teraz nie mam nawyku porównywania. A może to osoby które nigdy nie były porówynane jako „naj” teraz tak komentują? Tak sobe głośno myślę.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Taaak, szkoła to jest koszmar pod tym względem – jak już dziecko raz wpadnie do nauczycielskiego worka „naj”, to będzie wybierane do trójek klasowych, głównych roli w akademiach i innych prominentnych fuszek. Tak przynajmniej było we wszystkich szkołach, do których chodziłam, ba, w przedszkolu też. Moim zdaniem to akurat wynika z lenistwa/braku czasu nauczycieli – po co się użerać z innymi dziećmi, skoro można znów zrobić księżniczką to, które ogarnia najbardziej, a Kaśka z ostatniej ławki nie będzie osiołkiem i cieszy się, że w ogóle jest w przedstawieniu. Coś strasznego!

      1. Blanka

        A w dużej mierze wszystko kłębi się w głowie nauczyciela, który niestety wynosi to poza szkolny grunt. Opowiem Ci to na swoim przypadku, gdyż moje teściowa jest dyplomowanym belfrem po KUL’u (Specjalnie podaję nazwę uczelni) i to właśnie ona wprowadza w moje małżeństwo porównywanie i rywalizację. Głupi, ale bardzo prosty przykład – 30 lat temu rodziła naturalnie. 3 lata później również. Ja jestem po ciężkich operacjach kręgosłupa, który stabilizowany jest przez platynowe pręty i 13 śrub. Za dwa miesiące czeka mnie rodzenie, ale zważywszy na moje problemy ortopedyczne Maluch nie przyjdzie na świat siłami natury. Ba, nie dość, że zostanę poddana cesarskiemu cięciu, to zostanę znieczulona ogólnie, a nie zewnątrzoponowo, bo anastezjolog nie da rady wkłuć się między kręgi. Od paru miesięcy słyszę wieczny lament, że idę na łatwiznę, że taki porób to nie poród, że coś tam, że coś tam… Osoba wykształcona rozumie problem i siedzi po cichu, a udająca wykształconą wciska swoje wywody po to, aby drugiemu zrobić przykrość.

        1. Style Digger Autor wpisu

          Kurczę, bardzo przykre! Trzymam mocno kciuki za sprawny przebieg:) Ale zaryzykuję też stwierdzenie, że czepianie się a rodzaj skończonej uczelni albo jej brak niewiele mają ze sobą wspólnego:)

        2. maryśka

          Szczerze Ci współczuję tej całej sytuacji i trzymam kciuki, żeby wszystko poszło gładko. Jednak chciałabym zauważyć, że takie czepianie się to nie wynik braku czy słabego wykształcenia, a raczej inteligencji, szczególnie tej emocjonalnej. Czasami nawet świetnie wykształcone osoby potrafią być kompletnie pozbawione wyczucia i empatii.

      2. ja

        To może ja się wypowiem jako nauczycielka z 10-letnim stażem. Księżniczką zostaje zazwyczaj ta, która ogarnia najbardziej, ale nie dlatego, że nie chce się nam ‚wyciągać’ dziecka z tej przysłowiowej ostatniej ławki. Dzieje się tak dlatego, że wielokrotnie przekonaliśmy się (‚my’ jako nauczyciele), że ta z ostatniej ławki raz na ileś razy się wywiąże, ale 10 razy nawali, tzn. w dniu przedstawienia nie przyjdzie (true story), dzień przed powie, że rezygnuje – bo się stresuje (znów true story). Mam nadzieję, że wiesz, co mam na myśli – ta zawsze wybierana przyjdzie, zagra, będzie fajnie, wszyscy będą zadowoleni. Ot, i cała tajemnica. Tak bardzo skrótowo, ale mam nadzieję, że łapiesz mój tok myślenia. Pozdrawiam
        Dorota

        1. Style Digger Autor wpisu

          Łapię, łapię i pewnie łatwo się o tym mówi zza ekranu komputera, ale kurczę, nie powinno tak być, mam wrażenie, że to nastraja dzieciaki na całe przyszłe życie. I te z ostatniej ławki czują, że nie ma po co się starać, bo i tak zawsze skończą jako osiołek/drzewo. A jakiś zgrzyt w szkolnym przedstawieniu to chyba nie taka straszna tragedia, żeby nie było warto zaryzykować? Ale nie znam się zupełnie na pedagogicznych sprawach, piszę tylko o swoich odczuciach na podstawie wieloletniej obserwacji z perspektywy księżniczki;)

          1. Ania

            A ja przez wiele lat byłam „z ostatniej ławki” i zawsze było mi bardzo przykro że nie ja byłam wybierana, nawet nie starałam się żeby mnie wybrali bo wiedziałam że to pójdzie na marne. Natomiast kiedy już zostałam wybrana na jakieś bardziej zaszczytne stanowisko (zastępca przewodniczącego klasy) to nikt mi nie dawał nic do roboty, tak jakbym miała „tytuł” ale wszystkie obowiązki spoczywają na barkach innych osób, może powinnam się była z tego cieszyć ale czułam że to bark zaufania, który działał na mnie na tyle deprymująco że potem na wiele lat dałam sobie spokój z angażowaniem się w jakiekolwiek działania na rzecz klasy. Studia mnie z tego wyleczyły ale masz Asiu w 100% rację! Bardzo mądry post, cieszę się że go napisałaś :)

        2. Robert

          Dla mnie to czyste lenistwo, brak empatii i wygodnictwo oraz chęć pokazania siebie przed innymi nauczycielami i rodzicami. Robicie wielką krzywdę dzieciakowi, który być może mam ogromne problemy w domu, nawet jeżeli ich nie widać na 1-szy rzut oka. Dla takiej głupoty jak przedstawienie. Ja nie łapię….

  6. Kinga

    A zauważyłaś, że dziwnym trafem mężczyzn się jakoś tak nie porównuje? Przynajmniej nie aż tak często i nie pod względem „piękna”, a raczej pod względem np. dobytku i dokonań.

  7. Pola - Odpoczywalnia

    Bardzo tego nie lubię, a bardzo to jest widoczne! Polityka jest oczywiście najjaskrawszym i najbardziej śliskim przykładem, do którego nie będę się odnosić.
    Ale uderzyło mnie właśnie to skrajne podejście do rodzicielstwa i dzieci. Chyba każda kwestia rodzi dwa obozy zwalczające się na śmierć i życie i oskarżające wzajemnie o oszołomstwo, wygodnictwo, głupotę i szkodzenie dziecku. Poród naturalny czy cesarka, karmienie piersią czy sztucznym mlekiem, słoiczki czy samodzielne gotowanie, chusta czy wózek, szczepienia czy nie, rodzaj pieluch, sposób usypiania… itd Był kiedyś taki fajny filmik, że przede wszystkim jesteśmy rodzicami i łączy nas to, że chcemy dobra naszych dzieci (aż go znalazłam, tutaj link: https://youtu.be/jePmMqqQNas).
    To taki przykład, bliski mi jako mamie dwójki.
    Ale masz rację, to się dzieje na każdym polu i podsyca te najprostsze instynkty.Swoją drogą chyba fejbuk miał takie początki – porównywanie dziewczyn?

  8. Kasia

    Przeczytalam gdzies ostatnio, ze „girls compete with each other, women epower one another”, moze po prostu dojscie do podejscia o ktorym Ty, Asiu piszesz wymaga pewnego stopnia dojrzalosci emocjonalnej.

  9. Andź

    Uważam, że jednym ze źródeł jest kultura patriarchalna. Takie napuszczanie na siebie czy tworzenie sztucznej rywalizacji zwykle dotyka kobiet. Może stoi za tym fakt, że do stosunkowo niedawna to mężczyźni podejmowali aktywnie decyzje chociażby o wejściu z kimś w związek. Kobiecie pozostawało się „udostępnić” do wyboru. Nie miała możliwości decydowania o sobie bezpośrednio. To mogło rodzić beznadziejną rywalizację między kobietami.
    Z drugiej strony mężczyźni przyzwyczajeni do przebierania i wybierania utrwalali i napędzali spiralę konkurencji.
    Nauczyliśmy się przyjmować ten model za normę. To straszne. Ale żeby z tym zerwać trzeba to w ogóle zauważyć.
    Nie wiem, to tylko takie moje luźne przeczucia. Na pewno jest jakaś mądra literatura na ten temat :)
    W każdym razie dziękuję za ten wpis :)

    1. Olga Cecylia

      Mężczyźni też się porównują – kto zaliczył więcej lasek, kto z którą zaszedł dalej, kto ma lepszą pensję, większy dom i w ile sekund jego auto osiąga setkę. Niektórym ludziom do poczucia sukcesu życiowego niezbędne jest usadowienie się na jakiejś skali, to jest niezależne od płci.

    2. S

      Hm… Być może w jakiejś części tak jest, ale w mojej opinii nie ma to większego wpływu – odnosząc się do dawnych czasów małżeństwa były aranżowane (gdzieniegdzie dalej są) głównie przez rodziców, ważne były powiązania, znajomości, urodzenie w odpowiedniej warstwie społecznej i majątek. Uroda panienki nie była priorytetem, ew. pojawiało się wykształcenie i wychowanie.
      Ale z pewnością obecne tendencje do idealizowania „gwiazd” i wszędobylski photoshop powodują frustrację u „normalnych” ludzi. A jak wiadomo od frustracji do agresywnego hejtu zza ekranu bardzo blisko. Pozdrawiam!

  10. Iri

    Jeśli chodzi o komentarze na YT, to może takie osoby myślą, że jak skrytykują inną osobę chwaląc swoją „gwiazdę”, to będą mogły liczyć na ciepło słowo? Może myślą, że osoby z jednej branży na pewno się nie lubią? Patrząc na wiadomości w tv można odnieść takie wrażenie- w polityce jadą na siebie, aż huczy i taka osoba przenosi tę opozycję na inne sfery. Tak przypuszczam…

  11. Ignis11

    To zjawisko jest często krytykowane i dyskutowane przez feministki współcześne amerykańskie. Zwłaszcza w kontekście femnizmu kierowanego do młodszej widowni – nastolatek. Chodzi o to, że od dzieciństwa dziewczynki są uczone ze sobą konkurować na wielu płaszczyznach. Ja pierwszy raz usłyszałam o jawnej kontrze w podcaście Call Your Girlfriend. Polecam poczytać o Shine Theory, która zachęca do sympatyczniejszego nastawienia do osób na wyższym stanowisku, bardziej doświadczonych czy z lepszym stylem.

  12. Hezekiah

    Tort może nie jest bardzo mały, ale na pewno jest skończony, więc dzianie ramię w ramię nie przynosi „wszystkim” korzyści – zawsze ktoś na tym traci, nawet jeżeli tracących jest dużo i w związku z tym każdy traci relatywnie mało.

    Ty jako blogerka bazujesz na torcie złożonym z ilości potencjalnych i aktualnych czytelniczek * ilości czasu jaki mogą poświęcić na śledzenie blogów. Ta wartość nie jest z gumy, nie wszyscy z tego zasobu wyżyją, więc nie wszyscy mogą skorzystać.

  13. Justyna

    Bardzo trafne spostrzeżenia. Tylko tak po cichu czasem myślę, że szerzenie takiej opinii, to jak walka z wiatrakami – porównywanie się i podziały na lepsze i gorsze wszystko zawsze będzie (niestety). Ale z drugiej strony trzeba głośno o tym mówić, bo zawsze może to do kogoś trafić i skłonić do refleksji, zanim znów napisze się komentarz typu „jesteś ładniejsza od…”.

  14. Tovve

    Gdzieś w internecie natknęłam się na zdanie „another woman’s beauty is not the absence of your own” i myslę, że to nie odnosi się tylko do kwestii urody. To, że ktoś odnosi sukcesy, nie musi znaczyć, że my na tym w jakiś sposób tracimy. Ta kultura porównywania jest obrzydliwa, tym bardziej, że właściwie obecna już od najmłodszych lat. I chyba nie da się tego zupełnie pozbyć, jak ktoś od przedszkola byl w takich klimatach wychowywany.

  15. McDalena

    Moim zdaniem, jaka publika, takie media. Jest popyt, będzie podaż. Głupawe gazetki, żenujące programy na TVN, zaśmiecony internet. Media, a przynajmniej te mainstreamowe, nie istnieją po to, aby kształtować światopogląd, promować pozytywne wartości i piętnować te negatywne. Media istnieją po to, aby zarabiać…. A my im płacimy. Czy jakikolwiek wydawca czy producent inwestowałby w szmatławą gazetę lub program, gdyby nie przynosiła mu krociowych zysków…? Nie. Więc wybierajmy mądrze i nie karmmy takich sępów…
    Oczywiście trzynastoletnie – czy to metrykalnie, czy mentalnie – fanki były, są i będą, i będą takim mediom napychać kieszenie i konta. I na to, niestety, nic nie poradzimy. Chociaż… Każda z nas ma w gronie bliższych czy dalszych znajomych taką fankę. Może by tak zacząć izolować i piętnować głupotę, pustotę i hejterstwo po prostu zrywając kontakty z takimi osobami? Bo na co nam ktoś, kto jest tak płytki? Może w ten sposób jedna na dziesięć takich fanek nagle pomyśli: hej, co jest ze mną nie tak?
    Ot, takie tam rozważania przy porannej kawie.

  16. Nina

    Dostałam twoją książkę od mojej (zmartwionej moim ciągłym kupowaniem) starszej siostry. I muszę przyznać, że na początku byłam bardzo zniesmaczona, że siostra kupiła mi książkę ‚jakiejś tam głupiej blogerki’ (bardzo przepraszam za tą krzywdzącą ocenę)… ale książka jest świetna. Uśmiałam się niemożliwie, jak ją czytałam :) (bo wskazujesz na takie oczywiste oczywistości, które sama próbowałam chować i udawać, że jest inaczej) od tego czasu śledzę twojego bloga i jest to jedyny, w którym nie przeglądam tylko zdjęć, ale zawsze przeczytam nowy post, a czasem odgrzebuję jakieś starsze.
    Zgadzam się z tym co piszesz. Zarówno Maffashion i Jemerced nie można odmówić, że są ładne dziewczyny, fajnie się ubierają i robią jakąś tam karierę. Myślę, że to Polacy, mają to do siebie, że zajmują się nie tym co potrzeba. Ja za to cieszę się zarówno czytając twoje mądre posty, jak i tylko oglądając zdjęcia innych blogerek:) pozdrawiam i powodzenia.

  17. @nia

    Nasunął mi się jeden cytat a propos porównywania: „Jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewa, to przez całe życie będzie myślała, że jest głupia.”

    1. maryśka

      Piękny cytat! Aż mam ochotę zawiesić sobie to na ścianie, choć do tej pory sądziłam, że na ścianach to wolę obrazki :)

  18. anna

    Mama zawsze mnie uczyła, że nie należy porównywać siebie i innych, bo jak się spojrzy w prawo, to jest ogromna rzesza ludzi, którzy mają od nas więcej/są lepsi/piękniejsi/bardziej ach, a jak się spojrzy w lewo, to jest właściwie tyle samo takich, którzy mają mniej/trudniej/nie umieją nawet połowy tego co my. To chyba najlepsza z lekcji, które dostałam w domu :)

  19. Olga | Gray Moka

    „Ja wiem, że bycie nazwanym lepszym od kogoś innego przyjemnie łechta ego, ale na dłuższą metę nie służy nikomu.” – w ostatnim czasie zauważyłam, że ego bardziej łechcze czysty komplement (np. „pięknie dziś wyglądasz”) niż porównanie do kogoś („wyglądasz lepiej niż ona”). Taki komplement po prostu docenia starania i mówi, że jest naprawdę dobrze. A bycie lepszym nie oznacza bycia dobrym (czasem trzeba wybierać z dwojga złego przecież ;)). Mam poczucie, że porównywanie podkopuje poczucie wartości, bo nie docenia rzeczy samej w sobie, tylko na tle innych :).

  20. fiolka

    Jeśli chodzi o porównywanie mężczyźni występują tylko w ujęciu przedmiotowym-porównywani przez kobiety w sposób często uwłaczający, polegający na licytacji co takiego jej misiu pysiu/wstretny chłop zrobił bądź czego nie zrobił.

    Sam facet porówna sobie może to i owo -co jest normalne,ale żyje z tym dalej, działa, zmienia… Kobieta czesto rozwodzi sie, myśli, staje się to dla niej problemem, powodem by sączyć jad,obgadać,znielubić zamiast machnąć ręką, żyć z tym dalej bądź zacząć działać.
    Smutne to trochę :(

  21. Ewa - Backstage-show

    pewnie porównywanie się z innymi zakorzenione jest gdzieś głęboko w nas – ja pamiętam jeszcze gdy byłam dzieckiem i mama mówiła „zobacz jak Ula prosto chodzi, nie wolno się garbić!” albo coś w tym stylu i pewnie dlatego jako dorosła kobieta nie raz porównuję się z koleżankami, ale nie robię tego ze złością, a traktuję je jako przykład do naśladowania, jeśli są w czymś lepsze ode mnie.
    a dlaczego robi się takie nagonki na siebie i niemal konkursy „która lepsza” w sieci? powód podałas – bo to się dobrze klika… niestety przy okazji wypaczając myslenie

  22. Agusia

    bardzo mądry tekst! ja myśle, że ludzie tak ze sobą walczą i sie porównują bo wtedy utwierdzają się w poczuciu własnej wartości – najłatwiej to zrobić cudzym kosztem… wystarczy uznać, że ten INNY ktoś nie ma racji, a monopol na prawdę mam „ja”… może trochę odbiegam od tematu, ale tak właśnie rodzą się różne stereotypy, uprzedzenia…. przy okazji polecam książkę „Nie zadręczaj się drobiazgami… ” dla wszystkich zmęczonych współczesnym tempem życia… niby poradnik jakich wiele, ale odkrywczy w swej prostocie, pozdrawiam!

  23. Ania

    Też to zauważyłam i ogromnie mnie to smuci. Jeśli chodzi o porównywanie, to kiedyś przeczytałam u Edyty Zając takie zdanie „Nie porównuj się z innymi, tylko ze sobą z przeszłości”. Zaczęłam stosować i to jak wiele się u mnie zmieniło w ciągu ostatnich dwóch lat, jakie wiele marzeń zrealizowałam, buduje moje poczucie wartości, a nie porównywanie się z innymi.

    1. Kasia

      100% racji. Sama dopiero od niedawna staram się wdrażać tę zasadę do swojego życia. Dopiero teraz zaczyna się coś zmieniać i zaczynam czuć, że żyję. Gratuluję Twojej przemiany! :)

  24. Ania

    Zgadzam się jak najbardziej. To co dla jednych jest najlepsze, najładniejsze, najciekawsze dla innych nie musi być i co w tym złego. Jakbyśmy wszyscy byli tacy sami to byłoby po prostu nudno. Szkoda, że dużo osób zapomina o bardzo mądrym powiedzeniu: nie rób drugiemu co tobie niemiłe. A już zmienianie poglądów innych ludzi na siłę ma zazwyczaj tylko jeden – przeciwny skutek.

  25. mikakos

    Nie lubię porównywania. Ja zawsze byłam porównywana do Kamilki z klasy. Ona cicha a ja mały huragan, ona pięknie rysowała ja się śpieszyłam, żeby pani pokazać moje bazgroły. Ale to co się teraz dzieje wywołuje niepotrzebny ferment środowiska. Trochę to przypomina przepychanki w przedszkolu, czyja mama najfajniejsza, albo kto ma lepszą Barbie.

  26. Aleksandra | czescmnie.pl

    Łał, rewelacyjny tekst! Na pewno niektórym da spoooro do myślenia. Jestem ogromną przeciwniczką takich internetowych gierek – kto lepszy, ładniejszy, szczuplejszy, mądrzejszy itd. Świetnie to wszystko opisałaś :)

  27. Jules

    To mi się skojarzyło z body shaming. Gdy społeczeństwo powoli leczy się z fat-shaming i zaczyna doceniać krągłości, popada ze skrajności w skrajność – w skinny-shaming. Czasem myślę, że bez internetu ludzie mieliby wobec siebie więcej miłości.

  28. Kasia

    Jak najbardziej mam podobne spostrzeżenia. W szczególności właśnie kobiety mają tendencję do porównywania się do innych, porównywania innych itp. Tłumaczę sobie to w ten sposób, że wynika to głównie z jakichś kompleksów, braku wiary w siebie i braku zaufania do siebie samego. Bo skoro ufam sama sobie i swoim osądom, to po co czytać ułożone przez kogoś rankingi i porównania? Po co mi w ogóle wyniki czyichś porównań? Po co wtedy w ogóle czytać czyjeś oceny? Może wtedy sama wiem, co jest dla mnie dobre, co złe, co mi się podoba, co tak naprawdę jest ważne…

  29. Magda

    Mam wrażenie, że trochę plączą się dwa wątki. Rywalizacja jako taka jest zupełnie naturalna i jeśli nie przybiera chorych rozmiarów to chyba nic złego. Jak świat stary zawsze ktoś chciał być od kogoś lepszy. Wszelkie konkursy, Noble, Oskary czy matematyczny kangur albo olimpiada z polskiego to tez rywalizacja i tez w rożnych kategoriach uczestnicy są porównywani. Drugi wątek to czysto próżniacze , okrutne i seksistowskie porównania w stylu kto jest ładniejszy? Kto ma lepsze nogi? kto ma więcej kasy? Itd. Według mnie różnica polega na tym, ze porównywanie w kategorii do której ktoś dobrowolnie sie zgłosił jest ok, a stawianie przypadkowych ludzi w jednym rzędzie i wymyślanie im wad już nie jest ok.

    1. Ola | Mikmok blog

      Magda, dokładnie! Uważam, że rywalizacja i porównywanie siebie do innych, jeśli jest zdrowe, jest bardzo potrzebne. A zdrowe jest wtedy, kiedy działa na nas motywująco i pcha nas do przodu i dalszego rozwoju, zamiast do użalania się, kompleksów i zawiści. Nie trawię podejścia „jestem, jaki jestem”, które kojarzy mi się z biernością i lenistwem – wierzę, że człowiek powinien się rozwijać przez całe swoje życie i pracować nad swoimi wadami. Trzeba znaleźć złoty środek – nie wolno ani wychodzić z założenia „jestem gorszy i tak nie dam rady”, ani popadać w chorą ambicję. Skupiać się na sobie, jednak brać przykład z lepszych. Pozdrawiam! :)

  30. Tofalaria

    Myślę, że obok wątku, który poruszyłaś, jest jeszcze jeden. Zauważyłam, przeglądając kiedyś stertę babskich czasopism w dużej dawce (na ogół nie mam z nimi styczności, więc był to pewnego rodzaju szok mentalny), że z jednej strony jest w nich cała masa artykułów psychologicznych o tym, że każdy jest inny, zaakceptuj siebie, bądź sobą, szczęście masz w sobie, slow life, nic nie musisz, a kilka stron dalej: hot trendy, operacje plastyczne, must have, cud diety itd. Cały ten dwugłos uważam za bardzo szkodliwy i o ile w pewnym wieku już łatwiej patrzeć z dystansem na „cudowne recepty na życie”, to najbardziej szkoda mi nastolatek, podatnych na to całe pranie mózgu. (Nawiasem mówiąc, czasopismo, które miałam w rękach, to Uroda Życia, chyba jedno z tych z większymi ambicjami (?), wolę nie myśleć, co jest w tych z niższej półki…)

  31. Jola

    Mieszkam od dawna w zachodniej Europie i czegos takiego tutaj na codzien nie ma. Ludzie sa uprzejmi dla siebie, rywaliazacja zapewne istnieje ale jakby w innym wymiarze, bez okazywania wyzszosci czy krytykowania. Wiem w czym tkwi problem! Tutaj w szkolach podstawowych ucza np konwersacji, sluchania drugiej osoby i dyskusji! Powaznie. Tutaj pozwala sie skonczyc monolog jednej osobie i dopiero inni zabieraja glos. I POD ZADNYM POZOREM NIE WOLNO OBRAZAC SLOWNIE ANI GLOSNO POROWNYWAC OSOBY. to takie moje spostrzezenia po 23 letnim pobycie poza Polska.
    I musze glosno przyznac, ze Polacy sa tutaj postrzegani jako swietni pracownicy ale troche „niewychowani” bez umiejetnosci konwersowania i sluchania. Naturalnie nie wszyscy bo ja raczej jestem jak to ladnie okresla Joanna „slow” we wszystkim poza moze reanimacja i ratowaniem pacjenta, bo tego wymaga ode mnie moj zawod. Czolem Mile Panie…czeka na mnie nespresso na depresso!

  32. Izzz

    „Porównując sie z innymi możesz stać się próży lub zgorzknialy albowiem zawsze znajdą sie lepsi i gorsi od Ciebie.

  33. Akacja

    Też kiedyś spotkałam się z czymś takim w pewnej popularnej gazecie. Nie będę wymieniała z imienia i nazwiska ani tytułu, ale był to felieton scenarzystki, w której zawarła myśl, że lepsze są stare i sprawdzone seriale, które ludzie do tej pory z chęcią oglądają. Żeby potwierdzić swoje słowa aż trzy razy wymieniła tytuł jednego, bardzo popularnego do tej pory serialu, którego scenarzystą jest… ona sama. Skromnie to nie wyglądało. Może to z trochę innej dziedziny, jednak pisanie czegoś takiego to jakby zakładanie, że teraz nikt nie ma talentu. Porównywanie umiejętności też jest bolesne, a bynajmniej ja tak zawsze odczuwam. Co do urody, ludzie przecież są różni. Dwie całkiem odmienne wyglądem osoby mogą być ładne na swój sposób, nawet z widocznymi „defektami” wyglądu. Porównywanie jest wtedy bez sensu.

  34. Pingback: Jak wyglądać piękniej? - simplife.pl

  35. Pingback: Kalejdoskop kwietniowy, czyli kulturalne podsumowanie miesiąca – Skrytka na kulturę

  36. Natalia

    Świetny post!!! Zgadzam się w 100% Od jakiegoś czasu też mam dość skrajności i negowania tego kto jest „inny”. To jest chore, że z jednej stony świat ma obsesję na punkcie wyglądu ale z drugiej strony jedzie po dziewczynach interesujących się modą czy makijażem… jakby to oznaczało,że zamiast mózgu mają szminkę w środku… Po co iść w takie skrajności? Skrajności we wszystkim są złe i niebezpieczne! Mam wrażenie że to wynika z jakichś kompleksów i niedowartościowania. Ale faktycznie media szukające sensacji też kreują takie zachowania…

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *