Australia – Sydney

Ach, Australia! Nie wiem czy starczy mi słów zachwytu. Myślę, że po części wynika on z tego, że nie miałam szczególnie wygórowanych oczekiwań. Dla wielu osób Australia to wymarzony cel podróży, symbol stylu życia tak wyluzowanego i tak cool, jak tylko można sobie wyobrazić. Mnie dziwnym trafem jakoś nigdy szczególnie nie ekscytowała, zawsze miałam w głowie słowa mojego kuzyna, który powiedział mi kiedyś, że „to taka Europa, tylko mają kangury”.

Dlaczego w takim razie wybrałam ją za cel swojej tegorocznej podróży? Bo zamieszkali tam moi znajomi (i są zachwyceni), więc chciałam ich odwiedzić, no i pomyślałam, że jak teraz się nie wybiorę, to pewnie długo, długo w Australii nie zawitam. Australia podskoczyła więc znacząco w górę na liście miejsc do odwiedzania, a do tego trafiły się bilety w rozsądnej cenie, więc nie zastanawiając się za długo, kupiliśmy je i pojechaliśmy – z przystankiem w Malezji, pisałam o niej ostatnio i na pewno jeszcze do niej wrócę.

Po długim locie wytoczyliśmy się z lotniska (byłam zaskoczona, że z Kuala Lumpur to jeszcze osiem godzin – to naprawdę jest po drugiej stronie świata!) i już panowie celnicy przy odprawie paszportowej byli ponadstandardowo mili – jeszcze do tego wrócę, bo to naprawdę niesamowita sprawa. Do tego wyglądali, jakby zaraz mieli wyskoczyć ze swoich budek, złapać deski i popędzić surfować na plażę. Czytaj dalej

Książka do przeżycia i konkurs

Kreatywność u dorosłych święci ostatnio triumfy. I bardzo dobrze – odgrodzeni od świata ekranami trochę zapomnieliśmy, jak fajnie jest coś zrobić własnoręcznie.

Kolorowanki, zniszcz-te-dzienniki, Project Life i mnóstwo innych tego typu książek od miesięcy podbija listy bestsellerów. To taka kreatywność kontrolowana, w której autor prowadzi nas za rękę i wskazuje co mamy zrobić, najczęściej nie mówiąc jednak jak. Czytaj dalej

Malezja – Kuala Lumpur

Od paru lat moim ulubionym sposobem na dalsze podróże jest „gdzie mnie Fly4free poniesie”. Zamiast szukać lotów do konkretnych krajów, wybieram z dostępnych aktualnie ofert miejsce, które wydaje mi się interesujące. Czasami są to miejsca, o których niewiele wcześniej wiedziałam. Lubię ten tryb, bo nie buduję wtedy przed podróżą nadmiernych oczekiwań i nie czuję rozczarowania, gdy miejsce okazuje się inne, niż w moich wyobrażeniach.

Tym razem było trochę inaczej. Pewnie nie zdecydowalibyśmy się na podróż do drogiej Australii, gdyby nie to, że od kilku miesięcy mieszkają tam moi przyjaciele. My, czyli ja i Michał, mój brat. Cieszę się, że ich zobaczę, ale mam też wrażenie, że to dobry pretekst, żeby wybrać się na drugi koniec świata. Inaczej pewnie odkładałabym podróż na Antypody w nieskończoność.

Co w takim razie w tytule posta robi Malezja? Mieliśmy przesiadkę w Kuala Lumpur, więc postanowiliśmy upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i spędzić tam kilka dni. Czytaj dalej

Rzeczy, których zwykle mamy za dużo, czyli lekcje z przeprowadzki

na zdjęciu nasza motylkowa opaska, a niedługo w Lunaby kolekcja walentynkowa

W weekend się przeprowadziłam. Z dużym żalem opuszczałam mieszkanie na warszawskim Muranowie, z kwiatową tapetą sprzed pięćdziesięciu lat i starym, drewnianym parkietem. Zwłaszcza, że ostatnio okolica się mocno ożywiła i zaroiło się od fajnych miejsc.

Kiedy wprowadzałam się tam półtora roku temu z bemowskiej kawalerki, wszystkie moje rzeczy zmieściły się do małego garbusa, wystarczył mi jeden kurs. Byłam przekonana, że wcale mi ich nie przybyło… dopóki nie zgromadziłam wszystkich toreb w jednym miejscu. Szafa – łatwa do rozłożenia i lekka, ale jednak spory mebel. Chrupkowa klatka, kocyki, zabawki, akcesoria – kolejny solidny kawał przestrzeni zajęty. Czytaj dalej