Pamiątkowe rupiecie, czyli piękny prezent na koniec roku

Po grudniu najczęściej niewiele się spodziewamy. Owszem, czeka się na święta i Sylwestra, ale ja zwykle łapałam się na wstrzymywaniu oddechu do stycznia, do nowego początku. Bo po co teraz coś zaczynać? Nie opłaca już się starać. Lepiej zabrać się za to na świeżo, w nowym roku.

Nie będę się teraz rozwodzić nad bezsensem tego rozumowania. Doskonalenie umiejętności życia tu i teraz, dawania z siebie wszystkiego w obecnym momencie, zamiast zamartwiania się o przyszłość albo snucia śmiałych planów, jak to wspaniale będzie wyglądało moje życie gdy tylko spełniony zostanie warunek X czy Y, to jedno z moich postanowień noworocznych.

Zainteresowanych tematem odsyłam do wykładu amerykańskiego psychologa Dana Gilberta, który w ciekawy i zabawny sposób tłumaczy, jak beznadziejni jesteśmy w przewidywaniu, co przyniesie nam szczęście i jak bardzo przeceniamy długofalowy wpływ na nasze samopoczucie wydarzeń, na które tak oczekujemy – ślub, przeprowadzka, Nowy Rok.

Cały ten przydługi wstęp służył podkreśleniu, jak wielką niespodzianką było dla mnie odkrycie w tych ostatnich dniach grudnia książki, która z miejsca stała się jedną z moich najważniejszych lektur tego roku. Jakoś zupełnie się tego nie spodziewałam. Może dlatego, że nie chodzi mi tu o żadnych niszowych pisarzy czy awangardowe nurty, ale o biografię Wisławy Szymborskiej – poetki, o której wszyscy uczyliśmy się w szkole.

Pamiętam, jak w liceum nauczycielka polskiego, którą wyjątkowo ceniłam, czytała nam na lekcji „Urodziny” i „Kota w pustym mieszkaniu”, który nawet przy setnym czytaniu sprawia, że chce mi się płakać.

Biografię Szymborskiej miałam na liście do przeczytania od bardzo, bardzo dawna. W artykułach prasowych, audycjach radiowych, w przypominanych po jej śmierci wywiadach, raz za razem trafiałam na fragmenty, które budziły moją coraz większą sympatię nie tylko do samej twórczości poetki, ale i do niej jako osoby.

W końcu pięknie wydana książka wpadła w moje ręce, a właściwie – wypadła w nie prosto z torebki prezentowej z recyklingu (spod naklejki „Asia”, wystawał zeszłoroczny „Tata”, a pod nimi pewnie było ich jeszcze kilka), znalezionej pod choinką. Zaczęłam czytać jeszcze w Wigilię i już po kilku pierwszych stronach miałam ochotę machać rękami z podekscytowania i zachwytu.

Anna Bikont i Joanna Szczęsna, autorki książki, udowadniają że nie trzeba rozgrzebywać każdego szczegółu życia prywatnego twórcy, by stworzyć fascynujący portret. Z każdej strony przebija ogromny szacunek do bohaterki książki i nakreślonych przez nią zasad, a jednocześnie poetka nie jest stawiana na piedestale. To chyba najlepiej napisana biografia, jaką kiedykolwiek przeczytałam.

Jest mozaiką poskładaną z niekompletnych faktów, wyrywkowych wspomnień znajomych, wreszcie przemyśleń samej poetki, która dzieliła się nimi z dziennikarkami dość oszczędnie, wierząc, że wszystko, co miała światu do przekazania, przekazała w swoich wierszach. Książkę urozmaicają fragmenty wierszy, zdjęcia, dowcipne kolaże, które Szymborska miała w zwyczaju rozsyłać znajomym.

Wyłania się z niej obraz powściągliwej dziewczyny, dojrzałej kobiety, wreszcie starszej pani, zawsze z dziewczęcym błyskiem w oku i lekko absurdalnym poczuciem humoru. Urzekająco skromnej, przenikliwie bystrej i z wielką precyzją operującej językiem.

Poetki, która o rzeczach wielkich i ważnych potrafiła pisać w sposób przyziemny i zupełnie pozbawiony patosu, co nadawało jej słowom ogromną siłę. Jednym wersem o innej ręce, która kładzie rybę na talerzyk, oddaje całą tragedię utraty kogoś bliskiego. Szczerze podziwiam też jej zdystansowane spojrzenie na codzienność, umiejętność opisywania drobnych spraw ze świeżej perspektywy.

Dla mebli schody, łomot, wóz i przewóz.

Dla ścian jasne kwadraty po zdjętych obrazach.

Dla sąsiadów z parteru temat, przerwa w nudzie.

Dla samochodu lepiej gdyby były dwa.

(„Rozwód”, Tutaj, 2009)

Szymborska po nauczce z młodości unikała jak ognia roszczenia sobie prawa do posiadania odpowiedzi na wszystkie pytania. Jej proste „nie wiem” brzmi niezwykle w rzeczywistości pełnej ludzi święcie przekonanych o swojej racji. Unikała hucznych obchodów, celebracji, wszelkiej pompy, wierząc, że poecie potrzebny jest przede wszystkim spokój i skupienie. Mikrofon przyłożony znienacka do ust, mówiła, bardzo rzadko wydobywa z nich coś mądrego. Lubiła wieść życie „kameralne, w którym jest czas na pisanie wierszy” i preferowała „rocznice nieokrągłe, do obchodzenia na co dzień”.

Dla mnie to nie tylko urzekająca historia wielkiego talentu i uczciwie przeżytego życia, ale przede wszystkim pochwała codzienności, drobnych, przyziemnych przyjemności, pogodnej rutyny.

Przeczytajcie, to jedna z tych lektur, przy których człowiek nie posiada się z wdzięczności, że ktoś kiedyś wymyślił książki. Ja szykuję się do sięgnięcia w następnej kolejności po „Pocztę literacką” i „Lektury nadobowiązkowe”. I w końcu mam prawdziwą idolkę. Kiedy nie będę wiedziała, co zrobić, będę zadawać sobie pytanie „co zrobiłaby Wisława Szymborska?”.

 


 

Zostawię Was z kilkoma moimi ulubionymi cytatami:

„Marzymy, ale jak niedbale, niedokładnie.” – to początek felietonu o życiu codziennym w osiemnastowiecznej Warszawie. Dla mnie – inspiracja do precyzowania wartości i priorytetów.

Najwięcej pomysłowości zdradza Pan w wymyślaniu nazwisk bohaterom. Ale to o wiele za mało, jak na udane opowiadanie science fiction. Na razie mógłby Pan napisać bardzo ciekawą książkę telefoniczną.” – w odpowiedzi na nadesłaną do „Życia Literackiego” próbkę twórczości.

O poezji: „Nieoczekiwanie udało się też wyciągnąć ją na rozmowę o poezji uczniom Szkoły Podstawowej nr 12 w Krakowie, którzy musieli omawiać na lekcji jej wiersz „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”. Kilka dziewczynek poszło do niej ze szpulowym magnetofonem i odtworzyło później w klasie nagranie. Na pytanie, dlaczego we współczesnych wierszach nie ma rymów, Szymborska tłumaczyła tam, że w każdym języku występuje określona liczba rymów, które z czasem się po prostu wyczerpują i w pewnym momencie następuje nasycenie, bo ileż razy można rymować „serce – kobierce”?

O procesie tworzenia: „Na zajęciach, jakie w latach dziewięćdziesiątych poprowadziła w tak zwanej szkole pisarzy, czyli na podyplomowym studium Uniwersytetu Jagiellońskiego, kładła do głowy młodym twórcom, że najważniejszą czynnością poety jest skreślanie, a najważniejszym meblem w ich mieszkaniu – kosz na śmieci. „Drukuję niewiele, bo piszę nocą, a we dnie mam paskudny zwyczaj czytania tego, co napisałam, i stwierdzam, że nie wszystko wytrzymuje próbę jednego bodaj obrotu kuli ziemskiej” – mówiła w jednym z wczesnych wywiadów. Po raz kolejny powtórzyła to dziennikarzom po otrzymaniu wiadomości o Nagrodzie Nobla: „Wiersz napisany wieczór i przeczytany następnego rana nie zawsze wytrzymuję próbę zmiany pory dnia. Wiersz napisany wiosną niekoniecznie wytrzymuje próbę jesieni. Dość długo trzymam wiersz, by mu się przypatrzeć i naprawdę wiele więcej piszę, niż to się komukolwiek wydaje. Tylko że od tego jest kosz.”

O muzeum guzików i klasyfikacji zmartwień: „Szymborska postulowała napisanie następnej książki, o historii guzików: „A lniane, białe sukienki dawnych Egipcjanek? Były tak obcisłe, że przez głowę wkładane być nie mogły. Musiały mieć gdzieś z tyłu dyskretne rozcięcia, w jakiś tam sposób potem zapinane. W tym miejscu ci, co lubią pukać się w czoło, zechcą zadać mi pytanie, czy już doprawdy nie mam większych zmartwień, niż kłopoty krawców znad Nilu. Naturalnie, że mam większe zmartwienia, ale to jeszcze nie powód, żeby nie mieć mniejszych”.

O naturze kłamstwa: „Kłamstwo nie ma wcale krótkich nóg. Jest chyże jak gazela. To właśnie prawda wlecze się za nim na żółwich nóżkach, wraz ze swoimi dokumentami, sprostowaniami, uściśleniami”.

 


 

 

Ciekawa jestem, jak książka zrobiła na Was w tym roku największe wrażenie? Jaki jest Wasz czytelniczy hit 2015, gdybyście mieli wybrać tylko jeden? 

 

71 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Monika

    Wisia zawsze swoją poezją wywoływała uśmiech na mojej twarzy, a kilkukrotne wizyty „w jej szufladzie” (wystawa w Kamienicy Szołayskich) obdarowywały spokojem ducha i niepokojem skłaniającym do twórczych poszukiwań.
    a hit książkowy 2015? „Diabli nadali” o Zofii Stryjeńskiej autorstwa Angeliki Kuźniak. zupełne szaleństwo!

  2. Kicia

    Moim odkryciem była „Księga Diny” Wassmo Herbjørg – książka dość opasła, ale pochłonęłam ją w kilka dni – miała tak niesamowity klimat. A z literatury polskiej „Madame” Libery – niebywale urokliwa, ze świetnym humorem (śmiałam się na głos podczas czytania, to rzadkość;), trzyma poziom do ostatniej strony. :)

      1. secundum

        Przeczytałem trzykrotnie, za każdym razem równie zachwycony. I do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego Antoni Libera zachęcony ogromnym sukcesem /książkę przetłumaczono na dwadzieścia języków/ nie zdecydował się przez siedemnaście lat na napisanie drugiej powieści. Tak czy inaczej, niełatwo w polskiej literaturze współczesnej o przykład równie genialnie skomponowanej i opowiedzianej subtelnej historii miłosnej.

  3. Oliwia

    Hit książkowy 2015 to „Ciemno, prawie noc”
    W przerwach od czytania kiedy chodziłam na spacery z psami przyglądałam się baaaardzo uważnie ludziom, patrzyłam na ich twarze i wiedziałam, że za każdą z nich stoi jakaś historia. Jeżeli jakaś lektura jest w stanie pomóc mi się zatrzymać na chwilę podczas codziennej bieganiny, zwolnić trochę to uważam, że jest to lektura dobra. „Ciemno, prawie noc” to na prawdę dobry według mnie kryminał, warty przeczytania. Czytając, czułam się jak w innym świecie.

  4. Agata

    Z najwazniejszych tegorocznych ksiazka Jaroslawa Mikolajewskiego o Lampedusie. Pieknie napisany, bardzo emocjonalny i wazny glos o imigrantach i o ich pierwszym przystanku w drodze do „lepszego” swiata. Z dlugo wyczekiwanych, a dopiero przeczytanych w tym roku „Samotnosc Portugalczyka”, chociaz w sumie to dobrze, ze przeczytalam ja dopiero po powrocie z Portugalii, bo lubie porownywac co czulam i potem czytajac krzyczec w myslach „o tak, ja tez tak mam”. Dlugo czekalam tez na biograifie mojego reporterskiego guru Hanny Krall, ale ksiazka nie wniosla nic nowego w to co juz wiedzialam, jest ladnie napisana i ma w sobie ta cala Krall, ktora sie kocha za to jak patrzy na czlowieka, ale nie jest zaskoczeniem, a bardziej streszczeniem niektorych historii z jej ksiazek, chociaz jak teraz sobie mysle o „Krall” to chyba jest dla tych, ktorzy jej jeszcze nie pokochali albo znaja tylko „Zdazyc przed Panem Bogiem”. Natomiast zaskoczona jestem, ze sprawnie idzie mi czytanie mojego prezentu mikolajkowego „Dziwnej mysli w mojej glowie” Pamuka (dzieki za kod rabatowy do Znaku, Asiu). Chcialam poczytac cos o Stambule, bo za dwa tygodnie wpadam tam z wizyta, a zwykle ksiazki, ktore maja prawie 700 stron przerabiam bardzo topornie (chyba, ze to Harry Potter) a tutaj bohaterowie fascynuja, a historia i to ta historyczna wciaga, ze juz sie nie moge doczekac, az bede wypatrywac sprzedawcow buzy na ulicach Konstantynopola.

  5. Ania

    Oj, zachęcasz. Jestem zachwycona okładkami wydań z wierszami :) ja jestem nadal pod wrażeniem ‚Lawendowego pokoju’ , skończyłam czytać wczoraj. Wydaje mi się, że wzięłam ją do ręki także po poleceniu z przez Ciebie, jeśli dobrze pamiętam to dziękuję ! Warto było :)

  6. Vesper

    Zdecydowanie „Źródło” Ayn Rand. Gorąco polecam każdemu! To zdecydowanie najbardziej inspirująca do działania książka ever! Ale to nie poradnik, tylko powieść :)

  7. ania

    A moje odkrycie 2015 to J.K. Rowling! Sięgnęłam po „Trafny wybór” i przepadłam. Potem „Wołanie kukułki” i „Jedwabnik” no i w końcu cały Harry Potter. Tak, jako 29-latka poznałam czarodzieja i z wypiekami na twarzy połykałam kolejne tomy. Teraz wyczekuję na trzeci tom przygód

  8. Inka

    Dla mnie książkami roku mogłyby być : Człowiek wposzukiwaniu sensu Frankla ( to o tym, jak przetrwać w dzikim (nazistowskim świecie nie tracąc przy tym godności, a potem żyć dalej spełnionym życiem mimo straty najbliższych) oraz Simplify yourl life – o czymś, co wydaje się proste ale jest skomplikowane… początkowo :-)

  9. Dominika

    Świetny post, aż chyba sięgnę po tę biografię.
    Dla mnie najlepszą książką przeczytaną w tym roku są „Głosy Pamano” Jaume Cabré, bardzo polecam.

  10. Blackalcea

    Ja trochę na inny temat niż książki. Przy okazji świąt buszowałam w zakładce ‚zacznij tu’, żeby sobie poczytać o slow fashion, ale na blogu, książkę mam całą pokreśloną swoimi uwagami;), ale też grzebałam w archiwum i tak rzuciło mi się w oczy że w ostatnich miesiącach praktycznie nie pokazujesz co słychać w Twojej szafie i co aktualnie lubisz nosić. Bardzo lubię oglądać zdjęcia Twoich stylizacji – inspirujesz, motywujesz do zmian u siebie. Ostatnio mało takich wpisów z ubraniami, wiem że cel bloga dziś trochę inny niż pokazywanie stylizacji, choć stylizacji to chyba nie jest dobre określenie. Lubię Twoje starsze wpisy z ubraniami właśnie, chętnie pooglądam i poczytam od czasu do czasu takie wpisy:)

  11. wstega_moebiusa

    U mnie zdecydowanie „Laska nebeska”. Jakim cudem ta książeczka nie wpadła w moje ręce wcześniej? I to jeszcze zważywszy na jej wątłe rozmiary. Pod choinkę zafundowałam sobie większą dawkę Szczygła i od Nowego Roku eksploruję dalej :)

  12. majupa

    Trudno wybrać jedną… Największe wrażenie zrobiła na mnie książka, którą zaczęłam czytać tuż przed świętami. Nie lubię thrillerów, ale „Dziewczyna z pociągu” była niesamowicie wciągająca.

  13. secundum

    Dwie, ostatnio przeczytane książki polecam z czystym, literackim sumieniem. Dzieli je niemal wszystko. I gatunek, jedna to powieść, druga – zbiór reportaży. I objętość, lektura pierwszej zajmie jeden wieczór, drugiej – kilka miesięcy.
    Najpierw sto dziesięć stron „Święta nieistotności” Milana Kundery /tak, tego od „Nieznośnej lekkości bytu”/. Lekka, na pozór, historia czterech paryskich przyjaciół, z których jeden zafascynowany jest kobiecym pępkiem, drugi żyje sztuką, ale omija wystawy, bo nie lubi tłumów, kolejny – opowiada dowcipy o Stalinie /dobre/, a ostatni, bezrobotny aktor chce wymyślonym językiem pakistańskim robić wrażenie. Nie ma mocnego, kto nie śmiałby się szczerze i do rozpuku, czytając, na przykład o problemach z prostatą towarzysza Michaiła Kalinina. Lektura powieści jest czystą przyjemnością i rozrywką, dobrze byłoby jednak nie przeoczyć całkiem sensownych filozoficznych pytań, które stawia.
    Jestem też świeżo po lekturze trzeciego tomu „Antologii reportażu polskiego”. Dawno żadna książka nie nie podziałała na mnie tak ożywczo, inspirująco. A komentarze Mariusza Szczygła to klasa sama dla siebie. Każdy miłośnik literatury faktu powinien marzyć o takim prezencie. Uwaga! Wszystkie opasłe tomy ważą łącznie prawie pięć kilogramów. Czyli gwarancja wielu wrażeń na minimum pół roku zapewniona.

  14. Sylwia

    U mnie zdecydowanie pożyczona od kolegi biografia Richarda P. Feynmana „Pan raczy żartować, panie Feynman! Przypadki ciekawego człowieka” – inspirująca, pełna humoru, zachęcająca do myślenia „szerzej”.

  15. [in]visible

    Zgadzam się w 100% z tym, że to chyba najlepsza biografia jaką spotkałam, zachwyciła mnie na tyle, że przeczytałam ją jednym tchem, mimo że nie przepadam za biografiami :)
    Moim odkryciem kończącego się roku jest Donna Tartt. Na wakacje zabrałam „Szczygła” (bo opasły więc się niespodziewanie nie skończy, zostawiając mnie na lodzie) i okazało się, że to powieść z prawdziwego zdarzenia, w takim stylu jak lubię najbardziej. Z wieloma szczegółami, żywymi i interesującymi bohaterami z dalszych planów i zwrotami akcji, które wciągają mimo tego, że zdarzają się co 150 stron. Kojarzy mi się trochę z Irvingiem, którego uwielbiam. Skończywszy „Szczygła” sięgnęłam po „Tajemną historię” i również mnie nie zawiodła!

    1. BIK

      Uwielbiam „Szczygla”! Siegnelam po niego w 2014 z zalozeniem, ze mi sie nie spodoba, chala i bede mogla marudzic i patrzec z wyzszoscia na wszystkich, ktorzy te powiesc wychwalali. No i niespodzianka, przepadlam.
      Szkoda tylko, ze Donna Tartt napisala zaledwie 3 powiesci. Ech,

  16. Kasia K.

    Naprawdę szczerze – największym czytelniczym wydarzeniem tego roku była dla mnie Twoja książka, którą połknęłam na dwa posiedzenia. Czytałam też sporo wciągających powieści, ale jeśli miałabym wziąć pod uwagę czystą przyjemność z zakupu, samego czytania książki i podziwu dla autorki, jesteś numerem jeden. Potrzebowałam w tym roku relatywnie błahych tematów, żeby trochę odetchnąć od trudnych chwil których było zdecydowanie za dużo. Twoja książka mi pomogła, w dodatku zaczęłam bardziej konkretnie nazywać i rozróżniać to, co mi się podoba, nie tylko w ubiorze. Szkoda życia na noszenie ubrań, które nam się nie podobają czy bycie flejtuchem domowym (dziękuję za zwrócenie uwagi na ubrania noszone po domu). Pozdrawiam serdecznie:)

  17. Inka

    Dziękuję za cały książkowy wątek i Wasze podpowiedzi- komentarze, bardzo inspirujące . Trafiłam na ten blog przypadkiem, w który nie wierzę, ? a znajduję tu masę ciekawych informacji z różnych dziedzin…
    Dziękuję , Joanno, wszystkiego dobrego ?

  18. Basia

    Moim tegorocznym hitem są oczywiście „Księgi Jakubowe” Tokarczuk, na podium umieściłabym jeszcze „Dracha” Twardocha oraz „Idź, postaw wartownika” Harper Lee.
    Dodam jeszcze tylko, że ostatnie dwa miesiące 2015 r. to wysyp świetnie zapowiadających się książek. Nic tylko czytać!

  19. Karolina | Definiuję blog

    „Bo po co teraz coś zaczynać? Nie opłaca już się starać. Lepiej zabrać się za to na świeżo, w nowym roku.” – zupełnie jakbym czytała o sobie! Chyba muszę się zapoznać z tym wykładem.

    Szymborka jest moim drugim (zaraz po Herbercie) ulubionym polskim twórcą poezji. Również wałkowałam na lekcji „Kota w pustym mieszkaniu” i za każdym razem wzrusza mnie na nowo – „Umrzeć – tego się nie robi kotu”… piękny fragment. Jednak najbardziej cenię sobie wiersz „Na wieży Babel”, za każdym razem gdy go czytam czuję ciarki. Jak tylko „odkopię” się z kolejki książek do przeczytania na pewno sięgnę po tę pozycję :)

  20. Magda

    Hej,
    czy mogłabyś polecić dobrego szewca i krawcową w okolicach Powiśla? Czy jest jakaś osoba, której mogłabym zaufać? :) Zgodnie z zaleceniami z Twojej książki wzięłam się za swoją garderobę i jestem w punkcie, w którym szewc i krawcowa są mi niezbędni. Nie jestem z Warszawy i nie mam pojęcia, u kogo zaczerpnąć porady na ten temat.

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  21. Ula

    Dla mnie miłym zaskoczeniem była książka Elisabeth Gilbert „Wielka magia”. Polecam każdemu, kto kiedykolwiek zmagał się z kryzysem twórczym, czy też własnym perfekcjonizmem.

  22. K.

    Myślę, że w tym roku spokojnie zrobiłam ponad 52 książki, ale chyba największe wrażenie zrobiła na mnie ostatnia: „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” Davida Fostera. Proste i dobitne opowiadania, nowoczesne w formie, przyziemne w treści, ale dające do myślenia nad szaleństwem świata naszej epoki.
    Polecam wszystkim!

  23. klementyna

    „Madame” A. Libery. No nisamowita, zakochałam się w niej. I polecam biografię innej, choć mniej znanej poetki-Haliny Poświatowskiej autorstwa Kaliny Błażejowskiej. Zupełnie inna kobieta niż Szymborska, ale jaka inspirująca, motywująca i … po prostu piękna, jej życie było krótkie, ale intensywne. polecam, a biografię pani Wisławy na pewno przeczytam w 2016. Pozdrawiam :)

    1. Pat

      Świetnie, że napisałaś. Uwielbiam Poświatowską i jej Pamiętnik dla szczęśliwych i nieszczęśliwych kochanków, na pewno sięgnę po biografię.

  24. Olga

    Za dużo czytam, żeby wybrać jedną książkę :-). Polecam „Chłopiec z latawcem” – książka wbija w krzesło, nie można się od niej oderwać oraz „Biała wilczyca” – tą książką człowiek się delektuje i również nie można się od niej oderwać :-)

  25. aliny.pl

    Szymborska to jedyna poetka, którą mogę czytać. Bo ja nie lubię poezji, ale Szymborska w tej prostocie słów potrafiła zawrzeć tak wiele, że trudno o więcej. Gdybym miała wybrać jednego jedynego wierszokletę świata, który miałby nigdy nie zostać zapomniany, to byłaby ona.

    Cytat z książką telefoniczną – genialny!

  26. Skonfundowana

    Ach, co za relaks!
    Czytałam to właśnie po ostatnim dniu pracy, z której byłam bardzo zadowolona, chodząc z psemm między blokami. Cytat o zmatwieniach bardzo do mnie trafił.
    Uwielbiam Szymborską, jest moim guru piśmiennictwa, nigdy nie czytam biografii, bo nie widziałam w nich sensu. Rzadko kiedy siegam po lekturę, bo mimo że lubię czytać, to chyba znajduję większe priodytety. Od dziś mam nadzieję, że kiedyś przeczytam tę książkę.
    Z tego wszystkiego weszlam nie di swojej klatki. :)

  27. PT

    „Naturalnie, że mam większe zmartwienia, ale to jeszcze nie powód, żeby nie mieć mniejszych”
    Cytat mojego następnego etapu :)
    Jak o tym codziennie pamiętać :)

  28. Thoughts Blender

    Na mnie największe wrażenie zrobiła książka/ saga rodzinna Oriany Fallaci ‚Kapelusz cały w czereśniach”. Monstrualna pod względem długości, ale wartka akcja przeplata się tutaj z historią Toskanii i Włoch, motywy miłosne z politycznymi i społecznymi. Czuć tutaj pasję autorki. Ponieważ Fallaci nie zdążyła ukończyć książki przed śmiercią, na końcu ma się ogromny niedosyt, bo pozostaje pytanie „Co się działo dalej”. I nikt już na to pytanie nie odpowie.

  29. Agnieszka S.

    Bardzo fajny świąteczny post. A tę nauczycielkę z polskiego z LO do dziś wspominam z łezką w oku i nigdy nie zapomnę jej uwielbienia dla Szymborskiej. Zresztą do dziś się dziwię jak bardzo ukształtowały mnie te lekcje z Panią Beatką :)

    pozdrowienia od starej kumpeli z klasy ;)

  30. Daga

    Zdecydowanie moim hitem roku jest książka „Beksińscy. Portret podwójny”. Teraz czekam na film! Ale jeszcze dwie inne biografie zrobiły na mnie wrażenie: „Poniedziałkowe dzieci” Patti Smith (dziękuję Asiu za polecenie) oraz „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” (polecam jeśli nie miałaś okazji!). Bardzo dobra i bardzo smutna okazała się „Mała zagłada” Anny Janko, nie zawiódł mnie też najnowszy i najulubieńszy Houellebecq. Oj dużo było tych książek..

  31. iunko

    Moja w tym roku ulubiona to także odkryta zupełnie pod koniec roku książka, też prezent świąteczny – „Szwedzi. Ciepło na północy” Katarzyny Molędy. Polecam wszystkim, a już w szczególności takim jak ja, mających lekkiego kręćka na punkcie wszystkiego, co skandynawskie :)

    PS. Asiu, kiedy można liczyć na dostawę kosmetyczek w Lunaby ;>?

  32. anaaaa

    Joasiu, już w styczniu czeka mnie studniówka, a ja nie mam sukienki, ba ! nawet pomysłu … . Czy mogłabyś stworzyć taki właśnie post? Czy moglabyś podać Twoje propozycje?

  33. Marcelina

    Napiszę tylko tytuł, bo nadal nie potrafię nazwać wszystkich przyczyn mojego zachwytu: „Beksińscy. Portret podwójny”

  34. Marta

    Pięknie zrecenzowałaś tę książkę, naprawdę mam teraz ochotę po nią sięgnąć.
    A ja, może nieco przekornie, chciałabym polecić książkę, której nie przeczytałam w tym roku, ale poprzednim; wydaje mi się jednak, że jest bardzo na czasie. To „Białe zęby” Zadie Smith. Powieść opowiada o życiu w Londynie z punktu widzenia imigrantów – osób różnych pod względem płci, przekonań i pokoleń. Choć miejscami bardzo zabawna, zdecydowanie skłania do refleksji.
    Z kolei książka, która zrobiła na mnie największe wrażenie w tym roku, to „Wszechświat kontra Alex Woods”. To opowieść o chłopcu, który wskutek pewnego niecodziennego wypadku przez lata jest odizolowany od rówieśników – kiedy więc w końcu trafia do normalnej szkoły, bardzo odstaje. Zaprzyjaźnia się za to z pewnym starszym panem. Oboje muszą w końcu zmierzyć się z poważną chorobą i stanąć przed naprawdę trudnymi wyborami. To ciepła, wzruszająca powieść o przyjaźni i moralności, w sam raz na zimowe wieczory.

  35. Asia

    Nie ukrywam, że większość moich wyborów książkowych pochodzi z trójkowego polecenia z audycji „Z najwyższej półki”.
    W tym roku zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie „13 pięter” Filipa Springera. Z jednej strony świetna reporterska robota, z drugiej temat (sytuacja mieszkaniowa w Polsce) bardzo istotny, a jednak trochę zarzucany. Ważne dla każdego, kto wyprowadza się z rodzinnego domu i zaczyna „żyć na swoim”.
    Bardzo polecam!

  36. riennahera

    „Naturalnie, że mam większe zmartwienia, ale to jeszcze nie powód, żeby nie mieć mniejszych” – cudowne.

  37. Folavril

    „Resortowe dzieci-media”, oraz „Wałęsa człowiek z teczki”, płakać mi się chce za każdym razem, kiedy pomyślę jak potraktował swoje pierwsze, nieślubne dziecko…

  38. BIK

    W tym roku bardzo sobie upodobalam eseje Orwella. Nigdy nie bylam fanka jego fikcji ale „Hommage to Catalonia”, „Down and out in Paris and London” czy „Inside the whale” czyta sie znakomicie. Najlepsza przeczytana w 2015 ksiazka zostaje jednak zupelnie niespodziewanie „Beowulf” w tlumaczeniu Seamusa Heaney- znakomita lektura z bodaj najlpeszym rozpoczeciem w historii literatury: „So.(…)”.
    Jesli chodzi o literature polska, uwielbiam Michala Choromanskiego i „Dzienniki”Gombrowicza (klasyk!) i Tyrmanda i Hlaske i Bialoszewskiego („Chamowo”)…
    Po biografie Szymborskiej raczej nie siegne (e tam), ale kusza mnie „Wszystkie lektury nadobowiązkowe”. Moze rodzice sie ulituja i przesla paczka. Czy cos.

  39. Annaaaa

    Joasiu, przeczytałam na blogu pojechana.pl ( wpis ” popsuliście mi wakacje,psujemy naszą planetę”)o produkcji oleju palmowego, w efekcie czego palony jest las deszczowy, giną zwierzęta, zatruwanie jest powietrze… Zaciekawiły mnie wykresy, które pokazują ile oleju palmowego wykorzystują koncerny do produkcji swoich produktów . Pomyślałam, że mogłabyś umieścić tę informację w comiesięcznych hatifnatach.To tyle co mogę zrobić by przekazać tę wiedzę dalej i żeby uświadomić szersze grono osób.
    Link: http://www.the Guardian.com/sustainable-buisness/ng-interactive/2014/nov/10/palm-oil-rainforest-cupboard-interactive

  40. Natalia

    Pamiętam jak męczyłam wiersze Szymborskiej podczas przygotowań do matury i były to chyba jedne z niewielu, które zapamiętałam na długo. Moje dwa ulubione to „Kot w pustym mieszkaniu” i „Nic dwa razy”, jednak jest jeszcze wiele, których nie czytałam. Nawet niedawno po wydarzeniach we Francji, na pierwszej stronie którejś z gazet był wiersz – „Terrorysta, on patrzy”. W pierwszej chwili po przeczytaniu pomyślałam, że to współczesny tekst napisany po ostatnich zamachach, bo idealnie oddawał sytuację, jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam podpis – Wisława Szymborska, 1976r. Bardzo lubię Jej wiersze bo w tak nieoczywisty sposób trafiają w sedno. A po Twojej recenzji tym bardziej mam chęć na przeczytanie tej biografii!
    A co do innych książek, to zabawne, bo ja pod choinką, właśnie w recyklingowej torbie znalazłam Twoją książkę, która poukładała mi trochę w głowie i zachęciła do zmian. Dzięki! :)

  41. Wiola

    Asiu, a dawno nie było blogów które polecasz, nie mogę znaleźć nic inspirującego może coś polecisz? :) pozdrowienia

  42. mmoznaby

    A na mnie album SPOTKANIE Z SIMONĄ KOSSAK Lecha Wilczka. Album niesamowity – biografia i piękne zdjęcia. Polecam. Niestety album został wydany małym nakładem i ciężko go zdobyć.

  43. Ola

    Dygot Jakuba Maleckiego – poruszajaca, uwrazliwiajaca opowiesc, od ktorej trudno sie oderwac, ja pochlonelam w jeden dzien.

  44. ew.wa

    A czy w biografii pani Szymborskiej wspomniano, że podpisała się ona pod haniebną rezolucją do ówczesnych stalinowskich władz (był rok 1951) w sprawie przyspieszenia wykonania wyroku śmierci na trzech księżach klamliwie oskarżonych o współpracę z obcym wywiadem? Pod tą rezolucją podpisał się również pisarzyna Filipowicz, późniejszy mąż noblistki. Po latach poetka miała szansę się zrehabilitować i przyznać do błędu, ale nigdy tego nie uczyniła, co stawia ją w jednym szeregu ze stalinowskimi oprawcami.

  45. abija

    Do ew.wa: tak, wspomniano (to dla Twojego spokoju, bo coś mi mówi, że nie przeczytasz).

    Joanno, bardzo dziękuję za polecenie tej biografii! Napisałaś o niej tak przekonująco, że zaraz pobiegłam do biblioteki i teraz rozkoszuję się wspaniałą lekturą. Wiersze zamieszczone w niej czytam po wielokroć, również na głos, mój ulubiony (i to pewnie na długo) to „Żona Lota” – absolutnie genialny.
    Humor pisarki, jej skromne, ciche, urocze życie, to mój drogowskaz na Nowy Rok:)

    Na mnie w tym roku chyba największe wrażenie zrobiły Grona Gniewu Steinbecka. Przede wszystkim styl pisarza, umiejętność skupienia uwagi czytelnika na niby nieznaczących szczegółach (kilka stron o mozolnej drodze żółwia! kot w opuszczonym domu). Choć przyznaję uczciwie, że tragiczny los głównych bohaterów już w połowie książki mnie w pewnym sensie „znieczulił”. To książka o tym ile jest w stanie znieść człowiek, nie tracąc przy tym godności.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *