O odsłanianiu miękkiego podbrzusza

Chrupek odsłania swoje miękkie podbrzusze na Instagramie

Od pewnego czasu chodzi mi po głowie kwestia szczerości, otwartości i to, jak umiejętność odsłonięcia swojego miękkiego podbrzusza przed drugim człowiekiem wpływa na nasze życie.

Na dziś miałam zaplanowany zupełnie inny post, ale zainspirowała mnie dyskusja na moim Facebooku i postanowiłam popłynąć na fali inspiracji, póki trwa. Też tak macie, że jeśli nie spiszecie czy nie wypowiecie swoich myśli szybko, to z czasem wydają się mieć coraz mniej sensu, aż w końcu rezygnujecie? Czasem to dobra strategia, ale nie zawsze. I wydaje mi się, że dziś właśnie jest to nie zawsze.

Zaczęło się od posta na blogu The Man Repeller, który podlinkowałam na Facebooku. Leandra, autorka bloga, opowiada tam w bardzo bezpośredni, szczery sposób o uczuciu wstydu i frustracji, z jakim wiążą się u niej problemy z zajściem w ciążę. Czuła potrzebę napisania o tym, bo ma wrażenie, że trudne chwile, osobiste problemy i radzenie sobie z nimi to sprawy, na które nikt nas nie przygotowuje, o których nikt nie rozmawia.

W jednym z komentarzy Monika z bloga Dr. Lifestyle opowiedziała o reakcji czytelniczek swojego bloga na posta o tym, jak przybyło jej kilka kilogramów. Post okraszony był zdjęciami w bieliźnie, jasno obrazującymi wcale nie tak drastyczną zmianę. Widać na nich dziewczynę, która nadal wygląda zgrabnie, choć faktycznie jej sylwetka nie jest tak sportowa, jak wcześniej. W porównaniu ze zdjęciami, do jakich przyzwyczaiły nas blogi – wystudiowanymi, maskującymi rzeczywiste i wyimaginowane niedoskonałości – rzeczywiście robią wrażenie.

To wrażenie jest jednak zdecydowanie pozytywne. Wystarczy przeczytać długą listę komentarzy. Dziewczyny gratulują Monice odwagi, dodają otuchy, dziękują za otwartą postawę, dzięki której mogą bardziej się z nią utożsamić – z idealnej blogerki z ekranu komputera stała się dziewczyną z krwi i kości, z niedoskonałościami i problemami, tak jak wszyscy.

Na pewno taki akt szczerości sporo ją kosztował i wymagał dużo odwagi. Zwłaszcza, że Monika z zawodu jest dietetykiem, a jej blog w dużej mierze poświęcony jest zdrowemu odżywianiu i aktywności fizycznej. Wystawiła się na ataki złośliwców, których przecież w Internecie nie brakuje, ale z drugiej strony wytrąciła im z ręki oręż. Bo co jej mogą, napisać, że przytyła? A Monika im wtedy odpowie „no przecież mówię!”.

Przypomniało mi się, że mówiłam o tym w prezentacji na jednej z blogerskich konferencji dwa lata temu, właśnie w kontekście niepotrzebnego strachu przed brakiem perfekcji. Swoją drogą – pamietam, że byłam wtedy nieziemsko zestresowana. Miałam sama pojechać samochodem do Łodzi (nie lubię jeździć samochodem i zawsze się gubię) i jeszcze mówić do dużej grupy ludzi! Teraz, dwa lata później, uśmiecham się na to wspomnienie, bo przynajmniej dwa razy w miesiącu przejeżdżam połowę Polski, a po spotkaniach autorskich żadne publiczne przemówienia nie są mi straszne. Ale do rzeczy!

Pudelki i inne Plotki żerują na przyłapywaniu ludzi ze świecznika w sytuacjach, które zdradzają że tak jak my są zwykłymi śmiertelnikami. A to świetnie się sprzedaje. Ale unikając pośredników, czy to w postaci plotkarskich mediów, czy hejterów, i samemu się odsłaniając, nie tylko przejmujemy punkty fejmu, ale mamy też szansę wznieść naszą relację z odbiorcą na zupełnie nowy poziom. Nawiązać naprawdę szczerą rozmowę, uzyskać mnóstwo pozytywnej energii, pokazać komuś, że nie jest sam ze swoim problemem.

To samo dotyczy już zupełnie prywatnych kontaktów. Możemy udawać perfekcyjnych, chronić swoje prawdziwe uczucia za grubą warstwą lodu (to ja!) i zamiatać problemy pod dywan (również ja!) i nie obawiać się, że ktoś trafi w nasz czuły punkt. Ale możemy też napisać chłopakowi, który nam się podoba, że chętnie spędzimy z nim więcej czasu, powiedzieć szowinistycznemu wykładowcy, co naprawdę myślimy o jego rzucanych na prawo i lewo uwagach albo przyznać się w bardzo wysublimowanym kulturalnie towarzystwie, że kochamy oglądać M jak Miłość i… zobaczyć co się stanie.

Jest szansa, że naszą szczerością zniechęcimy do siebie trochę ludzi, ale przyciągniemy za to osoby zainteresowane tym, kim jesteśmy naprawdę. Że pozbędziemy się kilku powierzchownych relacji, ale pozostałe wskoczą na zupełnie nowy poziom porozumienia. Że z naszego życia zniknie spora dawka niepewności, gier i manipulacji.

Można to podsumować jednym, zgrabnym powiedzonkiem: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Możemy próbować możliwie bezboleśnie prześlizgnąć się po powierzchni życia albo rzucić się głową   naprzód i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Może, jeśli uda nam się otworzyć na drugiego człowieka i posłuchać jego prawdziwych historii, uda nam się zgromadzić na naszym mikroblogu szesnaście milionów odbiorców. Może z wymiany trudnych doświadczeń wykluje się inicjatywa, która wprowadzi do mainstreamu tematy, które dotyczą bardzo wielu osób, a wciąż stosunkowo rzadko się o nich słyszy – jak poronienia, różnego rodzaju zaburzenia psychiczne czy testy na choroby przenoszone drogą płciową (o których w Polsce nadal mało kto myśli, a tak naprawdę powinniśmy wymagać ich od każdego partnera. Średnio romantyczne, za to może nam uratować życie). Może zupełnie niespodziewanie, przyznając się do słabości, uzyskamy grubo ponad dwieście życzliwych porad, które pomogą nam zerwać z uzależnieniem od słodyczy – swoją drogą, słodycze dalej zdarza mi się jeść, ale zdecydowanie rzadziej.

 


 

Wciąż nie jestem pewna, gdzie leży cienka granica pomiędzy byciem szczerym i otwartym, a zalewaniem niczego nie spodziewającej się drugiej osoby swoją prywatą. Gdzie kończy się autentyczna wymiana doświadczeń, a zaczyna żerowanie na emocjach, którym karmią nas media, ze wszystkimi możliwymi talent shows na czele. Liczę na to, że pomożecie mi ją sprecyzować.

Jestem też ciekawa, czy spotkała Was kiedyś sytuacja, gdzie bycie rozbrajająco szczerym przyniosło Wam niespodziewane korzyści? Gdy zaryzykowaliście, ale Wasza odwaga została nagrodzona?

 

45 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. mówię co myślę

    Ciekawie ujęłaś temat i Bardzo fajnie, że go poruszasz, bo temat szczerości jest dla wielu osób trudny. Myślę, że szczególna nauka „nieszczerości” przyszła głównie z mediów, gdzie osoby tam pracujące musiały „założyć maski”, ponieważ takie są wymogi, żeby tam zaistnieć. Odpowiednia sylwetka, wygląd, zachowanie itd. Ale pod tym słowem „odpowiednia” kryje się zazwyczaj „idealna” ale też można by się zastanowić przez chwilę co znaczy idealna. Znaczy inaczej wykreowana wg wzorca, który obowiązuje.
    To spowodowało, że ludzie oglądający takie osoby w mediach (a jest ich ogromna rzesza), zaczęły wzorować się na nich. Dalej jednak spowodowało to falę nie-akceptacji samej(go) siebie. W taką falę poszło bardzo wielu. I w końcu nawet nie spostrzegli oni, że już siedzą po uszy w wykreowanej przez kogoś „masce” i coraz bardziej zapominają kim są.
    I my tak naprawdę jesteśmy jednymi z tych ludzi. Pozakładaliśmy te maski i teraz trudno nam je zdjąć ponieważ te maski mamy bardzo długo na sobie, mocno przylgnęły one do nas.
    To niestety spowodowało tyle, że te maski wkradły się w całe nasze życie, w każdą dziedzinę naszego życia. Zaczęliśmy zakładać maski nawet przed najbliższymi nam osobami, bo MAMY PROBLEM Z ZAAKCEPTOWANIEM SIEBIE TAKIMI JAKIMI JESTEŚMY.
    Prawdziwa wiĘc droga do zdjęcia maski to jak największa akceptacja samej(go) siebie czyli SZCZEROŚĆ PRZED SOBĄ SAMĄ(YM).

  2. As

    Szanowna Pani Joanno, z reguły nie czytuję Pani bloga, nie mam też w zwyczaju komentowania w Internecie tekstów mniej lub bardziej publicystycznych. To jest właśnie moja granica przed „zalewaniem ludzi prywatą” – ja ją sobie tutaj postawiłem i wiem gdzie jest. To tak w kwestii tego, że Pani jej szuka – granica jest tam gdzie Pani chce, żeby była, nawet jeśli tylko podświadomie.

    Natomiast wystawianie miękkiego podbrzusza można łatwo pomylić z wykładaniem lachy na cudze opinie na swój temat.

    Serdecznie pozdrawiam i życzę mimo pogody pogody ducha.

  3. Konstancja

    Przeczytałam post na Dr. Lifestyle i przejrzałam komentarze pod nim – kurczę, fajnie, ze jednak nie wszyscy w dzisiejszym świecie (zwłaszcza w internecie, bo to najbardziej oczywiste!) skupiają się wyłącznie na tym, żeby komuś dokopać. Budujące.

    Co do meritum – zgadzam się, ale też trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić. Kopać się z koniem nie ma po co, a czasem manifestacja szczerości narobi więcej szkód, niż wzruszenie ramionami i wycofanie się. Ale to dotyczy wyłącznie sytuacji, gdy po drugiej stronie jest osoba niereformowalna.

    Zdjęcie – gdzie zrobione?! <3

  4. Klaudia

    Ja od baaardzo długiego czasu mówię co myślę, i rzeczywiśćie została przy mnie tylko grupka ludzi tych prawdziwych. Bo szczerość weryfikuję przyjażń ;)

  5. Alexandra

    Z tymi myślami, których sens zaczyna się negować jeśli nie wypowie się ich od razu mam dokładnie tak samo. Dobrze, że zdecydowałaś napisać ten tekst, bo jest świetny! Jestem takiego samego zdania jak Ty, że będąc szczerym i nie wkładając niepotrzebnie maski w towarzystwie możemy zyskać wiele więcej nić myślimy, że możemy stracić. Paradoks, ale jednak. Poza tym może okazać się, że inni też boją się lub wstydzą dokładnie tego samego.
    Osobiście źle czuję się kiedy mam udawać kogoś kim nie jestem, okłamać kogoś lub pokazywać tylko swoją lepszą stronę. Jednak ludzie notorycznie to robią. Jestem na to wyczulona i nienawidzę tego jak niczego innego. Szybko staram się takie znajomości weryfikować. Jeśli komuś nie spodoba się moje stanowisko (a mówię o nim otwarcie) to trudno.
    Więcej tego typu sytuacji możemy zobaczyć w internecie, gdzie ludzie udostępniają skrawek swojego życia i pokazują go z jak najlepszej strony. O internetowych personach i tym kim jesteśmy w internecie, o przypadku 18-letniej modelki która odcięła się od social media pisałam wczoraj u siebie na blogu. Zapraszam :)

      1. Monika

        Ja polecam rowniez jej drugi talk z TEDa oraz ksiazki. Jest w nich troche takiego ‚self improvement’, ktory Amerykanie wrecz kochaja, ale mysle ze warto je przeczytac. Sa napisane przystepnym jezykiem (nie ma tam wiele akademickich naleciałosci) chociaz nie wiem czy mozna je dostac po polsku.

  6. Ula

    Moje zdanie w kwestii szczerości w internecie jest takie: jeżeli podzielenie się problemem może pomóc komuś innemu, to widzę coś wartościowego w przesunięciu granicy prywatności daleko, niezależnie od tematu.
    Sama szczerość i autentyczność są dla mnie bardzo ważne na co dzień, może też dlatego nie doświadczam zawodów w kontaktach ludzkich, bo staram się trzymać tylko z tymi, od których biją podobne cechy. A ponieważ mój blog dotyczy w dużym stopniu mojego życia, staram się, żeby i tam było podobnie. Zdecydowanie zgłębia to więź z czytelnikami, a to chyba jedna z największych zalet prowadzenia bloga. Nie potrafiłabym co prawda wywalać z siebie głębokich uczuć w każdym poście, ale czasem czuję potrzebę. Kliknięcie „opublikuj” nie przychodzi wtedy z łatwością, ale potem okazje się, że niejedna osoba doświadcza tego samego i robi się raźniej – zarówno mi jak i drugiej stronie. Pod niedawnym postem o przeprowadzce nagle okazało się, że wiele osób w różnych zakątkach Europy przechodzi/przechodziło niedawno przez to samo. Kiedy napisałam o swoich zmaganiach ze studiami, wsparcie które dostałam kompletnie przeszło moje oczekiwania. Szczerość i przyznawanie się do słabości zmniejsza ponadto dystans i nie sprawia, że ktoś mocno koloryzuje twoją postąć i postrzega jako superbohaterkę. A to jest ważne z perspektywy odbiorcy, bo wiem po sobie, że wpatrywanie się w ideały niekoniecznie motywuje, a przede wszystkim frustruje.

  7. byjagna

    Myślę, że ryzyko bycia szczerym, wcale nie jest takie dużo, bo zamykając się w sobie, nie mówiąc o swoich prywatnych sprawach i tak narażamy się na bolesne komentarze. Akurat dzisiaj o tym myślałam, bo wpadła mi w oko informacja, że Robert Biedroń jako prezydent Słupska podpisał z Microsoftem umowę na mocy której trzy szkoły dostaną oprogramowanie najnowszej generacji, a ich uczniowie specjalne kursy, granty i inne przywileje, a pod informacją hejt, że żenada, bo taki lewicowiec to powinien Open Offica w całym mieście instalować. A wydawałoby się, że w załatwieniu dzieciakom dodatkowego sprzętu i możliwości nie można się doszukać nic złego. O tym że producent OpenOffica, jako programu darmowego, pewnie pieniędzy na żadne sponsoringi nie ma już nie wspomnę :P

    Tak więc uważam, że biorąc pod uwagę wypisane możliwe korzyści, zawsze warto podjąć ryzyko.

  8. makate

    Tak jak już pisałam na fb – piszesz Asiu o czymś o czym sama często myślę i co bardzo mnie dotyka. Fajnie że podjęłaś temat!
    Sprawa ma dla mnie dwa aspekty:
    1) relacje prywatne – choć powinno być łatwiej dzielić się przeżyciami i mówić o odczuciach, ja mam z tym ogromny problem. tak jak piszesz – wolę zasłonić się idealnym obrazem siebie, nie ujawniać, nie wychylać. Od jakiegoś czasu uczę się więcej mówić o tym co prawdziwie jest we mnie i widzę jak niektóre znajomości dzięki temu odżyły (zaskakujące!) ale też, że inne relacje okazały się być słabsze niż sądziłam – bo np. to odsłanianie się nie zostało przez kogoś przyjęte. Ogromnym plusem takich sytuacji jest też wewnętrzny spokój – tak jak piszesz: mniej manipulacji, udawania, więcej szczerości. Może dla kogoś to jest proste – dla mnie nie.
    Inna sprawa że są tematy które we mnie osobiście muszą dojrzeć, by się nimi dzielić. I do tego też daję sobie prawo – jestem z natury raczej introwertyczna, jeśli chodzi o opowiadanie o sobie, i takie siłowe zmaganie się z tym na pewno nie byłoby dobre
    2) internet, blogi, strony – Niestety często nakręcają to gonienie za perfekcją. Nie chcę tutaj obwiniać tylko autorów którzy w internecie tworzą, bo my czytelnicy też często tego szukamy. Ja sama trochę taka byłam, ale potem te idealne osoby mnie zmęczyły i znudziły. Jak można ciągle dawać radę i ogarniać i być świetnym? To przestało być motywujące, a stało się dołujące.
    A jak znaleźć granicę? Myślę, ze taką rzeczą, która może pomóc, jest zapytanie o intencje. Jeśli np. powiedzenie o czymś może pomóc innym w poradzeniu sobie z problemem – warto mówić. Jeśli może podnieść na duchu naszych czytelników, pokazać że nie jesteśmy idealni w każdym aspekcie życia – warto mówić. Natomiast jeśli ktoś opowiada o prywacie żeby zdobyć sławę czy na siłę wywołać u innych trudne emocje – to takie odsłonienie siebie nie przynosi za wiele dobra.
    Jeszcze raz dzięki za świetny post!

  9. N.

    Wydaje mi się, że szczególnie kobiety mają skłonność do dostrzegania na siłę dobrych stron sytuacji czy osoby. Choć zawsze starałam się być bezpośrednia, ciągle gdzieś stuprocentowa szczerość uciekała. Na szczęście mój przyjaciel nauczył mnie, co to naprawdę znaczy nie owijanie w bawełnę. Stałam się bardziej krytyczna – teraz wiem, co naprawdę mi się podoba, nie doszukuje się pozytywów na siłę i łatwiej mi zrezygnować z pewnych rzeczy.

    Druga sprawa, jesteś kolejną osobą, która mi przypomniała, że trzeba spisywać i realizować swoje pomysły od razu.

    PS Widziałam, że Twoja książka wyszła w twardej okładce.

  10. Ola | Mikmok blog

    Pamiętam, jak kiedyś na studiach oddawałam projekt mo-ocno po terminie. Pan prowadzący zapytał się mnie wtedy, dlaczego dopiero teraz, na co bez zastanowienia odparowałam – „z głupoty!”. Chyba pomogło, bo się uśmiechnął i przyjął bez dalszego dopytywania ;)

    Prywata zaczyna się chyba wtedy, kiedy ktoś robi coś nagminnie, bez przerwy i chwili wytchnienia. Jednorazowe uzewnętrznienie się jest w moim odczuciu okej, pozwala nam lepiej kogoś poznać i zrozumieć. Jednak w momencie, kiedy ktoś raczy nas rewelacjami ze swojego życia dzień w dzień, zaczynamy się taką osobą męczyć i naturalnie mieć jej dość. Wydaje mi się, że częstotliwość jest swego rodzaju granicą.

  11. weronika | mavelo

    Do Moniki zaglądam od czasu do czasu, ale dopiero od Ciebie trafiłam na ten wpis. Szacun dla niej! Miałam bardzo podobną sytuację jak ona (tzn. najpierw zdrowa dieta i dużo sportu > potem ciężkie czasy i dodatkowe kg > a teraz wracam do pionu ze wszystkim), ale chyba nie miałabym odwagi opisać tego w sieci.
    Może nigdy w życiu nie miałam tak spektakularnej sytuacji, ale mniejsze rzecz – przyznanie się do błędu i powiedzenie „przepraszam” – to robię od razu, kiedy widzę, że coś zrobiłam nie tak. I to naprawdę dobrze „działa” ludzie lepiej reagują na prawdę niż na ściemę.

  12. Koczilla

    Otwartość w mediach spotyka się – moim zdaniem – z masą hipokryzji. Magazyny takie jak „Życie na Gorąco”, „Twoje Imperium”, „Gala”, czy „Viva” żyją z wywiadów, w których ludzie szczerze opowiadają o sobie, Pudelek obecnie funkcjonuje wyłącznie dzięki przedrukowywaniu ich fragmentów, a ci sami ludzie, którzy je z wypiekami przeczytali, narzekają: po co to wywlekać? Kogo to obchodzi?! Zero prywatności!!
    Wczoraj przeczytałam na jednym głupiutkim forum, że taka Anwen „epatuje” sobą, bo napisała, że bierze ślub albo jest w ciąży. Ludzie są bardzo ciekawi czyjejś prywatności, ale często po to, by czuć się lepszymi.

  13. Yaga

    W tym temacie polecam dwa TEDy od Brene Brown. Link tu : http://www.ted.com/speakers/brene_brown ( można pobrać video z polskimi napisami) Autorka napisała wiele książek o wstydzie i wrażliwości. Pokazywanie innym swojego miękkiego podbrzusza to mega ważny temat, kluczowy wręcz dla naszego poczucia autentyczności. W moim odczuciu jednak na spowiednika zawsze lepiej wybrać osobę zaufaną niż anonimowy (mimo wszystko) tłum fanów. Nie z tego powodu, że nie wypada, ale można czasami mocno oberwać. Dobrze, że opisane przez ciebie posty zakończyły się tak pozytywnym odzewem ze strony czytelniczek. Na pewno taka doza akceptacji daje niezłego kopa. Ale co by było, gdyby odzew był zgoła odmienny. Myślę, że granica otwierania się przed całym światem jest granica własnej odporności na krytykę. W innym przypadku jest to eksperyment na poczuciu własnej wartości. A to jak wiemy, bywa nawet śmiertelnie niebezpieczne.

  14. Aleks

    Czesc! bardzo dobry post. Mysle ze mozesz zobaczyc blog Alexa. Jest w podobnym temacie co twoj post ale wchodzi na wyzsze poziomy. Tu jest jego strona internetowa: http://alexba.eu/ Polecam kazdemu kto chce zyc dobrze i na luzie :) Mi pomogl :)

  15. Basia.R

    Kiedyś spotkałam chłopaka,który bardzo wiele zmienił w moim życiu. To była taka „przypadkowa znajomość”, która wywróciła moje życie o 180 stopni. Postanowiłam mu to napisać, bo myślałam, że już nigdy go nie zobaczę. To było spontaniczne, napisałam i wysłałam. W zamian dostałam równie cudowną odpowiedź, która zawsze powoduje uśmiech na mojej twarzy. Generalnie jestem osobą skrytą i zanim coś napiszę przemyślę to 10000 razy i nawet podczas wysyłania zastanawiam się czy to aby na pewno dobry pomysł. W tamtej chwili pomyślałam sobie, że bez względu na to jak on to odbierze muszę mu to napisać! I proszę, udało się :)
    Dziękuję za wpis! Naprawdę bardzo pomocny :)
    Pozdrawiam cieplutko!

  16. Thoughts Blender

    Myślę, że w internecie trzeba trochę rozgraniczyć czym jest szczerość a czym granica prywatności. Bycie szczerym niekoniecznie musi oznaczać, że trzeba opowiadać o wszystkim, co nas dotyczy. Zachowywanie jakichś ważnych kwestii tylko dla siebie nie znaczy, że kogoś oszukujemy czy mówimy półprawdy. Jeśli jednak decydujemy się o czymś mówić, to dany temat powinien być tylko i wyłącznie autentyczny i wypływający z naszych przemyśleń, przekonań, doświadczeń, a nie z zimnej kalkulacji o tym, co się opłaca.

    Czytałam wszystkie wspomniane teksty. Leandra, Monika czy komentująca pod postem Riennahera – one zdecydowały się przesunąć swoją granicę prywatności. Ale gdyby tego nie zrobiły nie oznaczałoby przecież, że oszukują czytelników. One po prostu zdecydowały się zachować część swojego życia prywatnego, no właśnie prywatnym. Nieszczerością byłoby, gdyby Riennahera pisała o dinozaurach, a tak naprawdę ich nie lubiła, albo gdyby Monika pisała o diecie przepisując jedynie kiepskie porady z portali lekarskich. A przecież wiadomo, że tego nie robią. To najlepiej świadczy o ich szczerości i autentyczności.

    1. Olga Cecylia

      O, to, to! Dla mnie ta granica prywatności jest bardzo ważna i choć czasem ją odrobinkę przesuwam, to wciąż bez rewolucji. Po prostu nie mam potrzeby dzielenia się ze światem wszystkimi aspektami mojego życia. Zwłaszcza tymi przykrymi.

      2 lata temu napisałam wpis na bardzo trudny dla mnie temat, wpis mocno „odsłaniający podbrzusze”, ale nie opublikowałam go. I tak sobie czeka. Może nigdy nie będę gotowa, żeby się nim podzielić. Nie bez powodu nazwałam blog „ekskribicjonizmem kontrolowanym” ;-)

      Tak jak Ty myślę, że dzielenie się wszystkim niekoniecznie ma związek ze szczerością.

  17. Monika

    Joanno czy czytalas moze ksiazke Aleksandry Boćkowskiej o modzie w PRL-u, pt. „To nie są moje wielbłądy”?
    Słyszałam o niej wiele dobrego, ale jeszcze nie miałam okazji przeczytać. Mysle ze dla Ciebie i wielu zainteresowaych modą byłaby to ciekawa lektura.

  18. Marta

    Spontaniczne teksty mają moc :) To Twój kolejny wpis, który bardzo do mnie trafia – sama ostatnio często zastanawiam się, gdzie jest moja granica prywatności. Nie wiem jeszcze, jak bardzo chcę się odsłonić na moim własnym, raczkującym jeszcze blogu, co chyba tam widać. Są teksty, które bardziej mnie odkrywają, i takie dość, hmm, powierzchowne. Skąd się dowiedzieć, jakie natężenie otwartości będzie dla mnie najbardziej odpowiednie? Chyba tylko metodą prób i błędów.

    1. Olga Cecylia

      Tak długo, jak czujesz się komfortowo z ujawnianiem czegoś – mając świadomość, że za parę lat mogą to przeczytać Twoi rodzice, chłopak, dzieci, przyjaciele, szef czy współpracownicy – tak długo to jest odpowiednie natężenie otwartości. Ale internet działa tak, że te granice możesz przesuwać tylko dalej. Raz ujawnionych treści nie da się „odujawnić”. Mnie na przykład ta nieodwracalność nieco przeraża.

  19. Gaba

    Mam pytanie nie związane z tematem postu :) mam już kreacje na studniówkę i chciałam się Ciebie poradzić jakie rajstopy byś dobrała do tych butów https://m.zalando.pl/zign-szpilki-bezowy-zi111b05e-b11.html oraz tej sukienki http://lou.pl/product-pol-23-GRANAVE-GRANATOWA-KORONKOWA-SUKIENKA.html ? Nie znoszę zwykłych cielistych noszonych przez większość kobiet ,okropnie się świecą w nich nogi na zdjęciach, a wydaje mi się ze czarne będą przytłaczać całą stylizacje, jak sądzisz ? :/

    1. Style Digger Autor wpisu

      Czarnych bym nie dawała, Calzedonia ma takie super cienkie, niewidoczne rajstopy, chyba 7 czy 8 den – może takie? Nie świecą się i w ogóle ich nie widać. Ewentualnie w ogóle bym sobie odpuściła, ale to pewnie zmarzniesz. PS Szacun, że tak wcześnie masz to ogarnięte!!!

      1. Gaba

        Rowniez bym bardzo chetnie sobie odpuscila rajstopy no ale to jednak styczen :D tez sie ciesze ze juz mam stylizacje z glowy a to dlatego ze kupowalam sukienke na wesele juz pod katem studniowki :) dziekuje za propozycje, na pewno zajrze do Calzedonii! <3

  20. simplife.pl

    Wydaje mi się, że granica między autentyczną wymianą doświadczeń a żerowaniu na emocjach jest nie do uchwycenia. Wszystko leży tak naprawdę w szczerości autora. Może chce się dzielić, a może tylko zdobyć poklask.

  21. Karolina | Definiuję blog

    Szczerość jest dobra. Kiedy wchodzę na czyjegoś bloga, a autor traktuje mnie jako czytelnika z ogromnym dystansem od razu odpuszczam. Bo po co mam zaglądać na „sztucznego” bloga. „Idealne” bloggerki zrażają do siebie ludzi, nie dlatego, że są bogate i popularne (jak się wydaje innym komentatorkom, które zarzut sztuczności odpierają wyświechtanym „ból czterech liter”) ale dlatego, że są nieprawdziwe…

  22. Lola

    Niespodziewanie dla samej siebie, kiedy to postanowiłam się podzielić swoją wrażliwością ze światem dostałam po pupie, że tak się wyrażę.
    Jeszcze tydzień temu pracowałam w wielkiej sportowej korporacji i miałam milion perspektyw na swój rozwój w tamtym miejscu. I co się stało?
    Już mnie tam nie ma. Bo jestem za wrażliwa, empatyczna i i moja osobowość nie nadaje się do korporacji. Przepłakałam, podpisałam papiery, wypisałam się na swoim blogu jak to ja- czyli pomiędzy słowami i no… i zaczynam nowe życie. Więc bycie szczerym z samym sobą jest ważniejsze niż ciepła posadka i ‚unormowany’ czas pracy. Mam na szczęście swoje rysowanie, którym jeszcze sobie wyrysuje życie. Trzy pomysły na książki i bloga, gdzie mam swój mikroklimat. No i pieseła-Koreła. Z nią i jej brzuszkiem mogę zdobywać Świat.
    Mogę sobie spojrzeć w twarz w lustrze, głęboko odetchnąć i pomyśleć ,że to już, już zaczynam od nowa. I wcale do tego nie potrzeba absolutnie zmieniać Pana Narzeczonego.
    Co to, to nie.
    Całuję Chrupka w nos a Kora merda ogonem! I dziękuję za ten wpis

    Lola

  23. MM

    Ojaacie, chyba najlepszy wpis, jaki kiedykolwiek u Ciebie przeczytałam :) Świetne ujęcie tematu, dobrze że zdecydowałaś się na takie spontaniczne przelanie myśli na „papier”, wyszło fantastycznie. Przeczytałam wczoraj przed snem, a myśli zawarte w tekście nie mogą mnie opuścić przez cały dzisiejszy dzień! Ciągle tylko zastanawiam się nad istotą relacji ludzkich, przenoszeniu ich na wyższy poziom, pozbywaniu się tych płytkich, odnosząc tezy z wpisu do własnego życia. Już dawno żaden tekst nie dał mi tak do myślenia, dzięki!

  24. Julia

    To mi przypomniało niegdysiejszą próbę wyśmiania zdjęć, które dawno temu Tom Hardy wstawił na swoje konto na MySpace. Próbowano go zawstydzić a on uciął wszelkie śmiechy kilkoma mądrze dobranymi zdaniami. W ogóle ten aktor ma niesamowitą zdolność radzenia sobie z takimi sytuacjami, kiedy dziennikarze pakują mu się z buciorami w jego życie prywatne czy wręcz intymne. Trochę kojarzy mi się to z metodami nauczania Sokratesa. Sokrates jako jedną z metod stosował znajdowanie sobie kogoś, kto wierzy w jakąś ideę i z pomocą pytań na ten temat pokazywał takiej osobie, że w rzeczywistości nic nie wie o tym co mówi. Drugą metodą było zadawanie ludziom trudnych pytań i naprowadzanie ich na odpowiedź z pomocą innych pytań pobocznych (prawie jak przychylni wykładowcy na egzaminach ustnych ;)) Sama staram się od kilku miesięcy wprowadzić takie podejście i muszę przyznać, że jestem na dobrej drodze, a życie staje się z każdym dniem łatwiejsze. Osobiście jestem raczej przeciwniczką ekshibicjonizmu (zdjęcie na instagramie raz na kilka tygodni, a sama idea snapchata wydaje mi się przerażająca) dlatego teraz staram się minimalnie otworzyć na świat, pokazywać to, co w moim życiu prawdziwe i zobaczyć co z tego wyjdzie.

    A co do dziewczyny/modelki/blogerki która rzuciła media społecznościowe to mam mieszane uczucia. Obejrzałam cały jej filmik, generalnie całym sercem byłam z nią, aż do momentu w którym powiedziała, że założyła jakąś stronę na której można ją wspierać. To trochę jakby zdrowo odżywiać się przez cały tydzień, żeby w sobotę najeść się słodyczy i niezdrowych przekąsek :/

  25. Ewa

    Poprowadziwszy Twoją myśl w nieco innym kierunku ) Twój wpis przypomniał mi o (nienowym już) poradniku dla kobiet, który zrobił na mnie kiedyś spore wrażenie – „Księżnej” Harriet Rubin. Oto blurb:

    Jest to poradnik dla tych kobiet, które zasługują na więcej niż to, co oferuje im świat. Harriet Rubin uczy na walczyć o realizację marzeń i ambicji; udowadnia, że cechy typowo kobiece jak wrażliwość czy delikatność, dotychczas uważane za przejawy słabości , są skuteczną bronią i atutem w zmaganiach z przeciwnikiem. Jak się przekonamy, warunkiem powodzenia nie musi być wcale działanie wbrew sobie i powszechnie przyjętym zasadom…

  26. Monika Gabas

    Nie pozostaje mi nic innego jak dodać, że fajnie jest być Twoim case study. Zgadzam się z tezą, że „odsłonięcie miękkiego podbrzusza” może okazać się najlepszym, naturalnym filtrem selekcyjnym. Odsuniesz od siebie część ludzi, ale przyciągniesz czy umocnisz relacje z tymi, którzy lubią Cię w pakiecie ze wszystkimi wadami i słabościami. Po kilku tygodniach od publikacji czuję ogromną ulgę. Blog stał się jeszcze bardziej moim miejscem, a ja odzyskałam chęci do pisania. Wcześniej towarzyszło mi trudne do opisania uczucie bycia nieupoważnioną do pisania o odchudzaniu, skoro sama tyję. Teraz mój blog to znowu M O J E miejsce, które mam ochotę udoskonalać z każdym kolejnym wpisem.

    PS. Prelekcje z Orange Blog Talks pamiętam. Pamiętam nawet kozaki z River Island! To było moje pierwsze blogowe wydarzenie, w którym uczestniczyłam (a może precyzyjniej: które obserwowałam, bo zakłopotanie pomieszane z przerażeniem nie pozwoliło mi na aktywne uczestnictwo).

  27. x

    Kilka dni temu, zainspirowana tym tekstem i jeszcze kilkoma innymi, odsłoniłam miękkie podbrzusze i wyznałam przyjacielowi swoje ciepłe uczucia w jego kierunku. Skończyło się na urażonej dumie, lekko złamanym sercu i wciaz jeszcze trwającym okresie przygnębienia. A do tego uczucie, że moze dawnych relacji nie uda się już nigdy odbudować. Nie polecam.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *