Praca w domu – 12 praktycznych wskazówek

Praca z domu

W komentarzach pod niedawnym postem jedna z Czytelniczek, Aga, zapytała mnie o to, jak radzę sobie z pracą w domu i wszystkimi rozpraszaczami, które się z nią wiążą. Nie jestem mistrzem produktywności, ale z konieczności nauczyłam się wykonywać zadania sprawnie i na czas, mimo że nikt nade mną nie stoi i mnie nie pogania. Mam kilka tricków, które są pomocne, ale wydaje mi się, że najważniejsza sprawa to uświadomienie sobie, po co robimy to, co robimy i jaki cel pozwoli nam to osiągnąć.

 

Praca w domu – jak pracować i nie zwariować?

 


Lista zadań


Lista zadań to podstawa. Kiedy jej nie mam, marnuję czas na zastanawianie się, za co właściwie powinnam się zabrać, i pracuję dużo mniej efektywnie. Staram się więc przygotować zadania wieczór wcześniej, żeby konkretnie i z energią zacząć dzień.

Takie listy mają magiczną moc – odkreślanie wykonanego zadania jest tak przyjemne, że potrafi zmotywować do wykonania nawet średnio lubianej czynności (faktury! telefony do obcych ludzi!). Staram się poświęcić jak najwięcej czasu na rzeczy, które nie są obowiązkowe, ale popychają mnie do przodu – pisałam o tym szerzej w recenzji Decide.

Unikam też wypisywania dziesiątek zadań, rozpisuję listy realistycznie. Mają mi pomagać, a nie wpędzać mnie w poczucie winy. Jeśli mam danego dnia bardzo dużo do zrobienia, szacuję czas potrzebny na wykonanie danej czynności i nastawiam budzik. Pozwala mi to trzymać się w ryzach – jak wiadomo, zadania rozciągają się proporcjonalnie do czasu, który przeznaczymy na ich wykonanie. Jeśli mam dwie godziny na napisanie posta, napiszę go w dwie godziny. Jeśli miałabym trzy i pół, prawdopodobnie właśnie tyle zajęłoby mi pisanie, a efekt końcowy nie byłby ani trochę lepszy.

Do tworzenia list używam prostego papierowego terminarza, a od niedawna również Trello, aplikacji, która umożliwia współdzielenie listy zadań z innymi osobami, dodawanie deadline’ów i generalnie jest bardzo przydatna przy wielowątkowych projektach.


Rzeczy najważniejsze mają pierwszeństwo


Najczęściej staram się odkreślić najważniejsze zadanie na dany dzień jako pierwsze. U mnie zazwyczaj jest to pisanie postów na bloga. O ile odpisywać na maile czy ustalać coś z klientami mogę nawet lekko zmęczona, to twórcza praca wymaga ode mnie w miarę jasnego umysłu.

Czasem robię jakąś inną, drobną rzecz na rozgrzewkę i zaraz po niej zabieram się do mojego głównego zadania.


Cele


Jeśli nie mamy zdefiniowanych i, najlepiej, zapisanych celów, skąd mamy wiedzieć, że zadania, które umieszczamy na liście, zaprowadzą nas tam gdzie chcemy? Warto raz na jakiś czas poświęcić trochę czasu na określenie tego, do czego dążymy. To nie muszą być jakieś wielkie deklaracje, ja staram się stawiać raczej na możliwe do zmierzenia konkrety.


Burza mózgów


Brak innych ludzi w miejscu pracy ma swoje zalety, ale potrafi być też problemem, kiedy mamy moment, w którym dochodzimy do ściany albo czujemy się wyjątkowo zniechęcone. Podzielenie się z kimś swoją listą celów czy zadań i skonsultowanie pomysłów zawsze pozwala spojrzeć na wszystko świeżym okiem. Z jednej strony możemy uzyskać cenne rady, z drugiej już samo opowiedzenie komuś o jakimś pomyśle może pomóc nam poukładać sobie wszystko w głowie.


Odzież robocza


Kiedy opowiadam komuś, że nie muszę chodzić do pracy, zwykle słyszę „ale Ci fajnie, możesz cały dzień siedzieć w piżamie”. Mogę, w konkretnie moim przypadku czasem nawet muszę, ale zwykle staram się tego unikać. Przebranie się w wygodne dżinsy i koszulę zajmuje minutę, a człowiek od razu czuje się dużo bardziej „ogarnięty”.

Wystarczą drobne rzeczy. Jeśli nie mam żadnych spotkań, raczej się nie maluję, ale już samo spięcie włosów, przeczesanie brwi i wytuszowanie rzęs sprawia, że wpadam w nastrój „gotowa na podbicie świata”.


Planowanie posiłków i organizacja prac domowych


Jak pisałam jakiś czas temu, staram się jak najczęściej gotować w domu. Nie jest to moja ulubiona czynność, zwykle robię więc większe porcje, by mieć sprawę z głowy na dwa dni.

Prace domowe to mój największy koszmar, potrafię zrobić bałagan dwoma dowolnymi przedmiotami i, oględnie mówiąc, nie należę do pedantek. Nie znaczy to, że nie lubię porządku. Po prostu nieporządek jakoś sam mi się zawsze robi. Staram się więc nie używać więcej niż dwóch kubków na raz i chować gdzieś wysoko całą resztę, inaczej obrasta nimi całe mieszkanie, a szybkie prace porządkowe typu zmywanie naczyń czy wycieranie kurzy wykonywać w przerwach pomiędzy zadaniami – stają się wtedy prawie przyjemne!


Miejsce pracy


Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, mieszkałam w kawalerce, i po paru tygodniach nie mogłam wytrzymać przebywania non stop w tym samym pomieszczeniu. Praca w domu mnie męczyła, wynajęłam więc mini-biuro w coworkingu. Po przenosinach do większego mieszkania okazało się, że wystarcza mi osobny pokój. Najczęściej pracuję w salonie, przy okrągłym, drewnianym stole, który uwielbiam, ale kiedy mam przed sobą długie zadanie, albo coś, na czym naprawdę muszę się skupić, przenoszę się do mniejszego pokoju i siadam przy pustym (minus kubki!) biurku.

 

Praca z domu

To akurat nie moje mieszkanie, ale biurko w zaprzyjaźnionej RedakcjiBB, którą odwiedzam, kiedy jestem w Bielsku. Autorką zdjęcia na moim ekranie jest Anita Suchocka.

 


Kontakty z domownikami


Tu jestem bezlitosna i zwykle proszę domowników, żeby zachowywali się, jakby mnie nie było – tak, jakbym wyszła do „normalnej” pracy. Wtedy mam część dnia poświęconą pracy i część dnia poświęconą na wspólny odpoczynek – inaczej robi się rozmemłany ciąg, w którym ani nie odpoczywam, ani spędzam czasu z bliskimi, ani nie robię tego, co powinno być zrobione.


Przerwy i ruch


Pies to najlepszy przyjaciel człowieka, a zwłaszcza freelancera, właściciela małego biznesu i wszystkich innych osób pracujących z domu. Chrupek wprowadza do mojego dnia sztywny schemat, od którego nie ma wyjątków. Z jednej strony porządkuje mi to pracę, z drugiej zmusza do ruchu i nie pozwala zalec przed monitorem na długie godziny.

Nie wspominając już o tym, że pies działa jak najlepszy środek antystresowy. Nie dość, że można w chwili zwątpienia wtulić się w jego miękkie futro, to jeszcze obserwowanie, z jaką radością obsikuje każdy kolejny krzaczek, przypomina mi, że denerwuję się sprawami zupełnie nieistotnymi.

Równie dobrze działa bieganie, joga czy zwyczajne spacery – ważne, żeby regularnie ruszać się z domu i robić coś, co pozwoli nam się zrelaksować.


Rozpraszacze


Dla mnie największymi rozpraszaczami były social media. Tym bardziej, że ich aktualizowanie to część mojej codziennej pracy. Korzystałam z różnych sztuczek, nic jednak nie działa tak, jak motywacja wypływająca z faktu, że wiemy do czego zmierzamy i mamy jasno rozpisane kolejne kroki. Jeśli stoi przed mną konkretne zadanie, szkoda mi czasu na scrollowanie Facebooka!

Jest jednak kilka skutecznych tricków. Po pierwsze, bardzo pomogło mi przeniesienie całej komunikacji związanej z pracą poza social media. Wyłączyłam opcję wiadomości na FB, nie korzystam w pracy z czatu (do komunikacji z współpracownikami dużo lepiej nadaje się aplikacja Slack). Po drugie, osobom, które łatwo się rozpraszają, mogą pomóc blokujące social media aplikacje, jak na przykład Focus. Po trzecie, dobrym pomysłem jest stworzenie osobnego konta w social mediach, poświęconego wyłącznie zadaniom związanym z pracą. Przykładowo, jeśli prowadzimy strony firmowe na FB, tworzymy puste konto, na którym nie wyświetlają nam się żadne statusy, wiadomości, ani zdjęcia z wakacji znajomych i dajemy mu uprawnienia do administrowania zarządzanymi przez nas stronami.


Brak weny


Dawno już przekonałam się, że czekanie na wenę to bardzo zdradliwa taktyka. Gdyby wielcy pisarze czekali na przypływ natchnienia, większość ich dzieł nigdy by nie powstała. Wszystko, co wartościowe, powstaje w wyniku sumiennej, regularnej pracy, nie krótkotrwałych zrywów i rzucania pomysłami bez żadnej kontynuacji. Jestem daleka od gloryfikowania pracy samej w sobie, jako straszliwy leń uważam, że skuteczniej jest pracować mniej i mądrze, niż ciężko, ale bezrefleksyjnie, ale nie zmienia to faktu, że każda praca, nawet ta w branży kreatywnej, wymaga po prostu… pracy.

Nigdy nie ma idealnego momentu – kiedyś odkładałam zadania z dnia na dzień, tłumacząc sobie, że jestem zbyt zmęczona albo za bardzo rozkojarzona, zupełnie bez sensu. Najtrudniej jest zacząć, później już toczymy się siłą rozpędu.


Martwy punkt


Zdarza się, że mimo wszystko utkniemy w martwym punkcie. Nic nam nie wychodzi, słowa nie chcą się do siebie kleić, a pomysły nie przychodzą.

W takiej sytuacji pomaga mi wyjście z domu, najchętniej umawiam się z kimś na kawę, albo wychodzę sama i biorę ze sobą laptopa. Krótka rozmowa czy po prostu zmiana otoczenia pozwala mi wybić się z zastoju.

Dobrze sprawdza się też muzyka. Przez większość czasu pracuję w ciszy, ale na takie momenty mamy specjalnie przygotowane playlisty. Od takich, które pomagają mi płynnie działać, bez przeszkadzania w myśleniu (tu prym wiodą filmowe i serialowe soundtracki, od Twin Peaks po Into The Wild), po takie, które pomagają mi się zmotywować (palma pierwszeństwa należy do Beyonce!)

 


 

 

Praca w domu nie jest dla wszystkich – znam mnóstwo osób, które zdecydowały się wynająć biuro albo wrócić na etat, ale przynajmniej równie wiele takich, które świetnie się odnajdują. Ja lubię się od czasem gdzieś przemieścić, ale przez większość czasu bardzo doceniam to, że na co dzień nie dotyczy mnie problem korków, spalonych mostów ani spóźniających się autobusów. 

A jak to wygląda u Was? Macie jakieś niezawodne sposoby na skupienie i efektywną pracę we własnym mieszkaniu? Może możecie polecić konkretne narzędzia albo aplikacje?

 

56 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Kasia

    Ja oszalałabym pracując w domu. Obecnie chodzę uczyć się do biblioteki, bo wtedy jest to o wiele efektywniejsze, a w przyszłości mam nadzieję na oddzielenie pracy od domu jak najgrubszą linią :P

    1. Wika

      Ja tak samo, jeżeli chodzi o naukę do kolokwiów, sesji itd. to w grę wchodzi tylko czytelnia, w domu rozprasza mnie dosłownie WSZYSTKO – od nowego odcinka serialu po gapienie się w sufit. Pracowanie w domu zdecydowanie odpada, potrzebuję przymusu, który każe mi być zwartą i gotową na konkretną godzinę w konkretnym miejscu. W innym wypadku zalegam na cały dzień w piżamie, przemieszczając się tylko między łóżkiem a lodówką. Tak samo z ćwiczeniami w domu – podziwiam osoby, które są w stanie ubrać się w strój sportowy i na podłodze w salonie z Chodakowską na laptopie zrobić cały trening. Ja w ogóle nie mogę się za to zabrać, muszę specjalnie jechać na siłownię, inaczej w życiu bym się za to nie zabrała. Nie wiem od czego to zależy, ale w domu moje skupienie i motywacja wynosi 0, za to poza domem wzrasta do 100%.

      1. Alicja

        Dziękuję za tą odpowiedz. Zawsze myślałam, że tylko ja tak mam, że tylko ja jestem jakaś inna, nienormalna. Wszyscy wokoło potrafili się zebrać i szybko przystąpić do pracy w domu. U mnie znalazło się milion innych rzeczy do zrobienia, niż ta jedna konkretna.
        Myślałam, że to idiotyczne, czuć potrzebę konkretnych zadań i określenia czasu oraz innego miejsca na pracę niż dom. Ale ja po prostu tak mam od zawsze.
        Lubię swoją etatową pracę od – do i to, że wracam do domu i mogę nawet o niej nie myśleć. Oczywiście zawsze są jakieś plusy i minusy. I wstawanie o 6 rano nie jest przyjemnością, ale skoro muszę to wstaję.
        Pozdrawiam.

    2. podczytywka

      U mnie to samo! Uwielbiam dni, kiedy mam dłuższe przerwy między zajęciami i mogę je spędzić w bibliotece robiąc w dwie-trzy godziny tyle samo, ile zrobiłabym w domu w pięć. Też liczę w przyszłości na jakiś etacik, zgłupiałabym tak cały dzień w domu ;)

    3. Dorota

      Kurcze to może ja mam ten sam problem? Tzn. zawsze uczę się w domu i mam z tym duży problem bo kompletnie nie umiem się skupić, moja nauka albo kończy się po 10 minutach czytaniem w łóżku (przecież wcale nie zasnę!) i pobudką po 3 godzinach, albo scrollowaniem fb i yt. Problem u mnie taki, że często późno kończę zajęcia, a kiedy kończę je wcześniej to szkoda mi zostawać w mieście na parę godzin (mieszkam na wsi pod miastem) żeby się uczyć. Ale chyba trzeba po prostu spiąć poślady i siąść porządnie :P

  2. ula

    ooo tak, skąd ja to znam.
    pracuję w domu i na początku zdarzało mi się siedzieć w piżamie do 12.00, nieogarnięta i z kawą zamiast śniadania.
    czułam się wtedy totalnie „rozmemłana” i mało produktywna.
    dlatego teraz po pierwsze – zakładam ubrania „dzienne” (choćby dres, ale jednak) i robię sobie śniadanie. wręcz je celebruję. przy okazji mam miły początek dnia i więcej chęci do pracy (i energii!).
    niestety, do dziś mam problem z uświadomieniem domownikom, że mnie nie ma.
    i zaczyna mi doskwierać, że śpię w tym samym pokoju, w którym pracuję.
    ale postanowiłam, że w końcu rozdzielę te przestrzenie. bo w końcu mało kto śpi w pracy ;-)

    pozdrawiam!

  3. Marysia

    Z każdym kolejnym dniem pracy w domu, nabieram większego doświadczenia, próbuję nowych rozwiązań, sztuczek. Jest różnie, czasem mam wrażenie że zwariuję, a do burzy mózgów włączam domowników. Ale ostatecznie wychodzi na to, że wolę pracować w domu, mimo wszystko łatwiej mi się skupić. Jednak na początku musiałam omijać pułapki, w które łatwo wpaść, a które opisałam kiedyś na blogu.

  4. Ksycek

    Nie umiem pracować w domu. Albo może inaczej – nie lubię. I nie znoszę siedzieć sama, szczególnie, gdy robię jakiś projekt, bo od tego klikania można dostać na łeb (studiuję architekturę;)). I w końcu znalazłam rozwiązanie – umawiam się ze znajomymi do wspólnego klikania w ich mieszkaniach. ;) Czasem też u mnie, żeby nie było, że im żarcie wyżeram. ;) Projektowanie wtedy nie jest już tak boleśnie nudne i plecy jakoś mniej bolą. ;)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Haha brzmi super! Ja bym się bała, że spędzę dzień na gadaniu i śmianiu się, zamiast na robieniu tego, co mam robić – ale teraz mnie zachęciłaś i spróbuję!

    2. agata

      hahaha to najlepsze moje wspomnienie ze studiow na architekturze, robienie wspolnie projektow w jednym mieszkaniu, albo zaleglych rysunkow hehehe

      1. dobrymjud

        Melduje się kolejna studentka architektury, też klikamy grupowo ;) I wbrew pozorom, po trzech latach doświadczenia, mogę jasno stwierdzić: wspólne towarzystwo ludzi z celem w klikaniu nie rozprasza!

  5. Thoughts Blender

    Ja na co dzień chodzę do biura, tylko w piątki pracuję w domu. I powiem, że ogarnięcie się z pracą właśnie tego dnia jest najtrudniejsze. A to się przejdę do kuchni po coś, a to zajrzę do prywatnego komputera; ponieważ mieszkam w zupełnie innej strefie czasowej to wykorzystuję ten czas także na rozmowy z rodziną, która jeszcze nie śpi. Generalnie, zawsze znajdzie się coś do zrobienia. Tym sposobem, mimo że zaczynam pracę około 8, o 18 nadal jestem w polu z obowiązkami.
    Może pora się w końcu ogarnąć :)

  6. Yennefer

    Ja cały czas ogarniam temat motywowania samej siebie i przezwyciężania własnego lenistwa. Jestem całkiem niezła w planowaniu, organizowaniu, ale kończenie stanowi dla mnie spory problem. Często jest tak, że zrobię coś do połowy i odkładam, tracę zapał i pęd do działania :/ Stosuję wtedy metody podobne do tych co opisujesz – najlepiej działają na mnie listy, tabele i wykresy (macierz Ganta rządzi, zaznaczam zamalowanymi kwadracikami kolejne kroki, i szkoda mi zaprzepaścić calą pracę jaką do tej pory wykonałam). Pomaga też wyraźne wyznaczenie końca danego zadania. I wizualizacja efektu jaki chcę osiągnąć. I nagroda, choćby kawałek czekolady, spotkanie ze znajomymi, kino, salsa albo półgodzinne spa we własnej łazience :D
    Pozdrawiam, Yenn
    PS. Dzięki za tekst o wenie, bardzo przydatny :)

    1. Yennefer

      Aaa, a najlepiej pracuje mi się na ostatnią chwilę. I jak mam dużo do roboty – wtedy wszystko ogarniam. Jak mam za dużo czasu to wszystko rozłazi mi się jak guma w gaciach ;) Zarówno w pracy na etacie, jak i w domu…

      1. Style Digger Autor wpisu

        Macierz Gantta – o, już mi gdzieś mignęły te kwadraciki, ale nigdy nie wiedziałam że to się tak nazywa:) I też mam tak, że im mniej czasu, tym lepiej mi idzie:)

  7. Julia

    Dla mnie najbardziej optymalną opcją byłoby mieszkanie w promieniu 1-1,5 kilometra od pracy. Krótki spacer przed pozwoliłby się obudzić i zebrać energię, a po pracy pomógłby na zostawienie spraw zawodowych poza domem. Gdyby mi się spieszyło wzięłabym rower i była na miejscu w kilka minut. Niestety ja mam do pracy 30 kilometrów :/

  8. Zuzanna

    Zawsze gdy czytam takie wpisy postanawiam, że to właśnie ten dzień, ten moment, w którym uporządkuję swoje życie i wprowadzę jakieś schematy działania, jednak jeszcze mi się to nie udało. ALE jest właśnie niedziela 23:34, jutro zaczyna się nowy tydzień, a nowy tydzień to idealny czas na wprowadzenie zmian, prawda?

    Beyonce do motywacji i naładowania pozytywną energią jest najlepsza!

  9. Angelika

    Moim marzeniem od dawna jest praca w domu. Poza domem już pracowałam, nie raz i nie dwa. Sam fakt zarabiania był krzepiący i dawał mi satysfakcję, natomiast coś do końca nie grało. Aktualnie nie mam pracy, założyłam bloga i być może naiwnie wierzę, że kiedyś będą z tego pieniądze, ale czym byłby świat bez marzeń? Wciąż staram się ulepszać, szukam motywacji i inspiracji. Kończę 3 rok studiów i nie wiem co będzie dalej, ale głęboko w sercu mam nadzieję, że uda mi się podbić świat i że te podróże, które tkwią bez przerwy w mojej głowie nie będą tylko zwykłymi mrzonkami :)
    ___________________________

    http://blogwspodnicy.blogspot.com/

  10. Hezekiah

    Połowa tych wskazówek sprawdzi się również dla pracownika biurowego. Zresztą sporo osób które znam które może pracować z domu lub z biura, woli (łącznie ze mną) pracować z biura, bo jest to czas spędzony produktywniej.

    Dla mnie pewnym problemem, jest komputer. W domu komputer do pracy i zabawy to wciąż ta sama maszyna i ona bardziej niż pokój definiuje mi przestrzeń. Zastanawiam się czy nie mieć komputera do zabawy i do pracy (ale to też spory koszt).

  11. agab

    Po 16 latach pracy w biurze zdecydowalam sie na tzw home office. Niestety w moim miescie jestem jedyna osoba z mojej firmy i ze wspolpracownikami widze sie tylko dwa razy do roku… i dla mnie najwiekszym problemem ktory doprowadza mnie do depresji jest brak Ludzi wokol mnie. Co prawda mam spotkania z klientami ale to nie to samo co normalni ludzie wokol brakuje rozmow dyskusji burzy mozgow, wsparcia. Na domownikow nie moge liczyc… Blagam jak sobie z tym radzicie? Bo mnie to doprowadza do ciezkiej depresji…

    1. Style Digger Autor wpisu

      Może jakiś coworking? Teraz takich miejsc jest naprawdę mnóstwo, nie tylko w dużych miastach. Może Twoja firma może Ci za niego zapłacić w ramach dbania o dobre samopoczucie pracownika?

  12. m.

    ja ostatnio dopracowywuję sztukę pracy w domu, mam właściwie te same metody, co Ty! Dodatkowo staram się jak najwięcej rzeczy ‚z rana’ ogarnąć pod wieczór – zmywanie, mycie włosów, przygotowanie ubrania. Ostatnio już doszłam do sypania herbaty do czajniczka wieczorem tak, żebym rano musiała ją tylko zalać wrzątkiem ;)
    Pewnie brzmi trochę szaleńczo, ale maksymalne skrócenie czynności wykonywanych rano sprawia, że łatwiej mi się szybko zabrać do pracy, zamiast spędzać godziny na przygotowywaniu się do tej pracy – zwłaszcza, że rano łatwo mi się prokrastnuje.
    Dodatkowo wprowadziłam system 50+10 – przez 50 minut się skupiam, a przez 10 robię coś innego. Świetnie się sprawdza, w efekcie łatwiej mi się nie rozpraszać (bo ‚zrobię to w ciągu moich 10 minut’) i przez te 50 minut jestem naprawdę produktywna.
    Jedyna rzecz z którą mam problem to jak skończyć pracę o jakiejś normalnej porze. Jak nie mam batu nad głową to potrafię siedzieć nad rzeczami związanymi z pracą do nocy, i nigdy nie mam poczucia, że już zrobiłam dosyć.

  13. Łukasz Przechodzeń

    Kocham pracę w domu i byłoby genialnie gdybym mógł się utrzymywać jedynie z bloga. Na razie handluję jeszcze w internecie, ale po głowie chodzi mi przerzucenie się całkowicie na blog, a przynajmniej w ciepłych miesiącach gdy ruch na blogu rośnie, a w moim biznesie spada :)

    Ja do oczyszczenia głowy używam oczywiście roweru. I każdemu polecam. Nie trzeba się wcale „zarzynać”, wystarczy popedałować dla przyjemności przez godzinkę, najlepiej poza miastem. Mi wtedy zawsze do głowy przychodzą najlepsze pomysły, nawet lepsze niż te pod prysznicem :)

  14. czytaj z ust

    Bardzo dużo można się od Ciebie nauczyć. Zwykle, kiedy tu zaglądam, znikam na więcej czasu niż planowałam, bo znajduję kolejne coraz to ciekawsze posty. Dzięki za inspirowanie!

  15. pstra matrona

    Dziękuję za wskazówki! Ja ciągle pracuje nad swoim systemem pracy w domu. Jest już znacznie lepiej, ale jeszcze nie idealnie. Największy problem mam z określeniem realnej listy zadań, zawsze jest za długa i potem w środku nocy albo nad ranem mam demotywujące uczucie, że przez to, że zrobiłam tylko 10% tego co zaplanowałam nie zrobiłam nic mimo, że to było w sumie całkiem dużo. Moją produktywność najbardziej podniosła przeprowadzka do innego mieszkania. Przede wszystkim po raz pierwszy mieszkam w miejscu, które naprawdę mi się podoba i po prostu lubię spędzać tu czas, a nie jak najszybciej uciec do jakiejś piękniejszej przestrzeni. Nie mam łóżka ale rozkładaną kanapę, więc nie kusi mnie powrót do niego kiedy już wstanę. I mieszkam zupełnie sama, a jak się okazało rozpraszali mnie nawet zupełnie obcy współlokatorzy za ścianą.

  16. Anna Cichy

    Kiedy czytam o Twojej organizacji prac domowych i miejscu pracy mam wrażenie, że jesteśmy siostrami. Dokładnie się utożsamiam, choć mnie do naprawdę sensownej i skutecznej organizacji jeszcze daleko. W tym wpisie wychodzi z Ciebie prawdziwa superwoman – taka naturalna, autentyczna i ludzka, ale radząca sobie ze wszystkim niczym superbohater.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Dzięki wielkie, super miło mi to czytać, chociaż na pewno nie radzę sobie tak zupełnie ze wszystkim:) Ale fantastycznie, że napisałaś, bo odkryłam Twojego bloga, uwielbiam gry miejskie i będę zaglądać na pewno – już się zapisałam na newsletter:)

  17. Parapet Story

    Świetny wpis! Nie dość, że bardzo przydatny, to jeszcze podnoszący na duchu i człowiek już się nie czuje taki osamotniony w walce z własnymi wiatrakami :) Dwa lata temu pracowałam w jednym z katowickich portali informacyjnych, praca na etacie, tyle że stacjonarna, w domu. Do 18.00 każdego dnia musiałam wysłać artykuł, więc starałam się tak rozplanować czas, żeby się wyrobić. Z presją czasu radziłam sobie nieźle, ale z telefonami od naczelnego, który potrafił dzwonić kilka razy dziennie z byle bzdurą owiniętą w takie patetyczne monologi, że po pół godzinie miałam wrażenie jakby dzwonił do mnie szambelan królowej Elżbiety. Na koniec dodawał to swoje: „artykulik się pisze?”, a ja po czymś takim zaczynałam się zastanawiać, czy możliwe jest morderstwo doskonałe i, bo rozpraszał mnie tym strasznie. Nie pomogły delikatne uwagi, więc już tam nie pracuję. Na szczęście. Wróciłam do rodzinnego miasteczka i obecnie również pracuję w domu, głównie jako korektor. Niestety teraz problemem są inne rozpraszacze na czele z rodziną, ale staram sobie z tym radzić. Rodzina nie wzięła sobie do serca moich grzecznych próśb, więc musiałam się uciec do awantury, ale pomogło. Nauczyłam się nie odbierać telefonów w czasie pracy, niezwiązanych z pracą. Jeszcze tylko prokrastynacja z social mediami została mi do ogarnięcia, ale mam już bardzo dobre wskazówki od Ciebie, więc mam nadzieję, że będzie ok. A, i w odzyskaniu mnóstwa czasu na różne rzeczy pomogła mi trochę książka Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo”. Polecam! Pozdrawiam serdecznie :). Prokrastynujący na Twoim blogu Patyczak (ale za to twórczo porokrastynujący :)).

  18. Pola - Odpoczywalnia

    Świetny wpis, bardzo przydatny i motywujący:)

    U mnie co prawda sytuacja jest trochę inna, bo nie pracuje zawodowo, tylko zajmuję się domem i dziećmi, ale zdecydowanie ogarnianie domowego cyrku, z trzylatkiem i roczniakiem do pomocy, wymaga zorganizowania i dyscypliny. Zwłaszcza, że chcę też robić rzeczy dla siebie (blog, języki, ćwiczenia, książki, filmy).

    Też zapisuję wszystko, i wykreślam, działa zdecydowanie najlepiej:) Gadam do siebie (tzn niby do dzieci), o tym, co będziemy robić, jakoś mnie to dobrze organizuje.

  19. Ola

    Ja osobiście chyba bym nie dała rady, żeby efektywnie pracować muszę drastycznie zmienić otoczenie. Podziwiam cię że tak dobrze ci się to udaje ! :)

  20. iKa

    Chyba wezmę sobie do serca Twoje rady, bo mam wrażenie, że jestem mistrzem marnowania czasu. Nie pracuję – studiuję, ale to nie znaczy, że nie mam nic do roboty, bo praca magisterska sama się nie napisze, a dookoła tyle ważniejszych rzeczy – facebook sam się nie sprawdzi, problemy znajomych same się nie rozwiążą i to nic, że dopiero robiłam generalne porządki w szafie – zawsze mogę je powtórzyć. Ale ostatnio idealnie posprzątałam biurko i przyznaję, że to mi pomogło w stworzeniu spisu treści do pracy :D
    A co do pracy w domu to tak naprawdę marzy mi się, że kiedyś nie będę musiała wychodzić do pracy tylko właśnie zrobię kawę, usiądę przy biurku w swoim domu, wezmę się do roboty – i będą mi za to płacić! :D (bycie korektorem – marzenie z dzieciństwa <3)

    Pozdrawiam serdecznie w ten ciepły poniedziałek! :)

  21. Marta

    Bardzo cenne wskazówki, z których niestety na razie nie mogę skorzystać gdyż nie pracuję w domu ale mam nadzieję, że w końcu uda mi się to zmienić:) a przynajmniej wyzwolić się ze szponów korporacji:D Uwielbiam Twojego bloga i Lunaby:) Wszystko jest takie przemyślane:)

  22. Sara

    Ten post to motywator. :) Bo wiele z tych wskazówek można też wykorzystać po prostu przy okazji uczenia się.
    Mój tata od czasu do czasu pracuje w domu i największym problemem jest chyba to, że pracuje przy komputerze i tam rozpraszają go różne strony – a to postanowi sobie o czymś poczytać, a to jeszcze coś sprawdzić, zupełnie niezwiązanego z pracą. Moja mama też wyznacza mu różne zadania np. ugotuj obiad – „bo skoro tata siedzi w domu, to może to zrobić”. Suma summarum czasami zdarza mu się pracować mniej niż powinien, mniej niż by zrobił, spędzając ten czas w firmie. A to coś sprzątnie, a to włączy telewizor, a to się chwilę zdrzemnie. Praca w biurze ma więc swoje plusy.
    Już chyba kiedyś wspominałaś o tym, aby nie siedzieć w piżamie, gdy chcemy coś zrobić – do tej pory stosuję się do tej Twojej rady. :)

  23. Aga

    Wow! Ale fajnie;) Jeszcze nikt nigdy nie napisał dla mnie całego posta;) Dzięki ! ^^ Poza tym jesteś mega szybka! Fajnie, że udało Ci się zebrać te wszystkie rzeczy w jednym miejscu w tak krótkim czasie. Podpisuję się rękami i nogami pod chyba wszystkim co tu napisałaś. Korzystam z większości tych nawyków. Nie wyobrażam sobie wstawania o 12 w południe, chodzenia w piżamie, w „rozmemłanym” stanie. Ten tusz na rzęsach też wbrew pozorom ma ogromne znaczenie! Do tego ruch i pies to też świetna rzecz;) Zaczęłam od kilku dni ponownie biegac po zimowej przerwie z rana, i mimo tego, że jeszcze opornie idzie mi wstawanie o jeszcze wcześniejszych godzinach niż do tej pory, to ilość energii i zapału do pracy jaką dzięki temu wygeneruję jest naprawdę duża! Pies to świetny motywator i towarzysz:)

    Chyba moja największa zmorą są właśnie social media. Jako fotograf i grafik, podobnie jak Ty, spędzam bardzo dużo czasu np na fb ponieważ dla mnie jest to medium do kontaktu z klientami, ustalaniu detali dotyczących czy to sesji fotograficznych czy to projektów. na pewno więc skorzystam z Focus o którym pisałaś. Dzięki za info;)

    Ze swojej strony natomiast jeśli chodzi o muzykę to polecam gorąco Spotify. uwielbiam po prostu ta aplikację! Odkryłam ja niedawno, ale ilość muzyki i przekroje gatunków jakie tam znajdują się jest wręcz niesamowita! I do pracy, i na imprezę, i do skupienia się i po prostu posłuchania. Polecam gorąco!

    A dla branż kreatywnych, freelancerów i osób pracujących samodzielnie polecam kilka pozycji książkowych, które mi samej baaardzo pomogły!
    „Jak zaoszczędzić godzinę czasu dziennie?” Michael Heppell cieniuteńka książeczka, w sam raz na jeden wieczór. Z dużą ilościa konkretów.
    „Homo creativus. 40 technik podkręcania umysłu” Hugh MacLeod
    „Realizacja genialnych pomysłów. Jak sprawić by nie skończyło się na gadaniu” Scott Belsky

    Mam nadzieję, że się przyda;)

  24. Alice Stone

    Jeśli chodzi o pracę w domu, a właściwie naukę w moim przypadku to wiem z doświadczenia, że nie warto zaczynać zanim nie zrobię swojego przeglądu stron w Internecie (to już chyba nałóg), później pozostaje mi wyłączyć komputer i jest całkiem nieźle. Gorzej bywa w weekendy kiedy mam więcej czasu i nie spędzam pół dnia w szpitalu, wydaje mi się wtedy, że mam niewiadomo ile czasu, planuje mnóstwo rzeczy i najczęściej się nie wyrabiam, więc chyba muszę udoskonalić mój system :) Na pewno skorzystam w Twoich wskazówek, zobaczy co z tego wyjdzie :)
    Pozdrawiam i zapraszam: http://striveforperfectionblog.blogspot.com/

  25. Kaśka Legendź

    Bardzo spoko poradniczek :) chciałabym tak solidnie zawsze to wszystko właśnie tak robić ale czasem jest trudno. Wpadam niekiedy w reaktywny ciąg – odpowiadam tylko na mejle, prośby i żądania z zewnątrz, tracę kontrolę nad zarządzaniem własnym czasem i ktoś inny planuje mi dzień. Robi się 18 a ja dalej w piżamie, przed kompem, nawet nie wiem jak minęło 11h… Macie na takie dni jakieś rady? Jak jest tyle impromptu rzeczy, że cały plan diabli biorą? Nie pomaga Trello, Asana, Doodle… nic. Jakieś pomysły? :* Cheers!

  26. Zuza

    Soundtrack z Into the Wild to bezapelacyjnie mój ulubiony soundtrack, soundtrack wszech czasów. Przesłuchałam go niezliczoną ilość razy.
    Jest taki nieziemski, cieszę się, że też go lubisz!

  27. Bretonissime

    Ciekawy wpis, Asiu! Kiedyś nie wyobrażałam sobie pracy w domu, ale bardzo możliwe, że było tak dlatego, że rozważałam ją głównie w kontekście tłumaczeń -a ślęczenia nad nimi całymi dniami nadal bym nie chciała. Teraz pracuję w głównej mierze z domu, ale przez to, że udzielam lekcji francuskiego przez Skype, zupełnie odpada problem organizacji czasu: umówione spotkania z uczniami same wyznaczają mi rytm dnia. Podobnie jak Ty, odkryłam, że w przerwach prace domowe to całkiem niezła odskocznia i, dodatkowo, kolejny wykonany w ciągu dnia, prawie mimochodem, obowiązek. Nie czuję się też odizolowana, bo przez cały dzień mam kontakt z ludźmi- wirtualny, ale jednak. W ten sposób dwa największe potencjalne problemy (dla mnie przynajmniej) rozwiązały się same, z czego ogromnie się cieszę. Oczywiście znalazłyby się inne minusy (jak np.wszystkie wieczory w tygodniu zarezerwowane na pracę), ale tak lubię to, co robię, że ogólny bilans jest bardzo na plus. Na pewno bardzo doceniam też fakt „mobilnego biura”, dzięki czemu pół tygodnia mogę spędzać na bretońskiej wyspie, gdzie uczę w szkole i jednocześnie mam prywatne wirtualne lekcje. :) Sama jestem ciekawa, jak to będzie, gdy faktycznie cały tydzień będę pracowała z domu, już bez tego egzotycznego wyspiarskiego czynnika. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wielu sukcesów i inspiracji! Kasia

  28. Agnieszka

    Praca w domu, wg wymaga, dużej samodyscypliny. Ja pracuję co prawda w korporacji ale mam też możliwość pracy zdalnej właśnie z domu. Czasem z tego korzystam ale te wszystkie rozpraszacze, do których w moim wypadku należą głównie zaległe prace i obowiązki domowe typu wstawić pranie, zamieszać w garnku z zupą itp. :) Problemem bywają też wpadający bez zapowiedzi znajomi, także free lancerzy, którzy myślą,że jak jesteś w domu to siedzisz i popijasz kawkę i tylko czekasz na odwiedziny :) Na facebooka i inne social media mam taki sposób, że nie zaglądam do nich w ogóle do 12.00 :)

  29. Mateusz

    O tak, bez wyodrębnionego miejsca do pracy można zwariować, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego „tak mi się nie chce”. To podobno zostało już udowodnione naukowo. Potrzebujemy oddzielnych miejsc do spania, jedzenia, gotowania, pracy lub nauki etc. Z racji na ograniczony budżet studencki zwykle korzystam z biblioteki, do której na szczęście nie mam daleko.

    Z task-managerów mogę polecić Nozbe, polską aplikację, z której korzystają najwięksi guru produktywności. Aplikacja jest w 100% oparta o metodę Getting things done Davida Allena. Jakby ktoś był zainteresowany tu jest LINK ;) Testowałem Trello, ale wydał mi się zbyt chaotyczny.

    Do komunikacji używam niestety Facebooka… Trudno namówić koleżanki i kolegów do innych form kontaktu, choć ostatnio nad dwoma projektami pracowaliśmy, za moją namową, z pomocą Slacka. Kiedyś był Messenger na Windowsa i można było rozmawiać i nie być nękanym tablicą, ani powiadomieniami. Niestety Facebook zamknął aplikację…

  30. K.

    Ja jestem osobą dosyć konsekwentną i jak już sobie coś postanowię, to po prostu to robię:) Tak jak pisałaś – najtrudniej zacząć, ale jak wbijesz się w rytm to jakoś leci. Obecnie pracuję w domu i jestem bardzo zadowolona. Rano wstaję, po lekkim śniadaniu ćwiczę ok. 1h, potem prysznic i ogólne ogarnięcie – i już jestem gotowa na podbój świata ;) Generalnie mój ulubiony poranek jest nieco rozciągnięty (przez ćwiczenia), ale tak lubię najbardziej. Porównując ten tryb z pracą etatową to zdecydowanie wybieram obecną formę.
    Dodatkowo – łatwiej mi się skupić w domu. Nie lubię jak mi ktoś łazi za plecami. Pracuję głównie przy komputerze, jak potrzebuję to spotykam się z szefem na mieście lub prowadzę konferencję na skype. Uważam, że skype i jego magiczna funkcja współdzielenia ekranu, czasem połączona z konferencją na kilka osób bardzo ułatwia pracę :)
    Na zakończenie dodam, że porządek na biurku i w skrzynce mailowej też pomaga w skupieniu się na robocie.
    Pozdrawiam!

  31. Kusterkowa

    „cały dzień w piżamie” to największa pułapka pracy w domu, przynajmniej dla mnie. Staję się wtedy nieproduktywna i ospała. Najlepiej jest się zmotywować i ubrać tak, jakby się do tej pracy miało wyjść. Od razu inaczej się człowiekowi pracuje. Super, że napisałaś o celach i realistycznej szansie na ich osiągnięcie. Mega :)

  32. Paulina

    Świetny post. Ja również chwalę sobie pracę w domu i przygotowuję własną rozpiskę zadań to pomaga wszystko ogarnąć, usystematyzować i rozłożyć wszystkie zadania w czasie. Niemniej jednak, tak jak napisałaś – ta paca nie jest dla wszystkich. Niektórym po prostu ciężko się zmotywować i zorganizować sobie samodzielnie czas pracy.

  33. Do more of what makes you happy.

    Podpisuję się pod tym nawet obiema rękami. Wbrew pozorom praca w domu do łatwych nie należy. U mnie po prostu w domu za dużo się dzieje. Rano ogarniam poranny bałagan, wyprawiam męża i syna, ubieram się (bo nie ma nic gorszego niż pracować w piżamie), robię sobie kanapki lub sałatę do pracy (gdy tego nie robiłam to jadłam byle co i byle jak) i próbuję zacząć pracę. Po jakieś godzinie spokoju zaczyna się: telefony, domofon, wpadnie mama, zajrzy sąsiadka na kawę, zmywarka skończy zmywać, pralka skończy prać itp, itd. Dom żyje i trudno go nawet na te kilka godzin wyłączyć. Po południu wcale nie jet lepiej. Muszę zrobić obiad, wygospodarować dla dziecka jakieś 2-3 godziny (lekcje, rower itp.). Wieczorem padam. A w nocy nie myślę. Marzy mi się malutkie biuro w jakiejś kamienicy i tylko ja, mój mózg i kubek zielonej herbaty. Pozdrawiam,

  34. Olga Komorowska

    Ja bardzo dużo pracuję w domu. Wymaga to samodyscypliny. Dużej samodyscypliny. Muszę mieć pościelone łóżko i faktycznie gdy się przebiorę jest zdecydowanie lepiej. W piżamie, to najchętniej zostałabym w łóżku z książką.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *