Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

Pół roku z Chrupkiem

Niesamowite, jak szybko zleciał ten czas. Odkąd wzięłam Chrupka ze schroniska, minęło już prawie pół roku. O tym, jak fantastycznym jest psem, mogłabym opowiadać i opowiadać. Przeszedł niesamowitą przemianę (jak podobno większość schroniskowych psów) i jest zupełnie innym zwierzakiem niż na początku.

chrupekmix

Przede wszystkim, stał się pewniejszy siebie. Zaczął się bawić, ma swojego ukochanego piszczącego szopa pracza i chociaż nie szaleje za przynoszeniem czy przeciąganiem, to czasem uda mi się go namówić. Bardzo się cieszę, bo pies, który nie wie do czego służy zabawka, to naprawdę smutny widok. Spokojnie śpi w nocy, a kiedy jest w wyjątkowo radosnym nastroju, wywala swój włochaty brzuch do głaskania – wcześniej było to nie do pomyślenia.

Nie chodzi już za mną krok w krok po mieszkaniu, nie kuli się, kiedy ktoś wykona gwałtowniejszy ruch. Nadal woli przebywać ze mną niż z kimkolwiek innym, ale kiedy wyjeżdżam, nie trzeba go już wynosić na spacer – na początku bał się beze mnie opuścić mieszkanie. Dalej jest pod tym względem trochę niepewny i kiedy wychodzi z nim moja mama, przedreptuje pięćset metrów i sprintem wraca do domu, gdzie czeka na swoim posłaniu, aż wrócę, ale zrobił ogromne postępy.

Po drugie, schudł i nie wygląda już jak mała beczka na krótkich nóżkach. To wymagało ode mnie ogromnej konsekwencji i sokolego oka na spacerach. Chrupek jest takim żarłokiem, że aż trudno mi uwierzyć, że w pierwszym tygodniu po przyjeździe ze schroniska nie chciał jeść absolutnie nic. Później nastąpiła faza „zjadam wszystko co się da” i właściwie trwa do dzisiaj, chociaż Chrupek nie szuka już jedzenia tak rozpaczliwie i udało nam się zerwać z nawykiem polowania na kosz na śmieci. Nie zmienia to jednak faktu, że i w domu, i na spacerze zachowuje się jak szukająca trufli świnka, chodzi z nosem przy ziemi i sprawdza, co by tu jeszcze można zjeść.

chrupek8

Jak się okazuje, zjeść można bardzo dużo. Muszę go wyrzucać z kuchni, kiedy zamiatam, bo zmiecione na kupkę okruszki to fantastyczna przekąska (zwłaszcza surowy makaron, pyszka!). Kiedy odwiedzam rodziców, musimy zastawiać kocią kuwetę konstrukcją z krzeseł, bo żwirek to też, jak się okazało, prawdziwe delicje. No i najgorsza sprawa – ulubionym przysmakiem Chrupka jest wszystko to, co znajdzie na trawniku.

Kiedy nie miałam psa, nie zwracałam uwagi na to, jak strasznie brudne są trawniki w mieście. Mnóstwo ludzi wyrzuca stare kanapki, niedojedzone kebaby, nadgniłe makarony. Przypuszczam, że sądzą, że pomagają w ten sposób bezdomnym zwierzętom, ale jestem przekonana, że zanim jakikolwiek bezdomny kot zdąży się połapać, przy pysznej, starej bułce z szynką będzie już mój pies, a ja będę się zastanawiać, jak długo jedzenie leży już na trawniku i czy mam pędzić do weterynarza, czy może jednak poczekać.

Na Muranowie panuje w dodatku straszny zwyczaj wyrzucania resztek jedzenia przez okno. Nie raz, stojąc z Chrupkiem na trawie, prawie dostałam w głowę reklamówką z resztkami po rosole (gotowane drobiowe kości są dla zwierząt bardzo niebezpieczne!). Gdyby mi ktoś opowiedział, że robią tak ludzie w XXI wieku, w centrum wielkiego miasta, pewnie bym nie uwierzyła.

chrupek10

Dwa razy wylądowaliśmy z tego powodu u weterynarza z problemami żołądkowymi, na szczęście niegroźnymi. Oprócz tego, Chrupek miał okres dziwnych duszności, które na szczęście minęły, raz zachorował na anginę, raz uczuliła go karma, a ostatnio uszkodził sobie łapę na spacerze. To wszystko dość niegroźne schorzenia, ale wizyty u weterynarza były konieczne. Pisałam już o tym w tekście o świadomej adopcji, ale to bardzo ważne, więc powtórzę jeszcze raz – pies ze schroniska nie jest darmowy, może chorować tak samo jak psy z hodowli i trzeba wziąć to pod uwagę.

Najpoważniejszym wypadkiem, jaki przydarzył się Chrupkowi, była przebita gałka oczna na skutek walki z kotem. Kiedy szukałam psa, chciałam egzemplarz, który dogaduje się z innymi zwierzętami, bo moi rodzice mieszkają z kotem. Chrupek, mimo adnotacji „akceptuje inne zwierzęta” w ogłoszeniu, ma z tym spore problemy. Po pierwsze, nie przepada za innymi psami. Pozwala się kurtuazyjnie obwąchać i odchodzi, ale kiedy pies jest uparty i idzie za nim, warknie ostrzegawczo, a gdy trafi na wyjątkowo namolnego delikwenta, potrafi przyłożyć. Bardzo nie lubi też, kiedy inne psy do mnie podchodzą (mogłabym je jeszcze pogłaskać albo coś!), więc kiedy jesteśmy w miejscu, w którym jest dużo psów, Chrupek robi wokół mnie kółeczka i pilnuje, żeby nikt się nie zbliżał.

chrupek5

Dużo gorzej jest z kotami, bo na nie Chrupek po prostu poluje. Staram się go pilnować, ale kilka razy zdarzyło mu się Pulpa pogonić. Dwa tygodnie temu biedny Pulp spał i dał się zaskoczyć, nie miał gdzie uciekać, uderzył więc Chrupka łapą, na tyle skutecznie, że trafił pazurem w oko. Na szczęście oko dobrze się goi i jest duża szansa, że po kuracji antybiotykowej wszystko wróci do normy.

To już najważniejsze problemy, jakie napotykamy na co dzień. Nie jest ich dużo, ale stwierdziłam, że o nich wspomnę. Na zdjęciach, które wrzucam na Facebooka czy Instagrama, Chrupek jest zawsze uśmiechnięty i wyluzowany, nie chciałabym więc, żeby ktoś pomyślał, że życie z psem to same przyjemności i zero kłopotu.

chrupek2

Na szczęście, życie z Chrupkiem to jednak prawie same przyjemności. Chrupek jest cudownym towarzyszem, jest niesamowicie kochany i pocieszny, a do tego wyjątkowo grzeczny. Pomijając wymienione wyżej problemy, naprawdę nie sprawia mi kłopotów. Grzecznie zostaje sam w domu (chociaż jest wtedy najsmutniejszym psem świata, sądząc po wyrazie paszczy), nigdy niczego nie pogryzł. Kiedy nie mam czasu się nim zajmować, po prostu idzie spać i spokojnie czeka na kolejny spacer. Jest fantastycznym kompanem na wyjazdy i wycieczki, chętnie jeździ samochodem i ogromną przyjemność sprawia mu odwiedzanie nowych miejsc. Wspólnie odkryliśmy już dużo pięknych zakątków w Warszawie i okolicach, jak dziki brzeg Wisły w Kępie Kiełpińskiej czy plaża i wysepki w Ciszycy.

Chrupek bardzo szybko się też uczy. Opanowanie komend na kursie posłuszeństwa nie sprawiało mu żadnych problemów, teraz też szybko łapie wszystkie sztuczki, których go uczę. Oprócz przydatnych rzeczy, jak „siad”, „zostań” czy „do mnie”, zna sporo kompletnie niepraktycznych, ale jakże uroczych sztuczek, jak wstydzenie się (łapka na pyszczku) czy „wiewiór”. Praca z nim to przyjemność, bo z jednej strony jest bardzo sprytny, z drugiej – żyje dla pasztetu i za jedzenie zrobi wszystko.

chrupek3

Chrupek prezentuje wiewióra

Czy wiedząc to wszystko, wzięłabym jeszcze raz psa ze schroniska? Zdecydowanie tak! Podsumowując wszystkie kłopoty, Chrupek sprawia mniej problemów, niż moje dwa wcześniejsze psy, rasowe, z dobrych hodowli – Gordon, seter szkocki, który tylko czekał na okazję żeby zwiać i bojący się własnego cienia golden retirever Polar.

chrupek1

Nie do końca rozumiem więc argumenty osób, które „wolą zapłacić za rasowego psa, bo nie chcą mieć problemów”. Jeśli ktoś ma na przykład małe dzieci i chce być pewnym charakteru psa, może adoptować go z domu tymczasowego. A jeżeli choćby połowę pieniędzy przeznaczonych na szczeniaka z hodowli wydamy na pracę z psim behawiorystą, na pewno uda się wszystkie po-schroniskowe strachy przepracować.

No i najważniejsze – nie ma psów, które są bezproblemowe i każdy pies wymaga pracy, nawet przedstawiciele ras uważanych za rodzinne i łagodne, nawet najbardziej „wdzięczny” uratowany kundel.

chrupex

Przestraszony Chrupek tuż przed trafieniem do schroniska. Na dom ciągle czekają Ray czy Misiek.

kompilacja

kompilacja chrupkowych uśmiechów

Czuję się też wyjątkową szczęściarą, że trafiłam akurat na Chrupełka. To tak pocieszny pies, że nie da się w jego obecności nie uśmiechać. Kiedy przychodzę do domu, a on ślizgając się na parkiecie pędzi swoim niezgrabnym galopkiem i macha całym sobą, bo nie może ogonem, a potem siada z uśmiechniętą paszczą i czeka na głaskanie, to choćbym miała i najgorszy dzień, od razu czuję się lepiej. Jest też do mnie niesamowicie przywiązany, a to naprawdę budujące. Całą energię, którą mu daję, odwzajemnia z ogromną nawiązką.

chrupek9

 

Jest dokładnie takim psim przyjacielem, o jakim zawsze marzyłam – pójdzie ze mną wszędzie, bez problemu jeździ komunikacją miejską, kawiarnie czy mieszkania znajomych zupełnie go nie stresują, uwielbia się uczyć nowych rzeczy. Według kilku u weterynarzy, u  których byliśmy, ma jednak o kilka lat więcej, niż szacowało schronisko, ale i tak liczę, że przed nami jeszcze całe mnóstwo wspólnego czasu, spędzonego na spacerach i drapaniu po brzuchu.

 

 

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

88 thoughts on “Pół roku z Chrupkiem”

  1. Kiedy myślę o psie-przyjacielu, mam przed oczyma właśnie takiego Chrupka. Strasznie Ci go zazdroszczę! Jest przeuroczym piesełem :-)

  2. Również mam kundelka :) może nieco większego, ale jednak :) Najlepszy pies świata! Kochana sunia, która cały czas ma uśmiechniętą mordkę :). Znajomi dziwią się, że potrafię się z nią dogadać, ponieważ reaguje na „na dwór?”, „jeść?” czy „pić?” :D więc kiedy zaczyna popiskiwać od razu wiem o co chodzi :). Potrafi zostać w domu sama (nawet na noc), każdego wita z taką samą miłością oraz poluje na koty (przepraszam, jak byłam mała to sama ją na nie szczułam). A co najlepsze: SAMA DO MNIE PRZYSZŁA! :). Pewnego zimowego wieczoru zapukała do drzwi ogonem, a jak ją wpuściliśmy (przez przypadek, myśleliśmy, że ktoś zapukał) to już nie chciała wyjść z domu (oczywiście chcieliśmy ją zostawić, ale piesek w domu załatwiać się nie mógł) :). No i teraz z nami jest już jakieś 7 lat i każdego dnia daje powód do uśmiechu :).

  3. Tchnęłaś w niego nowe życie i to jest najpiękniejsze w tym wszystkim.
    Zdjęcia z Chrupkiem mówią same za siebie. Bardzo mi się podoba, jak promujesz adopcję <3

    Dla potwierdzenia Twojej teorii dodam, że mam rasowego kota, z którym jest więcej do ogarniania niż z normalnym. Podobnie jak Polar bardzo się boi (przypuszczam, że nie był dobrze traktowany w hodowli – a niby dobra), ma problemy z wagą od początku, więc rasowy czy nierasowy nie ma znaczenia. Co nie zmienia faktu, że jest kochanym kotkiem :)

  4. Takie Chrupki to ja lubię, zwłaszcza te uśmiechnięte. :)
    Ja też zamierzam adoptować psiaka ze schroniska, ale to dopiero za jakiś czas, bo musimy zająć się ogrodzeniem żeby nasz przyszły przyjaciel był bezpieczny.

  5. My w styczniu z naszym schroniskowcem świętowaliśmy pierwszą rocznicę. Z małej kuleczki mamy wielką kochaną kulę. Też nie zamienilibyśmy go na żadnego innego. Problem jest tylko, kiedy nie wraca na wołanie, bo cały świat jest zbyt ciekawy. Ale mam nadzieję, że jeszcze to przepracujemy. Uściski dla Chrupełka :)

  6. Nie wyobrażam sobie życia bez psa w domu, bez mojego Wałka. Zanim do mnie trafiła, przeszła przez takie rzeczy, że naprawdę nie rozumiem jakim cudem jest tak radosnym i szczęśliwym psem. We wszystkich moich znajomych ma swoich fanów, bo jak tu nie lubić czarnej kupki sierści z radarami zamiast uszu, która pełnię szczęścia osiąga kiedy ktoś na nią choćby spojrzy? Ma już 8 lat a nadal zachowuje się jak niemądre szczenie :D

  7. Och, on jest taki cudowny! A ja właśnie jestem na takim etapie życia, że marzę i potrzebuję właśnie takiego pozytywnego stworzenia, ale niestety na razie jest to jeszcze niemożliwe. Ale jak tylko wrócę z planowanego erasmusa i przeprowadzę się na dobre do Warszawy, to rozpoczynam planowanie adopcji!

    [Piękna torebka!]

  8. Na wspólnych fotkach widać absolutnie fantastyczną relację między Wami! Ja akurat mam głuchego psa, nie ze starości, ale po prostu tak mu się trafiło. Co więcej, jemu to raczej nie przeszkadza ;) Ale mi owszem, cóż, jak mnie nie widzi, to go nie przywołam. Mamy więc za sobą zaginięcie, ale i szczęśliwe, szybkie odnalezienie, po którym zyskał przydomek Zdobywca Mokotowa (bo zwiedził dzielnicę) i Farciarz (bo nic mu się nie stało). Ot, takie wspomnienia… Oczywiście jest inaczej z psem, który nie słyszy. Nauczyłam go siadania i przybiegania na ruchy ręką :) No a w Sylwestra odbieram coroczną nagrodę – mój pies nic sobie nie robi z wystrzałów, więc dumnie spacerujemy do woli :) Jest inaczej, tak, i chociaż na początku było niełatwo, to teraz jest cudownie, mamy swój język migowy :) Tak że praca ze zwierzakiem może dać fajne efekty, potwierdzam! Wracając do Chrupka – kiedy zobaczyłam zdjęcie z czasów schroniska, to dopiero jak przeczytałam podpis pod fotką zorientowałam się, że to on. Ale czytałam z niedowierzaniem dwa razy, bo Chrupek teraz to zupełnie INNY pies!! :) Widać, że mu z Tobą cudownie! :):) Cieszę się, że się odwzajemnia za to, co dostał/dostaje od Ciebie. Trzymam kciuki za Was :):)

  9. A mnie ten dzisiejszy wpis doprowadził do łez. Miesiąc temu straciłam moją największą włochatą miłość. Spotkałam ją, gdy miała już 10 lat i była w strasznym stanie. Przez dwa lata z nią spędzone nauczyła mnie o psach więcej niż można wyczytać w książkach. A ja starałam się ją przekonać, że istnieją też fajni ludzie. Teraz widzę, jak bardzo mój plan dnia był uzależniony od niej. Na jednym z ostatnich naszych spacerów usłyszałam od pewnego staruszka siedzącego w oknie, że pies to taki piękny obowiązek. Mądry człowiek z tego staruszka :)

  10. Hihi mam wrażenie jakbym czytała o jednym ze swoich kotów :) Co prawda nie schroniskowy, ale odratowany, pogryzły go jakieś zwierzęta i błąkał się przez kilka dni w pobliżu. Na początku był okropnie płochliwy, każdy hałas czy gwałtowny ruch powodował błyskawiczna ucieczkę pod stół. Dalej troche mu tak zostało, zwłaszcza w nowych miejscach, ale jednocześnie jest niesamowicie towarzyski, przychodzi nawet do obcych i uwielbia się popisywać. Na dodatek jest strasznie niezdarny, więc wszystko co robi, wygląda prześmieszne (np. nie śpi jak normalny kot w jakiejś kociej pozycji, o nie. On śpi na plecach). A, no i podobnie jak twój pies, sprzedałby swoją kocią duszę za jedzenie… ;)

  11. Zgadzam się w 100% odnośnie tegi, co napisałaś na temat wyrzucania odpadków jedzeniowych na trawniki! W Krakowie pod tym względem jest tragedia, a przynjamniej na moim osiedlu. Mój pies jest również strasznym łakomczuchem i tak samo jak Chrupek przrz cały spacer z nosem przy ziemi w poszukiwaniu „smakołyków”. Mnie ogarnia przerażenie, kiedy widzę co znajduje mój pies: od kości, po worki ze starym mięsem, generalnie ludzie wyrzucają z okien wszystko! A Chrupek piękny i uśmiechnięty! Powodzenia!

  12. Przepiękny pies i zdjęcia. Bardzo podobny do mojego poprzedniego pieska, który miał identyczny charakter jak Twój Chrupek.
    Co do ludzi, którzy wychodzą z założenia, że kupienie psa z hodowli załatwi problem niepokornego zachowania… Nie mam na takie słowa komentarza. Powinno się takich osobników karać za głupotę.
    Gratuluję za to Tobie podejścia do zwierząt. Oby takich ludzi było więcej :) Pozdrawiam

  13. Jestem naprawdę wielką fanką Chrupka i cieszę się, że znalazł tak fantastyczny dom! Ostatnio także zastanawiałam się nad adopcją psa. Niestety mieszkamy na czwartym piętrze bez windy. Zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, aż dziwnym splotem wydarzeń zaadoptowaliśmy kota. Niektóre problemy naprawdę są mi znane :) Chociażby problem jedzeniowy. Powoli wdrażamy konsekwetne wydawanie posiłków o określenych godzinach. Niestety mój piękny kot himalajski wciąż zmaga się z wieloma problemami. Jednak codzienna satysfakcja wynikająca z przełamywania kolejnych barier jest niesamowita :)

    1. Pokaż go koniecznie! Szukałam na Insta, ale nie ma – jak to możliwe, żeby nie wrzucić kota himalajskiego na Instagrama??;) Powodzenia z kocimi problemami, będę trzymać kciuki:)

  14. a jak zachowuje się Chrupek w stosunku do kota po tym incydencie z okiem? nie zaczepia już Pulpa? ciekawa jestem czy go to coś nauczyło i jak to wpłynie na niego jak do tej pory polował na koty

  15. Bardzo zazdroszczę psiaka-jest kochany ! Też w przyszłości myślę o adopcji. Chciałam się też zapytać skąd taka śliczna torebka?

  16. Chciałem jeszcze dodać, że super – w posiadaniu psa z hodowli – jest też posiadanie psa od szczeniaka i towarzyszenie mu w dorastaniu od zlęknionego, niesprawnego jeszcze malucha. Szczeniaki są słodkie i fantastyczne :)

  17. Psia Pomoc Warszawa

    Jeśli chciałabyś pomocy w układaniu kontaktów pies-kot to chętnie pomogę :) Jestem zoopsychologiem, mam dwa psy i kota żyjące w całkiem fajnej przyjaźni :) Cała trójka to zwierzaki ze schroniska lub znajdy :)

    Pozdrawiam,
    Klementyna :)

    1. Dziękuję Ci bardzo, myślałam o poszukaniu pomocy, bo wszystkie moje próby zażegnania konfliktu spełzły na niczym, ale problem jest taki, że kot mieszka kilkaset kilometrów od Warszawy:)

    2. Zajmujesz się też innymi problemami? Mam na myśli agresję na tle lękowym, brak pewności siebie, lękliwość. Chętnie skorzystałabym z porady, bo mam już jedno nieudane podejście do psiego behawiorysty, a jednak chciałabym mojego psa naprawić i choć trochę podnieść mu komfort życia :) Mogłabym prosić o namiary? Pozdrawiam

  18. Rok po śmierci naszego psa, nadal, gdy patrzę na zdjęcia właścicieli z psami, mam to uczucie duszności w klatce piersiowej… ale pewnego dnia i u nas zawita znów nasz „Chrupek”. I będę o nim opowiadać całymi godzinami i wiem, że rodzina będzie znów w komplecie.

  19. Kilka lat temu miałam basseta z hodowli od szczeniaka – do 11 lat. Po 2 letniej „żałobie” (nie chciałam słyszeć o kolejnym psie, bo ciężko było się rozstać po tylu latach) coś mnie tknęło i wzięliśmy 4 letnią suczkę (również basseta) ale uratowaną z pseudohodowli, po wielu „przejściach”. Jest z nami już 5 rok i jest to najkochańszy pieseł na świecie :-) Jeśli kiedykolwiek miałabym znów decydować się na psa – na pewno wzięłabym ze schroniska! Zgadzam się w 100% z tym, że nie ma bezproblemowych psów i hodowla nie daje żadnej gwarancji. Paradoksalnie – mamy mniej kłopotów teraz niż z rodowodowym okazem, a charakter i poczciwość naszej suni rekompensuje wszystko! Pogłaskania dla Chrupka :-) Pozdrawiam cieplutko!

  20. Czytałam z szerokim uśmiechem i lekką zazdrością, bo miałam kiedyś takiego psa, który był idealnym towarzyszem. Fajnie, że tak Wam się dobrze układa :-)

    Co do zwyczaju wyrzucania resztek przez okno – na moim osiedlu też ludzie mają takie pomysły. Nad sobą mam kilka pięter i musiałam zmywać kisiel z okien, innym razem zeskrobywałam starą marchewkę z parapetu. To jest takie myślenie, że co za płotem, to już nie moje, tylko przeniesione na miejski grunt. „Zemsta” normalnie.

  21. kimbasinger

    Cześć :) W lipcu przygarnęłam porzuconą suczkę, którą ktoś przywiązał do drzewa. Mimo iż było kilka problemów, mam takie samo zdanie – absolutnie nie żałuję, że wzięłam pieska. To mnóstwo radości i kupa śmiechu, poza tym nic tak dobrze nie potrafi odstresować jak dotyk psiej sierści.

  22. Super, że tak Wam się dobrze żyje, zresztą – uśmiechnięte Chrupki na facebooku mówią same za siebie :) U mnie w maju minie rok od adopcji łaciatej torpedy :) Też jest przeeekochana, uwielbia wszystkich ludzi (zupełnie odwrotnie niż mój poprzedni psiak, który nikogo nie lubił). Psina ma tylko jedną wadę – tak jak Twój Gordon tylko szuka okazji do ucieczki… Nie ma mowy o spuszczeniu jej ze smyczy, do ogródka jest wypuszczana tylko w obroży z adresówką (w razie co), a na spacery chodzi w szelkach, bo boimy się z rodzicami, że z obroży się po prostu wysmyknie i pójdzie w długą… Ale tak poza tym kocham tę moją uszatą pociechę! :)

  23. Joasiu, po Twoim poście, w którym powiedziałaś nam pierwszy raz o Chrupku sama zaczęłam zastanawiać się nad psim towarzyszem. W sierpniu ubiegłego roku przeprowadziliśmy się do własnego domu pod Warszawą. Mimo, że nigdy nie miałam własnego zwierzaka, całe moje dzieciństwo żyłam obok kota i psa. Na początku był pomysł, że będzie pies, później była decyzja jaki ma on być. I chociaż wiem, że wiele osób uważa, że adopcja byłaby lepszym pomysłem, zdecydowałam się na szczeniaka z hodowli domowej. Pedro jest z nami od 2 miesięcy, ma obecnie 4 miesiące i jest uroczym Bokserem. Życie z nim jest pełniejsze, codziennie wywołuje uśmiech na mojej twarzy i jest do mnie bardzo przywiązany. Nigdy nie myślałam, że będę tak związana emocjonalnie z psem. Dziękuję Ci za pomoc w podjęciu decyzji, ponieważ nie była ona spontaniczna. Długo nad tym myślałam i nie żałuję. Pedro jest moim najlepszym przyjacielem. Co do kwestii wyglądy i czystości ulic zgadzam się w 100%, kiedy jedziemy do Warszawy odwiedzić rodzinę, ciężko znaleźć czyste miejsce na spacer.

  24. Piękna psia przemiana!

    A co do jedzenia, to na pocieszenie dodam, że każdy zwierzak, który dostaje nowy dom przechodzi przez fazę „zjem wszystko”. Ja przechodziłam to z trzema przygarniętymi kotami, ale u każdego to mijało po jakimś czasie. Najpierw tyły, potem chudły i sytuacja się normowała.

  25. Cały ten post jest megasłodki, a zdjęcia piękne :)
    Ja przymierzam się do pierwszego w życiu rasowca. Ot, takie mam marzenie :) Kundelkowych znajd już trochę w życiu przygarnęłam, dwie zostały, a reszcie szukaliśmy ciepłego domu – kundelki są doskonałymi kompanami. Mimo wszystko nie zakładam, że z rasowym będzie mniej problemów. Pies to żywa istota, która ma swój indywidualny charakter. Nawet przedstawiciel najspokojniejszej rasy na świecie może sprawiać problemy, czy chorować, chociaż kupiliśmy go w najlepszej hodowli.
    Chciałabym żyć w takim idealnym świecie, gdzie i rasowy i kundelek – wszystkie mają bezpieczny i kochający dom :)

  26. Misia poznałam osobiście. Psiak bardzo sie zmienił odkąd trafil do schronu, no i jest o niebo piękniejszy niż na zdjeciach

    1. Sprawia też wrażenie, jakby mógł naprawdę wypięknieć przy starannej pielęgnacji, odżywianiu itp, ma cudne futro. No i chyba najdłuższy język, jaki widziałam u psa:)

  27. Czytam o Twoim Chrupku i myślę o moich dziabągach :) Radość, kiedy wracam do domu jest bezcenna – potrafi osłodzić najbardziej zgorzkniały dzień :) Te śmiejące się mordy i wywijające na prawo i lewo pupki. I nawet kiedy nie mam mnie zaledwie godzinę to witają na zasadzie „nie było cię 100 lat, jak dobrze, że wróciłaś!” :)))

  28. Moja psina nie ze schroniska, ale od hodowcy (bylam w pracy, a jak wrocilam to w domu czekal piesek… bardzo fajny sposob na przywitanie nowego czlonka rodziny, ale mogli mnie chociaz ostrzec, ze to bedzie taki duzy pies – HUSKY!) … ma teraz jakies 10 miesiecy i jest koszmarny! :D na dworze trzeba strasznie uwazac, bo zjada nawet chusteczki higieniczne… wariat.

    Ania, http://pandaoverseas.com/

  29. Mam pytanie, a mianowicie jakie jeansy polecasz dla 13 latki (jestem bardzo wysoka i chuda). Proszę bez żadnych boyfriendów, bo takie już mam. Chodzi mi o zwykłe jeansy najlepiej zwężane. Mogę na nie wydać maksymalnie 250 zł, wiem, pewnie pomyślisz co tu robi takie dziecko i skąd ma tyle pieniędzy. Ja też wyznaję ubraniowy minimalizm i staram się kupować produkty dobrej jakości (niekoniecznie znane). Dziękuję za pomoc :)

  30. Asiu, po Twoim poście o wzięciu Chrupka ze schronika przekonałam się do przygarnięcia psa, i do przekonania się i chłopaka, że pies w bloku też może być szczęśliwy. Rozglądałam się za psem ze schroniska, ale ostatecznie trafił się pies znajda, przebywający w DT. Mam go dopiero dwa tygodnie, a nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. Co do kotów: też mam kota (i psa) w domu rodzinnym. Z psem myslałam, że bez problemu się dogada, bałam się trochę o kota. I okazało się na odwrót: na psa (4 razy większego od niego) warczy, za to na kota totalnie nie zwraca uwagi, tak jakby nie wiedział co to za zwierzę:) Gratuluję pięknych zdjęć i futrzastego przyjaciela!

  31. Udało Ci się w tym tekście przemycić tyle humoru! Fantastycznie piszesz, ten tekst w połączeniu z fotkami Chrupka wprowadził mnie we wspaniały nastrój. Dziękuję! Ach i mam pytanie odnośnie Lunaby: czy wysyłacie może piżamy poza granice Polski?

  32. Chrupek jest niesamowity!!! Nie da się nie uśmiechać patrząc na jego zdjęcia (swoją drogą piękne!), a co dopiero na żywo w jego obecności :))). Uśmiech ma po prostu genialny!

  33. Niestety, nie znoszę psów. Jestem pełna uprzedzeń ze względu na błędy, które popełniają ich właściciele. Mam na myśli przede wszystkim nie posprzątane odchody (prawdziwa plaga!), ale też prowadzanie psa bez smyczy i kagańca, co zwykle kończy się kręceniem się wokół moich malutkich dzieci (mam prawo przecież obawiać się, że pies zrobi krzywdę mojemu dziecku albo je przestraszy). Wierzę, że Style Digger nie należy do 99% bezmyślnych Polaków.

    1. Chrupek w kagańcu nie chodzi, poza komunikacją miejską, gdzie jest taki obowiązek, nie powiedziałabym też, że 99% właścicieli psów, ani 99% Polaków jest bezmyślnych, ale zgadzam się, wiele osób zachowuje się nieodpowiedzialnie.

      1. Muszę sprostować, bo niedokładnie się wyraziłam. Oczywiście, że nie uważam za bezmyślnych 99% Polaków. Chodziło mi o właścicieli psów. A bezmyślność ich polega głównie na tym, że nie sprzątają odchodów po swoich czworonogach. To, co mamy na naszych osiedlach, na trawnikach pod blokami, na chodnikach to jest po prostu jakiś dramat. Wszędzie kupy! Jestem autentycznie oburzona takim stanem rzeczy i chciałabym mieć nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

        1. Jeśli chodzi o sprzątanie po psie, też zawsze mnie to irytowało. Teraz mając psa, staram się sprzątać, ale chodzenie z psią kupą w woreczku do najbliższego kosza, którego NIE MA jest bardzo problematyczne. Dopiero teraz zauważam, że W Krk, szczególnie na osiedlach mało jest zwykłych, nie zamykanych na klucz/kod koszy na śmieci. A patrząc na syf, jaki leży na trawnikach (psie kupy w tonie resztek jedzenia, butelek, petów i innych śmieci) zastanawiam się, czy większy problem jest ze sprzątaniem po psach czy po ludziach…

    2. Nie znosisz psów? Mam nadzieję, że nie przekażesz tych uprzedzeń swoim dzieciom. Jeśli to zrobisz, wyrządzisz im wielką krzywdę. Może jednak spróbujesz zmienić swój stosunek do psów, wiernych i mądrych towarzyszy człowieka od tysięcy lat.

  34. Niestety muszę stwierdzić, że problem wyrzucania resztek przez okno jest chyba wszechobecny. Mieszkam na osiedlu gdzie głównie mieszkają starsi ludzie. Pod wieżowcami(na osiedlu jest ich tylko 3) jest po prostu drugi śmietnik. A wydawałoby się, że starsi ludzie to tacy zadbani, z zasadami.. Co do Chrupka, jest po prostu świetny! Moim pierwszym psem po schroniskowym był bokser i niestety miałam z nim wielkie problemy, pomimo pomocy behawiorysty, musieliśmy zawsze zamykać go w innym pomieszczeniu gdy ktoś do nas przychodził – co naprawdę było wielkim utrapieniem, jednak wspominam go jako tego ukochanego(może dlatego, że spał ze mną w łóżku :D). Rodzinka po stracie zdecydowała się na kolejne wyzwanie i wzięliśmy spaniela po schroniskowego i aktualnie pomimo wrednego charakteru spisuje się świetnie :D. Pozdrawiam i życzę szczęścia Tobie jak i Chrupkowi w waszym wspólnym życiu :D

  35. „Nie do końca rozumiem więc do mnie argumenty osób, które …” – tu się chyba wkradł mały błąd.

    Pozdrawiam :)

  36. Chrupek wspaniale się przez te pół roku otworzył. Cieszy mnie to ogromnie, szczególnie, że pamiętam Wasze początki: psa, który nie chciał sikać, nie chciał jeść, a spuszczony ze smyczy podczas spaceru natychmiast uciekał do domu. Naprawdę zaszła w nim ogromna zmiana. Gratuluję! I mam nadzieję, że weterynarze jednak się mylą i czeka Was wiele długich, owocnych, wspólnych lat.

    Nie porównywałabym natomiast psów rasowych do nierasowych, czy kundelków oraz kłopotów, jakie te psy mogą sprawiać – uważam, że takie zestawienia działają negatywnie z każdej strony i pogłębiają wiarę w szkodliwe stereotypy. Pies to pies, bez względu na to, czy ma papier na swoje pochodzenie, czy też nie może chorować, może mieć problemy behawioralne. Decydując się na psa trzeba mieć tego świadomość (oczywiście, inne problemy będzie sprawiał BC lub szerzej jakiś owczarek, a inne pies myśliwski i warto mieć to na uwadze). Bardzo, bardzo wiele zależy od prowadzenia psa. Być może się mylę, ale wydaje mi się, że Chrupka prowadzisz znacznie bardziej świadomie, niż miało to miejsce w przypadku Gordona i Polara.

    1. Dzięki wielkie, to w dużej mierze dzięki Twojej pomocy:) I na pewno jest tak jak piszesz, zwłaszcza że w tym pierwszym przypadku miałam jakieś 12 lat max, dlatego też napisałam „nie ma psów, które są bezproblemowe i każdy pies wymaga pracy, nawet przedstawiciele ras uważanych za rodzinne i łagodne, nawet najbardziej „wdzięczny” uratowany kundel.”:)

  37. Pingback: Czwartkowy (Wielkanocny) powiew inspiracji #2 | thief of the world

  38. W Srodmiesciu tez ludzie wyrzucaja resztki. Jest tego masa przed blokami, chleb, kosci. Robia to raczej starsi ludzie, taki nawyk chyba z PRL-u. Tez mam z tym problem, bo moj pies uwielbia wyjadac takie resztki. Chcialabym zaapelowac do mieszkancow Warszawy o nie wyrzucanie resztek przed bloki i nie zalatwianie sie w krzakach w parkach. To obrzydliwe! Moze Pani Prezydent zafundowalaby jakies toi-toiki! Chocby w parku za Sejmem!

  39. Nie sposób nie przeczytać tego wpisu bez łzy w oku i szerokiego uśmiechu jednocześnie. Przypomniała mi się przemiana mojego ukochanego psa, który zaznał kiedyś smutnego losu, a jego początki były bardzo podobne jak u Chrupka. Teraz, po latach jest już zupełnie innym stworzeniem:)

    Najcieplejsze pozdrowienia dla Was!

  40. Masz wspanialego psa a on ma wspaniala pania :) Chrupek ( super imie!) jest przepiekny, ma taka mordke wdzieczna, na pewno zarobilas 1000 punktow ” w niebie” za przygarniecie go i zajecie sie nim z taka miloscia i swiadomoscia, podziwiam takich ludzi i zycze Ci wszystkiego najlepszego i dlugich lat z Chrupkiem na eksplorowaniu tajemnic stolicy i okolic :)

  41. Gdybyś wciąż miała problemy ze zjadaniem śmieci przez Chrupka, polecam kaganiec fizjologiczny Baskerville – nie trzeba psa do niego przyzwyczajać, nie potrafi go sobie ściągnąć, może w nim swobodnie otwierać pysk. Mi bardzo bardzo pomógł, chociaż przez ten kaganiec też jest w stanie coś zjeść, ale zawsze jest to jakieś spowolnienie całej akcji i mimo wszystko pomaga. Pozdrowienia

  42. Jest boski, dobrze że wspomniałaś o tych wszystkich problemach.

    Obserwuje go na Twoim instagramie od dłużsżego czasu i ma najpiękniejszy psi uśmiech na świecie!

  43. Fantastycznie Pani pisze – szczerze o problemach, ale i z ogromną dozą humoru :) Już dawno się tak nie uśmiałam. Widać, że psiak Panią uwielbia.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *