Odkrycia miesiąca: styczeń

pods

Cześć! Robię dzisiaj powrót do jednego z moich ulubionych cyklów postów. W odkryciach miesiąca opisuję wszystkie fajne rzeczy, które w danym okresie zobaczyłam, przeczytałam, zjadłam i tak dalej. Bez zbędnego przedłużania – jedziemy!


KSIĄŻKI


 

  • Richard Branson „Losing My Virginity” (polski tytuł Kroki w nieznane) – autobiografia charyzmatycznego brytyjskiego miliardera, przedsiębiorcy stojącego za marką Virgin, którą większość z nas kojarzy z liniami lotniczymi, siecią księgarni i ewentualnie operatorem komórkowym. Tymczasem logo Virgin przewija się przez niemal wszystkie branże, jest nawet Virgin Cola. To książka z niesamowitą energią, opisująca nie tylko liczne biznesowe przedsięwzięcia, ale i kolejne przygody Bransona-wiecznego chłopca, z lotem balonem nad oceanami na czele. Inspiruje do działania w nawet najbardziej ponury dzień. Spod całej tej rozrywkowej otoczki płyną celne wskazówki dotyczące pracy, Branson raz po raz podkreśla jak ważna jest konsekwencja, nieustępliwość i trafny dobór współpracowników. Jego filozofię najlepiej podsumowuje anegdota, którą przytacza na samym początku. Kiedy zastanawiał się nad tytułem książki, jeden z jego współpracowników podsunął mu propozycję „Virgin: The Art of Business Strategy and Competetive Analysis”, a kiedy Branson zasugerował, że brzmi to nieźle, ale trochę nudziarsko, natychmiast usłyszał, że podtytuł obowiązkowo musiałby brzmieć „Screw It, Let’s Do It”.
  • L.M. Montgomery „Blue Castle” (polski tytuł Błękitny Zamek) – druga po Bransonie książka, którą skreśliłam z mojej listy na 2015 rok. Dobrze, że nikt mi nie powiedział jaka jest fabuła, bo w życiu bym się za takie naiwne romansidło nie wzięła. A jednak charakterystyczny klimat, który tak lubiłam w kolejnych powieściach o Ani z Zielonego Wzgórza, w stu procentach uratował książkę i sprawił, że udało mi się nie krzywić przy nawet najbardziej przesłodzonych scenach. Poprawiająca humor bajka, idealna na dwa zimowe wieczory.
  • Gary Vaynerchuk „Jab, Jab, Jab, Right Hook” – konkretna i poparta przykładami analiza tego, co powinniśmy i czego nie powinniśmy robić w social mediach, kierowana głównie do małych firm. Nic szczególnie odkrywczego, ale dobrze podsumowuje wszystkie dobre praktyki, porządkuje wiedzę i podsuwa pomysły. Czyta się błyskawicznie, bo intuicyjne podejście i prosty język Gary’ego (oszczędzę sobie ponownego wklepywania nazwiska) nie mają nic wspólnego ze skomplikowanym branżowym żargonem, który często można spotkać w publikacjach i artykułach. Mam lekkie wrażenie powierzchowności, ale że książkę kupiłam w promocji za dolara, powstrzymam się od większego marudzenia. Warto zasubskrybować kanał Gary’ego na YT – naprawdę dużo wie, a jego niesamowita energia jest zaraźliwa.

FILMY


  • Whiplash – zrobił na mnie takie wrażenie, że wszystko inne, co widziałam ostatnio, jakoś zbladło. Inna rzecz, że udało mi się zobaczyć (i jeszcze zmusić do tego Szymka!) jeden z najgorszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałam – Mean Girls. Wiem, że wiele osób go lubi, ale dla mnie był tak strasznie schematyczny i przewidywalny, że ledwo dałam radę dociągnąć do końca. A wracając do fajnych rzeczy – o Whiplash szerzej pisałam tutaj, więc nie będę się powtarzać. Podtrzymuję stanowisko!

GRY (KOMPUTEROWE!)


  • Divinity: Grzech Pierworodny – od razu zaznaczę, że gracz ze mnie żaden. Z dzieciństwa pamiętam walki z bratem o granie w Baldur’s Gate – nie dość, że mieliśmy jeden komputer, to jeszcze wolno nam było grać tylko godzinę dziennie. Później wciągnęłam się w Baldurs Gate II, przeszłam ją z ogromną przyjemnością i… przestałam grać, bo nie mogłam znaleźć nic równie fajnego. Wypróbowałam Neverwinter Nights, Wiedźmina i wszystkie inne pokrewne tytuły, ale nic aż tak mi się nie spodobało. W końcu, po wielu latach przerwy (chociaż przypomina mi się teraz, że grałam w czasach przedinternetowych w takie tytuły jak Pizza Syndicate, Theme Park World, Black&White i parę innych) trafiłam na Divnity i nareszcie się wciągnęłam! Turowy system walki, który na początku trochę mnie odstraszał, okazał się największym atutem. Trzeba się przy nim sporo nakombinować i jest to niesamowicie satysfakcjonujące. Co prawda fabuła nie jest tak wciągająca jak w BG, a liczne łamigłówki potrafią zirytować, ale i tak gram z zacięciem i uśmiechem na twarzy.

APLIKACJE


 

  • Noomwalk – kilka tygodni temu Tola opowiedziała mi o aplikacji Moves, będącej najzwyklejszym pedometrem, czyli urządzeniem do mierzenia kroków, podanym w atrakcyjnej wizualnie formie. Pochwaliła się, że odkąd ją ma, w większość miejsc chodzi piechotą, żeby bić kolejne rekordy. Od razu obudziła się we mnie nutka rywalizacji, ale nie mogłam znaleźć Moves na Androida, więc ściągnęłam bardzo zbliżony Noomwalk. Wyznaczyłam sobie dzienny pułap 10 000 kroków (swoją drogą, ta liczba, często pojawiająca się w artykułach o zdrowym trybie życia, jest podobno zupełnie przypadkowa, ale wcale mi to nie przeszkadza) i staram się nie tylko wyrobić normę, ale i pobić swój rekord. Spacer bez telefonu w kieszeni stał się spacerem straconym. Chrupek jest zachwycony!

INNE (CZYLI MUZYKA I JEDZENIE)


  • Soundtrack z Tylko Kochankowie Przeżyją – idealny jako tło do pracy czy nauki, zróżnicowany i piękny, ale nienachalny. No i przede wszystkim, absolutnie nie nudny. Mało jest takich ścieżek dźwiękowych, więc to dla mnie bardzo cenne odkrycie.
  • Hit stycznia, czyli wrzątek z cytryną. Tak, wrzątek z cytryną. Proszę się nie śmiać! Wcześniej do głowy by mi nie przyszło picie samego wrzątku, a od kilku tygodni to mój nałóg, chyba najzdrowsze uzależnienie, jakie mnie kiedykolwiek spotkało. Wszystko przez dziewczyny z Celapiu, które ku zdziwieniu obsługi zwykle zamawiają ten napój w kawiarniach, kiedy razem wychodzimy. To rozwiązanie genialne w swej prostocie. Zimą mam potrzebę wlewania w siebie dużej ilości ciepłych płynów, wcześniej piłam hurtowo ogromne ilości różnych herbat, które prędzej czy później mi się nudziły. Wrzątek z dodatkiem cytryny jest pyszny (serio!) i nigdy nie mam przesytu. Do tego jeśli już piję herbaty, to lepszej jakości, bo jeśli nie kupuję ich aż tak dużo, to wydanie większej niż dotąd sumy na jakąś super herbatę nie wydaje się szaleństwem.
  • Beef jerky, czyli suszona wołowina. Kiedy mieszkałam w Londynie, bajgiel z kremowym serkiem i beef jerky był jedną z moich ulubionych przekąsek. Dlatego kiedy w zeszłym tygodniu odkryłam w pobliskich delikatesach całą półkę z suszoną wołowiną, entuzjastycznie wrzuciłam klasyczną wersję do koszyka, mimo wysokiej ceny. To świetna przekąska na moment „coś bym zjadła, ale nie wiem co”, do tego przypomina mi opisy suszonego mięsa ze wszystkich książek o Indianach, które przeczytałam w dzieciństwie. Do gotowej wersji oprócz ceny zniechęca mnie dość skomplikowana lista składników, dlatego planuje zebrać się do zrobienia beef jerky w domu, podobno nie jest to takie trudne.

 

Czekam na Wasze odkrycia – jeśli natknęliście się ostatnio na coś wyjątkowo ciekawego i godnego polecenia, jak zawsze z przyjemnością o tym przeczytam!

84 comments

+ Napisz odpowiedź
    1. ewa

      Gdzieś czytałam, ze wrzątek nie działa dobrze na gardło. Niestety.. Piję.. baaaaardzo gorącą herbatę. Nie znoszę ciepłej i zimnej. Wodę z cytryną piję rano , jest ciepła.. dlatego, że nie powinna być zimna ani gorąca.

  1. Nina

    Jeśli Whiplash zrobił na Tobie wrażenie, to polecam Birdmana. Łączy je perkusja :) Birdman, oprócz smaczków fabularnych, ma mnóstwo wspaniałych rozwiązań techniczno – montażowych. Dla mnie top filmów ever.

    1. kasia

      Whiplash wg mnie bardzo słaby, przerysowany, momentami wręcz śmieszny. Piszę z perspektywy muzyka.
      Birdman – wspaniały, wspaniały, wspaniały! :)

  2. Marysia

    Jak przeczytałam u Ciebie o Błękitnym zamku to mam wrażenie że go czytałam, ale nie mogę sobie przypomnieć, więc może tylko mi się wydaje… ;) Od jutra zaczynam liczyć kroki!

  3. Jag

    U mnie wrzątek z cytryną zazwyczaj wspiera łyżka miodu. Najlepiej smakuje wczesnym rankiem, latem zamiast wrzątku jest po prostu lekko schłodzona „mineralka”:) Co do moich odkryć miesiąca to dwie rzeczy: 1. serial The 100 dla fanów fantastyki i 2. książka „Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji” Orlando Figesa. Książka, jak zwykle, wpadła mi w ręce przez przypadek. Często po prostu mam tak, że coś mnie zaciekawi a potem drążę temat, dopóki się nie znudzę. Rosja – i to jeszcze w okresie Stalina – nigdy mnie specjalnie nie pociągała, ale przeczytałam wstęp i przepadłam. A Whiplasha jeszcze nie widziałam, muszę nadrobić, bo słyszałam już od wielu znajomych, że to świetny film.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Mam dokładnie tak samo z drążeniem totalnie przypadkowych tematów:) A miksturę z miodem często serwowała mi babcia – zupełnie o tym zapomniałam, dziękuję!

  4. Marta Z.

    A ja polecam MyFrenchFilmFestival- wystarczy się zalogowac na stronie i można obejrzec na prawdę świetne francuskie filmy, zarówno krótko jak i długo metrażowe :)
    Chyba w weekend muszę się zebrac do obejrzenia Whiplash i Tylko Kochankowie Przeżyją bo nie jesteś pierwszą osobą u której spotykam się z bardzo dobrymi opiniami na ich temat!

    1. Ola

      Ekstra! Nie znałam tej akcji a mojemu francuskiemu przyda się powtórka :)
      „Tylko kochankowie przeżyją” obejrzałam jakiś czas temu po recenzji na tymże blogu również;) i podzielam wszystkie zachwyty.

  5. Kosmeonautka

    Jak zawsze wypatrzyłam kilka fajnych rzeczy, zresztą wczoraj rozmawiałam z moim bratem o „Whiplash” i zaszokował mnie informacją, że dla niego jest to póki co jedyny film godny oceny 10/10… Także dla mnie to teraz top filmów w kolejce do obejrzenia :)

    A mam takie pytanko… masz może zamiar wrócić do postów o testowaniu T-shirtów? W czerwcu zapowiadałaś crash test marek tanich/supermarketowych i jestem bardzo ciekawa czy i co z tego wyszło bądź wyjdzie :)

    1. Edytka

      Podbijam, ostatni biały t-shirt wyprałam z czerwonymi ubraniami, a zbliża się wiosna i aż boję się powtórki z poprzedniego kilkugodzinnego chodzenia po sklepach i mierzenia białych t-shirtów :)

  6. Eliza

    Wrzątek z imbirem, cytryną, miodem. Ewentualnie goździki, anyż gwiazdkowy. :)

    pozdrowienia
    Eliza

    PS bardzo czekam na zapowiadany tekst o poczuciu stylu… kieeedy?

  7. Parapet Story

    1.”Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej)” Pavla Rankova – rewelacyjna lektura dla wszystkich, którzy lubią w literaturze czeskiej i słowackiej, jak to ktoś trafnie ujął, ironiczno-czuły stosunek do rzeczywistości (w tym akurat przypadku rzeczywistość ta rozpięta jest między rokiem 1938 a 1968, a buja się na niej trzech przyjaciół: Czech, Żyd i Węgier. Pewien nietypowy zakład zwiąże ich losy ze sobą na kolejnych 30 lat – czyta się to wszystko znakomicie :)); 2. Zagadnienie procesu grupowego – narzędzie stosowane w psychologii procesu, świetna sprawa, warto poczytać 3. serial „Olive Kitteridge” – boskie „toto” i nie obejrzeć Frances McDormand jako Olive, to jak pojechać do Paryża i nie zobaczyć Pere-Lachaise; 4. Cup of Sox – nie dość, że świetne wzory to jeszcze dobrej jakości materiał plus „podawane” w kubkach – jak dla mnie skarpety w dechę :), 5. Klocki Mahjong – stare, ale jare i do tego, jak trzeba móżdżyć! – wersja zmaterializowana to dobry pomysł na prezent; 6. Planszówka „Taboo” – też do móżdżenia, generalnie kupa śmiechu; 6. Koreczki z winogrona, papryki, sera żółtego, oliwek, marynowanej cebulki (wersja dla roślinożernych) i kabanosa (wersja dla mięsożernych) – sukces korków na spotkaniach ze znajomymi gwarantowany :). 7. Ciasto szpinakowe (wiem jak to brzmi, ale kiedy spróbowałam to gałami przewracałam z rozkoszy podniebienia) – to moje odkrycia, co prawda niektóre już nieco przeterminowane, ale może akurat coś wpadnie Ci w oko Joasiu. Pozdrawiam serdecznie i dzięki za muzykę z „Tylko kochankowie przeżyją” – faktycznie idealna do czynności, o których piszesz.:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Oo, dzięki za wszystkie polecenia, Rankova sprawdzę, a ciasto szpinakowe brzmi szczególnie intrygująco, masz jakiś godny polecenia przepis? Cup od Sox dostałam od ich ekipy, ale nie bardzo mi się spodobał pomysł – trochę nie rozumiem co ten kubek tam robi, po rozpakowaniu trzech par skarpet miałam zapełnione pół kosza na śmieci, no nie kupuję tego jakoś. Plus wzory też nie moje – jestem skarpetkową nudziarą i noszę raczej stonowane.

      1. Parapet Story

        Ja kubki po „soxach” wykorzystałam do zrobienie kukiełek dla bratanka, ale fakt – lepszym pomysłem byłoby wsadzenie skarpet (jeśli koniecznie chcą je sprzedawać w takim „opakowaniu”) do jakiegoś fajnego ceramicznego kubka, bo papierowe z ekologicznego punktu widzenia (wycinka drzew) to takie średnio udane marketingowe przedsięwzięcie. Długo szukałam skarpet w koty, bo jestem kociopatką, a że muszę jesienią i zimą mieć jakieś porąbane skarpety, żeby przetrwać, to te bardzo trafiły w mój gust. Jeśli chodzi o ciasto szpinakowe, z racji tego, że jestem oporna na stanie przy garach wybrałam tę wersję http://www.czekolada-utkane.pl/2014/05/ciasto-ze-szpinakiem-i-suszona-zurawina.html ale są też przepisy bardziej rozbudowane dla mniej opornych. Pozdrawiam:)

  8. The Lousy Traveler

    Vaynerchuk to wcale nie jest trudne nazwisko ;). To znaczy rozumiem, że to miał być żart, tylko że wyszło co najmniej nietęgo. Sama mam nazwisko, które ktoś myli co najmniej dwa razy dziennie, i nie byłabym zachwycona, gdyby przy okazji wspominania mojej pracy ktoś robił sobie z tego jaja. Nie każdy może się nazywać Nowak czy Glogaza ;).

    Z Richardem Bransonem widziałam już parę wywiadów i zawsze wydawał mi się niezwykle ciekawym człowiekiem z głową na karku, więc może skuszę się na książkę! A dzięki Twojej recenzji ‚Divinity’ mam już chyba prezent Walentynkowy dla chłopaka – jest wielkim wielbicielem Baldura, a do tego oboje uwielbiamy HOMM III (klasyka, żadne tam nowości), więc myślę, że to może być dość dobry strzał. :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Oo, mojego nazwiska akurat nikt nie potrafi poprawnie wypowiedzieć, mimo że jest bardzo proste, pewnie dlatego że jest rzadko spotykane, i kompletnie nie mam z tym problemów. W życiu bym się o takie coś nie obraziła, nawet by mi to nie przyszło do głowy.

      A Divinity bardzo polecam, powinno się spodobać!

  9. Isabell

    Wrzątek z cytryną wprost uwielbiam, szczególnie gdy dodaję jeszcze miód jak ostygnie troszkę :) w sezonie jesienno-zimowym pomaga utrzymać dobrą odporność organizmu w moim wypadku :)

  10. Martystka

    O, tak – „Whiplash” również zrobił na mnie fenomenalne wrażenie. Podobnie jak „Into the wild”. Soundtrackteż idealnie pasuje jako delikatne tło muzyczne :) Polecam! A wrzątek z cytryną to podstawa :D

  11. kasia

    Whiplash wg mnie bardzo słaby, bo przerysowany, momentami wręcz śmieszny. Ostatnia scena dobiła całość. Aktorsko – J.K. Simmons świenty! Piszę z perspektywy muzyka.
    Birdman – wspaniały, wspaniały, wspaniały! (muzycznie, montażowo, operatorsko i aktorsko) :)

  12. Dorota Zalepa

    A ja muszę przyznać, że Branson mnie bardzo zmęczył. Dla mnie ta książka to taka trochę kronika historyczna, w której zabrakło miejsca na głębszą osobistą refleksję autora. Opisy przelotów balonem, zbyt rozbudowane, miejscami nużące. Oddałam w dobre ręce! :)

  13. Aleksandra

    Gorąca woda z cytryną codziennie musi być. To pierwszy napój, który pije rano po przebudzeniu. Ostatnio zmodyfikowałam go dodając łyżeczkę miodu do napoju. Cudowne!

  14. Ania

    Dziękuję za polecenie soundtracka, szukałam właśnie czegoś do pracy :) Wodę z cytryną piję z samego rana, ale chłodną. Koniecznie muszę wypróbować wrzątku!

  15. D.

    Absolutnie nie mogę zrozumieć, dlaczego nie podobały Ci się Wiedźminy – ja, osoba w zasadzie w komputerówki nie grająca i zdecydowanie przekładająca ponad nie sesje typu table top, byłam zachwycona. Do tego stopnia, że jak grałam w Wiedźmina 1 to przez tydzień nie dało się mnie odkleić od komputera. Teraz, oczywiście, z niecierpliwością wyglądam trzeciej części. Ale co kto lubi. ;)

    Muszę powiedzieć, że wrzątek z cytryną brzmi dla mnie nieco podejrzanie, ale może odważę się spróbować. A Beef Jerky – serio da się te pyszności zrobić w domu i nie wysadzić kuchni?

  16. kot

    W styczniu widziałam parę dobrych filmów: osławiony Birdman jest ciężki, ale zdecydowanie godny polecenia, bardzo podobał mi się film Zacznijmy od nowa z Keirą Knightley i Markiem Ruffalo, włączyłam go przypadkowo i pozytywnie mnie zaskoczył. Dwie komedie, które mogę polecić na niedzielne popołudnie : Słowo na M(2013) oraz francuski film – Za jakie grzechy, dobry Boże? Dorzucę jeszcze filmy cięższego kalibru, dość brutalne, ale pozostające w pamięci : Wolny strzelec i holenderski Wolf (2013) oraz refleksyjny i przygnębiający Turysta (2014).

    Słucham teraz często FKA Twigs i Alt-J : album An awesome wave. Dziękuję za polecenie ścieżki dzwiękowej- Tylko kochankowie przeżyją, to świetny film! :)

    Niedawno odkryłam, że przy podawaniu zupy brokułowej (skład : brokuły, cebula, marchew – zmiksowane), dodam do każdego talerza łyżkę zimego jogurtu natualnego, to zupa nie jest mdła jak zazwyczaj, a zimny jogurt w połączeniu z gorącym płynem, rozpuszcza się w ustach. jak lody.

  17. Paulina

    Widziałam, że ktoś już polecał Olive Kitteridge, więc powtórzę się, ale obejrzyj koniecznie! wspaniałe aktorstwo, klimat i ciekawa historia, która wciąga niesamowicie mimo niewielkiej akcji. Ostatnio oglądam też starszy serial produkcji HBO, „Oz” – nie wiem, na ile interesuje Cię temat więziennictwa, ale serial jest mega ciekawy. Oo! sprawdź też serial „The Affair” – nowinka, niby prosta historia, romansik, te sprawy, ale bardzo fajnie nakręcony, przyjemny dla oka i kręcony w przepięknym Montauk. Polecam też Fargo z Billym Bobem Thorntonem i Martinem Freemanem, wspaniały serial, jeśli widziałaś film o tym samym tytuły, powinien Ci się spodobać. No i Tajemnice Laketop, niektórzy mówią, że w klimacie Twin Peaks, pewnie przez magię gór i jezior australijskich, piękne zdjęcia faktycznie. Sorry za serialowy spam, ale jestem maniaczką w tej materii;)

    Pozdrawiam!!

  18. Hezekiah

    Książki:
    wszystko co mi wpadło w ręce w styczniu mnie rozczarowało. Okrągłe zero polecajek.

    Filmy:
    „Particle Fever” – film dokumentalny o Wielkim Zderzaczu Hadronów w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych. Brzmi super hermetycznie, ale twórcy stanęli na uszach, żeby to o czym opowiadają było atrakcyjne dla nawet całkowitych ignorantów – wyszło im bardzo dobrze. Film jest ciekawy i jednocześnie bez przekłamań, pokazuje cąłą historię tego długiego przecież procesu i rzuca trochę więcej światła na rolę Bozonu Higgsa w naszym rozumieniu wszechświata. Strasznie polecam.

    Gry komputerowe:
    „Heroes of the Storm” – byłem bardzo sceptycznie nastawiony, czy ktoś jest w stanie zaoferować alternatywę dla Dota i League of Legends. Blizzard chyba dało radę – gra jest bardzo przyjemna, mimo że to dopiero beta.

    Muzyka:
    „Music of the Spheres” Mike’a Oldfielda – https://www.youtube.com/watch?v=neJ9qViszVs
    Świetny, instrumentalny album w którym wyraźnie słychać arcydzieło sprzed ponad 4 dekad. Dobrze się przy nim pracuje – generalnie wiele płyt Oldfielda przez brak wokalu jest dobrym tłem, ale MotS to chyba najlepszy album Oldfielda ostatnich kilkunastu lat.

  19. Kruk

    A propos gier – jeśli podobało Ci się Divinity, to może i Banner Saga – taki sam system walki, super grafika (wszystko rysowane, robi wrażenie) i ciekawa historia. Polecam :D

  20. lili

    Czy cytryna i miód nie tracą swoich właściwości we wrzątku? Pijesz taki prawdziwy wrzątek? Ja nie potrafię pić gorących napojów, zaraz język poparzony ;)

  21. PPrays

    Zdecydowanie nie podoba mi się najnowszy trailer Wiedźmina, bo nie pójdzie mi na moim komputerze. Dawno się tak nie zeźliłem jak wtedy.

  22. Pola - Odpoczywalnia

    Z moich odkryć ostatnich (styczniowo grudniowych)…
    Książki – „Amerykańscy bogowie” – świetna rzecz, polecam:), Traktat o łuskaniu fasoli (choć ten tytuł mnie dlugo odstraszał, było warto:) ) i Wyspa na Prerii – Cejrowski jak zawsze na najwyższym poziomie (choć i tak wolę jego książki o Ameryce Pd
    Filmy: Boyhood, Predestination, i całkiem miły (choć bez fajerwerków) Begin Again
    Seriale: Mad Man (marny mam refleks, bo serial nie najnowszy, ale przynajmniej nie trzeba czekać na nowe odcinki:) )

    Jedzeniowo – zajadamy się ostatnio roślinnymi potrawami z Jadłonomii, a mój mąż staje się specjalistą w przyrządzaniu steków (dla równowagi:D )
    A z ciepłych napojów (też piję ciepłą wode z cytryną – rano. Nie wrzątek bo szkoda mi wit C), polecam czystka! Całkiem smaczny i baaardzo zdrowy:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Amerykańscy bogowie wyglądają super, Traktat o łuskaniu fasoli czytałam i bardzo lubię. Cejrowski to totalnie nie moja bajka. Filmy nadrobię, Mad Man uwielbiam, chociaż porzuciłam go na którymś sezonie, zaczęło być trochę monotonnie. Jadłonomia jest super, uwielbiam zimową sałatkę stamtąd, steki też są super:) Czystka nie znałam, przetestuję, dziękuję!

      1. Pola - Odpoczywalnia

        Fajnie:)

        Jeśli Cejrowski Cię odrzuca tylko ze względu na zdecydowane poglądy, to spróbuj się przełamać i sięgnąć po książki – to zupełnie inna bajka:) Rewelacyjnie napisane, ciekawa tematyka, wciągająca treść:)

  23. karolina

    Błękitny zamek od dawna bardzo lubię. Natomiast uważam że nowe tłumaczenie odarło tę sympatyczną opowieść z całego humoru. I tak sobie myślę, że niekoniecznie wierne tłumaczenie jest lepsze od licentia poetica tłumacza. Słowem, nie wrócę raczej do nowej wersji, ale starą polecam ogromnie.

  24. zakladnicycodziennosci

    moje odkrycie styczniowe – napar z morwy białej. Smaczny – nienachalnie ziołowy- i spada mi po nim ochota na słodycze. Co do filmów – ja właśnie kilka dni temu oglądałam ” Tylko kochankowie przeżyją” – świetny film, a Tilda w roli wampirzycy tak sympatyczna i ujmująca :) I jeszcze jeden – chyba kiedyś poświecę mu osobna notkę – ” Max & Mary” – warto zobaczyć ten film animowany – duzo śmiechu ale i garść psychoedukacji zarazem :)

  25. Yennefer

    Gdy boli brzuch szklanka wrzątku wypita duszkiem pomaga uśmierzyć ból. Chociaż później dokucza oparzony język ;) Rano wolę letnią wodę z miodem i cytryną. W wersji ekstremalnej pijęodet jabłkowy, ale smaczny to on nie jest ;) Ale pomaga zrzucić ponadwymiarowe kilogramy ;)
    Pozdrawiam, Yenn

  26. Ola

    Czytając o wrzątku z cytryną przypomniało mi się dzieciństwo :) Mama często robiła nam ten specyfik z odrobiną cukru lub miodu, mówiliśmy na to „cytrynada”.

  27. myga

    Ja do takiej wody dorzucam jeszcze czasem imbir !
    A a co do „Mean Girls” to oczywiście,że film jest schematyczny, banalny etc. ja go wrzucam do worka „filmy dla nastolatków” razem z filmami takimi jak Kids, Dazed and Confused, Clueless z lat 90tych albo bardziej współczesnym Palo Alto. Myślę,że ta banalność jest wpisana w ten konkretny gatunek filmowy :) Jakiś czas temu powstał dokument (monografia?) Beyond Clueless o filmach młodzieżowych z lat 90 i 00, czyli mojego dzieciństwa. Trailer jest świetny więc jestem bardzo ciekawa i czekam na dvd, bo nie sądze by był do obejrzenia w Polsce. A myślę,że to może być świetna sentymentalna „wycieczka”.
    + uwielbiam ten Twój cykl bo zawsze coś dla siebie wyłapie!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Ahh, to widocznie zawaliłam i obejrzałam za późno, bo np równie schematyczne Dirty Dancing uwielbiam i znam na pamięć:) Dokument brzmi mega ciekawie!

  28. agata

    Może nie odkrycie, bo wiadomo od dawna w jakich warunkach szyte są ubrania do sieciówek, ale natknęłam się na artykuł wspominający, że 3 norweskich blogerów modowych zostało wysłanych do Kambodży do jednej z fabryk produkujących właśnie ubrania na export (http://www.bankier.pl/wiadomosc/Praca-za-miske-ryzu-czyli-gdzie-i-za-ile-szyja-nasze-t-shirty-7234823.html), wcześniej czytałam także „Grubymi nićmi szyte” opracowane przez CleanClothes Polska.
    Jestem ciekawa czy i jak zmieni się postępowanie tych blogerów i nastawienie do zakupów po takiej wizycie. Myślę też, że blogi mając obecnie taką siłę przebicia powinny bardziej zwrócić uwagę na społeczną odpowiedzialność biznesu i promować etyczne postępowanie… Jestem ciekawa Twojej opinii na ten temat i z chęcią bym przeczytała nawet jakiś post o tym, może o jakichś akcjach?

    I przy okazji chciałam podziękować – ewolucja Twojego bloga jest na prawdę bardzo wartościowa. Oglądanie najnowszych kreacji blogerek już dawno zaczęło być nudne, a u Ciebie widać rozsądne podejście do tematu za co duże gratulacje. Dzięki Twoim przemianom również moja szafa się „odchudziła”, a podejście do konsumpcjonizmu i ślepego kupowania „bo tanie” diametralnie się zmieniło. Kasa zostaje w kieszeni i jest przeznaczana na podróże, a i świat mniej zanieczyszczony kolejnymi zużytymi po miesiącu „szmatkami”.

    Pozdrowienia! :)

  29. Ami

    „Błękitny zamek” to książka mojego dzieciństwa. To nie naiwne romansidło. To książka dla dzieci. Dla małych księżniczek, które uwielbiają takie fabuły i takie zakończenia :)

    1. Olga Cecylia

      Naprawdę sądzisz, że książka, w której pojawia się nieślubne dziecko, alkoholizm, staropanieństwo i śmiertelna choroba głównej bohaterki jest dla dzieci? o.O

  30. agathe

    Filmowym odkryciem miesiąca ‚Nasza klątwa’ – nominowana do Oscara, krótkometrażówka o walce z Klątwą Ondyny… Bardzo daje do myślenia!
    A poza tym aplikacja Daily Art; którą mam od dawna, ale o której nie wszyscy słyszeli. Zasada jest prosta- jedno dzieło sztuki dziennie, plus kilka zdań o nim. Polecane m.in. przez The Times…. Wymyślone przez Polkę- Zuzę Stańską!
    Pozdrowienia!
    PS Pościel bomba :)

  31. marek

    Do wrzątku i cytryny dodaj imbir(platki z korzenia),odrobinę kurkumy,miód.To gotowy przepis na zdrowy napój izotoniczny.

  32. Heart Chakra

    Hahaha aż musiałam się cofnąć do tego Twojego wpisu i Ci tu napisać – odkąd przeczytałam notkę „zapijam” się wrzątkiem z cytryną ( i u mnie jeszcze z plasterkiem imbiru) Cudny napój, dzięki! :) Lepiej smakuje niż mineralka z cytryną w lato :)

  33. sieczkarnia

    Wrzątek z cytryną może być hitem! U mnie pojawił się dzięki siostrze, a zaraz obok niego otręby do owsianki. Mój metabolizm bardzo to polubił. U mnie książkowym odkryciem – „Mroczny zakątek” Gillian Flynn(autorka „Zaginionej dziewczyny”). Po prostu świetna- interesująca i nietypowa fabuła, niezwykli bohaterowie, zakręcona i mroczna. Moja głowa dalej siedzi w tej książce, dlatego nie potrafię zacząć czytać kolejnej. Całe szczęście wcześniej udało mi się przeczytać „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” i też przepadłam. Ostatnie kilkadziesiąt stron przepłakałam, a jestem wielbicielką raczej twardych i mrocznych fabuł w książkach i filmach, ta jest jednak przeciwieństwem. Piękna po prostu!

  34. Olga Cecylia

    Ja bardzo lubię „Błękitny zamek”, bo według mnie to wcale nie jest romansidło, a bardzo fajna opowieść o byciu kobietą w tamtych czasach. Mnóstwo smaczków obyczajowych po prostu mnie zachwyca, a rodzina Valancy/Joanny mogłaby istnieć (i istnieje!) nawet obecnie.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *