Moja lista książek na 2015

Mimo że blogi już dawno przestały być kojarzone z pamiętniczkami nastolatek, dla mnie blog pełni funkcję swego rodzaju pamiętnika, czy może raczej notesu. Rzeczy które zobaczyłam albo przeczytałam, nawet jeśli zrobiły na mnie wrażenie, bardzo szybko wylatują mi z pamięci. Spisanie głównych myśli czy wniosków na blogu pozwala mi je utrwalić, no i zawsze mogę do takiego posta wrócić – jak dziwnie by to nie brzmiało, bardzo lubię zerkać na przykład do lekcji wyniesionych po obejrzeniu biografii Diany Vreeland. Gdybym miała notować te rzeczy sama dla siebie, pewnie nie chciałoby mi się robić tego tak starannie – często stosuję jakieś kosmiczne skróty myślowe i kiedy przeglądam notatki sprzed kilku tygodni, zupełnie nie wiem o co chodzi, nie mówiąc już o roku albo dwóch.

Czytaj dalej

Kto jest najbardziej stylową osobą, jaką znasz?

Zawsze się zastanawiałam jak to się dzieje, że są dziewczyny, które z zwykłych, starych dżinsach i koszuli prezentują się fantastycznie, podczas gdy inne, ubrane w spektakularne, wpisujące się w najnowsze trendy rzeczy, z drogą torebką na ramieniu, wydają się zupełnie bezbarwne. Długo myślałam, że trzeba po prostu mieć „to coś”, magiczny składnik stylu, który sprawia, że dana osoba wygląda niesamowicie stylowo nawet idąc rano po bułki do sklepu. Niedawno rozbiłam jednak całe to tajemnicze „poczucie stylu” na czynniki pierwsze i okazało się, że większość elementów jest całkowicie zależnych od nas. To złożony temat, poświęcę mu więc inny post, planuję skończyć go jeszcze w tym tygodniu.

Czytaj dalej

Film, którego wcale nie musicie oglądać*

*ale ominie Was wtedy kawał naprawdę dobrego kina!

Zupełnie nie planowałam tego posta, chciałam wrzucić coś innego, ale że poczułam się poruszona, to siadłam i napisałam – żeby nie stracić tych emocji, tekst odłożony na później nigdy nie jest już taki sam. Wczoraj po południu zastanawialiśmy się, jaki film by tu zobaczyć. Padł tytuł Whiplash, który wcześniej już kilka razy obił mi się o uszy. Sprawdziłam opis na Filmwebie – historia zdolnego ucznia i sadystycznego nauczyciela – i stwierdziłam, że kompletnie nie mam na taki film ochoty, brzmi nudno, szablonowo i do tego ciągle gdzieś o nim słyszę, a to uruchamia moją wewnętrzną machinę oporu. Nie wiem czy to tylko ja (i Ryfka, która też przyznała się do podobnej przypadłości), ale kiedy widzę na Facebooku filmik czy piosenkę wrzucaną przez kolejne i kolejne osoby, zupełnie nie mam ochoty tego włączać, jakby samo oglądanie tytułu raz po raz sprawiało, że mam dość. Na szczęście Szymek użył argumentu, który zawsze działa – „Zwierz pisał, że wyjątkowo dobry!”. Z lekkim marudzeniem zdecydowałam się więc go zobaczyć i szybko się przekonałam, jak dużo bym straciła, gdybym nie dała się namówić. A im dłużej oglądaliśmy, tym było lepiej.

Czytaj dalej