O czym warto pamiętać przed adopcją psa ze schroniska?

Razem z Chrupkiem bardzo dziękujemy za wszystkie miłe słowa pod przedostatnim postem! Postanowiłam popłynąć z psim tematem, dopóki mam go na świeżo, i dopisać dziś to, co nie zmieściło mi się w poprzednim poście – czyli o czym warto pamiętać przy adopcji psa ze schroniska i nad czym trzeba się zastanowić przed podjęciem decyzji. 

Jak wygląda adopcja psa ze schroniska?

To na pewno zależy od konkretnego miejsca. W schronisku w Celestynowie, z którego wzięłam Chrupka, procedura była dosyć prosta. Najpierw wypatrzyłam psa na ich Faceboooku, bardzo często aktualizowanym. Napisałam maila z kilkoma pytaniami i umówiłam się na zapoznawczy spacer. W schronisku przywitała mnie ta sama wolontariuszka, która odpowiadała na moje pytania, co było bardzo pomocne, mogłam wyprowadzić psa i dopytać o szczegóły. Mój przypadek był dość specyficzny, bo ze względu na wyjazd mogłam go zabrać dopiero kilka dni później. Normalnie ankietę adopcyjną dostaje się pewnie od razu. W ankiecie są pytania o to, czy mieliśmy jakieś zwierzęta, co się z nimi stało, co planujemy zrobić z psem podczas wakacji, czy stać nas na leczenie – myślę, że wielu osobom samo wypełnianie takiej ankiety może uświadomić, jak dużą odpowiedzialność na siebie biorą. Można ją ściągnąć i przejrzeć tutaj, warto rzetelnie odpowiedzieć sobie na pytania. Później podpisałam umowę adopcyjną, w której zobowiązuję się zapewnić psu odpowiednie warunki i wpłaciłam dobrowolny datek – kierownik schroniska zasugerował 150 zł i tyle zapłaciłam. Zgodziłam się też na wizytę poadopcyjną – na razie nikt się nie zapowiedział, ale kilka dni po adopcji dzwoniła do nas schroniskowa opiekunka Chrupka, zapytać jak mu się wiedzie, mam też kontakt z panią wolontariuszką, która pomagała przy adopcji – to bardzo miłe.

ch3

O czym warto pamiętać?

Nie polecam przeglądania psich profili na stronach schronisk, dopóki nie będziemy pewni, że chcemy psa. Czyli najpierw decyzja o psie, potem szukanie kandydata. Odwrotna kolejność prowadzi do nieprzemyślanych decyzji, zawracania głowy wolontariuszom i pracownikom, miotania się z decyzją. Wiem, bo sama ten błąd popełniłam kilka miesięcy temu. Jestem ogromną zwolenniczką podejmowania decyzji o adopcji ze względu na to, że naprawdę chcemy mieć psa, a nie dlatego, że rozczuliła nas smutna mordka. Spełniony właściciel -> szczęśliwy pies -> wszyscy zadowoleni. Oczywiście, zdarzają się szczęśliwe przypadki, kiedy to pies znajduje nas, ale wtedy, gdy decyzja jest podejmowana na spokojnie, polecałabym taką właśnie drogę.

W schronisku trudno jest poznać prawdziwy charakter psa, jego przyzwyczajenia i upodobania, nawet jeśli wolontariusze wyprowadzają go na spacery. Jeżeli zależy nam na psie o konkretnym usposobieniu, najbezpieczniej jest zaadoptować zwierzaka z domu tymczasowego, gdzie opiekun może już dużo więcej powiedzieć o jego zachowaniu. Dobrym rozwiązaniem może też być weekendowy wolontariat w schronisku i poznanie zwierzaków w ten sposób. Na pewno łatwiej jest się też dowiedzieć czegoś o zwierzaku, adoptując psa ze schroniska, które ma fundusze i chęci do pracy z psami – dobrą opinią cieszy się pod tym względem na przykład schronisko w Korabiewicach czy schroniska biorące udział w programach szkoleniowych, jak „Fajny pies, ale bezdomny”. Trzeba jednak pamiętać, że pies zawsze może nas zaskoczyć jakimś niepożądanym zachowaniem, i decydując się na adopcję musimy być przygotowani na przepracowanie ewentualnych problemów, samemu lub z pomocą behawiorysty.

Pracownicy i wolontariusze w schroniskach mają mnóstwo roboty. Jeżeli nie chcemy adoptować psa, nie zawracajmy im głowy. Nie raz widziałam na FB pod zdjęciami psów do adopcji, komentarze osób wyrażające chęć przygarnięcia zwierzaka, które po odpowiedzi pracownika z prośbą o kontakt mailowy czy telefoniczny zaczynały tłumaczyć, że wzięłyby ale nie mogą, bo rodzice, bo za granicą, bo coś tam jeszcze. To kompletnie bez sensu, nie rozumiem po co ludzie to robią.

W porządku jest mieć wymagania. Jeżeli szukamy małego, krótkowłosego psa, nie dajmy sobie wcisnąć bernardyna, „bo ma takie smutne oczka”. Jeżeli my nie będziemy zadowoleni, pies też nie będzie. Jeżeli jesteśmy zdecydowani na adopcję i wiemy czego chcemy, nie bójmy się zadawać pytań. Możemy też skorzystać w pomocy specjalisty, który pomoże nam znaleźć psa pasującego do naszego stylu życia i upodobań albo podpytać kompetentnych znajomych – mnie z pomocą przyszły dwie psie blogerki, Dominika i Kasia, rozwiały wątpliwości, dobrze doradziły i jestem im za to niesamowicie wdzięczna.. Warto jest zastanowić się, czego tak właściwie oczekujemy od zwierzaka i co możemy mu zapewnić – kluczowy jest tu zwłaszcza poziom aktywności. Ludzie często nie doceniają psiej potrzeby ruchu i wybierają psy wyłącznie ze względu na wygląd –  między innymi stąd bierze się tyle psów w typie husky w schroniskach. Więcej o adopcji i wymaganiach można przeczytać na świetnym blogu Biały Jack.

Kupienie psa w hodowli też jest w porządku. Fejsbukowe strony schronisk czy psich fundacji przyciągają mnóstwo ludzi, często o dość roszczeniowym nastawieniu. Wiele razy przyglądałam się mieszaniu z błotem ludzi, którzy kupili psa w hodowli, zamiast adoptować. Bardzo mi się to nie podoba. Jeżeli marzymy o konkretnej rasie, kupmy psa z renomowanej hodowli. Nie „po rasowych rodzicach”, nie „bez zbędnych papierków”. Z porządnej hodowli, z rodowodem. Jeżeli całe życie marzyliśmy o seterze, ale wyrzuty sumienia popchną nas do adopcji psa, który ma trochę podobne, klapnięte uszy, ale wcale się jak seter nie zachowuje, najprawdopodobniej będziemy rozczarowani, a pies nieszczęśliwy.

ch2

Nad czym jeszcze warto pomyśleć przed decyzją o adopcji?

Pies ze schroniska nie jest darmowy. Oczywiście, sam proces „nabycia” psa to nieporównywalnie mniejsze koszty, niż szczeniak z hodowli, który kosztuje kilka tysięcy. Schroniska zwykle wydają zwierzęta za darmo lub za niewielką opłatą. Trzeba jednak pamiętać, że pozostałe koszty są praktycznie takie same. Kiedy pies zachoruje, płacimy za leki i zabiegi, zdarza się, że po kilkaset złotych naraz. Szczepienie i odrobaczanie są niezbędne, tak samo ochrona przed kleszczami – to minimum 100-150 zł co roku. Może się okazać, że pies ma lęk separacyjny i potrzebny będzie trening z klatką kennelową, która kosztuje 200-300 złotych. Podstawowa wyprawka, czyli smycz, szczotka, miski, posłanie itp. to minimum 100-150 złotych, choć tu akurat można być kreatywnym i wiele rzeczy zrobić samemu – jak legowisko czy niektóre zabawki. Warto zadbać o zdrowie psa i karmić go dobrą karmą albo opracować mu zbilansowany jadłospis – supermarketowe Pedigree czy Chappi to taki psi fast food. Generalnie – dbanie o potrzeby psa kosztuje, i to niemało. Psi blogerzy zrobili ostatnio cykl, który ma na celu uświadomić, jakie koszty generuje posiadanie zwierzaka. Przykładowe posty: jack russel terrier, owczarek australijski, kundelek ze schroniska – mniejszy i większy. Ja też zrobiłam na potrzeby tego posta małe podsumowanie i wyszło mi, że na podstawową wyprawkę, bez większych szaleństw (klatka + posłanie, miski, smycz, obroża, kong, porządna szczotka do walki z chrupkowym futrem, piłka, kaganiec, adresówka), opiekę weterynaryjną (chipowanie, szczepienie, odrobaczanie, środek na pchły i kleszcze, leczenie problemów z układem pokarmowym – kroplówki i zastrzyki, cewnikowanie, badania krwi), jedzenie (tu wydałam więcej niż normalnie, bo trudno było znaleźć karmę, którą Chrupek chciałby jeść) i podstawowe szkolenie (kurs sześciotygodniowy, 650 zł) wydałam 2000 złotych. Aż trudno mi w to uwierzyć, ale wyliczenia nie chcą wyjść inaczej. Te wydatki z pewnością można nieco obciąć – szkolić psa samemu, uszyć posłanie czy zabawki. Nie sugeruję, że jeżeli ktoś ma niewielki budżet, nie powinien mieć psa. Warto sobie jednak zdawać sprawę z tego, że pies oznacza wiele nieprzewidzianych wydatków – a chyba każdemu psu zdarza się zachorować albo coś zniszczyć.

Psy sprawiają problemy. Zastanawialiście się kiedyś, jak to się dzieje, że schroniska są przepełnione? Na pewno jednym z powodów jest to, że wiele osób nie sterylizuje swoich zwierząt. Ale kolejną przyczyną jest brak wyobraźni – mam wrażenie, że ludziom często wydaje się, że zwierzak sam z siebie powinien się wzorowo zachowywać. Tak samo jak ten w filmie/reklamie/widziany przez 10 minut w parku. Dopada ich choroba naszych czasów – chcieliby natychmiastowych efektów bez codziennej, rzetelnej pracy. A tymczasem psy sprawiają problemy, każdy jeden. Kiedy bierzemy szczeniaka czy psa, który nigdy nie mieszkał w domu, musimy nauczyć go wszystkiego – pies nie wie, że sikanie w domu, szczekanie w nocy czy obgryzanie mebli jest złe. Cały proces wymaga od nas konsekwencji, cierpliwości i zrozumienia, że jeżeli chcemy czegoś od psa wymagać, najpierw musimy mu wytłumaczyć (po psiemu, bez uczłowieczania), że nie chcemy żeby tak się zachowywał i wskazać inne zachowanie. Psy ciągną na smyczy, nie lubią innych psów, wyją pod nieobecność właścicieli, włażą na łóżka, gonią koty, odmawiają wchodzenia po schodach i tak dalej. Dobra wiadomość jest taka, że olbrzymią większość tych problemów można przepracować i naprawić, trzeba tylko chcieć to zrobić, ruszyć się i poszukać wiedzy czy zatrudnić specjalistę. Jak pisze właścicielka Berka, przed podjęciem decyzji o wzięciu psa powinniśmy albo założyć, że będzie potworem, albo nie brać go w ogóle.

Psy robią obrzydliwe rzeczy. Żaden z moich psów nie wymiotował często, ale jeżeli już, to zawsze na dywan. Miałam kiedyś gordon setera Gordona, którego największą miłością było tarzanie się w krowich plackach, zdechłych gołębiach i innych obrzydlistwach. Polar uwielbiał kłaść się w błocie. Chrupek jest strasznie włochaty, zwłaszcza na brzuchu i tylnych łapach – wyobraźcie sobie, co się dzieje, kiedy ma biegunkę. Sprzątanie psich kup z trawnika też to największych przyjemności nie należy. Dobra wiadomość jest taka, że z czasem człowiek się uodparnia, ale i tak warto o tym pamiętać.

Psy potrzebują ciekawych spacerów, zabaw i ćwiczeń, inaczej zaczną się nudzić i same znajdą sobie zajęcie – gryzienie kapci, szczekanie, ucieczki, obsesyjne zachowania. Psa trzeba zmęczyć nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy i brak nowych bodźców przypłaciłam poważnym problemem u Polara – z nudów obsesyjnie lizał sobie łapę, do krwi i kości, sytuacja była na tyle poważna, że trzeba go było operować. Spacery w to samo miejsce to nuda. Łażenie po ogródku to jeszcze większa nuda – pies zna tam każdy zakamarek i ma już wszystko dawno obwąchane. Posiadanie domu z ogrodem ma więc jedynie tę zaletę, że łatwiej nam wypuścić psa na szybkie sikanie rano czy wieczorem i mamy ogrodzony teren do zabaw i ćwiczeń. Nie zwalnia nas z obowiązku regularnego wyprowadzania psa na urozmaicone spacery.

Pies jest z nami na dobre i na złe. Kiedy szukałam psa dla siebie, wiele razy natknęłam się na ogłoszenia osób, które chciały się zwierzaka pozbyć. Oprócz grupy „problemowej” (niszczenie mieszkania, szczekanie, bronienie miski), gdzie problemem tak naprawdę najczęściej jest nastawienie i brak wiedzy człowieka, szeroko reprezentowana była też grupa „nie myślę do przodu”. Czyli pozbywam się psa, bo wyjeżdżam, bo się przeprowadzam, bo nie mogłam przecież przewidzieć, że zajdę w ciążę (???). Tak naprawdę większość tych rzeczy to wymówki, które kryją nieodpowiedzialną postawę. Jeżeli uważamy, że mogą w naszym życiu nastąpić zmiany, które w naszym mniemaniu uniemożliwią nam dalsze życie z psem, nie bierzmy go. Jeżeli decydujemy się na psa, musi to być decyzja na całe jego psie życie. Jasne, zdarzają się wyjątkowe sytuacje typu silna alergia u niemowlaka, ale nie zmienia to faktu, że psa powinno się brać z przekonaniem, że będzie z nami do końca.

ch4

Dlaczego w takim razie warto mieć psa, mimo tych wszystkich kosztów, zagrożeń i problemów? Bo to super sprawa!

 

  • Pies zmusza do większej aktywności fizycznej – ja już po tych dwóch tygodniach czuję się dużo lepiej.
  • Odpręża lepiej niż każda komedia – codziennie wybucham śmiechem przynajmniej kilka razy, podziwiając dziwne pozy i miny Chrupka, słuchając jak goni coś i walczy przez sen, czy tylko patrząc na jego owczy ogon.
  • Jest ciepły, miękki, kochany i można się do niego przytulać – jeżeli oczywiście ma na to ochotę.
  • Poprawia samopoczucie – świadomość tego, że jest na świecie ktoś, dla kogo jestem najważniejsza i najbardziej szałowa, niezależnie od tego, co robię i jak wyglądam, jest niesamowita. Do tej pory chyba najbardziej rozczuliła mnie sytuacja, kiedy Chrupek przybiegł do mnie przytulić się i pożalić po tym, jak został bezlitośnie wtłoczony do wanny – mimo tego, że to ja go do tej wanny włożyłam i lałam tą okropną wodą. Nie przypuszczałam, że aż tak dużą przyjemność będzie mi sprawiać opiekowanie się kimś – własny pies to jednak co innego, niż pies rodzinny, cała odpowiedzialność spoczywa na nas, ale i ogrom psiej miłości jest niesamowity.
  • Pies porządkuje dzień – nie od dziś wiadomo, jak zbawienny wpływ mają na nas codzienne rytuały. Posiadanie psa niejako wymusza planowanie i sensowne ułożenie dnia. Odkąd mam Chrupka, udaje mi się zrobić dużo więcej rzeczy niż wcześniej, obowiązki służą produktywności.
  • Pies to wyjątkowo wdzięczne hobby i bardzo satysfakcjonujący sposób na spędzanie wolnego czasu – zastanawiałam się ostatnio jak to się dzieje, że tyle ludzi ma psy, zupełne nie wiedząc jak te zwierzaki działają i nie wykorzystując ich potencjału. Dopiero teraz widzę też, jak wiele błędów popełniałam z moimi poprzednimi psami. Świadome życie z psem to naprawdę świetna przygoda. Jest mnóstwo rzeczy, które można razem robić – szkolenie i nauka sztuczek, zabawy w szukanie i tropienie, agility, frisbee czy dog dance oraz mnóstwo innych aktywności. Jest coraz więcej psich imprez – marsze na orientację czy wspólne spacery. Pomijając czynnik psi, to też świetny sposób, żeby poznać aktywnych, ciekawych ludzi z pasją.

Mam jeszcze sporo psich wniosków i przemyśleń, ale zostawię je sobie na późniejszy termin, kiedy będziemy już mieli z Chrupkiem dłuższy staż wspólnego mieszkania. Postaram się też nie zasypywać bloga i Instagrama zbyt dużą liczbą chrupkowych zdjęć, ale uwierzcie mi, łatwo nie jest!

 

95 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Studentka

    Hodowla to coś co powinno być definitywnie zakazane !
    Pomijam już fakt, że często dochodzi do kazirodczych miotów..
    Większość vegan z tym walczy. Schroniska i ulice niemalże są przepełnione – tyle zwierzaków czeka na tę prawdziwą miłość i ciepły dom…

    1. Monika Gabas

      Absolutnie się nie zgadzam z tą tezą. Smutna prawda jest taka, że gdyby ktoś wydał na swojego zwierzaka 2000 złotych to bardziej by się zastanowił nad jego dalszym losem jak i nad samym przyjęciem go pod swój dach – łatwiej się zdecydować kiedy trafia się okazja na słodkiego szczeniaczka z giełdy za 300 zł czy smutnego pieska ze schroniska.

    2. vesper

      Nie rozumiem – hodowle to nie tylko kazirodcza taśma produkcyjna. Wiele z nich prowadzą ludzie odpowiedzialni i kochający swoje zwierzaki. Zakazywać hodowli to tak, jakby mówić, że każdy kibic to chuligan. Z całego serca popieram adopcje, ale niby dlaczego zakazywać komuś posiadania czystej krwi beagla? „Bo tak”? Live and let live.

      Asiu, trzymam kciuki za Ciebie i Chrupka :) Z mojej schroniskowej suni diabełek wyszedł dopiero po kilku miesiącach – kiedy wygryzła mi dziurę w piżamie i wytargała moje obrośnięte sentymentem maskotki po ogródku ;) Pozdrawiam Was ciepło!

    3. Anka

      Hodowla a pseudohodowla to dwie różne rzeczy. Niestety niewielu zdaje sobie z tego sprawę. W prawdziwej hodowli prowadzonej przez pasjonata takie rzeczy nie mają prawa się wydarzyć. Poza tym rodowody to nie jakieś tajne dokumenty – wystarczy spojrzeć żeby dowiedzieć się czegoś o przodkach.

      Czy powinny być zlikwidowane? Sama nie wiem. Mam psa rasowego chcę znaleźć jej kumpelę. I niestety jestem w wielkiej kropce. Bo z jednej strony strasznie żal mi tych wszystkich porzuconych maluchów ale z drugiej boję się trochę psa niewiadomego pochodzenia. Dlaczego? Z prostej przyczyny – w życiu szczeniaka ogromnie ważne są pierwsze tygodnie życia i socjalizacja. Te chwile bardzo rzutują na późniejszy charakter psa, jego lęki, agresję. Niestety, decydując się na takiego psa dostajemy „kota w worku”. Często nawet nie wiadomo jacy byli rodzice, a przecież kwestia genów też jest bardzo ważna. Natomiast szczeniak kupiony w prawdziwej hodowli ( i to trzeba samemu sprawdzić zanim takowego się kupi) jest po pierwsze po wiadomych rodzicach, których również można zobaczyć, a po drugie jest odpowiednio socjalizowany.

      Z drugiej strony to nie jest fajne, że człowiek hoduje psy, potem się rodzą małe i odbiera je od matki. Pod tym względem rozumiem podejście wegan do tej sprawy, tak samo jak i temat mleka, jajek i mięsa.

      Nie można jednak twierdzić, że schroniska są przepełnione w związku z tym wszyscy mają te psy przygarniać. Idąc tym tokiem rozumowania można by powiedzieć, że na świecie jest dużo bezdomnych dzieci więc musimy je adoptować zamiast rodzić własne. To, że jest tyle niechcianych psów jest kwestią tępoty ludzkiej, bo jeżeli ktoś woli porzucić maleństwa na śmietniku lub zakopać zamiast wysterylizować sukę to inaczej tego nazwać się nie da. Dopóki nie zmieni się podejście ludzi do tej sprawy to nigdy się nie skończy.

      1. Olga Cecylia

        Co do tego odbierania „małych” od matki… Zwierzęta funkcjonują nieco inaczej niż my. Ludzkie młode osiąga dojrzałość fizyczną po kilkunastu latach od urodzenia, psu to zajmuje dużo mniej czasu. Poza tym ludzie mogą żyć w wielopokoleniowych rodzinach, a psy niekoniecznie.

        Miałam psa, który po kilku miesiącach w pierwszej rodzinie został oddany hodowcy – „bo alergia”. U hodowcy była jego matka i siostra, obie po powrocie traktowały go jak obcego psa, podgryzały, atakowały. Identyczne zachowania można obserwować na Animal Planet np. u lwów czy jeleni, czy dzikich koni. Biologicznie uwarunkowane jest, że młode samce odłączają się od stada i zakładają nowe, i dokładnie tak samo jest z hodowlami.

        Poza tym zgadzam się z tym, co napisałaś o hodowlach i pseudohodowlach. Ludzie są dobrzy i źli, w każdym zawodzie, hodowca nie jest tu wyjątkiem.

      2. Gosia

        Albo nie chce im się kastrować psów, bo i tak szczeniaków do domu nie przyniesie. Potem chłopaki uciekają, włóczą się po ulicach, giną na drogach lub zostają zagryzieni przez inne psy, albo gubią się i są potem bezdomne. dla mnie żadne z powyższych nie jest do przyjęcia.

    4. D.

      Ojej, zdenerwowałam się i znowu się będę uzewnętrzniać na blogu Asi. :P

      Adopcja psa ze schroniska jest bez wątpienia aktem chlubnym i godnym pochwały. Jednakowoż, bardzo ważne jest, aby pies był dopasowany do swojego właściciela, tak, aby człowiek i zwierzę mogli stworzyć zgraną drużynę, która będzie w stanie odpowiednio dogadać się w życiu codziennym. I tu dochodzimy do kwestii oczekiwań osoby, która szuka sobie psa. Jeżeli te oczekiwania są niejasne lub ktoś szuka po prostu sympatycznego towarzysza – adopcja jest dla niego świetnym wyjściem. Jeżeli jednak te oczekiwania są ściśle określone, czy to ze względu na planowane z psem aktywności (bo ktoś np. chce psa konkretnie do canicrossu lub treningów frisbee), oczekiwany charakter (cechy takie, jak miłość do całego świata lub wycofanie do obcych czy instynkt stróża są wpisane we wzorce rasy), czy nawet eksterier (miękki włos bo nie wbija się tak masakrycznie w dywany) to powinien raczej pomyśleć o psie rasowym. Dlaczego? Otóż dlatego, że decydując się na adopcję rzadko kiedy możemy z pewnością powiedzieć, co nasz czeka. W rasę natomiast wpisany jest nie tylko wygląda psa, ale również chęć do pracy, typ wykonywanej pracy, stosunek do człowieka. Zdecydowanie się na psa rasowego umożliwia się dobranie do siebie i swoich oczekiwań/potrzeb/możliwości bardzo konkretnego zwierzaka, który będzie w stanie je spełnić.

      Co do hodowli, chowu wsobnego, etc. Są hodowle i „hodowle”. Prawdziwy hodowca psy traktuje jak członków rodziny, kolejne mioty planuje tak aby stale uzyskiwać psy coraz lepsze (pod względem charakteru, eksterieru, popędów do pracy), odpowiednio odżywia swoje psy, nie kryje suki częściej niż raz na rok, etc. A także – co najważniejsze – prawdziwy hodowca nie sprzeda psa byle komu i kupującemu szczeniaka zada więcej pytań niż kupujący jemu. Serio. Sama mam psa z takiej hodowli.

      Skąd się wziął podział na hodowle i pseudohodowle? Po pierwsze, z braku poszanowania dla rasy i zwierząt rasowych w Polsce, z braku głęboko zakorzenionej w kulturze tradycji hodowli psa rasowego. Po drugie, z umiejętności żerowania na pędzie do oszczędności/bycia sprytnym przez pseugohodowców, którzy swoje kundelki w typie rasy oferują znacznie taniej, niż renomowane hodowle ZKwP. Sama często jestem na spacerach stawiana w sytuacji typu: ktoś mija mnie, kiedy gdzieś idę z psem, pada pytanie ile za niego zapłaciłam, odpowiadam, na co pada odpowiedź, że szwagier kupił takiego samego za 300 zł. Zapewniam, że nie kupił. Na pewno nie takiego samego. Ostatnia kwestia do zmiana przepisów, która doprowadziła do pojawienia się w Polsce mnóstwa pseudostowarzyszeń zrzeszających pseudohodowle, których jedynym celem istnienia jest łatwy zarobek, a nie dbanie o rozwój rasy i dobrostan zwierząt. I tak, z hodowlami, które sprzedają „yorki”, „buldożki francuskie”, czy „maltańczyki” za 500 zł trzeba walczyć. Trzeba walczyć z hodowlami, które nie robią sukom i reproduktorom badań na dysplazję, choroby oczu, etc., walczyć z hodowlami, które nie dbają o przeglądy weterynaryjne miotów. To są pseudohodowle, które nie powinny istnieć. Obok nich istnieją jednak hodowle z prawdziwego zdarzenia, takie z których psa nie weźmie żaden sprytny szwagier, bo trzeba na za szczeniaka zapłacić 3, 4, 5 tys. zł. I w takich hodowlach, zarejestrowanych w ZKwP (FCI) są odpowiednie dla psów warunki. Każdemu kto będzie kiedykolwiek kupował psa rasowego życzę takiego hodowcy, jak mój.

    5. Julia

      Ja też kupiłam psa z hodowli, hodowli prawdziwej. Pani ją prowadząca całe życie poświęciła owczarkom szetlandzkim (nota bene chrupek ma w sobie coś z tej rasy moim zdaniem ;)), cały parter swojego domu i ogród poświęciła psom, a „tatusiów” szukała najwspanialszych, głównie z innych krajów. Numer swojego weterynarza znała na pamięć, a przy oddaniu nam pieska dała nam całą listę wytycznych: od tego jaką karmę lubi, przez najlepszy rodzaj szczotki, na najlepszej dla jego długiego futra obroży i smyczy. Dzwoniła przypomnieć o badaniach, zastrzykach itp i koniecznie kazała nam jeszcze ją odwiedzić z psem. Efekt jest taki, że moja mama, która była przeciwna kupowaniu kolejnego psa już teraz zapowiada, że jezeli pies, to tylko Sheltie. Dla niej ta rasa ma w sobie coś pociągającego, te psy wydają się cały czas uśmiechnięte, są bardzo pozytywnie nastawione do życia i pełne energii (choć wiadomo, że to z czasem się zmienia). Wydaje mi się, że hodowla jest najlepszym sposobem na przewidzenie jaki dany pies będzie i pozwala często uniknąć przykrych niespodzianek.
      PS: Jednoczę się z tobą Joasiu – czyszczenie tzw „portek” przy rozstroju żołądka bywa z takim futrem straszne ;)

      1. vegee

        Widzę, że cofamy się do czasów warstw i klas społecznych.
        Boże ludzie…
        „Zwierzę czystej krwi” – wybaczcie, ale niesamowicie kojarzy mi się to z monarchią, gdzie tylko pochodzenie się liczyło.
        Bardzo, ale to bardzo się cieszę, że Asia wzięła psa właśnie ze schroniska pomimo, iż pewnie mogłaby pozwolić sobie na pieska z hodowli.
        Może uświadomi to komuś, ze te zwierzęta o wiele bardziej potrzebują miłości.
        Nawet te „nie wiadomo skąd z targu”..

        1. P.

          Ale mówimy tu o zwierzętach a nie ludziach.
          I w ogóle gdzie jest problem – masz specjalne gatunki owiec na wełnę na garnitury, specjalne krowy na steki, hoduje się konie bo jedni kochają Araby a inni Fryzy… więc czemu z psami ma być inaczej?

          Ludzie to jednak zupełnie inna bajka.

          1. vegee

            i na tym polega nasza różnica w postrzeganiu świata.
            Dla mnie zwierze i człowiek to taka sama istota żywa, z tym że ten pierwszy potrzebuje pomocy człowieka w wielu kwestiach.
            I tutaj nie chodzi o to, iż jedne są takie razy a inne takiej.
            Nie optuję za tym, aby kochać bezwarunkowo każdego z nich, bo przecież i ludzie dobierają się w pary na podstawie jakimś tam cech.
            Nie rozumiem tylko jednego – dlaczego wydźwięk wielu komentarzy powyżej, aż tak bronił hodowli.
            Nie jest prawdą, że jeżeli ktoś za zwierzaka zapłaci +1tys pln będzie go naprawdę kochał i szanował.
            Sama u siebie w bloku widzę jak to wygląda. Ba, nawet w dalszej rodzinie mam tego wiele przykładów, kiedy to zwierzak bardzo pożądany przez dziecko, z tryliardem rodowodów i tak lądował w kojcu.

          2. P.

            Stwierdzenie że zwierzę i człowiek to „taka sama istota żywa” jest bardzo abstrakcyjne i prawdę mówiąc nie wiem jak można się znim zgodzić.

            Hodowle robią dużo dobrego i prawdę mówiąc nie rozumiem atakowania hodowli – bo co one złego robią. Nie mówię, że wszystkie są bez skazy – ostatecznie sporo psich ras stało się niec kłębkiem chorób – ale krytykowanie wszystkich jak leci wydaje mi się krzywdzącym uogólnieniem.

            I oczywiście, koszt kupna psa o niczym nie przesądza. Zresztą jak nam ostatnio wyszło z rachunków – cena za psa w hodowli w przeciągu roku staje się zaledwie niedominującym ułamkiem kosztu posiadania psa.

      2. Style Digger Autor wpisu

        Też mi się wydaje, że jakbym miała na siłę wymyślać Chrupkowi jakichś przodków, to obstawiłabym babcię sheltie:) Ten długi pysk, okrągły tył i ogólna kudłatość:) Co do szczotki to się totalnie nie dziwię, bo tyle futra jednak trzeba jakoś ogarnąć. Fajnie, że są tacy hodowcy, pozdrowienia dla Ciebie i psiaka!

    6. Patryk

      Nie ukrywajmy – hodowla psów to biznes, sposób na zarobek. Jednak prowadzi to do jednej dobrze rzeczy – wspomaga rozwój rasy.

      Oczywiście możemy założyć, że nagle wszyscy biorą psy ze schroniska. Super. Wszyscy mają kundelki, nadal wiele osób ”zapomina” o sterylizacji/kastracji, więc rodzi się więcej kundelków. Kundelki wszędzie – w schroniskach, w domach, na ulicach.

      Konkretne rasy zostaną zapomniane, bo przecież wszyscy litują się nad tymi kundelkami. Czyste rasy odchodzą w zapomnienie. Odpadają osobniki zdolne psychicznie, wytrzymałe fizycznie. Zostają kundelki – bez żadnego nadzoru, bez żadnej kontroli. Agresywne, słabe, leniwe, niechętne, lękliwe – wszystkie.

      Głównym celem wszystkich hodowli, stowarzyszeń oraz organizacji jest opieka i rozwój ras psów. Żeby były zdolne, diabelnie inteligentne i sprawne fizycznie. Zakaz hodowli spowodowałby jedynie ”zchamienie” całej otoczki psów.

      Psy w schroniskach nie są dlatego, że lubie wybierają zakup zamiast adopcji. Psy w schroniskach są głównie dlatego, że ludzie to idioci.

    7. magda_pn

      Rozumiem co chciałaś przez to powiedzieć, i oczywiście popieram całym sercem postulat „Nie kupuj, adoptuj”, ale nie zgodzę się z tym że hodowle są „złe” same przez się. Kontrolowane, wysokiej jakości hodowle dają szansę wychowania zwierzaka zgodnie ze specyficznymi oczekiwaniami i warunkami jakimi dana osoba dysponuje. Jeżeli człowiek ma np. bardzo małe mieszkanie, „trudnych” sąsiadów, wiedzie specyficzny tryb życia, ma małe dzieci, chce mieć towarzysza do uprawiania konkretnego sportu itp. to czasami po prostu nie może sobie pozwolić na ryzyko. Rasa daje pewien zakres pewności co do warunków fizycznych i charakterologicznych psa (oczywiście trzeba być odpowiedzialnym i zdawać sobie sprawę, że życie zawsze może nas zaskoczyć). Natomiast jestem bardzo przeciwna jakiemukolwiek rozmnażaniu psów i kotów poza certyfikowanymi hodowlami. Wobec tak dużej liczby potrzebujących psów generowanie kolejnych niepotrzebnych istnień to bezmyślność i zbrodnia. I tu pełna zgoda – to powinno być zakazane, pod groźbą kary.

    8. Malgosia

      Oczywiście bierzcie że schroniska Ją miałam boksera był kochany ale już odszedł. Bardzo mnie kochał a ją jego. Mieszkał u mnie 5 lat a miał 6 podczas adopcji. Teraz czekam na sumie 5 letni ma kwarantannę. One zasługują na miłość ija odwzajemniała. Ją już nie Julie psa. Dają miłość tym których nie kochano to jest smutne ale prawdziweMalgosiaGdansk

  2. Monika Gabas

    Bardzo rozsądnie piszesz Asiu – szczególnie cieszę się z podpunktu o tym, ze kupno zwierzaka w hodowli nie jest niczym gorszym niż zaadoptowanie go. Po zakupie rasowego kota spotkałam się z wieloma zarzutami „o tych wszystkich smutnych parach oczu w schroniskach”, a ja zwyczajnie nie byłam gotowa na przygarnięcie zwierzaka, po krótym nie wiadomo czego można by się spodziewać. Zakup rasowca z renomowanej hodowli minimalizuje element zaskoczenia. Jestem jednak przekonana, że jak już będę miała lepsze warunki mieszkaniowe i spokojniejszy tryb życia, który pozwoli na poswięcenie się socjalizacji zwierzaka to jakiś czterołap :) ze schorniska zasili nasze grono swoim merdającym ogonem.

    1. Patryk

      Zakup czy adopcja to dwie różne, równie ciekawe alternatywy. Nie można potępiać za chęć zakupu. Ja zawsze chciałem psa, którego mogę prowadzić od a do z – od kompletnego maluszka – i takiego mam i sobie żyjemy.

      Adopcja również jest bardzo ciekawa – właśnie staramy się o zostanie DT dla golden retierverów. Jednak nie wolno narzucać innym adopcji, tylko dlatego, że nieodpowiedzialne osoby powodują nadmiar psów w schroniskach i fundacjach.

      1. Gosia

        Święta racja. Nie można popadać w skrajności i przy poważnych decyzjach trzeba się poważnie zastanowić. Rozważyć wszystkie za i przeciw, poznać nasze i cudze (np. psie) możliwości.

  3. Tomatoesmozzarella

    Boże, jaki on cudny jest, możesz nas zasypywać jego zdjeciami bez wyrzutów sumienia! :D
    Post oczywiście bardzo trafny i życiowy, sama się zastanawiam nad wzięciem zwierzaka, także dzięki :))

    btw ‚literówka’ -> „mnie z pomocą przyszły dwie psie blogerki, Dominika i Kasia, rozwiały wątpliwości, dobrze doradziły i jestem im za to niesamowicie wnętrza..”

  4. ważki

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście. Sama wczoraj pisałam na podobny temat – ludzie bywają bardzo nieodpowiedzialni, a biedne zwierzę na tym cierpi. Poza tym, mierzymy zwierzęta swoją, ludzką miarą tylko tam, gdzie nam to odpowiada. Jak „nie stać kogoś” na leczenie psa, potrafi go uśpić, bo przecież ostatecznie to „tylko” pies. A kiedy są z nim problemy „wychowawcze” traktują go jak człowieka – zarzygał dywan, irytują się na niego i tą frustrację wyładowują na nim, jakby zwierzak rozumiał, że robi źle i wręcz robił to złośliwie. Posiadanie zwierzaka (każdego, nie tylko psa) to duża odpowiedzialność, trzeba się liczyć ze wszystkim. I choć wielu ludziom nie podoba się takie porównanie – to naprawdę jest jak członek rodziny, wręcz jak dziecko – jest nie tylko, by go kochać i cieszyć się jego towarzystwem, trzeba się też nim odpowiednio zajmować, opiekować i go wychować (to ostatnie szczególnie tyczy się psów).
    Pozdrowienia dla Chrupka!

  5. Iza

    Czytam z zapartym tchem bo właśnie tego wszystkiego doświadczam na własnej skórze. I ogromu miłości i biegunek i reszty obrzydliwości też ;) I kieszeń świeci pustkami i wolność odeszła w siną dal, bo wszystko jest podporządkowane JEMU. Patrzę na niego i taka jestem szczęśliwa, że jest ze mną ale skłamałabym mówiąc że obeszło się bez momentów zwątpienia – no bo ile razy można wyjmować mu z paszczy najlepsze buty i wycierać siku co jakieś 7 minut… Ale to tylko momenty! Kocham mego piesa nad życie i istnieje poważne ryzyko, że też „zaśmiecę” bloga i instagram zdjęciami :) Pisz o Chrupku regularnie!

    1. Style Digger Autor wpisu

      O jaa, cudny! Z niszczeniem, sikaniem i wolnością – właśnie dlatego nie chciałam szczeniaka;) Ale pewnie prędzej czy później się na jakieś psie dziecko zdecyduję. Chrupek jest wyjątkowo grzecznym psem, bez problemu zostaje sam, nawet nie próbuje nic gryźć w domu, od początku wiedział, że sika się na zewnątrz, totalnie nie wiem skąd – dobrze trafiłam, mam nadzieję że mu tak zostanie, tfu tfu odpukać:)

      1. P.

        Podejrzewam, że był przyzwyczajony do używania trawników w tym celu. Przykładowo T. jako mały szczeniak mieszkała w ogrodzie (nie że pod otwartym niebem ale w ogrodzie) – i od 1 dnia u nas wiedziała do czego służy wizyta na trawniku. Plamy na dywanie zdarzały nam się głównie dlatego, że jako młody szczeniak słabiutko trzymała – zresztą nawet wtedy głównie dotyczyło to poranków (~4:30)

  6. Beata

    Bardzo dobry tekst. Sama ostatnio mocno zastanawiałam się nad przygarnięciem jakiegoś pieska ze schroniska. Bardzo chciałabym mieć psa, po namyśle jednak okazało się, że nie tak bardzo by zmienić swoje życie dla niego. Pies to bardzo duża odpowiedzialność i serce mi się kraja na myśl że musiałby siedzieć całymi dniami w domu bo ja jestem w pracy i nie mam jak do niego wcześniej wrócić. Pies jak najbardziej ale nie teraz. Trzeba sobie uświadomić jak wiele rzeczy trzeba chcieć zmienić, lub też być przygotowanym na problemy czy choroby. Mam nadzieję, że wiele osób przeczyta to co napisałaś i skłoni ich to do refleksji. Pozdrawiam :)

  7. Pat

    Zgadzam się z tekstem, jednak dla właściciela marek Pedigree i Chappi dosyć krzywdzące określenia jako supermarketowych fast foodów – dostępność produktu to nie to damo co śmieciowe jedzenie.

      1. P.

        Plus na dobrą sprawę niewiele wiadomo na temat tego co jest w np. Chappi tj. wiemy tyle, co o całej masie produktów dla ludzi, co dla wielu psiarzy jest sytuacją nieakceptowalną ;)

        Myślę, że mimo wszystko pies wyłącznie na Chappi będzie funkcjonował lepiej niż człowiek wyłącznie na Macu, tym niemniej jest to jakaś segmentacja i w miarę powszechnie przyjęte określenie.

        1. Style Digger Autor wpisu

          Właśnie ostatnio rozmawiałam z Szymkiem o tym, że sama czasem jem rzeczy, których psu bym nie dała, nawet w postaci psich odpowiedników – jakieś Kinder Bueno itp. Dało mi to do myślenia a propos naszego jedzenia, poczułam się nawet zmotywowana do pieczenia własnego chleba:)

    1. Pola

      Niestety w większości przypadków to samo. Wystarczy przeczytać skład na opakowaniu (np. Pedigree – 4% mięsa). Jest bardzo dużo dobrych jakościowo karm, nie kosztujących setki złotych, trzeba tylko poszukać. Nawet taki Royal Canin dostępny chyba w każdym zoologicznym nie jest jakimś super produktem – w tej cenie dostać można dużo lepszą, ale mniej znaną karmę.

      1. P.

        Dawno nie zaglądałem na Pedigree Pal ale z tego co pamiętam tam nie jest napisane 4% mięsa, tylko że jest mięso z czego przynajmniej 4% jest konkretnym rodzajem mięsa (dajmy na to – wołowina).
        Mięso z reguły jest wymienione jako 1 lub 2 składnik (po zbożu), rzadziej 3 a waro pamiętać, że składniki są wymieniane w kolejności ilości występowania. Stąd to „4% mięsa” to raczej bajka.

        Producenci dobrych karm mają zwyczaj pisać szczegółowiej co faktycznie jest w opakowaniu i w jakiej ilości, stąd na pewno mniej nieporozumień no i ma się większą kontrolę nad składem. Karmy supermarketowe dużą część składu bazują na zbożach, sporo psiaków miewa z tym problem, a lepsze karmy można kupić w wariancie zupełnie bezzbożowym.

        1. Karo

          Z karmą Royal Canin to bywa różnie. Ja mam kotkę, którą – z racji problemów z układem trawiennym – muszę karmić karmą weterynaryjną. I w tej roli doskonale sprawdza się Royal Canin z linii Veterinary (są karmy dla kotów, ale i dla psów). Mają przyzwoity skład, nieprzeładowany zbożami i chyba nieźle smakują, skoro nawet moja wybredna kota za bardzo nie wybrzydza. Natomiast klasyczny Royal Canin ‚nieweterynaryjny’ to inna bajka – ma zdecydowanie gorszy skład (sporo zboża) i niższą jakość, a w dodatku jest drogi i tego nie polecam :)

          1. P.

            Nasz hodowca również nam zasugerował, że stand. Royal może nie jest najlepszym wyborem (stąd żonglerka Acaną i Taste of the Wild), za to nie było problemów z Royal Canin dla szczeniaka. Od znajomych, którzy mieli chorującego labka też słyszeliśmy dobrą opinię o linii Veterinary.

          2. Pola

            U naszego 17letniego jamnika, z racji problemów jelitowych, też żonglowaliśmy weterynaryjnymi Royal Canin, Hill’s i Eukanubą, ale standardowej bym nie kupiła. Dla reszty stada próbowaliśmy raz Husse, bo podobno ma bardzo dobry skład, ale żaden nie chciał tego jeść :/

        2. Karo

          O, z fajnych składowo i akceptowalnych cenowo karm podrzucę jeszcze Applaws. Bezzbożowa, bogata w białko i atrakcyjna smakowo dla zwierzaków. Ma wersję kocią i psią, obie dla futrzaków ze zdrowymi nerkami dobrze się sprawdzają. Informacja może komuś się przydać, zwłaszcza właścicielom czworonogów z alergiami pokarmowymi :)

  8. Malita

    Bardzo lubię Twoje rozsądne podejście do rozmaitych tematów – a teraz śpieszę z oklaskami dla okołopsich porad. Podoba mi się zwłaszcza, że piszesz o tym, że adopcja psa to jest odpowiedzialna decyzja i warto przemyśleć wszystko na spokojnie, poznać psa etc.. Ja co prawda jestem raczej „team koty”, ale posiadania psa(jamnika <3) nie wykluczam – acz tylko wtedy, kiedy będę mogła mu poświęcić odpowiednią ilość czasu.
    Pozdrowienia dla Ciebie i głaski dla Chrupka!

  9. em.

    Szukałam psa w schroniskach. Konkretnego psa. Typu bull. Odpuściłam już po samych ćwierkających opisach, jaki słodki i kochany piesek, tylko trzeba go szkolić metodami pozytywnymi… Znam charakter bullowatych. To dla charakteru miał być bull. Ale brania tykającej bomby nie zaryzykowałam. Mam bullowatego z hodowli.
    Gdybym szukała bullowatego teraz – waliłabym jak w dym do Fundacji AST. Jak bullowaty – to tylko stamtąd (albo sprawdzonej hodowli ZKwP). Cudowni i odpowiedzialni ludzie, mający przede wszystkim wiedzę o psychice tych psów (cudnej, ale wymagającej psychice).

    Hodowle. O ile chcemy yorka, maltańczyka, czy innego małego pieska, to już jest kwestią etyki, czy dorobimy pseudohodowlę (które niestety od 2012 stały się legalne…) i kupimy „rasowego” kundelka, czy też wydamy odpowiednią kwotę za psa będącego faktycznie yorkiem etc.
    Ale jeżeli wchodzimy w rasy o konkretnej psychice, o konkretnych predyspozycjach i mamy konkretne wymagania, aby pies faktycznie taki był – nie ma litości. Trzeba wyłożyć odpowiednią kwotę. Płacimy przede wszystkim za psychikę, za behawior! Wygląd w wielu przypadkach jest drugorzędny… On nie decyduje o tym jak nam się będzie z psem żyło na co dzień. Z boku, może wydaje się, że hodowcy zbijają majątek, skoro koszą taką kasę za psy, które niby mają tylko papierek do szuflady. Ale serio… hodowca pasjonat nie zarabia na hodowli. A za papierek do szuflady trzeba jeszcze słono zapłacić w ZKwP ;) Chyba, że nie planujemy pojawiać się na wystawach.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Dokładnie:) Schroniskowe ogłoszenia to w ogóle temat rzeka. A propos ostatniego zdania – nigdy nie kupowałam psa, jak moi rodzice kupowali Polara, byłam jeszcze w podstawówce czy w gimnazjum, ale coś mi świta że wyrobienie rodowodu w ZKwP to jakaś stówka? Nie są to grosze, wiadomo, ale w porównaniu z ceną psa niedużo. Chyba że się mylę?

      1. em.

        Wpisowe do ZKwP, skladka za rok, oplata za rejestracje psa i rodowod – 200zl. Jeszcze ostatnio byla jakas podwyzka na rodowody. Ale! Kupujac psa dostajemy metryczke potwierdzajaca jego pochodzenie. Nie ma obowiazku zapisywania sie do Zwiazku i wyrabiania rodowodu. Dodam, ze pseudoorganizacje tez maja swoje cenniki… wiec ucieczka pewnych „hodowcow” do dziwnych stowarzyszen, to niekoniecznie wzgledy oplat na rzecz ZKwP…
        Ani przygarniecie, ani kupno psa to nie jest prosta sprawa ;) I warto dluzej wsiaknac w sam temat hodowli, fundacji, schronisk. Zeby nie wtopic, nawet jak juz sie wie jaki to ma byc pies.

  10. AsiaSml

    Witamy Chrupka :-) Powodzenia z psiakiem! Czeka Was wiele pięknych chwil <3 Moja sucz daje popalić, po dwóch latach adopcji dalej jest nieogarnięta i łobuzuje, ale za nic w świecie bym jej nie oddała :-) Mam nadzieję, że Chrupek będzie się regularnie pojawiał na blogu ;-) Pozdrawiamy, Asia i Bona

  11. Thoughts Blender

    Zgadzam się z Tobą Asiu w każdym zdaniu. Cieszę się, że napisałaś o wszystkich sprawach związanych z posiadaniem psa – to taka pigułka wiedzy, myślę, że przydatna nie tylko dla adoptujących, ale i kupujących psy z hodowli
    Dorastałam z psem, całe życie kręcił się koło mnie jakiś kudłacz i wiem, że w przyszłości też będę miała psa. Teraz nie mogą, bo (chcąc być odpowiedzialną) mój styl życia ‚na walizkach’ mi na to nie pozwala.
    I mam zamiar kupić psa z zarejestrowanej hodowli. Może to nie tak chlubne jak adoptowanie psa ze schroniska, ale wydaje mi się, że adopcję przeżyłabym zbyt emocjonalnie. Nie wyobrażam sobie wybierania jednego psiaka spośród tylu patrzących z nadzieją mordek. Nawet jeśli psa upatrzyłabym sobie wcześniej na zdjęciu…Dlatego tym bardziej podziwiam Twoją decyzję.

  12. Pies Berek

    Chrupek jest przepiękny i widać że futro ma kocie. Podziwiam Cie i wspieram, bo ze schroniskowym psem czasem życie bywa nieoczywiste.Jestem wolontariuszką w schronisku i wiem, co znaczy ta mordka ktora błaga o ratunek. Pozdrawiam !

  13. Anna

    Ten post to kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że uświadomi ludziom jak psy działają i czego potrzebują. Cieszę się, że na takim blogu jak Twój pojawiają się takie posty, bo popularyzują wiedzę o psach. Co prawda w sieci jest masa psich blogów, jednak wielu z moich znajomych (także tych z psami) robi wielkie oczy, kiedy im je pokazuje.
    U mnie w domu zawsze były psy „z odzysku” i tak też wyobrażałam sobie mojego pierwszego psa. Bardzo długo przygotowywałam się do roli przewodnika i podczas tych przygotowań wyklarowały się moje oczekiwania względem psiego towarzysza. Poznałam psie sporty i tak przepadłam w border collie. Kupno psa z hodowli nie było dla mnie łatwą decyzją – miałam moralniaka, bo przecież tyle psów jest w schroniskach i czeka na swój dom. Zdecydowaliśmy z Piotrem, że po kupnie psa przeznaczymy równowartość pieniędzy jakie na niego wydaliśmy na potrzebujące psy, tym samym trochę odkupimy swoje „grzechy”.
    Wybór rasy i hodowli okazał się słuszny, bo Rio jest dla mnie psem jakiego sobie wyśniłam – małym globtroterem, odważnym kompanem i ambitnym sportowcem. Jednak podejrzewam, że nasz kolejny pies będzie kundelkiem <3 z potencjałem sportowym.
    Teraz poważnie zastanawiamy się nad stworzeniem domu tymczasowego, dyskusje trwają!

    Przybijam łapę Chrupkowi!

  14. barbara

    Trochę mnie zabolało, jak przeczytałam, że pies to wdzięczne hobby, pies to nie zainteresowanie, z psem można miło spędzać czas, ale to przede wszystkim przyjaciel z którym decydujemy się spędzić resztę jego życia. Do alergii też należy podchodzić z rozwagą, rzadko występuje u niemowlaka, starszego dziecka, czy dorosłego (nikt kto ma alergie na roztocza, nie myśli o tym,żeby roztocza oddać ;P i jakoś wśród kurzu musi żyć – to mówi alergik wprawiony w bojach ;) ) taka prawdziwa i silna to jakiś niewielki odsetek – tak przynajmniej wypowiadają się specjaliści, a u nas w Polsce niestety się to wyolbrzymia i przesadza i z łatwością oddaje zwierzaka.
    Jak dla mnie za mało powiedziane o hodowlach, stąd też tak dużo w komentarzach, powinno pojawić się więcej o pseudohodowlach, dlaczego są tak złe, a dlaczego prawdziwe hodowle są ok :).

    Pozdrawiam Ciebie i Chrupka :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Uznałam to za oczywistą oczywistość:) Co do hodowli, to na pewno warto o tym mówić, ciąglę widzę ludzi, którzy szukają tanich yorków, tanich goldenów itp. Z alergią – na pewno często jest to wymówka, starałam się podać przykład sytuacji, w której faktycznie trzeba poszukać psu nowego domu, a nie chciałam rzucać drastycznymi historiami typu paraliż po wypadku.

  15. Paulina

    Asiu, piszesz, że pedigree czy chappi to taki pasi fast food – co dajesz w takim razie Chrupkowi do jedzenia? kupujesz inne karmy w sklepach, szyneczkę jakąś w mięsnym, czy sama przygotowujesz dla niego jedzenie?

    Pozdrawiam

    1. Style Digger Autor wpisu

      Chrupek na razie je karmę Brit Premium Light (Light bo jest grubaskiem:)) To jedyna karma, którą do tej pory chciał jeść, docelowo chciałabym spróbować karmić go karmą bez zbóż. Jak zastanawiasz się nad dietą psa, to warto też poczytać o BARFie – mnie się nie chce z tym babrać, ale jest sporo osób, które bardzo sobie chwalą ten sposób żywienia psa.

  16. aleks

    Jako lekturę obowiązkową dla każdego posiadacza psa, polecam Cesara Millana, bardzo znanego amerykańskiego behawiorystę. Ma wspaniałe podejście do psów, które zakłada, że pies potrzebuje przewodnika, a nie przyjaciela w człowieku. Oczywiście wszystko okraszone jest potężną dawką miłości. Prowadzi program „Zaklinacz psów” na National Geographic, ma stronę, konto na YouTubie, książki, które można znaleźć (chyba tylko po angielsku) w Internecie, gdzie pokazuje jak w praktyce „bezpiecznie” kochać psy. W „Zaklinaczu psów” zajmuje się głównie „trudnymi przypadkami”, cierpliwie pracuje z psami i – głównie – z nastawieniem właścicieli; nie ma agresywnych metod pracy, a efekty są zdumiewające. Początkowo byłam troszkę sceptycznie nastawiona do tych „genialnych” sposobów, ale akurat adoptowaliśmy psa ze schroniska i dzięki konsekwentnej pracy, wszystkie metody wychowawcze polecane przez Cesara naprawdę działają. Słusznie zauważyłaś znaczenie systematycznej pracy, bo to najczęściej nie charakter psa, a nastawienie właściciela przesądza o relacji z psem!!

    1. P.

      Cesar Millan nie cieszy się szczególną popularnością w środowisku – jego zalecane metody wychowawcze prowadzą do maskowania problemów bardziej niż do ich rozwiązywania. Zresztą jestem pewien że D. niedługo tutaj się rozpisze na ten temat.

  17. A.

    Dzięki Tobie zrozumiałam, że moje pragnienie zaadoptowania psa było niewiarygodnie nieprzemyślaną zachcianką. Bardzo dziękuję Ci za ten post, spadłaś mi z nim z nieba! :)

    P.S. Twój Chrupek jest cudowny! W życiu nie widziałam tak szczęśliwej mordki :)

    Pozdrawiam!

  18. baska43

    rzeczywiscie to co napisalas powinno dac wielu osobom do myslenia… psy ze schroniska często wymagają też dodatkowej pomocy behawiorysty, mogą byc chore – musimy sie na to przygotowac, psychicznie i finansowo. ale taka milosc psa przygarniętego jest nie do opisania! moj piesek był adoptowany 3 lata temu, wtedy miał 2 lata i ciężko znosił warunki schroniskowe, przygarnelismy go zimą. teraz jest zupelnie innym , radosnym psem, duzo rozabia, gania po ogrodzie i lubi sie bawic z innymi psiakami, wiec często ustawiamy sie na wspolne spacery z sąsiadami. zalozylam mu konto na myzoo i tam umieszczam zdjęcia – dzieki temu widze, jak ten pies sie zmienia, a niektore zdjecia są przekomiczne i mi poprawiają humor. pies to naprawde wspanialy towarzysz, adoptowac warto ale trzeba to przemysleć :)

  19. Zocha

    Hej :)
    rewelacyjny i mądry wpis…sama mam adoptowanego psiaka. Jest cudny. Udało Ci się znaleźć karmę, którą polubił Chrupek? zdradzisz jaka? mój też mało którą chce jeść…więc zbieram info. pozdrawiam Was :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Tak, Chrupek wcina chętnie Brit Premium Light Chicken+5 Herbs, ale nie jestem pewna czy to kwestia tej konkretnej karmy, czy tego, że pewniej się poczuł i zaczął jeść. Light, bo jest grubaskiem:)

      1. Zocha

        dzięki za info :) kupiłam, mój Leo też ją je…ale powiem Ci, że też się zastanawiam czy to też nie jest kwestia tego że się przyzwyczaił do nowego miejsca. Ja mojemu dolewam troche oleju z łososia albo Flawitolu. Bardzo lubi. Ale Ciebie nie zachęcam skoro Chrupek jest grubaskiem :) zawdowolona jesteś z miejsca szkoleniowego ?
        pozdrawiam
        zocha

        1. Style Digger Autor wpisu

          Tak tak, to na pewno też kwestia tego, teraz już je wszystko co popadnie, łącznie ze śmieciami z trawnika;) Po jakimś czasie zauważyłam, że trudno mu się po tej karmie załatwia, więc zamówiłam łososiowo-ziemniaczany Fitmin – mam nadzieję, że będzie lepiej, bo nie chcę kombinować z olejem/oliwą przy jego wadze, boję się że przesadzę. Z miejsca szkoleniowego jak najbardziej, jest fajnie:) Łapka dla Leo!

  20. Ratio

    Super psinka! Też jestem za braniem psów ze schroniska, ale po przemyśleniach. W mojej rodzinie już dwa takie schroniskowce żyją – jeden owczarek, który okazał się dla mnie za trudny mimo wszystko. Przyjazny do ludzi, w sumie ok, ale za inteligentny żeby się słuchać jak to mówiłam. Na dodatek doszła agresja do innych samców. Uniemożliwiło to mieszkanie w bloku, bo wielki pies ruchu potrzebuje a jak taki zapewnić jak ze smyczy spuścić nie można?… Ale do schroniska nie wrócił, nie skazałabym go znowu na takie cierpienia – obecnie mieszka z ojcem, który z kolei świetnie się z nim dogaduje, w domu z ogrodem. Drugim psem była natomiast moja sunia w typie amstaffa, 3 lata miała w momencie adopcji. I tutaj już zupełnie inaczej sprawa wygląda – tworzę z nią bardzo zgrany duet, rozumiemy się bez słów. Szalenie inteligentny pies, bardzo posłuszny, ale i tu nie obeszło się bez problemów – zapewne była bita bo bardzo boi się ludzi, do dziś ma z tym problem. Na początku było też sikanie po dywanie – cóż się dziwić jak rok spędziła robiąc pod siebie? Łatwo nie było. Ale jeśli mam być szczera nie zamieniłabym jej na nic. Jestem dla niej całym światem, chodzi za mną krok w krok, przytula się, jak jestem zajęta leży gdzieś obok mnie… Po prostu moja mała towarzyszka życia. Czemu to wszystko napisałam? Pies ze schroniska nie musi być łatwy. Często problemy wychodzą i po pół roku czy dłużej, jak poczuje się swój. Ale czy to znaczy żeby nie brać psów ze schroniska? Jak najbardziej brać! Jest to mimo wszystko wspaniałe doświadczenie, nawet jak wymaga od nas sporo pracy – nic obecnie nie cieszy mnie bardziej niż pochwały od ludzi jakiego mam grzecznego psa, jaki zadbany, a największą nagrodą jest to że mój pies każdego ranka budzi się i radośnie wita wszystkich domowników. Co dwa lata temu, gdy to wystraszone biedactwo przyszło do mojego domu, uciekając od każdego kto próbował ją dotknąć, wydawało się nierealne. Buziaki dla Chrupka i życzę dużo szczęścia w dalszym wspólnym życiu :)

  21. elaklosowska

    Kilka tygodni przed Panią sama adoptowałam psiaka z tego samego schroniska. Właściwie to nie zamierzaliśmy adoptować psa – od śmierci naszego Toudiego minęło trochę czasu, ale nie chcieliśmy kolejnego czworonoga. No, może akurat mi, zaczął doskwierać jego brak, ale nie było zbytniej potrzeby, by jakikolwiek pies z nami zamieszkał. W niedługim czasie pozbywaliśmy się jednak z domu starych rzeczy, m.in. starych kołder które postanowiliśmy przekazać dla schroniska. W tym celu poszukałam po prostu najbliższego schroniska. Mimochodem zerknęłam na psy i gdy tylko go zobaczyłam Listonosza to wiedziałam, że postaram się, by stał się domownikiem. Powoli zaczęłam temat psa w domu i chociaż reszta była niezbyt entuzjastycznie nastawiona, to obejrzeli zdjęcia psiaków w schronisku, i jakież było moje zdziwienie, gdy na potencjalnego kandydata na psiaka wskazali właśnie jego. Mimo to, nie byli przekonani, z jakiegoś względu postanowili jeszcze zastanowić się nad suczkami, bo na pewno będą po zabiegu, (Zabieg sterylizacji/kastracji trochę nas odstraszał, gdyż gdy nasza adoptowana kotka naszej znajomej nie przeżyła takiego zabiegu). Tak więc pojechaliśmy do schroniska, przekazaliśmy kołdry i trochę karmy, i postanowiliśmy obejrzeć psy na miejscu, przez to niezdecydowanie ciągle mieliśmy nadzieję, że nas olśni. Mimochodem wspomnieliśmy o tym, że oglądaliśmy na zdjęciach Listonosza i bach – po spacerze było już wiadomo, że to on. Piesek szybko się zaaklimatyzował, również wiedział, by nie siusiać w domu. Reszta już szła opornie, ale na obecną chwilę daje łapkę i siada na komendę. Każdy nasz pies poznawał reguły i zasady, i każdy w dużym stopniu się do nich stosował – wszystkie moje psy lubiły się tarzać w odrażających czasami substancjach, chociaż nie koniecznie lubiły się potem kąpać, tak było i teraz – pierwsze tarzanko mamy za sobą. Teraz naszym największym problemem jest by Harry (Listonosz było zdecydowanie za długie, a co by sobie jeszcze pomyślał listonosz, gdyby usłyszał jak wołamy na psiaka? ;)) w pełni zaakceptował wszystkich domowników, bo niestety ma z tym mały problem, ale z dnia na dzień widzimy postępy. Co do jedzenia – nasz też nie chciał z początku jeść, ale w schronisku zapewnili nas, że się przyzwyczai i tak się stało. Muszę też przyznać, że nie wydaliśmy jeszcze na niego tyle pieniążków – część wyprawki została po naszym poprzednim psiaku, wydatki więc szły do tej pory tylko na jedzenie, zabawki (które po kolei niszczy w dość szybkim tempie), kaganiec, którego nasz poprzedni pies nie miał i weterynarza. Także wizytę poadopcyjną mamy już za sobą.
    Pozdrawiamy Chrupka i jego Panią ;)

  22. Aleksandra

    Bardzo podoba mi się ta notka. Muszę się zgodzić z tym że ludzie często nie zdają sobie sprawy na co się decydują biorąc psiaka.. a myślę że to bardzo ważne żeby im to udowodnić. Koniec końców z psem to trochę jak z dzieckiem, może trochę mniej męcząco, ale podobieństwa są.

  23. Paula

    A ja zapytam dlaczego ludzi kupują psy rasowe? Jak rasy na przestrzeni lat zostają zmieniane, modyfikowane.
    Bo im się podobają czyli w pewnym stopniu zachcianka, próżność, moda, kasa w przypadku rozmnażania.
    Sorry, ale ja tego nie kupuję- chcesz mieć psa-idziesz do schronu i tyle.
    I z hodowli można trafić na „bubel”.
    I pisze to jako osoba, która 4 lata temu odkupiła psa, który byl trzymany w chlewie ze swiniami- „hodowca” nie chcial go oddać za darmo- mam wyrzuty sumienia bo zaplaciłam czyli dałam przyzwolenie na kolejne rozmnazanie, a jednocześnie bylo to jedyny wyjście aby uratować tego psiaka. Pies byl chory, zarobaczony, wyszedl na prostą, nie podliczyłam kosztów leczenia bo i po co?

    1. em.

      Ano dlatego, ze w rasie liczy sie przede wszystkim behawior i predyspozycje psa. Ano dlatego, ze nabywajac psa w hodowli mam wiedze o jego przodkach oraz mam pomoc hodowcy.
      A idac dalej, jakos nie widuje psow pracujacych ze schronisk… raczej wszystkie psy pracujace sa z konkretnych hodowli, konkretnych linii i po odpowiednich testach behawioralnych jeszcze za szczeniora. Wystarczy zajrzec na strony sluzb mundurowych etc.
      Ale widac jestem snobem, skoro dla mnie najwazniejszy byl charakter i temperament, a nie wyglad, moda, kasa z hodowli , czy co tam jeszcze zostalo zarzucone.
      Zeby bylo jasne – popieram prawdziwe hodowle. Zas wszystkie pseudoorganizacje i pseudohodowle jak najbardziej tepie. Zawsze mowie, chcesz yorka to wyloz kase za yorka w hodowli FCI. Szkoda ci takiej kasy, szukaj psa w typie yorka w schronisku, bo jak kupisz w pseudo to na jedno (albo gorsze) Ci wyjdzie, tylko przeplacisz (mimo, ze taniej niz z papierami)…

  24. Kinga_im

    Kurczę! Naprawdę bardzo mądry tekst, chętnie pokazałabym go całemu światu. Tym co lubią psy, tym co za nimi nie przepadają, a przede wszystkim tym, którzy je krzywdzą. Nie zaadaptowałam psa ze schroniska, ale zdaję sobie sprawę, że to wielka odpowiedzialność. Trochę tak jak z dziećmi z domów dziecka, każdy z tych futrzaków ma swoją historię i rozpaczliwie czeka na miłość. Zdaję sobie sprawę, że takie porównanie może kogoś zniesmaczyć; gdzie człowiek, a gdzie kot czy pies. Nie mam z tym problemu, uważam, że i ludzi i zwierzęta powinno traktować się z szacunkiem – jasną sprawą jest, że to człowiek w tym naszym świecie odgrywa pierwszoplanową rolę i właśnie dlatego, tak do tego podchodzę.

    Trochę się „zagadałam”. Uwielbiam Chrupka i jego zdjęcia na Instagramie, miło się paczy na taki uśmiechnięty pyszczek. Pozdrawiam :)

  25. eM

    U mnie w domku, jak również u mojej cioci większość psów to przybłędy. Czasem był to szczeniak, czasem dorosły pies. Pamiętam jednego urwisa, wielkość owczarka podhalańskiego, nawet był taki kudłaty jak one, tylko czarny. Tata znalazł go na jakimś parkingu, taka zlepiona błotem kulka, nie myśleliśmy że będzie taki duży. Chyba ktoś tego psiaka musiał bić, bo bardzo się bał jak ktoś w górę podnosił ręce, z czasem na taki widok robił się agresywny, nam domownikom nic nie robił, ale zdarzało się, że na obcych się rzucał, przewracał ich i nie pozwalał wstać. Psiak miał zrobioną dużą klatkę, do tej pory nikt nie wie jak z niej wychodził, bo nawet w ziemie były wbite różne rzeczy bo robił podkopy. A drewniane budy przerabiał na wiórki. Któregoś pięknego dnia wyszedł i już nie wrócił, mieszkamy blisko lasu więc może miał bliskie spotkanie z kłusownikami? Nie wiadomo. Cioci jej dzieci przynoszą kotki, pieski takie gdzieś tam znalezione w fosie, za zwierzątkami nie przepada, ale zawsze się nimi opiekuje, i chyba z czasem do nich przywiązuje ale do tego to ona się nie przyzna :D
    Takie znajdy też niby darmowe, ale trzeba je zawieść do weterynarza, odrobaczyć, zaszczepić itp, jak każdego innego psiaka. Może to i wielki wydatek, ale warto :)

  26. Alina

    Z ręką na sercu przyznaję, że przeczytałam ten post, bo trafiłam na niego na Demotywatorach… I przyznam szczerze, że jestem zachwycona jego treścią. O ile wszelkie wydatki związane z wygodami psa to tak naprawdę nasze potrzeby (legowisko można kupić za 30zł a można też i za 300zł), to jednak pewne rzeczy kosztują. Ja również wzięłam psa ze schroniska. Pierwsze co musiałam zrobić to go leczyć. Potem okazało się, że jest alergikiem, nie dość że pokarmowym to jeszcze pyłki i roztocza. Specjalna dieta plus leki = dodatkowe koszty. Jestem weterynarzem. Często przychodzą do mnie ludzie ze szczeniakiem, tłumaczę im o konieczności szczepień przeciwko chorobom zakaźnym i słyszę, że nie, że oni tylko wścieklizna, bo to drogo, a oni tego szczeniaka to z litości wzięli… Przychodzą ludzie z wymiotującym psem, pytam między innymi czy zauważyli, żeby coś zjadł na spacerze i słyszę, że na pewno nie, bo pies załatwia się do kuwety w domu, na spacery nie wychodzi. Słyszę o tym jak pies je codziennie krupnik, jak łapie pchły no ale on na podwórku jest i do domu nie wchodzi to po co go przed pchłami chronić. Spotkałam na swojej drodze domowych hodowców, którzy stracili cały miot od nawet nie rocznej suczki, bo wszystkie szczeniaki miały wady genetyczne, a pół roku później przychodzą z kolejnym miotem do odrobaczenia. Od tej samej suki, która przed chwilą urodziła im genetycznie chore szczeniaki. Tracą znowu miot i po jakimś czasie przychodzą ze szczeniakiem – mają nową sunię, bo tamta wpadła pod samochód. Większość z nich do mnie nie wraca po wykładzie na temat tego co o tym myślę.
    Pies ze schroniska to zawsze medal na sercu. Uratowaliśmy żywe stworzenie przed spędzeniem reszty życia w podłych warunkach, wypełniliśmy ich życie dobrocią i miłością. I to jest dobre, pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę, że czeka nas ogrom pracy. Fizyczne rany, choroby wyleczy weterynarz, ale to właściciel musi zająć się tymi ranami w psychice psa. Są behawioryści, jasne, ale tak jak dietetyk pomoże Ci skomponować właściwą dietę, tak sam jesteś odpowiedzialny za trzymanie jej w domu. Jeśli nie wiesz czy sprostasz wyzwaniu „naprawy psiej duszy”, weź szczeniaka z fundacji, wychowasz go po swojemu.
    Padło pytanie skąd niby rasy się biorą. I dlaczego mówi się o czystej krwi. Pies od zarania dziejów miał za zadanie pracować. Nie wylegiwał się w jaskini tylko pomagał polować i strzegł ludzi. Gdy zauważono, że pies i suka są dobre w pilnowaniu inwentarza, a ich wspólne dzieci są w tym jeszcze lepsze, zaczęto je krzyżować, żeby uzyskać psy jeszcze lepiej w tym uzdolnione. I tak narodziły się rasy. Większość najstarszych ras psów to psy pracujące – wykwalifikowane w konkretnych czynnościach. Nie mam nic przeciwko hodowlom. Jeśli jesteś biegaczem i chcesz żeby Twój pies Ci towarzyszył, kundel może okazać się strzałem w kolano. Może nie być dostatecznie wydolny kondycyjnie. I co wtedy – Ty w trasę, a pies czeka w domu na pana, a potem krótki spacer na siku i kupkę, bo czas goni do pracy. Jeśli masz sprecyzowane zamiary wobec pracy z psem, nie ryzykuj loterii, potrzebujesz psa o konkretnych cechach, potrzebujesz rasy. Słusznie już zauważono, że są hodowle i pseudohodowle. Te pierwsze wybierają szczeniakom nowe domy, te drugie liczą tylko zyski i sprzedają szczeniaki byle komu, byle by zapłacił. Nie za dużo, bo jeszcze zacznie zadawać pytania. Znam wiele szczeniaków, które od hodowcy trafiły do mnie w stanie, którego bym się nie spodziewała nawet po schronisku. Niedożywione, brudne, z robakami i pchłami. W Polsce jest obowiązek rejestrowania hodowli, więc szczeniaków już się nie sprzedaje, teraz sprzedaje się obrożę i dostaje szczeniaka gratis.
    W Polsce powinno wprowadzić się obowiązkową sterylizację suczek. Masz zarejestrowaną hodowlę, w porządku, nie masz, suka ma być wysterylizowana. Przepełnione schroniska nie biorą się z porzuconych psów. Biorą się głównie z psów, które urodziły się niezaplanowane, które zostały wzięte, bo koleżanka nie dopilnowała suczki, albo sąsiad groził, ze je potopi itp. a potem okazuje się, że w domu nie ma dla psa miejsca, bo miał być mały, a wyrosło 30 kilo. Takich przykładów można mnożyć. Najlepszą receptą na schroniska jest ograniczenie rozrodu, co w Polsce okazuje się być trudniejsze niż można przypuszczać.
    Ciągle krzyczy się o tym, żeby adoptować zamiast kupować. Działacze różnych ruchów oburzają się, że ktoś nie chce kundla tylko rasowego. Tak jakby wina leżała po stronie tego kto psa bierze. Tak nie jest. Wina leży po stronie tego, kto dopuścił do urodzenia się tego psa, po stronie prawa, które nie kontroluje populacji zwierząt w kraju Nasze władze stworzyły wzniosłe przepisy, ale nie postarały się o jakiekolwiek wykonawstwo. Jest obowiązek rejestrowania psów, ale nie ma obowiązku ich znakowania. Gdyby wprowadzić obowiązek znakowania i połączyć go z obowiązkiem rejestrowania hodowli, można jak po nitce odtworzyć historię psa. Gdzie się urodził, do kogo trafił od hodowcy, przez jakie ręce przeszedł, aż do ostatniego właściciela, któego można ukarać za porzucenie. A w sytuacji, gdy w schroniskach byłoby mniej psów, byłoby również mniej nieudanych adopcji dokonanych pod wpływem chwilowego zrywu serca.
    Podsumowując – nie ma czegoś takiego jak tani pies. Jeśli pies ma być zdrowy wymaga przyzwoitego żywienia, opieki medycznej (która jest w Polsce wyłącznie prywatna), pewnego asortymentu pielęgnacyjnego. Nie ważne czy rasowy czy kundel. Jak z samochodem – nie ważne czy 15-letni gruchot od Niemca czy nowy z salonu – litr benzyny kosztuje tyle samo., podobnie jak przegląd.
    A jeśli chodzi o BARF. Są dwa – pseudoBARF, który polega na karmieniu kośćmi i mięsnymi resztkami i prawdziwy, urozmaicony, bogaty w mięso i dodatki roślinne. Pierwszy nie wróży nic dobrego, drugi jest doskonałą dietą dla każdego psa, ale jest niestety pracochłonny

    1. Kasia

      Czytam,czytam i włos się jeży na głowie. Pani w swojej pracy natyka się na prawdziwą patologię. Ja znam bardziej tę dotyczącą ludzi,bo mój narzeczony pracuje w szpitalu i czasem mi mówi jakie zaniedbane dzieci widzi. Ja aniołem nie jestem i tracę cierpliwość,jednak istnieje dla mnie coś takiego,jak odpowiedzialność,obowiązek,praca (chociaż ostatnio jedna pani kierownik stwierdziła,że ja nie chcę pracować…jakby w domu nie było nic do zrobienia…),poświęcenie,współczucie. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, cierpliwość też nie jest z gumy,a gdy wszyscy domownicy stale Cię potrzebują do swoich celów (rodzice chcą bym zrobiła zakupy,córkę odprowadzić do szkoły,chłop chce obiad,a piesek musi na spacer i wszystko w tym samym czasie),bywa ciężko. Sztuka tkwi w tym,by nie reagować ze złością. Kiedyś będzie lżej – tak myślę :-) Już niedługo cieplejsze dni i w końcu będzie można z Kortiną wyjść gdzieś dalej. Ludzie,którzy nie mają pojęcia,że pies sobie bez nas nie poradzi nie powinni w ogóle ich mieć. Obawiam się jednak,że tak będzie zawsze,jak z narkotykami i handlem żywym towarem. Problemem jest popyt. Gdyby nie było amatorów czegoś – jak np. ludzi pragnących mieć „rasowego” psa,to te pseudohodowle upadłyby. A ludzi trzeba edukować i Pani to robi doskonale. Choćby przyszli do Pani raz,to trudno im będzie Pani słowa zapomnieć. Pozdrawiam.

  27. Pingback: FAV | NIEDZIELNY PRZEGLĄD LINKÓW #36 | Viandraw

  28. Kasia

    Wspaniały post. Rzetelny,szczery aż do bólu i jednocześnie pełen optymizmu. Ja też mam pieska ze schroniska. Mieszkam w Tczewie,a Kortinę zaadoptowałam ze schroniska w Elblągu. Zobaczyłam ją na zwykłym ogłoszeniu na OLX – nawet schroniska tam się czasem ogłaszają. Miała złamaną prawą tylnią łapkę – efekt zderzenia z samochodem. Na początku było ciężko. Psina sikała w domu na potęgę. To około roczna suczka i jeszcze wiele się może nauczyć. Mieliśmy ją wysterylizować w schronisku,ale trochę o tym zabiegu poczytaliśmy i nasza decyzja była następująca: nie będziemy narażać życia psa (pani dr w schronisku chciała nam wydać psa nawet niewybudzonego lub podać jej jakiś zastrzyk wybudzający,tymczasem jakby nam wpadła w hipotermię…),bo nie mamy samochodu i nie będziemy jej w takim stanie targać pociągiem. Postanowiliśmy ją wysterylizować w lecznicy,gdzie kontynuowaliśmy leczenie łapki. Nie zdążyliśmy przed pierwszą cieczką,właśnie ją kończy,może to i lepiej dla jej samopoczucia. Kortina jest mieszańcem yorka,waży ok. 6 kg i jest dosyć długa :) Ma piękne oczka ocienione długimi rzęsami. Jest bardzo pogodna i lubi się bawić. Niby była dwukrotnie odrobaczana,a jednak wymiotuje i trzeba będzie zabieg powtórzyć. Ogólnie,pomimo pewnych kłopotów,to było warto. Nasza psina jest przezabawna,a jej widok na spacerze z patykiem w pyszczku uroc y! Pozdrawiamy :)

  29. Kinia

    Stasia wzięłam ze schroniska, nie cieszącego się najlepszą opinią. Żadnego formularza nie wypełniałam. Wizyty poadopcyjnej ani przedadopcyjnej nie było. Było za to wielkie wykłócanie się o wykastrowanie psa, który nie umiał sobie poradzić ze swoim popędem seksualnym i był pies nieumiejący niczego i z ogromnymi problemami. ( A pomyśleć,że nie wzięłam wtedy psa ze stereotypią, którego mi było bardzo żal bo stwierdziłam, że sobie nie poradzę. ) I mimo, że kocham swojego psa najbardziej na świecie to chyba nigdy więcej nie zdecyduję się na adopcję ze schroniska, przynajmniej nie z tego. Co innego z domu tymczasowego czy jakiejś fundacji, która dobrze zna swoje psy. Kupić na pewno nie kupię. Nasze pierwsze miesiące to była droga przez mękę. Gryzienie przy każdym dotyku, gryzienie za każdym razem gdy się przestraszył, warczenie gdy tylko chciało się go wyprowadzić na spacer, warczenie na obrożę, smycz, całe mieszkanie zasikane i zakupane, lęk separacyjny i agresja lękowa. Czytanie wielu książek, 2 behawiorystów. I było źle i choć wstyd mi się przyznać, po jednym pogryzieniu, kiedy nie miałam już siły szykowałam papiery adopcyjne żeby go oddać. .Na szczęście nie oddałam. Wpierw pomogły mi dwie znajome znajomych, które na psach się znają – ja jak się okazało się nie znałam, mimo wielu lat pod dachem z psem, mimo wolontariatu w schronisku. Przyniosło pewne efekty. Potem jedna behawiorystka. Nie pomogło. Następny behawiorysta. I po roku wreszcie widzę efekty. Dalej nie wytarmoszę swojego psa. Dalej nie będziemy spać w jednym łóżku. Dalej się boję gdy ktoś go chcie pogłaskać. Ale już się głaszczemy, nie załatwia swoich potrzeb w mieszkaniu, zna podstawowe komendy, nie ciągnie na smyczy i nawet zaczyna się bawić z innymi psami. Każdy z takich momentów to niesamowita radość i duma. Ale biorąc psa z schroniska trzeba być przygotowanym na cholernie ciężką pracę, nie można się poddawać, nie można oddać. Może być super, jak z moją poprzednią suką, która nie sprawiała żadnych problemów, ale może to być też długa i trudna droga, jednak efekty na prawdę dają satysfakcję.

    1. Gość

      Dokładnie mam taką samą sytuację.Biorąc dorosłęgo psa ze schroniska trzeba przygotować się do dłuższej pracy i pomocy behawioristy.I to nie miesiąc i nie rok,a może i dłużej.Tęż było i pogryzienie,i agresja lękowa i lęk separacyjny i chwile zwątpienia.Tylko,ze na psa ze schroniska zdecydowałam się po nieudanym zakupie rasowego psa od hodowcy z papierami związku ZKWP za 1200 zł.Szczeniak 4 miesięczny beagle miał problem z psychika był zapchlony ,zarobaczony oraz z wadami uszy.Natomiast pierwszego psa miałam z schroniska ,był to szczeniak 3 miesieczny,teraz ma 17 lat i jest cudownym przyjacielem.

  30. Koneserka Czekolady

    Kocham psy. Kiedyś miałam wspaniałego kundelka, którego dostaliśmy od uczniów mojej mamy. Była wtedy szczeniaczkiem i mieściła się w dwóch dłoniach. Taka słodka kulka, która później wyrosła na niedużego psa. Była z nami 14 lat, jednak w pewnym momencie zachorowała poważnie (rak wątroby) i musieliśmy ją uśpić. Później już nie miałam zwierzaka, choć bardzo bym chciała mieć w przyszłości. Póki jestem na studiach i nie mam dokładnych planów dotyczących mojego miejsca zamieszkania w przyszłości za rok/dwa, więc musze to odłożyć na bardziej „ustabilizowane” czasy. :)

  31. sarabi

    Byłam kiedyś wolontariuszką w schronisku i wiem, jakie łamiące serce mogą być spojrzenia psów, których nikt nie chce adoptować… Ale jeszcze jedno jest dla mnie ważne (choć bardziej w kontekście osób oddających psy do adopcji): umowa adopcyjna. Jeśli coś się stanie, adoptujący porzuci zwierzaczka, zrobi mu krzywdę, cokolwiek… będzie wiadomo, kto to jest. A nie anonimowy sprawca. Wiem, że dla wielu osób oddających szczeniaki to abstrakcja, ale to nie musi być wielki dokument na 100 stron – tu jest dwa słowa o tym, jak to powinno wyglądać http://wzoryumow.org.pl/umowa-adopcji-psa-co-powinna-zawierac/

  32. Ola

    Cudny :) Ja również adoptowałam w listopadzie pieska ze schroniska i to najwspanialsza decyzja :) wszystkie wymienione zalety zgadzają się w moim przypadku :)

  33. AniaT

    Dzięki Twoim postom o Chrupku dowiedziałam się o istnieniu schroniska w Celestynowie. Właśnie z tego schroniska mamy Bajkę :) i rzeczywiście „ogrom psiej miłości jest niesamowity!” :)) Informacje w postach o Chrupku, adopcji i psach w ogóle – bardzo cenne!

  34. gagunia

    J abym jeszcze pamiętała o zabezpieczeniu pieska np środkami typu spot on ( może fiprex). Nie wiem czy Pani gdzieś wspominała – zafascynowała mnie dyskusja;) Przeczytałam całą

  35. rafi

    Ja też wziąłem psa ze schroniska i powiem tak NIGDY WIĘCEJ ! Te psy mają już spaczoną psychikę na całe życie i tyle. Ciężko się zastanawiam czy jej nie odwieźć z powrotem. Mieszkanie całe zaszczane i zasrane (przepraszam za wyrażenia, ale inaczej już nie mogę). Nie pomaga , że wychodzimy z nią 6-8 razy w ciągu dnia. Wszystkiego się boi.Krzywo na nią spojrzeć to ze strachu robi pod siebie.
    Ileż można? Kupa po 20 razy na dzień!!
    I myślcie co chcecie, ale nie poświęcę swojego zdrowia i bliskich(bo każdy przez nią już z siebie wychodzi) po to żeby pieskowi było dobrze.
    Poprzednią suczkę mieliśmy od szczeniaczka ,też robiła w domu ale się nauczyła.Wzięta od ludzi z domu. A ta? Nie jest głupia, ale nic do niej nie dociera. Niech każdy się dobrze zastanowi zanim zdecyduje się na adopcję ze schroniska.Ja już powiedziałem nigdy więcej.

    1. mia

      Wzięłam starszego psa ze schroniska 16 grudnia. Od tamtej pory nie przespałam ani jednej nocy normalnie. To mój trzeci w życiu pies ze schroniska, szósty pies w ogóle. Miewałam różne problemy z psami, niektóre wymagały dużo więcej uwagi, szkolenia, bywały trudne ale to przez co przechodzę teraz jest nie do porównania. Doszło do tego że ja biorę leki na uspokojenie żeby nie oszaleć z psem, który ma tak silny lęk separacyjny i nerwicę że żadne metody nie pomagają. Pracuję z behawiorystą, pies dostał obrożę feromonową, kalm aid itp.,stosuję się do poleceń specjalisty ale już zwyczajnie nie mam siły, wiary i energii. Biega po całym mieszkaniu, załatwia się, piszczy, szczeka, drapie w drzwi. Pies wariuje nawet jak jestem w domu. Po 10 sekundach mojego zamknięcia się w łazience panikuje. Sika, drapie, piszczy, szczeka. „Trzeba” być z nią 24 h na dobę najlepiej tuż obok. Jeśli nie będzie się siedziało na łóżku czy kanapie z psem a tylko w jednym pokoju pies zaczyna biegać w tę i z powrotem, nie jest w stanie wysiedzieć w miejscu, odpocząć. Moje życie osobiste legnie w gruzach, nie mamy chwili odpoczynku, chwili prywatności, pies cały czas nerwowo i rozpaczliwie zwraca na siebie uwagę, nie ma jak się od niego odizolować choćby na parę minut bez hałasu, załatwienia się w domu, zniszczonych drzwi…Gdy jestem w pokoju z nim tez potrafi biegać w kółko. Kiedyś w życiu by mi nie przyszło do głowy że będę zdolna choćby pomyśleć o zwrocie psa z adopcji…przeraża mnie ta myśl ale odchodzę już od zmysłów. Jutro zaczynam przyzwyczajanie do kennel klatki ale po reakcjach psa na dotychczasowe próby ogarnięcia sytuacji nie mam nadziei (np.smakołyki nie są na tyle atrakcyjne żeby odwrócić uwagę czy skutecznie nagrodzić , pies wykazuje małe zainteresowanie oraz nie robi żadnych postępów przy wielu kolejnych ćwiczeniach separacji, w zasadzie jest tylko coraz gorzej). Przyzwyczajenie do kennel klatki też trwa jeśli w ogóle się powiedzie, dla takiego neurotycznego psa jak ten pewnie potrwa to bardzo długo, wymaga konsekwencji i cierpliwości – jak to w sobie znaleźć jeśli nie śpię od prawie 3 tygodni ? Ile jeszcze mam wytrzymać ? Pozdrawiam. życzę wytrwałości i powodzenia.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *