Zakupy z Francji

blo1

W ubiegłym tygodniu spędziłam kilka (cudownych!) dni we Francji, właśnie po raz kolejny przeglądam zdjęcia, a relacja pojawi się bardzo niedługo. Dzisiaj chciałabym jednak napisać o czymś innym, o liście zakupów i czynności, które robię za każdym razem, kiedy mam okazję spędzić tam trochę czasu. Zabrzmiało to co najmniej, jakbym gościła we Francji co dwa tygodnie – nie jest tak i bardzo nad tym ubolewam.

Chyba bardzo niewiele jest już rzeczy, których nie da się kupić w Polsce, a jednak jest jakaś niesamowita przyjemność w uzupełnianiu zapasów ulubionych produktów w podróży czy jedzeniu wyczekiwanych potraw. Kiedy jestem w Londynie, pierwszą rzeczą, którą robię, jeszcze na lotnisku, to kupienie paczki obrzydliwie słodkich czekoladowych draży Galaxy (one poważnie uzależniają!), zawsze staram się też zjeść bajgla z wołowiną na Brick Lane, często zaglądam do Bootsa po ich niedrogie, a bardzo fajne szminki. We Francji byłam raptem kilka razy, ale zdążyłam znaleźć kilka rzeczy i małych rytuałów, do których chętnie wracam. Tak wygląda moja lista:

 

 

  • Herbata z werbeny, którą piję sobie na zdjęciu powyżej. Kiedy studiowałam w Londynie, wybrałam się ze znajomymi z roku na weekendowy wypad do Marsylii. Miasto bardzo mi się spodobało, polubiłam ich twarde jak kamień, smakujące kwiatem pomarańczy, ciastka navettes i zakochałam się w parzonej werbenie, którą pokazała mi koleżanka z roku. Dla mnie jest pyszna, ale trzeba lubić ziołowe herbaty, żeby ją docenić. Relaksuje i odpręża, więc idealnie nadaje się na wieczór. Przywiozłam chyba z pięćdziesiąt torebek, mam nadzieję że wystarczą mi chociaż na część zimy.

bloo4

  •  Francuska edycja Vogue – daleka jestem od gloryfikowania Vogue, w Londynie w ogóle go nie kupowałam, bo nie znajdywałam w nim nic ciekawego, zwyczajnie mnie nudził. Za to lubię od czasu do czasu przejrzeć francuskie wydanie, pewnie dlatego, że nie rozumiem ani słowa i skupiam się na obrazkach. Do tej pory średnio mnie interesowały sesje reklamowe marek czy edytoriale, ale odkąd sama muszę takie organizować (na miniaturową skalę), dużo chętniej je przeglądam i analizuję od technicznej strony. Jak się uczyć, to od najlepszych!

bloo5

  • Wizyta na pchlim targu. O ile paryski Les Puces St. Ouen był zdecydowanie największym, jaki widziałam, było tam też pełno naprawdę dziwnych przedmiotów, o tyle targ staroci w Nantes jest miejscem, w którym spokojnie mogłabym urządzić mieszkanie. Mnóstwo świetnych mebli, niektóre z nich wyglądały, jakby wyciągnięto je z tegorocznych targów designu. Dużo pięknych przedmiotów powiązanych ze statkami i żaglowcami – w końcu Nantes to miasto portowe. Żałując ogromnie, że nie mogę przewieźć samolotem żadnej skrzyni ani lampy, zadowoliłam się kozakami z hiszpańskiej skóry. Urzekły mnie oplatające je paski, po małym odświeżeniu u szewca idealnie nadadzą się na jesień i wniosą trochę klimatu boho do mojej garderoby.

blo2

  • Owocowe gumiżelki, czyli Nature Addicts. Odkryłam je podczas ostatniego pobytu w Paryżu. Małe paczuszki z dość twardymi, owocowymi paskami, które trudno porównać jest do czegokolwiek innego, coś jakby kwaśny dżem w formie rozpływających się żelków. Genialne! Dobrze, że nie sprzedają ich w Polsce, bo jadłabym je tonami.

blo3

  • Rundka po ulubionych francuskich sklepach. Wyjątkowo lubię robić zakupy we Francji, zawsze mam wrażenie, że odsetek ubrań idealnie trafiających w mój gust jest dużo większy niż gdzie indziej. Mam też kilka marek, w których nic jeszcze nigdy nie kupiłam, ale wchodzę pooglądać pięknie porozwieszane ubrania i świetnie wyglądające ekspedientki. Przy okazji odkrywam też sklepy, których wcześniej nie znałam, tym razem były to przepiękne ubrania Pablo Gerard Darel – tutaj możecie zobaczyć filmik z sesji zdjęciowej kolekcji, którą przygotowała dla nich Clemence Poesy, świetne rzeczy! Nigdzie indziej sam proces robienia zakupów nie sprawa mi takiej przyjemności. Tym razem miałam też wyjątkowo dużo szczęścia i w Kookai znalazłam skórzaną kurtkę, dokładnie taką, jakiej szukałam od naprawdę długiego czasu. Na zdjęciu nie wygląda może spektakularnie, ale dla mnie to znalezisko roku. Nie jest klasyczną, rockową ramoneską, zdobienia przy ramionach i paski na końcu rękawów dodają jej elegancji. Jest granatowa, nie czarna, przez co dużo lepiej w niej wyglądam. No i ma złote dodatki, to dla mnie ważna kwestia, bo najczęściej mam złoty zegarek, opaskę na włosach czy detale przy torebce, a nie lubię, kiedy mieszają mi się kolory metali. Pasuje do wszystkiego co mam w szafie i kiedy pierwszy raz ją założyłam, czułam że to raczej długo wyczekiwane uzupełnienie dotychczasowej garderoby niż nowa rzecz, którą dopiero trzeba oswoić.

 


 

 

Wystarczy tego chwalenia się, jutro wieczorem zajrzyjcie zobaczyć relację z wyjazdu. A jak macie jakieś swoje sekretne rytuały czy punkty na liście zakupów do odkreślenia w danym kraju, dajcie znać, chętnie odgapię.

67 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Żona modna

    Oj, jak bardzo tęsknię za Francją!
    Ja Vogue kupowałam właśnie po to, by poczytać mimo że tekstu tam raczej mniej niż więcej, łączyłam przyjemne z pożytecznym. Później przestawilam się na książki, których nawiozłam do Polski mnóstwo :)
    No i perfumy – przywoże zawsze!

          1. keket

            O! na perfumy to ja zapraszam do Holandii, przez 11lat mieszkania we Francji nie kupilam tak tanio zadnych oryginalnych perfum, np. Klein’a Contradiction po 20e.

    1. Karolina

      Z Francji koniecznie trzeba przywieźć te herbaty.
      Moja ulubiona Vert Provence z lawendą i różą…najlepsza. W Polsce moje poszukiwania zakończyły się fiaskiem.
      Polecam!

  2. Marysia

    Z Francji przywożę hektolitry cydru – polski przy nim to marna lemoniadka.

    Generalnie staram się przywozić „pamiątki” alimentacyjne: zwłaszcza przyprawy, ale też lokalne sery, przetwory, w sumie wszystko, co przetrwa podróż (albo i nie – wiosną wiozła z Macedonii baklavę, przyjechała zdeformowana, ale tak samo pyszna). Herbatę czarną przywiozłam z Gruzji – o byłam to najlepsza herbata w moim życiu. I jeszcze przywożę miody z dziwnych miejsc i dziwnych roślin – zawsze mam ich więcej, niż jestem w stanie zużyć. No i co z tego.

    A drugi rytuał to wysyłanie zewsząd pocztówek – do znajomych, ale i do siebie samej.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Oo, szkoda że nie wiedziałam o tym wcześniej, cydr to jeden z niewielu alkoholi, które mi smakują i chętnie bym spróbowała:) A gruzińska herbata brzmi super!

  3. Tola

    Te gumiżelki kupiłam parę dni temu w Słowenii i też przepadłam! Zawsze kupuję nowe smaki żelków Haribo. Mam wrażenie, że w każdym kraju wypuszczają inne smaki :D

  4. venila

    A ja się zakochałam w pierwszym zdjęciu. Począwszy od Twojej stylizacji, po uroczy kubek, na perfekcyjnym stole skończywszy – wszystko w tym kadrze jest idealne. Muszę się mocno powstrzymywać, żeby nie zrobić sobie tej fotografii tapety na pulpicie.

  5. Wiktoria

    Asiu, może to lekko dziwne wyznanie, ale urzekł mnie ten kubek w kropki, więc… byłabym wdzięczna, gdybyś zdradziła mi gdzie mogę takowy nabyć :)

  6. Julia

    No dobra, czekam na te same komentarze co zwykle, ale od razu wyznaję – z każdej podróży zawsze zwożę masło orzechowe! Kto zgadnie jakie mam aktualnie dostaje ode mnie roczny zapas fistaszków. Pozdrawiam.

  7. A.

    Taka koszula nocna to mi się podoba, czekam na pojawienie się jej w sklepie:) Świetne masz mieszkanie, jakby to ująć ” z duszą”, a balkon niesamowity (podejrzewa,że to balkon Twojego mieszkania- na zdjęciu na fb widziałam zachwycił mnie od razu!). Stół u mojej babci jest taki sam, mimo lat robi wrażenie. We Francji nigdy nie byłam ale na pewno się tam wybiorę, za to kocham francuski uczę się go od lat i to najpiękniejszy, a zarazem najprostszy do nauki język (angielskiego mimo 12 lat nauki praktycznie od 1 klasy podstawówki,aż po liceum do dziś nie umiem). Czekam na piżamy,bo się doczekać nie mogę. Chciałabym kupić jakąś, ale te co są na stronie kompletnie nie mój gust ani fason, czekam na coś takiego jak ta koszula (zwłaszcza tył mi się w niej podoba). Pozdrawiam!

    A.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Też je bardzo lubię, czuję się tu tak domowo – skrzypiący parkiet, sześćdziesięcioletnia tapeta, trochę jak u babci – jest super:) A francuskiego ciągle planuję się nauczyć i jakoś nie mogę się zebrać – teraz się poczułam bardziej zmotywowana:)

  8. Mjufilly

    Ja ciągle waham się nad skórzaną kurtką. W lumpeksach widziałam ich mnóstwo, ale na razie tylko się przyglądam. Boję się skóry, z ciemnymi włosami mogę wyglądać za mrocznie ;) Wolałabym zamszową, ale taka w utrzymaniu jest duuużo gorsza, więc chwilowo zostaję bez niczego.
    Co to za sweter? Szukam takiego szarego, ale znalezienie jednokolorowych, zwyczajnych swetrów nie z akrylu jest niesamowicie trudne.

  9. Olga

    Mieszkam przy granicy z Francją i to co wszyscy znajomi przywożą to przede wszystkim ziemniaki :))) Do tego warzywa z małych, francuskich targów. W sobotę zwykle trwa też oblężenie w przygranicznych aptekach: Klorane, LRP, Avene w niższych cenach. Wszyscy się na to rzucają. Plus mnóstwo łakoci w postaci czekoladek, Kuusmi Tea, pierników z Alzacji. W sklepie Gapa w Strasburgu z kolei wszyscy ekspaci zaopatrują się w ubrania :) No i oczywiście Monoprix :)

  10. Magdalena

    To najlepszy sposób na smakowanie swojej podróży :) ja robię jeszcze tak, że przed wyjazdem w miejsce, w którym nigdy jeszcze nie byłam, sporządzam listę rzeczy, które muszę tam zrobić; przykładowo w Paryżu kupiłam sobie czarny beret i wszędzie szukałam długiej lufki na papierosa (bo kojarzyła mi się z paryską bohemą). Przykłady można mnożyć i wymyślać w nieskończoność, a im bardziej szalone są to pomysły, tym lepiej!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Fajnie:) Ja w nowym miejscu tak nie robię, bo staram się nie mieć żadnych oczekiwań co do miejsc, w które jadę, nie nastawiać się na nic z góry – jakoś lepiej mi się tak podróżuje. Ale ile osób, tyle różnych sposobów na podróż:)

  11. Iza

    Ja z Francji przywoze zawsze cydr. Tak jak ktos napisal wyzej – jest lepszy niz polski i o wiele tanszy (co mnie zawsze troche zlosci, bo przeciez jestesmy jablkowym eldoradem).
    W Paryzu zagladam zawsze do perfumerii Fragonard – koniecznie poczytaj sobie o nich:) To wlasnie tam podobno kupuje perfumy Catherine Deneuve, ktorym jest wierna od lat. I musze przyznac, ze jezeli kiedykolwiek mialabym wyobrazic sobie jakich uzywa, bylyby takie ;) a przy perfumerii jest muzeum (darmowe, bo i tak wszyscy zostawiaja mnostwo pieniedzy w sklepie – obsluga jest bardzo pomocna i cierpliwie doradza), gdzie pracuje przeurocza Polka, ktora zna sie na historii perfum i opowiada z taka pasja, ze zawsze zaluje, ze nie zostalam „nosem” ;)
    Oprocz tego zwoze ciasteczka z malych slicznych cukierni zapakowane w cudne puszki. I makaroniki – potrafia kosztowac majatek, ale nie potrafie sie im oprzec :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Byłam tam kiedyś i też kupiłam perfumy, bardzo fajne – może się kiedyś jeszcze na nie skuszę, ale jakoś miałam wrażenie, że połowa turystów w Paryżu niby pachniała;) Noo, po wizycie w Mood Scent Barze w Warszawie byłam zachwycona tym, ile o perfumach można wiedzieć, piękny zawód:) A z makaroników najbardziej lubię te od Pierre Herme, biją moim zdaniem Laduree na głowę:)

  12. Foster Marine

    pierwsze zdjęcie mega – ta tapeta, urokliwa grafika, wazon na stole. nno i stylówa! przyznam, że z niecierpliwością czekam na dalszą część asortymentu lunaby, bo jestem strasznie nakręcona na zakupy, ale póki co odłożyłam, bo stwierdziłam, że coś kupię, a dwa dni później pojawi się inne coś, co tak mi się spodoba, że będę w rozterce, czy kupować drugą rzecz, czy zasknerzyć;)

    swoją drogą, dzisiaj na fejsbuku pod zdjęciem na profilu lunaby trafiłam na 66 łapek w górę i 6 komentarzy – przypadek? nie sądzę;)

  13. Pola

    Asiu, jakie są Twoje ulubione francuskie sklepy?

    Ja od półtora roku mieszkam we Francji, i jeszcze chwilę będę mieszkać, ale jak wrócimy, to nie wiem, jak sobie damy radę bez paru cudowności.
    Ich bagietek i croissantów.
    Ich boskich serów. I innych przetworów mlecznych (kozich i owczych!)
    Ich idealnego cydru. Wina też zresztą. I Pinot.
    Kremu z kasztanów.
    Ich parków wspaniałych. I klimatycznych karuzeli. I naleśników kupowanych przy tych karuzelach -z z domowym kremem czekoladowym…
    Sklepu Nature et Decouvertes.
    Targu nad rzeką.
    Wspaniałych bibliotek, antykwariatów i księgarni. I sklepów papierniczych.
    Mojej fryzjerki doskonałej.
    Przeuroczych maleńkich kamiennych miasteczek.

    Pozdrawiam serdecznie!

  14. Angelika Dąbek

    W Hiszpanii raz w tygodniu do miasteczka, obok którego mieszkałam, przyjeżdżała furgonetka pełna czekolad. Ananasy i inne owoce oraz żelki w czekoladzie, nugat, czekolady gorzkie, mleczne… a wszystko za 1euro!

  15. Alicja

    A ja mam nadzieję, że pojawią się u Was tez maski/opaski do spania (ang. sleeping mask, nie wiem do końca jaka polska nazwa jest najpoprawniejsza ;)). Takie basicowe (albo, jeszcze lepiej, w norweskie wzory!), z satynową wstążką do zawiązania, zamiast ciasnych gumek. Nigdzie takich nie ma, więc może Lunaby rozwiąże mój problem :)

  16. Bretonissime

    Herbata z werbeny jest przepyszna, nie dziwię się, że tak przypadła Ci do gustu! Pamiętam, jak głowiłam się, jak powiedzieć „verveine” po polsku i byłam wielce zaskoczona odkrywając słowo werbena. ;) Przyłączam się do głosów zachwytu nad koszulą nocną z pierwszego zdjęcia- czekam z niecierpliwością na całość! Przy okazji bardzo, bardzo serdecznie gratuluję Lunaby, pomysł jest genialny, realizacja też, życzę samych sukcesów!

    Pozdrowienia z Bretanii!
    Kasia

  17. Thoughts Blender

    Bardzo lubię francuską edycję Vogue. Miałam okazję mieszkać we Francji na studiach i bardzo miło wspominam robienie tam zakupów. Zupełnie nie rozumiem na czym polega ten czar, ale faktem jest, że było to bardziej relaksujące niż gdzieś indziej.
    Kurtka pierwsza klasa! Zazdroszczę!

  18. Ani

    Herbata z werbeny z jakimiś dodatkami czy sama werbena? Chętnie bym spróbowała, ciekawe czy w PL da się gdzieś kupić. Jesień to herbatkowy raj! Btw, ja też bardzo lubię, z tych dostępnych w Polsce, Yogi Tea – przepyszne + różnorodne, aromatyczne składniki. Co do Vent Provence, jeśli będę miała okazję być jeszcze kiedyś we Francji, na pewno się skuszę, choć niepokoi mnie deklaracja producenta, że liście są „scented”/perfumowane (?), odrzuca mnie zazwyczaj od takich herbat.

    Z moich słodyczowych wspomnień z Francji pamiętam crepes z kremem kasztanowym i czekoladą i pianki marschmallow, ciągnące się niemożliwie, zarówno jedzone „na surowo” (jak to określił znajomy „styropian”), jak i pieczone nad ogniskiem, mniam.

    Pablo Gerard Darel – super! Trafiłam na to jakiś czas temu i wszystkie rzeczy stamtąd wyglądają bardziej francusko niz Wieża Eiffla XD To prawda, że robienie zakupów we rancuskich, zwłaszcza paryskich, butikach ma swój niepowtarzalny urok.

    Koszulka nocna przeurocza, nie mogę się doczekać, aż będzie w Waszym sklepie internetowym.

  19. Sara

    Ja z każdego kraju, który udaje mi się odwiedzić, przywożę ich rodzime słodycze. Z Czech czy Słowacji – czekoladę Stundetską, natomiast z Litwy przywiozłam serki w czekoladzie – sama nie wiem, czy przypisać to do czegoś słodkiego, czy raczej do przekąsek na drugie śniadanie. Wiem jedno – w Polsce tego nie dostaniemy! :)
    Granatowa ramoneska to w sumie dość oryginalny wybór, większość ludzi śmiga w czarnych, ale najważniejsze, abyś Ty się w niej dobrze czuła i dobrze wyglądała.
    A to herbatki z werbeny nie można dostać w Polsce, czy jest po prostu dużo gorsza? Uwielbiam próbować nowych smaków i gatunków herbat, więc nie ukrywam, że taką też chętnie bym wypiła.
    Udanego tygodnia!

      1. emilia

        Dodam, że te serki na Litwie nazywają się sūrelis i jest to najpyszniejsza rzecz, jaką tam jadłam. Zawsze mają mnóstwo smaków i rodzajów, wszystkie świetne. Sprzedają je też na Łotwie, w Estonii i chyba w Rosji. Zastanawiam się jakim cudem nie trafiły jeszcze do Polski, mieszkam przy granicy litewskiej i w przypływie euforii smakowania przysmaków z tego kraju wymyśliłam nawet pomysł na biznes – sprowadzić sūrelisy do naszej Ojczyzny! oczywiście żartuję. Rozpisałam się, ale oby jak najwięcej osób poznało ten przysmak ;)
        A i zapytam ponownie, bo nie doczekałam się odpowiedzi, można wiedzieć skąd jest ten piękny, szary sweter ze zdjęcia?
        Pozdrawiam :)

  20. Rosali

    O rety, piękne buty! Nasunęło mi się pytanie, bo chyba nie raz już widziałam u Ciebie na blogu, że nie masz problemu z nabywaniem butów z tzw. „drugiej ręki”, co bardzo mi się podoba :) Chciałam zapytać jak je dezynfekujesz przed rozpoczęciem użytkowania? Pozdrawiam i mam nadzieję, że odpowiesz :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Nic z nimi specjalnego nie robię, przecieram szmatką, pastuję, wkładam ocieplającą wkładkę, bo są dość cienkie, i tyle. Zakładam, że nikt w kozakach z gołymi stopami nie chodził:) Pozdrowienia!

    2. Ola

      Polecam dezodorant do butów z Deichmann’a z cząsteczkami nanosrebra. Działa dezynfekująco. Również ostatnio zdarza mi się kupić używane buty i właśnie tego używam (po przetarciu szmatką na mokro). :)

  21. aga

    Również przywożę Vogue ;) tak jak jedna z Czytelniczek dla szlifowania francuskiego, tak to sobie przynajmniej tłumaczę ;) a poza nim, to przede wszystkim jedzenie i herbaty (których wybór we Francji jest ogromny): creme de canard, sery, „owoce” z marcepanu z kalwadosem i oczywiście wino. Jednym słowem banały, ale jakie smaczne ;) Szkoda, że solone masło jest dość problematyczne w transporcie ;)
    Pozdrawiam serdecznie!a

  22. Ola

    Również mam tak, że lubię uzupełniać zapasy za granicą. W tym roku musiałam przywieźć spory kawał parmezanu i włoskie wino. Mimo, że mogę kupić to wszystko w Polsce, to jednak przywiezione z Włoch mają zupełnie inny smak. :)

  23. Yennefer

    Świetne zakupy! Też bardzo lubię przywozić z wyjazdów rzeczy użytkowe – najczęściej celuję w biżuterię :) No i obowiązkowo płócienne torby na zakupy i magnes na lodówkę. No i lokalne przysmaki, mniam ^_^ Zazwyczaj po powrocie organizujemy rodzinną imprezę tematyczną – pokazujemy zdjęcie, filmiki z wyjazdu, dajemy upominki, częstujemy zdobycznymi przysmakami etc. No i przygotowuję potrawy regionalne z wyszukanych na necie przepisów:D Jest pysznie, a czasami śmiesznie i ryzykownie (otwarcie kiszonego śledzia w domu, nie polecam! ;)) A kupione przez Ciebie żelki to chyba lavashack, można go zrobić w domu (sama jeszcze nie próbowałam, ale mam w planie przyrządzić, bo uwielbiam żelki).
    http://www.wykop.pl/link/2088224/lavashak-przepis-wprost-na-wykop-od-iranskiej-mamuski/

    Pozdrawiam, Yenn

  24. orso

    mieszkam we francji i te gumzelki uwazam za okropne w smaku, a zwlaszcza w konsystencji. no ale tak to jest, ze to, czego nie mozemy miec smakuje najlepiej. ja z kolei tesknie za bialym serem i za kiszonymi ogorkami, ktorych nie ma w tym kraju.

  25. sigrun

    buty-poezja! ale ramoneska pobila wszystko na glowe.. tez poluje na granatowa, ale niestety w sklepie kookai takowej nie widze:/ musiala ci sie chyba jakas wyprzedaz trafic? ech podroze kulinarne najlepsze…

  26. Magda

    Czytanie z zrozumieniem: „Przywiozłam chyba z pięćdziesiąt torebek, mam nadzieję że wystarczą mi chociaż na część zimy.” – myślałam, że chodzi o TOREBKI (część garderoby) i zastanawiam się dlaczego nie ma tutaj zdjęcia tej kolekcji :) :) :P

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *