Bretania i Nantes, czyli przygoda z nowym Twingo

Francja to wspaniały cel podróży. To mój główny wniosek po kilkudniowym wyjeździe w zeszłym tygodniu. Przejrzałam swoje archwialne posty i wychodzi na to, że odwiedzam nowe francuskie miasta z coroczną regularnością. Dwa lata temu był Paryż, w ubiegłym roku Marsylia, teraz – Nantes. Skąd się tam wzięłam? Dzięki uprzejmości Renault śmigałam po francuskich drogach nowym, zgrabnym Twingo, które właśnie weszło do sprzedaży.

n6

Jednak zanim dotarliśmy do miasta, czekała nas wycieczka po nadmorskich wsiach i miasteczkach Bretanii. Ciche, zadbane, bez tłumu turystów – czuję, że mogłabym spędzić tam wakacje. Pierwszy raz w tym roku byłam na plaży, udało mi się nawet zamoczyć stopę. Jadłam tamtejsze przysmaki, odpoczywałam na werandzie w ogrodzie i starałam się zrozumieć kontekst choć jednego zdania z francuskiego radia – bezskutecznie. Tego dnia jeździłam bardziej sportową wersją Twingo, z mocniejszym silnikiem i wbudowaną nawigacją (jest tam też Twitter!). Mówiąca do nas zza mapy pani miała miły, normalny, entuzjastyczny głos i poprawnie akcentowała wyrazy. Jestem naprawdę beznadziejna, jeżeli chodzi o orientację w terenie, więc przetestowałam już niejedną nawigację i żadna nigdy tak „ludzko” do mnie nie mówiła. W wyjeździe brali udział blogerzy z różnych krajów i każdy dwuosobowy team dostał do dyspozycji samochód z wgranymi trasami przejazdu, czasem było kilka do wyboru, no i można było z tych tras zbaczać, odkrywać, robić zdjęcia – organizacja 10/10.

n15

n5

n14

n4a

n2

n3

n11

n13

n12

Nie wiem czy to specyfika regionu czy ogólnofrancuska cecha, ale jeżdżąc tego dnia po Bretanii zauważyłam coś, co wyjątkowo mi się spodobało. W miejscowościach, które mijaliśmy, wszystkie domy były nie tyle do siebie podobne, co tworzyły spójny obrazek. Miały zbliżony styl – albo stare domy z kamienia, albo jasne, proste domki z niewielkim ogródkiem. Były też podobnej wielkości i na pierwszy rzut oka trudno byłoby stwierdzić, czy mieszka tam prezes dużej firmy czy listonosz. To samo dotyczyło samochodów. Mijane przez nas auta były w większości niedużymi, zgrabnymi, miejskimi modelami. Jakoś nie było widać odpicowanych wozów, jedyne wyróżniające się pojazdy to piękne, stare auta z połowy dwudziestego wieku, które co jakieś czas udawało się nam wypatrzeć albo samochody w nietypowych kolorach (nasze Twingo zdecydowanie podpadało pod tą kategorię). Od razu skojarzyło mi się to z francuskim stylem w ubiorze. Wysnułam wniosek, że wysublimowanie i dyskrecja kieruje mieszkańcami Bretaniii nie tylko w przypadku ubrań. Aż trudno byłoby mi sobie wyobrazić tam kogoś świecącego wielkim logo czy kolumienkami w ogródku. A na zdjęciach poniżej widzicie uroczy pensjonat w Guérande, gdzie jedliśmy lunch.

n9

n7

n8

Kiedy wymieniałam z Renault maile przed wyjazdem, byłam trochę zdziwiona, że na zaproszeniu pojawiła się niewiele mi mówiąca nazwa Nantes.Trochę wstyd, swoją drogą, ale jedynym moim skojarzeniem była piosenka zespołu Beirut. Niezbyt duże miasto na zachodnim skrawku Francji – zżerała mnie ciekawość, co skłoniło markę do wyboru takiego właśnie miejsca. I bardzo szybko się dowiedziałam, że łatkę leniwego miasteczka (to przez ten Beirut!) przykleiłam Nantes bardzo nietrafnie. Już pierwsze zetknięcie się z miastem zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Po całym dniu jeżdżenia nadmorskimi szlakami, pojechaliśmy prosto na kolację i konferencję prasową. Miejsce absolutnie nie było przypadkowe. Les Machines de l’île, czyli park maszyn położony na leżącej w centrum miasta wysepce na Loarze, jest bardzo w stylu Nantes i przy okazji zupełnie jak nie z tego świata. Ten zbiór dziwacznych, steampunkowych stworów, z których każdy rusza się przynajmniej na kilka sposobów, wygląda jak z marzeń Juliusza Verne’a (urodzonego zresztą w Nantes) czy Leonarda da Vinci. Arstystyczny projekt obejmuje wielkie maszyny, takie jak trzydziestometrowy mechaniczny słoń, który regularnie przechadza się ulicami miasta, pięknie zaadaptowane stare industrialne wnętrza i bajkową karuzelę, gdzie jeździ się właśnie na ruszających się we wszystkie strony konstrukcjach, podziwiając przy okazji panoramę miasta. Coś pięknego, doświadczenie jedyne w swoim rodzaju i nie mogę uwierzyć, że nigdy wcześniej o tym tajemniczym miejscu nie słyszałam. Ma naprawdę niezwykły klimat, trochę jakby projektował je chłopiec z filmu „Hugo i jego wynalazek”. Jakby tego było mało, mieliśmy też okazję zjeść wyjątkową kolację, podaną w jednym z warsztatów. Tego nie miałabym szans przeżyć będąc „zwykłym” turystą. Wyszłam zachwycona i po raz kolejny dziękowałam sobie w duchu za to, że sześć i pół roku temu, kiedy nudziłam się przed maturą, przyszło mi do głowy założyć bloga.

n16

na2

n19

na3

n22

n21

n25

n33

n28

n27

na1

n35

n31

n32

n30

n29

Następnego dnia przyszła pora na odkrywanie miasta. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to jego niesamowita energia, połączona z wyluzowaniem mieszkańców. Architektura tak przyciąga wzrok, że cudem uniknęłam stłuczek – stare, tradycyjne kamienice stoją w sąsiedztwie ultranowoczesnych budynków, nawet zwyczajne bloki zbudowane są z pomysłem. Do tego na każdym kroku wpadałam na różne artystyczne instalacje, grafitti i innego tego typu inicjatywy, często studenckie – Nantes to miasto naprawdę wielu uniwersytetów i uczelni. Nigdzie indziej nie widziałam też tak wypasionych placów zabaw, ani tak sprytnie pomyślanych rond – miejskie autobusy przejeżdżają po nich przez środek. Tego dnia jeździliśmy już typowo miejskim Twingo, z mniejszym silnikiem, które może nie wygrywa w konkursie na ruszanie na światłach, ale za to dzięki silnikowi pod bagażnikiem z tyłu jest dużo bardziej zwrotne niż „normalny” samochód, miałam wrażenie że obraca  się na tylnym kole. Testowaliśmy jego promień skrętu na specjalnie przygotowanym slalomie i w labiryncie – super zabawa, dałam nawet radę bez najmniejszych problemów zaparkować równolegle w wyznaczonym miejscu, a to mi się często nie zdarza. Jeżdżąc po tych wszystkich zakamarkach z wiatrem we włosach (otwierany dach!) chyba po raz pierwszy w życiu poczułam prawdziwą frajdę z jazdy. Moi znajomi dobrze wiedzą, że chociaż mam samochód, to jeżdżę kiedy muszę, zdecydowanie bardziej lubię go z pozycji pasażera i gdy tylko mam okazję, oddaję komuś kluczyki. Mam nadzieję, że coś we mnie z tej przyjemności zostanie, bo sezon rowerowy zdecydowanie zmierza ku końcowi.

n41

n43

n42

n40

n56

n47

n46

Twingo w środku wygląda jak designerska zabawka – można samemu wybrać sobie kolory, mnie dodatkowo urzekła wyciągana torba zastępująca klasyczny schowek.

n45

Przed wyjazdem poprosiłam ekipę Renault o zabookowanie mojego biletu powrotnego na kilka dni później, żebym mogła na własną rękę poodkrywać miasto. Trochę zaczęłam się już po fakcie wahać, czy to na pewno dobry pomysł – co jeżeli miasto okaże się strasznie nudne i nie będę tam miała nic do roboty? Teraz wiem już, że to ostatnie określenie, którego użyłabym w stosunku do Nantes. Jest nowoczesne, z energią i świetnym designem, nawet darmowy przewodnik dla turystów jest pięknie zaprojektowany. To naprawdę dobrze pomyślane miasto – ogarnięcie tramwajów czy trasy na lotnisko zajęło mi dwie minuty. Mają też prawdziwy hit wszech czasów. Na turystycznych mapach pozaznaczano najciekawsze atrakcje – zabytki, parki, ukryte ogrody, instalacje artystyczne, galerie w starych fabrykach, międzynarodowe dzielnice, słowem – przekrój miasta. Połączono je zieloną linią, tak że trasa tworzy dużą pętlę, biegnącą przez całe centrum. I teraz uwaga!  Ta linia jest też namalowana zieloną farbą bezpośrednio na ulicach i chodnikach, dzięki czemu nie trzeba chodzić z nosem w mapie i sprawdzać co kilkaset metrów czy na pewno idziemy dobrą drogą. Dla mnie to rozwiązanie genialne w swej prostocie i absolutnie do skopiowania przez Warszawę czy inne polskie miasta. Od razu wyobraziłam sobie trasy tematyczne w różnych kolorach, prowadzące turystów przez poszczególne zakątki miasta. To takie traktowanie przestrzeni miejskiej mniej serio, wychodzące z założenia, że to ona ma służyć mieszkańcom, a nie odwrotnie. Dla mnie rewelacja. Linię możecie dostrzec na niektórych poniższych zdjęciach. Zachwycił mnie też miejski park-ogród botaniczny, z darmowym wstępem i roślinnymi rzeźbami, na widok których parskałam śmiechem, kolejny przykład na wyluzowany charakter Nantes.

n54

n66

n53

n48

n49

n61

n60

n65

n52

n55

n51

n58

n57

n63

n69

n67

n59

n68

n64

Wróciłam naładowana zupełnie nową energią, z dziesiątkami pomysłów. To był zupełnie inny typ podróży i zupełnie inne miasto, niż te, do których jestem przyzwyczajona – bardzo odświeżające doświadczenie. Po tych kilku dniach wszystko złożyło mi się w jedną całość i zrozumiałam, dlaczego Renault chciało pokazać swoje nowe auto blogerom właśnie w tym pełnym życia i humoru miejscu. Zastanawiam się, dlaczego jedyne w swoim rodzaju Nantes jest tak mało popularnym kierunkiem podróży, przynajmniej wśród moich znajomych, i jedyne co przyszło mi do głowy, to że nie latają tam z Polski tanie linie. Bardzo się cieszę, że miałam okazję zobaczyć miasto, do którego inaczej może nigdy bym nie trafiła, odbyć prawdziwy, wakacyjny roadtrip brzegiem oceanu i poznać świetnych, zafascynowanych swoją pracą ludzi – to była naprawdę inspirująca mieszanka. Za każdym razem, kiedy blog daje mi możliwość poczucia tej podróżnej ekscytacji i radości odkrywania, mam poczucie, że to właśnie jest nagroda za długi godziny spędzane nad dopieszczaniem zdjęć i relacji. Było super i chciałabym bardzo podziękować ekipie Renault za świetnie spędzony czas. A jak tylko będziecie mieli okazję, koniecznie wybierzcie się do Nantes!

36 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Gosia

    Uwielbiam ten uroczy i zarazem poukładany francuski klimat. Opis miasta skojarzył mi się trochę z moimi odczuciami po wizycie w Brukseli. Z jednej strony duże, dynamiczne miasto a jednak przyjazne i pełne zieleni, łatwe do oswojenia.

  2. Marysia

    W nawiązaniu do wymiany zdać pod poprzednim wpisem – w sumie to nie rozumiem, jak można być W BRETANII i nie spróbować cydru. ;)

    Poznałaś Urszulę z bloga Sen Mai?

    1. Style Digger Autor wpisu

      Właśnie nie miałam kiedy niestety, ale poprosiłam Ulę o wskazówki i podrzuciła mi parę fajnych miejsc – strasznie miło z jej strony! A z cydrem – wieeeem, wstyd mi za siebie!!

  3. LekkoMissMargerita

    Bardzo wyczerpująca relacja z podróży. Piękne zdjęcia. Mnie urzekła ta restauracja w pensjonacie. Cudne widoki plaży. Po Twoim poście jeszcze bardziej marzy mi się podróż do Francji. Pozdrawiam

  4. PoprostuBartosz.pl

    Biało czarne Twingo kojarzy mi się bardzo z WV Up!, który jest w identycznej kolorystyce – czarny bagaj, reszta biała. To malinowe słodkie coś, to co to? Bo nie potrafię tego nazwać, a wygląda smacznie ;)

  5. ilona

    Ciekawe miasto. Uwielbiam Twoje zdjęcia i klimat w jaki mnie wprowadzają, taki romantyczno-sentymentalny.
    Fajnie, że Renault Cię tam zabrał, bo dowiedziałam się o Nantes:)

  6. Marysia

    Nadto: a propos dyskusji jakiś czas temu o rodzaju i charakterze współprac, które podejmujesz – ta jest świetna, dobrze wkomponowana i pasująca do bloga, ciekawie i nienachalnie opisana, w ogóle taka, jak powinna być. Cieszę się bardzo. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze postów ściśle odzieżowych ;)

  7. Pola

    świetny post! Jesteś idealną osobą do tego typu kampanii reklamowych. Relacja jest ciekawa, zdjęcia przepiękne, twingo pokazane (ale nienachalnie). Widać, że poważnie i z pasja podchodzisz do sprawy. Brawo!

    A a Nantes byłam dwukrotnie i jakoś mnie nie zachwyciło… Przyznam że na Twoich zdjęciach prezentuje sie znacznie lepiej niż w moich wspomnieniach;)
    A Bretania…. Kocham całym sercem! Spędziłam tam tylko parę dni, MAŁO! Teraz żałuję, że mamy tak daleko (mieszkamy w Lyonie – tez jest tu cudownie, zwiedzamy sobie to miasto i okolice spokojnie, kawałek po kawałku. Zresztą u mnie na blogu sporo o tym;) )

    I tak, jest coś takiego we Francji, jak bardzo spójna architektura, i jakiś szczegół, smaczek wspólny dla danego miejsca – kształt domów, kolor elewacji, czy okiennic (w ogóle te okiennice…. piękne), nawet się o tym uczyłam na studiach;)

    pozrawiam bardzo serdecznie:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      To jest strasznie ciekawe z tym odbiorem miast – ja na przykład nie wspominam dobrze Oslo i zastanawiam się czy to dlatego, że dotarłam tam spóźniona, zła, głodna i w deszczu, czy po prostu nie jest to miasto dla mnie.

  8. Kitty

    Nie jesteś sama- mi też Nantes tylko z piosenką się kojarzyło. Po tych zdjęciach i opisie to już zmieni się na zawsze. ;)
    Te linie przypominają mi pewien mój projekt studencki- też zamiast strzałek czy banerów zastosowaliśmy linie. Jak widać tak dobry pomysł może się sprawdzać też na większą skalę. Chociaż w Polsce pewnie by musieli zdjąć po coś kostki brukowe, a później wyszła by dekonstrukcja, tak jak czasami widać z namalowanymi rowerami na ścieżkach. ;) Czy w tym przewodniku uwzględniono toalety? Taka podstawowa ważna sprawa, a jestem ciekawa czy i oni o tym zapomnieli czy może i tu ich perfekcja w rozwiązywaniu problemów (zwanym designem) zadziałała?
    Samochód ładny, mały, zgrabny. Takie mi się najbardziej podobają. Tylko nie wiem czemu o takich modelach mówi się, że są babskie?

    1. Style Digger Autor wpisu

      Ale fajnie! Na toalety szczerze mówiąc nie zwróciłam uwagi, wydaje mi się że nie. A „babskie” samochody to w ogóle ciekawy temat. Kiedyś na studiach omawialiśmy przypadek, w którym zaprojektowanie samochodu dla kobiet dostały dwie grupy projektantów: męska i żeńska. Faceci poszli w „pink&shrink”, czyli pomniejszyli istniejący model i pomalowali na różowo czy pastelowy niebieski. Kobiety zrobiły dziurę w zagłówku, żeby mieścił się tam wygodni kucyk spięty gumką, tak wyprofilowały fotel, żeby nie wbijało się w plecy zapięcie biustonosza itp.

  9. Oleyshyn

    Przepiękne zdjęcia, Francja jest cudowna. Ilekroć przeglądam zdjęcia z mojej wycieczki do Paryża, zakochuję się w nim na nowo. Twoje zdjęcia mogłabym oglądać bez przerwy :)) <3

  10. dzasta

    co do tras turystycznych wymalowanych bezpośrednio na chodniku, to wiem na pewno, że w Szczecinie istnieje możliwość odkrywania miasta właśnie w taki sposób :) Pozdrawiam!

  11. Thoughts Blender

    Piękne zdjęcia. Nigdy do Nantes nie dotarłam, być może dzięki Tobie się tam wybiorę. Bardzo lubię podróżować po Francji i zawsze jak widzę na zdjęciach francuskie napisy na lokalach to przypomina mi się moje marzenie, by jednak doszlifować swój język. Bo dźwięk francuskiego jest jedyny w swoim rodzaju.

  12. Foster Marine

    ten brak ładu i spójności to chyba taka polska specyfika, bo zwiedziłam większość krajów europy zachodniej i takiego miszmaszu jak u nas to ze świecą szukać. jedną z moich największych miłości jest chorwacja, gdzie co roku lata mój tato i czasem ja razem z nim i tak sobie obserwuje ten spokój płynący z krajobrazu, gdzie przecież każdy dom niby inny i wiesz, w którym mieszkasz, ale jednocześnie wszystko tworzy taką zgraną, miłą dla oka całość. niestety w polsce po kilku minutach poza domem automatycznie podnosi mi się ciśnienie na widok tej ‚estetycznej wolności’.

  13. Justyna

    Witam, mam do Ciebie pytanie – chciałam dowiedzieć się z jakiego sprzętu fotograficznego korzystasz? i jaki masz obiektyw, szczególnie chodzi mi o zdjęcia we wnętrzach :) Z góry dziękuję za odpowiedz ;)

    Pozdrawiam

    PS Z duża przyjemnością przeczytałam Twój post :)

  14. Bretonissime

    Asiu, z wielką przyjemnością przeczytałam Twoje wrażenia z „moich” regionów. Jeśli ten kawałek Bretanii Ci się podobał, jestem pewna, że cała reszta jeszcze bardziej przypadłaby Ci do gustu! Myślę, że dzięki temu, że wcześniej właściwie nie słyszałaś o Nantes, mogłaś na miasto spojrzeć bardzo świeżym okiem. Ja mam co do Nantes mieszane uczucia. Uznałam za bardzo intrygujące Twoje określenie go jako wyluzowanego miasta, bo moje odczucia były dokładnie odwrotne: zdarzyło mi się tam kilka niezbyt miłych sytuacji, z których wyłaniał się raczej obraz zadufanych w sobie i w swoim mieście mieszkańców. Może czasem lepiej nie znać języka? ;) Na pewno jednak dynamizmu i energii nie można Nantes odmówić.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia
    PS. Zauroczył mnie pensjonat i zastanawiam się, czy dobrze widzę wazon z Bolesławca na stole? :)

  15. maryśka

    Bywam w Bretanii co pewien czas i mam tam trochę znajomych, dzięki czemu udało mi się wyjaśnić zagadkę spójnej architektury bretońskich miasteczek. To nie tak, że ich mieszkańcy mają wybitny zmysł estetyczny, czy że tak bardzo dbają o to, żeby ich otoczenie wyglądało harmonijnie. Po prostu lokalne prawo wymaga od nich, aby domy budowane były z kamienia, a jeśli nie z kamienia, to muszą być pomalowane na jasny kolor (najczęściej biały lub odcienie kremowego). Poza tym, dachy muszą być pokryte łupkiem, ewentualnie dachówkami w zbliżonym kolorze. Efekt jest taki, że kiedy bretończycy przyjeżdżają do Polski, wielu z nich jest zachwyconych tą naszą „różnorodnością”, która u mnie wywołuje odruch wymiotny i złość na władze lokalne, które nie wprowadziły miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
    Poza tym, przepiękne zdjęcia – przez nie mam ochotę nadrobić zaległości i w końcu odwiedzić Nantes :)

    1. Bretonissime

      To prawda, dodatkowo w Bretanii prawo reguluje również odległość domów od oceanu- dzięki temu wybrzeże jest w wielu miejscach „dzikie” i niezabudowane. Zdarzają się wyjątki, bo kiedyś podobno łatwiej było uzyskać pozwolenie na taki dom z widokiem. A co do jednakowego wyglądu elewacji, ma to wiele plusów, ale widziałam też miejsca, gdzie domy były praktycznie identyczne, mimo spójności wygląda to trochę przewidywalnie i po prostu nudno.

  16. Misty A

    Ale fajnie, że Renault zaprosiło Cię do Bretanii i pojawiła się taka wyczerpująca relacja! Oglądając Twoje zdjęcia rekompensuję sobie zmianę tegorocznych planów wakacyjnych. Miała być wyprawa wybrzeżem Francji, zakończona właśnie w Bretanii, ale… no właśnie. Może następnym razem :) Uwielbiam północne wybrzeże Europy. Czuję się tam znacznie lepiej niż na południu. Wydmy, wiatr i zupełnie inne światło niż nad Morzem Śródziemnym :)

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *