Powrót w Bieszczady

Jak mogliście zauważyć po moim Instagramie, w zeszłym tygodniu kolejny raz wybrałam się w Bieszczady. Wysłała mnie tam telewizja HBO. Dlaczego? Zdradzę na końcu wpisu. W każdym razie była to dla mnie wymarzona sytuacja – piękne góry, a do tego polecenie „znajdź ciekawe miejsca, ludzi i historie, opracuj plan, jedź i rób zdjęcia”. Niewiele jest rzeczy, które sprawiają mi większą przyjemność. Długo nie trzeba było mnie więc namawiać, zabrałam mamę, zaopatrzyłam się w książki i przewodniki i ruszyłyśmy!

Na pierwsze kilka nocy zatrzymałyśmy się w starej willi w Ustrzykach Dolnych, to była nasza baza wypadowa. Przyjechałyśmy wieczorem, a rano ruszyłyśmy do Krościenka, miasteczka znanego głównie z przejścia granicznego z Ukrainą. Licząca kilka kilometrów trasa jest bardzo malownicza, przy drodze wciąż można zobaczyć mnóstwo maleńkich, drewnianych domków z przyległymi ogródkami, w których panoszą się malwy, margaretki i morze innych kwiatów. Uwielbiam ten polski, wiejski typ ogródka i jak tylko będę miała gdzie, to kiedyś sobie taki zrobię.

b4

Mijałyśmy też wejście do nory hobbita. Przypuszczam, że to jakaś spiżarnia, bo kawałek dalej stał dom, ale wyglądała jak wyciągnięta z Shire.

shire

Kawałek dalej zatrzymałyśmy samochód i po krótkim spacerze dotarłyśmy do greckiego cmentarza. Skąd się wziął w Bieszczadach? W późnych latach czterdziestych w Grecji wybuchła wojna domowa. Przegrał ją obóz komunistyczny, a jego członkowie musieli emigrować z kraju. Przyjęły ich kraje socjalistyczne, w tym Polska – stąd właśnie obecność Greków w maleńkim Krościenku.

b3

Później podjechałyśmy zobaczyć samo przejście – na oko granica jak granica, nic ciekawego. Z Krościenkiem wiąże się jednak jeszcze jedna, bardzo ciekawa historia. Przesunięcie granicy z ZRSS po wojnie sprawiło, że liczący 40 km fragment popularnej linii kolejowej Przemyśl-Zagórz został po drugiej stronie. Władze sowieckie zgodziły się jednak na utrzymanie ruchu. W praktyce oznaczało to, że pasażerowie wsiadali w Polsce, wysiadali w Polsce, ale w międzyczasie przejeżdżali przez terytorium ZSRR, gdzie pociąg nie zatrzymywał się na żadnej stacji. Co więcej, nie można było też otwierać okien, czego pilnowali żandarmi, stojący na stopniach każdego wagonu – mniej lub bardziej skurpulatnie, w zależności od okresu. Wyrzucenie zwykłego ogryzka kończyło się zatrzymaniem składu i wielogodzinnymi poszukiwaniami sprawcy. Nic dziwnego więc, że pociąg szybko stał się sporą atrakcją dla wybierających się w góry turystów. Dużo i ciekawie pisze o „Strzale Południa” Krzysztof Potaczała w „Bieszczadach z PRLu 2”, w rozdziale „Pociągi pod sowieckim nadzorem”.

 


 

Po krótkiej wizycie w rejonie przygranicznym cofnęłyśmy się na trasę tak zwanej wielkiej pętli bieszczadzkiej. Ruszyłyśmy na południe i na krótko zatrzymałyśmy się w Hoszowie, żeby obejrzeć piękną, drewnianą cerkiew z lat czterdziestych.

b5

Kawałek dalej, oglądając kolejną cerkiew z dala od zabudowań wsi, spotkałyśmy psa, wyskoczył na nas z krzaków i wyglądał na bardzo zadowolonego z życia. Od razu przypomniała mi się historia Antka, na szczęście bardzo szybko odnalazł się (też w krzakach) właściciel psiaka.

800

Naszym głównym celem tamtego dnia była wędrówka doliną Sanu do opuszczonych wsi Krywe i Tworylne. Są położone dość wysoko, więc najpierw czekała nas przejażdżka samochodem po malowniczych serpentynach.

b11

Po drodze minęłyśmy też punkt z pięknym widokiem na San.

b7

Zaparkowałyśmy samochód przy szlabanie zakazującym dalszej jazdy i, wyposażone w prowiant i przewodnik, ruszyłyśmy dalej pieszo.

b9

b10

Drogą prowadząca do dawnych wsi jest naprawdę wyjątkowo piękna. Nawet jeżeli macie w Bieszczadach mocno ograniczony czas, warto znaleźć na nią kilka godzin.

b12

Urokliwa tarnina.

b14

Po niezbyt długim marszu przez łąki dotarłyśmy do Krywego. Przed wojną mieszkało tam na stałe prawie pięćset osób. Teraz mieszkają dwie. Wieś, podobnie jak dziesiątki innych, padła ofiarą powojennych wysiedleń osób pochodzenia ukraińskiego, bojkowskiego czy łemkowskiego.

Oprócz ruin starej cerkwi, w Krywem jest dzisiaj gospodarstwo agroturystyczne „U Tośki” i mała drewniana chatka.

b13

Tuż za wsią szlak się kończy, a polna droga rozgałęzia. Jedna opcja prowadzi do wzgórza z ruinami cerkwi, druga do pozostałości po wsi Tworylne, a trzecia schodzi nad San – warto zapoznać się z trzecią opcją choćby dla możliwości zobaczenia tej tabliczki:

b15

b16

Na dzikim szlaku do Tworylnego jest sporo błota, warto włożyć nieprzemakalne buty. Dodatkowo padało, więc byłyśmy ubłocone do kolan. Do samych pozostałości osady nie doszłyśmy, ale już w bliskich okolicach Krywego można było zobaczyć ślady po dawnych gospodarstwach i zdziczałe sady. Niesamowite uczucie, oglądać jak przyroda przejmuje to, co zostało po działalności człowieka. Spacer naprawdę godny polecenia, no i można godzinami nie spotkać człowieka.

b18

b20

b19

b21

b17

Natknęłyśmy się też na ślad wydłużonej łapy, który natychmiast uznałam za wilczy, choć dopuszczam też możliwość, że spacerował tam po prostu pies z agroturystyki.

b22

Zmęczone i przemoknięte dotarłyśmy po kilku godzinach chodzenia  do samochodu i udałyśmy się na zasłużony obiad do Wilczej Jamy. Podczas mojego ostatniego pobytu chwaliłam przestrzeń we wnętrzu chaty. Teraz mam nowy aparat, więc mogę Wam ją po prostu pokazać.

b23

 

 


 

Kolejnego dnia obudził nas ulewny deszcz. Postanowiłyśmy więc przeczekać i wybrałyśmy się na solidne śniadanie do Muzeum Młynarstwa i Wsi. Ostatnim razem tak zachwycił mnie ich klepak, czyli owsiane kluski z twarogiem, że uznałam że moja mama też musi koniecznie spróbować.

b24

Lało dalej. Postanowiłyśmy więc ruszyć obwodnicą w drugą stronę i zobaczyć browar Ursa Maior w Uhercach Mineralnych. I był to zdecydowanie strzał w dziesiątkę, wyszłam oczarowana. Autorom pomysłu udało się stworzyć miejsce nawiązujące do lokalnych tradycji, ale bardzo nowoczesne, świeże, bez grama cepelii. Na parterze można dowiedzieć się więcej o warzonych tam piwach i degustować. Na piętrze rozlokowano galerię prac i fotografii, które z poczuciem humoru (bardzo „moim”) przedstawiają najnowszą historię regionu, jest też sklep z lokalnymi produktami. Ursa Maior to miejsce naprawdę warte odwiedzenia, myślę że najlepszą rekomendacją będzie jak napiszę, że absolutnie mnie zachwyciło, a nawet nie lubię piwa.

b25

b30

b26

b27

b28

b31

b33

b34

Przy okazji – tego ranka, jeszcze w Ustrzykach, kupiłyśmy sobie z mamą po parze identycznych butów. Zgadnijcie, kogo obtarły?

b29

Nie zrażając się ulewą, która ani myślała ustępować, ruszyłyśmy dalej. Padający deszcz fundował nam zresztą dużo pięknych widoków.

b36

Naszym kolejnym celem były skałki nad Jeziorem Myczkowskim. Po drodze natknęłyśmy się jeszcze na tajemniczą konstrukcję. Bardzo nas zaintrygowała i po cichu liczę na to, że ktoś z moich Czytelników wie, co to jest, i może mi wyjaśnić.

b35

Po krótkim spacerze po łąkach znów byłyśmy przemoczone, ale dla takich widoków było warto!

b41

b40

b37

b38

b39

Szlaki dla romantyków.

b42

Wróciłyśmy do samochodu, podkręciłyśmy ogrzewanie prawie do maksimum i ruszyłyśmy w stronę Baligrodu. Zatrzymałyśmy się w centrum miasteczka, żeby obejrzeć żydowski cmentarz z XVIII wieku. Macewy ze stosami kamyków, wysoka trawa i zamglone góry tworzyły naprawdę niezwykłą atmosferę – cieszę się, że miałam okazję zobaczyć to miejsce właśnie w takich okolicznościach.

b44

b46

b43

Opuściłyśmy Baligród, by kawałek dalej skręcić w las i pójść zobaczyć malownicze Jeziorko Bobrowe. Droga była piękna, czułam się trochę jakbym była w Kanadzie czy na Alasce. Zostawiłyśmy samochód przy chatce studenckiej i dalej ruszyłyśmy pieszo.

b48

 

b47

 

Robiło się późno, ale z dość enigmatycznego opisu w przewodniku wywnioskowałam, że do celu mamy jakieś 3 kilometry i dotarcie nie powinno być problemem, jeżeli tylko uda nam się trzymać zielonego szlaku. Błąd i błąd. Po godzinie szybkiego i coraz bardziej nerwowego marszu wpadłam w tryb „już tyle przeszłam, że nie odpuszczę, znajdę i sfotografuję to jeziorko”.

W końcu do mnie dotarło, że jestem tuż pod szczytem góry (jak się później okazało – Chryszczatej) i jeziorka żadną siłą być tam nie może. Wracając, odkryłyśmy skrzyżowanie, na którym popełniłam błąd, ale nie było już czasu na dalszą wędrówkę i wróciłyśmy do samochodu. Na pocieszenie wypatrzyłam przy ścieżce piękny okaz dziewięćsiła – gdybyśmy poszły dobrą drogą, nigdy bym na niego nie trafiła!

b49

 

Do samochodu doszłyśmy w dwa razy szybciej niż w drugą stronę. Po pierwsze było z górki, po drugie byłyśmy strasznie głodne, po trzecie robiło się ciemno i od razu przypomniały mi się wszystkie zdjęcia niedźwiedzi, które widziałam na FB Nadleśnictwa Baligród, swoją drogą doskonale prowadzonym.

Mokre i zmęczone dotarłyśmy do Oberży Pod Kudłatym Aniołem w Cisnej. Było ciepło, pysznie i zupełnie nie chciało mi się stamtąd wychodzić. Zjadłam pierogi z bryndzą i placek ziemniaczany z gulaszem i kozim serem, podany z rewelacyjną maślanką z sanockiej mleczarni – wszystko było doskonałe.

b50

W tym odcinku to już wszystko, ale mam dla Was drugą część relacji, która już czeka gotowa i niebawem się ukaże. Ta część skupiała się na miejscach, w kolejnej będzie więcej czynnika ludzkiego.

#MagiczneBieszczady to projekt, którego celem jest ukazanie niezwykłości tego regionu, piękna natury i historii mieszkańców. W Bieszczadach rozgrywa się akcja nowego serialu „Wataha”, którego premiera odbędzie się 12 października 2014 w HBO. Więcej na hbo.pl/magicznebieszczady

66 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Iwiś

    Ach, moje strony! Nie do końca moje, ale połowę mojego życia spędziłam (i spędzam!) właśnie tam, więc teraz, 400km od Bieszczad, oglądając Twoje zdjęcia, poczułam się jak w domu <3
    Owa konstrukcja która Cię zaintrygowała to część kamieniołomu w Bóbrce, to część murowanych 'podestów' (nie wiem jak to określić, nie mam wykształcenia budowlanego ;) ) na których ustawione były kruszarki do urobku bądź ładowarki. Z tego kamieniołomu brano kruszywo do budowy zapory wodnej z Solinie :) Mój Tata tam pracował, co roku zajeżdżamy tam zobaczyć jak natura przejmuje w posiadanie to miejsce :)
    A Twoje zdjęcia są jak zwykle fantastyczne.. i wcale nie dlatego, że ukazujesz bliski mojemu sercu region, za co z całego serca dziękuję!

  2. letthemwear.com

    Też w tym roku byłam w Bieszczadach, właśnie w okolicach Soliny, nad Jeziorem Myczkowskim – ta tajemnicza konstrukcja to pozostałości po kamieniołomie:) Krajobrazy przepiękne, też muszę wreszcie zabrać się za jakąć relację:)

  3. Kasia

    Cudne zdjęcia, wybieram się tam z przyjaciółmi w przyszłym roku :) Można się spytać jakiej marki buty macie?

    Pozdrawiam i wielu wypraw w te rejony życzę

  4. M.

    Ale super relacja! Nie mogę się doczekać kolejnej części :) Jestem w ogóle zachwycona projektem HBO i faktem że bierzesz w nim udział :)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Ja też się nie mogę doczekać serialu, chyba pierwszy raz w życiu żałuję że nie mam TV. Promocja jest zrobiona super, warto zerknąć na video na stronie HBO – świetne!

      1. Magda

        Warto jeszcze odwiedzić Centrum Kultury Ekumenicznej w Myczkowcach, miniatury nie robią takiego wrażenia jak orginały ale można poszerzyć swoją wiedzę na temat cerkwi :), ruiny klasztoru Karmelitów Bosych, czy też Cukiernie u Szelców kultowe miejsce za czasów mojej szkoły kiedy jeździło się do Leska na konkurs wiedzy o Bieszczadach :)

        1. elżbieta

          Ja jestem z pokolenia, które cukiernię Szelców pamięta z Rynku w Lesku, gdzie lody byly w jednym smaku, nakładane łyżką na wafelek. Mimo upływu kilkudziesięciu lat wciąż w pamięci mam ten smak. Dziś Szelcowie to instytucja z restauracją, hotelem i cukiernią na wylocie z Leska. Staram się tam być ilekroć jestem w Bieszczadach.

  5. Ewelina

    ja mieszkam godzinę drogi od Bieszczad i potwierdzam, że są cudowne. Przypomniała mi się pewna anegdotka. Dwa lata temu byliśmy ze znajomymi w Bieszczadach, w malutkiej wiosce, gdzie kolega miał do dyspozycji domek – bez bieżącej wody, w lesie. Ogólnie dzikość serca. Pewnego wieczoru rozmawialiśmy o tym, że może w lecie jest super ale zimą mieszkańcom na pewno jest ciężko i tak zeszło na ciekawostkę dotyczącą liczby mieszkańców tejże wsi. Kolega od domku mówi: „A wiecie w ogóle, że tu jest tylko 7 mieszkańców?”, na co drugi: „No co Ty rozmawiałem dziś nad rzeką z tubylcem i mówił, że mieszka tu 9 osób. Na co pierwszy kolega odpowiada: „Wiesz, może po prostu się wszyscy nie znają” :D

  6. Zuzanna

    Ojej! Przepiękne miejsca, śliczna cerkiew, ucieszony pies, ciekawe szlaki, na pewno genialne piwa i smaczne jedzenie – i dlaczego ja jeszcze nigdy nie wybrałam się w Bieszczady?!

  7. Beal

    Żałuję, że tylko kilka razy w życiu błam w Polskich górach. Obecnie mieszkam w malowniczej Irlandii Północnej i mając na uwadze niewykorzystany czas w Polsce, staram się dotrzeć do każdego zakamarka. Po cichu marzę jednak, że w przyszłości więcej czasu spędzę w polskich górach. Dziękuję za przepiękną relację z wyprawy, sprawiła, że nabrałam jeszcze większego apetytu na odkrywanie tego, czego jeszcze nie widziałam w naszym pięknym kraju.

  8. Dorota

    Nora Hobbita to po prostu zwyczajna, staropolska ziemianka ;-) Fakt, ta wygląda bardzo urokliwie. Piękne zdjęcia. Czytając relację (i komentarze) cieszę się, że w każde studenckie wakacje pakowałam plecak i jechałam z przyjaciółmi w góry!

  9. Dziewczyna bez matury

    Ale się cieszę, że wybrałaś się na szlak już niemal zapomnianych wsi. Uważam, że tam chyba najlepiej poczuć tę całą magię Bieszczad. No i baaaaardzo zazdroszczę pysznego jedzenia. W ogóle przypomniało mi się jak po powrocie z Bieszczad szukałam w całej Polsce produktów z OSM Sanok i z radością odkryłam, że w niektórych Lidlach jogurty i maślanki pochodzą właśnie stamtąd. :) Czekam na serial odkąd na stronie Tołhajów pojawiła się informacja, że to oni robią muzykę do Watachy. Swoja drogą oni też są nieźle przesiąknięci magią Bieszczad :)

  10. makate

    Wspaniała relacja, piękne zdjęcia i …. aż trudno uwierzyć że to była wędrówka w deszczu ;) podziwiam waszą wytrwałość!

  11. Klara

    O rany, jak miło zobaczyć na takich pięknych zdjęciach stare kąty. Jeździłam do Krościenka i na pobliskie ukraińskie wsie na badania terenowe w trakcie studiów. Trzy lata tam, tylu ludzi poznanych, tyle cudzych historii, wspomnień i tyle własnych przeżyć, tych dobrych i tych trudnych… Niesamowite chwile mi przypomniałaś, dziękuję :).

  12. Ewelina

    Ja w tym roku po raz pierwszy w życiu gościłam w Bieszczadach. Zachwyciły mnie góry, wsie, cerkwie itp, a z Ursa Maior przywiozłam zgrabny sześciopak ;). Oczywiście butelki są już puste, ale nie umiem się z nimi rozstać z uwagi na piękne etykiety, których nie można oderwać, a próbowałam wszystkimi znanymi metodami :/. Czytam Cię już dłuższy czas i jest tu coraz ciekawiej. Pozdrawiam. Ewelina

  13. Joanna

    Piekne zdjęcia! Właśnie tak lubię spędzać czas! Niedawno wróciłam z NYC, ale chyba bardziej odpoczęłam na spokojnym Long Island. Zapraszam na kolorową, ale i ‚wyciszającą’ relacje.

  14. Sara

    A czy wszystkie te miejsca wypatrzyłyście w przewodnikach, czy może szukałyście z mamą też w Internecie albo pytałyście miejscowych co zobaczyć? Bo jestem ciekawa, czy np. te opuszczone wioski znalazły się w przewodniku.
    Z chęcią wybrałabym się na ten cmentarz żydowski – fascynują mnie takie miejsca, a w Lublinie, który niedawno miałam okazję zwiedzić, bramy cmentarne są zamykane na klucz, bo wandale dewastują owe cmentarze! Taki cmentarz grecki to też niezwykłe miejsce.
    Super, że Twoja mama zechciała się wybrać z Tobą w taką podróż :)

  15. Nonkonforma

    Świetna współpraca! Bardzo pasuje do Ciebie ten wpis, oby jak najwięcej tak dobrze przemyślanych akcji. Kompletnie nie myślałam o tym, by wybierać się w Bieszczady, ale nabieram na to coraz większej ochoty… Jeszcze kilka postów na ten temat i może tam pojadę. ;] Przyznam, że wpis jest tak pozytywny, że nawet zerknę na ten serial, obojętnie jak będzie fabuła, na pewno wizualnie będzie bardzo urokliwy.

  16. anna

    Rewelacyjne miejsce Bieszczady, ale jak ktos nie byl to serdecznie polecam. Moim ulubionym miejscem jest Bóbrka. Ach te wycieczki i przemarsze po bieszczadach. Acchhhh wspomnienia minionego lata…… Dzieki Ci za ten wspaniały opis ze zdjeciami.

    Pozdrowka

  17. Beniova

    Wow, wspaniałe widoki! Chętnie bym się przeszła w takie opuszczone miejsca, uwielbiam w górach (choć zwykle chodzę w Tatry) ciszę, spokój i samotność (kompanów wyprawy nie liczę!). Niedługo się zresztą wybieram i już nabrałam smaka na wędrówki o świcie. W Bieszczadach byłam pierwszy raz w tym roku, ale na bardziej uczęszczanych szlakach. Twoja relacja mnie zachęciła, żeby tam wrócić:)
    Mam też pytanie, które chyba się pojawiło, ale mnie też nurtuje – w jaki sposób sporządzałyście z mamą listę miejsc do odwiedzenia? Głównie chodzi mi o te opuszczone miejsca, mniej popularne. Może możesz polecić jakąś stronę albo przewodnik?:)

  18. Pola - Odpoczywalnia

    Ach jaka piękna relacja!! Wspaniałe zdjęcia i opis i piękne miejsca odwiedziłyście!

    Tak bardzo tęsknię za Bieszczadami! Ostatnio byliśmy tam cztery lata temu i to tam właśnie dowiedziałam się, że jestem w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem:) (i od razu miałam wyjaśnienie, dlaczego mam na podejściach takiego powera, prawie jak pływaczka z NRD;) )

    Co do butów i ich obcierania, od wielu lat mam Meindle z jednego kawałka skóry, jeszcze nigdy mnie nie obtarły a tez mam baaardzo wrażliwe stopy. Warto pielęgnować i impregnować je w tradycyjny sposób – terpentyna do czyszczenia i oleje/tłuszcze do nawilżania i impregnacji – wtedy skóra jest miękka i odżywiona, but dopasowuje się do stopy i nieprzemakalność faktycznie zapewniona (sprawdzone w zlodowaciałym śniegu w Alpach). I jeszcze mała rada – jeansy na takich (zwłaszcza deszczowych) wędrówkach się średnio sprawdzają – bardzo chłoną wodę, robią się wtedy niewygodne, ciężkie, wolno schną i można przez nie mocno zmarznąć, lepiej zaopatrzyć się w jakieś bojówki, może średni stylowe ale mega praktyczne)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *