Co zobaczyć w Bielsku-Białej? Subiektywny miniprzewodnik.

Mimo że wcale się tam nie urodziłam, ani nawet nigdy nie mieszkałam w samym mieście, uważam Bielsko (nie mylić z Białą Podlaską ani Białymstokiem) za swoje miasto rodzinne. Mogę być więc trochę nieobiektywna w swojej ocenie, bo uważam że to wyjątkowo ładne miejsce, z drugiej strony tę opinię potwierdza każda osoba, którą do Bielska zabiorę. Miasto ma mnóstwo zalet – jest na tyle małe, że łatwo jest się po nim poruszać, ale wystarczająco duże, żeby ciągle coś się działo. Jest pełne pięknych kamienic, starych fabryk i zabytkowych willi bogatych fabrykantów, ma też sporo zieleni. No i góry – nie dość, że można wybrać się na wędrówkę bezpośrednio z Bielska, to jeszcze w okolicy jest mnóstwo szlaków i sporo tras narciarskich. Jeżeli szukacie ciekawego miejsca na szybki wakacyjny wypad, to bardzo mocno polecam. Przygotowałam dla Was miniprzewodnik, pokazujący moje ulubione miejsca.

Czytaj dalej

#GIRLBOSS – książka Sophii Amoruso z Nasty Gal

Większość z Was pewnie kojarzy Nasty Gal, nawet jeśli, podobnie jak ja, nigdy nie zrobiliście tam zakupów. To internetowy sklep z ubraniami, dodatkami i butami, skupiający różne, często niszowe marki, sprzedający również rzeczy produkowane pod własną marką i ubrania vintage.

Zanim powstał sklep, Sophia Amoruso założyła w 2006 roku konto na eBayu i nazwała je Nasty Gal Vintage. Sprzedawała ubrania i dodatki sprzed kilkudziesięciu lat, które wyszukiwała w lokalnych second handach i na garażowych wyprzedażach. Później je czyściła, prasowała, komponowała stylizacje, fotografowała na zatrudnionych za hamburgera koleżankach-modelkach, wstawiała do sklepu, odpowiadała na pytania klientów i własnoręcznie wysyłała. Jak podkreśla przy każdej okazji, strona wizualna była dla niej niezwykle ważna. Dbała o to, żeby sylwetki były kobiece, stylizacje ciekawe i nadające do noszenia, a modelki nie tylko piękne, ale i pełne energii, inspirujące, pasujące do rockowo-romantycznych ubrań. Sophia wspomina, że ubierając je czuła się, jakby ubierała siebie.

Siedem lat później jest właścicielką multimilionowego biznesu i zatrudnia ponad trzysta osób. Jak to się stało? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć w swojej świeżo wydanej książce, którą niedawno ściągnęłam jednym kliknięciem na Kindle’a – system Amazona jest jednocześnie niesamowicie wygodny i bardzo niebezpieczny dla portfela, chociaż i tak zapłaciłam trzy razy mniej, niż musiałabym wydać w polskiej księgarni.

Czytaj dalej

Poranek jedyny w swoim rodzaju, czyli powrót do Peru

W weekend opowiadałam komuś o mojej podróży do Peru i przypomniało mi się, że wciąż zostało mi kilka jej etapów do zrelacjonowania. Nie miałam czasu zrobić tego od razu, a im więcej dni mijało, tym trudniej było mi się zebrać. Zdecydowanie jestem zwolenniczką spisywania wrażeń na gorąco, nic nie zastąpi takiej świeżej relacji, wspominałam o tym zresztą w poście o pisaniu. No i zwyczajnie dużo łatwiej pisze się o tym, co teraz dzieje się w naszym życiu, niż odgrzewa stare kotlety. Weekendowa rozmowa zawiodła mnie jednak do oglądania zdjęć, stwierdziłam że miejsce jest zbyt piękne, żeby nie wylądować na blogu, nie lubię też mieć niezamkniętych spraw i postów-widm, usiadłam więc do przygotowania posta z Huacachiny, oazy na pustyni.

EDIT: Wbrew moim obawom, pisało się bardzo przyjemnie, taka nieplanowana okazja do wspomnień pozwoliła mi przenieść się z powrotem do atmosfery tamtej podróży, dalej utrzymuję jednak, że najciekawsze są relacje pisane na świeżo.

Czytaj dalej

Żółty, niebieski i rower!

Dzisiaj na blogu chyba najbardziej wakacyjny post z możliwych. Startuje akcja Pepsi Light – Lekka Strona Orzeźwienia, w której do wygrania jest 28 uroczych, żółto-niebiesko-srebrnych rowerów Plumbike, dokładnie takich jak mój. Plan jest taki: kupujecie w Rossmannie butelkę 0,5l Pepsi Light lub Light Lemon, zachowujecie paragon, logujecie się na stronie www.lekkastronaorzezwienia.pl, odpowiadacie na proste pytanie i trzymacie kciuki, by jury wybrało właśnie Waszą odpowiedź.

Pepsi Light poprosiło mnie o przygotowanie trzech letnich, rowerowych stylizacji – jedną znajdziecie na zdjęciach poniżej, dwie kolejne na stronie akcji. Nie było to trudne zadanie – na rowerze jeżdżę codziennie, to mój podstawowy środek komunikacji w Warszawie. Moim ulubionym strojem rowerowym jest więc to, co akurat mam na sobie. Jeżdżę w spódnicach, sukienkach, wysokich butach, jedyne, co może być problemem to długie sukienki (mam jedną), ale i na nie jest sposób – nie próbowałam jeszcze, ale zastanawiam się, czy materiał nie jest wtedy pognieciony.

 

Czytaj dalej