Dalsza część relacji plus weekend na Podkarpaciu do wygrania

Przyszła pora na obiecaną drugą część naszej podkarpackiej wyprawy, pierwszą znajdziecie tutaj. To relacja wyjątkowa, bo z niespodzianką – sami zresztą zaraz zobaczycie!

Pierwszego dnia nasz przewodnik wspomniał mimochodem w trakcie rozmowy o serach, że będziemy przejeżdżać obok gospodarstwa Kozi Wypas. Spory błąd z jego strony – kojarzę Kozi Wypas z Facebooka, jestem zachwycona nazwą, uważam że kozy są szałowe, takie poważne i urocze, i nie przestałam się dopytywać o możliwość włączenia do programu dodatkowego punktu, dopóki nie zatrzymaliśmy się przy drewnianej cerkwi w bliskim sąsiedztwie Wypasu.

Czytaj dalej

Moje ulubione blogi o slow fashion

Już kiedyś pisałam, że znam trochę miejsc w Internecie, o których nikomu nie mówię, bo uważam je za tak dobre, że wolę je zachować dla siebie. Za każdym razem jednak pękam, prędzej czy później zaczynam czuć się jak samolubny potwór i dzielę się linkiem na blogu. Dzisiaj zdradzam Wam jedne z najbardziej dla mnie wartościowych zakątków Internetu – ulubione blogi o minimalistycznym/ rozsądnym/ slow podejściu do ubioru. Jeżeli mieliście jakieś plany na weekend, porzućcie je, bo te adresy wciągają. 

Czytaj dalej

Australijskie ciasteczka Anzac, czyli idealna przekąska podróżnika

Hej! Piszę właśnie drugą część relacji z Podkarpacia i przypomniało mi się, że kilka tygodni temu zrobiłam zdjęcia jednych z moich ulubionych ciasteczek, żeby podzielić się z Wami przepisem, i zupełnie o nich zapomniałam. Mała dygresja: fajnie jest mieć bloga, na którym wplata się różne tematy – dzięki temu jak już wrzucam jakiś przepis, to zawsze jest to coś, co naprawdę lubię i często robię, nie mam żadnej presji robienia czegoś na siłę.

Wracając do sprawy: kiedy mieszkałam w Londynie i miałam staż w The Future Laboratory, zachwyciłam się owsianymi ciasteczkami, które pewnego dnia przyniosła ze sobą do pracy Rachel, koleżanka z Australii. Okazało się, że dzień nie był przypadkowy – 25 kwietnia Australijczycy obchodzą ANZAC Day, upamiętniający żołnierzy walczących w australijsko-nowozelandzkiej armii. Jednym ze stałych elementów obchodów jest pieczenie ciasteczek, które zyskały popularność podczas I wojny światowej. Ich receptura jest tak skonstruowana, żeby bez problemu znosiły długą podróż – żony żołnierzy wysyłały im je do Europy na front.

Czytaj dalej