Wielkanocny piknik z babką ponczową

Cześć! W tym roku wypieki wielkanocne zaprzątają mi myśli jak nigdy. To wszystko dlatego, że razem z Aliną z Design Your Life, Pauliną z Lisiego Piekła, Magdą ze Skutecznie.tv, Radkiem z Polimatów i Lekko Stronniczymi Karolem i Włodkiem biorę udział w konkursie – Ciastingu Wielkanocnym. Każdy z nas dostał pod swoje skrzydła jedno świąteczne ciasto, a swoje umiejętności doskonaliliśmy kilka tygodni temu w Poznaniu, pod okiem mistrza Polski cukierników, Pawła Małeckiego.

Czytaj dalej

Playlista do biegania i kilka przemyśleń

Dzisiaj sportowo! Nie będzie porad, bo na pewno są osoby, które dużo bardziej kompetentnie Wam ich udzielą, ale podzielę się z Wami moją biegową historią, kilkoma przemyśleniami i małą playlistą.

Bieganie towarzyszy mi odkąd pamiętam. Kiedy miałam siedem lat, zaczęłam trenować narciarstwo i skończyłam jakieś dziesięć lat później. Bieganie było jednym z podstawowych elementów naszych treningów, i to w najróżniejszych formach – od interwałów po najbardziej znienawidzoną wytrzymałość. Potem miałam kilkumiesięczny epizod z trenowaniem biegów długodystansowych. Od kilku lat żaden sformalizowany sport mi nie towarzyszy, ale biegania wcale nie porzuciłam. Właściwie nie zdarza mi się mieć przerwy dłuższej niż kilka tygodni, dlatego też ciężko byłoby mi coś poradzić osobom, które chcą zacząć przygodę z bieganiem – mój organizm na tyle się przyzwyczaił do tej formy aktywności, że nawet w okresie największego obijania się mogę wstać z kanapy i przetruchtać godzinę czy więcej.

Czytaj dalej

Slow lookbook: wiosenny uniform

Wczoraj, między wizytą u księgowej a spotkaniem, poczułam spontaniczną potrzebę sfotografowania stroju, w którym żyję od jakichś dwóch miesięcy. Nie prowadzę dokładnych statystyk, ale jestem przekonana, że to właśnie ta sukienka i ten sweterek są przeze mnie noszone najczęściej.

Sweter to zresztą jeden z moich najlepszych łupów secondhandowych wszechczasów. Nie dość, że zrobiony jest z niezniszczalnego, cudownego w dotyku kaszmiru, to jeszcze ma kołnierzyk, a ja kołnierzyki uwielbiam. Marynarkę kupiłam w outlecie Mango w Londynie i też wkładam ją bardzo często, trochę ze względu na brak alternatyw – zawsze mam największy problem ze znalezieniem góry stroju, kardigany wydają mi się strasznie nudne, ramoneski oklepane, marynarki sztywne i jak już znajdę coś o idealnym balansie, to noszę ile mogę.

Czytaj dalej