Joanna Glogaza

strona główna > artykuły

Spot Digging: Mood Scent Bar

Do całej ubraniowo-urodowej filozofii slow chyba najbardziej przyciągnęła mnie chyba kwestia idealnie wypracowanego uniformu. Takiego zestawu produktów, ubrań, dodatków, w których czujemy się w stu procentach dobrze, niezależnie od humoru, i które po pewnym czasie stają się dla nas charakterystyczne. Mam wrażenie, że z natury mam do tego predyspozycje, choćby dlatego że od lat noszę praktycznie takie same ubrania.

Tak samo jest w przypadku perfum. Odkąd tylko zaczęłam ich używać, czyli pewnie od jakichś dziesięciu lat, wybieram ten sam zapach – Burberry Brit, pisałam o tym w zeszłym roku, kiedy pytałam Was o stylowe nawyki. Nie pamiętam jak na niego trafiłam, pewnie powąchałam go przypadkiem w perfumerii i spodobało mi się, jak bardzo jest nieoczywisty. Wydał mi się ciepły, zaskakujący i z klasą. I po prostu mój – kupowanie perfum traktuję jak wybieranie różdżek na ulicy Pokątnej. Nie wystarczy, że zapach jest ładny, po prostu musi ze mną „kliknąć”. Dodatkowy plus ma za to, że nie pachnie nim połowa moich koleżanek – właściwie nie spotkałam jeszcze nikogo, kto by go używał. Kiedy kończy mi się jedna butelka, kupuję następną, i zupełnie nie ciągnie mnie do eksperymentów z innymi zapachami. A przynajmniej było tak do kilku tygodni wstecz.

KatarzynaSwierc0003

Wtedy właśnie w którymś z numerów Futu trafiłam na wywiad z Victorem Kochetovem, założycielem nowej, niszowej perfumerii na warszawskim Powiślu. Opowiadał o swoim zamiłowaniu do zapachów, o  tym, jak istotna jest historia, która za nimi stoi, o antykwariatach zapachowych i o pracy nad swoją własną kompozycją. Absolutnie urzekł też mnie manifest Mood Scent Baru:

„W MOOD SCENT BAR zajmujemy się zapachem i wszystkim wokół niego. Szukanie odpowiednich perfum to przecież nie tylko wąchanie. To odnajdywanie relacji pomiędzy nami, naszą osobowością i odpowiednią kompozycją składników. Bez posługiwania się stereotypami dotyczącymi wieku, zawodu, płci. Nasz zapach musi współbrzmieć z tym, jak my się poruszamy. I tym jak chcielibyśmy poruszać innych.”

Całość zaintrygowała mnie na tyle, że kilka dni później wybrałam się z wizytą na położoną nieco na uboczu ulicę Tamka. Wnętrze jest naprawdę małe, ale wygląda pięknie. Współgra ze sobą wszystko, od miniaturowej dżungli w witrynie, po złote nożyczki rzucone na biurko. I nie chodzi tu nawet o jakieś konkretne rozwiązania – po prostu, miejsce od razu zdradza doskonały gust właściciela, tego się nie da oszukać.

KatarzynaSwierc0012

mood1

KatarzynaSwierc0005

Napisy na stojących na półkach flakonikach nie mówiły mi absolutne nic, no może poza kilkoma zapachami Comme des Garcons. Victor zaczął po kolei opowiadać nam o zapachach, i na pierwszy ogień poszły te najbardziej dla mnie niecodzienne: antyperfumy z „podwójnym dnem”, których zapachu zupełnie nie umiałam opisać, CdG Avignon o zapachu katedry i kolejne, pachnące jak taśma klejąca. Sekundę po moim „czy ktoś to w ogóle kupuje?” do sklepu wpadła dziewczyna, na oko trochę młodsza ode mnie, i po dwóch minutach wyszła z zapachem cerkwii prawosławnej zamkniętym w buteleczce. Miałam też okazję powąchać Skarb marki Humecki&Graef, inspirowany słowiańską duszą, pachnący lubczykiem, pszenicą, absyntem i, jak później doczytałam, selerem. Kto by nie chciał pachnieć jak seler?

A skoro już o Polsce mowa, to potwierdziło się, że tak jak mi się wydawało, nie mamy żadnej naprawdę godnej uwagi marki produkującej perfumy. Szkoda, bo uważam że mamy mnóstwo pięknych zapachów do wykorzystania. Wracając, zastanawiałam się który z nich wytypowałabym na swój ulubiony i myślę, że byłby to zapach mokrej ziemi wczesną wiosną.

KatarzynaSwierc0001

KatarzynaSwierc0015

KatarzynaSwierc0002

Byłam bardzo ciekawa, w jaki sposób Victor pomaga klientom wybierać perfumy, a ponieważ sama chciałam znaleźć coś nowego, stwierdziłam że najprościej będzie przetestować ten proces na sobie. Na samym początku zapytał mnie o perfumy używane dotychczas. Później – czy mam jakieś wyobrażenie tego, czego szukam. Nie miałam, albo przynajmniej nie umiałam go wyrazić, w przeciwieństwie do innych osób odwiedzających perfumerię – Victor wspomniał o kimś szukającym zapachu, który będzie przypominał mu „herbatę w lesie, rano”.

Wąchałam więc kolejne papierki, ciągle próbując określić czy jesteśmy na dobrym tropie, a Victor do każdego dorzucał niesamowite opowieści z mnóstwem dygresji w stronę historii nie tylko perfumiarstwa, ale i choćby mody. Jeżeli będziecie mieli okazję pojawić się w Mood Scent Barze, koniecznie pociągnijcie go za język. Od lat pracuje w zapachowej branży, wie niesamowicie dużo i potrafi opowiadać tak, że zupełnie zapomnicie, że jesteście w Warszawie i musicie zaraz iść na pocztę. Rozgałęziające się nawiązania gwarantują, że wyniesiecie z takiej rozmowy dużo więcej, niż prostą odpowiedź na postawione pytanie – mała próbka tutaj. Dlatego nie miałabym serca streszczać w kilku zdaniach odpowiedzi Victora na pytania, które podsunęliście mi na FB, zresztą nie wszystkie miałam czas zadać – ale bardzo warto to zrobić przy jakiejś okazji samemu.

KatarzynaSwierc0009

KatarzynaSwierc0017

KatarzynaSwierc0018

Zaskoczyło mnie, że bez problemu rozróżniam kolejne zapachy – zwykle w perfumeriach po dwóch pierwszych próbach wszystkie kolejne zlewają mi się w jedno. Podobno wynika to z między innymi z faktu, że w Sephorach czy innych Douglasach już na wejściu jesteśmy atakowani przez chmurę pomieszanych zapachów, której w tak małym i „kontrolowanym” miejscu udaje się uniknąć.

Jak zwykle w takich momentach, poczułam się trochę przytłoczona liczbą możliwości i postanowiłam zastanowić się nad opcjami na spokojnie. Zostałam wyposażona w szereg opisanych próbek, ale po kilku tygodniach testowania byłam właściwie w punkcie wyjścia – było kilka zapachów, które mi się spodobały, ale żaden mnie nie porwał.

Dlatego postanowiłam wczoraj wpaść po ratunek i jeszcze raz zdać się na intuicję Victora. Znów miałam okazję usłyszeć kilka świetnych opowieści – o tym jak wygląda nauka w szkole perfumiarstwa czy o tym, jak to jest spotkać Yves Saint Laurenta w paryskiej bibliotece. Doszliśmy też wspólnie do wniosku, że skoro od tak długiego czasu jestem zadowolona ze swoich obecnych perfum, w zupełności mi pasują i stały się już moim znakiem rozpoznawczym, to może nie warto ich niczym zastępować i zamiast tego poszukać czegoś na wieczór i wszelkie specjalne okazje. Tu poszło mi błyskawicznie – Visa de Robert Piguet pachnące białą brzoskwinią i, wśród mnóstwa innych rzeczy, zamszem, okazały się strzałem w dziesiątkę. Pomyślałam, że mogłaby nimi pachnieć bohaterka tego teledysku i już wiedziałam, że będę nimi pachnieć i ja.

KatarzynaSwierc0011

mood3

KatarzynaSwierc0014

Wyszłam stamtąd z pięknie zapakowanym w papier pudełkiem, uczuciem absolutnego zachwytu świeżo dokonanym zakupem, plus, co chyba najważniejsze, olbrzymią dawką inspiracji do działania. Tak powinno wyglądać doświadczenie zakupowe i myślę, że założyciele Mood Scent Baru dobrze o tym wiedzą. To naprawdę niełatwa sztuka, uzyskać na kilku metrach kwadratowych atmosferę luksusu z elementem tajemniczości (pcha mi się tu na klawiaturę fraza „tajne stowarzyszenie”, ale nie wiem jak miałabym ją wytłumaczyć) i jednocześnie sprawić, by klienci nie czuli się w żaden sposób osaczeni.

Właśnie tak chcę robić zakupy i mam nadzieję, że za każdym razem, kiedy użyję mojego nowego zapachu, będę sobie przypominać jak dobrze jest unikać bylejakości.

KatarzynaSwierc0019

 

zdjęcia – Katarzyna Świerc

Dzięki za lekturę!

Jeśli nie chcesz przegapić moich nowych artykułów, odcinków podcastu czy książek, zostaw swój adres e-mail:

60 thoughts on “Spot Digging: Mood Scent Bar”

  1. Chyba sesja źle na mnie wpływa, bo wzruszył mnie fragment o zapachu herbaty, rano w lesie :) Miło czytać o takim miejscu – zarówno jeśli chodzi o jakość obsługi jak i same oferowane produkty. Może w końcu udałoby mi się znaleźć TEGO JEDYNEGO ;)

  2. Bardzo ciekawe miejsce :) Ja również mam problem ze znalezieniem czegoś nowego, niby zapach mi się podoba, a potem czuje i słyszę o nim wszędzie. Może w opisanym przez ciebie miejscu znajdę to COŚ.

  3. Ja właśnie przepadam za zapachami prostymi i oczywistymi, pachnącymi jedną, konkretną nutą. Nie znoszę natomiast słodkich, ciężkich zapachów, w których mocno czuć alkohol.

  4. ja też do tej pory z „niszowych” perfum znałam tylko comme des garcons – i bardzo je lubiłam.
    to jeden z Twoich najlepszych (subiektywnie – dla mnie) postów ostatnio, mam wielką ochotę odwiedzić to miejsce. dzięki!

  5. Niesamowite, nie miałam pojęcia, że takie miejsca istnieją. Czytając tego posta poczułam się zrelaksowana, całkiem jakbym piła „herbatę, rano w lesie” :D

    1. Ale takie „reklamy” są potrzebne – w życiu bym się sama o takim miejscu nie dowiedziała, a to chyba to, czego szukam! No i fajnie wiedzieć, że w ogóle takie miejsca istnieją. Poza tym pokazuje to w jak różne strony działa coraz popularniejszy trend, nazwijmy go sobie roboczo, „bespoke” – to po prostu ciekawe.

    2. Oj tam, oj tam. Dobre rzeczy warto reklamować, tym bardziej, jeśli może to pełnić rolę informacyjną, a nie manipulacyjną. Manipulacji w poście nie widzę. Cieszę się za to, że o takim miejscu się dowiedziałam. Zresztą Joanna co rusz coś reklamuje – Warszawę, Kraków, Londyn, zdrowie, własny styl, ciekawość świata, odwagę w zamienianiu marzenia na plany i zdroworozsądkowe podejście do życia.

    3. Cześć! W poście jest przecież opisane że przeczytałam o MSB w gazecie, to raz. Dwa – wszystkie posty w ramach współpracy reklamowej są u mnie na blogu oznaczone. Ten, jak widać, nie jest. Zawsze jestem w porządku wobec moich Czytelników, więc nie wiem skąd taka podejrzliwość i dopatrywanie się reklamy tam, gdzie je nie ma. Pod ostatnim postem pojawiły się głosy, że nie było dawno odkrywania ciekawych miejsc, więc starałam się spełnić te oczekiwania. Pozdrowienia!

      1. Jesteś jedną z dwóch blogerek (Olfaktoria jeszcze to popełnia), które jasno piszą o reklamach i nie. Dziwne, że teraz coraz więcej na blogach wpisów sponsorowanych i reklamowych , które wcale nie są oznaczane, czytelnicy się łapią na tym, a bloger zarabia. ;)

  6. CdG Avignon – moje ulubione perfumy!!! Używam ich niezmiennie od 3 lat i trudno mi pogodzić się z faktem, że kiedyś mi się skończy ostatnia kupiona na zapas buteleczka. OK, zalatuje to kościołem (jak dla mnie bardziej katolickim niż prawosławnym – od dłuższego czasu kusi mnie Zagorsk z tej linii), ale ten zapach jest dla mnie mimo wszystko nieoczywisty. Czuję w nim po prostu stare drewno, którego dotykały tysiące ludzkich rąk, trochę mokre. Do tego spalone drewno, też wilgotne, jak palenisko po deszczu. Do tego silny aromat łąki, głównie rumianku. Czasem pachnie to takim drewnianym „wigwamem” dla turystów gdzieś w środkowoeuropejskich górach :)

  7. Nie wierzę, że ktoś poza mną ma taką słabość do Burberry Brit! Używam ich od kilku lat, z krótkimi romansami z innymi zapachami. Są idealne, bo klasyczne, ciepłe, lekko pudrowe. Też poniekąd stały się moim znakiem rozpoznawczym.

  8. Jestem bardzo wrażliwa na zapachy i tylko nieliczne rodzaje perfum jestem w stanie wytrzymać „na sobie”; nie wspominając nawet o tym, na co sama zwróciłaś uwagę – duże, komercyjne perfumerie atakują intensywnym zapachem na wejście, ból głowy w ciągu pierwszych pięciu minut murowany. W tym kontekście „herbata w lesie, rano” brzmi niesamowicie kusząco, szkoda, że jestem tak daleko od Warszawy.

  9. Czytałam o tym miejscu u Sabbath of Senses i już wtedy żałowałam, że do Warszawy tak daleko. Po Twojej relacji żałuję jeszcze bardziej. Thank you thank you za ten wpis. Teraz wiem, że przy najbliższej okazji (czyli jakiegoś wyjazdu do Waw) muszę koniecznie tam pójść i na pewno nie wyjdę z pustym rękami.
    Sama każdego dnia mogłabym pachnieć czymś innym, chyba nie dałabym rady przez 10 lat używać tego samego zapachu. Te cdg o zapachu cerkwi to Zagorsk – sam temat przewodni sprawia, że chcę je mieć, chociaż bardziej choruję na kadzidlany Songe de Bois Guerlaina, którego poza próbkami, nigdzie w PL nie da się kupić:)

  10. Podobnie zakręcony sklep jest w Krakowie na Kazimierzu, więc polecam wizytę. A znam jedne polskie perfumy, które pachną w pewnym sensie „polsko”. Liśćmi pomidorów.

  11. witam. chciałam zapytać, czy zwróciłaś uwagę, jaki Victor ma stosunek do opakowań/flakoników. czy uważa, że są istotne, czy wręcz przeciwnie, że nie da się dopasować flakonu do zapachu. ciekawi mnie to, ponieważ widzę, że serie mają inne opakowania, ale konkretne zapachy z serii się flakonami nie różnią.

  12. kiedyś byłam w Galilu na Mokotowskiej, podobne wrażenia. perfumy o zapachu benzyny, czy palonej opony.. niektóre super,niektóre na początku dziwne a dopiero później zaskakujące. pani,która akurat wtedy była miała niesamowitą umiejętnośc opowiadania o nich, o nutach,o tym jak dany zapach się rozwija z godziny na godzinę. polecam:)

  13. Cześć! Wspominasz o tym, że posty „reklamowe” są oznaczane… w jaki sposób? Wydaje mi się, że coś mi umknęło :))

    1. Cześć Gosia. Pewnie że są, ukrywanie reklam jest strasznie nieprofesjonalne i po prostu nie fair. Mam nadzieję, że kiedyś będzie też nielegalne. Po pierwsze zawsze w poście jest wzmianka, że jest we współpracy z marką czy na polecenie marki, w widocznym miejscu, najczęściej w pierwszym akapicie, poza tym są otagowane jako reklama, tagi widać na dole posta i można po nich wyszukiwać treści.

  14. Ja od lat szukam perfum o zapachu, który zapamiętałam z dzieciństwa – był to zapach ciuchów z paczek, które dostawaliśmy w latach 80-tych od rodziny z Francji:) Do tej pory nie wiem, co to był za zapach.. Był jednak trochę zbyt wysublimowany jak na zwykły detergent, czy płyn do tkanin, może to był zapach jakichś perfum właśnie (nie wiem czemu w sumie nie dopytałam, teraz już za późno..), pachniało nim dosłownie wszystko i to przez dłuższy czas.. Nie ma się co dziwić, że budzi we mnie mega pozytywne skojarzenia:) Kto wie, czy nie wpłynął na całe moje życie, bo do teraz robię w ciuchach sprowadzanych z zagranicy, niestety lumpeksy nie pachną tak ładnie;))
    Do tej pory wytypowałam trzy rodzaje perfum przypominających ten zapach: Hermes Marveiles, Bottega Veneta, Elle YSL, teraz pozostaje mi tylko zdecydować który jest najbadrdziej zbliżony i będę mega szczęśliwa móc go kiedyś zakupić:) Właśnie dziś nawet nad tym rozmyślałam, bo planuję post nt. mojej ciuchowej historii, a ciuchy z paczek Francji i ich zapach są jej elementem, a tu taki wpis o podobnej tematyce:)

    1. To daj koniecznie znać czy się udało – ta historia jest naprawdę mega, filmowa. Mogłabyś ruszyć w wielką podróż w poszukiwaniu zaginionego zapach z paczek z Francji:)

  15. Cudowna przestrzeń, muszę się tam wybrać podczas najbliższego pobytu w stolicy. No i fascynujący facet, szkoda, że nie ma video ze spotkania. ;)

  16. Ja już od kilku lat uwielbiam wprost moje perfumy. Kiedy ktoś pyta mnie, co to za zapach, odpowiadam – figa z makiem. Takie są wlaśnie główne nuty :)

  17. Burberry Brit, moje ulubione! Kupiłam je przypadkiem, po wcześniejszym rozpoznaniu zapachu przez małe podróżne próbki. Są to tak delikatne perfumy, a jednocześnie z charakterkiem. Uwielbiam je mieć na sobie z samego rana, a potem biegać po szpitalu i cieszyć się tym zapachem, a nie wciągać zapach dezynfekcyjnych płynów :D

    W Krakowie na Kazimierzu też jest mała niszowa perfumeria. Nazwy nie pamiętam, ale wiem, że jest i ma perfumy o zapachu katedry i starych książek.

    Serdecznie pozdrawiam!

  18. Mama Stasia

    Ta perfumeria na Kazimierzu w Krakowie nazywa się Lulua, ulica Józefa… Ciągle tam coś wącham, a moje ulubione z serii Incense CdG to Kyoto- zapach japońskiej świątyni:)

  19. Słyszałam juz o tym miejscu i nie mogę się doczekać aż w końcu tam trafię, zwłaszcza, że utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że warto to zrobić. Jestem wielką pasjonatką perfum i świata zapachów, prowadzę również bloga o tej pasji, dlatego też bardzo CI zazdroszczę rozmowy z VIctorem Kochetovem.

  20. Nic chyba mnie nie cieszy tak, jak flakon dobrych perfum. Zapach dla mnie jest dużo ważniejszy niż ubranie, więcej może powiedzieć o człowieku, który go nosi. Mężczyzna, który pachnie nieziemsko o wiele bardziej przyciąga niż ten, który tylko wygląda nieziemsko. ;) Jak tylko będę w Warszawie będę musiała odwiedzić Mood Scent Bar. Pozdrawiam!

  21. Fajnie, że temat niszowców zagościł na Twojej stronie, tym bardziej, że to bardzo intrygujący świat. Visę znam i lubię, choć dla mnie jest za bardzo retro – kojarzy mi się z toaletką babci, na której stoją pomadki Celii – tym dla mnie pachnie Visa. Sama długo szukałam swojego ulubionego zapachu, który miał pachnieć marokańskim sukiem z dużą ilością przypraw, do tego być niszowcem rzadko spotykanym i nierozpoznawalnym, a gdy go wreszcie znalazłam, to okazało się, że moja druga połowa go nie znosi, twierdząc, że pachnę zatęchłym kościołem. Ech, życie… :)

  22. Cześć, od niedawna Cię czytam, ale bardzo się wciągnęłam w blog i jestem zachwycona, bo jak zauważyłam – odkryłyśmy podobne miejsca w podobnym czasie! W Peru byłam przez miesiąc w ostatnim wrześniu, w październiku po raz pierwszy na Podlasiu (i wróciłam absolutnie zachwycona!), a, chociaż pochodzę z Sopotu, ostatni rok w zasadzie przypadkowo mieszkałam w Bielsku-Białej, której przed przeprowadzką nie znałam zupełnie :-) Pozdrawiam Cię serdecznie i – wobec zbieżności tematów – zapraszam na mój blog na zdjęcia z Bielska i Podlasia. A skoro kochasz góry, to może i na mój post o moim rodzinnym Domu w Zakopanem :-) Trzymaj się!

  23. Na co dzień mieszkam w Krakowie i żałuję, że tego miejsca nie da się tam przetransportować. To środowisko jest wręcz stworzone do wybierania zapachu, który najlepiej odzwierciedla nas, naszą osobowość, nasz humor. To ogromna przygoda, a ceny nie są wygórowane. Muszę odwiedzić :)

  24. Hejo, a mi sie bardzo podoba ta kurtka w ktorej jestes na zdjeciach :D
    czy mogla bys zdadzic co to za model ?
    Pozdrawiam,

  25. Pingback: Niszowe perfumy i mini konkurs z Mood Scent Bar — Style and Life

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *