Sztuka prostoty

minimalizm

Jakiś czas temu marka Dilmah wyznaczyła mi zadanie bojowe – stworzenie posta nawiązującego do życia w stylu slow i w zgodzie ze sobą. Podeszłam do niego z dużym entuzjazmem, bo wartości z tej półki są mi bardzo bliskie. Bardzo doceniam fakt, że prowadząc własną działalność mogę pracować w trybie, który najbardziej mi odpowiada i zwykle mam też czas na przyjemności.

Staram się zajmować tym, co naprawdę lubię, doceniam prostotę, ograniczam to, co jest mi niepotrzebne i bezsensownie mnie rozprasza. Przenoszę to również na poziom dóbr materialnych i, jak wiecie z moich postów o slow fashion, staram się, żeby moja garderoba była możliwie niewielka, za to jak najlepiej mi służąca. Często słyszę więc porównania do tak zwanych minimalistów. I za każdym razem powtarzam, ostatnio w wywiadzie dla Minimal Plan, że absolutnie nie chciałabym przyklejać sobie takiej etykietki. Wiele razy mówiłam już, że nie lubię nie tylko nadmiernego skupiania się na posiadaniu, ale i na nieposiadaniu, i swoją postawę najchętniej nazwałabym po prostu zdrowym rozsądkiem.

dilmah2_1

Moje krytyczne spojrzenie na dopisywanie ideologii do zwykłego zdrowego rozsądku przeżywa swoje apogeum w przypadku „Sztuki prostoty” Domenique Loreau. To niemal święta księga dużej części internetowych minimalistów – co chwilę natykam się na jakieś wzmianki, cytaty. I właśnie ze względu na jej kultową niemal pozycję postanowiłam trochę odczarować ten minimalistyczny manifest.

W większości zgadzam się z głównymi tezami. Prostota i skromność służą nam lepiej niż nadmierna konsumpcja, ludziom, którzy naprawdę wnoszą wartość w nasze życie, nie musimy imponować coraz to nowszymi gadżetami, spokój i stanowczość w relacjach popłacają, a praca nad sobą pozwala nam nabrać pewności siebie i być lepszymi również dla innych. To oczywistości, które nie podlegają dyskusji. Za to sposób ich podania doprowadza mnie do białej gorączki. Pseudofilozoficzne prawdy a’la Paulo Coehlo może i sprawiają, że całość wydaje się bardziej „uduchowiona”, a umiarkowanie rzetelny poradnik obrasta w „ambitniejsze” piórka , ale mnie automatycznie uruchamiają „radar na bzdury”.

dilmah2_6

„Płynny styl architektoniczny albo styl białej przestrzeni sprawiają, że przedmioty istnieją dzięki otaczającej je pustce” – co to w ogóle znaczy? Pomijam już dziesiątki nieścisłości, zalecanie jedzenia zbóż na jednej stronie i odradzanie ich na następnej czy dyktatorski nakaz trzymania w łazience jedynie mydła, szamponu i oliwy, by na następnej stronie rozwodzić się nad podkładami. Mocno absurdalne są też porady dietetyczne Autorki –„objętość posiłku nie powinna przekraczać wielkości pięści”, „powtarzaj sobie: jestem na drodze do posiadania idealnego ciała (…) przysięgam, że zrobię wszystko, co w mojej mocy by ten cel osiągnąć jak najszybciej: jeść mało, ćwiczyć, zmienić otoczenie”, „mogę iść do restauracji i poprzestać na rozmowie, nie muszę jeść”. Loreau brzmi jak doskonały materiał na guru ruchu pro-ana.

Dziwi mnie niedojrzała postawa Autorki, dorosłej przecież osoby, fakt że zdaje się mieć odpowiedź na wszystko, stawia się w pozycji ekspertki z psychologii, kosmetologii, dietetyki i wielu innych dziedzin. Mam smutne wrażenie, że ma niewielkie pojęcie o dyscyplinach, w których w autorytarnym tonie doradza innym. Czytając szeroki zbiór nakazów i zakazów, zaczynających się na płynie do czyszczenia, a kończących na dolegliwościach medycznych, zastanawiam się wyłącznie nad tym, czy Autorka pomyślała o odpowiedzialności za swoje słowa.

dilmah2_5

Etykiety ułatwiają życie, a nasz umysł lubi iść na skróty i korzystać z gotowych schematów. Kuszące jest przejmowanie gotowych ideologii, zwłaszcza napisanych w tak lekki i wciągający sposób jak „Sztuka Prostoty”. Być może warto jest przejąć niektóre elementy, wprowadzić część zaleceń do swojej codzienności, jeżeli wierzymy że rzeczywiście mogą nam one pomóc. Dobrze jest jednak na chwilę się zatrzymać i zastanowić, czy to co nas porywa na pewno ma sens. Jak mówią Amerykanie, „use your judgement”, nigdy nie bądźmy bezkrytyczni.

79 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. M.

    Chyba w odpowiednim dla mnie momencie napisałaś ten post, gdyż dopiero zaczęłam czytać książkę, o której piszesz.
    Być może jest to dla mnie wskazówka, żeby nie wpadać od razu w taki zachwyt nad nią, a podejść ze wzmożoną czujnością :)

  2. grendella

    Czytam Twojego bloga regularnie, jednak właściwie nie komentuję. Tym razem jednak naprawdę chcę Ci powiedzieć, że Twoje posty tchną spokojem, rozsądkiem i prostotą. Jawisz mi się jako osoba, która bardzo refleksyjnie i krytycznie podchodzi do mód, szałów i trendów i Twoje miejsce w sieci jest bardzo potrzebne! Serdeczności i życzenia, obyś zawsze czerpała radość z blogowania :)

    1. Buerliniii

      Zgadzam się. Bardzo spodobał mi się ten wpis. Czy znasz jakąś inną książkę tego typu, ale która odzwierciedla Twój sposób myślenia, czyli jak to powiedziałaś „zdrowy rozsądek”, a nie popadanie w drugą skrajność? Z chęcią bym sobie poczytała :)

        1. Style Digger Autor wpisu

          Evernote aplikację? Chyba nie, bo dopiero ją niedawno ściągnęłam na telefon, a na komputerze do organizacji używam Trello. Książkę odzwierciedlająca w 100% mój sposób myślenia musiałabym chyba napisać:) Ale jeżeli chodzi o prostotę, minimalizm itp., to trzymam się raczej blogów, czytałam parę książek z tej półki z modowej działki – Paryski Szyk to koszmar, Lekcje Madame Chic w miarę spoko, napiszę o nich niebawem, za to zawsze polecam Lucy Siegle i jej „To die for”, ale to już trochę bardziej w stronę etyki w branży mody.

  3. Julia

    Wreszcie znalazłam kogoś kto krytykuje tę książkę. Sztuki prostoty nie czytałam, ale kiedy w ręce wpadła mi sztuka umiaru tej samej autorki postanowiłam zobaczyć czym wszyscy się tak bardzo zachwycają. Jeżeli już w sztuce prostoty pani Loreau brzmi jak guru pro-ana to zdecydowanie nie sięgaj po jej książkę całą poświęconą odżywianiu. Również pełna nieścisłości. Główny przekaz książki zmieściłby się w prostym opisie „garść jedzenia, ładne podanie, kup pudełeczko z laki + garść przepisów”. Przepisów często nie mających nic wspólnego z tym co opisywała przez całą książkę, a to pudełeczko z laki wbiło mi się na trwałe do pamięci, bo było opisywane kilkukrotnie i to przez co najmniej pół strony. W dodatku pisane mocno mentorskim tonem. Najdziwniejszą regułą jest jednak to, że nie ważne ile jesz, ważne że dobrej jakości. Dla przykładu: ekologiczne jabłko będzie lepsze od pół kilograma nieekologicznych. Autorka zdaje się nie rozumieć, że pół kilogramem się nie najemy.

    Wygląda na to, że pani Dominique Loreau chodzi wiecznie głodna. Ja bym nie chciała ;)

      1. Julia

        Pudełeczko z laki pojawiało się zawsze kiedy była mowa o podawaniu posiłków. Pani Loreau twierdziła, że jeżeli zje garść ryżu z lakowego pudełeczka to będzie bardziej syta i zadowolona niż jeśli zjadłaby tę samą garstkę ryżu z ceramicznej miseczki.
        Potem już rozpisywała się nad jej fakturą, tym, że nie jest tak zimna jak ceramika, o kształcie pudełeczka i jego kolorze.

        1. agata

          o kurcze, haha, ciekawa ta opowiesc o pudeleczku z laki. Chyba chodzi o takie czarne chinskie pudeleczka, tak?
          Dzieki Wan obu za krotkie recenzje. Osobiscie tez nie przepadam za popadaniem w jakakolwiek przesade, i uwazam, ze najlepszym doradca jest zdrowy rozsadek :)

        2. Olga Cecylia

          Podpowiedź: po angielsku pudełeczko z laki to „laquer box” :-)
          Minimalizmu w formie „kup cośtam, żeby być szczęśliwszym człowiekiem” nie pojmę chyba nigdy…

    1. Szukająca

      Nie rozumiem co w tym poście nowego. To oczywiste, że czytając jakąkolwiek książkę czy poradnik każdy ma używać własnego mózgu odczuć i mieć własne doświadczenia, nigdy nie można ślepo brnąc przez żaden poradnik.
      Książka ta ma za zadanie ujawnić problem konsumpcjonizmu i przedstawić rozwiązania a nawet uświadomić bez ilu przedmiotów można żyć. Autorka nic nikomu nie nakazuje. Chyba,że ktoś tak przejmuje słowo pisane i ślepo wyrzuca tonę kosmetyków żeby użyć tylko naturalnej oliwy.A potem nie wie co z nią zrobic i ma pretensje do autorki. Wszystkie informacje traca ważność. każdy jest indywidualny, sprawa oczywista. Gdyby tak się zastanowić nad zawartością kosmetyków zajmujących 90% drogerii….cóż, jeśli ktoś woli kupić za 100zł preparat zawierający 30% oleju arganowego niż czysty olej arganowy połowę tańszy ( to tylko przykład) to proszę bardzo. Ludzie boją się zmian na myśl o wyrzuceniu swoich gratów dostaje gęsiej skórki. Boicie się wyjść ze strefy swojego komfortu i w ten sposób spokojnie, żadna zmiana wam nie grozi.

  4. Olimpia

    Nareszcie ktoś napisał sensownie o tej książce! Czytając ją przed laty, miałam te same odczucia co Ty. Zgadzam się z ogólnym przesłaniem, ale ton autorki i pewne fragmenty tekstu są niedorzeczne.
    Jeszcze gorsza, moim zdaniem, jest książka „Sztuka planowania”. Zawiera ona oczywiście kilka fajnych porad, ale Dominique dosłownie każe nam sporządzać listy dotyczące wszystkiego. Mi to wygląda bardziej na nerwicę natręctw, niż na minimalizm, ale co ja tam wiem… :)
    Pozdrawiam,
    Olimpia

  5. K.

    Uwielbiam tak rozsądne podejście. Sztuka Prostoty stoi na mojej półce i zdarza mi się do niej wracać, ale tylko do rozdziałów poświęconych wnętrzom. Czytanie reszty porzuciłam po dwóch bezskutecznych próbach :)

  6. Wiktoria

    Post daje dużo do myślenia, bo jest zupełnie tak jak piszesz. Nasz umysł lubi korzystać z gotowych schematów :) Nie powinniśmy traktować wszystkiego poważnie i dosłownie, a zwykłej książki, jak Pisma Świętego. Każdy z nas ma swój rozum i potrafi wszystko zinterpretować po swojemu i dostosować do swojej osoby, do swojego trybu życia. Osobiście nie czytałam książek tej autorki, choć od jakiegoś czasu się przymierzam. Czytałam jednak „Lekcje Madame Chic” Jennifer L. Scott. Książka bardzo przyjemna, choć niektóre rady wydają się być odrobinę skrajne, niektóre są jednak humorystyczne i łatwe do zastosowania. W gruncie rzeczy, książka godna polecenia, do własnej interpretacji :)
    Daj znać, czy czytałaś, lub o niej słyszałaś. Jestem bardzo ciekawa. Pozdrawiam gorąco, W.

    1. Style Digger Autor wpisu

      Czytałam, czytałam, napiszę o niej w którymś z postów, mam podobne odczucia właściwie – spoko, ale jakoś mną nie wstrząsnęła, pewnie dlatego że jest napisana z bardzo amerykańskiego punktu widzenia i dla Autorki odkryciem jest że można pójść do małego sklepu piechotą zamiast jechać samochodem do supermarketu – taki pierwszy z brzegu przykład.

  7. Asia

    Dziękuję Ci za ten wpis!
    Twoje posty w duchu slow i minimal (jestem jak najdalsza od przyklejania etykiety) są takie ludzkie i… normalne? Bez mentorskiego podejścia.
    Ostatnio przechodziłam fascynację minimalizmem i rzeczywiście bardzo szybko fascynacja stylem życia pt. „mieć mniej niż 100 rzeczy” ustąpiła miejsca podejściu zdroworozsądkowemu. :)
    Tak jak piszesz, wszystko dobrze przepuścić przez swoje „sito”. Jak coś jest dla wszystkich – jest dla nikogo. Spostrzeżenie, że nieposiadanie też może być ograniczeniem – b. trafne.
    Co do Loreau, myślę, że ona jest dobra jako inspiracja i przez chwilę byłam zaciekawiona. Nawet ten mentorski ton nie wkurza. Jednak kiedy pierwsze emocje opadną – staje się płytka i śmieszna.
    Na plus dla tych książek przemawia to, że rzeczywiści są lekkostrawne i dzięki temu sporo osób zaczyna myśleć o kwestiach posiadania.

  8. Kasia

    Książka leży u mnie na półce i zbiera kurz. I choć próbowałam przebrnąć przez pierwszy rozdział, szło (i nadal idzie) mi to bardzo opornie. Nie bardzo mogłam zrozumieć, co robię nie tak – przecież o autorce i jej poradach wszędzie ochy i achy!

    Tymczasem okazuje się, że nie tylko ja odbieram tą książkę negatywnie, że irytują mnie te wszystkie górnolotne stwierdzenia.

    Dziękuję :)

  9. Olga Cecylia

    Przyznam, że ja w ogóle nie lubię poradników – od czasu liceum, kiedy fascynowało mnie Feng Shui i czytałam na ten temat bardzo dużo, próbowałam przemeblować pokój, żeby mieć lepsze życie i zawsze zostawałam z koszem na śmieci, którego nie wolno było postawić w żadnym kwadracie ;-)

    Nie ma chyba uniwersalnego sposobu na szczęście. To, co zadziałało u jednej osoby, nie będzie kompletnie pasować do innej. Zdecydowanie wolę osoby, które dzielą się z czytelnikami swoimi patentami na coś – bez dogmatyzacji, wywyższania się i głoszenia prawd objawionych. Takie jak Ty :-)

  10. if

    Podoba mi się wyjątkowo to zdanie: „Moje krytyczne spojrzenie na dopisywanie ideologii do zwykłego zdrowego rozsądku przeżywa swoje apogeum […]’. Dziś chyba każdy próbuje zrobić karierę dopisując ideologię do czegoś, co każdy z nas już wie i co potrafi. Nie znam tej książki, pewnie nawet nie zwróciłabym na nią uwagi, bo dla mnie to kolejny poradnik w stylu ‚jak żyć’, których nie czytuję. Nie wiem dlaczego ludzie dają się na to nabierać. Dzieje się trochę tak w dzisiejszych czasach, że w dojściu do każdej prawdy jest ludziom potrzebny zawsze jakiś mentor, a nie potrafią do pewnych prawd docierać sami. Chcieliby posiąść wiedzę i doświadczenie trzydziestokilkulatków, mając lat naście, nie pozwalając sobie na błędy i zdobycie doświadczenia. Po co w ogóle coś takiego się czyta? Nie pytam celowo – po co się pisze, bo wiadomo. Ale dziwię się, że ludzie sięgają po takie lektury choć niech będzie, że to kwestia gustu…

    1. Style Digger Autor wpisu

      Ooo na pewno tak jest, że potrzebujemy przewodników stada, na pewno szukamy też drogi na skróty. I niby wiemy, że od gadania do robienia jest dłuuuuga droga, a jednak kupujemy jeden poradnik za drugim. Wniosek – nic tylko je pisać albo wydawać:)

      1. Szukająca

        Człowiek zawsze dąży do łatwizny, więc co się mu wpycha to bierze pod warunkiem obietnic, że wszystko będzie łatwe i przyjemne osiągnięte w superszybkim czasie.
        Jedno jest pewne trzeba mieć swój rozum. Nie przejmować go też z blogów, których pisanie również zrobiło się popularne niczym pisanie poradników. A znacie tych ludzi i ich kompetencje?
        Ot wielkie mi co podpatrywać cudze przemyślenia. Mam swoje.
        Tak jak życie mam swoje i mnóstwo rzeczy do zrobienia.

  11. Klaudia

    „Sztuka prostoty” należy do jednych z moich ulubionych książek, czytałam parę razy. Oczywiście nie powinno się jej traktować dosłownie i wybierać tylko to, co jest zgodne z naszymi przekonaniami. Wiele osób traktuje tę książkę jak przewodnik, instrukcję, przepis, a żadna książka nie da nam złotego środka dla nas. Mi „Sztuka prostoty” pozwoliła poukładać myśli i lepiej się zrozumieć. Pożyczałam też koleżanką i każda była zadowolona. Widzę jednak, że wzbudza kontrowersje. Mimo wszystko zachęcam do lektury.
    PS Podobało mi się bardzo spostrzeżenie , że alone wywodzi się z all one :) albo że mamy dwoje uszu, jedne usta, więc powinniśmy słuchać 2 razy więcej niż mówić, jak dla mnie inspirująca książka

    1. kkk

      pożyczyłam koleżankOOOOMMMM, ludzieeee czy juz nikt nie potrafi poprawnie odmieniac rzeczownikow??? :/:/ to jakas plaga ostatnich czasow :/ koleżankąąąą to możesz co najwyżej być!

  12. U.

    Przeczytałam kiedyś jednym ciurkiem”The Power or Less” i „Zen to Done” Leo Babauty, „Organize Now” Jennifer Ford Berry, „Organized Simplicity” Tsh Oxenreider i „Sztukę planowania” Loreau. (Na swoją obronę mam tylko tyle, że jestem typ researchera-planisty, co nawet jak łazienkę sprząta, to musi najpierw o tym poczytać.) Przy Loreau doszłam do wniosku, że to jest wszystko jednak kolejna religia, a ja do religii maści wszelkiej podchodzę raczej sceptycznie.
    Pozdrawiam.
    P.S. Kolejny rewelacyjny post. A podoba mi się tym bardziej, że się z nim w 100% zgadzam ;)

    1. kkk

      boze drogi, nastepna yntelektualystka :/:/ nie uzywaj zwrotow ktorych znaczenia nie rozumiesz! przeczytalas jednym ciurkiem? powaznie?? rece opadaja :/ jednym ciurkiem to mozna cos wypic albo olać a czyt sie jednym TCHEM.

      1. U.

        Wybacz, masz rację. W pośpiechu nałożyło mi się jednym ciągiem (bez przerwy) i ciurkiem (oczywiście w przenośni). „Jednym tchem” byłoby rzeczywiście najlepsze. Serdecznie dziękuję za tę jakże miłą i konstruktywną krytykę. Tak wiele się dziś nauczyłam.

      2. milou

        Jak już wytykasz błędy innym, to chociaż sam/sama pisz poprawnie. Polskie znaki bolą? Pomijam fakt, że można komuś zwrócić uwagę w znacznie milszy sposób niż plucie jadem.

    2. Style Digger Autor wpisu

      Tak tak, zdecydowanie mają sekciarskie zacięcie. I znam ten typ, bo też czasem w podobny tryb wpadam:) Szukam ciągle kogoś, z ciekawszym, świeższym podejście, jak znajdę to się podzielę!

  13. Kamila

    Czytałam „Sztukę prostoty” rok temu, wydała mi się zbiorem ortodoksyjnych zasad. Wytłumaczyłam to sobie wtedy, że z założenia odbiorcami miały być osoby, które niekoniecznie wiedza coś na temat prostoty, czy też minimalizmu (jak zwał tak zwał), a forma, jak to ujęłaś, mentorski ton ma za zadanie zwrócenia im uwagi na to jak wygląda ich życie. Przekaz krzyk miał na nich zadziałać.
    Mi także przeszkadzały nieścisłości, to że autorka zaprzecza sama sobie… itd.
    Dla mnie było to dosyć niestrawne, choć bardzo fajnie, że ktoś się pokusił o zebranie pewnych spostrzeżeń w książkowej wersji.
    Szkoda, że kolejne książki pani Loreau nie stają się coraz bardziej dojrzałe… (sztuka minimalizmu też jest kiepska) na razie pozostają mi blogi jako źródło inspiracji.

  14. nugatowa

    W końcu! W końcu ktoś napisał opinie o tej książce z która się zgadzam! Koniec peanów zachwytu- wydaje mi się ona zbiorem niekonsekwentnych uwag autorki i razi mnie to okropnie. Książka napisana dość protekcjonalnie dopuszczająca „jedną i jedyną prawdę” Pani Loreau. Styl dość trudny do przełknięcia. O wiele bardziej przypadła mi do gustu „Lekcje Madame Chic”, tam nie ma przymusu tylko jedna uwaga: dostosuj rady do siebie bo każdy jest inny.

  15. Otomleko

    Hej,

    czytam Twojego bloga prawie od poczatku jego powstania. Uwielbiam patrzeć jak ewoluuje. Trochę sentymentalnie obserwuję, że obie się zmieniamy, ja też :) I bardzo dobrze, że nie pozwalasz swoim „starym” czytelniczkom „wyrosnąć” z Twojego bloga.

    Mam pytanie zupełnie nie na temat, ale nie wiem gdzie je umieścić. Chcę kupić buty do biegania. Za cel życiowy postawiłam sobie kupienie butów marki, która nie zbija zysku na nierównym handlu, czy kosztem niewolniczej siły roboczej.
    Znasz może książki/artykuły, które mogłyby mnie w tym kontekście przestrzec przed pewnymi markami i skierować ku innym?

    1. ania

      Polecam sprawdzić buty od Patagonii – firmę założył legendarny wspinacz, któremu, krótko mówiąc, środowisko leży na sercu :-) na pewno ich produkty są możliwie eco-friendly, natomiast jeśli chodzi o etyczny proces produkcji – z tego co wiem, część produkcji wytwarzana jest w krajach z tanią siłą roboczą, ale w sumie polecam przeczytać sobie, co sama firma ma na ten temat do powiedzenia:
      http://www.thecleanestline.com/2012/04/patagonia-clothing-made-where-how-why.html
      http://www.thecleanestline.com/2013/05/working-towards-responsible-supply-chains-our-factory-monitoring-efforts.html
      http://www.patagonia.com/us/patagonia.go?assetid=68363
      pozdrawiam!

      1. Style Digger Autor wpisu

        Ha, miałam pisać o Patagonii, bo bardzo, bardzo ich lubię, ale nie byłam pewna czy mają w ofercie buty do biegania. Ujęli mnie swoją kampanią „Don’t buy this jacket”.

  16. Majka

    Piszesz o powszechnych zachwytach nad tą książką, a mi zawsze się wydawało, że wszędzie na blogach minimalistów można przeczytać opinie o tym, że książka daje do myślenia, ale nie jest na pewno rewelacyjna, a rozkazująco-wszechwiedzący styl autorki jest chyba powszechnie krytykowany.
    W pewnym momencie cała internetowa kreacja minimalizmu przeszła z klimatu „optymalizmu” na „ascetyzm”, trochę szkoda, że teraz ma to dość negatywne skojarzenia…

  17. Elaine

    Nie lubię poradników, których autorzy myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i czują się zobligowani do doradzania na wszystkich płaszczyznach. Akurat moja mama wypożyczyła tą książkę z biblioteki, więc pewnie niedługo ją przeczytam, bo zaczęłam się ostatnio interesować ograniczaniem w kwestiach konsumpcji (dzięki Tobie!) :)

  18. Hania

    No tak, u mnie na półce leży Sztuka Prostoty i Sztuka Sprzątania, zastanowiłam się trochę nad tym co napisałaś i oto moje wnioski: faktycznie, przeczytanie książki i przyjęcie całkowicie rad pachniałoby już tendencją do sekciarstwa. Momentami autorka faktycznie strzela do swojej bramki (pisze o zdrowym odżywianiu, prostocie, walce o lepszą siebie, a w sztuce sprzątania chyba pisze o tym, że poleca nosić torebkę, kiedy jesteśmy w gościach na dłuższy czas, żeby nie musieć szukać drobiazgów, ona na przykład ma tak ze swoimi papierosami, kiedy odwiedza rodziców. PAPIEROSAMI!). Natomiast mi ta książka otworzyła trochę oczy, była pierwszą w stylu minimal, kupiłam ją po pozytywnej recenzji Aife. Faktycznie, daje pierwszego kopa do zmian swojego konsumpcyjnego życia i mimo, że dalszą drogę lepiej przebyć samemu, to powtarzam – daje wiatr w żagle na start. A, i uważam, że rozdział o ubraniach, jest bardzo dobry.

    1. Style Digger Autor wpisu

      No i super, skoro spełniła swoją inspiracyjną rolę i popchnęła do dalszych poszukiwań, to znaczy że spisała się lepiej niż dobrze:) Pewnie dużo zależy też od tego, czego właściwie szukamy w takiej książce i co już wcześniej w podobnym klimacie czytaliśmy. Aż przejrzę ponownie rozdział o ubraniach:)

  19. myga

    Moim zdaniem większość jej założeń/ideei jest super i prawdę powiedziawszy z większością się zgadazam! Do mnie akurat nie trafia taki poradnikowo-duchowy styl pisania i może faktycznie przerost formy nad treścią tu nastąpił.Natomiast nie mogę powiedzieć żeby to była książka zła! Na pewno nie stoi na półce tych moich „ulubionych” obok Hłasko na przykład ale polecam ją znajomym których taka „ideologia” choć trochę interesuje po za tym taki styl pisania też ma rzesze swoich fanów.

  20. Em

    Akurat to zdanie o stylu architektonicznym jest dla mnie zrozumiałe ,choć trochę niezgrabne (obecnie jestem uzależniona od oglądania na pintereście zdjęć wnętrz, z których ogromna ilość mogłaby posłużyć za jego ilustrację). Natomiast cała reszta cytowanych skutecznie odchęca od sięgnięcia po książkę . (Mimo kwiatka tak wdzięcznie „istniejącego ” na białej okładce:))
    Przyjemny post!

    1. Style Digger Autor wpisu

      Też rozumiem, co chciała powiedzieć, ale nie zmienia to faktu, że zdanie brzmi kosmicznie. ta „filozoficzna” warstwa jest dla mnie nie do przejścia. I co najgorsze, jest tego typu zdań więcej, dużo więcej.

  21. jo

    Czytając książkę, miałam wielka przyjemność w tropieniu niespójności. A chyba najbardziej ujął mnie fakt, ze w pierwszym rozdziale Pani każe mi powyrzucać moje rzeczy, a w kolejnym wykazuje ze ona ma ich więcej:).

  22. Rosa

    Ostatnio mam wrażenie, że minimalizm jest zwyczajnie modny. Dużo bardziej przemawia do mnie Twoje zdroworozsądkowe podejście. Jak mówi mój prof. od historii ‚bądźmy sceptyczni’. Ja jestem bardzo sceptyczna co do takich pozycji. Nie widzę powodu, by nadmiernie skupiać się na nieposiadaniu niczego zbędnego. I nie lubię w książkach masy sprzeczności. :)

  23. joanna

    Polecam książkę Leo Babauta,na temat minimalizmu pisze bardzo „minimalistycznie”i prosto moim zdaniem,trochę się to czyta jak poradnik ,ale do mnie trafia,Pozdrawiam:)

    1. Style Digger Autor wpisu

      Mam jedną z jego książek, ale ciągle nie mogę się zebrać do czytania, nawet na jego blogi przestałam zaglądać, bo jakoś mnie radykalizm i powtarzalność zniechęciły, ale jak mówisz że fajne to może się zbiorę w sobie:)

  24. Joanna

    Twój post otwarł mi oczy na temat zdrowego podchodzenia do życia. Fakt tytuł książki jest zachęcający, ale cytaty które przytoczyłaś są zupełnie bezsensowne, bo gdybym miała patrzeć na wszystko pod pryzmatem minimalizmu, to chyba bym oszalała. Zasada „czym mniej tym lepie” sprawdza się idealnie, jeśli chodzi o makijaż, czym go mniej tym buzia jest według mnie delikatniejsza, świeższa i zdecydowanie bardziej naturalna, natomiast w kwestii ubioru nie. No chyba, że ktoś lubi więcej odkrywać niż zakrywać. W każdym razie zgadzam się z Twoją opinią, że do wszystkiego należy podchodzić z umiarem i nie patrzeć na wyryte schematy, które ktoś nam narzucił.

  25. olska

    Co do książki, o której napisałaś w komentarzu – ‚To die for’ Lucy Siegle – nie orientujesz się może, gdzie można ją dostać? W którymś sklepie internetowym czy może nawet w Krakowie? :)

  26. Zoe-lin

    Ten post jest przewrotny. Nie mogę się nadziwić jak wkomponowałaś sponsoring do wpisu o takiej tematyce. Sama nie czytuję książek tego typu. Wystarczają mi skrawki refleksji innych przypadkowych ludzi w internecie. Jednak tę herbatę lubię od czasu do czasu. Jak czarna to Dilmah. Nie kieruję się ślepo opiniami innych ludzi, ale przywiązuję się mocno do marek produktów. Czuję, że to pierwsze jest dobre, ale to drugie dyskusyjne. Z jednej strony wybranie jednej marki, która jest dobra dla nas oszczędza dużo czasu w sklepie jest pozytywne, a z drugiej podsyca chęć przynależności i przywiązania do kreowanego logo, co może wzmocnić skłonności do typowo konsumpcyjnego życia.
    Ogólnie ok, ale mam mieszane uczucia.

  27. ona

    Może autorka i ma niekompletną wiedzę, może trochę w niektórych miejscach się zagalopowała. ale jednak Tobie do niej daleko, więc ta krytyka jest trochę jednak słaba..

  28. Niemoda

    Uważam, że takie książki powstają na zapotrzebowanie osób opanowanych nie tyle modą na minimalizm, ale opętanych modą na specyficzny lifestyle w ogóle. W tej modzie mieści się czytanie pseudofilozoficznych poradników życia, gazet typu „Zwierciadło”, naśladowania blogerek modowych i lifestylowych, fotografowanie wszystkiego, co dookoła i dzielenia się tym w sieci. Tak na prawdę konkretny lifestyle staje się dla tych osób potrzebny, aby go zaprezentować innym, a nie dla poprawy własnego życia.

  29. lena

    Witaj Asiu, jestem pod wielkim wrażeniem tego jak piszesz i jakie tematy poruszasz w każdym z kolejnych postów, nie wiem czy może mi umknęło i czy pisałaś już o tym, ale czy możesz w takim razie jeszcze raz napisać jaką prowadzisz działalność i czym się obecnie zajmujesz? (cyt. „Bardzo doceniam fakt, że prowadząc własną działalność mogę pracować w trybie, który najbardziej mi odpowiada i zwykle mam też czas na przyjemności”.)

    z góry dziękuję i tak trzymaj:) genialnie się czyta Twoje teksty i z niecierpliwością czekam na kolejne
    lena

  30. Pingback: Sztuka prostoty - Simplicite

  31. Chantel

    Bardzo trafna recenzja i mądre spostrzeżenia! Miło czyta się jak ktoś zauważa, że większość takich rad to bzdury,a nie bezmyślnie się zachwyca bo akurat jest na coś szał w Internecie. Pozdrawiam

  32. Mateusz

    „„Płynny styl architektoniczny albo styl białej przestrzeni sprawiają, że przedmioty istnieją dzięki otaczającej je pustce” – co to w ogóle znaczy? ” – jest to zapożyczenie z filozofii tao i zen. W obu tych filozofiach pustka stanowi manifest dopełnienia. Sam minimalizm czerpie pełnymi garściami wiele idei z filozofii tao. Polecam „Tao Te Ching”, pomaga w zrozumieniu tematu.

  33. Aga

    Kiedy zobaczyłam na fejsie odnośnik do tego posta, miałam obawy, że będziesz kolejną osobą wychwalającą ten pseudoporadnik. Na szczęście się pomyliłam. Mam podobne zastrzeżenia co do treści książki i durnych porad autorki.

    „Sztukę prostoty” kupiłam, bo od dawna interesuję się tą tematyką i miałam nadzieję, że dowiem się czegoś mądrego. A tutaj takie rozczarowanie. :( Przyznam szczerze, że czytanie tego wybitnego dzieła wprowadzało mnie w stan takiej irytacji, że dla zachowania higieny umysłu, przerwałam lekturę i podejrzewam, że już nigdy do niej nie wrócę. Założenia i tezy autorki niby słuszne, ale cała ta „prostota” wydaje się być strasznie trudna do zrealizowania, przekombinowana i nienaturalna. ;)

    Bardzo mi się natomiast spodobała wizja przeczytania książki napisanej przez Ciebie. :) Masz może coś takiego w planach?

    Pozdrawiam ciepło:)
    Aga

  34. aniluap.sz

    Czytają Twoje recenzje dotyczące poradników „slow” i minimalizmu jestem naprawdę zainspirowana. Chciałabym przeczytać jakąś dobrą książkę/poradnik na ten temat, ale rzetelny. Nie wiem czy warto kupować „sztukę prostoty” czy raczej szukać czegoś innego? Może polecisz mi jakiegoś autora w tym temacie? Pozdrawiam !!
    Paula

  35. EkoEksperymenty

    Świetna recenzja. Postanowiłam w końcu kupić i przeczytać tę książkę i mam dokładnie takie same odczucia. Nakazy, zakazy i porady autorki zdają się życie utrudniać, a nie ułatwiać. Masa tez się wyklucza. Bardzo się tą książką rozczarowałam.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *