Jak kupować mniej ubrań

Pisałam już kiedyś o tym dlaczego mam mało ubrań i co dało mi zredukowanie ich ilości w szafie. Podzieliłam się też serią moich praktycznych, zakupowych rozwiązań, ale chyba nigdy nie wspomniałam o tym, jak właściwie przeszłam od fazy kupowania ubrań bez sensu i w dużych ilościach do sporadycznych i dobrych jakościowo zakupów. Nie wspominałam głównie dlatego, że nie analizowałam jakoś szczególnie tego procesu i miałam wrażenie, że po prostu “samo tak wyszło”.

Jednak spotkałam się ostatnio z paroma osobami, które stwierdziły że podejście “slow” w odniesieniu do ciuchów bardzo je przekonuje i w ogóle, ale przy każdej kolejnej wizycie w centrum handlowym zaczynają być jakoś mniej przekonane i znowu wracają do domu z impulsywnymi zakupami z “tanich” sieciówek. Postanowiłam więc spróbować uporządkować fakty i opisać, jak udało mi się przeprogramować się na tryb “slow fashion”, mam nadzieję że ta próba okaże się dla kogoś pomocna.

Zaczęło się klasycznie – miałam szafę pełną ubrań, a jednocześnie nie miałam w czym chodzić, nic nie mogłam znaleźć, kiedy było akurat potrzebne, a myśl o pakowaniu mocno mnie stresowała. Zaczęłam się więc zastanawiać jak to się właściwie stało, że stoję przed szafą pełną niepasujących do siebie szmatek i jak mogę to zmienić. Jesteśmy dziś przyzwyczajeni do tego, że wszystko musimy mieć od razu. Karty kredytowe i dostępność wielkiej ilości “tanich” towarów oduczyły nas cierpliwości, czas między “chcieć” a “mieć” uległ drastycznemu skróceniu. Co gorsza, nowych przedmiotów pozbywamy się prawie tak samo szybko jak je kupujemy – to właśnie dlatego słowo “tanie” umieściłam w cudzysłowie. Jeżeli kupimy buty, które rozpadną się po miesiącu albo takie, których nie włożymy, bo są siedemdziesiątą czwartą parą w naszej szafie i zaraz o nich zapominamy, to choćby kosztowały 30 zł, będą w obu tych wypadkach bardzo drogie. Ja też działałam w ten sposób, wydając wszystkie oszczędności na ubrania, których później nie nosiłam.

Szukając rozwiązania i wyjścia z tej spirali bylejakości, trafiłam na blogi prowadzone przez tzw. minimalistów. Jest ich sporo i można odkryć jeden przez drugi, jako że autorzy chętnie do siebie linkują, podam więc tylko kilka najbardziej skondensowanych źródeł, które w prosty sposób wyjaśniają o co tak właściwie w tym minimalizmie chodzi. Chyba nie będę jednak aplikować o kartę członkowską, bo choć pobudki mają słuszne i idea prostego życia czy stawiania na przeżycia raczej niż na posiadanie jak najbardziej zgadza się z moimi poglądami, to nie odpowiada mi mentorski ton, w jakim często wypowiadają się minimaliści, a liczenie skarpetek, żeby nie wyjść poza narzucony sobie limit 30, 50 czy 100 posiadanych rzeczy to też nie moja bajka. Uważam jednak że robią wiele dobrego i w swojej radykalności mogą przyczynić się do ruszenia mniej radykalnych mas, uświadomienia im do jak absurdalnego poziomu doszliśmy w naszej dzikiej konsumpcji. I to ich dorabianie ideologii do prostych w sumie rozwiązań, choć jest na dłuższą metę trochę męczące, na pewno może stanowić źródło inspiracji dla szukających zmian. Klasyką gatunku jest Mnmlist autorstwa Leo Babauty, warto zacząć od tego tekstu (na początek warto przeczytać też ten, ten i ten), z polskich blogów najczęściej zaglądam na MinimalPlan.

Warto też poczytać o warunkach, w jakich produkowane są ubrania i o tym, jak hiperkonsumpcja wpływa na naszą przyszłość – na tyle mocno otworzyło mi to oczy, że pewnie poświęcę sprawie osobny wpis, choć to mocno skomplikowana kwestia i na wszystkie aspekty mogłoby mi nie wystarczyć miejsca na stronie. Do jednego jestem przekonana na sto procent – nadmierny konsumpcjonizm i chwalenie się nim zaczyna być w odwrocie, wkrótce do tzw. early adopters dołączy mainstream, zrównoważona moda nareszcie przestanie być kojarzona z lnianymi giezłami dziwaków z ruchów New Age i obciachem będzie wrzucanie na Facebooka zdjęcia piątej nowej pary butów z Zary w tym miesiącu.

Bardzo pomogło mi też uświadomienie sobie faktu, z którym wcześniej długo nie chciałam się zgodzić – większość znanych blogów związanych z modą jest w tym momencie oderwana od rzeczywistości. I od razu chciałam zaznaczyć – nie mówię, że blogi są złe, głupie i bez sensu, mówię tylko, że w ogromnej większości promują konsumpcyjny styl życia, tak samo zresztą jak mój własny blog jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Te najpopularniejsze, a więc i o największym zasięgu, działają podobnie jak magazyny shoppingowe i kiedy spojrzymy na nie całościowo, nie proponują rozwiązań do zastosowania w “normalnym” życiu. Nikt, kto nie jest blogerką (chciałam tutaj napisać modową, ale bardzo często zainteresowanie modą mylone jest z zamiłowaniem do zakupów, a z drugiej strony bycie blogerem modowym nie obliguje nas do nadmiernego gromadzenia) albo Kate Middleton, nie potrzebuje co miesiąc nowej torebki, kilku par butów i morza ubrań. Nie dajmy sobie tego wmówić. Nie tylko nie ma tego gdzie nosić, tak wielka i impulsywnie rozbudowywana garderoba nie może też być funkcjonalna, przynajmniej ja nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Winne są oczywiście nie tylko blogi – magazyny, portale i wszystkie inne media już nawet na poziomie języka (“we’re obssesed with”,”this season’s must have”) próbują zrobić nam pranie mózgu i zagonić do kupowania. Po Internecie krążą zdjęcia garderoby z setką butów i irytującym podpisem “marzenie każdej kobiety” a wyjątkowo głupi obrazek z hasłem “shopping is cheaper than a psychiatrist” jest udostępniany w masowych ilościach. To wszystko, i wiele więcej, sprawia że uwierzyliśmy, że posiadanie ogromnej ilości ubrań jest normą, do której powinniśmy dążyć. Jeżeli chcemy wyrwać się z tej machiny, musimy sobie uświadomić, że nie tylko nie jest to norma, ale i że kupienie kolejnej niepotrzebnej bluzki naprawdę nie sprawi, że będziemy bardziej szczęśliwi, a w dłuższej perspektywie tylko zwiększy naszą frustrację.

Sporo daje również obracanie się w sprzyjającym środowisku. Jeżeli wszystkie Wasze koleżanki spędzają weekendy w galeriach handlowych, a znajomi na Facebooku zajmują się ciągłym udostępnianiem konkursów z ciuszkami, odwyk od szybkiej mody może być mocno utrudniony. Ja miałam to szczęście, że moja najlepsza przyjaciółka Ania w podobnym czasie wpadła na falę refleksji z tej samej kategorii i przez dłuższy czas nasze rozmowy zdominowane były przez szereg najdziwniejszych przemyśleń spod znaku “slow”.

Kolejną sztuczką, którą chciałam Wam sprzedać, jest zastanowienie się, co tak naprawdę jest Waszym marzeniem? Co zrobilibyście, gdyby trafił Wam się milion dolarów? W większości przypadków okazuje się, że ten cel jest dużo bardziej dostępny, niż nam się wydaje. A mając marzenie i konkretny plan jego realizacji, nie tylko nie wydajemy pieniędzy na głupoty (w tym przypadku: zbędne ubrania), bo oddala nas to od osiągnięcia celu, ale co jeszcze ważniejsze, nasza uwaga skupiona jest na tym, do czego dążymy, żadne ciuszki nie zawracają nam więc głowy. Tutaj możecie przeczytać bardzo ciekawy tekst na ten temat. Podobnie zresztą działa posiadanie prawdziwej pasji – i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tą pasją była moda, jak już kiedyś pisałam, żeby interesować się modą, nie trzeba jej całej wykupić. Trzeba tylko pamiętać, że w przypadku pasji czekają na nas kolejne pułapki, takie jak nierozsądne gromadzenie ekwipunku czy ciągła chęć sprzętowego upgrade’u, ale to znów temat na zupełnie inny tekst.

Wszystkie powyższe przemyślenia odnoszą się raczej do teoretycznej części przechodzenia na wolną stronę mocy, mam jeszcze w zanadrzu garść bardziej przyziemnych, praktycznych rozwiązań, ale jako że moje posty zaczynają powoli osiągać długość powieści w odcinkach, podzielę się nimi z Wami innym razem.

139 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Karolina

    Jesteś absolutnie fantastyczna :) Bardzo mnie ciesza takie posty. Obie jesteśmy z Bielska, które w pewnym momencie zaczęło przybierać wygląd targu próżności. Mam nadzieję, że przeczyta ten post jak najwięcej ludzi i zrozumie, że w życiu są dużo lepsze rzeczy niż nowa para Vansów! :)
    Zawsze mnie to zadziwiało, że ludzie są w stanie dać 1500zł za torebkę kiedy tak jak Ty piszesz, za tą kwotę można polecieć do Peru! :))
    Pozdrawiam Cię Asiu bardzo serdecznie:)

    1. Anonymous

      Jeden lata do Peru. drugi kupuje torebkę za 1500lub 3000 i nikomu nic do tego pani Karolino. Jedna moja koleżanka lata co roku na Seszele i leży pod parasolem,druga za te same pieniadze lata do Nowego Jorku, trzecia kupuje torby Proenza Schouler bo ma na ich punkcie świra, a czwarta odkłada i kupuje wybajerzony aparat. Każdemu przyjemnośc sprawia co innego. Ci , którzy latają do Peru nie są lepsi od tych , którzy kupują torebki droga pani, bo za 1500 zł w Bieszczadach można wyżywić 4 osobową rodzinę przez miesiąc (wiem, bo pracuję w organizacji pozarządowej). Więc takie opinie są cokolwiek przesadzone. Pozdrawiam.

    2. Anonymous

      święte słowa, owszem, mania konsumpcjonizmu atakuje zewsząd, ale co za różnica czy wrzucasz na fejsa fotkę piątej pary butów z zary czy fotkę z kolejnej wyprawy, tym razem na islandię? co kto lubi, tak naprawdę różnicy nie ma

    3. styledigger

      dla mnie jest olbrzymia, bo za 10 lat będę pamiętać wyprawę na Islandię, nie 5 bluzek z Zary. nie wiem czy ktokolwiek poproszony pod koniec życia o wymienienie najprzyjemniejszych wspomnień podałby nową koszulkę z Zary.

    4. Anonymous

      Odpowiadając Anonimowi z 11:47: podróże to coś więcej niż przejaw konsumpcjonizmu, to nawet coś więcej niż kolekcjonowanie miłych wspomnień. Podróże mogą naprawdę poszerzyć horyzonty. Jadąc gdzieś z plecakiem, poznając ludzi z innych kultur, nocując w ich domach, jedząc z nimi przy jednym stole, można się wiele nauczyć, pozbyć negatywnych stereotypów i wrócić trochę lepszym człowiekiem.

      Ania P.

    5. Anonymous

      Ekonomicznie każdy pieniądz ma taką samą siłę, ale fajne jest stwierdzenie, ze tylko podróże sprawiają, ze jesteś bogatszy. Sami napędzamy się w tym konsumpcjonizmie i powoli zapominamy, że za niejedną torebką za 3tys złotych stoją mae chińskie dzieci, które pracują za miskę ryżu. Nie wiem czy chcemy tak zyć, ale robimy wszystko, zeby tak było. Płacimy za firmę i milionową reklamę. Za kilka złotych można polecieć na koniec Europy i wypić wino w klimatycznym mieście i zapamiętać to do końca życia :)

  2. Anonymous

    Bardzo przyjemny tekst, co ważne – nie jest pisany „po łebkach”, widać, że siedzisz w temacie :) Trafił do mnie, ponieważ mam problem z ciuchami – za dużo, zbyt pstrokato i co ranek „ratunku, jak się w tym odnaleźć?!”. Czuję, że razem z wiosną zrobię porządek wśród ubrań ;)

  3. Panna Lemoniada

    Styledigger uczy, Styledigger radzi, Styledigger nigdy Cię nie zdradzi:3 wydrukuję i powieszę w ramce ten wpis coby dzień w dzień tłuc to sobie do łba – szafa będzie mnie zapchana, a portfel dokładnie odwrotnie:)

  4. Anonymous

    Taką wersję artykułów wolę! A swoja drogą slow fashion zawsze popierała moja mama oburzając się ‚po co komu tyle, skoro można mniej a lepiej…’ Mimo, że jestem troszkę młodsza śmiało mogę powiedzieć, że przemyślane zakupy zawsze się sprawdzają. Później nie ma rozczarowań typu z czym nosić. sama staram się wyposażyć w coś funkcjonalnego niż modnego na chwilę(co w większości idzie w parze też z jakością) :) Pozdrawiam Martyna

    1. Anonymous

      Druga w sensie, że spore zmiany zaszły. Szczególnie jeśli chodzi o częstotliwość i tematykę! Chyba trochę źle nazwałam to wersją. Przepraszam :)
      obserwuję Cię od początku wiele razy nawet sama się zastanawiałam nad własnym blogiem ale jednak wolę czytać kogoś dobre wpisy. Odbieram to jako twój osobisty punkt widzenia i chęć podzielenia się z innymi swoją pasją :)A jeszcze jedno bardzo ciekawi mnie, czego i jak uczą w twojej szkole? M.

    1. Anonymous

      Chamskie to jest promowanie swojego bloga na innym popularnym blogu. Skoro nikt Cię nie czyta, to widocznie nie masz nic do zaoferowania, proste.

    2. nybatteri

      Jak można mieć taki tupet, żeby coś takiego napisać? Ja za taki komentarz zbanowałabym Cię raz na zawsze i wpisała Twój blog na listę „nigdy nie zaglądać”…

  5. Monika

    Tym tekstem sprawiłaś, że zrobiło mi się wstyd przed samą sobą jak łatwo daję się wciągać w te gierki. Jak łatwo zmanipulować moimi (pseudo)potrzebami. Przetarłaś mi oczy Aśka!
    Od teraz, zaraz wprowadzam w życie postanowienie-rezygnację z każdego „Must Have” zobaczonego na półce sklepowej, ba! Przymierzonego i okraszonego chwilowym zachwytem będę nagradzać poprzez wrzucenie równowartości niedoszłego zakupu do skarbonki! :)

  6. Donia

    Dobry tekst :) Od jakiegoś czasu miałam to samo w głowie. Właśnie jestem na etapie wcielania tego w życie i aż mi słabo jak pomyślę ile mogłabym za tą kasę, którą wydałam na niepotrzebne ciuchy, przeznaczyć na podróże….

  7. MYGA

    pamiętam że jakoś tak w 2009 roku (a może i wcześniej?) Gdy pierwszy raz wpadłam na Twojego bloga nie zachwycił mnie on jakoś specjalnie. Praktycznie tu nie zaglądałam – ale ostatnimi czasy bardzo się to zmieniło, nadal nie jestem największą entuzjastką Twojego stylu (ubierania się) ale to jak piszesz, Twoje zdjęcia z podróży, przemyślenia – niesamowicie się tu pozmieniało, ty się zmieniłaś albo może ja. Tak czy siak, z przyjemnością czytam (i oglądam) nowe posty i chętnie wracam do starszych :)
    pozdrawiam,
    Myga

    1. Anonymous

      Oj, ja miałam tak samo. Wpadłam na twojego bloga jakoś latem 2010. Czytałam jakiś czas, ale szybko doszłam do wniosku, że to nie ten. A teraz? Na każdy twój (i Adamant Wanderer :P) nowy wpis, czy to modowy, czy refleksyjny, czekam z niecierpliwością. ;) Miło czytać wpisy, który ma podobny pogląd na modę jak ja. ;)
      K.

  8. Donia

    Dobry tekst :) Od jakiegoś czasu miałam to samo w głowie. Właśnie jestem na etapie wcielania tego w życie i aż mi słabo jak pomyślę ile mogłabym za tą kasę, którą wydałam na niepotrzebne ciuchy, przeznaczyć na podróże….

  9. all95day

    Uwielbiam Twoje posty. Ostatnio dzięki Tobie również zastanawiam się nad przejściem na „slow fashion”. Nie wiem za bardzo jak to zrobię, bo nie mam zbyt dużo ciuchów, ale… większości nie noszę.

    Bardzo ogranicza mnie strach, że jak będę mieć mało ubrań, to pewnego dnia stanę przed szafą, a tam będą pustki! I co ja wtedy zrobię? : D. Strasznie się tego boję. Masz może jakąś praktyczną radę?

    P.S. Kocham Twój styl pisania, ubierania, zdjęcia, bloga. Jesteś dla mnie ogromną inspiracją.

    1. styledigger

      Haha jedyne co przychodzi mi na myśl, to nie wywalać wszystkiego:) Ale na pewno pozbyć się wszystkiego, w czym nie chodzisz, bo tylko zajmuje miejsce i wprowadza chaos.

  10. Sofismatos

    Bardzo dobry, racjonalny i rozsadnie skomponowany tekst. Masz dużo racji aby nie napisać świętą rację ! :)

    warto wdrożyć kilka prostych zasad do swojego życia.

  11. Anonymous

    Nie wiem czemu, ale wchodze na tego bloga tylko wtedy gdy zlinkuje go Harel na fejsbuku. Natomiast na bloga Harel właściwie wcale już wcale nie wchodzę. Zgadzam się z Twoimi poglądami. Ja przestałam masowo kupować ubrania, kiedy zabrakło mi czasu na zakupy, bo a)rozpoczęłam pracę b)w tym samym czasie pisalam magisterke c)planowalam swoje slub d)zaczelam uprawiac sport e)zaczelam sie interesowac polskimi markami (dzieki Harel). No i po prostu dorosłam.

  12. w_88

    Fajny post- wiele takich przeczytałam i pewnie pojawi się masa podobnych , bo moda na minimalizm kwitnie.Dla mnie niestety nic odkrywczego,ale widzę po komentarzach,że jednak wielu osobom tekst może otworzyć oczy;)

  13. Baronowa Bajroz

    Świetne podejście (bo pokrywa się z moim – ha ha ha) Muszę przyznać, że zainspirowałaś mnie i zacisnęłam zakupowego pasa, a i dużo łachów pożegnałam od Twego pierwszego tekstu w tym temacie. I lepiej mi z tym! Pozdrawiam!

  14. BLACK DRESSES

    Bardzo podoba mi się ten post, bo od pewnego czasu również staram się kupować tylko rozsądnie. Zaczęło się od tego, że zorientowałam się , że nagle mam w szafie ok letnich koszulek…a ja przecież nie chodzę latem w koszulkach, tylko w sukienkach. Wzięłam się więc uparcie na za siebie i mogę się pochwalić, że w tym roku kupiłam tylko 4 rzeczy ;) Szary sweter (bo poprzedni ktoś mi zawinął na imprezie), botki na wiosne, bo nigdy nie miałam, granatową koszulkę za 19 zł i letnią sukienkę za 39 :) Tak, tak znowu kupiłam koszulkę. Ale szczerze jej potrzebowałam do swoich 4 granatowych swetrów żeby je w końcu z czymś nosić i udało się – noszę! Przed wakacjami planuję jeszcze tylko zakup butów nude na słupku. Zobaczymy czy się uda :)

  15. nicollina

    Kurcze też bym tak chciała, ale czasami ciężko jest się powstrzymać przed kupieniem czegoś zwłaszcza jak widzę przeceny hehe, no ale nie powiem próbuję i nawet czasami mi się to udaje i powstrzymuję się przed kupieniem jakiegoś ciuchu czy nawet kolejnej bransoletki, naszyjnika

  16. Nurrgula

    Wszystko to, co napisałaś, od dziecka przekazywały mi mama i babcia. Od siebie dodam tylko, że biednych ludzi nie stać na tanie rzeczy – buty za 30zł zniszczą się w miesiąc i będzie trzeba kupić 12 par na cały rok. Porządne buty za 300zł nie tylko przetrwają ten rok, ale będą służyły o wiele dłużej, jeśli się o nie zadba, a w końcowym rozliczeniu okażą się tańsze…

    1. Anonymous

      Cena produktu nie świadczy o jego jakości, buty w sieciówce ubraniowej kosztują 300 zł a są plastikowe. Mam buty i za 50 zł i nosza się świetnie przez 2-3 sezony.
      Dwa biednych nie stać na jednorazowe wydanie 300 zl na buty a odkładać nie może bo buty potrzebuje dzisiaj lub jutro.
      Trzy dzieciakowi nie kupisz butów za 300 bo za 3 miesiące będą za małe a sprzedać trudno.
      A na koniec ceny w Polsce są chore podobnie jak zarobki.

      Co do tematu – zgadzam się i dostaje drgawek na wszelkie „masthewy”, na szczęście dorosłam do kupowania i nie tyle, że wydaję 2 tys na sukienkę czy torebkę bo dobra jakość itp ale uważam, że byłoby to zwyczajnie niemoralne ale zwyczajnie jest mi to niepotrzebne podobnie jak 5 torebek za 100 zł.
      pozdrawiam
      P.

    2. kkk

      wiesz co, bredzisz :) mam kilka balerin (6 par – glownie w balerinach chodze pomijajac zime), sandały, trampki za 30 zł a nawet tanszych, zarowno z eko skory jak i materiału i we wszystkich chodze juz kilka lat a ty gadasz, ze rozlatuja sie po miesiacu. nie przesadzajmy! wiadomo, ze skora jest lepsza, ladniejsza, zdrowsza i trwalsza. tak jak napisala kolezanka powyzej – cena nie swiadczy o niczym. mam „conversy” za 32 zł juz 5ty sezon kupione na rowni z conversami za prawie 300 zł i co? ano wlasnie nic, roznicy brak! te za 32 maja sie tak samo swietnie jak te za 300 ale ludzie daja sobie wmowic, ze tylko te za 300 sa trwale i niezniszczalne. trzeba patrzec przede wszystkim na jakosc zastosowanych materialow. jak wygladaja łączenia, klejenie, czy podeszwa jest elastyczna a nie „drewniana” a wtedy nawet buty za 10 zł moga sie okazac swietne.

  17. Anonymous

    Świetny tekst! czekam na następne posty tego typu, z postem o pakowaniu na wyjazd włącznie! :) Pozdrawiam, Monika :)

  18. nugatowa

    Powiem szczerze, że na poczatku Twojej „slow” drogi rejestrowałam Twoje posty w szufladzie „hmmm ciekawe”. Z czasem jednak zaczełam sie coraz czesciej nad nimi zastanawiać i przekładac Twoje wskazowki na własną szafę. Teraz sama stałam sie bardziej świadoma ;)

    U mnie poczatek wygladał tak, że po powrocie ze studiów na Włoskim uniwersytecie strasznie przytyłam. Żadne z moich dotychczasowych ubran na mnie nie pasowały. Należało wiec przedefiniowac swój styl i plan zakupowy (przecież wczesniej czy póżniej miałam zamiar schudnąć). Potem zmieniła sie moja sytuacja finansowa – dostałam dobra pracę, przychody stały sie wysokie i regularne. Pojawił sie wiec kolejny problem – co kupić kiedy wreszcie stac mnie na wiecej? I jak dopasowac sie, a jednoczesnie nie wtopic w biurowe środowisko? I tutaj musze powiedzieć, że jestem w trakcie definiowania swojej szafy od nowa. Zaczełam wyrzucać tanie bluzeczki za 20 zł, których nigdy nie załozyłam – przyciasne spodnie, które „kiedyś” założe.

    Ogolnie tego „kiedyś” w mojej szafie jest dość soro… „kiedyś” się przyda, „kiedyś” to założę, „kiedyś” kupie coś co do tego bedzie pasowac. Zaśmieciłam szafę, zagubiłam styl pod sterta niepotrzebnych łaszków i zatraciłam sie w rzeczach, których nie lubie noscić i zle sie w nich czuje.

    Moim pierwszym krokiem było założenie choc raz każdej rzeczy która miałam w szafie – niektóre wywalalam, albo chowałam juz po założeniu – inne decyzje musiały „nabrać mocy prawnej”.

    Teraz jestem na etapie definiowania moich ulubionych ciuchów. Określam ich cechy -nie mnące sie, ładnie skrojone, dobrze dopasowane.

    Jaki będzie krok trzeci? Jeszcze nie wiem, ale czuje że jestem już blisko mety :) Dlatego dobrze czyta sie Twój blog bo znajduje w nim podpowiedzi jak ma wyglądac kolejny krok. A te posty zwiazane ze świadomym lubie najbardziej!

    1. kkk

      ja jak sie czegos pozbede to za rok, 2 czy 3 tego zaluje bo moj gust i checi zataczaja kolo :D dlatego mam jedna nieduza szafeczke na rzeczy, ktore w danym momencie z jakiegos powodu mi nie odpowiadaja, ale nie sa to rzeczy,ktore mi sie nie podobaja czy nie pasuja rozmiarowo- no chyba, ze jestem je w stanie sama przerobic itp leza sobie one tam nawet kilka lat, teraz np sa to bluzy sportowe na ktore zupelnie przeszła mi faza, jestem prawie pewna, ze za jakis czas najdzie mnie ochota na nie ponownie. u mnie wlasnie pomysl z szafeczka awaryjna sprawdza sie najlepiej :)

  19. random cat

    this is so true. i’ve been reading your blog for while and now you’ve really hit the note. for some time i’ve been trying this approach in my life, not necessarily minimalist, but definitely being happy with less. and i must tell you this sale season proved the hardest since i’ve started. somehow when i entered the store with all that colour and clothes but also adrenalin and the girls running around, made me almost feverish. i had to remove myself from the situation, but i manage to stay good and buy one thing that was well accounted for. i’m slowly but steadily building a wardrobe of items i love and are of good quality, and are also items i don’t get bored of..
    i see that you are doing the same and i love your outfit posts but also your approach to fashion and blogging.
    pozdrav iz Srbije :)

  20. mrs. Kitty Constance

    Bardzo dobry tekst! Ja od jakiegoś czasu sama uczę się „mądrze” kupować, wszystko przemyślać i nie porywać byle czego. Dzięki temu moje poranne szykowanie sporo się skróciło. Ale mam też kilka zakupów porwanych na szybko, nieprzemyślanych… i ulubionych. Wydaje mi się, że najważniejsze to znaleźć w tym wszystkim „złoty środek” (ależ to odkrywcze!) i nie popadać ze skrajności w skrajność.
    +też jestem z Bielska! :)

  21. FlutterGirl

    Jakiś czas temu zostawiłam pod podobnym Twoim postem komentarz,w którym wyraziłam swoją obawę przed tym, jak to będzie kiedy zacznę pracować i w końcu będę dysponowała własną gotówką… Zaczęłam pracować i zarabiać – wiadomo, nie jakieś kokosy. Postanowiłam sobie, że będę kupowała tylko JEDNĄ niezbędną mi rzecz w miesiącu (z ciuchów oczywiście). I jak na razie uzupełniam braki basic’owe (w moim mniemaniu oczywiście) w swojej garderobie, ale powoli i w miarę rozsądnie, chyba ;) A gdyby jeszcze ze 3, 4 lata temu ktoś mi dał taką kasę do ręki, to prawdopodobnie przepuściłabym WSZYSTKO na ciuchy… W przyszłym miesiącu planuję zakup jakiegoś porządnego trencza, bo mam jeden od… 5 czy 6 lat chyba i moja mama go przejęła :P

  22. Anonymous

    jeny! dzieki za ten tekst! Sledze Teojego bloga od dawna, ewoluujesz ewidentnie, ale i tak od zawsze mialas wyzszy poziom niz inne blogerki (bez wymieniania, ale obecie „topowe”). Masz wiedze, pasje, zmysl modowy. Te inne blogi „modowe” to raczej sa osobisto lajfstajlowe i nie jak sie maja do mody. Idealne okreslenie to wlasnie blogi szopingowe. No ale jaki popyt taki poziom blogerek „modowych” na „topie”.
    TWoj tekst jakby ubral w slowa moje poczucie. Wlasnie tak mysle, jestem zmeczona konsumpcjonzmem, wydalam mala,a anawet duza fortune na szmaty i inne gadzety. No i mam poczucie bezsensu. Mam teraz dziecko i przeprogamowuje moje myslenie, raz, ze nie ma za co tak szopingowo szalec, a dwa, ze nie chce by moje dziecko wyroslo w poczuciu tej szopingowej, nowinkowej gonitwy bo to chore. No ale tez nie chce popasc w skrajonosc i stac sie ascetka. Jestem na dobrej drodze poprostu do normalnosci. Dzieki wielkie :) Czekam z niecirpliwoscia na Twoje nastepne teskty i foty i w ogole przemyslenia. Z Twojego bloga po prostu moza sie czegos sensownego dowiedziec, nie w mentorskim tonie, a sznyt jest wciaz modowy. Fajne byly Twoje filmiki, moze czasemm jeszcze sie skusisz na ta forme. Fajnie,ze nie jestes modowa wydmuszka. Pozdro:)
    justyna

  23. ja.

    cudowny wpis! sama kilka lat temu doszłam do podobnych wniosków i teraz mam szafę pełną dobrej jakości, pasujących do siebie ubrań, z których każde kupiłam z namysłem. od mniej więcej roku rozciągnęłam ten ‚minimalizm’ (choć tak naprawdę to po prostu zdrowy rozsądek) na to, co jem, jakich kosmetyków używam, co oglądam, itd. jakość zawsze będzie lepsza niż ilość, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. pozdrawiam!

  24. eMajdak

    Bardzo mądry i trafny tekst, zresztą wcale się nie dziwię. Podoba mi się kierunek, w którym zmierzasz i który promujesz. Niestety tak się dzieje we wszystkich dziedzinach blogosfery, nie tylko tej modowej.
    Oby więcej takich osób jak Ty :)
    Dziękuję za ten wpis!

  25. Panna Lola

    Postrzeganie ubrań jako elementu wyrażania siebie samego jest cudowne. Gorzej jak przesadzamy . Czyli jest tego za dużo, za tak samo, za dziwnie. I tak wychodzę z założenia, że najpierw ciało i dusza, a wtedy zwykłe-niezwykłe ubrania będą tylko dodatkiem do nas samych. Im mniej tym więcej.Tak chyba powiedziała Chanel. Bardzo fajnie że od jakiegoś czasu stawiasz nie tylko na jakość ubrań ale i samej siebie. Bo to jest główna ozdoba każdej z nas.

    Pozdrawiam i gratuluję zdrowego podejścia do wolnego życia.

    L.

  26. Readeat

    Świetny tekst! Jak dla mnie to najlepszym sposobem, przynajmniej na początku jest unikanie sklepów, również internetowych. W moim przypadku z pomocą przyszła sesja, po sesji trzeba znaleźć czas na nadrobienie innych lektur. A zima skutecznie odwodzi mnie od wycieczek do ciucholandów- chociaż pewnie z nich nie zrezygnuje zupełnie. Myślę, że każdy kto chce się przerzucić na slow powinien wypracować swój własny sposób. A przede wszystkim zastanowić się co nabywanie nowych rzeczy nam kompensuje. Może czas poszukać nowego hobby?:P
    Szkoda, że opuściłaś już Kraków. Jako fanka liczyłabym na jakieś „przypadkowe spotkanie”- brzmi to raczej jak psychofanka;):)

  27. Anonymous

    Rewelacyjny post. Bardzo dziękuję za niego! Uważam że powinno być zdecydowanie więcej takich jak ten w blogosferze, ale jestem niesamowicie wdzięczna że robisz to co robisz!
    Pozdrawiam

  28. ania

    Przeczytałam ten tekst w momencie, w którym zamierzałam kupić kolejną rzecz, która zapewne będzie leżała potem na dnie szafy.
    Nie raz uświadamiałam sobie, że zasypuje mnie stera niepotrzebnych ciuchów i torebek. Jestem na etapie pozbywania się rzeczy, których nie noszę. I faktycznie- im mniej mam w szafie, tym mniejszy problem z tym co na siebie włożyć.
    Idea ‚slow fashion’ nie jest modna, bo teraz trzeba być na czasie i nosić tylko to co jest trendy. Ja, jako nastolatka przeglądające blogi szafiarskie, często zastanawiam się, kiedy te dziewczyny zamierzają nosić te wszystkie koszulki z H&M. Z drugiej strony mam świadomość, że więcej niż jeden sezon takie ciuchy nie przetrwają. Po co więc skórzana torba, skoro za pół roku będzie obciachem.
    Myślę, że dobrym rozwiązaniem jest zainwestowanie w podstawowe ciuchy, które są lepszej jakości i dokupowanie do nich rzeczy sezonowych.

    1. styledigger

      Prawda, ale ja jakoś nie jestem zwolenniczką systemu porządna baza + sezonowe trendy z sieciówek, lubię mieć wszystkie ubrania porządne i na długo, na co jest chyba tylko jeden sposób, czyli kupować to, co jest w naszym stylu i naprawdę, naprawdę nam się podoba.

  29. Anuszka

    Genialne! Zawsze tak myślałam. Teraz po urodzeniu dziecka, kiedy trzeba było zweryfikować swój styl po małej zmienie figury :D doszłam do wniosku, że pozbędę się ciuchów, które gromadziłam w ilościach niezliczonych a zaopatrzyć się w stylowe, drozsze ale i jakościowo lepsze rzeczy od np. młodych projektantów. Rzeczy ma się kilka porzadnych, wyglądających dobrze ze wszystkim, ponadczasowych.

  30. Anonymous

    Brawo! Bardzo cieszy mnie taki głos rozsądku, zwłaszcza że napisany na blogu „szafiarskim”. Niestety w mentalności pl nadal pokutuje opinia, że dobry strój, to modny strój, co napędza chory konsumpcjonizm. oby więcej takich nawróconych na jakość ;)
    pozdrawiam
    marta

  31. Kasia | Kwiaty Polskie

    Asiu, bardzo mądre słowa! Bardzo lubię do Ciebie zaglądać bo zawsze masz coś ciekawego do powiedzenia i pokazania. Zgadzam się w stu procentach! Sama od jakiegoś czasu stosuję minimalistyczne podejście, oczywiście szyte na moja miarę, i baaardzo mi ono odpowiada, choć jeszcze długa przede mną droga.
    Dzięki za wpis!

  32. Konstancja

    Uwielbiam Twoje posty z serii ‚slow fashion’. Nie wiem na ile to ich wpływ, ale moja szafa też się ostatnio zaczęła kondensować – odkryłam w których fasonach wyglądam naprawdę dobrze, stąd od kilku-kilkunastu tygodni zbieram komplementy na temat swojego ubioru, nie mam problemu co założę rano (bo wiem, że w większości będę wyglądać dobrze), nie mam problemu z łowieniem okazji, bo wstukuję w allegro konkretny fason i wiem, że będzie leżał zadawalająco. od razu jakoś łatwiej się żyje :)

  33. Sylwia

    Łał Joanno! Fantastycznie to ujęłaś! Ja się mogę pochwalić, że ostatni raz na zakupach takich byłam 6 lat temu ;) No w międzyczasie byłam raz w TkMaxxie gdzie kupiłam spodnie Diesel’a. A każdy kolejny ciuch mam przemyślany tak, żeby pasował do reszty. Oczywiście najważniejsza jest tkanina – na niej nie można oszczędzać. Wole kupić metr pięknego jedwabiu czy wełny raz na pół roku niż 10 metrów dziadostwa raz w miesiącu.

  34. renatka

    mam pytanie: co właściwie znaczy dla ciebie MAŁO UBRAŃ? wiem, że zapewne jest to wiele mniej niż mają inne blogerki, które nie pokażą się dwa razy na blogu w tym samym, ale chciałam zapytać o jakieś konkretne ilości. ile par butów? ile spodni? ile t-shirtów? jesteś w stanie to policzyć albo przynajmniej podać ilości na oko?

    1. styledigger

      Nie bardzo, bo część ciuchów mam ze sobą w Anglii, a część, głównie letnią, w domu. Ale nie jest to jakoś drastycznie mało, na ten chłodny sezon mam z 8 par butów, wliczając sportowe, t-shirtów mało, bo rzadko w nich chodzę, za to przynajmniej kolejne 7 bluzek z długim rękawem, ze pięć sukienek, ze cztery spódnice, najwięcej mam chyba marynarek/kurtek i wszystkiego co na górę. Wszystko się mieści w trzech małych szufladach i pojedynczej, małej szafie/wieszaku w każdym razie:)

  35. carrie

    Od kilku miesięcy z przyjemnością obserwuję zmiany Twoich poglądów. Świetny tekst, ale mam nietypowy problem. Wiem, że to dziwaczne, ale co robić by kupować… więcej ciuchów? :) Generalnie, mam niewiele ubrań i wiem, że część z nich do siebie nie pasuje, albo po prostu jest zwyczajna, niczym się nie wyróżniająca. Nie chodzi o to, że nie mam pieniędzy, ani, że nie chcę ich wydawać, ale ja po prostu nienawidzę chodzić po sklepach, szukać, szperać. Irytuje mnie wszystko – od muzyki, przez ludzi, po spojrzenia ekspedientek. Poza tym zwyczajnie nie mam na to czasu! Nie mieszkam w centrum, każdy wypad wiąże się z jazdą samochodem lub komunikacja miejską. Alternatywą jest internet, ale wolę raczej przymierzyć ciuch. Pamiętam jak w jednym z Twoich postów podkreślałaś, że ubranie ma być jak najlepiej dopasowane. :)) Wirtualnie raczej trudno to sprawdzić.
    Staram się tez od jakiegoś czasu robić listę ubrań – myślę dokładnie nad każdym wyborem i dopiero wtedy, gdy się upewnię, że nie jest to chwilowy kaprys, tylko rzecz na której mi naprawdę zależy, i w której będę chodzić – zaczynam szukać.
    Pewnie większość uzna, że to dzielenie włosa na czworo, ale naprawdę jestem nietypową kobietą. Zakupy w galerii nigdy nie sprawiały mi przyjemności, a masowa histeria związana z wyprzedażami wciąż jest dla mnie niepojęta.
    pozdrawiam

    1. Foster Marine

      carrie, mam podobnie:)

      mierzi mnie na samą myśl o ‚wycieczce’ do centrum handlowego, a dodatkowo to ja akurat nie lubię wydawać pieniędzy na siebie – lubię wydać kupę kasy na świąteczne prezenty dla rodziny, postawić znajomym kolację w jakiejś fajnej knajpce czy karmić kota najlepszą karmą;) ale kiedy mam kupić sobie jakiś ciuch, to od razu pojawia się u mnie w kieszeni wielki wąż;)

      przeważnie robię tak, że na zakupy wybieram się raz na kilka miesięcy, z 2-3 razy do roku. wchodzę tylko do ulubionych sklepów i kupuję od razu cały zestaw, czyli bardzo często są to np. spodnie + bluzka + marynarka, etc. wtedy wszystko do siebie pasuje i ewentualnie zawsze można później, np. podczas kolejnych zakupów, dokupić więcej ubrań, powiedzmy, że kolejną, psującą do naszego zestawu bluzkę:)

      buty i torebki traktuję osobno – wiem, dokładnie, jakie są mi potrzebne i przeważnie zamawiam prze internet.

      pozdrawiam:)

  36. Aleksandra

    Bardzo lubię, jak poruszasz takie tematy, bo są mi ostatnio bardzo bliskie. Uświadomiłam sobie, że przez ostatnie 2-3 lata wydałam bardzo dużo pieniędzy na śmieci, mam wiele rzeczy które nie są mi potrzebne, kurzą się i tylko mnie teraz denerwują… Myślę, że wiele osób jest w podobnej sytuacji i bardzo dobrze, że blogerka o takim zasięgu jak Ty proponuje zdrowsze podejście do tematu…
    Tak btw. znasz może jakieś inne blogerki modowe, które by były „slow”? Trochę taka jest Park&Cube, ktoś jeszcze?

  37. Viktoria

    Super , że podjęłaś się tego tematu , na prawdę przyjemny post , zarówno dla kieszeni jak i domowej przestrzeni :) super , więcej takich postów i tak zdrowego podejścia do sprawy :) pozdrawiam :)

  38. Anonymous

    Ja w sumie zawsze miałam mało rzeczy, w jednych butach śmigło się całą wiosnę. Nigdy nie miałam w sobie chęci posiadania wszystkiego co modne. Grunt, żeby mi było w tym wygodnie! Unikam jak ognia sieciówek, a przede wszystkim staram się kupować rzeczy polskich firm, szyte w Polsce. Jak buty to Ryłko lub rewelacyjna Maciejka. No dobra jeansy kupuję z Wranglera, ale większość ma metkę „made in Poland”. W każdym razie gratuluję wniosków i zdrowego podejścia do sprawy;)

  39. Happier at Life

    Świetny post. Nie byłam na Twoim blogu chyba z 4 lata i widzę bardzo dużą przemianę.
    Te idee, o których piszesz, są bardzo bliskie moim poglądom na życie i mojej praktyce zakupowej.
    Powiem Ci tak – działa świetnie :)

  40. ...

    Jesteś jedyną blogerką, której posty czytam z zafascynowaniem. Na prawde mądrze piszesz i mam nadzieje, ze coraz wiecej ludzi, (szczegolnie mlodych, bo to im potrzeba zmian w tym kierunku) będzie czytac Twojego bloga.
    powodzenia w blogowaniu i minimalizowania polskich szaf!

  41. Majka

    Ciekawe, że znajduje się miejsce dla Ciebie w tym blogerskim świecie. Swojego bloga zakładałam nieco później niż Ty, ale mnie zdrowy rozsądek dopadł wcześniej- i chociaż lubiłam imprezy związane z branżą modową (klimat FW!) to stwierdziłam, że rozsądku z modą nie da się połączyć- fajnie, że Tobie się udało i promujesz to na szeroką skalę. Tylko z tekstem o minimalistach się nie zgodzę, chyb tylko skrajne przypadki liczą skarpetki. :)

  42. Anonymous

    Asiu, ja chyba potrzebuję Twojej rady. Piszesz, że lepiej kupować mniej rzeczy, ale lepszej jakości. Oczywiście za jakością idzie wyższa cena. Ja jestem niepełnoletnia, finansują mnie rodzice, którzy też pieniędzy za bardzo nie mają, ze względu na duże wydatki, jakie mieliśmy w zeszłym roku. Wszystkie moje oszczędności w najbliższym czasie wydam na wyjazd do Paryża, co jest lepsze niż kupienie 5 par butów, ale nie zmienia faktu, że nie mam w czym chodzić. Zbliżająca się wiosna trochę mnie przeraża, bo nie mam żadnych ciekawych ubrań. Jest tylko kilka rzeczy w mojej szafie, które naprawdę lubię. W zwykłych sieciówkach też nie będę kupowała, bo rodzice mają dużo ważniejszych wydatków oprócz moich zachcianek. I co ja mam zrobić w takiej sytuacji?

    1. styledigger

      Nie ma niestety magicznych sztuczek, i jeżeli mamy wydatki większe od środków, to żadne teoretyczne podejście nie spowoduje, że pieniędzy nam samoistnie przybędzie. Piszesz: „Zbliżająca się wiosna trochę mnie przeraża, bo nie mam żadnych ciekawych ubrań” – czyli masz i nieciekawe? Przed ewentualnym uzupełnianiem szafy warto ją najpierw wyczyścić ze wszystkiego, co „nieciekawe”. A budowanie funkcjonalnej garderoby to zwykle długotrwały proces, który wymaga cierpliwości i zastanawiania się za każdym razem, czy naprawdę potrzebujemy/chcemy rzeczy o której myślimy, zwłaszcza przy mocno ograniczonych środkach. Co z ubraniami, w których chodziłaś zeszłej wiosny? Przypuszczam, że możesz w nich chodzić i w tym roku? Second handy są też bardzo fajną opcją.

  43. babette versus

    super artykuł o nieprzemijalności. z zamierzenia nie nazwałam go ‚postem’, bo piszesz za dobrze na prozaiczne poszczenie. jestem trochę starsza od Ciebie i z pewnością od twoich fanów. Lata życia bez kasy w lekko lewicujących(legutko) kręgach neoruralnych Francy i Navarry uczy, jak widzieć piękno i sens biodegradacji. lubię ciuchy, tworzę je od lat. Jestem żywym, dożywionym okazem artysty popcyclisty. trzeba być kreatywnym i nie załamywać łapek, bo nie ma się w czym chodzić. grunt to mieć dokąd. to jak z językami obcymi.władać biegle, a mieć coś do powiedzenia to przyjemności o różnym natężeniu. wolę słuchać, kiedy ktoś ma coś do powiedzenia. dzięki za podzielenie się z ludzkością twoją mądrością. niech żyje sałatka z mlecza i ciuchy przerabiane. babette

  44. Anonymous

    Wiesz dlaczego lubię tu zaglądać? Odpowiedź jest prosta. Po wizycie na typowym „blogu modowym” wpadam w popłoch – wydaje mi się, że moja szafa jest beznadziejna, i chociaż pęka w szwach, to czuję wewnętrzną presję, że MUSZĘ kupić to, to i to i jeszcze tamto, bo są to rzeczy absolutnie niezbędne do życia. Za to na Twoim blogu jest zupełnie inaczej. Po przeczytaniu Twoich tekstów, rad i uwag na temat komponowania garderoby, pierwsza myśl jaka mnie nachodzi, to chęć zrobienia ostrej selekcji w szafie i docenienia rzeczy, które faktycznie posiadam. Dajesz mi tę energię do działania i wymyślania ciekawych outfitów, a nie dołujesz porażającą ilością coraz to nowszych ubrań, jak blogerki pokroju Maffashion czy Leblogdebetty. Promujesz STYL, a nie modę. I za to duże brawa i szacunek. Keep going! :)

  45. E.

    Uwielbiam Twoje powieści w odcinkach! I uwielbiam czytać Twojego bloga w ogóle. Wszystko cieszy – nie tylko oko, ale i umysł. Bardzo odświeżające jest to, że nie ma tu tony zdjęć w tym samym klimacie/z tymi samymi ciuchami/reklamujących ten sam portal czy firmę, że pokazujesz pasję do mody, a nie do przebieranek w coraz to nowe ciuchy i że można tu też przeczytać coś z sensem, co ma jakieś odniesienie do różnych aspektów mody czy kreowania własnego stylu. I też jestem zwolenniczką podejścia ‚slow’ :)
    A przede wszystkim zazdroszczę Ci Londynu (ale to się za parę miesięcy zmieni)! ;)

  46. Anonymous

    Odkąd wrocilam do Polski po latach pracy w Anglii, moja najlepszą metoda na szał zakupow jest spojrzenie na odcinek wypłaty…W tym momencie ciuchy ida na dalszy plan, bo są drogie i złej jakości (mowie o większosci sieciówek). Poza tym zauważylam,ze firmy takie jak Reserved, dawniej dobre jakościowo i w dobrej cenie, opuscily sie w zastraszajacym tempie i gdy wchodze do ich sklepu widze szmaty gorsze niz w Primarku a w o wiele wyzszej cenie. Tak wiec teraz kupuje jak musze i tyle. Pozdrawiam, bardzo dobry post i fajny blog, zagladam od dłuższego czasu:)

  47. Anonymous

    For all crazy shoppers, buying in Zara and H&M (me included) I recommend reading ” To Die For. Is Fashion wearing out the world?” by Lucy Siegle, a British journalist, who did a great job of discovering some ugly truth behind fast fashion (and even some respected designers). It’s an eye opener!

  48. Sunshine

    Witaj :) Odwiedzam Twojego bloga od kilku lat. Nigdy jeszcze nie komentowałam, tylko podziwiałam i zapisywałam inspiracje :) Jednak zmiany tutaj zachodzące nie do końca mi odpowiadają i postanowiłam się z Tobą podzielić tą refleksją. Oczywiście to Twój blog i możesz z nim robić, co Ci się tylko podoba, jednak nie masz wrażenia, że sposób Twojego ubierania się nieco na tych zmianach stracił? Nie zrozum mnie źle, ABSOLUTNIE popieram podejście typu slow – w ubraniach stawiam zdecydowanie na jakość, a nie ilość, nie patrzę na metki, a jedynie materiały i jakość wykonania – większość ubrań szyję sama lub u krawcowej, uwielbiam ciucholandy (jeśli coś po 10 praniach wygląda porządnie, to po następnych 50 też będzie), sieciówki omijam szerokim łukiem, bo nawet w tych droższych ciężko znaleźć coś porządnie wykonanego.
    Mam jednak wrażenie, że Twój styl nieco stracił na kobiecości, oryginalności?
    Dla mnie zawsze byłaś kimś, kto czerpał odrobinę z trendów, odrobinę z szafy babci, dodawał do tego obcasy i wychodził doskonały, stylowy, ale nie przerysowany, po prostu piękny miks. Kapelusz, obcasy, futro, piękny sweter i koszula, ciekawa biżuteria – kiedyś wyważałaś w ubiorze seksapil i codzienność. Nie zdawałam sobie sprawy, że działo się to wszystko kosztem pękającej w szwach szafy, ale patrzyło się na to doskonale i do niedawna byłaś moją największą inspiracją. Nie chcę być niemiła, ale Twój styl ubierania się ostatnimi czasy… ciężko nazwać inspirującym. Wiem, że życie w Londynie wygląda nieco inaczej (do dziś śnią mi się po nocach pracownice biurowe w garsonce i wielkich adidąsach wracające metrem po pracy) ale czy zmieniając podejście do kupowania ubrań, nie zmieniłaś też przypadkiem podejścia do ich noszenia na bardziej leniwe? Nadal zdarzają Ci się ciekawe zestawy, ale zwykle to tylko jeansy, płaszcz, jakaś torba… No smutno trochę :) A ten ostatni zestaw z adidasami… Normalnie Cię nie poznałam :) Mówiłaś zawsze, że styl Włóczykija jest najbliższy twemu sercu, ale kiedyś zawsze był to kobiecy Włóczykij :) Dodam jeszcze tylko na koniec, że jeśli jesteś świadoma i zadowolona ze zmiany swojego wyglądu to bardzo się cieszę, bo to świetne uczucie, być zadowolonym z tego, jak się wygląda :) jestem bardzo ciekawa Twojego zdania i byłabym wdzięczna za jakikolwiek komentarz :) pozostaję wierną fanką, choćby ze względu na przeszłość :) Marta

    1. Mena Emem

      Moim zdaniem to jest tak że kiedy człowiek sie zmienia , nastepuja zmiany w jego zyciu,to zmienia sie tez jego podejscie do ubierania sie a nawet zmienia sie styl. Wiem po sobie. to co podobalo mi sie jeszcze 2 lata temu…. dzis juz nie wydaje mi sie atrakcyjne…. :)

    2. styledigger

      Hm, nie wiem tak naprawdę, mam wrażenie że zawsze nosiłam i noszę mniej więcej to samo, tylko kiedyś miałam fazę na pokazywanie na blogu tylko jakichś wyjątkowo przykuwających uwagę zestawów i nawet jak tego dnia miałam na sobie płaskie buty, to zmieniałam je specjalnie na obcasy, teraz już tego nie robię, bo chciałabym pokazywać rozwiązania, które sprawdzają się w moim, prawdziwym życiu, nie na zdjęciach, licząc na to, że w ten sposób będą mogły sprawdzić się też u innych, „normalnie” żyjących osób (pod normalnie rozumiemy wszystkich, którzy nie są wożeni limuzyną z premiery na kolację, a później na rozdanie Oscarów:)). Bardzo wysokie obcasy noszę rzadziej, bo nie mam w Londynie samochodu i w płaskich butach jest mi po prostu wygodniej, a biżuterii poza zegarkiem nie noszę wcale i właściwie nie nosiłam nigdy, poza zdjęciami na bloga i jakimś krótkim zrywem, który nie zakończył się powodzeniem. Cała reszta – futra, swetry i koszule, jak najbardziej są.

  49. Anonymous

    A ja mam problem, żeby sobie cokolwiek kupić, chyba jestem zbyt wybredna, szukam dalej:)

    pozdrawiam z Tychów

  50. Anonymous

    Ostatnio zaczęłam się stosować do Twoich rad i od początku tego roku kupiłam tylko 3 (!) rzeczy, ale wszystkie uwielbiam i mogłabym nosić cały czas :) Pisałaś kiedyś, że biegasz. Można wiedzieć na jakie dystanse? :)
    Kasia

  51. pestka

    I proszę w ciągu dwóch dni uzależniłaś mnie od siebie. Nie ładnie koleżanko :P. A tak na poważnie to znalazłam w końcu świetną inspirację do zrobienia porządków w mojej szafie. Z minimalizmem modowym spotkałam się już jakiś czasem temu i mnie zaciekawił. Jednak za każdym razem jak podchodziłam do szafy nie byłam do końca przekonana co do tych czystek. Tak jakoś nagle wszystko stawało się niezbędne. Wczoraj spotkałam się przypadkiem z twoim blogiem i wsiąkłam w temat. Przeczytałam wszystkie artykułu z tego tak jakby działu. I muszę się pochwali, że zapuszczając radio „Czwórki” zebrałam się i zrobiłam to co trzeba. Spakowałam wszystko czego już nie nosiłam od dawna i jakoś nic się nie zawaliło. Zrobiłam też przegląd w moim notesie, gdzie mam rzeczy do kupienia i doszłam do wniosku, że bez połowy przeżyję. Będę zaglądać częściej i mam nadzieję, że tak mi zostanie na dłużej. Do „przeczytania” i może wpadnij do mnie :P.

  52. Anonymous

    Przyszło mi do głowy jedno pytanie. Skoro napisałaś, że t-shirty kupujesz w Muji, a torby u Zuzi Górskiej – to może polecisz więcej miejsc, gdzie mogę się zaopatrzyć w dobre „basicowe” elementy? Zależy mi szczególnie na legginsach, z tym mam wieczny problem. :) Pozdrawiam,
    Monika

  53. Mena Emem

    ja z kolei wydaje piniądze na jedzenie – jedzie w ogromnych nadmiernych ilosciach. to jak nałóg musze kupwac tony jedzenia bo jak nie kupie góry slodyczy salatek , napojów to az mnie telepie. oczywiscie mam tez nadwage. Wiem ze to źle ale nie umiem sie powstrzymac…. juz chyba by lepiej bylo wydawac na ubrania… :(

  54. Ledżenc

    A ja całe życie myślałam, że po prostu jestem nudna, że chodze w tym samym, że lubie te kolory, ktore lubie, i te fasony, które na mnie dobrze leżą i w których czuję się swobodnie. Dzienks!

  55. Anonymous

    Styledigger, tak się składa, że posiadam te same czarne, jedwabne spodnie z Massimo Dutti. Jak radzisz sobie z ich praniem? Oddajesz do pralni? Ja chcę zaryzykowac z praniem ręcznym, ale trochę się boję ;>

    1. styledigger

      Właśnie tylko i wyłącznie oddaję do pralni, nawet się nie zastanawiam nad pralką, bo mam teraz taką mocno archaiczną, bez porządnego delikatnego programu. Ręczne pranie pewnie im nie zaszkodzi (chyba:)), ale czyszczenie chemiczne wydaje mi sie po prostu bardziej skuteczne.

  56. Anonymous

    A może podasz nazwy sklepów, które mają ubrania dobrej jakości? Gdzie najchętniej robisz zakupy?

    Pozdrawiam,
    Kamila

  57. annkie-company

    dobry post na wiosnę.. wyrzuć to co niepotrzebne z szafy i z życia!

    zapraszam na blog o mojej przygodzie ze światem mody w powaznym znaczeniu :)

    annkie-company.blogspot.it

  58. nybatteri

    Zainspirowałaś mnie strasznie swoimi wpisami o „slow fashion”. Teraz do porządkowania zakupowych planów używam serwisu Pinterest. Już mówię, co robię, gdyż jestem z tego dumna :) Zanim wybiorę się do sklepów, przeglądam szafę i decyduję, jakiej kategorii ubrań potrzebuję np. dżinsowych spodni, czarnych botków, eleganckiej bluzki.Potem oglądam lookbooki sklepów i, wgrywając na Pinterest zdjęcia ładnych rzeczy z różnych firm, porównuję je ze sobą. Kiedy mam je obok siebie, zazwyczaj szybko podejmuję decyzję, która rzecz najbardziej mi się podoba. Potem zostaje już tylko iść do sklepu,zdjąć z wieszaka i zapłacić :-) Tym samym unikam sytuacji, w której kupię coś w jednym sklepie, a za chwilę znajdę coś bardzo podobnego, ale jednak ładniejszego, w innym. Zrobiłam już w ten sposób kilka dobrych, przemyślanych zakupów i właśnie w tych rzeczach chodzę niemal non stop! Kiedyś tak pisałaś – kupuj tylko te rzeczy, w których miałbyś ochotę chodzić codziennie. Ja mam to w głowie do dziś :-)
    Ktoś może pomyśleć, że nie ma czasu na przeglądanie stron. Ja uważam, że wolę najpierw sprawdzić, na co chcę wydać swoje pieniądze. I wtedy zamiast plątać się między półkami idę szukać tego, co naprawdę mi się podoba.

    , które będą mi potrzebne, których będę szukać. Wklejam do folderów podobne wersje

  59. Anonymous

    No to jeszcze ja dopiszę, że dzięki Tobie zrobiłam sobie takie małe „czyszczenie szafy” no i uzbierało się tego 2 wielkie worki, które potem trafiły do pck. Dzięki za inspirację.
    Pozdrawiam

  60. Anonymous

    Mam pytanko nie na temat :) Wybieram się niedługo do Londynu i chciałabym kupić tam pewien serial na DVD. Gdzie i jakie są tam sklepy z płytami ?

  61. Jaśmin&Magnolia

    Bardzo mądry tekst :) Też mnie niedawno ogarnęły pewne konsumpcjonistcyzne refleksje… i przed wielkim planowaniem szafy na pewno ejszcze nie raz wróce do podnych przez Ciebie linków i do Twojej strony. Przyjemnie się Ciebie czyta i miło jest być takim zewnętrznym obserwatorem przemian bloga i Ciebie :) Wszystkiego dobrego, Kasia

  62. Anonymous

    Wiem, że będę tysięczną osobą, która to napisz,e ale przyznam, że Twój blog (a zawsze uważałam je za mało wnoszące) zmienił u mnie naprawdę dużo. Jakiś czas temu zauważyłam, że blogi, które czytałam wcześniej wręcz mówiły „kupuj, kupuj, kupuj, nie ważne, że będzie pasowało do jednej bluzki z Twojej szafy – kupuuuuj!”, ale po przeczytaniu Twoich uwag, zauważyłam jakie to naprawdę głupie. Bo od dłuższego czasu poprzekręcało mi się w głowie i zaczęłam traktować ciuchy jako mniej ważną część mojego życia, raczej się nad tym nie zastanawiam (oczywiście nie zaczęłam też chodzić ubrana jak żul). Więc chciałam tylko powiedzieć, że naprawdę swoimi postami i swoją własną zmianą zainspirowałaś ogrom ludzi, żeby zrobił to samo :) Gratuluję i zarazem dziękuję, bo pomogłaś także mnie :)

  63. roxanette

    dziś odkryłam twojego bloga :D świetnie piszesz i inspirujesz. wykorzystam 30 dniowe wyzwanie nie kupowania ubrań. napewno będę czytać regularnie ;p Pozdrawiam <3

  64. noma

    Wydaje mi się, że Twoje bardzo świadome, godne pochwały i promowania podejście jest wynikiem wiedzy i właśnie tej daleko idącej świadomości, która zaczyna (powoli, bo powoli) „wcielać się” w mainstream. Wystarczy zapoznać się z magazynami Slow, Smak, Zwykłe Życie, Futu Mag żeby zauważyć, że grono miłośników nurtu slow znacznie się poszerza nawet w Polsce. Jak to zwykle bywa w kulturze ten nurt jest reakcją na krzykliwy, bez emocjonalny, zmienny, bezmyślny konsumpcjonizm. Krótko mówiąc – wyprzedziłaś inne polskie blogi „modowe”. Serdeczne gratulacje, życzę dużo zapału do pisania :)
    A innym blogerkom więcej świadomości.

  65. małgosia

    Asiu, jako że komentuję pierwszy raz-dziękuję za serię Slow Fashion. Trafiasz ten temat znakomicie, bez przesadyzmu, ale w świetny stylu, każdy post wnosi coś nowego!

    Moje „jak kupować mniej” dojrzewało bardzo długo. Mimo corocznych przeprowadzek. Walizka-Obelix często ratowała sprawę ;) Dużo było postanowień, dużo czytania o minimaliźmie, itp. Zaskoczyło nagle i samo. Przeprowadziłam się do nowego miasta i przesiadłam się na rower (ok, nie było to trudne, tu gdzie mieszkam można jeździć b.bezpiecznie).

    Tak mijają 4 miesiące. Kupiłam jedynie potrzebne rzeczy, ciepłą kamizelkę i kurtkę przeciwdeszczową na rower. Wcześniej było tak że w drodze z pracy przesiadałam się na stacji metra przy największej ulicy handlowej mojego miasta, zaglądając to tu to tam, kupując (bo ładne, bo należy mi się, bo mam taką odpowiedzialną pracę). Na rowerze takie decyzje zapadają bardziej świadomie. Teraz po wejściu do sklepu prawie w większości przypadków mam ochotę zaraz wyjść ( bo tłok, bo kolejki, bo głośna muzyka, bo nic ciekawego). I wychodzę bez żalu!!!! Mam więcej czasu, zamiast „must have” nadrabiam moje „must read”, spotykam się z przyjaciółmi. Lepiej mi, kiedy zamiast kupić kolejną bluzkę, mogę przelać jakąś kwotę na konto organizacji charytatywnej.

    Czyli mniej daje więcej. Porządek w szafie i porządek w głowie,
    Pozdrawiam!

  66. Pingback: Whassup, Doc? Follow dowolny dzień tygodnia. - tattwa | tattwa

  67. blackismyreligion

    hmmm…
    minimalizm jest w modzie, ale to taka pozytywna „moda”, nie dla wszystkich. Ale mi się to podoba, nie mam telewizora, nie czytam gazet, kupuję w secondhandach, zmniejszyłam ilość kosmetyków kolorowych, czuję że żyję wolniej, czuję się lepiej :)

  68. Pingback: Kilka sposobów na zrobienie porzadku w przepełnionej szafie z ubraniami |

  69. choca-loca

    Kiedyś mi się wydawało, że mnie nie stać na podróże interkontynentalne. Znajomi jeździli tu i tam a ja…. ja miałam szafę pełną jednorazówek.Moja szafa ciągle odbiega od ideału albowiem gust to ja mam ekstrawagancki, a chcąc się przerzucić na minimalizm trzeba raczej stawiać na klasyczne fasony, z którymi nie zawsze jest mi po drodze. Ale powoli…getting there :) pozdrawiam

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *