Spot Digging: Bubbleology & Hi-End

Zawsze z niecierpliwością oczekuję tych weekendów, które spędzam w Warszawie. Oprócz dodających skrzydeł zajęć w szkole, zwykle udaje mi się spędzić niewielką ilość wolnego czasu w taki sposób, że w niedzielę nie bardzo chce mi się wsiadać do pociągu. Tym razem wybrałam się z Anią Fashionitką, Jagą i Harel na przeszpiegi do Bubbleology- (prawie)nowootwartego baru z herbatą na Chmielnej. Nie jest to jednak zwykła herbata (nie żebym miała coś przeciwko zwykłej herbacie- ta robiona przez babcię, z plasterkiem cytryny z odkrojoną skórką, podana w szklance z wiklinowym koszyczkiem nie ma sobie równych), ale pochodząca z Tajwanu Bubble Tea, czyli owocowa albo mleczna herbata smakowa z tapioką, która po wstrząśnięciu podobno tworzy tytułowe bąbelki- nie sprawdzałam, bo dowiedziałyśmy się o tym bonusie na tyle późno, że nie było już czym wstrząsać.

 

Pomysł na urządzenie Bubbleology bardzo mi się podoba-wnętrze przypomina laboratorium, wszędzie coś bulgocze, a pracownicy noszą białe fartuchy- brakuje im jeszcze tylko steampunkowych okularów ochronnych. Strona internetowa utrzymana jest w bardzo podobnym klimacie.  Lokal cieszy się chyba ogromnym powodzeniem, bo kłębiło się tam tyle ludzi, że prawie nie mogłam zrobić zdjęć, a o wolnym stoliku można było pomarzyć. Wzięłyśmy więc nasze herbaty na zewnątrz i usiadłyśmy na ławce. Ze względu na upał wybrałyśmy wersje owocowe, ja spróbowałam mango i marakui. Smak jest dość nietypowy, na pewno mało herbaciany, ale idealnie orzeźwiający. Największą frajdą było wysysanie przez rurkę żelkowatych kawałków tapioki. Herbata mogłaby być jednak, jak dla mnie, trochę mniej słodka- następnym razem poproszę o wersję z połową cukru.

 

Orzeźwione bąbelkową herbatą, ruszyłyśmy na Mokotowską, żeby odwiedzić równie młody butik marki Hi-End. Ich flagowym produktem są delikatne, wygodne tuniki i sukienki we wszystkich kolorach tęczy, zawsze z ciekawym detalem- mnie najbardziej spodobał się trójkątny kształt wycięć i kieszeni. Ponieważ głównie miotałam się dookoła z aparatem, usilnie próbując niczego nie zrzucić i nie odciąć światła całej kamienicy przez wieszanie ubrań na żyrandolu,  nie miałam czasu ani na rozmowę z pomysłodawczynią Moniką (czego bardzo żałuję i na pewno nadrobię), ani na przymierzanie ubrań- dziewczyny za to znalazły kilka rzeczy dla siebie.

 

 

 

 

 

Butik Hi-End przygarnął też pod swój dach inne marki- między innymi biżuterię Agaty Bieleń oraz torby i dodatki Raramodo, których kołnierzyka jestem szcześliwą posiadaczką.

 

 

Popołudnie, a właściwie już wieczór, zakończyłyśmy frytkami z Okienka i piwem porzeczkowym w Małym Piwie– oba miejsca też są zdecydowanie godne polecenia.

 

56 comments

+ Napisz odpowiedź
  1. Anna.

    bardzo pozytywny post! jak tylko będę w Warszawie na pewno odwiedzę Bubbleology bo jestem zaintrygowana tym miejscem, a od herbaty jestem uzależniona. :)

    Pozdrawiam <3

  2. Anonymous

    te Okienko to jakaś restauracja, czy taka typowa budka z frytkami? mnie też zrobiłaś smaka na frytki ;)

  3. Littleveronica

    Widziałam jakiś czas temu małą fotkę herbaty z Bubbleology w InStyle czy w czymś takim ;) Niezmiernie chciałabym posmakować tego napoju – niestety nie mam możliwości odwiedzić Wawy w najbliższym czasie… ;)

  4. Panna Lemoniada

    Och Jak zobaczyłam mojego ulubionego, porzeczkowego Bearnarda z Kniei to aż podskoczyłam:D Uwielbiam go:D i nawet mam go w maleńkim monopolu tuż pod klatką:D (trochę dziwnie brzmi takie podniecenie piwem:P). Ale na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że kupiłam go pierwszy raz dlatego bo miał kochanego niedźwiadka na papierku i w ogóle cała butelka była taką torebką owinięta:D to takie dziewczyńskie chyba jest:D

  5. Jag

    Asia, było superancko! Następnym razem idziemy znowu na frytki, tylko mam nadzieje, że będzie sos rozmarynowy (niebo w gębie, polecam wszystkim!).

  6. kelly

    Zawsze, gdy czytam Twoje warszawskie posty, mam nadzieję, że jednak zdecyduję się na podyplomówkę na VM. Hi End jest świetny i czekam na wizytę u nich!

    Ania Fashionitka – jeśli to czytasz…super spodnie. Szkoda, że nie ma ujęcia sylwetki na stojąco! ;)

  7. Olga

    Jak rok temu byłam w Berlinie piłam właśnie taką oto „herbate”. Jest świetna, zgadzam się całkowicie:) Ale szczerze odradzam smak kokosa- bardzo sztuczny i kwśnawo – słodki(?).
    Piękna jest ta blado różowa, asymetryczna sukienka. Uwielbiam twojego bloga:DDDDD

  8. Olfaktoria

    Interesujące miejsce. Jednak ubrania raczej nie przypadły mi do gustu. Obecnie niektóre ubrania ich nie przypominają, są bez fasonu jak płachty materiału. Niektóre z nich wyglądają kiczowato.

  9. Anonymous

    Bylismy na herbace, cala rodzina, byloby pieknie, gdyby nie wrazenie, ze pije sie straszszszna chemie:( Nawet naszym Coca-Colowym dzieciom nie smakowało…
    Ola

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *