|May in bloom|

Im dłużej mam bloga, tym bardziej zastanawiam się zanim kupię czy przygarnę jakąś rzecz. Dzięki temu moja szafa powoli oczyszcza się z ubrań i dodatków bez większej wartości czy znaczenia, kupionych pod wpływem chwili- proces trwa, a przy każdym kolejnym sprzątaniu jestem coraz bardziej bezlitosna. Przyczyniło się do tego wiele czynników- codzienna frustracja, gdy stawałam przed szafą pełną bezużytecznych szmatek i plastikowych butów i nie miałam się w co ubrać, mimo że ledwo udawało mi się ją domknąć, rozmowy z osobami, które rozsądnie podchodzą do kwestii ubrań i nie tylko, wykłady na uczelni. Były też bardziej przypadkowe impulsy- któregoś dnia, gdy miałam na głowie kapelusz odziedziczony po dziadku, który podarowała mi babcia, opowiadając przy tym jego sześćdziesięcioletnią historię, zaczęłam się zastanawiać, co mogłabym opowiedzieć swoim potencjalnym wnukom o sweterku z Bershki, który miałam akurat na sobie, zakładając oczywiście, że jakimś cudem przetrwałby tyle lat. Że kupiłam go, bo akurat wypadł na mnie, podstępnie przeceniony, z góry ciuchów upchniętych na jednym wieszaku? Ucząc się szyć zaczęłam też dostrzegać ile pracy trzeba włożyć w wykonanie nawet niezbyt skomplikowanych ubrań (nawet przy założeniu, że nie wszyscy dwa razy więcej czasu spędzają na pruciu niż szyciu, jak to na razie niestety mam w zwyczaju) i zdecydowanie bardziej doceniać kunszt innych.

 

 

Kiedy z propozycją podesłania ubrań ze swojej kolekcji odezwała się do mnie Sara, która razem z mamą z dużą dozą pasji tworzy markę Boa, nie zastanawiałam się ani chwili. Organiczna bawełna- jest, dobra jakość- jest, lokalność- jest, etyczna produkcja- także jest, a co najbardziej zauważalne przy pierwszej przymiarce, dopracowane kroje i wygoda nie do przecenienia też są. To wszystko sprawia, że ubrania z Maroka (no właśnie, zapomniałam dopisać, że Boa pochodzi z uwielbianego przeze mnie Maroka) trafiły prosto na półkę z podpisem „ubrania, które coś znaczą”, a krótko potem do mojej walizki zapakowanej na majówkowe włoskie wojaże. Do tej samej kategorii należą dziwaczne torebki z second handów, jak ta na powyższych zdjęciach, spersonalizowane kozaki i botki, cała kolekcja „Kicz&Co.” z lwią torebką na czele, spódnica przywieziona z Tajlandii i wszystkie inne rzeczy, które są dla mnie w jakiś sposób wyjątkowe. Doszłam do wniosku, że moja szafa jest za mała na bezsensowne rzeczy, a gdybym nie zaczęła kierować się przy zakupach i barterach większym rozsądkiem, wkrótce znaleziono by mnie przygniecioną wielkim stosem ciuchów z poliestru. Pewnie, że zdarzają mi się różnego rodzaju grzeszki (na stoliku przede mną leży właśnie voucher do Zary, którego pewnie nie omieszkam zrealizować, mimo że to marka, która ze swoim kopiowaniem projektów, podprowadzaniem zdjęć na nadruki i zwykle mierną w stosunku do ceny jakością jest jakby dokładnym zaprzeczeniem powyższego wywodu), ale przy każdych zakupach staram się dwa razy zastanowić, zwolnić, wybierać to co jest według mnie wyjątkowe i naprawdę warte zakupu- o ile oczywiście mam taką możliwość, i małymi kroczkami zmierzać do sytuacji, w której będę zadowolona z zawartości mojej szafy. Ciekawa jestem Waszego podejścia- wkładacie więcej wysiłku w wyszukiwanie takich rzeczy, które są zgodne z Waszą „ciuchową filozofią”, czy kupujecie po prostu to co Wam się w danej chwili podoba, nie zawracając sobie głowy nadmiernym rozstrząsaniem tego, prostego w sumie, procesu?

 

 

| Boa style jacket | H&M kimono | Jacqueline Riu pants | thrifted top | Office shoes | vintage bag | Natalia Bielawska bracelet |

81 comments

+ Napisz odpowiedź
    1. joanne k.

      również ostatnio zauważyłam, że twoje teksty są dłuższe i ciekawsze (chociaż zawsze były ciekawe). a no i powyższy tekst mądry i rozsądny. osobiście nie mam jeszcze swojego konkretnego stylu – ciągle nad nim pracuję, sama nie wiem czego chcę a do tego jeszcze moda czyli co sezon inne rzeczy więc co poradzić. staram się szukać rzeczy w second handach. dzięki temu wiem, że to co wpadnie mi w oko naprawdę mi się podoba, a nie tylko dlatego, że modne, bo powiedzmy szczerze, w sh nie ma t y l k o modnych ubrań ;) w swojej szafie staram się robić regularne porządki, aczkolwiek nie wyrzucam wszystkiego, gdyż gust się zmienia i teraz żałuję że kiedyś powyrzucałam niektóre ciuchy, a przydałyby się chociażby do eksperymentowania z maszyną do szycia ;)
      tak się rozpisałam, że zapomniałabym dodać kilka słów o twoim outficie.
      tak więc: bardzo mi się podoba. ramonesko podobne kurtki to jest to co lubię, a buty na słupku to moje marzenie!!! ;>

  1. Dorota

    Ja też zaczęłam zdecydowanie więcej myślec.. i zadawac sobie pytanie, czy aby napewno chcę zapłacic 150zł za coś, czego lepszą wersję mogę uszyc sama.. ? :) bardzo ładnie napisane:)

    pozdrawiam

  2. Charlie, Feminine Bravery

    I’m actually starting to do the same with every new purchase. I picture myself in at least 5 different outfits in the dressing room I could pair the new object with, and I can’t stand polyester either. I do shop in all kinds of stores and I do thrift sometimes, and I’m going through my closet more than I did before to be able to get rid of clothes I don’t use or that don’t fit me or that don’t mean anything to me.

  3. Koronka

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście :). Ja sama kiedyś kupowałam w dużych ilościach polyestrowe ubrania z H&Mu – po czasie stwierdziłam, że kupuję ilościowo dużo ubrań, a znacznie bardziej opłaca się kupić jedno, a porządne. Bez sensu też jest kupowanie „plastikowych” – jak to określiłaś butów – nie są one zwykle ani zbyt trwałe, ani wygodne. Jeśli coś kupuję, to patrzę na to, aby dobrze w tym wyglądać, było dobrej jakości i nie znudziło mi się po kilku miesiącach, czyli jak moda minie. Mam ulubioną torebkę z eko skóry – gdyby była możliwość, to dwa lata temu kupiłabym wersję skórzaną, bo na pewno o wiele lepiej by się prezentowała teraz, a nawet w przyszłości.
    Kurtka z Boa jest genialna *.*.

  4. Malena

    Ostatnio dokładnie takie przemyślenia mnie nachodzą :) I choć nie jestem zwolenniczką krucjaty przeciw Zarze, choć zakupy robię po dłuższym zastanowieniu, ostatnio mam wrażenie, że Zara atakuje mnie zewsząd, a w szczególności sprzed lustra :) Szybko pewnie się to nie zmieni, bo tak często garderoby nie wymieniam, ale jak na razie powiedziałam sobie stop i zielone światło dałam sobie jedynie na rzeczy w jakimś sensie wyjątkowe. Dlatego również z przyjemnością oglądam dziś Ciebie :)

    1. styledigger

      Właśnie czytałam Twój post i to też był jeden z punktów zapalnych. A, i mam pewną teorię, skąd u nas te zbliżone przemyślenia- ta szkołą to prawie jak sekta:D

  5. Anonymous

    Nie uważam, że kupowanie sieciówkach zawsze jest nierozsądne, a tak to przedstawiasz. Wiesz mi, że można się doskonale ubrać np. w Zarze i nie wyglądać jak kopia kogoś innego. Zresztą nie uważam, że Twoje ciuchy są jakoś wyjątkowo inne. To co masz na sobie można znaleźć w sieciówkach, tylko zapewne tańsze i z metką H&M czy wspomnianej przez Ciebie Bershki. Poza tym ubieramy się w to co nam się podoba, a ja cieszę się kiedy upoluję coś na przecenie spośród stosu innych ubrań na stole.
    Wydaje mi się, że jesteś bardzo krytyczna do wszystkiego prócz własnego gustu.
    I to nie jest atak na Ciebie. Po prostu wyrażam swoja opinię.

    1. styledigger

      Wcale nie napisałam, że kupowanie w sieciówkach jest nierozsądne. Napisałam, że moim zdaniem nierozsądne jest nieprzemyślane kupowanie gdziekolwiek. Z sieciówek mam sporo ubrań i bardzo lubię na przykład Topshop- mają świetne ubrania, które bardzo wpisują się w mój gust, a do tego promują młodych projektantów i młode marki- przez kolaboracje czy w swoim flagowym sklepie na Oxford Street. Możliwe, że podobną kurtkę można by znaleźć w Bershce, pewnie taniej, ale warunki jej wyprodukowania byłyby dużo bardziej etycznie wątpliwe niż w przypadku mojej kurtki, a jakość zapewne gorsza. Nikogo nie krytykuję (no może oprócz Zary:)), ani nie narzucam nikomu swojego zdania, tylko wyrażam na swoim własnym blogu swoje własne przemyślenia na temat swojego własnego podejścia do ubrań i jak najbardziej rozumiem, że ktoś może mieć inne.

    2. styledigger

      A, i nie mówię też że moje ubrania są „jakoś wyjątkowo inne”- te które cenię są po prostu wyjątkowe dla mnie, bo stoi za nimi jakaś historia, bo wiążą się z nimi miłe wspomnienia, bo przywiozłam je z jakiegoś fajnego miejsca, bo stoi za nimi marka którą lubię- dla kogoś innego mogą być zupełnie zwyczajne.

    3. Anonymous

      Ok, ja również szanuję Twoje zdanie. Dziękuję, że odpisałaś, bo bardzo lubię Twojego bloga. Po prostu napisałam własną opinię na ten temat.

  6. The Violin Style

    Ach, co za wywody :D Znam ten problem przepełnionej szafy i mimo tego myśl „ale ja nie ma się w co ubrać.” Też mam całe stosy ciuchów, które kupiłam pod wpływem impulsu i założyłam raz, Teraz już tak byle czego nie kupuję , tylko rzeczy, które naprawdę mi się bardzo podobają. ;] Co do tej całej filozofii – całkiem ciekawe podejście :) Może się zainspiruję… ;)

    Pozdrawiam,
    Joanna

    PS. U mnie również jest nowy post (;

  7. MuffinCannibal

    Łał, naprawdę inspirujący post :)
    Cóż, staram się rozsądnie kupować, ale czasem… nie umiem się opanować. Chyba muszę trochę się przystopować, bo kupowanie bez sensu po prostu… nie ma sensu :)

    xoxo

  8. zagubiony omułek

    podoba mi się Twoje podejście :) ostatnio sama doszłam do podobnych wniosków, chcę mieć ubrania wyjątkowe, poza tym kupując niepokojąco tani łaszek w sieciówce jakoś nie moge odpędzić od siebie myśli, kto, jak i w jakich warunkach to wyprodukował i ile za to dostał wynagrodzenia…kupowanie w sieciówkach czasem jest nie do uniknięcia, majtów nie będe sobie szyła sama ;) ale warto podejść do zakupów ubraniowych z głową.
    a co do sweterka z Bershki który nie będzie miał swojej historii – mam też ulubione sieciówkowe rzeczy, które noszę non stop – i szkoda mi właśnie, że nie dożyją nigdy wieku, w którym same staną się vintage :P

    1. styledigger

      Ooo też mam pełno rzeczy, które lubię, a które nigdy sędziwego wieku nie dożyją- na przykład płaszczyk z dziecięcego działu Zary, który jest śliczny, ale po dwóch sezonach jest dosłownie w strzępach i nawet krawcowa stwierdziła że nie ma dla niego ratunku- trzymam go w pudle, w nadziei że kiedyś moje krawieckie umiejętności rozwiną się na tyle, że będę mogła sobie uszyć podobny.

  9. Konstancja

    Hmm, ponieważ mój stosunek do ubrań, ich jakości i pochodzenia zmienia się średnio raz na dwa tygodnie, to może pora ustabilizować swoje poglądy i zainspirować się Twoją notką – coś czuję, że na dobre mi to wyjdzie. A na zdjęciach wyglądasz – jak zwykle zresztą – pięknie!

  10. Fashionitka

    A ja właśnie jakiś rok temu zaczęłam nowe podejście do zakupów – też kupowałam instynktownie, nie myśląc czy założę dany ciuch kilka razy czy tylko na „dzisiejszą” imprezę. Co pół roku dopisuję do listy podstawowe elementy garderoby i po prostu idąc na zakupy szukam właśnie ich. Teraz spędziłam 5 dni w Paryżu na poszukiwaniu czarnej skórzanej kurtki i choć korciły inne wdzianka (w sumie niepotrzebne, bo ile można mieć takich samych czarnych tunik w szafie), plan udało się zrealizować. Odhaczam z listy i zabieram się za kolejną pozycję ;-)! Polecam!

    1. styledigger

      No właśnie lista super sprawa, muszę zacząć fizycznie te listy robić, bo jak tak sobie tylko myślę o tym, co powinnam kupić, to zawsze mi się to wszystko jakoś rozpływa:)

  11. Anonymous

    Brawa za mądry, bardzo mądry wpis :) Też przeszłam fazę kupowania ciuchów na potęgę, bo przecena, bo outlet, bo akurat mam ochotę itp., ale od jakiegoś czasu (myślę, że m.in. trochę pod wpływem bloga naszej kochanej Harel ;) staram się mieć w szafie dobrej jakości, ponadczasowe rzeczy, które mogę nosić latami. Tak jest np. z kilkoma swetrami i szalami z Solara (outletu), a nawet niektórymi lepiej wykonanymi ubraniami z Zary czy Benettona. Wiadomo, że czasem człowiekowi po prostu chce się kupić nową szmatkę, ale ważne, żeby przyświecała nam właśnie idea, o której piszesz. Czas, kiedy Polki oszalały na punkcie sieciówek chyba powoli mija, nacieszyłyśmy się już, że stać nas na te rzeczy, że są ogólnodostępne, modnie się ubieramy, a teraz czas jednak pomyśleć, co za tymi sieciówkami się kryje, jak te rzeczy powstają, gdzie, w jakich warunkach i rozejrzeć się za alternatywą. Pozdrawiam!

  12. Panna Kirjanna

    U mnie w szafie panuje jedna, główna zasada: jak najwięcej bawełny. Nie wyobrażam sobie chodzenia w poliestrowych ciuchach. Mam jedną bluzkę z poliestru i cały czas się zastanawiam gdzie ja miałam głowę, że ją kupiłam. Druga sprawa, że mam po prostu uczulenie, a sztuczne rzeczy podrażniają mnie sto razy bardziej niż z naturalnych materiałów.
    Nie mam problemu z niedomykaniem szafy, ponieważ mam wielkie problemy żeby cokolwiek kupić. Potrafię wejść do sklepu, rzucić okiem i wiem już, że nic dla mnie nie ma. W innych przypadkach siedzę pół godziny w sklepie z jedną rzeczą, obchodzę z nią każdy kąt, aż w końcu i tak ją odkładam, bo odpowiedź na pytanie „a po co ci to?” mnie nie satysfakcjonowała. Pieniądze wolę wydać na książki, płyty bądź odłożyć sobie na spotkanie czy wyjazd z przyjaciółmi. Ubrania kupuję jak już muszę, a ponieważ teraz jestem na diecie, to nic nie muszę, czekam aż wszystko będzie na mnie wisieć :P
    I kiedy mówię „Nie mam się w co ubrać” to nie fałszywa skromność, bo mam tyle rzeczy w szafie tylko sama prawda – po prostu nic w niej nie mam xD

    Pozdrawiam! :)

  13. M.

    podoba mi się podejście świadomego nabywania rzeczy, nie tylko w kwestii ciuchów ale w ogóle, czasem mniej znaczy więcej i nie chodzi o skąpstwo, tylko o to, żeby nie zagracać swojego otoczenia zbędnymi rzeczami :)

  14. myszek

    Zgadzam się z Asią i z Fashionitką, też robię sobie listę i staram się jakośtam oscylować wokół niej, oprócz tego zanim coś kupię, staram się przespać z tym.. często wracam do sklepu na drugi dzień i jestem zdziwiona, że w ogóle mogła mi się dana rzecz podobać! A jeśli ciągle mówi do mnie mamo, to ją biorę :) a w ogóle jestem właścicielką spodni z Twoich czystek Asiu i u mnie zyskały nowe życie, rządzą szafą.. a ta torebka Twoja dzisiejsza jest epicka!

  15. Nika

    Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co kupuje pod wpływem polskich blogów modowych. Uświadomiłam sobie (co nie było trudne), że autorki czołowych blogów w Polsce wyglądają identycznie. Coraz częściej są kopią sklepowych manekinów. Zara, h&m i mango to podstawa. Coraz mniej w tej blogowej modzie- mody! Trudno znaleźć coś oryginalnego. Bo przecież żakiet jest z zary (z najnowszej kolekcji), top z h&mu, sandały i torebka również z zary itp itd… Co jest trudnego w połączeniu 5 rzeczy z sieciówek? Nic. Sklepy, manekiny i kolekcje same podsuwają gotowe zestawy. Brakuje już miejsca na sh, vintage, diy… Oczywiście nie chcę kategoryzować. Bo są blogerki – manekiny, są blogerki- niewolnice remowe, oraz blogerki, które wiedzą czym dla nich jest moda. Od początku, konsekwentnie są sobą, nie popadają w szał zary itp. Modą na pewno nie jest kupowanie, pstrykanie i sprzedawanie. Tylko po to by pokazać „tak, mam 10 rzeczy z najnowszej kolekcji, nie obchodzi mnie, że mają je też inne blogerki” ;)

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście do mody. Dla mnie właśnie to jest prawdziwą modą. Widać, że jesteś sobą i za to cenię to co robisz.

    1. Anonymous

      blogerki ubierają się w sieciówkach. Na ich blogi wchodzą dziewczyny które bez łażenia po sklepach chcą wychaczyć jakieś modne i ciekawsze egzemplarze. Tak więc blogerki reklamują sklepy i napędzają sprzedaż. Potem są zapraszane na różne spotkania, i znowu reklamują. Dziewczyny, które mają w sobie coś więcej niż kopiowanie manekinów coraz częściej są pomijane w tym blogowym szaleństwie.
      A firmom pewnie bardzo się opłaca, dadzą takiej blogerce kilka ciuchów (dla nich żadna strata) a reklama za pół darmo

      gosia

      żeby nie było, moja krytyka nie dotyczy wszystkich blogerek:)

  16. Ula

    Jak się coś kocha, to chcąc nie chcąc zaczyna się do tego dużo poważniej podchodzić i szanować jakość. To tak jak ja i jedzenie. Przeciętna osoba przebiega przez supermarket, łapie produkty, które kupuje zazwyczaj i nie bardzo go obchodzą etykiety, przeszłość danej rzeczy itp. itd. A ja chodzę, oglądam, czytam, cieszę się na widok różnych prudktów i ponad ilość stawiam jakość.
    Fajnie, że zaczęłaś dodawać takie posty, widać, że wiele czytelników to docenia.
    Zastanawiam się ile zajęło Ci napisanie go? Bo patrząc na dodatkowo angielską wersję myślę, żę taki post musi być bardzo czasochłonny!
    :*

    1. styledigger

      Prawda! U Ciebie to nie tylko widać, ale i zarażasz- i przywiązaniem do jakości, i skłonnością do eksperymentowania- dwa dni temu siedziałam nad kartą dań w restauracji w Mariborze i wahając się pomiędzy jakąś rybą a żabimi nogami pomyślałam „Ula spróbowała bałuta, to ja mogę zjeść głupią nudną żabę”:)

      A post pożarł mi jakieś 3-4 godziny. Angielska wersja zabiera sporo czasu, ale cieszę się że dwukolumnowy układ wymusza na mnie tłumaczenie wszystkiego, a nie tylko najważniejszych rzeczy albo dwóch pierwszych zdań, bo jestem strasznym leniem i wcześniej zwykle nie chciało mi się do tego specjalnie przykładać.

    2. Ula

      Haha to słodkie, że pomyślałaś o Uli :D
      Mi też by się przydałoby praktykowanie angielskiego na blogu, ale nie mogę się przemóc, bo boje się tego czasu, który musiałabym poświęcić.

  17. Anonymous

    Mam parę takich „specjalnych” rzeczy. Niestety trzeba się z nimi też specjalnie obchodzić. Zwykle bardzo się do nich przywiązuję i szaleję, jak nie mogę którejś znaleźć/poplamię/zaciągnę. Dobrze chyba mieć też w szafie rzeczy, do których ma się trochę mniej emocjonalny stosunek i które bez obaw można wpakować w plecak i nie martwić, że coś się stanie. Głos na partię środka!
    Pozdrawiam,
    Ula

    1. styledigger

      Też prawda, moi znajomi się zawsze ze mnie śmieją, że wychodzę na imprezy w najgorszych ciuchach, bo boję się że zgubię ulubioną torebkę/złamię ulubiony obcas itp.:)

  18. zonarybaka

    No na tym wlasnie polega fenomen zary i innych sieciowek . Oni wlasnie tego chca od was zebyscie szly do ich sklepow i kupowaly co tydzien cos innego tylk dlatero ze jest tanie , nie ma co prac bo wiadomo ze po pierwszym praniu odziez nie wyglada jak nowa. Z drugiej strony dobrz ze sa te sieciowki bo przynajmnej daja sznse kazdemu wygladac styowo na nizszym budzecie . No ale jak powiedzenie mowi „za duzo dobrych rzeczy nie jest dobre ” . Wszytko dobrze byle z rozsadkiem.

  19. morven

    Bardzo ciekawa notka i przyznam, że od dawna mam podobne refleksje. Ubrania i dodatki przestałam kupować, kiedy urodziłam dziecko, bo raz, że nie miałam czasu na chodzenie po sklepach, a dwa, że gdzie niby miałabym zakładać te nowe ciuchy – do wyrzucania śmieci czy wypraw po pampersy do supermarketu? Nowe sytuacje wymuszają na nas nowe zachowania, a potem nagle ze zdziwieniem orientujemy się, że wcale nie brakuje nam tego, bez czego jeszcze pół roku temu nie mogliśmy żyć.

    1. Sara

      Hola hola! Ja po urodzeniu dziecka TYM BARDZIEJ zaczęłam dbać o swój styl, właśnie wyjście do supermarketu po pieluchy było dla mnie zawsze WYJŚCIEM :D ale faktem jest, że dużo rozważniej teraz wydaję pieniądze na modę, zmieniają się priorytety. Postanowiłam kupować więcej w internecie, bo te zakupy są zawsze jednak poprzedzone dłuższym zastanowieniem, ale jak mąż mnie zabrał bez 6-miesięcznej córki na prawdziwe ZAKUPY to oczywiście oszalałam i kupiłam pół h&m i cubusa na przecenie…

  20. aga

    Dobrze napisane, muszę przyznać że ostatnio szczególnie staram się zwracać uwagę na materiały. Czasami jednak ciężko jest znaleźć np. w sieciówkach rzecz w dobrej cenie i z dobrego gatunkowo materiału. Zdarza się, ale to jednostkowe przypadki. Często też niestety mój wybór definiuje cena – nie stać mnie na zakup skórzanej ramoneski, więc zaopatrzyłam się w tańszą wersję z ekoskóry w Camaieu. Co do powyższych zdjęć, uważam że kimono jest zbędne, a na pierwszych zdjęciach wyglądasz rewelacyjnie :)

  21. kelly

    O, dobrze, że poruszyłaś taki temat – może komuś poruszysz tym mózg i zacznie zastanawiać się, co nosi. Marokańską firmę zaraz obejrzę, na razie z zazdrością przypatruję się spodnią – bo chociaż świetnie wyglądają, na mnie żadne, niestety, nie leżą.
    A co do zakupów – ostatnio uskuteczniam kupowanie u polskich projektantów. Nie dość, że poznaję tyle ciekawych osób, to jeszcze wspieram lokalny biznes i mam wyjątkowe, dobrze wykonane rzeczy. Same plusy!

  22. Anonymous

    pewnie, fajnie. Tylko żeby móc kupować takie porządniejsze rzeczy trzeba mieć na nie pieniądze. Ja zazwyczaj kieruję się głównie ceną. Nie kupie czegoś co kosztuje majątek nawet jak jest wykonane porządnie i prawdopodobnie będę to nosić kilkanaście lat. Zawsze pojawia się ta wątpliwość „a jak mi się odpodoba”. Z drugiej strony kupowanie za 100 zł bluzki w jednej z sieciówek jest też bez sensu bo wiadomo, że jakością te rzeczy w większości nie grzeszą.
    Tak więc tanie ubranie ale kiepskiej jakości raczej kupię, drogie i kiepskie – na pewno nie

    Gosia

    1. styledigger

      Dlatego lubię second handy- można znaleźć rzeczy i tanie, i dobrej jakości. Ale wiadomo że nie każdy je lubi, no i second hand second handowi nie równy- są takie, w których nie ma zupełnie nic.

  23. Czmiel

    Ja chyba daję się ponieść chwili. Choć od kiedy moja szafa naprawdę się skurczyła, będę musiała to przemyśleć. Dziękuję za tak mądry post!
    A wyglądasz, tradycyjnie – rewelacyjnie. Pozazdrościć :-)

  24. cub-lifestyle

    W odpowiedzi na Twoje pytanie: Ja dużo ubrań szyję sama, dla siebie i bliskich, którym też zależy, jak Tobie, żeby mieć spersonalizowane, wyjątkowe rzeczy. Część ubrań trafiam też w SH, bo a) mają tam wreszcie jakąś logiczną cenę, b) jeśli ktoś już to nocił i przetwało, to znaczy, że „jakaś” jakość jest ;). Od jakiegoś czasu bardzo statam się nie zagracać szafy nowymi rzeczami kupionymi „bo teraz to hit” i „bo było takie tanie, że szkoda było nie wziąć” i bsrdzo dobrze mi z tym. Rzeczywiście, po ostrej selekcji wbrew pozorom łatwiej coś sensownego skompletować! Pozdr!

  25. Midori

    Po prostu UWIELBIAM Twoje posty. To jest blog, który coś znaczy, który jest wartościowy i nie polega tylko na wklejaniu kilka fotek marnej jakości. Dziękuję Ci za to:)
    Odkąd prowadzę bloga, mam dokładnie tak samo – zastanawiam się nad ubraniami, które noszę i kupuję, paradoksalnie zmniejszyłam ilość zakupów i dziesięć razy dłużej zastanawiam się, nim zostawię pieniądze w kasie. Widzę już wyraźniej to, jak chciałabym wyglądać i jak chciałabym, żeby wyglądała zawartość mojej szafy. Aż szkoda, że zajęłam się tym dopiero teraz, ale lepiej później niż wcale:)
    Pozdrowienia z Krakowa!!!
    M.

  26. Ryfka

    Mogę się podpisać pod Twoją notką. Właściwie każdy mój ciuch ma jakąś (mniej lub bardziej ciekawą) historię i jest efektem (krótszych lub dłuższych) poszukiwań, rozmyślań i kombinacji. W sumie czasem mnie irytuje to, że każdy zakup tak roztrząsam i nie potrafię czegoś kupić po prostu „bo tak”, ale dzięki temu mało mam w szafie niepotrzebnych rzeczy. Ubraniowi myśliciele wszystkich krajów, łączcie się! ;)

  27. Depakinechr

    Jesuu,piszesz o tak nudnej rzeczy jak ciuchy (ja mode/szmatki lubie ogladac,ale nie czytac o nich,katastrofa)…i wiesz co?czyta sie Ciebie z przyjemnoscia :)
    Czy planujesz powrot podcastow? mysle,ze zdecydowanie sprawialy,ze Twoj blog byl jeszcze ciekawszy,choc nadal jest spoko;))
    Ja osobiscie wole zdecydowanie sh od sieciowek (niezaleznie od stanu portfela),choc tez staram sie nie przedobrzac,przed wyjazdem do UK pozbylam sie masy rzeczy – barwnych,nietypowych….i w tym problem,bo wiekszosc z nich do siebie nie pasowala.Chyba najwazniejszy jest umiar,niezaleznie od zrodla zakupionych ciuszkow :) Bardzo przepraszam za literkowki,z braku polskiej klawiatuy, niebawem chyba przestane pisac ;]

    Swoja droga Zara Zara (ou) ,ale primarczny plecak ktory przetrwal 2 dni..;)masakra.
    pozdrawiam!

  28. Sara

    Pomimo tego, że mam dopiero 15 lat, jestem wierną fanką Twojego bloga od ponad roku. Z każdym Twoim kolejnym postem zadziwiasz mnie coraz bardziej, do tego stopnia, że często wracam do pisanych przez Ciebie tekstów. Stanowisz dla mnie ogromną inspirację oraz skłaniasz do coraz głębszych przemyśleń na temat kupowania ubrań. Teraz podchodzę do tego coraz bardziej dojrzale, co bardzo cieszy moich rodziców (; Przede wszystkich chciałabym ogromnie podziękować Ci za pracę, którą wkładasz w powstawanie bloga. Ogromnie żałuję, że nie mam możliwości poznać Cię osobiście! (:

  29. Katja Martita

    Zgadzam się z autorką w całej rozciągłości. Niedawno pozbyłam się 70% mojej szafy bo po prostu niczego nie umiałam już znaleźć. I okazało się, że właściwie niczego mi nie brakuje. Wystrzegam się mnożenia bytów, a zakup torebki, marynarki czy butów staram się traktować jak inwestycję.

  30. Jag

    Napisałaś to o czym sama przekonałam się już jakiś czas temu. U mnie ubrania dzielą się na dwie kategorie: perły i wieprze:) Te pierwsze to niezniszczalne klasyki, które pasują do wszystkiego i stanowią bazę dla innych. Jeśli mam kupić coś ponadczasowego zawsze sprawdzam z czego to coś jest zrobione, jak materiał jest gruby, jak wykonane są szwy. Z jednej strony szaleństwo zakupowe traci swój urok, ba! nie ma go w ogóle. Z drugiej wiem, że w szafie nie pojawi się kolejny bubel. Wieprze natomiast to te zakupy „od czapy”, chwilowe zamroczenie jednosezonowym trendem. Ostatnio zauważyłam, że wszystkie torebki, które mam (a których w ogóle nie noszę) mogłabym spieniężyć, a za ich równowartość kupić jedną, porządną i markową. No, ale…kobieta zmienną jest, czasem trzeba sobie pofolgować:) Na koniec: zgodzę się z jednym z anonimów, że na porządniejsze rzeczy trzeba mieć pieniądze, bo ich ceny składają się najczęściej z trzech (i więcej) cyfr. Niestety. P.S. Asiu, te spodnie to z nowej kolekcji???

  31. Anonymous

    Postronnym obserwatorom bloga, czyli mi/mnie, którzy nie zachwycają się modą ani ubraniami, masowe kupowanie ubrań (niekoniecznie w sieciówkach) kojarzy się z konsumpcjonizmem. Czy potrzebujemy 20 torebek, 40 par butów i jeszcze więcej, więcej ubrań? Jesteśmy próżni i nic z tego nie wynika, z tych nowych ciuszków i torebek.
    Ja też jestem próżna, oczywiście, że tak, ale od lat ubieram się w SH i jest mi z tym lepiej, że zamiast kolejnej badziewnej bluzki (ekhem, szmaty) z HMu czy uwielbianej przez tłumy Zary, mam o wiele lepszej jakości ubrania za mniejsze pieniądze.

  32. Nieidealny Styl

    Ja również kiedyś kupowałam tysiące rzeczy, szafy były przepełnione, a po sezonie czy dwóch ze smutkiem stwierdzałam, że do już niemodne, że się naciągnęło. Teraz kupując ubrania kilka razy się nad nimi zastanawiam, staram się dobierać rzeczy uniwersalne, które nie są trendy, ale są modne, ciekawe i pasują do mojego stylu.
    A przy okazji – piękna torebka!

  33. Anna

    Świetny tekst, zgadzam się z Tobą w 100 %. Rzeczy, które uszyłam u krawcowej ze starych materiałów od Babci, zdobycze z lumpeksów, czy torba z młodości Mamy, to to co najbardziej cenię w mojej szafie. Tak jak ty jestem początkującą ‚krawcową’. Wczoraj ukończyłam swój pierwszy krawiecki projekt – jeansową torebkę. Jestem nią tak zachwycona, że najchętniej bym ją nawet pod poduszę zabrała, bo włożyłam w nią dużo pracy. Życzę Ci wytrwałości w Twoich krawieckich projektach i nie poddawania się gdy coś nie wychodzi. Pasek do wspomnianej torebki ( ok. 120 cm ciasno zszytego, grubego jeansu) prułam 3 razy, ale się nie poddałam i teraz ciesze się moją ‚najpiękniejszą na świecie’ jeansowa torebką;)

  34. Viktoria

    Również od jakiegoś czasu rozpoczęłam porządki w mojej szafie :) tekst bardzo mi się spodobał bo do pewnego czasu kupowałam wszystko co wpadło mi w ręce , bezmyślne kupowanie rzeczy , a połowy z nich i tak nie założyłam , dlatego też od pewnego czasu rozpoczęłam swoją osobistą akcje „kupuj z głową” , moja mama również się do niej przyłączyła :):)

  35. Lolitek

    przepiękne zestawy.. ostatnio też dotarło do mnie, że często mniej znaczy więcej i lepiej zainwestować więcej w jedną, dobrze wykonaną, piękną rzecz niż kupić kilka szmatek
    pozdrawiam cieplutko :)

  36. Anonymous

    Masz całkowitą rację. Ja już od dawna próbuję się oduczyć nawyku kupowania ubrań, które są tzw. must have sezonu. Najczęściej taki zakup kończy się tak, że założę je raz i ląduje na dnie szafy. Jakiś czas temu postanowiłam, że będę kupować mądrze – co jest szalenie trudne! Ale chciałabym w końcu móc otworzyć szafę i nie grymasić, że nie mam się w co ubrać.

  37. Olfaktoria

    Styl na luzie. Odpowiada mi taki styl, ale w innych ubraniach. Czekam na kolejne stylizacje. Może jednak będzie jeszcze wśród nich coś, co będzie dla mnie ujmujące.

  38. wiki m.

    Jak to powiedział Karl : „Ludzie kupują ubrania, bo chcą się dobrze czuć i ładnie wyglądać, a nie ze względu na jakieś głębokie potrzeby psychologiczne.”
    Wcześniej za bardzo nie rozumiałam, o co jemu chodzi. W końcu zakupy to zakupy. Robimy je, żeby mieć się w co ubrać. Jednak po przeczytaniu Twojego posta, te słowa nabrały jakby głębszego sensu.
    Przeglądając swoją szafę, jestem z siebie dumna, bo zauważam naprawdę niewiele sieciówkowego shitu, a dużo rzeczy z duszą, jak niebieska koszula w groszki mojej babci czy ‚przywrócona z zaświatów’ bluza z dzieciństwa [musiała być kiedyś za duża, skoro teraz jest idealna] + 384784937 szmateksowych rzeczy, na które patrząc można sobie tylko wyobrazić jaką one w sobie kryją historie.

  39. Aleksandra Z

    Masz świetny styl – taki ‚luz kontrolowany’ ;).
    A co do kupowania ubrań – mam podobny problem. Powoli zaczynam pozbywać się ciuchów, które kupiłam, bo wydawało mi się, że będą do mnie pasowały, a zostawiam te, które moim zdaniem naprawdę do mnie pasują. No bo cóż innego zrobic, gdy szafa się nie domyka?
    Pozdrawiam,
    http://stawberrystarfruit.blogspot.com

  40. Klaudyna Wójcik

    Lubię twój styl pisania, zawsze gdy zaczynam czytać to patrze- a tu już konie!Nie wiem czemu, ale mam ogromne problemy z pisaniem nawet 2-3 zdań i przekazywaniem jakieś bardziej wartościowej treści! a u Cb jakby to przychodziło z taką łatwością:) tak samo myślę o tej wersji anglojęzycznej, sama zaczęłam pisać tylko po angielsku bo stwierdziłam, że tłumaczenie będzie zbyt pracochłonne, w sumie teraz żałuję, że nie zaczęłam po prostu 2 wersji od początku..pol-ang.
    A tak apropo stylu..mój się chyba jeszcze nie „ustatkował” do końca.Ciągle mam ochotę zakładać coś szalonego, dziecinnego, nawet nie bardzo adekwatnego czasem do mojego wieku.. Mam przypływy.. tak, że coś mi się spodoba i muszę to mieć! ale na szczęście budżet mnie bardzo ogranicza w tej kwestii i się na prawdę powstrzymuję. Bardziej nawet czasem cenie ciuchy z sh niż typowo markowych sklepów…wiadomo, że i w vintage sklepach znajdziemy wiele ciekawszych i inspirujących modeli, ale gdy patrze na jakoś ubrań w sieciówkach i cenę to mi szczęka opada i mówię sobie w sh kupię coś podobnego o wiele taniej:)
    bardzo lubię również oglądać twoje porady stylowe na youtubie, wgrywam sobie na ipoda filmiki i słucham na wykładach;)

  41. Anonymous

    Ostatnio naszły mnie te same przemyslenia.
    Staram się inwestowac w rzeczy proste, klasyczne, które mozna zestawić na wiele sposob i wiem, ze moda na nie nie minie.

    co do Zary.. porażka. Ceny cholernie drogie, a jakos często(najczęsciej?) bardzo kiepska. Przekonałam się o tym ostatnio na wlasnej skórze dosyc mocno:

    sytuacja nr 1
    Uprałam pierwszy raz od czasu zakupu spodnie z Zary, zakładam je wczoraj chwilę przed egzaminem, a tu.. spodnie skóricły się o jakies 15cm! I zwęziły.. zrobiły mi sie rybaczki, a dzien wczesniej miałam je na sobie i moja mama mowila, ze sa workowate i duze! Dodam, ze zakupiłam je za 149zł, a były i tak przecenione z 249! A jak je pralam to szła z nich czarnofioletowa woda, im więcej płukałam, tym więcej jej uchodziło…

    Sytuacja nr 2.
    Zakupiłam buty z Zary za 399zł(!) ze strony online. Przyszedł niby moj rozmiar, tylko tylko, ze rozmiarowkowo były większe. Z bolem serca oddalam, bo co mi po za duzych butach, do tego za taką cenę?!
    Udało mi się zaklepac je z wystawy, bo nigdzie ich juz nie ma, za granica takze.
    Wczoraj je odebrałam- 1 but idealny, moj rozmiar, drugi but? 0.5cm większy od drugiego! Masakra. Te buty to niby jakas limitowana seria, tym bardziej powinni się starac, 0.5cm roznicy! A to juz trzecia para tych butow w moim rozmiarze i dwie pozostałe pary były wszystkie o 1 rozmiar za duze. Teraz mam chociaz jednego buta dobrego.. szkoda tylko ze nie dwa.

    Pozdrawiam i zycze konsekwencji w kupowaniu ubrań, bo szkoda pieniedzy i stresu, ze mam nowe spodnie, ale juz musze się bac ze cos im się stanie, nie moge się ruszac, bawic dobrze, bo się boję o moje nic nie warte spodenki ledwo co uszyte.

  42. Anonymous

    Taka mała propozycja: może zrobisz post o swoich ukochanych ciuchach które opisywałas? sfotografujesz je i opiszesz, jakie mają dla ciebie znaczenie :D chyba ze jest już taki post, wtedy podeslij linka ;)
    pozdrawiam

  43. Anonymous

    Tylko u Ciebie i u Ryfki można przeczytać coś sensownego. Reszta Szafiarek powinna mieć całkowity zakaz pisania!

  44. Well-dressed_mind

    U mnie awers do sieciówek/śmieciówek rośnie wprost proporcjonalnie do wieku. Coraz częściej wypady na zakupy kończą się smutną konstatacją „w tych sklepach nic nie ma!” Bo nie ma. Bo nie biorę pod uwagę butów, które rozłażą się po pierwszym deszczu czy nie obszytych bluzek o snujących się brzegach.
    Za to mojej szafie od zawsze było dużo sekendhendowych perełek i skarbów wyciągniętych z szafy mamy, które pomimo upływu lat trzymają się świetnie.

    A jeśli chodzi o etyczny aspekt produkcji ciuchów, to polecam cykl spotkań „Czy Twoje ubrania są fair?” w ramach Światowego Dnia Sprawiedliwego Handlu. Kraków, 12 maja, Kawiarnia Finka na Warszauera 1.

  45. Monika Davidovicz

    To prucie to jest jakaś totalna zmora… Ale dzięki szyciu też zorientowałam się, jak wiele pracy trzeba włożyć w wykonanie prostych rzeczy. I zrozumiałam, dlaczego polscy projektanci lub małe polskie marki mają ceny dużo wyższe niż w sieciówkach. Już samo przygotowanie wykroju to kupa roboty…

    Faktycznie, fajniej jest mieć rzeczy, które wiążą się z jakąś historią. Ja wyznaję zasadę jednej walizki, dlatego staram sie mieć jak najmniej rzeczy, ale za to ważnych, dobrej jakości i takich, które po prostu do mnie pasują, są MOJE w pełnym tego słowa znaczeniu.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *