Spot Digging: Bagelmama

Z czym Wam się kojarzą bajgle? Bo mi zawsze i nieodłącznie z Nowym Jorkiem- pierwszą rzeczą, którą zrobię, kiedy w końcu wybiorę się do Stanów, będzie zjedzenie na Manhattanie bułki z dziurą w środku. A tymczasem, jak się niedawno dowiedziałam, bajgle pochodzą z…Krakowa. Dopiero w XX wieku wraz z żydowskimi emigrantami trafiły do USA i zyskały popularność. Założona przez nowojorczyka, położona w dawnej żydowskiej dzielnicy Krakowa Bagelmama łączy więc wszystkie elementy bajglowej tradycji. Czytaj dalej

|Watch out, the world’s behind you|

Pasiasta marynarka Christiana Lacroix to jeden z lepszych vintage łupów, jakie mi się kiedykolwiek trafiły. Sprawdziłam metkę, zrobiłam mały research i okazało się że pochodzi z linii Bazar, uruchomionej przez Lacroix w 1994 roku (czyli kilka lat temu, jak odruchowo pomyślałam- jakoś nie dociera do mnie istnienie okresu między rokiem 2000 a 2010). To chyba najlepiej skrojona rzecz, jaką mam w szafie, układa się idealnie. Jest na tyle ciepła, że wiosną czy jesienią może służyć za płaszczyk, a w połączeniu ze swetrem i z parką na wierzchu świetnie nadaje się na zimę. Do swoich małych sukcesów mogę zaliczyć też kwestię torby- po prawie roku od jej zakupu na marokańskim targu w końcu przestała śmierdzieć wielbłądem. Jupi!

Czytaj dalej

|Bubblegum years|

Mam wrażenie, że mówię to przy każdej możliwej okazji, ale powiem jeszcze raz- nie znoszę sztywnych marynarek. Ta jest idealnie miękka i idealnie w kropki. Chciałam kupić ją jeszcze przed łódzkim tygodniem mody, ale nawet perfekcyjna miękkość i kropkowatość nie skłoni mnie do zapłacenia 400 zł za kawałek poliestru. Dobrze, że są wyprzedaże- przy dwukrotnie niższej cenie metka z napisem „100% poliester” od razu wygląda jakoś szlachetniej. A na zdjęciach jeden z moich ulubionych kawałków Krakowa, nie wiem jak to się stało że nigdy wcześniej się nie pojawił!

Czytaj dalej

|StylediggerTV|

Ta-daam! Po długiej przerwie na bloga wraca video, tym razem we współpracy z ISTV. Odcinki będą ukazywać się co tydzień. Chyba najbardziej cieszę się na fragmenty z DIY- mam nadzieję że pomogą mi rozwinąć moje dość ubogie zdolności manualne, utrzymywać wysoki poziom kreatywności, no i przy okazji może kogoś zainspirują. Dobrze zrobić coś własnoręcznie, kiedy większość czasu spędzamy robiąc superważne i mniejsuperważne rzeczy na komputerze czy czytając. Mam nadzieję że się Wam spodoba, a jeżeli nie- pamiętajcie że nikt Was nie zmusza do oglądania, a w sieci jest dużo innych rzeczy do zobaczenia. Jeżeli macie jakieś pytania czy sugestie, chętnie je przeczytam. Enjoy!
PS „Swój” i „na przykład” to najmodniejsze słowa w tym sezonie.

Czytaj dalej

Spot Digging: Love Krove

Ostatnio w ramach cyklu Spot Digging pokazywałam Wam wegetariańską Karmę, więc teraz, tak dla odmiany, czas na porządny kawał mięsa. W burgerze. Bo o ile nie znoszę hamburgerów w okropnych fast foodach, o tyle uwielbiam te porządnie zrobione, ze świeżych składników, gdzie możemy odróżnić od siebie poszczególne smaki, a całość nie zlewa się nam w jedną masę o smaku tektury. Love Krove odwiedzam odkąd tylko pojawiło się na krakowskim Kazimierzu, czyli od prawie dwóch lat, a ich burgery należą do najlepszych jakie jadłam. Czytaj dalej