|Dawid Woliński show|

Wciąż nie mamy w Polsce portalu o modzie z prawdziwego zdarzenia, lokalnego odpowiednika Style.com. W związku z tym obejrzenie zdjęć archiwalnych kolekcji większości projektantów graniczy z cudem- efekt jest taki, że projektantów takich jak Dawid Woliński znają wszyscy, a nikt nie wie jak tak właściwie wyglądają zaprojektowane przez nich ubrania. Próbowałam przed pokazem przejrzeć twórczość Wolińskiego, ale strona projektanta nie przyniosła zbyt wielu odpowiedzi. Zaprezentowane są na niej wybrane lookbookowe zdjęcia kilku starszych kolekcji (ze sporymi przerwami- mamy zimę 2007, a potem…zimę 2009; zastanawiam się czy wynika to z przerw w pracy projektanta, czy po prostu strona nie jest aktualizowana), ale brakuje na przykład zeszłorocznego pokazu w Pałacu na wodzie. Udało mi się w końcu odnaleźć film z pokazu, ale dotarłam do niego dopiero przekopaniu się przez stos artykułów z gatunku „gwiazdy na pokazie Wolińskiego”. Żeby było jasne- nie jest to absolutnie zarzut w stronę projektanta czy jego ekipy, chodzi mi o przedziwny sposób, w jaki odbierane są u nas przez media pokazy mody- jako chyba najmniej istotny element postrzegane są same ubrania.Szłam do hali zdjęciowej na Domaniewskego, gdzie odbywał się pokaz, z nastawieniem że zobaczę elegancką prezentację wieczorowych sukni. W tym przekonaniu utwierdziło mnie jeszcze otwarcie pokazu kilkunastominutowym koncertem skrzypaczki Patrycji Piekutowskiej i biała wieczorowa suknia, która jako pierwsza ukazała się na wybiegu. Ale już chwilę poźniej dotarło do mnie jak bardzo się myliłam, i do końca pokazu siedziałam naprawdę zachwycona, gorączkowo naciskając spust migawki, żeby przypadkiem niczego nie ominąć. Bo pokaz Wolińskiego był piękny. Właściwie to piękne w nim było wszystko- od scenografii w klimacie paryskiego dworca, przez świetnie wystylizowane sylwetki autorstwa Agnieszki Ścibor, po doskonałą choreografię, na naprawdę światowym poziomie, przygotowaną przez Katarzynę Sokołowską i doskonały dobór modeli.Sama kolekcja była równie zachwycająca, co oprawa pokazu. Męskie sylwetki były…męskie, z dandysowo-grunge’owymi wpływami. Zestaw z brązowy futrem i miętowym szalikiem na tyle przemówił do mojej wyobraźni, że postanowiłam koniecznie zaopatrzyć się taki szal. Damskie sylwetki były czasem dziewczęce, czasem kobiece, momentami równie nonszalanckie, co męskie stroje. Wiem, że nie powinno się oceniać kolekcji poprzez pryzmat własnych wyborów zakupowych, ale naprawdę chętnie widziałabym większość tych ubrań w swojej szafie. Pewnie pojawią się zarzuty że kolekcja momentami nawiązywała do Ricka Owensa (męskie kurtki, spodnie, koszule) czy Miu Miu (kołnierzyki, brokatowe buty), jednak dla mnie były to inspiracje na tyle dalekie, że zupełnie mi nie przeszkadzały, co więcej, uważam że wniosły do kolekcji dużo dobrego. Poza tym były inne elementy, bardzo charakterystyczne i nadające klimat całej kolekcji, jak chociażby pionowe rozcięcia w sukienkach. Nie spodziewałam się że to napiszę, bo widziałam już kilka pokazów, które naprawdę mi się podobały, ale zdecydowanie, biorąc pod uwagę kolekcje, wygląd wybiegu, choreografię, muzykę i w końcu samych modeli- był to najlepszy pokaz mody, na jakim byłam.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

|Let’s hear it for the boy|

Najbardziej wytrwali czytelnicy mojego bloga być może pamiętają kosmiczny pasek z kołatką i głową lwa. Zginął mi gdzieś przy przeprowadzce, a szkoda, bo teraz miałby towarzystwo. Torebka ze smutnym lwem z Mango jest zdecydowanym hitem, wygląda jakbym ukradła ją z szafy Iris Apfel. Gdybym była projektantem dodatków, robiłabym tylko takie rzeczy. Mam nadzieję, że wieczorem lew będzie w lepszym humorze, bo ma dziś swoją premierę.

Czytaj dalej

|Do you know why you got feelings in your heart?|

Sezon zimowy uważam za rozpoczęty dopiero wtedy, kiedy pierwszy raz poślizgnę się na chodniku. Istnieje obawa, że w tym roku zima wcale się dla mnie nie nie zacznie, bo w końcu mam porządne zimowe buty- skórzane, ocieplane kożuchem i z traperowatą podeszwą. Do tego wełniany sweter, ciepła parka i spokojnie mogłabym wystąpić w którymś z odcinków Przystanku Alaska.

Czytaj dalej

|Asteroids|

Ręka do góry, kto w okolicach 2004 roku nosił spodnie z nogawkami tak szerokimi i długimi, że wlokły się do ziemi, a po kilku tygodniach były całe postrzępione i nadawały się tylko do wyrzucenia! Ja powinnam podnieść obie, bo miałam chyba ze cztery pary, w tym jedne sztruksowe. Poważnie. I byłam przekonana że nigdy, absolutnie nigdy nie założę wąskich spodni. Jak się okazało, założyłam, i to na tak długo, że nawet tegoroczny wiosenny powrót szerokich nogawek nie zrobił na mnie większego wrażenia. Czytaj dalej

|Łucja Wojtala – a visit in knitted paradise|

O wzorzystych dzianinach Łucji Wojtali po raz pierwszy usłyszałam przy okazji dyplomowej kolekcji projektantki, jednak okazję zobaczenia projektów na żywo miałam dopiero tej jesieni w Łodzi. Przed pokazem najnowszej wiosennej kolekcji, w showroomie obejrzałam ze wszystkich stron ubrania z kolekcji jesiennej, na ten sezon. Wrażenia chyba najlepiej opisuje mało profesjonalne stwierdzenie, że do tych wszystkich swetrów po prostu chce się przytulić. Ciężko było mnie od stoiska Łucji odciągnąć, i to wcale nie tylko dlatego że leżały przy nim słodycze. Na odchodnym zapytałam jeszcze, gdzie właściwie znajduje się pracownia i siedziba firmy. Pewnie zastanawiacie się teraz- Warszawa, Poznań czy Łódź? Może ewentualnie Kraków? Czytaj dalej