|Tuesday afternoon is never ending|

Siedzę właśnie w islandzkim barze pod lodowcem, rodem z Przystanku Alaska, a na nogach mam wielkie, wiązane buty, pisanie o delikatnych obcasach wydaje mi się więc nieco abstrakcyjne, ale co zrobić- mój mały netbook nie radzi sobie z obróbką zdjęć, więc relacja z wyspy będzie musiała poczekać aż wrócę do domu. Przechodząc do sedna, znudziły mi się już wszechobecne toporne buty, koturny, wielkie platformy i wszystkie inne kopyta, dlatego z radością przyjęłam powrót delikatniejszych butów. Czytaj dalej

|The boy was in the hallway drinking a glass of tea|

Początek jesieni świętuję z największymi honorami- są warstwy, są faktury, są wzory, czyli wszystko to, co czyni ją moją ulubioną porą roku (minus ludziki z kasztanów). Jest jeszcze na tyle ciepło, że można się obyć bez płaszcza, więc rolę okrycia wierzchniego pełni u mnie ostatnio szara z-braku-lepszego-określenia-marynarka, kupiona jakieś dwa lata temu. Uwielbiam odkrywać ubrania na nowo, najlepszą do tego okolicznością są wszelkiego rodzaju przeprowadzki, przemeblowania i przegrupowania. Oprócz tego chwilowo porzuciłam torebki na rzecz wężowej nerki (nazwa-koszmarek), jest zdecydowanie wygodniejsza i nadaje każdemu strojowi luźniejszego charakteru.

Czytaj dalej

|I spend time drinking liquid air |

Kto narzekał na wszechobecny żółty, pomarańczowy i wszystkie inne kobalty kojarzące się z trudnym do przeoczenia (dosłownie) neonowym trendem, kto marudził że manekiny z Zary za kolorowe i nie da się na nie patrzeć? Ja. A kto właśnie kupił sobie kanarkowożółte spodnie, właśnie ze wspomnianej Zary? Też ja. I nie tłumaczy mnie ani to, że były przecenione na 29 zł i ostatnia para była akurat w moim rozmiarze, ani nawet fakt że mają dziwaczną długość minimalnie-mniej-niż-7/8, a że były projektowane dla kogoś o normalnym wzroście, mnie sięgają idealnie za kostki (to duży plus dla kogoś, kto prawie każde kupione spodnie musi skracać). Czytaj dalej

IWant it that wayI

Dotychczas moją szafę wypełniały raczej rozpinane kardigany, w różnych kolorach, zawsze trochę przyduże- ostatnio zostały wyparte przez wkładane przez głowę swetry, choć czynnik oversize pozostał. Ich doskonałym źródłem są second handy, nigdzie indziej nie znajdziemy stuprocentowej miękkiej wełny w śmiesznie niskiej cenie. Jednak do tej pory przyjemność poszukiwań psuła mi pewna wyjątkowo irytująca rzecz. Dziesiątki razy zdarzało się tak, że wypatrywałam gdzieś idealnie gruby sweter o dokładnie takim kolorze, jakiego szukałam i o odpowiednim stopniu workowatości, jednak przy bliższych oględzinach okazywało się że posiada ten jeden, jedyny dyskwalifikujący aspekt- boczne rozcięcia. Czytaj dalej

|Golden|

O mojej skomplikowanej relacji z błyszczącymi materiałami pisałam szerzej tutaj. Jednak zanim całkowicie porzucę temat kolorów, wspomnę jeszcze tylko że srebra, złota i wszelkie inne metale zadomowiły się na dobre- wystarczy rzucić okiem na najnowsze pokazy z Nowego Jorku, na przykład Rodarte (z początku miałam mieszane uczucia co do tej kolekcji- jest w niej mnóstwo rzeczy, które naprawdę mi się podobają i wnoszą ten pożądany powiew świeżości, jednak przeplatają się z kreacjami, które wyglądają jak z witryny domu handlowego w małym miasteczku. W końcu jednak potraktowałam je jako zmuszającą do zastanowienia, kiczowatą zabawę konwencją i doszłam do wniosku że stanowią doskonałe uzupełnienie „poważnej” części kolekcji) czy, nomen omen, Diesel Black Gold. Czytaj dalej