|A certain shade of green|

Zielony to mój absolutnie ulubiony kolor, za każdym razem kiedy wchodzę do sklepu uruchamia mi się zielony radar i pierwsze rzeczy które oglądam są zawsze właśnie w tym kolorze. Problem w tym, że za tym doskonałym kolorem musi podążać doskonały krój i kształt danego ubrania (doskonały w moim fanatycznym przekonaniu, oczywiście), a to z kolei zdarza się bardzo rzadko. Dlatego powyższe szorty (ich doskonałość polega na idealnej długości, kojarzącej mi się z „Mikołajkiem” R. Goscinnego, jedną z moich ulubionych książek w dzieciństwie) bezdyskusyjnie musiały trafić do mojej szafy. Czytaj dalej

|Go play a video game|

Różowa sukienka księżniczki z Topshopu zdecydowanie należy do moich ulubionych ubrań, sama nie wiem czemu tak rzadko ją noszę. Wczoraj miałam w planie założyć zupełnie coś innego, aleta piosenka wprawiła mnie w zdecydowanie księżniczkowy nastrój (też nie wiem dlaczego, to już druga zagadka). Jako że wieczorem było całkiem chłodno, przypomniałam sobie o moim kudłatym kardiganie, który kupiłam w lutym w Sztokholmie- jest cudownie ciepły i miękki.

PS Księżniczki zawsze są trochę rozczochrane.

Czytaj dalej

|A wooden box and an alley full of rocks|

Wrzesień i październik to chyba moje ulubione miesiące, jeżeli chodzi o ubieranie się. Dają mnóstwo możliwości mieszania materiałów, warstw, dorzucania wszystkich możliwych czapek i szalików, ale jednocześnie nie jest jeszcze tak zimno że jedyne na czym mi zależy to utrzymanie względnego ciepła. A co do mojego dzisiejszego stroju (wciąż jeszcze wersja piżamowo-letnia), mam na sobie najwygodniejsze na świecie spodnie w drobne kwiatki, warstwowy t-shirt z kołnierzykiem i kurtkę, w której chyba najbardziej podoba mi się dziwne połączenie delikatnego materiału i baseball’owego kroju.

Czytaj dalej

|Walk up Apple Hill|

Ostatnio poczułam silną potrzebę zrobienia czegoś z włosami. W związku z moim panicznym (i wciąż narastającym) strachem przed salonami fryzjerskimi udało mi się namówić mojego utalentowanego kolegę Marka, żeby wpadł i jakoś je ogarnął (mam do niego nieograniczone zaufanie, bo nie dość że znamy się od lat, to jeszcze obchodzimy urodziny w tym samym dniu). Marek na co dzień pracuje w warszawskim salonie na Mokotowie, ale że akurat był w mojej okolicy, udało mu się przyjechać. Po zmianie decyzji na temat grzywki w dosłownie ostatniej sekundzie (bo w moim przypadku zdecydowanie nie nadaje się na lato), w końcu postanowiłam tylko delikatnie je wycieniować, pożegnać się z prostownicą i pozwolić im naturalnie się kręcić. Niby nic, a różnica jest spora- dziękuję!

|Tender|

Wczoraj był jeden z tych dni, w których absolutnie nic z moich ubrań mi się nie podoba i mam wrażenie że czegokolwiek bym na siebie nie włożyła, to i tak coś będzie nie tak. W takich chwilach ratują mnie zawsze zwykłe czarne rurki od Levisa, koniecznie jakiś kapelusz albo czapka i mój ulubiony biały t-shirt, uszyty z dwóch warstw materiału. Właściwie powinnam była go już dawno wyrzucić, ale im bardziej jest wyciągnięty i znoszony, tym bardziej mi się podoba. Czytaj dalej