Strawberries for breakfast

Ostatnio zdecydowanie rzadko bywam w domu, stąd góra internetowo/blogowo/mailowych zaległości- obiecuję nadrobić je tak szybko jak to tylko możliwe. Dzisiaj w końcu znalazłam chwilkę żeby wrzucić zdjęcia mojej nowej kurtki Mary Meyer, którą przysłała mi La Dama– sklep który zdecydowanie wyróżnią się spośród mnożących się jak grzyby po deszczu małych internetowych butików. Ich asortyment jest utrzymany w jednym stylu, stawiają na niszowe marki, no i ich ubrania niczego nie udają. Trzymam za nich kciuki, a tymczasem biegnę na kolejny w tym miesiącu pociąg do Warszawy.

Czytaj dalej

Here’s looking at you, kid

W zeszłym tygodniu na krótko ( a nawet bardzo krótko) odwiedziłam Londyn- byłam na dniu otwartym w London College of Fashion, gdzie wybieram się kierunek Fashion Media Production. „Wybieram się” to właściwie za dużo powiedziane- jeszcze dość długa droga przede mną, kilka egzaminów, esejów, projekt licencjacki, ale mam nadzieję że przy odrobinie szczęścia mi się uda. Szkoła zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, wszyscy wydaję się być tam tacy „normalni”, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. Czytaj dalej

You say stop and I say go

Skórzane rękawy pojawiają się ostatnio wszędzie. Odkąd zobaczyłam je w klasycznym trenczu Burberry, czekam już tylko na opcję z żakietem Chanel. Mój sweter w wersji ze zwykłym białym t-shirtem, prostą sukienką lub czymś równie minimalistycznym jest dla mnie zbyt wangowaty, więc noszę go z szyfonową koszulą w kwiaty. Właściwie to ostatnio noszę tę koszulę wyjątkowo często. A tak w ogóle to od kilku dni chodzę już wyłącznie w koszulach- ostatnio moją szafę zasiliła solidna porcja nowych sztuk. Czytaj dalej

Blackberry stone

Mam sporo sukienek i bluzek które do tej pory rzadko nosiłam, bo ze zwyczajnym kardiganem wyglądały jakoś..zwyczajnie, z marynarką sztywno, a ramoneska do nich nie pasowała. Na ratunek przyszedł mój nowy sweter kupiony w Szwecji- jest luźny i miękki, ale kudłate ramiona jakoś trzymają go w ryzach i nie pozwalają na zbytnią włóczykijowatość. Gdyby nie on, pewnie nie miałabym z czym nosić na co dzień jedwabnej sukienki z łabędziami (w sumie są ich cztery sztuki- dwa z przodu i dwa z tyłu). A skoro już o tym mowa, nie mogę uwierzyć że nie widziałam jeszcze Black Swan!

Czytaj dalej

Saturday morning fever

Wczoraj na Stylesofia ukazał się mini edytorial z moim udziałem- to naprawdę miłe, kiedy sklep z którym się współpracuje wykazuje tyle zainteresowania, zwłaszcza w erze masowo wysyłanych maili, zaczynających się od słów „Drogi bloggerze!”. Poza tym wybrali sporo starych zdjęć, o których zupełnie zapomniałam, a z którymi wiążą się różne dobre wspomnienia. Krótko mówiąc, zapewnili mi świetny humor na cały weekend. Dziękuję!

Czytaj dalej