Just because we use cheats doesn’t mean we’re not smart

Moja zeszłoroczna miłość do długich spódnic i sukienek była równie gwałtowna, co krótka. Szybko doszłam do wniosku że to mocno niepraktyczna długość, do tego źle się w niej czuję, po prostu nie jest „moja”. Ale kiedy kilka tygodni temu zobaczyłam plisowaną złotą spódnicę u Shini, stwierdziłam że jest doskonała i mimo wszystkich wyżej wymienionych minusów chciałabym ją mieć w swojej szafie. Oglądałam ją nawet w sklepie w Sztokholmie, ale w końcu jakoś się nie zdecydowałam. Czytaj dalej

Halfway to the stars

W Sztokholmie udało mi się trafić na końcówki przecen, uzupełniłam więc swoją garderobę o kilka prostych swetrów, t-shirtów i innych ciuchów z gatunku „basic”. Każdy z nich ma jednak w sobie coś nietypowego, zresztą minimalityczne kroje z atrakcjami to chyba szwedzka specyfika. Przykład- malinowa tunika a’la stegozaur. Oprócz tego znalazłam długo poszukiwaną zamszową kurtkę idealną- w tym poście trochę ginie pod wielkim szalem, ale na pewno pojawi się jeszcze nie raz. No i jeszcze słowo na temat torby- kojarzycie moje noworoczne postanowienie? Padło jak tylko zobaczyłam wyprzedaż w Parfois.

Czytaj dalej

With a little help from my friends

Mój blog został nominowany przez Fashion Magazine do nagrody Oskary Fashion 2011 w kategorii Modny Blog 2011. Pierwszy raz spotkało mnie takie wyróżnienie, przynajmniej ze trzy razy czytałam maila żeby się upewnić czy na pewno czegoś nie pomyliłam. Jakby tego było mało, jedną z nagród jest stylizacja sesji na łamach Fashion Magazine. Nominowanych zostało dziesięć blogów, do finału przechodzi pięć z największą ilością głosów, a z finałowej piątki zwycięzcę wybiera międzynarodowe jury. Jeżeli chcielibyście zagłosować na mojego bloga, byłabym niesamowicie wdzięczna za Wasze wsparcie- przejście do finału naprawdę dużo by dla mnie znaczyło. Głosować możecie tutaj, każdego dnia można oddać jeden głos. Dziękuję!

Czytaj dalej

Sztokholm

Jeżeli na początku wyjazdu zapomina się biletów, zostawia gdzieś kartę płatniczą i gubi telefon, to potem może być już tylko lepiej. I faktycznie- Sztokholm jest miastem zdecydowanie w moim typie, może tylko mogłoby być trochę cieplej. Nie chodzi nawet o to że zmarzłam- kilka warstw i dwa splecione ze sobą szaliki grzały mnie wystarczająco dobrze, ale że przez ciągły mróz miasto wydawało się trochę…zahibernowane. Mieszkaliśmy na statku i próbowaliśmy dziwnych szwedzkich potraw, a mnie udało się nawet zrobić małe zakupy. Nie są może jakieś spektakularne, ale za to robione w wyjątkowych warunkach- w Beyond Retro w środku dnia trafiłam na koncert.

Czytaj dalej

But you don’t know what he means to me, Jolene

Dzisiaj był jeden z tych dni, w które z niczym nie mogę zdążyć i do niczego nie mogę się pozbierać. Czynności, które zwykle zajmują mi chwilę, rozciągają się na pół dnia. Może pomogłoby ubranie się w coś bardziej konkretnego, ale nijak nie mogłam się zmobilizować, mając perspektywę zawinięcia się w mięciutki strój wagabundy. Padło na wełniane szorty w norweski wzór, gruby kardigan, t-shirt, który ktoś z moich znajomych przypadkiem u mnie zostawił (uwielbiam zdobyczne ubrania!) i Lity. Wiele osób pyta mnie czy są wygodne- chyba najprościej będzie jak powiem, że dzisiaj parę razy się potknęłam, bo zapomniałam że mam na nogach buty na obcasach.

Czytaj dalej