Golden brown

Oto moja aktualnie ulubiona sukienka, pochodząca z Motel Rocks– uwielbiam jej barokowy nadruk i niesamowity tył. Nie mogę się już doczekać lata, kiedy będę mogła ją nosić odsłoniętą, w pełnej krasie. Póki co musi mi wystarczyć wersja z grubym kardiganem albo marynarką, a najlepiej z kardiganem i marynarką. Zimą jestem maniakiem warstw- dzisiaj na przykład miałam na sobie sukienkę, koszulę, sweter, drugi większy sweter i płaszcz. Nie zmarzłam, ale zdjęcie tego wszystkiego w sklepowej przymierzalni trochę mi zajęło.PS Spróbujcie nie zwracać uwagi na koszmarne wymiętolenie sukienki- kiedy patrzyłam na siebie w lustrze jakoś zupełnie tego nie zauważyłam.

Czytaj dalej

I’d rather laugh with the sinners than cry with the saints

Lubię etniczne dodatki jako uzupełnienie prostego, bazowego stroju- najbardziej te kojarzące się z obiema Amerykami. Właściwie nie chodzi tylko o dodatki- uwielbiam wszystko co ma wzory, frędzle czy hafty i nawiązuje do lat siedemdziesiątych i chyba nigdy mi to uwielbienie nie minie. A tak wyglądałam w ubiegły weekend- moja ukochana jedwabna biała bluzka, spódnica ze skórzanymi wstawkami i zamotana na ramieniu chusta, spięta pierzastą broszką. Ostatnie zdjęcie zrobiłam dla wszystkich którzy martwią się o moje zdrowie- ja naprawdę, naprawdę ciepło się ubieram.

Czytaj dalej

Laugh until we think we’ll die

Kiedy miałam piętnaście lat, spędziłam wakacje w Berlinie, mieszkając z trochę starszą ode mnie dziewczyną z Francji. Bardzo dobrze to lato wspominam, ale to o czym chciałabym dzisiaj napisać, to ogromne wrażenie, jakie sprawił na mnie styl ubierania się Pauline. Nosiła baleriny, plisowane spódniczki, koszule z okrągłym kołnierzykiem i granatowe marynarki. Kiedy wróciłam do domu, stwierdziłam że chcę wyglądać jak Pauline i natychmiast wprowadziłam moje postanowienie w życie, budząc tym samym sensację w moim gimnazjum, w którym królował styl na Peję (jeżeli chodzi o chłopców) i na Pussycat Dolls (jeżeli chodzi o dziewczyny). Czytaj dalej

Thinking about my doorbell

Właściwie wcale nie zamierzałam kupować sukienki, ale tej po prostu nie mogłam zostawić w sklepie- wisiała sobie na wieszaku, ostatnia w moim rozmiarze, jakby na mnie czekając. Idealnie wpisuje się w moje wyobrażenie o sukience doskonałej na tegorocznego sylwestra (o ile tylko nie wyląduję na imprezie „marsjanie i kosmonauci” etc, co jest dosyć prawdopodobne). Najbardziej podoba mi się w niej ten ciężki do sprecyzowania, wintydżowy duch- mimo że, paradoksalnie, pochodzi przecież z najbardziej sieciówkowej sieciówki świata. Czytaj dalej

Tonight the streets are ours

Pisałam kiedyś, że nie lubię marynarek- nie pozostaje mi chyba nic innego jak tylko się z tego wycofać! Ostatnio znajduję coraz więcej modeli, które naprawdę mi się podobają i w których dobrze się czuję, i kto wie, może pewnego dnia okaże się, że jestem wręcz marynarkowym maniakiem. Wciąż jednak lubię równoważyć je jakimś mniej sztywniackim elementem stroju- wielką wełnianą czapą czy jedwabnymi szortami. Właściwie powinnam otwierać teraz szampana- dni w których do mojej szafy trafia coś na górę- sweter, marynarka itp., są naprawdę wyjątkowe. Czytaj dalej