Hot pink.

Ostry róż, neonowy żółty, „baby blue”- to kolory które tej wiosny na pewno zasilą moją, dość szaro-burą, garderobę. Tym razem żarówiastą spódnicę z marszczonego materiału połączyłam z t-shirtem w paski i moją ukochaną marynarką w kropki. Odziedziczyłam ją po mojej Mamie, która stwierdziła że jest już niemodna. Do tego szalik w panterkę z tajskiej bawełny, tak żeby nie było zbyt jednolicie:) I wysokie kozaki które od czasu roztopów znów mogę nosić bez ryzyka poważnych uszczerbków na zdrowiu. Czytaj dalej

Creme de la creme

Niedziela była jednym z pierwszych ciepłych dni od bardzo dawna, poszliśmy więc wyprowadzić na spacer mój nowy kombinezon. Jest tak uroczy, że nie mogłam zostawić go w sklepie. Do tego jest w kropki, które od jakiegoś czasu odkrywam na nowo. Snując się po ulicach Krakowa dotarliśmy do Collegium Maius- od razu przypomniał mi się pewien deszczowy czerwcowy dzień. Ku uciesze turystów zrobiliśmy zdjęcia przy dźwiękach Gaudeamus Igitur i poszliśmy dalej. Zdecydowanie zaczyna pachnieć wiosną! Czytaj dalej

Pattern play.

Jedne z moich większych wiosennych obsesji to żywe kolory i miksowanie wzorów. Podobają mi się zestawienia o których kilka miesięcy temu powiedziałabym że nic w nich do siebie nie pasuje. Szaleństwo:) Na razie mieszam wciąż jeszcze zimowo- sukienkę w kwiaty noszę z grubym męskim swetrem w czarno-biały drobny wzór. Niecierpliwie czekając na wiosnę oglądam wzorzyste kolekcje Miu Miu, Tory Burch, Clementsa Ribeiro (zwłaszcza ten zestaw!), Louise Gray , Chrisa Benza (świetne kombinacje kolorowych grochów) i Emanuela Ungaro. Czytaj dalej

One night in Bangkok.

Nie wiem od czego zacząć- Tajlandia jest tak różnorodnym i tak egzotycznym dla mnie krajem, że naprawdę ciężko ją w kilku słowach opisać. Bangkok to mieszanina wysokich szklanych apartamentowców i slumsów. Północ kraju to miejsce gdzie w wysokich górach wciąż można spotkać prymitywnie żyjące plemiona, a południowe wyspy to raj na ziemi. Mają super zwierzęta- kochane słonie, tapiry i lori– najsłodsze futrzaki na świecie. Tylko jedzenie niezbyt mi smakowało. Czytaj dalej

Let’s do the laundry!

Jestem z powrotem! Było cudownie, Tajlandia jest przepiękna. Dzisiejszy post to tylko zapowiedź obszerniejszej fotorelacji- żółta dmuchana kaczka i moje nowe buty mają za zadanie jedynie rozbudzić ciekawość;). Zdjęcia pochodzą z południowych wysp, na które udało mi się pojechać na kilka ostatnich dni mojego pobytu, oraz z ogrodu orchidei. Poza pięknymi widokami w Tajlandii są niesamowicie mili ludzie, najostrzejsze jedzenie jakie w życiu jadłam i niewiarygodne upały. Te ostatnie udało mi się przetrwać głównie dzięki cytrynowemu topowi z zamkiem (widoczny pod sukienką na drugim zdjęciu). Noszony do cienkich koszul i sukienek sprawdzał się nawet przy najwyższych temperaturach. A skoro już mowa o niezawodności to miło mi ogłosić że dziś na moim blogu startuje konkurs.

Czytaj dalej