Murphy’s law.

Jak to mówią, potrzeba matką wynalazku- poniższy strój powstał niejako przez przypadek, a przyczyna tego stanu rzeczy była bardzo prozaiczna. Kiedy jechałam do domu na Święta Wielkanocne, jakoś nie przyszło mi do głowy, że może przydać mi się cokolwiek innego niż to co akurat miałam na sobie. Trochę przypomina mi to mój wakacyjny wyczyn z Pragi, tyle że na mniejszą skalę. Zostałam z jednymi spodniami i jednym t-shirtem 100 kilometrów od szafy z ubraniami. Ażurowy, pudroworóżowy sweterek i kwiecistą chustę kupiłam idąc z dworca na przystanek autobusowy w nieco zapomnianym przeze mnie second handzie, który niegdyś leżał na mojej „stałej bielskiej trasie lumpeksowej”. Czytaj dalej

Summer lovin’ had me a blast!

Sezon wiosenno- letni uważam za oficjalnie rozpoczęty. Było kilka zwiastunów- lody jedzone na Plantach, porzucenie tramwajów na rzecz rolek, przetasowanie w szafie i wyniesienie kozaków i płaszczy na strych, lecz dopiero popołudnie spędzone w zwiewnej sukience na rozgrzanym słońcem dachu (w bardzo miłym towarzystwie) pozwoliło mi odczuć, że zimę naprawdę mamy już za sobą. Czuję w kościach, że jednym z moich ulubionych letnich ubrań będzie falbaniasta sukienka z Zary (poniżej niemiłosiernie wygnieciona), uszyta z wielu warstw cienkiej bawełny, z widocznym suwakiem przez całą długość pleców. Czytaj dalej

All summer long.

Po raz kolejny potwierdziła się moja teoria, że Allegro to prawdziwa kopalnia skarbów, trzeba tylko wiedzieć jak szukać. Moją ostatnią zdobyczą są sandałki nabijane miedzianym ćwiekami- zaskakująco wygodne, z obcasem na tyle wysokim że nadaje sylwetce lekkości, ale jednocześnie na tyle niskim że da się w nich przechodzić cały dzień. Będą idealne do letnich zwiewnych sukienek, m.in do mojej wymarzonej maxi dress w motyle (ewentualnie kwiaty), którą zamierzam niebawem uszyć u krawcowej- w moim przypadku kupowanie takiej sukienki w sklepie mija się z celem, bo i tak muszę ją o połowę skrócić:)


Czytaj dalej

The Lion King.

Wszyscy już znają moje zamiłowanie do kiczu, ale ostatnio udało mi się przejść na jeszcze wyższy poziom- dorwałam w second handzie szeroki gumowy pas z klamrą ozdobioną czterema złotymi ćwiekami i głową ryczącego lwa, będącą jedocześnie kołatką (?!). Idealnie nadaje się do podkreślania talii- działa trochę jak gorset, zmusza do wciągnięcia brzucha i wyprostowania sylwetki. Niestety to nie ja tak wyginam śmiało ciało na zdjęciach, tylko moja współlokatorka Iza (szczytem moich możliwości jest dotknięcie podłogi koniuszkami palców). A na koniec życzę wszystkim wesołych i spokojnych Świąt!

Czytaj dalej