Snowflake.

Właściwie to dzisiaj miało być o mojej białej koszuli, ale Harel wyczerpała temat i napisała (oraz pokazała) chyba wszystko, co o białych koszulach powinno się napisać. Że najlepsze są z grubej, gęstej bawełny, że śnieżnobiałe i że przede wszystkim dobrze skrojone. Mnie trafiła się ostatnio prawdziwa gratka- znalazłam second handzie koszulę Yves Saint Laurent. Nie szkodzi że jest za duża, właściwie wolę taką niż dopasowaną, bo i tak dobrze się układa, nie odstaje, nie marszczy się, no po prostu czuje się igłę mistrza:) Czytaj dalej

Gold buttoned.

W jednej kwestii nic się nie zmieniło- inspiruje mnie wciąż ta sama kolekcja. Interpretuję ją po swojemu chyba na wszystkie możliwe sposoby, a futrzaka eksploatuję do granic przyzwoitości- najchętniej nosiłabym go codziennie. Marzy mi się jeszcze czarna torba z frędzlami, trochę bardziej elegancka niż moja zamszopodobna. No i po raz kolejny odczuwam zalety mieszkania z trzema koleżankami- chustę w drapieżne tygrysy (nie widać ich na zdjęciu, musicie uwierzyć mi na słowo, że tam są) moja współlokatorka dostała od mamy kolegi, a ja ją sobie raz po raz pożyczam. Mieszkaniowy handel wymienny kwitnie

Czytaj dalej

What a meeting!

W ostatnią sobotę w Krakowie miało miejsce dziejowe wydarzenie: sporej części polskich szafiarek udało się w końcu spotkać. Było bardzo miło i jednocześnie strasznie śmiesznie: Ryfka szyjąca rajstopy „na żywca”, Morven zmieniająca butki i atakujący niektóre z nas pan rycerz. Szczególny podziw wzbudziły we mnie Sandra i Cudak, które przyjechały aż z Gdańska! A Aife i Villkowi należą się ogromne podziękowania i wielkie buziaki za rewelacyjne zdjęcia i poświęcony czas. No to wielgachny buziak:*

Czytaj dalej

Changes?

Oto kolejna spódniczka z serii „pimp my coś-z-second-handu”. Tym razem powstała z dziecięcej sukienki, która sama w sobie była śliczna, lecz zmieszczenie się w ciuszek na 134cm znacznie przekracza moje możliwości. Dlatego rozprułam ją na dwie części, zaczęłam wszywać gumkę, ale po 5 minutach oraz konsultacji z mamą zrezygowałam i pobiegłam do krawcowej. Dżinsowa kurtka to efekt fascynacji tymi strojami Agyness Deyn. Całość bardzo przypomina mi zestawy z londyńskich ulic, które dane było mi w te wakacje podziwiać. Czytaj dalej