Jak udało mi się wypracować nawyk regularnej aktywności fizycznej?

Moja relacja z aktywnością fizyczną to typowa „love/hate relationship”. Albo inaczej – zawsze lubię, ale nie zawsze mi się chce. I to „nie zawsze” potrafi czasem trwać dwa miesiące. 

Jakiś czas temu w końcu udało mi się jednak nakierować się na bardziej zrównoważone tory. I o całej tej historii chciałabym Wam w dzisiejszym poście opowiedzieć.

Czytaj dalej

Co w sobie lubicie?

Czeeeeść!!! Ale się stęskniłam! Przychodzę dzisiaj z tematem, który chciałam poruszyć od dawna.

Bardzo często słyszę narzekania koleżanek na to, jak beznadziejne są w orientacji w terenie, albo w oszczędzaniu. Albo na to, jak kiepsko trafiły na włosowej loterii i muszą żyć z prostymi, cienkimi włosami, podczas gdy wszyscy (wszyscy = Instagram) mają takie piękne fale i warkocze do pasa.

O tym, co w sobie lubimy, mówimy dużo rzadziej. Jakoś nie ma do tego okazji i społecznego przyzwolenia. Czytaj dalej

Jak było w Gwatemali?

Siedzę pod palmą na leżaku (niebieskim), nogi opieram na drugim leżaku (różowym). Przed sobą mam morze w tym odcieniu błękitu, który dotychczas widywałam tylko w wynikach wyszukiwania grafiki Google. Pod drzewem przed chwilą śmignęła iguana. Caye Caulker to raj.

Dziś rano pożegnaliśmy w porcie znajomych, którzy odpływali z tej nieziemskiej wyspy z powrotem do lądowego Belize, stamtąd wracali do Gwatemali i w końcu – do domu. Ściskałam ich w porannym słońcu i myślałam o tym, ile szczęścia mamy, że możemy zostać tu jeszcze przez kilka dni.

Opowiem Wam, jak to się stało, że w ogóle się tutaj znalazłam. Bo choć myślałam, że zupełnie nie będę miała ochoty na jakiekolwiek relacje z podróży (lustrzanki nie brakowało mi ani odrobinkę), okazało się, że pod koniec każdego dnia zdania same układają mi się w głowie. Poczułam ochotę, więc usiadłam i napisałam kilka akapitów, potem jeszcze kilka, aż pod koniec podróży miałam gotowy post. No więc dawno, dawno temu… Czytaj dalej

Jak wygląda praca w salonie sukien ślubnych? Zawodowe Dziewczyny z Basią Kwintą

Nie oglądam telewizji, a jeśli oglądam, to tylko po to, żeby zobaczyć Say Yes to the Dress. Z jakiegoś powodu ten przesłodzony, głupiutki program o amerykańskich pannach młodych szukających swoich idealnych sukni zawsze mnie niesamowicie ekscytuje.

Nie mogę uwierzyć, że w tej sytuacji nie wpadło mi od razu do głowy zaproszenie do Zawodowych Dziewczyn kogoś, kto pracuje w salonie sukni ślubnych. Na szczęście napisała do mnie Basia Kwinta, stylistka ślubna i menadżerka rodzinnego salonu.

Jak tylko przeczytałam maila (i w trzy sekundy wysłałam w odpowiedzi entuzjastyczne TAK!), od razu wiedziałam, że to będzie fajne spotkanie. Ale jak już dotarłam do Wieliczki, zakochałam się totalnie – w opanowanej i kompetentej Basi, w szarlotce upieczonej przez jej mamę, w subtelnej, eleganckiej atmosferze salonu i przepięknych sukniach. Czytaj dalej